Tag: PZKol

  • Gorycka vs Dawidowicz: medialna histeria

    Gorycka vs Dawidowicz: medialna histeria

    Nieobecność Mai Włoszczowskiej i Aleksandry Dawidowicz na kieleckich mistrzostwach kraju w XCO to apogeum histerii wokół kadry olimpijskiej i polityki Polskiego Związku Kolarskiego. Związkowi miażdżąca krytyka należy się jak najbardziej, podobnie jak konstruktywne propozycje zmian. Histeria, wyrażona m.in. bannerem o kibicowaniu Pauli Goryckiej, w istniejących realiach jest kompletnie bez sensu.

    Poniższy tekst, co ważne, to jedynie zbiór hipotez i sugestii, które można wyciągnąć na podstawie ogólnodostępnych faktów. Publikuję go z czystej ciekawości, czy ktoś jest skłonny zgodzić się z takim tokiem myślenia.

    Na początku trzeba nieco się rozejrzeć i spojrzeć nie tylko na sytuację teraźniejszą, ale i w przeszłość. W przypadku kolarstwa górskiego de facto nigdy nie było ?Projektu Londyn?. Od sezonu 2007 praktycznie jedynym projektem jest ?Projekt Maja?. Już przed Pekinem postawiono wszystko na medal Mai Włoszczowskiej, m.in. w imię tego na Igrzyska pojechała Aleksandra Dawidowicz. Wówczas zdolna orliczka i, co ważne, przyjaciółka Mai. Nie wnikając w kulisy i plotki, istotne w tym wszystkim jest jedno. Maja była przygotowana rewelacyjnie, miała zapewnione optymalne warunki, zarówno sportowe jak i pozasportowe. Zdobyła medal a Dawidowicz przyjechała dziesiąta.

    Dziesiąte miejsce na Igrzyskach Olimpijskich brzmi dumnie, prawda? Trzeba przyznać, że młodsza z Polek pojechała bardzo dobry wyścig. Równocześnie należy pamiętać o dość istotnym fakcie. Na IO startuje wyraźnie mniej zawodników, w tym zawodników z czołówki niż podczas imprez Pucharu Świata. Nie zmienia to jednak sytuacji, że ?dycha? na IO to imponujący wpis w CV, na bazie którego można próbować budować dalszą karierę, szczególnie będąc młodym zawodnikiem. Zwłaszcza w kraju, gdzie szeroko pojęta kultura sportu stoi na tak niskim poziomie jak u nas, wynik przywieziony z Igrzysk daje dużo więcej niż regularnie potwierdzana dyspozycja na prestiżowych, ale mniej eksponowanych imprezach. Z drugiej strony przykład odejścia marki Halls od sponsorowania grupy kolarskiej po świetnym wyniku obu reprezentantek w Pekinie pokazuje, że nie wszystko jest tak oczywiste, jakby się wydawało. Sytuacja, w której srebrna medalistka po największym sukcesie w karierze – i z perspektywą na kolejne – traci sponsora powinien być zapisany w podręcznikach marketingu jako przykład perfekcyjnego strzału w stopę.

    W każdym razie, przy okazji szans na dobry wynik w Londynie, trzeba pamiętać, że przed taką szansą stoją teraz nie tylko panie, ale też Marek Konwa i Piotr Brzózka.  Choć obaj są młodzi a wśród mężczyzn czołówka jest szersza i bardziej wyrównana, także tam najsilniejsze reprezentacje (np. Szwajcarzy) muszą prowadzić ciasną selekcję i rezygnować z wystawienia wielu znakomitych kolarzy. Zatem sporo miejsc na zapleczu ściśle pojmowanej szpicy się zwalnia i można spróbować o nie powalczyć.

    Aby jednak unikać dygresji, wracam do właściwego tematu. Po rewelacyjnym wyniku obu Polek w Pekinie wiadomo było, że jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, zarówno Maja jak i Ola są murowanymi kandydatkami do występu w Londynie. Jeśli chodzi o Maję, sytuacja jest jasna. W tym momencie trudno mówić o niej jako ?najlepszej polskiej kolarce?, ponieważ Włoszczowska jest kilka poziomów wyżej. To gwiazda światowego mtb, medalistka olimpijska, mistrzyni i multimedalistka mistrzostw świata. Jedyne, czego jej brakuje w portfolio to przejeżdżonego na wysokim poziomie całego sezonu w Pucharze Świata, ale i na to ma jeszcze czas, wszak ciągle jest młoda! W tym miejscu trzeba jasno zaznaczyć: Maja do Londynu jedzie walczyć o złoto. Dla sportowca tej klasy i z takim dorobkiem brak medalu będzie porażką. Taką jak choćby dla Rafaela Nadala odpadnięcie z tegorocznego Wimbledonu. To nie jest ?wywieranie presji?. To konsekwencja bycia czołową specjalistką imprez mistrzowskich w ostatniej dekadzie!

    Jeśli zaś chodzi o Dawidowicz, to sytuację można porównać do walki bokserskiej o tytuł mistrza świata. By zdobyć pas, pretendent musi być wyraźnie lepszy od aktualnego czempiona. Chcąc jak najbardziej uniknąć przykrych i niepewnych argumentów osobistych należy przyznać jedno. Żadna z zawodniczek w sezonach 2009-2012 nie weszła na dłużej na wyraźnie wyższy poziom sportowy od Aleksandry Dawidowicz. Trudno mówić ?co by było gdyby? Anna Szafraniec miała mniej pecha i unikała kontuzji. Te się jej jednak przytrafiały więc argumentów zabrakło.

    Elementem nieprzewidywanym, choć nie do końca, we wcześniejszym planie było pojawienie się Pauli Goryckiej. Zawodniczki z pewnością utalentowanej i pracowitej, która? no właśnie, która kontynuuje dobre tradycje w rodzimym XCO ? wydaniu kobiecym. Nasze juniorki i orliczki niemal od początku obecności tej dyscypliny w Polsce, szybko sięgają po dobre rezultaty na arenie międzynarodowej. Gorycka jest kolejną z nich, być może już wkrótce następczynią i rywalką Włoszczowskiej. O tym przekonamy się w nadchodzących latach, wszak to dopiero Maja wchodzi w najlepszy wiek dla kolarza a Paula ledwie co kończy przygodę ze ściganiem w kategoriach młodzieżowych.

    I znów, abstrahując od niezmiernie skomplikowanych kwestii osobistych, również w tym przypadku trudno znaleźć argument, by to Paula a nie Ola jechała do Londynu.  Zawodniczce, która ma realne szanse na obronę dziesiątej lokaty (regularne miejsca w okolicach 20. na Pucharze Świata dają szansę na top10 IO) przeciwstawiana jest zdolna i perspektywiczna, ale ciągle ?orliczka?. Realnych argumentów brak poza jednym z gatunku ?a może by dać jej szansę?.

    Na koniec wreszcie dwie sprawy, które podgrzały opinię publiczną w ostatnich tygodniach: Mistrzostwa Europy i Mistrzostwa Polski. Z Moskwy Gorycka przywiozła srebro w U-23, Włoszczowska i Dawidowicz pojechały w elicie ? jak na nie – kiepsko. Trzeba w tym miejscu pamiętać, że prestiż Mistrzostw Europy, szczególnie w roku olimpijskim, do tego rozgrywanych na dwa miesiące przed kluczowym startem sezonu jest dyskusyjny. Tym bardziej w momencie, w którym większość federacji zakończyła już selekcję. Podobnie sprawa wygląda z mistrzostwami kraju. Być może nieobecność olimpijek to zabieg taktyczno-psychologiczny by uniknąć konfrontacji. Tyle, że do IO pozostał miesiąc i niekoniecznie oznacza to, że kadra musi w tym czasie startować i cokolwiek komukolwiek udowadniać. Rozliczenie przygotowań przyjdzie po Londynie. Odpuszczenie startu, który miałby wyłącznie charakter treningowy jest jak najbardziej wytłumaczalne.

    Po argumentach racjonalnych czas na pytania i komentarz. O skandalicznych kulisach prezentowania systemu kryteriów selekcji do kadry IO wszyscy wiemy. Ba, wspominają o nich nie tylko niszowe, rowerowe media, ale także mainstream: np. onet czy gazeta.pl. Trzeba jasno powiedzieć: pojawienie się kryteriów zostało wymuszone na związku przez wspomniane, głównie niszowe media rowerowe. Kryteria od początku bzdurne, skandaliczne i oderwane od rzeczywistości, które zrobiły więcej złego niż dobrego. Pardon, zyskał na tym Marek Konwa, który by je wypełnić ścigał się w Pucharze Świata elity, dzielnie zbierał punkty na innych, prestiżowych imprezach, dzięki czemu jest obecnie na 24 miejscu w rankingu UCI elity (przez chwilę był nawet 19.). Jak odbije się to na jego dalszej karierze ? nie wiadomo, miejmy nadzieję, że w dłuższej perspektywie rozwinęło go to a nie ?zabiło?. Wszak, podobnie jak Gorycka nominalnie wciąż jest ?młodzieżowcem?! Paula nie poszła jego śladem i choć również regularnie ścigała się w Pucharze, to jednak nie z elitą a z orliczkami (co wykluczyło ją z walki o miejsce w kadrze na Londyn). Pojawia się wątpliwość podobna co w przypadku Marka: czy nie spowolniło to jej rozwoju, ale z drugiej strony czy nie jest to jednak bardziej naturalna i zdrowa droga.

    Co ciekawe, istniejący system (bez oficjalnych minimów, kryteriów, standardów) skutecznie funkcjonował przez lata. Dopiero gdy Maja Włoszczowska, grupa CCC i Polski Związek Kolarski zrezygnowali z usług Andrzeja Piątka, ten upomniał się o swoje w realiach, które sam współtworzył i które w sytuacji monopolu, gdzie odgrywał istotną rolę, sprawdzały się znakomicie. Ponieważ były wyniki a nie było wystarczająco zdeterminowanych chętnych, by ów system rozbić, nikt nie zwracał uwagi na istniejącą patologię, której przykładem była wspomniana na samym początku selekcja na IO w Pekinie. Czemu wszystko działało tak a nie inaczej? Trudno stwierdzić, ale obecnie widać jak zdolnym PRowcem jest Andrzej Piątek. ?Rozwód? z Włoszczowską, CCC i  PZKol właściwie wygrał, zdobywając sympatię mediów i kibiców. Podobnie wygląda sprawa z eliminacjami olimpijskimi, czego ostatecznym wyrazem jest banner na kieleckich mistrzostwach (choć sam w sobie jest słaby i kojarzy się co najwyżej ze szkolnymi przezywankami ). Niestety, mimo teoretycznych zmian w Polskim Związku Kolarskim wszystko pozostało po staremu. Problemy i niejasności jak były, tak są, nie tylko wokół kadry mtb, ale również szosowej czy torowej.

    Tak czy  inaczej, tego, co się stało zmienić już się nie da. Do Londynu jadą Włoszczowska oraz Dawidowicz, z czym merytorycznie trudno polemizować. Natomiast smród, jaki powstał wokół będzie unosił się jeszcze długo.  Do Igrzysk w Rio droga daleka. Do tego czasu możliwa jest sytuacja, że pretendentów do kadry będzie więcej. Nie tylko wśród kobiet jak i wśród mężczyzn. To ważne, bo tym razem, choć nasi reprezentanci są bardzo młodzi, byli pewniakami. A co gdyby kilka dobrych wyników zdobył choćby ścigający się w Norwegii Maciej Dombrowski? Albo z formą wystrzelił ktoś z drugiego szeregu. Też musiałby zmagać się z ogłoszonymi post-factum kryteriami?

    Cross country wydaje się odradzać. Pojawiają się wyścigi wyższej kategorii, trasy zaczynają znów być wymagające. Rośnie zainteresowanie zawodników, za nimi podążają rowerowe media. Jest szansa, że wkrótce znów wyrosną perspektywiczni zawodnicy. Należy pamiętać, że Włoszczowska, Dawidowicz, Szafraniec, Konwa czy Brzózka zaczynali swoją przygodę na Grand Prix MTB Lang Teamu, zanim jeszcze wyścigi te stały się karykaturą samych siebie.

    Co można zatem zrobić w takiej sytuacji? Np. przetestować system kryteriów przy okazji przyszłorocznych mistrzostw świata. Ogłosić je, dajmy na to w listopadzie a następnie konsekwentnie zrealizować. Można przy tym m.in. zastanowić się nad tym, czy warto zmuszać młodzieżowców do rywalizacji z elitą. A także nad wieloma innymi sprawami, ale myślę, że są tęższe głowy niż moja, które są w stanie podjąć odpowiednie decyzje :-)

    Ważne, by ta opcja, która zostanie wybrana była realizowana konsekwentnie i zgodnie z poszanowaniem jeśli nie prawa, to choćby dobrych obyczajów. Bo póki co właśnie tego ostatniego elementu zabrakło najbardziej.

  • 12 Wydarzeń 2011r. Zmiany w polskim MTB

    12 Wydarzeń 2011r. Zmiany w polskim MTB

    Zaczęło się koszmarnie, od wprowadzonego tylnymi drzwiami Pucharu Polski w maratonie. Później było tylko ciekawiej. Zmiana trenera kadry narodowej i  grupy CCC Polkowice. Burza w mediach a następnie medal Mai Włoszczowskiej w Champery. A na deser niemal rewolucja, czyli zapowiedź rewitalizacji zawodniczego xc.

    Nic nie zapowiadało tak wielkich zmian. Wyglądało raczej, że będzie nieciekawie. Grand Prix Lang Teamu niemal przestało istnieć. W ramach rekompensaty rozegrano firmowy wyścig Mai Włoszczowskiej w Jeleniej Górze. Choć bez wielkich gwiazd został nieźle wypromowany i zrelacjonowany. A to już krok naprzód. Maja i jej działalność to jednak głównie podwórko zagraniczne.

    Na naszym rodzimym zaczęło się od kwasu, czyli od pokątnego ogłoszenia Pucharu Polski w maratonie mtb w sytuacji w której sezon już trwał i nie wszyscy potencjalni zainteresowani mieli możliwość dostępu do informacji.Mimo tego, powrót Pucharu wraz z nagrodami finansowymi cieszył. Martwiło za to, że rozgrywany jest w ramach serii Skandia, której trasy mają opinię niewymagających. Jak się później okazało, Puchar w Maratonie był tylko przygrywką do zapowiedzi przywrócenia Pucharu Polski w cross country. To drugie wydarzenie, jeśli dojdzie do skutku, może przyczynić się do rewitalizacji kolarstwa górskiego w wydaniu stricte wyczynowym, stworzenia zaplecza dla kadry narodowej, zwiększenia szans na znalezienie nowych talentów itd.

    Pytanie, czy do planów odrodzenia xc na szerszą skalę niż dwie grupy zawodowe doszłoby, gdyby nie „Rozwód Roku„, czyli zakończenie współpracy Mai Włoszczowskiej z trenerem Andrzejem Piątkiem. Rozstanie to pociągnęło za sobą przebudowę grupy CCC Polkowice, zwolnienie Piątka z etatu trenera kadry w Polskim Związku Kolarskim i powołanie na jego miejsce Marka Galińskiego.

    Galiński wkrótce po przejęciu opieki nad Włoszczowską poprowadził ją do srebra na Mistrzostwach Świata w Champery, za to Piątek związał się z klubem ze Środy Wielkopolskiej (Torq Superior) gdzie wraz z nim zakotwiczyła Paula Gorycka. Szkoda tylko, że przy tych przetasowaniach, być może koniecznych dla uzdrowienia sytuacji w rodzimym mtb, padło wiele niestosownych wypowiedzi. Tu niestety największy minus należy się Włoszczowskiej, która z dnia na dzień zmieniła swoje publiczne zdanie o trenerze Piątku o 180 stopni.

    Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB, Jelenia Góra 2011

    Maja Włoszczowska MTB Race Jelenia Góra

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB

  • Piętnastu dzielnych ludzi

    Piętnastu dzielnych ludzi

    Piętnastu mężczyzn w wieku 20-30 lat zostało sklasyfikowanych w „Top-5 Giga” serii MTB Marathon. Wynikałoby z tego, że tylu jest w kraju zawodników elity, którzy chcą lub mogą ścigać się górskich maratonach rowerowych. Mało? Dużo? W sam raz?

    Tymczasem na facebookowym profilu Bikemaratonu toczy się uroczy flejm w stylu sprzed niemal dekady. Poszło o frekwencję i o to kto ma dłuższego czyje maratony są lepsze. Czy te, które gromadzą na starcie więcej uczestników czy może te, które najbardziej zapadają w pamięć prowadząc trasę przez dzikie, leśne ostępy w mało znanych górskich rejonach. Jest też taka, którą oficjalnie wszyscy gardzą, bo jest do bólu komercyjna (a tak naprawdę zazdroszczą sukcesu) oraz taka, która może nie błyszczy w rankingach, ale za to ma relacje w telewizji.

    Będąc wewnątrz pewnej społeczności różnice, które oddzielają ją od otoczenia, stanowią o własnej tożsamości i wyjątkowości są dla zainteresowanych bardzo wyraźne. Tym bardziej, im bardziej samemu jest się zaangażowanym. Jeśli przez ostatnie dziesięć miesięcy ktoś wypruwał sobie żyły ciężko trenując, wydał przynajmniej kilka tysięcy złotych na dojazdy, noclegi i rekonstrukcję sprzętu a do tego spędził ten czas jeżdżąc na rowerze z po prostu fajnymi ludźmi, trudno odmówić prawa do pewnego rodzaju sentymentu. Sentymentu, nieco przygasającego, gdy spojrzeć na szkiełko z postrzępioną wstążką ozdobione przyklejoną na dwustronnej taśmie plastikową tabliczką, które bywa nagrodą za zajęcie premiowanego miejsca w niemal dowolnej serii imprez.

    A co, jeśli wyjść z grona krewnych i znajomych królika? Spojrzeć na maratony okiem zwykłego śmiertelnika? Mam znajomych, którzy regularnie odwiedzają krakowskie Błonia, gdy tylko jest tam jakaś rowerowa impreza. Kolega chce powspominać dawne czasy, zobaczyć, jak wyglądają współczesne rowery, przyglądnąć się zawodnikom. Jego partnerka dla odmiany traktuje to jako okazję do miłego spędzenia czasu i szansę na obserwację „ludzi z pasją”. Sama ma swoją, więc otoczenie różnego rodzaju freaków dobrze jej robi. Efekt? Nie widzą różnicy. Czy to Lang, Golonko, Grabek lub Zamana, wrażenia są te same. Jadą, jest ich dużo, nic się nie dzieje, wracają, wchodzą na dekoracje. Dziesiątki klasyfikacji, więc nie wiadomo, kto wygrał. Tak, brak kategorii open to spory problem. Dwudziestodziewięciolatek oddzielony w klasyfikacji od trzydziestojednolatka to absurd.

    Kolejna sprawa, to nieobecność gwiazd. Jeśli na starcie staje Maja Włoszczowska czy Marek Galiński, jest to traktowane w kategoriach wydarzenia. Często zresztą nasi kadrowicze maraton traktują towarzysko-treningowo. Trudno się dziwić, wszak to impreza masowa. Ale maratony nie kreują również swoich własnych bohaterów. Zarówno w top5 MTB Marathonu, czyli, docelowo najtrudniejszej a zatem najbardziej prestiżowej serii imprez, jak i w szerszej klasyfikacji tego cyklu a także na Bikemaratonie próżno szukać medalistów mistrzostw Polski. No dobrze, nadinterpretacją jest, że na maratonach ścigają się całkowici amatorzy. Ale nieliczna grupa zawodników – nazwijmy ich wyczynowymi –  rozpierzchła się po seriach, ligach, cyklach i edycjach. Jak zawsze najbardziej dotkliwe jest to dla kobiet, które chcąc się ścigać wkładają równie wiele pracy w przygotowania co mężczyźni a zdarza się, że nie są w stanie skompletować obsady na pełne podium. Więcej jest więc przygody, wyzwania, pasji niż sportu jako takiego.

    Zatem skoro są to imprezy dalekie od wyczynu, jak rozróżnić, która jest lepsza i ważniejsza? Argument „najbardziej prestiżowa seria maratonów, bo wjeżdża na górskie szczyty powyżej tysiąca metrów i oferuje prawdziwe mtb” trafia więc tylko do zainteresowanych. Jeśli gros startujących to i tak amatorzy a większość z nich nie aspiruje do bycia sportowcem wyczynowym (bo ich nie stać, bo nie mają czasu, bo mają inne priorytety a na rowerze zmęczyć się po prostu lubią), jaka jest różnica, czy wjadą na Śnieżnik czy na górkę pod Otwockiem? A w ogóle, to gdzie leży Śnieżnik? W tym kontekście wygrywa ten, kto zorganizuje imprezę bardziej masową, czyli z większą frekwencją.

    Rywalizację kolarzy górskich ogląda się fajnie. To niezły sposób na spędzenie dnia na świeżym powietrzu. Aby było co oglądać, potrzebna jest frekwencja nie mas a zawodników wyczynowych i ich wymierna, sportowa walka. Reaktywację Pucharu Polski w maratonie w ramach serii Skandia przyjąłem z cichym entuzjazmem. Bo choć przeprowadzona w najgorszym stylu Polskiego Związku Kolarskiego daje nikłą, ale jednak nadzieję, na odbudowę wyczynowego mtb na skalę szerszą niż kadra narodowa i Maja Włoszczowska. Do rozwoju pobudzają tylko silne i określone bodźce. Piknik, nawet zorganizowany na Evereście, wciąż będzie tylko piknikiem. Wyścig, nawet jeśli poprowadzony na osiedlu, będzie zawsze wyścigiem.

  • Jak zbudować tęczowy system?

    Jak zbudować tęczowy system?

    Siedemnaście lat temu otwarto tor kolarski w Manchesterze. Jeden z najlepszych obiektów tego typu na świecie miał pomóc zbudować potęgę brytyjskiego kolarstwa. Udało się. Nowy mistrz świata, Mark Cavendish to tylko wisienka na torcie, który w całości prezentuje się imponująco.

    Od 1994r brytyjscy kolarze stali się główną siłą na torze, zaczęli liczyć się na szosie i utrzymali wysoki poziom w mtb. Niemal w każdej z rowerowych konkurencji odgrywają kluczową rolę. Organizują istotne imprezy, które przyciągają media i kibiców. Zbudowali topową grupę zawodową. Dają wsparcie młodym i perspektywicznym zawodnikom. Stworzyli system, który długofalowo powinien zapewnić ciągłość, także po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie.

    Szkolenie i wsparcie opiera się na kilku poziomach, od juniora młodszego po elitę. Od lokalnych klubów po centralny ośrodek w Manchesterze. Zanim system przyniósł owoce, trzeba było nieco poczekać, ale Brytyjczycy byli konsekwentni. Najpierw zdominowali tor. Chris Hoy, Victoria Pendleton i Bradley Wiggins rozkręcili na dobre machinę sukcesu. Hoy doczekał się nawet tytułu szlacheckiego, Wiggins stał się specjalistą wielkich tourów z szansami na pierwsze brytyjskie podium w Tour de France. Powstała grupa Pro Tour, która ma wsparcie brytyjskiego koncernu medialnego. Docelowo ma być miejscem, gdzie zatrudnienie znajdować będą najlepsi krajowi kolarze. Jest w niej Wiggins, w następnym sezonie ma mu towarzyszyć nowy mistrz świata, Cavendish. Z myślą o tym duecie była z resztą budowana.

    Aby nie przynudzać, zobaczmy na efekty. Podczas tegorocznych Mistrzostw Świata na szosie reprezentanci Wielkiej Brytanii zdobyli sześć medali. Złoto Cavendisha ze startu wspólnego mężczyzn to oczywiście najważniejszy z nich, ale nie wolno zapominać o srebrze Wigginsa na czas i brązie Emmy Pooley w tej samej specjalności wśród elity kobiet.  W młodszych kategoriach brąz dołożył Andrew Fenn ze startu wspólnego młodzieżowców a wśród juniorek tęczową koszulkę zdobyła Lucy Garner. Elinor Barker była druga w tej samej kategorii w jeździe indywidualnej. Gdyby tego było mało, kilka tygodni wcześniej w Champery ścigający się na rowerach górskich Brytyjczycy zgarnęli w sumie pięć krążków. Nieco gorzej poddani Jej Królewskiej Mości wypadli na torze, gdzie wygrali dziewięć medali, przegrywając prestiżową rywalizację z Australijczykami i Francuzami. Do tego wszystkiego Cavendish wygrał zieloną koszulkę Tour de France a Wiggins i Froome stanęli na podium hiszpańskiej Vuelty. Krótko mówiąc, udany rok. Co więcej, apogeum sukcesów ma nadejść dopiero w sezonie 2012!

    Też mamy tor. Oddany do użytku w 2008r, czyli całkiem niedawno. W międzyczasie zorganizowaliśmy tam mistrzostwa Europy i mistrzostwa świata a także doprowadziliśmy do sytuacji, że nieomal zgnił, gdy zabrakło pieniędzy na ogrzewanie minionej zimy. Podczas rozmowy telefonicznej, którą komentatorzy Eurosportu przeprowadzili z prezesem Polskiego Związku Kolarskiego w trakcie trwania wyścigu elity w Kopenhadze, ten przepraszał zawodników za niedogodności w pierwszej połowie roku. Cóż, Związek jest w odbudowie, ciągle jeszcze można wiele wybaczyć.

    W tym miejscu pokuszę się o dość odważne stwierdzenie. Fakt, że Dariusz Miłek wycofał się ze wsparcia dla grupy kolarskiej klasy Pro Continental to dobry ruch. To nie czas i miejsce na pompowanie pieniędzy w ekipę bez przyszłości. Kilku niezłych gregario, którzy cieszą się uznaniem w zachodnich grupach zawodowych, to mało. Jeśli tylko przeniesienie części funduszy z budżetu ekipy zawodowej CCC zostanie dobrze spożytkowana, za kilka lat możemy mieć fundamenty, by powstał polski odpowiednik brytyjskiego Sky Team. Nie, nie po Londynie. Może po Rio de Janeiro. Z doświadczonymi i utytułowanymi Majką, Paterskim i Kwiatkowskim jako liderami i kilkoma medalistami mistrzostw świata młodzieżowców na torze lub w mtb w roli potencjalnych gwiazd światowego kolarstwa. Ktoś jest sobie w stanie wyobrazić sytuację, że zamiast podziwiać „dzielnych polskich uciekinierów walczących o koszulkę najaktywniejszego” będziemy się zastanawiać, który z Polaków wygra Tour de Pologne po śmiałym ataku na górskim etapie?

    To wszystko jest możliwe. Obawiam się jednak, że nawet, jeśli sponsorem PZKol zostałby brytyjski Sky, albo nasz PKN Orlen lub też inny mecenas z niemal nieograniczonym – jak na tę dyscyplinę – budżetem, wszystko zostałoby po staremu. Dlaczego? Bo aby sensownie budować i odbudowywać potrzebne są jasne i przejrzyste zasady. Sprzątanie po prezesie Walkiewiczu trwa już ponad półtora roku. W międzyczasie dokonała się także quasi-rewolucja związana z kadrą mtb. „Szkolenie młodzieży” pozostaje ulubionym hasłem, tak jak w przypadku rozważań o słabości polskiej piłki nożnej. Wygląda na to, że nadal nikt nie pomyślał nawet nie o szczegółach a o podstawach przyszłego systemu, który doprowadzi nie wybitnego indywidualistę a jednego z grupy zawodników do tytułu mistrzowskiego. Jeśli znacie kogoś, kto siedzi w biurze przy BGŻ Arena, może warto podesłać mu ten link: http://en.wikipedia.org/wiki/British_Cycling. Ot tak, na początek, by nie trzeba było za dziesięć lat przepraszać zawodników za chwilowe niedogodności „bo mamy przejściowe trudności”.

  • Sprawdzam

    Sprawdzam

    Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien oczekiwać rewolucji już teraz. Maja może nie zdobyć medalu, juniorzy mogą pojechać bez błysku. W ogóle to mogą być najgorsze mistrzostwa świata dla naszych kolarzy górskich od dekady.

    Nowa konfiguracja w ekipie zawodowej i kadrze narodowej, nawet, jeśli w oczach najbardziej zainteresowanych jest wyraźną zmianą na lepsze, wymaga nieco czasu by się dograć. Mai Włoszczowskiej wypada życzyć powodzenia w obronie tytułu, jej koleżankom dołączenia do liderki w walce o medale. Juniorom, juniorkom, orlikom i ?orliczkom? wyników, które dają nadzieję na przyszłość. Chleba, soli, mleka miodu i wszystkich innych produktów spożywczych, które wymienia się w tego typu okolicznościach.

    W związku z ?rozwodem roku? może być jednak różnie i nawet kompletną klapę, trzeba będzie przyjąć ze spokojem dając pewien kredyt zaufania. Nawet najlepsi ? a z takimi mamy do czynienia ? mogą mieć słabszy dzień, miesiąc a nawet sezon. Poza Markiem Galińskim, który powoli zmienia funkcję: z zawodnika na mentora, wszyscy liczący się polscy zawodnicy mtb są nadal młodzi i mogą osiągnąć bardzo wiele.  Zatem, jeśli ktoś z Polaków sięgnie w Champery po medal, będzie dobrze. Jeśli nie? nie będzie źle. W tym roku wyniki schodzą na dalszy plan. Prywatnie właściwie w ogóle mnie nie interesują.

    Interesuje mnie za to kilka, pozornie mniejszych spraw. Skoro dokonano zmiany, to znaczy, że stare było niewystarczające a nowe ma być lepsze. Skoro nowe ma być lepsze, to proponowałbym zacząć od kwestii kluczowej w dzisiejszych czasach. Informacji.

    Pytań jest bowiem bez liku. I nie, nie dotyczą one tego, kto zawinił, kto komu zrobił źle, dobrze i dlaczego skończyło się tak, jak się skończyło. Dotyczą tego, co będzie. Zatem po kolei:

    • Jak wygląda organizacja kadry narodowej cross country: trener, menadżer itd. (na stronie Polskiego Związki Kolarskiego trenerem nadal jest Andrzej Piątek)
    • Jakie są kryteria kwalifikacji do kadry narodowej?
    • Jakie są zobowiązania zawodnika ? członka kadry narodowej?
    • Jakie wsparcie ze strony Polskiego Związku Kolarskiego oraz innych organizacji, urzędów i organów państwa otrzymują członkowie kadry narodowej w poszczególnych kategoriach wiekowych, kobiety i mężczyźni?
    • Czym różni się grupa zawodowa mtb CCC Polkowice od kadry narodowej mtb kobiet?
    • Jakie są kryteria kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich w Londynie
    • Czy istnieje a jeśli tak, to jak wygląda organizacja przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro 2016
    • Jak wygląda sytuacja w konkurencjach nieolimpijskich (organizacja kadry, szkolenia, wsparcia dla zawodników): zjeździe, 4X, trialu, maratonie

    Myślę, że proste wyjaśnienie tych kwestii i opublikowanie ich na stronie Polskiego Związku Kolarskiego byłoby gestem wskazującym na zmianę polityki. Bo sama zmiana trenera nie rozwiązuje licznych problemów i niejasności. Powyższe pytania wysłałem do szefa wyszkolenia PZKol, choć liczę się z tym, że ze względu na niszowość medium jakim operuję mogę spotkać się z brakiem odpowiedzi.