Tag: Puchar Polski

  • Jeśli się ścigać, to na poważnie

    Jeśli się ścigać, to na poważnie

    Jeśli myślicie, że po mistrzostwach Polski mtb, lokalni zawodnicy zapadną w sen zimowy nic bardziej mylnego. Zaczyna się czas, gdy kalendarz pęka w szwach i trudno zdecydować się, gdzie startować. W gąszczu mniejszych lub większych imprez proponuję przyjrzeć się tym, które mają wyraźnie określoną kategorię i są najbardziej rozwojowe: Pucharowi Polski XCO.

    Po różnych przejściach mamy w tym roku sensownie wyglądający kalendarz. Został ogłoszony na tyle wcześnie, by móc odpowiednio się przygotować do najważniejszych zawodów. Puchar Polski, choć raczkuje, po pierwszych eliminacjach prezentuje się co najmniej przyzwoicie. Byłoby dobrze, gdyby ten trend się utrzymał.

    Trasy zawodów są ?godne?: wymagające a przez to dające możliwość rozwoju, szczególnie młodym kolarzom, którzy mogą na nich zdobywać doświadczenie. Dla ?mastersa? takiego jak ja, który dzień po wyścigu musi iść do pracy to spore wyzwanie, ale powiedzmy sobie szczerze, nie o trzydziestolatków tu chodzi. Gra toczy się o wysoką stawkę, jaką jest ciągłość szkolenia i przyszłość kolarstwa górskiego w Polsce, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało.

      Start w pucharze kraju to nie tylko prestiż wyrażony kategorią wyścigu, punktami do ?challenge?u? Polskiego Związku Kolarskiego oraz jego regionalnych oddziałów, ale też wymierne korzyści w postaci nagród finansowych. Owszem, znajdziecie imprezy, na których organizatorzy są bardziej hojni, ale z drugiej strony pucharowa kategoria daje gwarancję pewnego standardu świadczeń: zarówno nagród, ale też oznaczenia i zabezpieczenia trasy czy takiego drobiazgu jak zatwierdzonego harmonogramu. Dla garstki zawodowców i półprofesjonalistów to nic nowego, dla kolarzy ze średniej półki otaśmowana w całości lub niemal w całości trasa, kilka dropów, ścianek i zakrętów wymagających wcześniejszego przetrenowania to okazja, by chociaż odrobinę poczuć się jak na prawdziwym wyścigu a nie na przysłowiowym "ogórku". Jest jeszcze jeden element, który w przypadku Pucharu Polski ?robi wyścig?. To obecność krajowej czołówki, zawodników, którzy mają doświadczenie na arenie międzynarodowej, są członkami kadry lub do niej aspirują. To od nich uczą się młodsi i to ich jazdę podziwiają kibice, zaczynający gromadzić się przy trasach mtb. Może nie ma ich jeszcze zbyt wielu, ale obecność nazwisk, o których mogła np. słyszeć lokalna społeczność rowerowa jest niezłym magnesem by pofatygować się na trasę zawodów.
    facebook.com/GBachPhoto Posted by Grzegorz Bachórz Photo on Tuesday, 7 July 2015
      Co więcej, od powodzenia, w tym także od frekwencji, zależy dalszy los Pucharu. Przynajmniej kilku organizatorów ma w planach zgłoszenie swoich wyścigów do międzynarodowego kalendarza UCI na sezon 2016. Dzięki temu nasi zawodnicy będą mogli przy mniejszym nakładzie finansowym zdobywać punkty rankingowe. Co za tym idzie, gdy wybiorą się na zawody wyższej rangi czy na Puchar Świata, nie będą na straconej pozycji. Trudno oczekiwać wyników od kolarzy, których głównym zadaniem na niespełna dwugodzinnym wyścigu jest stanie w korkach i przebijanie się do przodu z ostatniego rzędu na starcie! Na punktowanych imprezach w Polsce, dekadę temu organizowanych jeszcze przez Lang Team doświadczenie zdobywali byli i obecni kadrowicze. Byłoby dobrze, gdyby nowe pokolenie dostało podobną szansę. Puchar Polski XCO 2015 jest właśnie na półmetku. Do końca rywalizacji pozostały jeszcze cztery wyścigi: w Tuchowie (09.08), Białej (15.08), Lublinie (29-30.08) oraz Głuchołazach (05.09). Aktualne klasyfikacje możecie znaleźć na stronie PZKol, a bieżące informacje śledzić na stronie i fanpage Pucharu Polski XCO. Sam wybieram się prawdopodobnie na dwie z czterech pozostałych do rozegrania eliminacji. Rok temu byłem w Tuchowie, w tym sezonie zaliczyłem już Skomielną. Poza tym, że to dla mnie spore wyzwanie i okazja do zmierzenia się z wymagającą trasą oraz zmotywowanymi rywalami, mam wrażenie, że trochę głupio byłoby mi pisać o kolarstwie, samemu nie biorąc udziału w poważnych wyścigach. Jasne, można, ale obecność i własne doświadczenie wyraźnie zmieniają perspektywę.

  • Byłem – widziałem: Puchar Polski XCO w Skomielnej

    Byłem – widziałem: Puchar Polski XCO w Skomielnej

    Niełatwo o dobry wyścig cross-country. Wiele elementów musi zagrać, aby całość uznać za wartościową imprezę. Puchar Polski w Skomielnej Białej z pewnością taką był.

    Ponad normę

    Puchar Szlaku Solnego to seria zawodów, w której uczestniczę trzeci rok z rzędu. Dla mnie, zawodnika kategorii ?Masters? to wymagające wyścigi, na których zawsze mogę liczyć na pewien sprawdzony standard, uczciwą trasę i kilku mocnych rywali. Kolarze z młodszych kategorii wiekowych również nie mają na co narzekać – to dobra szkoła mtb.

    Pewien problem pojawia się dla juniorów, orlików i elity. Trasy na Pucharze Szlaku Solnego choć wymagające fizycznie, odstają nieco od współczesnych standardów jeśli chodzi o poziom trudności technicznych. Dla mnie to dobry sprawdzian, dla kogoś, kto aspiruje do startów w Pucharze Świata zdecydowanie za mało.

    facebook.com/GBachPhoto Posted by Grzegorz Bachórz Photo on Tuesday, 7 July 2015
      Skomielna Biała wróciła do kalendarza po rocznej przerwie. Zmieniona lokalizacja, wyższa kategoria (eliminacja Pucharu Polski) i dogodny termin (dwa tygodnie przed mistrzostwami kraju) w połączeniu z wyraźnym zaangażowaniem organizatora: klubu KS Luboń sprawiły, że dostaliśmy jedną z ciekawszych imprez w sezonie. Zaproponowana runda obaliła mit, że ?trudna trasa? musi oznaczać przywiezione Kamazem głazy i metrowe dropy. Poza jedną skocznią wiodła leśnymi ścieżkami, których właściwym określeniem jest ?bardzo techniczne?. To było ?Pure MTB? w wydaniu zawodniczym. Trzeba było kręcić, balansować, wybierać a to wszystko na zmęczeniu powodowanym trzydziestoprocentowymi stromiznami na podjazdach.
    facebook.com/GBachPhoto Posted by Grzegorz Bachórz Photo on Tuesday, 7 July 2015
      Do tego dochodzi niezła oprawa zawodów: aktywny spiker, sprawnie działające biuro, dostęp do wody, kurtynka wodna chłodząca zawodników w ekstremalnym upale, zdrowy posiłek ?na bloczek? czy dostęp do bufetu. Korzystny termin i ranga wyścigu zaowocowała dobrą frekwencją, zarówno jeśli chodzi o ilość (ponad 200 osób, nie licząc dzieci, z dziećmi niemal 300) jak i jakość (spora część krajowej czołówki w niemal każdej kategorii). Jednym zdaniem: impreza się udała.

    Co dalej?

    Mam nadzieję, że zawody w Skomielnej nie były jednorazowym wystrzałem. W zeszłym sezonie KS Luboń odwołał swoją eliminację Pucharu Szlaku Solnego, w tym impreza powróciła do kalendarza z przytupem. Trasa, którą z chęcią widziałbym, przynajmniej częściowo, oznaczoną na stałe jest gwarancją rozwoju dla startujących kolarzy i powinna wejść do kalendarza PZKol jako obowiązkowy punkt programu. Szczególnie cenne jest także zaangażowanie lokalnych organizatorów i sponsorów. To dla nich spory wysiłek, tym bardziej należą się im brawa, połączone z życzeniami stabilności finansowej. Szkoda byłoby, gdyby tak dobra impreza okazała się efemerydą.
    facebook.com/GBachPhoto Posted by Grzegorz Bachórz Photo on Tuesday, 7 July 2015
      Dla mnie prywatnie Puchar Polski w Skomielnej był sporym wyzwaniem. Fakt, że całkiem sprawnie (mimo defektu) poradziłem sobie z tak wymagającą rundą jest powodem do satysfakcji. Zdaję sobie sprawę, że jako ?Masters? (czytaj: emerytowany amator) nie jestem grupą docelową zawodów rangi Pucharu Polski, jednak fakt, że organizator traktuje mnie poważnie również jest pewnym argumentem za tym, by oddać mu co jego w postaci dobrego słowa. Co więcej, wiem, że zawody tej rangi i na takim poziomie trudności są niezbędne, by mtb nie tylko przeżywało teoretyczny ?renesans? (przebłyski ożywienia w XC zaczynają być widoczne), ale i realnie wróciło na drogę rozwoju. Głosy o podobieństwie Pucharu w Skomielnej do ?starego grand prix?, czyli zawodów, które wychowały pokolenie najlepszych polskich kolarzy górskich sugerują, że to jest dobry kierunek. Mając w pamięci zeszłoroczny Puchar Polski w Tuchowie (odbędzie się również w tym roku), wiedzę o udanych imprezach w Boguszowie-Gorcach i wyścigu Mai Włoszczowskiej czy zaangażowanie kilku innych, lokalnych organizatorów, wierzę, że jeśli budżety lokalnych klubów wytrzymają, najbliższe sezony w polskim cross-country mogą być całkiem ekscytujące.

  • Poniedziałkowy skrót#39

    Poniedziałkowy skrót#39

    Rewelacyjny rekord Aelxa Dowsetta, Rafał Majka wraca do formy, podobnie jak Tomasz Marczyński. Poniedziałkowy skrót, czyli komentarz do najważniejszych wydarzeń ostatnich dni.

    Perfekcyjna godzina

    Takim hasłem anonsowano podejście do rekordu godzinnego w wykonaniu Alexa Dowsetta. Brytyjczyk, mistrz swojego kraju w jeździe indywidualnej na czas z 2013r miał zmierzyć się z sześćdziesięciominutową jazdą po torze w lutym. Złamany na treningu obojczyk odroczył jego plany, zatem kolarz drużyny Movistar przesunął swoją próbę na początek maja.

    Po Jensie Voigcie (Trek) i Rohanie Dennisie (BMC), Dowsett to trzeci kolarz reprezentujący duży i bogaty team. Matthias Brandle, Jack Bobridge, Gustav Larsson i Thomas Dekker w momencie swojego podejścia byli kolarzami spoza World Touru. Niewątpliwie miało to wpływ na osiągnięte rezultaty. Dowsett spędził sporo czasu w tunelu aerodynamicznym, dopracowując detale swojej sylwetki. Co więcej, odsunięcie próby w czasie związane z kontuzją dało mu więcej czasu na dobór właściwej taktyki.

    Ta okazała się faktycznie perfekcyjna. Alex Dowsett rozpoczął w tempie zbliżonym do tego, które utrzymywał Rohan Dennis a następnie wyraźnie przyspieszył w ostatnich 20 minutach próby. Mniej więcej w tym momencie Dennis zmagał się z kryzysem, który przezwyciężył dopiero na ostatnich okrążeniach. Niemal półkilometrowa przewaga, jaką osiągnął Dowsett (jego rezultat to 52,937km w porównaniu z 52,491km Dennisa) to zatem efekt nie tylko aerodynamiki, ?marginal gains? ale też po prostu lepszego przygotowania. Rezultat niemal 53km jest imponujący i choć wydaje się, że Bradley Wiggins ma w rękach wszystko, by 7. czerwca poprawić ten wynik, nie będzie to wcale takie proste. Dowsett jest świetnym czasowcem o uznanej reputacji, zatem Sir Wiggo będzie musiał wznieść się na wyżyny swoich możliwości, aby nowy rekord był przynajmniej przez kilka miesięcy bezpieczny.

    Majka na tropie

    Zmagający się z przetrenowaniem w pierwszej fazie sezonu Rafał Majka wraca do formy. W Tour de Romandie pojechał może i bez błysku, za to dość skutecznie. W górach oraz podczas jazdy indywidaulnie na czas zaprezentował się podobnie jak Froome, Uran, Nibali czy Quintana co ostatecznie dało mu siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. To jego osobisty rekord w tym wyścigu i zarazem wyrównanie ?rekordu Polski? należącego d Sylwestra Szmyda (2012). W tym kontekście zdecydowanie żal nieudanej jazdy drużynowej, podczas której ekipa Tinkoff-Saxo straciła aż 55 sekund do zwycięskiego teamu Sky. Pół minuty szybciej i Polak znalazłby się w top5 ?generalki?. Tak czy inaczej, cieszy wyraźnie lepsza dyspozycja naszego specjalisty jazdy w górach. Przed Tour de France Majka sprawdzi jeszcze swoją formę podczas Tour de Suisse, gdzie już teraz zapowiada walkę o najwyższe cele. W tym miejscu warto przypomnieć, że w czerwcowej, szwajcarskiej etapówce w 2002r drugie miejsce zajął Piotr Wadecki. Majka z pewnością jest kolarzem, który na alpejskich szosach mógłby pokusić się o podobny rezultat, pytanie tylko, jak po wiosennych perturbacjach planuje dalszą część sezonu.

    Marczyński powrócił

    Ósme miejsce w wyścigu Dookoła Turcji, posiadającym kategorię HC to realnie rzecz ujmując jeden z lepszych rezultatów w karierze Tomasza Marczyńskiego. 13. kolarz Vuleta a Espana 2013 po rozpadzie Vacansoleil kolejne dwa sezony spędził w polskiej grupie CCC, gdzie nie wiodło mu się najlepiej. Teoretycznie przejście do kontynentalnego zespołu Torku-Sekerspor to dla niego degradacja. Podobnie jak w przypadku Macieja Paterskiego, który po zmianie Worldtourowego Cannondale na ?prokontynentalny? CCC okazało się to jednak dobrym posunięciem. Marczyński dobrze spełnia funkcję lidera tureckiego klubu. Niedawno zdominował wyścig dookoła Maroka (kategoria 2.2) a teraz w ważnym dla Torku-Sekerspor, ?domowym? wyścigu zdołał zająć miejsce w pierwszej dziesiątce. Pojechał na równi z kolarzami ekip World Tour i Pro Continental a solidna postawa na górzystych etapach dała mu cenny rezultat na koniec całej imprezy. W ten sposób przypomniał, że jest kolarzem, który może reprezentować niemal dowolnie mocną grupę zawodową.

    Czerwone podium

    Nie było mnie w Połczynie Zdroju, więc trudno o komentarz poza spojrzeniem na wyniki Pucharu Polski w Maratonie MTB. Blisko cztery godziny jazdy, ponad 90km i ponad 1300m przewyższenia wydają się być godnymi wartościami dla imprezy tej rangi. Nie jest to może ?górska ekstrema?, ale trzeba pamiętać, że większa część naszego kraju to niziny. Zwraca uwagę druga z rzędu dominacja zespołu JBG2. Pięć pierwszych miejsc nie pozostawia wątpliwości, kto rządzi na polskich trasach maratonów. Nieobecność kolarzy Krossa, Rometu (startowali w Cyklokarpatach w Przemyślu, gdzie Bartosz Janowski wygrał długi dystans) i Volkswagena (Bogdan Czarnota i Michalina Ziółkowska ścigali się w maratonie nad Gardą) nie zmienia faktu, że z tak silną drużyną ciężko będzie nawiązać rywalizację nawet indywidualnie mocniejszemu zawodnikowi. W Połczynie najszybszy z ekipy JBG2 był Mariusz Kozak. Wśród kobiet warte uwagi jest zwycięstwo Magdaleny Sadłeckiej, srebrnej medalistki pierwszych w historii mistrzostw świata w maratonie, która w tym roku jeździ jako zawodniczka niestowarzyszona, na własne konto.

    Zdjęcie okładkowe: waferboard, flickr CC BY 2.0

  • Byłem – widziałem: Puchar Polski XC w Tuchowie

    Byłem – widziałem: Puchar Polski XC w Tuchowie

    Puste pola w kalendarzu zostały zapełnione, w środku sezonu skompletowano większość imprez składających się na Puchar Polski cross country. Olimpijska odmiana kolarstwa górskiego ma więc szansę na odrodzenie. Do Lubaszowej w gminie Tuchów miałem niedaleko, postanowiłem więc sprawdzić jak wygląda ścigania na najwyższym poziomie w kraju.

    marta-turoboś-tuchów

    Rzut oka w przeszłość

    XC to kolarstwo górskie w czystym, wyczynowym wydaniu. W Polsce złoty okres przypada na popularność serii Grand Prix MTB organizowanej przez Lang Team pod patronatem kolejno Żywca, Skody i Banku BPH. Sukcesy kadry narodowej, wsparcie korporacyjnych mecenasów oraz relacje w Telewizji Publicznej dały kilka lat poczucia, że wszystko jest na dobrej drodze, abyśmy zostali światową potęgą. Z czasem coś zawiodło, sponsorzy zaczęli odchodzić a same wyścigi przybrały karykaturalną formę. W miejsce technicznych tras kształtujących przyszłych mistrzów pojawiły się rundy oparte o górki saneczkowe. Ubywało zawodników, malały kategorie UCI oraz wartość nagród finansowych. Zabrakło ogólnokrajowej serii imprez na najwyższym poziomie, pozostało kilka cykli regionalnych oraz pojedynczych wydarzeń. Okazji, by większość polskiej czołówki oraz kilku rywali z państw ościennych mogło rywalizować na wymagających trasach niemal nie było.

    mariusz-kowal-tuchów

    Pospolite ruszenie

    Po niezbyt udanych próbach zebrania pogrobowców XC we wspólnej serii zawodów wydawało się, że nad wyczonowym cross country pora odmówić ostatnią modlitwę. W tegorocznym kalendarzu w zarezerwowanych terminach widniały pustki, majowy wyścig w Kielcach odwołano. Nie wnikam, pod czyim wpływem i z czyjej inicjatywy (medale proszę rozdać sobie we własnym zakresie), ale rzutem na taśmę udało się wypełnić luki. Sytuację uratowali KKW Jama Wałbrzych ze swoimi zawodami ?Górale Na Start? oraz KCP Bieniasz Team z wyścigiem w Tuchowie. Ma również dołączyć Sławno. Pięć lub sześć eliminacji to dobry początek. Mam nadzieję, że końcowa klasyfikacja zostanie potraktowana poważnie przez Związek a zwycięzcy właściwie nagrodzeni (poza finansami ważna jest też symbolika!).

    Niewielka skocznia na trasie

    Jak było na miejscu?

    Organizator wyścigu w Lubaszowej debiutował w tej funkcji i myślę, że dobrze wywiązał się z zadania. Przygotowana trasa była ciekawa: wymagająca kondycyjnie, z interesującymi sekcjami technicznymi, ale nie przesadzona. Dwa newralgiczne miejsca posiadały objazdy, natomiast sekcje w lesie, choć trudne, nie były niebezpieczne. Całość stosownie otaśmowano, zabezpieczono, oznaczono i obstawiono. Choć tendencja budowania tras na świecie zmierza w stronę ekstremalizowania XC, po latach posuchy złym pomysłem byłoby rzucanie kolarzy na rundę rodem z pucharu świata. Ciężkie, ale w większości naturalne i w ?starym stylu? okrążenie zapewnia niezłe warunki ścigania a przy tym jest dostępne dla większej ilości zawodników, w tym tych z młodszych kategorii wiekowych. To ważne, ponieważ w całej tej zabawie to oni są największą wartością i gwarancją, że za pięć lat będzie miał się kto ścigać w elicie.

    tuchów

    Przyjechał, kto mógł

    Dodanie wyścigu do kalendarza startów w środku sezonu jest obarczone ryzykiem niższej frekwencji. Mimo to główne kategorie były mocno obsadzone, choć oczywiście zabrakło kilku nazwisk. Rywalizacja Mariusza Kowala z Markiem Konwą w elicie mężczyzn była jednak bardzo ciekawa, również kobiety zaoferowały ciekawe widowisko. Tłumaczę sobie, że to późne wpisanie do terminarza, brak punktów do rankingu UCI czy też po prostu odzwyczajenie od możliwości ścigania na wysokim poziomie w kraju przyczynił się do absencji niektórych postaci. Jeśli za rok idea Pucharu Polski zostanie utrzymana, oczekiwałbym regularnych startów wszystkich zainteresowanych, tak jak to było kilka lat temu.

    tuchów2

    Wiosną pisałem o Pucharze Słowacji właściwie w samych superlatywach. W Tuchowie udowodniono że, przy sporym zaangażowaniu lokalnych organizatorów i sponsorów, można spokojnie pokusić się o porównywalną lub lepszą imprezę u nas. Trasa, zabezpieczenie, logistyka czy nagrody (600PLN, na Słowacji 100? dla najlepszego w elicie) spełniają sensowne standardy i nie tylko nie musimy się wstydzić i jeździć za granicę, ale bez problemów możemy się ścigać u siebie. Jedyny mankament, typowy dla rodzimych imprez kolarskich to ciągły brak zainteresowania kibiców. Mimo patronatu lokalnych mediów, przy trasie pokrzykwiali głównie sami zawodnicy oraz ?krewni i znajomi królika?. Nie jest to nic nietypowego, spędzenie dnia na świeżym powietrzu w formie wizyty na zawodach sportowych to ciągle niezbyt popularna forma spędzania wolnego czasu.

    tuchów3

    Jeśli więc w przyszłym roku nadal będę bawił się w ściganie mtb, z chęcią znów przyjadę do Lubaszowej. Mam nadzieję, że wraz ze mną pojawi się tam więcej zawodników a ci przywiozą ze sobą przyjaciół. To miłe miejsce, uczciwa trasa i solidny wyścig. Krótko mówiąc, dobrze spędziłem ten dzień.

    Galeria zdjęć na facebooku

    Pełne wyniki (pdf)

  • Rewitalizacja cross country!

    Rewitalizacja cross country!

    Pierwsze informacje odbieram nad wyraz entuzjastycznie. W planach na sezon 2012 Polski Związek Kolarski zakłada odbudowę kolarstwa górskiego w wydaniu wyczynowym. Powołany do życia ma być Puchar Polski a także  „druga liga” w olimpijskiej konkurencji cross country. Ma być regulamin, punkty, struktura, nagrody finansowe oraz… relacje w TVP (Sport)!

    Notatkę na temat spotkania o nowych pomysłach Związku oraz Trenera Kadry, Marka Galińskiego można przeczytać na facebookowym profilu mtb.pl. Wygląda na to, że plan ma ręce nogi oraz wszystkie pozostałe narządy niezbędne do funkcjonowania organizmu. Kategoria „E2” a raczej „2” jest faktycznie najniższą kategorią, ale z kalendarza międzynarodowego. To oznacza, że jeśli pomysł powołania Pucharu Polski zostanie zrealizowany, podczas sześciu wyścigów nasi zawodnicy będą mieli ułatwiony dostęp do punktów UCI. Można się oczywiście spodziewać, że pojawią się też goście zagraniczni, ale w krajach ościennych wyścigów z kalendarza międzynarodowej federacji jest sporo. Zatem, tak jak na Grand Prix Lang Teamu w schyłkowym okresie jego funkcjonowania będą prawdopodobnie przyjeżdżali zawodnicy zza wschodniej granicy.

    Przez pierwsze kilka sezonów druga kategoria wydaje się być odpowiednia. Po pierwsze z powodów finansowych: organizatorzy nie będą musieli gwarantować wysokich nagród, z drugiej dla Polaków będą one akceptowalne. Oprócz tego, przynajmniej na początku rozgrywka o czołowe lokaty będzie zapewne sprawą między rodzimymi zawodnikami. Tymi, którzy są na dorobku, chcą się rozwijać i szukają takiej możliwości. W tym miejscu mam nadzieję, że nasi czołowi zawodowcy starty w Pucharze Polski będą traktowali jako uzupełnienie kalendarza a nie jako swój główny cel. Miejscem dla rozwoju ich karier są w tym momencie imprezy wyższej kategorii i ściganie się ze ścisłą europejską czołówką. Pojawienie się od czasu do czasu na lokalnym podwórku byłoby więc dobrą weryfikacją dla postępów czynionych przez kolarzy z klubów a nie z grup zawodowych a niekoniecznie działało demotywująco (by przypomnieć sytuację wśród kobiet, które stawały na starcie wiedząc, że walczą o czwarte miejsce za zawodniczkami Lotto czy też Hallsa).

    Fakt, że wpływ na cykl Pucharu Polski ma mieć Marek Galiński jako trener kadry narodowej to kolejny plus. „Diabeł” znany jest z dobrej techniki jazdy i z tego, że ceni wymagające trasy. Miejmy nadzieję, ze w imię ułatwienia pracy redakcji TVP nie dojdzie do absurdu jakim było wielokrotne podjeżdżanie na warszawską „Kazurę” lub inne wyścigi wytyczone na skoszonych łąkach.

    Dobrym pomysłem jest też powołanie „drugiej ligi”. Zebranie kilku wyścigów we wspólnie nagradzaną serię imprez powinno zagwarantować dobrą frekwencję zawodników i pewien jednolity standard, dzięki czemu poziom rywalizacji powinien pójść w górę. Dla przykładu warto wspomnieć rajdy samochodowe. Utworzenie drugiej ligi, czyli Rajdowego Pucharu Polski całkiem dobrze wpłynęło na ich ustabilizowanie czy nawet rozwój. Mniej zamożni lub po prostu mniej utalentowani zawodnicy mogą rywalizować z równymi sobie a najlepsi z czasem zdobywają doświadczenie oraz sponsorów i przenoszą się klasę rozgrywkową wyżej. Tak w skrócie i oczywiście uogólniając, bo w rajdach pieniądze mają o wiele bardziej decydujący głos, ale schemat jest słuszny. A że pomysł się sprawdził niech świadczy frekwencja na poszczególnych eliminacjach wyraźnie przewyższająca tę w głównej rajdowej serii.

    Przechodząc od części entuzjastycznej do krytycznej wątpliwość budzi wspomnienie o jednym portalu internetowym mającym patronat medialny. Po latach spędzonych na współpracy z mediami rowerowymi mogę powiedzieć jedno. „Patronat medialny” to bzdura. Nie wierzę, aby organizatorzy imprez byli w stanie dostarczyć ekskluzywnych materiałów nie będących prymitywnym PR wyłącznemu patronowi. Jeśli zarówno Puchar jak i Liga zrobią na początku sezonu dobre wrażenie i tak będą o nich musieli pisać wszyscy i rywalizować o czytelnika jakością relacji. Transmisje w TV to oczywiście rzecz dobra, o ile oczywiście wyjdą poza antenę TVP Sport choćby do internetu a najchętniej w formie małej kroniki na antenę ogólną. Brak jest bowiem informacji o patronacie pozabranżowym i sposobach dotarcia do szerszej publiczności. Za to być może odpowiadać będą wyścigi dla dzieci (z kategorii U-13, czyli przed Młodzikiem), co jest bardzo dobrą inicjatywą nie tylko ze względów sportowych ale i promocyjnych (vide dystans „Rodzinny” na Skandia Maratonie). Biorąc pod uwagę, że przewidziana jest również kategoria dla dorosłych amatorów, pozostaje liczyć, że za relacjonowanie w jakiś sensowny sposób weźmie się „Polska Na Rowery” Gazety Wyborczej, być może spowoduje to, że kibicami przy trasach zawodów będą nie tylko trenerzy, rodzice i dziewczyny zawodników…

    Na koniec kwestia finansów. Mają być nagrody o określonej wartości. Zawody z kategorią „2” to regulowane przepisami stawki nie tylko dla zawodników, ale i obsługi sędziowskiej czy też pewnych standardów organizacyjnych (barierki itd.). To kosztuje. Relacje w telewizji to z argument dla sponsorów by doinwestować zawody i zawodników. Oby tylko po pierwszym sezonie nie okazało się, że zwrot jest tylko na papierze. O tym jednak będzie w jednym z najbliższych wpisów :) Czego by nie mówić, informacja o zorganizowaniu i ustrukturyzowaniu kalendarza xc jest pierwszą dobrą wieścią jaka wypłynęła z PZKol od wielu lat. Nie jest do końca prawdą, że cross country w Polsce nie istnieje. Niemal w każdym regionie działa seria imprez by wymienić choćby Thule Cup, Puchar Szlaku Solnego czy nieśmiertelny Puchar Tarnowa. Tyle, że jedyną opcją na spróbowanie sił na arenie ponad regionalnej w ostatnich latach były maratony, czyli imprezy de facto hobbystyczno-amatorskie. Możliwość „awansu” do Pucharu Polski w cross country to dla młodego zawodnika krok w stronę sportu wyczynowego. Lub sportu po prostu.

     

    [fbvinyl id=360101274052652]