Tag: Przemysław Niemiec

  • Niemiec x Covadonga

    Świetne zwycięstwo Przemysława Niemca to kolejny składnik najlepszego sezonu polskich kolarzy. Wiosną błyszczał Kwiatkowski, w Giro świetnie walczył Rafał Majka, którego talent eksplodował podczas Tour de France a teraz swoją klasę potwierdził ?ten trzeci?. Dlaczego wygrana jest taka ważna? Jak toczyła się wcześniejsza kariera Przemysława Niemca? Co ten sukces oznacza dla niego i drużyny Lampre-Merida?

    Historia polskiego sportu (na naszych oczach)

    Sport wyczynowy to taki element rzeczywistości, w którym liczą się symbole. Everest zdobywało kilka tysięcy osób. Świat wspomina Hillary?ego, który zrobił to pierwszy, Polacy pierwszą swoją wyprawę z 1980r, która zarazem była pierwszym udanym wejściem zimowym. Z dużym prawdopodobieństwiem do kronik wejdzie Killian Jornet, który zrobi to najszybciej (a jego rekord będzie długo niepobity). Znamy rekordzistę świata na 100m a do kultury popularnej weszła wygrana Władysławka Kozakiewicza w skoku o tyczce na Igrzyskach w Moskwie. Ten sezon jest wyjątkowy dla polskiego kolarstwa. Rafał Majka wygrał klasyfikację najlepszego ?górala? w Tour de France. Przemysław Niemiec ?odczarował? hiszpańską Vueltę. Polacy kilkukrotnie byli tam blisko wygranej etapowej, dobrze spisywali się też w klasyfikacji generalnej (początek drugiej dziesiątki), ale brakowało wyraźnego akcentu, czyli zwycięstwa. No więc już jest. Bez względu na to, jak dalej potoczą się jego losy (oraz potencjalnych następców), zapamiętamy: ?pierwszym polskim zwycięzcą etapu Vuelta Espana był Przemysław Niemiec?).

    Covadonga to wyjątkowy podjazd

    Vuelta a Espana cierpi na brak ?kultowych? miejsc, otoczonych tradycją i sportową legendą. Wyścig, jak i jego trasa ciągle ewoluują, pojawiają się nowe, ekscytujące lokalizacje (przerażające Angliru gościło peleton dopiero sześciokrotnie). Lagos de Covadonga to od trzydziestu lat jedna z niewielu stałych w harmonogramie hiszpańskiego touru. Wygrywali tam Robert Millar, Pedro Delgado, Laurent Jalabert, Paweł Tonkow czy Marino Lejaretta. Ze względu na popularność, ten podjazd jest porównywany do francuskiego l?Alpe d?Huez, choć ma zupełnie inny charakter. Choć rzadko rozstrzygają się na nim losy klasyfikacji generalnej, zazwyczaj jest umieszczony w drugiej fazie wyścigu, w związku z czym zwycięzcą nie bywa kolarz przypadkowy. Trzeba dobrze znosić trudny kilkunastu dni rywalizacji a do tego być świetnym ?góralem? by poradzić sobie ze wspinaczką do jezior Covadonga. To właśnie uczynił Przemysław Niemiec.

    Przemysław Niemiec jedzie po piąte miejsce w Tour de Pologne

    Perła w koronie

    Polski zawodnik ma już 34 lata. Na swoim koncie wiele ciekawych i wartościowych wyników, w tym zwycięstw. W latach kryzysu naszego kolarstwa, jako jeden z nielicznych był liderem zagranicznej drużyny, tyle, że w ?drugiej lidze?. Przez kilka sezonów reprezentował barwy włoskiego zespołu kontynentalnego Miche. W związku z tym tylko kilka razy w roku dostawał szansę ścigania się ze ścisłą światową czołówką, co ważne, szansę tę wykorzystywał. Giro del Trentino i Route du Sud, mniejsze, ale prestiżowe etapówki to terytorium, na którym był zawsze groźny. W 2011r podpisał kontrakt z ekipą Lampre i już w pierwszym sezonie wśród kolarzy World Touru pokazał świetną formę. Ówczesna jesień przyniosła kilka świetnych wyników, w tym piąte miejsce w monumencie Giro di Lombardia. Z kolei rok temu, pomagając Michele Scarponiemu, pobił ?rekord Polski? w Giro d?Italia kończąc wyścig na szóstej lokacie (w tym roku osiągnięcie to wyrównał Rafał Majka). Dobiegający końca sezon 2014 póki co miał niezbyt udany. Z problemami przejechał Giro, właściwą sobie dyspozycję zaprezentował dopiero podczas Tour de Pologne (świetne, piąte miejsce, jednak w cieniu zwycięstwa Majki). Do Hiszpanii pojechał początkowo jako pomocnik Chrisa Hornera a gdy ten został wycofany w związku z problematycznymi wynikami badań, dostał wolną rękę. Dzień przed sukcesem na Covadonga również probował uciekać, ale na swój moment musiał poczekać jeszcze jedną dobę. Zabrał się w kolejny odjazd a na finałowym wzniesieniu obronił się przed walczącą o wygraną w klasyfikacji generalnej czołówką. W połączeniu z zeszłorocznym Giro, to zdecydowanie ukoronowanie jego kariery i potwierdzenie potencjału, o którym wszyscy mówiliśmy przez wiele lat.

    Dobra Vuelta dla Lampre

    Lampre-Merida to jedna z dwóch (a od przyszłego roku jedyna) włoska drużyna wśród drużyn Pro Team. Choć ma w składzie mistrza świata, Rui Costę, ten sezon jedzie ze zmiennym szczęściem. Tour de France był dla nich zupełnie bezbarwny, w Giro Niemiec miał problemy zdrowotne a wschodząca gwiazda: Diego Ulissi został przyłapany na dopingu. Przed Vueltą od składu został odsunięty Horner, wydawało się więc, że kolejny ważny sprawdzian zakończy się klapą. Tymczasem zespół ma już na koncie dwa zwycięstwa etapowe (Winnera Anacony i właśnie Niemca), co więcej, na ważnych, górskich odcinkach. Są już więc rozliczeni z wyścigu i z Hiszpanii wyjadą z tarczą. Jeśli współautorem udanego wielkiego touru dla zespołu z tak dużymi tradycjami jest nasz zawodnik, to ewidentnie świadczy o jego klasie.

    Już rok temu Niemiec był blisko wygranej etapu wielkiego touru podczas Giro d'Italia

    Przyszłość dla Niemca

    W przyszłym roku Przemysław Niemiec będzie miał 35 lat. Po tym sezonie jego kontrakt z Lampre wygasa. Jest cenionym zawodowcem, ale na rynku jest więcej znakomitych kolarzy niż miejsc w ekipach z najwyższej półki. Sukces na Vuelcie przedłuża jego karierę i daje szansę na kolejne dobre rezultaty jeszcze przynajmniej przez rok-dwa. Dalsze starty w wielkich tourach oraz najważniejszych klasykach z udziałem Polaka są jak najbardziej realne. Nasz zawodnik po raz kolejny sprawdził się jako postać, na którą można postawić w trudnych chwilach. W tych okolicznościach jego wiek nie powinien być przeszkodzą do spędzenia jeszcze kilku lat w gronie elity.

    W cieniu

    Michał Kwiatkowski i Rafał Majka na dobre zawłaszczyli uwagę rodzimych mediów. Są młodzi i niemal od razu zaczęli odnosić znaczące sukcesy. Kariera Przemysława Niemca toczy się inaczej a i sam kolarz nie przejawia cech celebryty. Regularnie dostarcza materiały prasowe specjalistycznym mediom, dzięki czemu wiemy, co u niego słychać, ?mainstream? nieco go ignoruje. W tym roku ma o tyle pecha, że jego wygrany etap Vuelty nie jest ?pierwszym od dwudziestu lat?, jak Rafała Majki na Tourze. Hiszpański wyścig, choć to jeden z trzech największych na świecie, również pozostaje w cieniu Wielkiej Pętli. Do tego w kraju rozgrywane są mistrzostwa w siatkówce a piłkarze rozgromili kelnerów z Gibraltaru. Tym samym dla kolarza brakło miejsca na ?jedynkach? gazet i portali (w tym rowerowych!), choć jeszcze niedawno ?cała polska? była udekorowana grochami Rafała Majki. To pokazuje, jak bardzo zmienia się percepcja wydarzeń, jak łatwo przyzwyczajamy się do sukcesów i jak niewiele trzeba, by nam spowszedniały. Tym lepiej, że Niemiec wygrał nie tylko etap Vuelty, ale etap ważny, w wyjątkowym miejscu. Nawet, jeśli teraz nie obdarzamy go należytą atencją, na stałe zapisał się w kronikach kolarstwa i pozostanie tam już na zawsze.

  • Poniedziałkowy skrót#21

    Poniedziałkowy skrót#21

    Rafał Majka wygrał Tour de Pologne. Sięgnięcie do najgłębszych rezerw energetycznych opłaciło się. Jest teraz prawdziwym liderem i już wkrótce może zostać wielkim mistrzem. Nie zapominajmy jednak o Przemysławie Niemcu, kolarzach CCC Polsat Polkowice i Reprezentacji Polski.

    Tour de Majka

    Kariera Rafała Majki rozpędziła się na dobre. Po obiecujących wynikach w Giro d?Italia (6 i 7 miejsce rok po roku), drugim miejscu w Milano-Torino, trzecim w Giro di Lombardia i czwartym w Criterium International nastąpiła eksplozja jego formy. Dwa wygrane etapy Tour de France oraz klasyfikacja górska przyniosły zmianę w sposobie jazdy, pewność siebie, skłonność do ataków i dojrzałość taktyczną. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że rok temu na analogicznej trasie, Majka Tour de Pologne by przegrał. Teraz nie tylko potrafił atakować w górach i obronić się na czasówce, ale miał 100% wsparcie drużyny. Po naszym wyścigu nie pozostały żadne wątpliwości: pozycja Majki w ekipie Tinkoff-Saxo jest bardzo mocna. Na Tour de France Michael Rogers i Nicolas Roche a w Polsce Oliver Zaugg wykonali dla niego rewelacyjną pracę. To utytułowani kolarze z solidnym dorobkiem a jednak z pełnym poświęceniem jechali na naszego zawodnika.

    Aby nie rozpisywać się zanadto w tym miejscu, wspomnę tylko o jeszcze jednej myśli. Bjarne Riis kilka lat temu miał w swojej drużynie inną, wschodzącą gwiazdę. Andy Schleck po wygraniu klasyfikacji młodzieżowej Giro d?Italia nigdy w pełni nie zrealizował swojego potencjału. Tour de France wygrał po dyskwalifikacji Contadora, ale tak naprawdę nie stał się wielkim zwycięzcą. Wydaje się, że tym razem ekipa Tinkoff-Saxo kuje żelazo, póki jest gorące. Majka będąc na fali szybko zmienia się z nadziei w prawdziwego lidera i doświadcza tego, czego nie doświadczył Schleck. Nawet, jeśli Tour de Pologne nie jest najważniejszym wyścigiem w kalendarzu, zmierzenie się z presją kibiców, mediów i własnych oczekiwań to niezwykła lekcja, która zaprocentuje w przyszłości. Zaprezentowany styl pokazuje, że Rafał Majka jest nie tylko obiecującym zawodnikiem, ale ma predyspozycje do bycia realnym mistrzem.

    Maciej Paterski najlepszym góralem TdP
     

    Liga Europejska

    To temat na większy wpis, mam nadzieję rozwinąć go w najbliższych dniach. Porównania do piłkarzy zawsze są czerstwe, ale w tym momencie ciężko się powstrzymać. CCC Polsat Polkowice to w teorii ?druga liga? drużyn zawodowych. Niektórzy kolarze reprezentacji Polski to liga ?trzecia?. Chciałbym, aby nasi piłkarze prezentowali tak wysoki poziom sportowy jak kolarze. Szukając analogii, 11 miejsce Rutkiewicza po solidnej - jak zawsze - jeździe w górach, koszulka najlepszego górala Macieja Paterskiego, znkomita czasówka Mateusza Taciaka i aktywna jazda pozostałych kolarzy w pomarańczowych oraz biało-czerwonych koszulkach to niczym dojście dowolnego klubu do ćwierćfinały Ligi Europy. Nie wolno również zapominać o Przemysławie Niemcu. Doświadczony zawodnik Lampre-Merida zajął w Tour de Pologne świetne, 5. miejsce. Rozpuszczeni ostanim wysypem znakomitych wyników nieco zapominamy, że to jeden z najlepszych polskich rezultatów w wyścigu World Tour, dający sporo punktów w rankingu oraz zwiastujący wysoką dyspozycję. Mam nadzieję, że to dopiero zapowiedź dobrej jazdy na Vuelcie!
    Catharine Pendrell wygrywa Puchar Świata XC w Windham

    Świetna Włoszczowska, solidna Solus-Miśkowicz

    Amerykańskie Windham gościło w ten weekend kolarzy górskich. Do zakończenia zmagań w Pucharze Świata została jeszcze jedna eliminacja, we francuskim Meribel za dwa tygodnie. Z kolei za cztery w Norwegii rozegrane zostaną mistrzostwa świata. Forma Mai Włoszczowskiej wydaje się zwyżkować. Tydzień temu w Mont Saint Anne była dziesiąta, wczoraj w Windham już szósta. Przed finałem ciągle zachowuje szanse na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej (choć Catharine Pendrell będzie dogonić trudno: zwyciężczyni z Windham ma nad Polką 100 punktów przewagi). Wiadomo już, że tegoroczny Puchar zabierze do domu koleżanka Mai z drużyny Liv, Jolanda Neff. Cieszy również bardzo dobra postawa Katarzyny Solus-Miśkowicz. Zawodniczka Krossa dojechała do mety czternasta, z 3?23? za Pendrell i raptem 1?38? za Włoszczowską. Za nią uplasowały się m.in. Katerina Nash, Elisabeth Osl czy Julie Bresset. To już jest ścisła czołówka, z którą Polka po raz kolejny w tym roku rywalizuje jak z równymi sobie!
    Nino Schurter zjeżdżał jak natchniony
    O ile wyścig kobiet był emocjonujący nie tylko ze względy na walkę w szpicy, ale i obecność naszych zawodniczek, o tyle mężczyźni dali popis jako taki. Nino Schurter i Julien Absalon jechali ?ile fabryka dała? od startu do mety. Było to o tyle ciekawe, że Szwajcar uciekał na zjazdach, następnie Francuz nadrabiał straty na podjeździe. Miłośnicy technikaliów mają po tym wyścigu ciekawe pole do rozważań. Absalon jako jeden z nielicznych w czołówce jechał na hardtailu, Schurter oraz kolega Absalona z ekipy BMC, Lukas Fluckinger na fullach. Wygląda na to, że wybór roweru w pełni amortyzowanego był w Windham lepszym rozwiązaniem. Jest to ciekawe o tyle, że na tle innych eliminacji, trasa nie wyglądała na szczególnie karkołomną. Mimo drugiej z rzędu przegranej z Schurterem, Absalon jest o krok od wygrania klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ma 210 punktów przewagi, podczas finałowych zawodów wystarczy więc, że dojedzie do mety na czwartym miejscu.

  • Najlepszy polski kolarz?

    Najlepszy polski kolarz?

    Bartosz Huzarski, Przemysław Niemiec, Marek Rutkiewicz czy Sylwester Szmyd? To dość karkołomny pomysł by wartościować tak różnych zawodników. Ale po pierwsze jest po sezonie a po drugie, nadciąga kolejna generacja polskich kolarzy ze sporym apetytem na przebicie osiągnięć obecnej. Po trzecie wreszcie, zmierzenie się z tą kwestią traktuję jako rodzaj wyzwania.

    Sylwester Szmyd jest z tej czwórki najstarszy. W marcu będzie miał 34 lata. Jak na kolarza to sporo, ale jeszcze nie musi oznaczać jednoznacznego zmierzania w stronę zakończenia kariery. Są zawodnicy, którzy w tym wieku wieszają rower na haku i zajmują się prowadzeniem kawiarni, hodowlą krów lub stają się dyrektorami sportowymi. Są też tacy, którzy, jak wino, dopiero „na starość” zaczynają dojrzewać by wspomnieć np. Chrisa Hornera.

    W tym zestawieniu Szmyd zajmuje szczególne miejsce nie tylko ze względu na wiek. To on, jako jedyny w latach posuchy reprezentował nasz kraj wśród kolarskiej elity. Od początku swojej kariery jeździ we Włoszech i choć np. historia jego występów w reprezentacji czy na mistrzostwach Polski jest długa i zawiła (w pewnym momencie pojawiła się nawet opcja zmiany barw narodowych), to jednak jest „nasz”. Mimo jedenastu sezonów w zawodowym peletonie ma na swoim koncie zaledwie jedno zwycięstwo. Za to jakie! Będąc typowym góralem zwyciężył na Mount Ventoux podczas Dauphine Libere w 2009r. Po sukcesie Zenona Jaskuły w Tour de France (1993) jest to, póki co największy sukces Polaka wśród profesjonalistów. Takie kolarskie „Wembley” które długo będzie wspominane przy każdej okazji gdy tylko któryś z wyścigów zawita do Prowansji. Trzeba jednak pamiętać, że mimo braku spektakularnych sukcesów Sylwester Szmyd ma całkiem bogate portfolio. Miejsca w pierwszej dziesiątce wyścigów Pro Tour: Dauphine Libere, Tour de Romandie, Tour de Pologne oraz czternaste miejsce zdobyte w Vuelta Espana 2006 sugerują, że to bardzo solidny kolarz. Przy tym trzeba pamiętać, że to „tylko” pomocnik. Tyle, że pomocnik bardzo specyficzny, o wąskiej specjalizacji, przez co bardzo ceniony. Jego zadaniem jest prowadzenie lidera i dokonywanie selekcji na górskich etapach. Kilkukrotnie zrobił to w sposób, który był powodem zachwytu komentatorów na całym świecie. Co istotne, dwukrotnie był członkiem zwycięskiego teamu w wielkim tourze: Damiano Cunego (2004) i Ivan Basso (2010) z pomocą Szmyda wygrywali Giro d’Italia. Sylwester Szmyd jest aktywny w sieci. Prowadzi bloga, który jest często przeklejany przez większość portali. Niestety na tym polu przegrywa z konkurencją, tracąc częściowo sympatię kibiców przesadnym podkreślaniem znaczenia pracy, jaką wykonuje dla liderów swoich ekip. W rewanżu internauci „odwdzięczają się” zarzutami o brak ambicji i przeciwstawiają kolejnemu bohaterowi poniższego tekstu.

    Przemysław Niemiec, tak jak Szmyd w dość młodym wieku wyjechał do Włoch, tyle, że zamiast praktykować u wielkich mistrzów w grupach z najwyższej półki startował w ekipach trzeciej dywizji. Do najwyższej klasy rozgrywkowej (Lampre) trafił dopiero mając 31 lat. Za to wcześniej, niejednokrotnie będąc liderem ekipy Miche notował znakomite wyniki w imprezach prestiżowych choć niższej kategorii. Wygrywał etapy oraz klasyfikację generalną Route du Sud, etapy oraz stawał na podium w Giro del Trentino,  etap i podium Settimana Coppi & Bartali. W CQ Ranking (odpowiednik dawnego rankingu UCI, który bierze pod uwagę punkty ze wszystkich wyścigów nie rozdzielając na World Tour i Toury Kontynentalne) regularnie mieści się w pierwszej części drugiej setki i jest najwyżej sklasyfikowanym Polakiem. W tym roku podczas Giro miał skonfrontować się z Sylwestrem Szmydem – obaj w swoich drużynach pełnili podobne funkcje. Szmyd wspierał Vincenzo Nibalego, Niemiec – Michele Scarponiego. Trzeba przyznać, że na Etnie Niemiec zaprezentował się rewelacyjnie, później nie było już tak dobrze. Mimo wszystko pozostawił dobre wrażenie artystyczne. Chwile chwały Przemysława Niemca przyszły jesienią. Po niezbyt udanym Tour de Pologne oraz Vuelta Espana gdzie bywał w czołówce w górach, ale ostatecznie nie zachwycił znakomicie pokazał się we włoskich klasykach. Szóste miejsce w Emilii oraz piąte w Gran Piemonte (klasyki kategorii HC) to jednak nic w porównaniu z piątym miejscem w Giro di Lombardia. Jadąc aktywnie z najlepszymi kolarzami wyścigu Niemiec sięgnął po jeden z najlepszych polskich wyników w klasycznych Monumentach i najlepszy od dekady, czyli od czasów Zbigniewa Sprucha. Choć „piąte miejsce na jakimś wyścigu we Włoszech” nie pobudza tak wyobraźni jak „wygrana na legendarnej górze wiatrów”, jest to jeden z najcenniejszych wyników uzyskanych przez polskich zawodowców w XXIw. (W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć wygraną Piotra Wadeckiego na górskim etapie Paryż – Nicea).

    Tak już się złożyło, że polscy profesjonaliści są w swoich specjalnościach raczej „jednymi z wielu” niż postaciami wybitnymi. Z drugiej strony, potrafią np. we włoskich grupach wygrać rywalizację z Włochami. Specjalizacja Bartosza Huzarskiego jest prawdopodobnie najszersza i zarazem najbardziej popularna. Górzyste etapówki, jazda w ucieczkach, próby walki w klasykach. Chętnych i posiadających możliwości by odnosić sukcesy na tych polach jest wielu. Tymczasem „Huzar” ma sporą intuicję w szukaniu szansy dla siebie i często jest blisko dobrego wyniku a od czasu gdy zaczął ścigać się w ekipach zagranicznych zdobywa kilka cennych skalpów w sezonie. Jego kariera rozpoczęła się od spektakularnej ucieczki zakończonej zwycięstwem na jednym z etapów Wyścigu Pokoju (2003) i to właśnie po ucieczkach sięga po większość wartościowych wyników. Szczególnie udane ma dwa ostatnie sezony w barwach grup ISD i NetApp. Wygrywał etapy Settimana Coppi e Bartali oraz Settimana Lombarda (2010), był liderem oraz zajął szóste miejsce w „generalce” wyścigu dookoła Turcji (2011, kategoria HC) a także siódme w Tour de Pologne (2011, nie zapominajmy, że to World Tour), będąc najlepszym Polakiem wyścigu. Co ważne podkreślenia, Huzarski jest prawdopodobnie najbardziej lubianym kolarzem przez rodzimych internautów. Swego czasu był jednym z pierwszych, którzy aktualizowali swoją www. Zamieszczał na niej nawet swoje plany treningowe i wyniki badań, zanim ktokolwiek słyszał o paszportach biologicznych. Jest aktywny na forach i koresponduje z kibicami, którzy cenią go również za to, że nie szuka wymówek gdy wyścig nie ułoży się po jego myśli.

    Na koniec zostawiłem postać najbardziej znaną przeciętnemu widzowi TVP. Marek Rutkiewicz to od lat nasz murowany faworyt do wygrania a przynajmniej do podium Tour de Pologne. „Wielka Nadzieja Białych Polaków” z karierą złamaną przez zamieszanie w dopingową „Aferę Cofidisu”. W 2004r, czyli gdy miał 23 lata musiał ewakuować się z francuskiej ekipy RAGT (wówczas z licencją I dywizji) do kraju, gdzie spędził kolejne siedem i pół sezonu. W tym czasie postrzegany był jako specjalista jednego wyścigu, czyli właśnie Tour de Pologne. Skoro u progu kariery Rutkiewicz potrafił pokonać Richarda Virenque’a na trudnym podjeździe Grand Colombier, trudno się dziwić, że co roku przygotowywał się do jedynej okazji, gdzie mógł porównać się z zawodnikami światowej elity. Liczne sukcesy w kraju z pewnością nie rekompensowały mu braku możliwości rywalizacji w najważniejszych wyścigach. Zwraca więc uwagę, nieco niedoceniany, bo uzyskany na egzotycznej imprezie, wynik w Tour of Quinghai Lake w 2008r. Nie tylko kategoria wyścigu (2.HC) jest tu ważna. Na górskiej i rozgrywanej na dużej wysokości etapówce Rutkiewicz rywalizował jak równy z równym z „Bad Boys” ekipy Rock Racing: Tylerem Hamiltonem i Oscarem Sevillą ostatecznie wygrywając etap i zajmując drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Mając trzydzieści jeden lat powraca „za zachód”. Będzie się ścigał razem z Bartoszem Huzarskim w niemieckiej ekipie NetApp i częściej niż raz lub dwa razy w sezonie powinien dostać szansę na sprawdzenie swoich możliwości. Nie pozostaje nic innego, jak życzyć mu powodzenia.

    W sieciowych rozważaniach na temat tego, kto jest lepszy a kto gorszy i dlaczego najczęściej można spotkać przypuszczenia. Co by było, gdyby Szmyd częściej dostawał wolną rękę, Niemiec wcześniej trafił do dobrej ekipy, Huzarskiemu udało się wyjechać za granicę w wieku Rutkiewicza a Rutkiewiczowi uniknąć problemów wokół afery Cofidisu? Dlatego skupiłem się na kolarzach po trzydziestce z bogatym dorobkiem i pominąłem np. Bodnara, Gołasia, czy Marczyńskiego, którzy stoją między opisywaną czwórką a kolejną generacją: Majką, Maryczem, Kwiatkowskim czy Paterskim. Chciałem porównać dokonania a nie potencjał łączony też często z sympatią i wizerunkiem. Za rok taki mini ranking może wyglądać zupełnie inaczej. Szmyd może wygrać etap na Giro (bo właściwie czemu nie). Niemiec na Vuelcie. A wszystkich „skasować” któryś z młodych triumfując w tygodniowej etapówce z kalendarza World Tour lub Huzarski w Tour de Pologne. Ale to będzie kiedyś. Na dziś według mnie numerem jeden jest Sylwester Szmyd. Nawet jeśli, tak jak wielu kibiców, często jestem już znużony niektórymi jego wypowiedziami. Pozostaje tylko schylić czoło przed wieloletnią ciężką pracą i kilkoma, ale za to bardzo dobrymi wynikami. I życzyć, by Mount Ventoux nie było jego jedynym indywidualnym zwycięstwem.

    PS Na blogowym fanpage’u udostępniłem ankietę z pytaniem o najlepszego aktywnego polskiego kolarza szosowego. Zapraszam do głosowania: http://www.facebook.com/questions/239685629427551/?qa_ref=qd

  • Znów się nie udało?

    Znów się nie udało?

    Po czterech etapach Polacy nadal są bez zwycięstwa. Mimo rekordowej frekwencji w zawodowym peletonie Tour de Pologne, ?nasi? póki co wykazują hart ducha i wolę walki. Nominalni liderzy stracili niestety cenne sekundy. Wizja choćby jednego polskiego dnia oddala się coraz bardziej.

    Dotychczasowy przebieg wyścigu można określić stwierdzeniem deja vu. Gdzieś to już widziałem. Rok temu, dwa lata temu. Pięć lat temu? Podobnie jak lokalni zawodnicy podczas Wielkiej Pętli wchodzący w rolę ?dzielnych Francuzów?, którzy brak spektakularnych sukcesów nadrabiają heroiczną walką w ucieczkach, tak i Polacy są w stanie rywalizować jedynie o pomniejsze cele. Reprezentacja narodowa oraz jedyna w pełni profesjonalna grupa, obie ekipy w barwach tego samego sponsora, firmy CCC, do tego protourowcy z drużyn Liquigas, Saxo Bank, Lampre i Vacansolei nie ugrali póki co zbyt wiele. Oczywiście, trudno od górala, Przemysława Niemca oczekiwać by walczył ze sprinterami podczas kryterium w Katowicach, ale pozostali mogli bardziej próbować.

    Możliwe jest, że z tegorocznego wyścigu wrócimy z niczym. Klasyfikacja na najlepszego górala rozstrzygnie się w Tatrach i niekoniecznie musi ją wygrać Bartłomiej Matysiak, ponieważ kolejny dzień w ucieczce to może być dla niego za dużo. Podobnie ma się sprawa z okrzykniętym bohaterem Adrianem Kurkiem, przewodzącym dedykowanej gospodarzom klasyfikacji najaktywniejszego. Oczywiście fajnie, że młodzi zawodnicy zabierają się w odjazdy, zdobywają doświadczenie i pokazują w telewizji. Dzięki takim akcjom do emerytury wydatnie dorobił Marcin Sapa na dwa sezony trafiając do elity (Lampre), w której nota bene sprawdził się całkiem nieźle, ale ? przynajmniej kibicom – nie do końca o to chodzi.

    Mimo najszczerszych chęci, trudno emocjonować się walką o klasyfikacje drugiej kategorii. Wygrana etapowa poruszyłaby wyobraźnię kibiców zdecydowanie bardziej. Fakt, obsada w tym roku jest mocna, styl w jakim wygrywają Kittel czy Sagan jest imponujący. Ale czy ktoś mówił, że będzie łatwo?

    Najbliższe dwa dni Tour de Pologne spędzi na Podtatrzu. Oczy kibiców będą zwrócone na Przemysława Niemca i Marka Rutkiewicza. Ten ostatni pełni rolę naszej etatowej nadziei na zwycięstwo. Potrafi się przygotować do TdP jak nikt inny, ale ciągle brakuje kropki nad ?i? w postaci końcowej wygranej. Liczenie na klasyfikację generalną to sporego kalibru hazard, biorąc pod uwagę klasę rywali. Nawet, jeśli Rutkiewicz jest mocny, ekipa CCC ?ościgana? w wyścigach zbliżonej rangi a w odwodzie znajduje się mistrz kraju, Tomasz Marczyński. Ten zresztą wydaje się być w dobrej formie. Tak jak Bartosz Huzarski nie pogubił się podczas finiszu w Cieszynie i ma niewielką stratę do lidera.

    Dwa etapy: w Zakopanem i Bukowinie są ciężkie, ale to mogą być za małe góry na Petera Sagana. Rutkiewicz i Niemiec tracą do niego 20 sekund a nie są jedynymi, którzy chcieliby dojechać do Krakowa w żółtej koszulce. Trzeba więc liczyć na ich najwyższą dyspozycję, brawurę i odrobinę szczęścia. I mocno kibicować.

    Z drugiej strony, zwłaszcza piątkowy etap zapowiada się znakomicie. 15 ciężkich podjazdów na dystansie ponad 200km to trasa, która może dokonać bardzo mocnej selekcji. Nawet jeśli Polacy zawiodą, możemy mieć niezłe widowisko. Swoją drogą, na takiej rundzie ciekawie prezentowałby się ciężki wyścig jednodniowy a nawet impreza rangi mistrzowskiej. Może czas spróbować reaktywować koncepcję prestiżowego klasyku u nas w kraju, skoro „Pomorski” odszedł w zapomnienie?

    Relacje w TV:

    Czwartek, etap V, Zakopane – Zakopane (201,5km)
    TVP1:  17:25
    TVP Sport: 16:45
    Eurosport: 17:30

    Piątek, etap VI, Bukovina Terma Hotel Spa (ach ten marketing) – Bukowina Tatrzańska (207,7km)
    TVP1: 17:25
    TVP Sport: 16:55
    Eurosport: 17:30

    Oraz na http://sport.tvp.pl/