Tag: PZKol

  • Najbardziej niepotrzebny ranking

    Najbardziej niepotrzebny ranking

    PZKol prowadzi swój ?Challenge? dla zawodników startujących w cross country. Komisja Masters zajmuje się swoją klasyfikacją dla szosowców. Ktoś ewidentnie zapomniał o challenge?u dla mastersów startujących na rowerach górskich. Zatem proszę bardzo, przychodzę z pomocą. Szanowni Państwo, oto nieoficjalne zestawienie najlepszych mastersów ścigających się w XC w sezonie 2015.

    O ile pamiętam, taka klasyfikacja pojawiała się w poprzednich latach. Zdarza się, że prowadzona jest również w przełajach. W tym roku reaktywowany Puchar Polski XCO, jednak kategorie ?emeryckie? nie zostały uwzględnione w klasyfikacji generalnej. Nie wszystkie eliminacje tak samo traktowały kolarzy deklarujących się jako amatorzy. W niektórych przypadkach stosowano standardowy podział na kategorie wiekowe, w innych wszystkich wrzucano do jednego worka.

    Można się zżymać, że póki są siły, należy się ścigać w elicie. Jest w tym nieco prawdy, ale z drugiej strony, skoro istnieje oficjalna kategoria, to w ramach obowiązujących reguł można z niej korzystać. Co więcej, istnienie klasy ?masters? i powoli odradzającej się ?cyklosport? jest jednym z nielicznych wyrazów podążania za zagranicznymi standardami. W bardziej rozwiniętych sportowo krajach, podział na ?klasy zaawansowania? jest naturalny. Masters jako kolarz wyczynowy, lecz bez aspiracji do zawodowstwa (lub rezygnujący z zawodowstwa z racji wieku) ma sens.

    Do poprowadzenia ?Challenge?u? przyjąłem kryteria używane przy klasyfikacji elity. Kalendarz imprez jest ten sam (bez wyścigu Mai Włoszczowskiej w Jeleniej Górze, gdzie nie było ani kategorii masters ani ?amator open?). Wyłączyłem z niej też wyścigi zagraniczne. Nie rozgraniczam zawodników na posiadających licencję lub nie. Biorąc pod uwagę, że nawet Polski Związek Kolarski w przypadku rankingu Elity tego nie weryfikuje, to tym bardziej ja nie czuję takiej potrzeby. Z podobnego powodu nie znajdziecie na liście klubów – wspomniany PZKol w swojej klasyfikacji stosuje pełną dowolność, np. używając nazw, które nie są oficjalnie zarejestrowane a na licencjach kolarzy widnieją zupełnie inne wpisy. Ale to mała dygresja, przejdę więc do konkretów.

      Punktację obowiązującą w rankingu znajdziecie tutaj. Realnie istnieją 3 kategorie wyścigów: Mistrzostwa Polski, Puchar Polski i wyścigi klasy ?A?. Pewna trudność pojawiła się w związku z łączeniem kategorii na niektórych wyścigach (oraz startem jednego z zawodników w MP XCE wraz z elitą i juniorami). Dla uproszczenia, w takiej sytuacji przyznawane są punkty za zajęte miejsce open, bez podziału na kategorie. Nie przygotowałem klasyfikacji dla kategorii ?Masters IV?. Zawodnicy tej grupy regularnie mieli swoją klasę właściwie tylko podczas Pucharu Szlaku Solnego, gdzie jednak punktowali razem z ?Masters III? (klasyfikacja do znalezienie tutaj) Zatem, aby nie przedłużać:

    Challenge Masters MTB XCO 2015 by XOUTED.COM

    Bezpośredni link do arkusza Zwycięzcami są: w Masters I Mirosław Bieniasz, w Masters II Jarosław Miodoński, w Masters III Krzysztof Gierczak. Drugie miejsca zajęli odpowiednio: Marek Tyniec (czyli ja ;) ), Piotr Zając i Zbigniew Zwoliński a trzecie Tomasz Sawicz, Grzegorz Armatys i Józef Rabski. Niniejszym najlepszym przyznaję takie oto odznaki: złotą (pdf w wysokiej rozdzielczości do pobrania i dowolnego użycia), srebrną (pdf) i brązową (pdf). badge-gold badge-silver badge-bronze Zwycięzcom gratuluję! Równocześnie mam prośbę, jeśli znajdziecie jakiś błąd w punktacji, nazwisku lub też jeśli macie pomysły na ulepszenie rankingu w kolejnym sezonie - piszcie w komentarzach. Właściwie ta klasyfikacja jest tak samo ważna, jak każda inna. Zakładając, że prawidłowo spisałem punkty, Challenge XCO Masters 2015 by XOUTED.COM można uznać za wiążący. Ponieważ zarówno PZKol jak i Komisja Masters olały ten temat, korzystam z wakatu i go przejmuję. Zatem, jeśli chcecie, z przyjemnością będę kontynuował tę zabawę w sezonie 2016.

  • Niestowarzyszeni nieklasyfikowani niewidoczni

    Niestowarzyszeni nieklasyfikowani niewidoczni

    Założenie klubu kolarskiego nie jest łatwe. Wielu dobrych zawodników mtb ma sponsorów, współpracuje lub samemu tworzy ?teamy? a mimo to na ich licencjach widnieje hasło ?niestowarzyszony?.

    Aby nie było wątpliwości: działalność klubów sportowych w Polsce reguluje Ustawa o Sporcie. Zatem, nawet jeśli ktoś chce, za zaistniały stan nie można winić Polskiego Związku Kolarskiego. Ten gra wedle istniejących reguł. Te natomiast głoszą, że klubem sportowym może być jedynie ?osoba prawna?.

    Standardową formą, w jakiej działa wiele klubów jest Stowarzyszenie lub Stowarzyszenie Kultury Fizycznej. Jednym z licznych mankamentów tego rozwiązania jest długotrwały i bardzo uciążliwy proces rejestracji, który nie tylko wymaga zmagania się z inercją urzędów, ale też zaangażowania 15 osób. Pozornie wydaje się to mało, ale standardowy ?team? kolarski, przynajmniej u progu swoje działalności to zaledwie kilka osób, które wspólnie reprezentują barwy sponsora czy lokalnego samorządu. Do wymaganej przepisami piętnastki jest daleko, zatem zakładanie Stowarzyszenia wiąże się z chodzeniem ?po prośbie? i zbieraniem podpisów od rodzin i przyjaciół.

    Ten tekst miałem pisać zaraz po Mistrzostwach Polski MTB. W Sławnie przynajmniej kilku kolarzy ze ścisłej czołówki, choć na swoich strojach ma nazwy sponsorów, z którymi regularnie współpracują, występuje jako ?niestowarzyszeni?. Inni, na których licencjach widnieje taki sam napis skorzystali z pewnej luki w systemie i przy zapisach internetowych w polu ?klub? wpisali nazwę swojej istniejącej, funkcjonującej, ale oficjalnie nieformalnej grupy lub sponsora indywidualnego.

    Biorąc pod uwagę, jak niewielu mecenasów mają nasi kolarze, każdy z nich jest na wagę złota. Konieczność kombinowania, by jego nazwa znalazła się w wynikach jest zwyczajnie słaba. Ciekawa sytuacja zachodzi również w momencie, gdy kolarz, zazwyczaj dla własnej wygody (zorganizowanie licencji nie jest szczególnie kłopotliwe, ale mimo wszystko wymaga pewnego wysiłku) zapisuje się do klubu, który wyrabia mu dokument, jednak na co dzień jeździ dla kogoś innego.

    Interesująco wygląda też sprawa mistrzostw regionalnych. Nie wiem do końca, jak to wygląda w innych województwach, posłużę się więc przykładem Małopolski. Lokalny oddział Związku Kolarskiego działa dość prężnie, z tutejszych klubów pochodzi wielu znakomitych zawodników a narybek wciąż płynie, m.in. dzięki ponadprzeciętnej ilości organizowanych wyścigów oraz działających klubów i UKSów.

    Jeśli jednak spojrzeć na wykaz zawodników, drugi, najbardziej popularny ?klub?, na który wystawiona jest licencja to właśnie ?niestowarzyszony?.

    Mimo tego, w oficjalnych Mistrzostwach Małopolski (w każdej z kolarskich konkurencji) klasyfikowani są wyłącznie zawodnicy zrzeszeni w klubach zarejestrowanych w MZKol. Dzięki temu, choć licencję z przerwami mam od 1994r, nigdy nie zostałem ujęty w mistrzostwach mojego regionu.

    Sytuacja, w której np. lokalny sklep, który wspiera dwóch, trzech zawodników lub zawodniczki nie ma nawet satysfakcji z zobaczenia swojej nazwy np. ?Nazwa – Miasto? jest dziwna. Podobnie musi czuć się trener szkolący ośmiu kolarzy, każdemu z których zorganizował wsparcie warte kilka tysięcy złotych, w zamian za co patrzy na ?niestowarzyszonych? lub reprezentujących obce kluby.

    Będącej wysoko w hierarchii aktów prawnych Ustawy o Sporcie obejść się nie da. Klub Sportowy musi być osobą prawną i wierzę, że za takim rozwiązaniem stały określone i pozytywne przesłanki. Co więcej, myślę, że należy uszanować tych, którzy ponoszą wysiłek prowadzenia Stowarzyszenia czy Uczniowskiego Klubu Sportowego. Ba, należy im się właściwe wsparcie, choćby w postaci dotacji ?na szkolenie młodzieży? czy też preferencja w postaci możliwości walki o oficjalne drużynowe mistrzostwo Polski w sztafecie XCR.

    Z drugiej strony być może sensowną propozycją byłoby umożliwienie rodzaju uproszczonej rejestracji grupy kolarskiej, choćby na potrzeby minimalnego ?dopieszczenia? i zachęcenia sponsorów do kontaktu z kolarstwem, podobnie jak uwzględnianie dotychczas ?niestowarzyszonych? zawodników w rankingach, ?challenge?ach? czy mistrzostwach.

    Co sądzicie o takiej sytuacji i proponowanym rozwiązaniu? Jakie są Wasze doświadczenia związane z funkcjonowaniem klubów i wyrabianiem licencji? Piszcie w komentarzach…

  • Zróbmy rebranding PZKol

    Zróbmy rebranding PZKol

    Nowe logo Międzynarodowej Unii Kolarskiej ma wyrażać zmiany, które zachodzą wewnątrz federacji. Zadaniem odświeżonego pakietu identyfikacji wizualnej ma być także poprawa komunikacji z kibicami oraz sponsorami. A gdyby tak popracować nad wizerunkiem Polskiego Związku Kolarskiego?

    Żeby nie było wątpliwości: UCI zebrała sporo krytyki za zmianę logo. Użytkownicy twittera ocenili, że jest to działanie zastępcze w obliczu problemów z dopingiem, korupcją i biurokracją. Częściowo mają rację, ale z drugiej strony trzeba oddać Federacji, że w ostatnich miesiącach wykonała sporą pracę, zwłaszcza w obszarze komunikacji i transparentności.

    uci-olduci-new

    Dostęp do informacji jest łatwiejszy, Unia aktywnie działa w social mediach, ich strona jest aktualna i przejrzysta, komunikaty trafiają terminowo do odbiorców a kanał youtube udostępnia darmowe transmisje z imprez mistrzowskich oraz prób rekordu godzinnego.

    ?Wieszanie psów? na Polskim Związku Kolarskim jest łatwe i do pewnego stopnia modne. Cóż, zadłużona i próbująca wyjść z zapaści instytucja boryka się z wieloma problemami. Jeśli UCI miewa kłopoty z komunikacją, to PZKol jest pod tym względem jeszcze bardziej upośledzony.

    Równocześnie trzeba docenić starania. Strona Związku, w przeciwieństwie do stanu sprzed choćby dwóch lat, jest aktualizowana. Dostępne są bieżące regulaminy, przepisy, kalendarze, ale też wyniki i rankingi. Jeszcze niedawno o takiej sytuacji można było tylko pomarzyć. Wbrew pozorom wykonano sporą pracę w dziedzinie komunikacji i należy to docenić.

    Tyle tylko, że wciąż raz na jakiś czas zdarza się ?wtopa?. Ostatnią jest zamieszczenie informacji o kadrze reprezentującej kraj na mistrzostwach świata w maratonie dopiero w momencie, gdy zawodnicy znaleźli się we Włoszech a jeden z portali z własnej inicjatywy zaczął dopytywać o powołania i ostatnie zmiany w składzie.

    Powiedzmy sobie szczerze: wizerunek PZKol leży i kwiczy. Jeśli przyjrzeć się bliżej, wykonywana jest żmudna, i co całkiem skuteczna praca nad poprawą sytuacji finansowej, sportowej i organizacyjnej. Proces oddłużania trwa, pojawiają się projekty związane ze szkoleniem młodzieży, reaktywacją Pucharów Kraju, na zawody międzynarodowe wysyłani są kolejni zawodnicy, także w konkurencjach nieolimpijskich (a co za tym idzie mniej dochodowych).

    pzkol-logo pzkol

    Choć rebranding jest procesem kosztownym, wbrew pozorom to jest właśnie moment, w którym Związek go potrzebuje. Nowa symbolika, która wyrazi nie tylko samą zmianę, ale też stojące za nią idee: przejrzystość, komunikację, otwartość i prostotę.

    W miejsce niejasnej symboliki użyjmy prostego, współczesnego fontu. Jedynym nawiązaniem do tradycji niech pozostanie charakterystyczny dla strojów reprezentacji narodowej (nota bene znakomity, ponadczasowy projekt świetnie widoczny w peletonie mistrzostw świata), czerwony pas. I to wszystko. Powyżej znajdziecie szybki szkic zrobiony w GIMPie. Profesjonalista zapewne dopracowałby tę ideę i dorobiłby resztę identyfikacji wizualnej, albo zaprezentował swój, zupełnie inny projekt.

    Logo organizacji nie zmienia się z nudów. UCI odświeża wizerunek, bo sama Federacja przechodzi proces trudnej transformacji. Dla PZKol nowy znak graficzny mógłby być dodatkowym bodźcem dla dalszych prac.

  • A czy Ty masz już swoją licencję?

    A czy Ty masz już swoją licencję?

    W tym roku wniosek o licencję wysłałem dość późno. Sporym zaskoczeniem było, że mój regionalny związek kolarski stanął na wysokości zadania i za nieco ponad tydzień wymarzony dokument czekał na mnie w skrzynce.

    W ramach niesienia kaganka oświaty na wstępie trzeba powiedzieć jasno: licencja kolarska to mniej niż choćby karta wędkarska. Może ją sobie kupić każdy, zdrowy, nawet nie dorosły człowiek. Jedyne, do czego uprawnia, to do startów w wybranych, zamkniętych dla ?amatorów? imprezach oraz (ewentualnie) do klasyfikacji w oficjalnych rankingach. O ile takie oczywiście są prowadzone.

    Z drugiej strony to jasna deklaracja dotycząca celu, w jakim uprawiamy kolarstwo. To sport zinstytucjonalizowany, sport wyczynowy, podlegający oficjalnym regulacjom, nastawiony na osiągnięcie jak najlepszych rezultatów.

    Prawda jest taka, że bez licencji można spokojnie żyć i ścigać się przez większą część sezonu. Na palcach dwóch rąk można policzyć imprezy, na których licencja jest faktycznie potrzebna, zarówno w mtb jak i na szosie.

    Mimo braku choćby symbolicznych korzyści uważam, że licencję warto mieć. Wymusza kupno ubezpieczenia a skromna opłata wspiera Polski Związek Kolarski lub jego regionalne oddziały. Do tego obliguje do przestrzegania przepisów i nadaje sensowne ramy całej zabawie.

    Łatwiej też wytłumaczyć znajomym, czym się zajmujemy w wolnym czasie, gdy zamiast na ?Puchar Burmistrza Gminy? albo na ?Hardcorowy Maraton Sponsora? jedzie się na ?Puchar Polski?, nawet jeśli realne różnice między nimi są niewielkie.

    Krótko mówiąc, przez kolejny sezon będę ?wyczynowym kolarzem?, nawet jeśli moja tekturowa licencja kategorii ?Masters? nic nie zmienia w moim życiu.

    Czy masz już licencję PZKol 2015?

    View Results

    Loading ... Loading ...
  • 3500 kolarzy utonie

    3500 kolarzy utonie

    Brązowy medal piłkarzy ręcznych to kolejny sukces naszych sportowców w ostatnich miesiącach. Jeśli mówimy o ?renesansie polskiego kolarstwa?, trzeba wziąć poprawkę na kontekst. A ten jest niezwykle optymistyczny, bo od kilkunastu miesięcy niemal każda aktywność zmienia się w nagrodę z cennego kruszcu.

    Właśnie ten kontekst sprawia, że choć w kolarstwie zawodowym odnosimy największe sukcesy w historii, są one równorzędne z rezultatami lekkoatletów, siatkarzy, szczypiornistów, narciarzy i innych, na których wymienianie braknie tu miejsca. Jednocześnie otoczenie sprawia, że tęczowa koszulka Kwiatkowskiego i ?grochy? Majki choć dla fanów są czymś wyjątkowym, dla widzów zainteresowanych sportem są jednymi z wielu świetnych wyników.

    Kilka dni temu Polski Związek Kolarski podał, chyba pierwszy raz, statystyki dotyczące ilości zrzeszonych w swych szeregach zawodników. Ponieważ, jak już wiele razy wspominałem, nasza licencja ma głównie charakter deklaratywny, osób które złożyły oświadczenie o byciu kolarzem mamy ponad 3500. To o wiele więcej, niż się spodziewałem. Imponująca jest liczba mastersów, czyli ?emerytowanych? sportowców chcących wciąż w sposób zinstytucjonalizowany uprawiać swoją ukochaną dyscyplinę. Jest nas około tysiąca! Nieźle wygląda też sytuacja w najmłodszych kategoriach. Kolarskiego ?narybku?, od żaka do juniora włącznie (dziewcząt i chłopców) mamy w sumie 2000. Jeśli by więc stworzyć piramidę wieku, będzie ona miała kształt klepsydry (elita i orlik to zaledwie nieco ponad pół tysiąca osób). Gdyby mówić o kolarzach jak o normalnym społeczeństwie, diagram prezentowałby perspektywiczny naród, w którym starsi niedawno spłodzili bardzo wiele potomstwa, by wyrównać straty, wynikłe w wysłania całego, środkowego pokolenia z samobójczą misją na wojnie.

    Ilu z młodych ludzi, obecnie zaczynających swoją przygodę z kolarstwem dotrwa do kategorii elita, nie wiemy. Zapewne nie wszyscy. Edukacja, praca, rodzina, ?życie? sprawią, że część z nich z pewnością odejdzie i powróci już jako mastersi, wiedziona sentymentem i wspomnieniami. 3500 dzielnych ludzi to więcej, niż się spodziewałem, obiektywnie to wciąż garstka. Dla porównania przypomnijmy, że British Cycling niedawno chwalił się pozyskaniem stutysięcznego członka. Nie chodzi jednak o to, by po raz kolejny pastwić się nad PZKol, to lepiej ode mnie robią inni. Rzecz w tym, że nie możemy choćby pomyśleć o sobie w kategoriach jakkolwiek wyjątkowych. Kolarstwo nie wybija się ani pozytywnie, ani negatywnie spośród innych. Jego reprezentanci odnoszą sukcesy, które są wspaniałe, ale tak samo jak biegaczy, narciarzy czy szczypiornistów.

    ?Renesans polskiego kolarstwa? to raczej renesans wyników niż dyscypliny jako takiej. To dobry moment, by napędzić popularność, która zaczyna kiełkować (czego przykładem jest obecność Majki i Kwiatkowksiego w pierwszej dziesiątce plebiscytu Przeglądu Sportowego). Sama koszulka mistrza świata tego jednak nie zrobi. Rowerzyści nie przedzierzgną się w kolarzy tylko dlatego, bo imponuje im ?Kwiato? a rodzice nie zapiszą dzieci do klubów, bo marzą o tym, by ich pociechy spotkał los Majki. Takie mamy czasy, że klientom trzeba zawsze zaoferować coś więcej, niż sam produkt, jakkolwiek sam w sobie znakomity by nie był (a powiedzmy sobie szczerze, członkostwo w związki sportowym nie kojarzy się z prestiżem czy nobilitacją, chyba, że mówimy o golfie). Do wykonania jest gigantyczna praca związana z wizerunkiem i ofertą, jaką może dać kolarstwo i sam Związek. Jeśli nie zostanie ona wykonana w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy, renesans wyników będzie tylko chwilowym przebłyskiem a 3500 kolarzy z licencjami utonie w morzu innych aktywnych ludzi. Zwłaszcza, że do wyboru jest wiele innych możliwości, równie, jeśli nie bardziej atrakcyjnych co wyczynowa jazda na rowerze.

    Kim zostaniesz, gdy dorośniesz?

    View Results

    Loading ... Loading ...
  • Kalendarze, kalendarze

    To już ten czas. Można rozpocząć pierwsze przymiarki do sezonu 2015. Polski Związek Kolarski, niektóre Okręgowe Związki Kolarskie oraz część organizatorów imprez jako takich przedstawia szkice przyszłorocznego harmonogramu gier i zabaw na świezym powietrzu.

    Od Mistrzostw Polski przez Puchary, Prestiżowe Maratony po Lokalne Ogórki. Niby tak samo, jak co roku, a jednak trochę inaczej. Bez względu na to, czy pod presją mediów i startujących, czy na podstawie głębokiej autorefleksji wymienionych we wstępie ciał, już teraz mamy do wglądu pewien ramowy program, do którego można zacząć układać swoje plany.

    Główny trend brzmi: więcej. Jeśli chcesz się ścigać na rowerze, od poziomu przedszkolaka do poziomu elity z licencją, czy to na szosie czy to na ?góralu?, okazji będzie co nie miara. Kolejny sezon zapowiada klęskę urodzaju, pozostanie kwestią indywidualnego wyboru, gdzie zbierać punkty, gdzie spotykać się ze znajomymi i które części kraju odwiedzać. Dla zawodników mtb najważniejszą informacją jest zmiana w maratonowym Pucharze Polski, który będzie wykraczał poza cykl Skandii. Ze wstępnej wersji kalendarza PZKol wynika jednak, że ?prawdziwe góry? kolarze odwiedzą tylko dwukrotnie: w maju w Kluszkowcach i Wiśle. Póki co zaplanowano 7-8 eliminacji XCM oraz raptem dwie eliminacje XCO. Znając życie, pojawi się jeszcze sporo zmian. Co ważne, oficjalny sezon będzie dość długi: od 18.04 (białostocki Puchar Polski) do 3.10.2015 (Finał PP XCM – Kwidzyn). Maratonowe mistrzostwa kraju (po raz kolejny w Obiszowie) zaplanowano dopiero na 28.09, cross country to stały termin w połowie lipca (16-19), w nieznanej jeszcze lokalizacji. Do tego dochodzi mnogość imprez amatorskich czy półamatorskich. M.in. Bikemaraton i Skandia wpisały się do oficjalnego kalendarza, na pozostałe serie jeszcze czekamy.

    Bogactwo wyboru będą również mieli amatorzy ścigający się na szosie. Aż 16 eliminacji liczył będzie sobie DSR Road Maraton a to nie jedyna propozycja dla miłośników jazdy w peletonie.

    Kalendarz PZKol zawiera również imprezy dla kolarzy stricte wyczynowych. Choć zawodowcy nie mogą narzekać na brak okazji do rywalizacji, istotny jest brak zawodów kategorii .1. Zarówno etapówki jak i ?klasyki? które zostały zapisane do międzynarodowej klasyfikacji Europe Tour będą oferowały punkty i nagrody jedynie drugiej kategorii. Szkoda, ponieważ w ten sposób prestiż poszczególnych wyścigów będzie wyłącznie kewstią umowną, związaną w dużej mierze z tradycją.

    To największy problem, jaki widzę w projektowanych kalendarzach 2015. Obojętne, czy przeznaczonych dla zawodników wyczynowych czy amatorów. Mimo pewnych ruchów mających nałożyć strukturę i hierarchię, inflacja i nadprodukcja imprez kolarskich (czy też rowerowych) sprawia, że poza mistrzostwami kraju trudno wskazać wyraźnie jasne punkty sezonu. To miłe dla uczestników o tyle, że łatwo będzie znaleźć niszę, w której będzie można odnosić sukcesy. Z drugiej strony zamazuje jasność przekazu. Tak czy inaczej, nie ma co wariować, do ostatecznej wersji terminarzy jeszcze wiele się zmieni.

    Projekt kalendarza PZKol znajdziecie tutaj.

  • Sto tysięcy Brytyjczyków

    Sto tysięcy Brytyjczyków

    Tylu właśnie, ekhm, członków, zrzesza British Cycling, czyli Związek Kolarski w Służbie Jej Królewskiej Mości. Od 2012r liczba ta podwoiła się. Sukcesy kolarzy zawodowych przekładają się wprost na popularność nie tylko sportu wyczynowego i amatorskiego, ale też roweru jako środka komunikacji.

     

    Infografikę ze stosownymi danymi zamieściłem w dzisiejszym, porannym loverove. Kolejne liczby znajdziecie w artykule na road.cc. Według niego British Cycling w 2005r zrzeszał 15tyś osób. Teraz jest ich tytułowe 100000. To robi wrażenie, ale jest jeszcze ważniejsza statystyka. W 2000r, sezonie Igrzysk Olimpiskich w Sydney kolarzy-juniorów (poniżej 18 roku życia) na terytorium Zjednoczonego Królestwa było mniej niż tysiąc. Dziś jest ich TRZYNAŚCIE TYSIĘCY, regularnie trenujących i uczestniczących w zawodach. Jeśli na Wyspach jest jakiś młody człowiek, któremu Bóg, Los lub geny rodziców przekazały talent do kolarstwa, a do tego chce tę szansę wykorzystać, niemal niemożliwe jest, by nie został wciągnięty w odpowiedni system szkolenia. Efekt? Podczas Igrzysk w Londynie, dwanaście lat po Sydney, w konkurencjach kolarskich Brytyjczycy zdobyli dwanaście medali, w tym osiem złotych. Rok wcześniej Mark Cavendish został mistrzem świata ze startu wspólnego, w roku olimpijskim Bradley Wiggins i Chris Froome ustrzelili dublet w Tour de France a sam Froome przywdział żółtą koszulkę w Paryżu dwanaście miesięcy później.

     

    Sam sportowy sukces to jednak mało, by przyciągnąć do siebie ludzi. Brytyjski Związek, o czym pisałem niemal rok temu, oferuje szereg korzyści dla płacących składkę członkowską. Licencja staje się czymś więcej niż tylko ?kartą wędkarską?. To m.in. korzystna polisa ubezpieczeniowa oraz system zniżek w sporej części popularnych sklepów rowerowych. Oprócz tego oczywiście możliwość startów w zawodach firmowanych przez związek dla zainteresowanych sportem wyczynowym oraz, co jest bezcenne, prestiż i poczucie wspólnoty w skutecznej i bogatej w sukcesy organizacji. Warto też wspomnieć o tym, że członkostwo jest relatywnie niedrogie (20-69 funtów) a sam związek mocno zabiega o pozyskanie kolejnych członków. Co więcej, działania British Cycling nie ograniczają się wyłącznie do sportu: w jego kręgu zainteresowań znajduje się także turystyka oraz bezpieczeństwo ruchu drogowego (sprawy, którymi u nas zajmują się NGOsy).

     moj_kraj_taki_piekny

    Tymczasem u nas rodzimy Związek Kolarski, mimo sukcesów naszych kolarzy kojarzy się głównie negatywnie. ?Niereformowalny beton? to łagodny eufemizm, jakim PZKol określany jest przez wielu zrzeszonych w nim zawodników. Korzyści z członkostwa de facto nie ma, opłata wiąże się głównie ze zgodą na różnego rodzaju represje. Przykładem może być choćby nadgorliwość we wprowadzeniu przepisu o ?imprezach zabronionych?, który solidnie namieszał w tegorocznym kalendarzu, ale przykłady indolencji można mnożyć Krótko mówiąc, licencja jest, jeśli nie obciachem, to co najwyżej przykrą koniecznością dla tych desperatów, którzy chcą uczestniczyć w zinstytucjonalizowanym sporcie wyczynowym. Wielka szkoda, bo osobiście wierzę, że właśnie taka droga zorganizowanej aktywności niesie ze sobą więcej korzyści niż komercyjna i zindywidualizowana, znana z prywatnie prowadzonych imprez masowych. Co więcej, uważam, że osoba aspirująca do miana zawodnika, wspomnianą licencję powinna mieć, choćby dla zasady. Tyle, że argumentów za opłaceniem składki jest coraz mniej. Sama tęczowa koszulka mistrza świata nie wystarczy, by do związku masowo zaczęła napływać nowa krew.

    Zdjęcie okładkowe: http://www.britishcycling.org.uk/

  • Poniedziałkowy skrót – studium przypadku

    Medale panczenistów, wygrana Michała Kwiatkowskiego i nieukończony bieg Justyny Kowalczyk. Do tego Chris Froome, Alejandro Valverde i Alberto Contador pokazali wysoką formę. To był bardzo intensywny weekend.

    Volta a Algarve ma zaledwie kategorię 2.1, ale to dość prestiżowa impreza. Późniejsi faworyci wielkich tourów często właśnie w Portugalii rozpoczynają sezon. W tym roku na starcie stanęli m.in. Alberto Contador, Rui Costa czy Chirs Horner. Pogodził ich Michał Kwiatkowski, który wygrał dwa etapy, w tym krótką jazdę indywidualną na czas oraz klasyfikację generalną. To nie jest wynik, który przyprawiłby przeciętnego Kowalskiego o paliptację serca, ale kibic kolarstwa musi być zadowolony. Tym bardziej, że faworyci wzięli to ściganie na poważnie, rywalizując z Polakiem w końcówkach (Contador urwał ?Kwiato? jeden etap kończący się podjazdem).

     

    Tymczasem w niedalekiej Andaluzji nogę sprawdzali kolarze CCC oraz Active Jet. Bez błysku, ale zabierali się w ucieczki i próbowali walczyć. Jeśli chodzi o gwiazdy, to w formie jest już Alejandro Valverde a po piętach depcze mu Richie Porte. Jego klubowy kolega i lider, Chris Froome powtórzył ubiegłoroczny sukces z Omanu i wygrał tamtejszą etapówkę kończącą poważne ściganie na półwyspie arabskim. Niespodzianką in minus była postawa Vincenzo Nibalego. Tyle tylko, że wyniki wyścigów w tak wczesnej fazie sezonu nie świadczą jeszcze o niczym poza dyspozycją w tym konkretnym momencie. Tak czy inaczej wygrana Kwiatkowskiego z utytułowanymi rywalami cieszy, podobnie jak inne wyniki i plany polskich kolarzy, o czym napisałem wczoraj w tekście dla rowery.org.

      Wracając jeszcze na chwilę do Igrzysk Olimpijskich w Soczi nie mogę nie wspomnieć o świetnej postawie łyżwiarzy szybkich. Dwa medale: srebrny kadry kobiet i brązowy mężczyzn w drużynowych wyścigach na dochodzenie budzą radość i szacunek zarazem. Nie tylko trafili z formą, ale też wykorzystali podobno nienajłatwiejszy lód wymagający odpowiedniej taktyki. Ta permanentnie niedoinwestowana u nas w kraju dyscyplina ma niepowtarzalną szansę na rewitalizację. Czy sukcesy olimpijskie przekują się na wzrost popularności, czy zadaszone zostaną tory i czy kadra dostanie więcej pieniędzy? Entuzjazm jest spory, czy zostanie wykorzystany? Kilka lat zwycięstw i medale Justyny Kowalczyk (z ostatniego biegu musiała się wycofać - kontuzjowana stopa nie wytrzymała obciążenia) póki co nie wywołały boomu na biegi narciarskie. To będzie ciekawe studium przypadku do obserwowania w najbliższych latach.   Na koniec odrobina prywaty, ale z kontekstem. Wysłałem wniosek o licencję na sezon 2014. Niemal równolegle dość wiarygodne źródło podało, że w minionym roku we francuskiej federacji kolarskiej zrzeszonych było 119218 cyklistów. Chcąc uzyskać podobną skuteczność, licencję PZKol musiałoby mieć ponad 70tyś ludzi!

  • Chciałbym mieć licencję

    Uważam, że osoba, która regularnie uczestniczy w zawodach kolarskich powinna mieć licencję. Dzięki temu jasno można określić cel, w jakim staje na starcie. Jest nim rywalizacja sportowa. Równocześnie wiąże się to z podporządkowaniem przepisom, regulaminom i zasadom: fair play, antydopingowym, dotyczącym sprzętu itd.

    Sport instytucjonalny ma to do siebie, że opisują go różnorakie reguły, których strzegą stosowne federacje. W przypadku kolarstwa jest to Międzynarodowa Unia (UCI) a na rodzimym gruncie Polski Związek (PZKol). Z dawnych czasów pamiętam pytanie, jakie często padało z ust innych zawodników: ?a ty masz licencję, czy jeździsz tak tylko dla przyjemności?? W domyśle: jesteś kolarzem-sportowcem, czy rowerzystą-hobbystą.

    Jednak tak jak licencja sama nie zrobi z kogoś kolarza, tak jej brak nie zrobi turysty. O ile jeszcze piętnaście lat temu trudno było regularnie rywalizować nie mając tego dokumentu, o tyle teraz na większości wyścigów wystarczy opłata wpisowa. Co najwyżej nie zbiera się punktów do klasyfikacji regionalnej czy ogólnokrajowej. Ba, nawet by brać udział w wyścigach szosowych – ostatniej ostoi kolarskiego konserwatyzmu – często wystarczy oświadczenie o stanie zdrowia, rower i kask.

    O tym, że ludzie chcą się ścigać i podnosić swoje umiejętności świadczy coraz więcej imprez i kolejne rekordy frekwencji. Nie tylko w Polsce. Kraje anglosaskie przeżywają kolarski boom. W Stanach czy w Wielkiej Brytanii zawodnicy – od profesjonalistów po amatorów rywalizują niemal dzień w dzień. Równocześnie międzynarodowa federacja chce utrzymać swoje wpływy oraz należyty porządek. Stąd też ożywia, martwy dotychczas przepis o zakazie startu zawodników licencjonowanych w imprezach spoza swojego kalendarza pod karą grzywny i miesięcznego zawieszenia.

    Moja stara licencja kolarska
    Moja stara licencja kolarska

    Załóżmy, że w sezonie 2014 chciałbym wystartować w mistrzostwach Polski XC, w kategorii masters. Zanim wydam 50PLN  na licencję w swoim regionalnym związku, muszę sam poszukać obowiązkowej polisy ubezpieczeniowej. Mistrzostwa są pod koniec lipca. Do tego czasu, chcąc się ścigać powinienem pilnować i sprawdzać, która impreza jest, a której nie ma w kalendarzu PZKol. Co roku jest ich niewiele, co roku też przynajmniej kilka fajnych wyścigów nie jest wpisanych na listę związku. Nie wspominam już o maratonach, które co do zasady są imprezami masowymi i raptem kilka ma status oficjalnych zawodów kolarskich. W związku z tym, jedyne co kupuję wraz z licencją to kaganiec i groźbę sankcji. Jedynym benefitem jest zaspokojenie ego: mając możliwość startu w mistrzostwch kraju, jestem prawdziwym kolarzem. Mniej więcej na tej zasadzie, jak kupując licencję na dane łowisko stałbym się legalnym wędkarzem.

    Dla odmiany rzućmy okiem na kraj, w którym kolarstwo odniosło spektakularny sukces. Brytyjczycy nie tylko wygrywają co popadnie: na szosie, w górach i na torze, ale też masowo wsiadają na rowery. To jedna z czterech dyscyplin, które po Igrzyskach w Londynie zdobyła nowych, aktywnych uczestników.

    Sir Chris Hoy zachęca do zapisania się w szeregi British Cycling
    Sir Chris Hoy zachęca do zapisania się w szeregi British Cycling

    Projekt ?British Cycling? ma szerokie podstawy. Nie tylko finansowe, infrastrukturalne i szkoleniowe. Kupno licencji i członkostwa w tamtejszym Związku jest całkiem opłacalne. Przed końcem roku strona internetowa brytyjskiej federacji zachęca do opłacania kolejnego sezonu. Do wyboru są cztery plany, oferujące szereg koszyści. Opcja ?na bogato? to 66 funtów (330 złotych). Wraz z rocznym członkostwem kupujemy: ubezpiecznie OC i NNW (obejmujące również 21 dni za granicą!), rabaty w Wiggle, Halfordsie, 40% zniżki w usłudze Training Peaks, zniżkę przy ubezpieczeniu roweru oraz tymczasową licencję, umożliwiającą starty w większości imprez. Zawodnik elity, chcąc startować w zawodach najwyższej rangi musi dopłacić jeszcze 34 funty (170 złotych). To siedemdziesiąt złotych więcej niż w Polsce. W sumie za 500PLN otrzymujemy kompletny pakiet, który zwróci się przy kilku zakupach związanych z przygotowaniem sprzętu do sezonu. Biorąc pod uwagę związane z członostwem w British Cycling ubezpieczenie, koszt całości jest porównywalny jak w Polsce a dodatkowo ogranicza sporo czasu (kupno stosownej polisy w naszym kraju nie jest takie oczywiste, choć sporo zawodników jeździ np. z nic nie dającą polisą typu ?bezpieczny rowerzysta?).

    Mając taką ofertę (są również tańsze opcje a także licencja turysty) ze strony Związku mógłbym spokojnie nie przejmować się wyścigami będącymi poza systemem. To federacja zachęca, by wstąpić w jej szeregi i przestrzegać jej zasad a nie karze swoich zawodników za to, że chcą ścigać się na rowerze. Prestiż, punkty, nagrody i bezpieczeństwo sprzedaje razem z ideą reprezentowania tych samych barw co Sir Wiggo, Nicole Cooke czy Chris Hoy.

    Zatem tak, chciałbym mieć licencję. Brytyjską. Dzięki temu mógłbym nie tylko startować w wyścigach, ale też korzystać z przynależności do organizacji, która o mnie dba. Mieć poczucie, że uczestniczę we wspólnym budowaniu czegoś, co ma sens, przyszłość i jest dobre dla mojej grupy społecznej. Kupując naszą licencję, jedyne poczucie, jakie mogę mieć, to to, że zostałem członkiem.

    Edycja 04.02.2014: UCI zdecydowała się uchylić egzekwowanie przepisu 1.2.019 o kolejny rok (do 2015). Posiadacze licencji nie będą więc karani za starty w „dzikich” zawodach. W polskim przypadku konsekwencją zamieszanie jest fakt, że do kalendarza PZKol zdążyli się zgłosić wszyscy liczący się organizatorzy imprez, w tym masowych maratonów. Liczne problemy związane ze sportem wyczynowym, w tym brak jakichkolwiek powodów, by posiadać licencję i przynależeć do Związku pozostają nierozwiązane .