Tag: porady

  • Loverove 01.04.2016

    Loverove 01.04.2016

    Loverove na piątek. Dobry zestaw by rowerowo zacząć weekend :)

    1. Najważniejsze miejsca Ronde van Vlaanderen

    oude-kwaremont

    W tę niedzielę „Flandryjska Piękność” zostanie rozegrana po raz setny (po raz pierwszy dookoła Flandrii kolarze przejechali w 1913r, w przeciwieństwie do wielu wyścigów RVV rozgrywano także podczas II Wojny Światowej). W tej galerii możecie przyjrzeć się z bliska najważniejszym punktom trasy – charakterystycznym, brukowanym podjazdom.

    2. Jeszcze bardziej dostępne tarczówki na szosę

    tiagra-BR-RS405 tiagra-RS-ST405

    Grupa Shimano Tiagra będzie wyposażona w nowe, hydrauliczne hamulce tarczowe. Czy to oznaczy, że przynajmniej kilku producentów zaoferuje w drugiej połowie sezonu rowery szosowe z takim systemem w cenie poniżej 1000?? Nowe klamkomanetki dostaną oznaczenie ST-RS405 zaś zaciski z mocowaniem „flat mount” BR-RS405.

    3. Dziesięć rzeczy, które musisz wiedzieć, jeśli chcesz być kolarzem

    Nie jeździj w majtkach pod spodenkami, jedz, pij i takie tam ;)

  • Jak jeździć po śniegu?

    Jak jeździć po śniegu?

    Od ładnych kilku dni jeżdżę tylko w terenie. Przy temperaturach (solidne minus kilka) i w takich warunkach (lód na szosach, miły śnieżek poza nimi) to najbezpieczniejsze, najsensowniejsze i najprzyjemniejsze rozwiązanie. Jak sobie radzę z jazdą po białym?

    Zimą rower mtb ratuje sytuację. Gdy jest mróz i ślisko, schowanie się w terenie to szansa na efektywny, bezpieczny trening i sympatyczną przejażdżkę w jednym. Można zrobić niemal wszystko, co się chce poza wyrafinowanymi ćwiczeniami na wysokiej intensywności. Jeśli z jakiś powodów musisz je wykonywać o tej porze roku, pozostaje trenażer.

    Tak czy inaczej solidna runda w terenie to dobry sposób, by poprawić nie tylko wydolność, ale i technikę. Poniżej kilka podstawowych zasad, jak radzić sobie z jazdą po śniegu

    1.Wybór trasy

    Śnieg jest miły i miękki a do tego wcale nie jest tak śliski jak się może wydawać. Mimo to przyczepność jest mniejsza, zwłaszcza, gdy ścieżka pnie się stromo w górę. Przez to niezłym pomysłem jest wybranie trasy bardziej płaskiej i mniej wymagającej niż latem. Ponieważ i tak część ścieżek będzie nieprzejezdna – zasypane znikną pod śniegiem i niekoniecznie będzie można w nie trafić – nawet polne czy leśne drogi, latem uznawane za łatwe autostrady staną się wystarczająco ciekawe.

    2. Wybór tempa

    Gdy jest zima, to jest zimno a to oznacza ciepłe ciuchy i chłodne powietrze wpadające do gardła. Jeśli planujesz dłuższą przejażdżkę, wybierz ?trening metodą ciągłą?. Nie spinaj się zanadto, bo pod windstopperem i ciepłą bielizną spłyniesz potem i nawet najdroższy strój nie odprowadzi tego na zewnątrz. Zmarzniesz, zawieje cię i skończysz w łóżku z aspiryną zamiast trenować. Jeśli chcesz przycisnąć, nie oddalaj się zbytnio od domu i nie jeździj za długo. Tak czy inaczej ?kilometry bazy? czy jakkolwiek nazywasz długie, spokojne przejażdżki możesz zrealizować w terenie bez większego problemu.

    3. A właściwie to po czym ja jadę?

    Szaro-ponure poranki, zachmurzenie i brak słońca bardzo ?spłaszczają? teren, dodatkowo przysypany i zawiany śniegiem. Zimą często nie wiadomo, gdzie prowadzi ścieżka oraz co znajduje się pod ?białym puchem?. Zachowaj czujność i rozluźnij się nawet bardziej niż latem. Odpowiedni balans i wychwytywanie nierówności pracą ciała uchroni cię przed upadkiem gdy zaskoczy cię ukryta pod śniegiem dziura, korzeń lub koleina.

    https://www.instagram.com/p/BA1j2pdkcli/

    4. Problem z przyczepnością

    Nie bez powodu Eskimosi na to, co my nazywamy śniegiem mają kilkaset różnych określeń. Różnice w przyczepności, fakturze, zachowaniu roweru na różnych typach białego podłoża są olbrzymie. Dzień po dniu w tym samym miejscu może ?trzymać? albo być ślisko, możesz jechać żwawo albo męczyć się mieląc w miejscu tylnym kołem. Jeśli pojeździsz zimą w terenie, latem o wiele mniej rzeczy cię zaskoczy. Nauczysz się łapać równowagę i dozować siłę pedałowania przy różnej przyczepności. A jeśli już jakkolwiek zaadaptujesz się do zimowych warunków, przyjdzie czas na najfajniejszy element całej zabawy:

    5. Kontrolowane poślizgi

    Jasne, nie wykręcisz ?bączków? jak swoim autem na parkingu pod Tesco ;), ale możesz spróbować dwóch rzeczy. Po pierwsze, bez większych konsekwencji poszukiwać granic przyczepności rowerowych opon. Po drugie, jeśli stracisz kontrolę, upadek na śnieg będzie mniej bolesny niż na kamienie lub asfalt a dodatkowo zimowe ciuchy zamortyzują uderzenie. A jeśli uda ci się właściwie wyczuć rower, nauka poślizgów będzie prawdziwą przyjemnością.

    Higiena i konserwacja

    To też jest świetne w zimowej jeździe mtb. Chociaż wrażenia przypominają zabawę w błocie, rower de facto pozostaje czysty. Nie zapominaj jednak po powrocie do domu choćby spłukać wszystko ciepłą wodą. Po co topiący się śnieg ma ci kapać na podłogę? No i niestety dojeżdżając w teren z pewnością ochlapiesz się solą a części rowerowe bardzo tego nie lubią. Pewnym minusem jest też zwiększone zużycie opon. Na śniegu guma  znika szybciej, kryształki zamarzniętej wody ?koszą? bieżnik bardziej niż ostre kamienie!

    Co jeszcze? Pamiętaj, że w ciepłych rękawiczkach wyczucie hamulców jest nieco inne. Nie zapominaj też o piciu, najlepiej z izolowanego bidonu. Wbrew pozorom zimą można się nieźle odwodnić.

    Jeśli macie własne doświadczenia z jazdy po śniegu, podzielcie się nimi w komentarzach :)

  • Oczywiście, że jest zła pogoda na rower

    Oczywiście, że jest zła pogoda na rower

    Znane powiedzenia o tym, że nie ma złej pogody na rower, są tylko złe ubrania, ewentualnie że pogoda na rower jest tylko dobra lub bardzo dobra to bzdurka. Są takie dni, gdy rower lepiej zostawić w spokoju i zająć się czymś innym.

    Kolarze to twardziele, a nawet jeśli w głębi duszy nie, to i tak presja społeczna robi swoje. Zasada numer 9 z zestawu rozpowszechnianego przez Velominati wyraźnie wskazuje, że jazda w trudnych warunkach jest cnotą samą w sobie.

    Cóż, jak mówi inny, tym razem polski slogan ?Trening musi zostać odbyty?. Deszcz, mróz czy upał, nie ma co wymiękać, tylko zapierdalać jeździć.

    Przychodzi jednak taki dzień, gdy aura naprawdę staje się niekorzystna a wyjście na rower zwyczajnie traci sens. Jasne, nawet trening w wichurze czy przy trzaskającym mrozie może być w ten czy w inny sposób korzystny, budujący a przy odpowiednim podejściu nawet przyjemny. No dobra, nie przyjemny, ale koniec końców zostawiających pozytywne wspomnienia, nastrój i poprawiający morale.

    Mówię o sytuacji, gdy bilans zysków i strat robi się zwyczajnie niekorzystny a jazda staje się szkodliwa dla zdrowia lub zwyczajnie niebezpieczna. I nie mam tu na myśli kontrolowanego podejmowania ryzyka na ekstremalnych szlakach, tylko narażania się na wypadek w sytuacji, gdy bez uszczerbku na honorze można w tym samy czasie wykonać równie dobrą pracę, dobrze się bawić i nie narażać na kłopoty.

    Dla szosowca problematycznym tematem będzie np. gołoledź. Wtedy naprawdę lepiej zostawić szosówkę w domu i, jeśli ma się się taką możliwość, pojeździć rowerem górskim albo przełajowym w terenie.

    Czasem potrafi sypnąć śniegiem na tyle, że zarówno drogi jak i leśne ścieżki będą nieprzejezdne. Wtedy lepiej pobiegać, na nogach albo na nartach lub pójść na wycieczkę. Podobnie wygląda sprawa, gdy chwyci ponadprogramowo mocny mróz. Są temperatury, na które nie ma ubrań kolarskich, chyba, że myślimy co najwyżej o kilkudziesięciominutowej przejażdżce. Przy dużym mrozie trening przestaje mieć sens a jazda turystyczna zaczyna być zwyczajnie przykrym doświadczeniem.

    https://www.instagram.com/p/BAK66d1J_CQ/

    Jeśli uważacie, że użycie takiego zamiennika to zły pomysł, to weźcie przykład z najlepszych. Całe szczęście mamy social media a czołowi kolarze dzielą się z nami wrażeniami z treningów. Np. Maja Włoszczowska zamiast marznąć na rowerze poszła w góry i nie sądzę, by wyszła na tym źle. Wielu kolarzy zimą biega na nartach, chodzi na rakietach albo buduje wydolność na skiturach. Bardzo sensownie napisał o tym niedawno Robert Banach, którego linkowałem w jednym z wydań Loverove.

    A co, jeśli musisz wykonać ćwiczenie na wysokiej intensywności, jest połowa marca i nie ma przebacz, musisz wsiąść na rower? Przy marznącym deszczu, temperaturze ledwo tylko przekraczającej zero stopni, śliskiej szosie nie tylko nie wykonasz właściwie treningu, bo tętno nie osiągnie odpowiedniej wartości a i mocy nie rozwiniesz takiej jak trzeba, ale też nierozgrzane mięśnie będą bardziej podatne na kontuzję. Wtedy zostaje trenażer, z którym wcześniej czy później i tak trzeba będzie się przeprosić.

    https://www.instagram.com/p/BAjapyhEcqY/

    Najważniejsza kwestia to ta, że próg odporności na zimno, czy umiejętności techniczne umożliwiające jazdę w trudnych warunkach każdy ma inne. To sprawa mocno indywidualna, wiele zależy również od kontekstu.

    UCI wprowadzając swój ?Extreme Weather Protocol? nie ustaliła sztywnych reguł. Komisja decydująca o tym, czy wyścig należy skrócić, odwołać albo kontynuować zbiera się w sytuacji, gdy zdrowie i bezpieczeństwo kolarzy mogą być zagrożone a następnie, zależnie od rozwoju sytuacji ocenia co zrobić dalej.

    Zdrowy rozsądek i jakkolwiek refleksyjne podejście do sprawy to podstawa. Wychodzenie ze strefy komfortu by poprawić swoje wyniki to jedno, ale nie ma zbyt wiele wspólnego z  bezsensownym zgrywaniem twardziela na pokaz.

    ZOSTAŃ PATRONEM XOUTED

    O tym, co to jest Patronite, do czego służy i czemu właściwie proszę Was o wsparcie przeczytacie tutaj. A klikając w banner poniżej możecie zobaczyć mój profil i zrobić zrzutę na dobrą treść o kolarstwie:

  • Jak uzbroić rower na zimę?

    Jak uzbroić rower na zimę?

    Moja szosówka to uniwersalny rower treningowy. Nic wyrafinowanego. Pewnie podobną ma większość z Was. Gdy zbliża się zima uzbrajam ją tak, by bezpiecznie i bezproblemowo przejeździć kolejne miesiące.

    Pełne błotniki

    To absolutna podstawa. Bez względu na to, czy masz jeden rower, czy dodatkową treningówkę, która na stałe przystosowana jest do jazdy w trudniejszych warunkach. Pełne błotniki to suche stopy, suchy tyłek i czysta twarz kolegi, który jedzie za tobą. Do współczesnych szosówek dostępne są właściwie tylko dwie opcje: SKS Race Blade oraz Crud Racer. Od biedy można próbować montować klasyczne błotniki wymagające gwintowanych oczek w ramie, przy pomocy przejściówek, zipów czy srebrnej taśmy. Najłatwiej będą mieli właściciele rowerów mtb o kołach 26?. Z kołami 29? będzie trudniej.

    Tak czy inaczej, każde z tych rozwiązań ma głównie wady. Błotniki to irytujący dodatek do roweru, zawodny, zwiększający masę i opór aerodynamiczny, ale niezbędny. Kupując błotniki nie myśl o tym, że przepłacasz za kilka kawałków tworzywa, lecz o tym, że nabywasz suche stopy, nieprzeziębiony pęcherz i szansę na treningi w grupie.

    ZIMOWY
    Rower szosowy uzbrojony na zimę

    Zimowe opony

    Czyli nieco szersze, bardziej odporne na przebicie i zużycie oraz z nacięciami odprowadzającymi wodę. Jeśli przez cały sezon jeździsz na 23mm, załóż 25mm. Jeśli na 25mm, przerzuć się na 28mm (o ile zmieszczą się w twoim rowerze i będą współpracowały z błotnikami). Gdy jest mokro a na drogach zalega żwir i śmieci, o wiele łatwiej o defekt – niewielkie, ostre przedmioty wchodzą w oponę jak w masło.

    Wybierz więc modele przeznaczone do treningu a nie do ścigania, w jakiś sposób wzmocnione. Ultralekkie slicki zostaw sobie na lato. Kontroluj też stan opon – ewentualne nacięcia, powbijany w gumę żwir itp. mogą skrócić twój trening a nie ma nic gorszego niż zmienianie dętki na mrozie, będąc wcześniej solidnie rozgrzanym.

    Jeśli jeździsz ?góralem? po szosie, po prostu nie zakładaj na zimę najbardziej wytartych i zużytych opon z lata. Niemal dowolna, terenowa guma poradzi sobie w większości warunków pod warunkiem, że cokolwiek z niej zostało.

    Processed with VSCO with a5 preset
    Zimowe oponki na szosę

    Mocne koła

    Skoro już jesteśmy w tych okolicach, warto wspomnieć o całych kołach. Większość gotowych rowerów ma koła niższej klasy niż reszta osprzętu. Są mniej odchudzone, pochodzą z tańszych grup lub linii produktów. W przypadku szosówek to zazwyczaj pierwszy element, który bierzemy pod uwagę przy ewentualnym ?upgradzie?. Dzięki takiej zmianie nawet średniej klasy rower stanie się żwawszy a przyjemność z jazdy wzrośnie.

    Stare koła będą w sam raz na zimę. Popularne modele Mavica, Shimano czy Fulcrum są ciężkie, ale bardzo mocne, odporne na jazdę po dziurach, które zimą pojawiają się już po pierwszych przymrozkach. Problemem jest zużycie obręczy. Kupno oryginalnych jest skomplikowane i niezbyt opłacalne, dlatego najlepszym pomysłem są nie koła systemowe a klasyczne, złożone z oddzielnych komponentów, łatwe w serwisie i niedrogie w naprawie.

    Processed with VSCO with c1 preset
    Stare koła dobrze sprawdzą się zimą

    Oświetlenie

    Jeśli tak jak ja jeździsz rano, zaczynasz trening po ciemku. Jeśli po południu, niemal cały wykonujesz po zapadnięciu zmroku. Nawet będąc szczęściarzem, który może wyjść na rower w południe nie raz trafisz na dzień tak ponury i mglisty, że włączenie lampek będzie konieczne. Zrób miejsce na kierownicy, zamontuj uchwyty i sprawdzaj stan baterii. Zależnie od pory dnia, długości treningu i twoich potrzeb załatwisz sprawę albo za kilkadziesiąt albo za kilkaset złotych. Tak czy inaczej, pamiętaj o tym, żeby być widocznym.

    Bidon termiczny

    Możliwość wzięcia łyku ciepłego płynu po pół godziny mroźnej przejażdżki jest bezcenna. Szansa, by po dwóch godzinach nadal móc nawodnić organizm to być albo nie być, zarówno tego dnia jak i w kolejne. Choć ćwiczymy w niskich temperaturach, organizm nadal traci wodę i minerały. Niezamarzający napój to nieprzeziębione gardło i utrzymanie wydolności przez cały czas trwania treningu. Tańszy bidon-termos po prostu zabezpieczy izotonik przed zmianą w sorbet, droższy utrzyma przyjemne ciepło, o ile oczywiście wlejemy do niego płyn we właściwej temperaturze.

    Torebka podsiodłowa i pompka

    Z torebką na co dzień jeżdżą nawet zawodowcy, więc to żaden obciach. Po prostu nie kupuj takiej, do której zmieści się kilogram ziemniaków. Wystarczą dwie dętki, łyżki, scyzoryk z imbusami i skuwacz. Dzięki temu wcześniej czy później wrócisz z każdej przejażdżki. Pompkę przyczep pod koszykiem bidonu albo schowaj do kieszeni. Jednak im mniej rzeczy na plecach, tym lepsze działanie ?oddychających ciuchów?, więc torebkę warto wozić pod siodełkiem.

  • Dlaczego nie chcę napędu 1x (i dlaczego ostatecznie go założę)?

    Dlaczego nie chcę napędu 1x (i dlaczego ostatecznie go założę)?

    w 1999r, jeszcze w czasie popularności ośmiorzędowych kaset jako jeden z pierwszych w okolicy pozbyłem się małej zębatki w korbie. Szybko przerzuciłem się na 2×9 a wsiadając na rower o kołach 29? pozytywnie zareagowałem na współczesną wersję 2×10. Choć wielu zawodników wybiera wersję z jedną zębatką z przodu, sam wciąż odkładam tę zmianę na później.

    Prawa prostoty

    Mniej zębatek z przodu to mniej problemów. Mniejsza szansa na zakleszczenie łańcucha, awarię związaną ze zmianą przełożeń między trybami o dużej różnicy zębów, lepsza praca w błocie. Do tego w warunkach bojowych to jeden element rozpraszający mniej – na ciężkich, technicznych trasach brak konieczności mieszania przednią przerzutką jest jak najbardziej wskazany.

    Wybór zawodowców

    Z jedną zębatką z przodu profesjonalni kolarze górscy startują od wielu lat. Jeździli tak jeszcze z dziewięciorzędowymi kasetami, gdy na rynek weszły ?dziesiątki? spora część męskiej czołówki na dobre pozbyła się ?młynka?. Skoro kasety urosły do 36zębów, kolarze generujący ponad 5W/kg masy ciała i więcej przestali przejmować się brakującymi przełożeniami.

    Wejście do mainstreamu

    Napęd ?1x? wciąż był opcją tylko dla zawodowców. Do głównego nurtu takie rozwiązanie wprowadził dopiero amerykański SRAM, oferując fabryczny zestaw XX1 (a następnie tańsze odmiany) z kasetą 10-42z oraz przednią zębatką o profilu ?narrow-wide? (naprzemiennie szersze i węższe zęby co do zasady zabezpieczają przed spadaniem łańcucha w czasie pokonywania nierówności terenu). Zmieniono też konstrukcję tylnej przerzutki, by ta lepiej radziła sobie z kasetą o niespotykanej wcześniej rozpiętości. W teorii zestaw 30 lub 32 zęby z przodu i kaseta 10-42 zapewnia dość przełożeń dla mocnego zawodnika na trasę niemal każdego wyścigu.

    Wkrótce po SRAMie na rynku pojawili się niezależni producenci oferujący tunningowe zębatki przednie oraz dokładki do kasety umożliwiające konwersję na 1x posiadaczom komponentów przystosowanych do obsługi 10 biegów. Coraz popularniejsze stają się też zębatki owalne. Narrow-wide oraz brak konieczności zmiany biegów ułatwia zastosowanie takiego rozwiązania.

    Trzy lata po Amerykanach, swoją wersję 1x zaprezentowali też Japończycy z Shimano, którzy jednak obstają przy założeniu, że w rowerze górskim przednia przerzutka mimo wszystko jest potrzebna. Trudno się dziwić, od lat zmiana biegów na zębatkach i przy użyciu przedniej przerzutki Shimano jest na najwyższym poziomie.

    Tymczasem SRAM idzie za ciosem, prezentując wersję 1x do rowerów przełajowych (zawodowcy jeździli z jedną zębatką zanim stało się to modne w światku mtb) a nawet szosowych.

    Dlaczego mnie to nie przekonuje

    Jednym z argumentów teoretycznych jest ten o mniejszej sprawności napędu w trakcie używania zębatki 10z. Mniejszy tryb, mniej zębów z którymi kontakt ma łańcuch, większe zgięcie między kolejnymi ogniwami to większe opory i straty mocy. Na szczęście używa się jej rzadko, ale i tak pewien niesmak pozostaje. Mimo wszystko to drobiazg. Argumentów, które sprawiają, że wciąż jeżdżę z dwiema zębatkami z przodu jest więcej.

    Pierwszy, najpoważniejszy jest dość oczywisty: wciąż jestem za słaby.

    Od trzech lat przejeżdżam 11-13 tysięcy kilometrów w sezonie. Mam spore doświadczenie w mtb a mimo to jest przynajmniej kilka wyścigów xc w ciągu roku, gdzie niezmiernie cieszę się z posiadania przełożenia 24×36. Aby uzyskać takie samo w systemie 1x musiałbym zastosować zębatkę 28z przy kasecie z największym trybem 42z.

    Aby w pełni cieszyć się zaletami systemu 1x i korzystać z sensownego zestawu przełożeń, trzeba być wyraźnie mocniejszym. Krótko mówiąc, to rozwiązanie dla najmocniejszego zawodnika na podwórku. Dla trzeciego już niekoniecznie. Piąty czy siódmy powinien o tym zapomnieć, jeśli chce jechać dynamicznie. Problemem nie jest również sam wyścig. Możliwość objechania trasy wyścigu ?na luźnej nodze? należy do bezcennych.

    Druga kwestia to problematyczne użycie podczas zawodów długodystansowych. Ze względu na wspomniane wyżej braki aby przejechać górski maraton i trzymać tempo do ostatniego podjazdu, musiałbym stosować bardzo miękkie przełożenie. To z kolei powoduje, że na szybkich, szutrowych partiach czy też na asfaltowym starcie gdzie często jedzie się w grupie 50km/h zwyczajnie brakowałoby mi biegu.

    1x w szosówce w ogóle wydaje się być pewnego rodzaju pomyłką. 11 biegów 11-28 w połączeniu z ?dużym kompaktem? 52-36 daje niespotykaną dotychczas rozpiętość przełożeń bez utraty płynności zestopniowania. Napędy w rowerach szosowych nigdy wcześniej nie były tak uniwersalne a fakt, że z takiego rozwiązania coraz częściej korzystają zawodowcy tylko potwierdza jego zalety. Zamiana takiego systemu na 1x to potwierdzenie klasycznego porzekadła ?lepsze jest wrogiem dobrego?.

    A photo posted by Marek Tyniec (@xouted) on

    Dlaczego ostatecznie i tak skończę z napędem 1x?

    Przede wszystkim mam w planach dalszą poprawę dyspozycji. Nadchodzący sezon będzie moim czwartym od powrotu na rower, jeśli nic złego się nie wydarzy, powinienem zanotować dalszy, nieznaczny wzrost formy. To powinno wystarczyć, by poradzić sobie z dostępnymi przełożeniami i być równoznaczne z regularną a nie okazjonalną obecnością na podium zawodów kategorii masters. Na 2-3 maratony w sezonie od biedy mogę założyć przednią przerzutkę i sprawdzony zestaw 24-38.

    Trasy niektórych wyścigów XC są na tyle wymagające technicznie a przy tym wolne, że korzystanie z dużej tarczy jest w ich trakcie kompletnie bez sensu. To dodatkowy ciężar, zwiększenie szansy awarii i chwila dekoncentracji. Na przynajmniej kilku trasach na ?blat? nie wrzuciłem ani razu – zwyczajnie nie było po co.

    Krótko mówiąc, tak samo jak w przypadku wczesnych napędów 2×9, 1x jest rozwiązaniem dla nielicznych, mocnych zawodników cross country. Prostota i bezawaryjność sprawia również, że targetem jest rynek enduro, o ile oczywiście użytkownicy godzą się z częstszym podprowadzaniem roweru.

    O ile 2×10 wydaje się być póki co najlepszym możliwym napędem w rowerze mtb (tak jak 2×11 na szosie), o tyle 1x w dowolnej konfiguracji to propozycja dla szukających zysków nawet za cenę pewnych niedogodności: zmniejszonej rozpiętości przełożeń i konieczności ?żonglowania? przednimi zębatkami w celu dopasowania ich do trasy zawodów.

    Poniżej znajdziecie porównanie przykładowych zestawów przełożeń. Możecie stworzyć własne konfiguracje korzystając z tego kalkulatora.

    1x

  • Loverove 10.09.2015

    Loverove 10.09.2015

    Loverove na czwartek: praktyczny poradnik, odrobina bikeporn a na koniec historyjka o miejskim nastolatku, który lubi rowery.

    1. Jak profesjonalnie zawinąć owijkę?

    To proste, zwłaszcza, jeśli prezentuje zawodowy mechanik zawodowej ekipy. Dodaj do ulubionych i skorzystaj przy najbliższej okazji :)

    How to install the handlebar tape? We show you, how to do it!??? ???????? ??????? ?? ????? ?? ??????? ???! Posted by Team Katusha on Tuesday, 8 September 2015
     

    2. Super rower od Super Mario

    NK1K to nowy, aerodynamiczny sprzęt firmowany przez byłego, wybitnego sprintera. Jest szybki, jest wulgarny i jest prawdziwie włoski. Tak jak sam Mario Cipollini. https://vimeo.com/137146295

    3. Poznajcie Antka

    https://www.youtube.com/watch?v=NjrWak6tLyY Jeździ na rowerze. Jest hispterem Vice zrobił o nim materiał z serii True Teens.

  • Licencja – jeśli tak, to jak?

    Licencja – jeśli tak, to jak?

    Ostatnio pojawia się sporo pytań o licencję. Dziś nie będzie ocen czy komentarzy, w większości będą fakty. Mam nadzieję, że zaprezentowany schemat postępowania będzie dla Was pomocny.

    Przede wszystkim zastanów się, czy licencja jest Ci potrzebna do szczęścia. W naszych realiach rejestracja jako zawodnik nie wiąże się z żadnymi korzyściami. To wyłącznie koszty i obowiązki. Jedyna różnica, to możliwość startowania w imprezach z kalendarza Polskiego Związku Kolarskiego oraz zagranicznych federacji. Dotyczy to wyłącznie imprez stricte wyczynowych. Imprezy masowe są otwarte dla ?amatorów?. Jeśli masz między 19 a 30 lat, czyli nominalnie zaliczasz się do kategorii ?U-23? lub ?elita? jako posiadacz licencji będziesz wykluczony ze startu w imprezach nieoficjalnych (nie zarejestrowanych w kalendarzu Związku). Dodatkowo zobowiążesz się do przestrzegania przepisów antydopingowych.

    Uwaga dodana 19.03: Jeśli rocznikowo podpadasz pod „elitę”, ale nie czujesz się na siłach, by rywalizować z czołówką kraju czy regionu, pomyśl o licencji „cyklosport”, którą można wyrobić w Okręgowym Związku Kolarskim. Zanim to jednak zrobisz, sprawdź czy i gdzie będzie można z niej skorzystać.

    Jedynym argumentem, by wykupić licencję jest realizowanie własnych ambicji w zawodach rangi Pucharu czy mistrzostw Kraju, niektórych wyścigach szosowych ?masters? oraz wybranych, nielicznych imprezach mtb.

    Jeśli koniecznie chcesz wejść w posiadanie tego dokumentu, a nie jesteś zrzeszony w zarejestrowanym w Związku klubie, będziesz  postępować zgodnie z poniższym schematem:

    licencja pzkol - how to

    W tym miejscu należy się kilka słów wyjaśnienia. Jeśli jesteś zawodnikiem lub zawodniczką U-23 lub elity, twoją licencją będzie zajmowała się centrala, czyli Polski Związek Kolarski. Jeśli masz mniej niż 19 i więcej niż 29 lat, zatem jesteś jeszcze juniorem (młodszym, młodzikiem, żakiem) lub już mastersem, zajmuje się Tobą Okręgowy Związek Kolarski.

    Jeżeli w przeszłości miałeś/łaś licencję, będzie Ci łatwiej. Twoje dokumenty już są w Związku, m.in. ?karta sztywna? ze zgodą lekarza sportowego na wyczynowe uprawianie kolarstwa. Jeśli to Twój Pierwszy Raz, pobierz ze Związku stosowny formularz, na którym zaświadczenie wyda specjalista medycyny sportowej. Wraz ze wszystkimi badaniami taka przyjemność będzie Cię kosztowała nawet 300zł.

    Kolejnym krokiem jest kupno ubezpieczenia. Zgadza, się, licencja nie jest tożsama z ubezpieczeniem, i trzeba się tym zająć samodzielnie. Potrzebne będzie NNW oraz OC, co najważniejsze, obejmujące wyczynowe uprawianie kolarstwa. Z NNW nie ma wielkiego problemu, jeśli chodzi o OC, najwygodniejszym rozwiązaniem jest rozszerzenie polisy ?OC w życiu prywatnym?. Kilka towarzystw ubezpieczeniowych posiada polisy z takim rozszerzeniem w swojej ofercie. Osobiście drugi rok z rzędu zapłaciłem agentowi Ergo Hestia, NNW i OC od marca do końca roku kosztowało niecałe 200zł.

    Następnie musisz zrobić sobie zdjęcia legitymacyjne, przelać opłatę za licencję na konto PZKol lub OZKol zgodnie z aktualnym cennikiem , wypełnić i podpisać wniosek, spakować wszystko, w tym zaświadczenie lekarskie, oraz kopie polis do koperty i albo dostarczyć osobiście albo wysłać pocztą. Jeśli to Twój Pierwszy Raz, najlepiej będzie osobiście pojawić się w Związku. Za dwa-trzy tygodnie licencja powinna być gotowa. Dowód szlachectwa będzie czekał na Ciebie w skrzynce na listy. Twoje życie już nigdy nie będzie takie samo. A jeśli masz jakieś pytania, nie krępuj się zapytać u źródła.

  • Układam sobie kalendarz

    Układam sobie kalendarz

    Nie chcę mieć problemów. Nikt nie chce mieć. Tym bardziej w sprawach, które co do zasady mają być przyjemnością. Ułożenie kalendarza startów to zatem nie problem – to wyzwanie.

    Informacje o kolejnych terminach zbierałem sobie sukcesywnie w googlowym arkuszu mniej więcej od grudnia. Co roku jest lepiej, na przełomie lutego i marca większość terminarzy jest już ?zaklepana?, a przecież jeszcze kilka lat temu z niecierpliwością czekaliśmy w zasadzie do ostatniej chwili, by organizatorzy i promotorzy zawodów łaskawie zakończyli swoją pracę. Choć część harmonogramów to wciąż wersje w budowie, nawet Polski Związek Kolarski zamknął większość spraw, zatem mogłem przystąpić do zadanego wyzwania.

    Od regularnego powrotu na rower nie mam zobowiązań klubowych, dzięki czemu cieszę się pełną wolnością w układaniu kalendarza startów. Z drugiej strony, myśląc pragmatycznie, staram się unikać długich podróży: kosztownych i męczących. Oferta jest obecnie tak bogata, że nie muszę ruszać się zbyt daleko od domu, by nadal doświadczać klęski urodzaju i dylematu związanego z wyborem.

    Mimo, że nadal nie myślę o startach na szosie, są weekendy, gdy z żalem będę musiał z czegoś zrezygnować. Pewnie spora część z Was również stanie przed koniecznością takiego wyboru. Ci, którzy ?na sztywno? trzymają się wybranej serii maratonów (ze względów sentymentalnych, klubowych czy sponsorskich), teoretycznie mają łatwiej, o ile oczywiście nie będą chcieli złapać zbyt wielu srok za ogon.

    Turieckap 2014

    Wiem jedno. Bardzo chciałbym wystartować w mistrzostwach Polski XC w swojej, emeryckiej kategorii wiekowej. W końcu są blisko, więc nie będę miał wymówek. Do tego dwie lokalne serie cross-country, ale bez wielkiego ciśnienia. Jasne, zbieranie punktów do generalki daje dobrą motywację na cały sezon, ale z drugiej strony, jaka to różnica dla amatora. Wolę skupiać się na konkretnych wyścigach i wracać do domu z garścią fajnych wrażeń niż za wszelką cenę walczyć o punkty.

    Dlatego też na pewno wrócę na kilka imprez na Słowacji. Bardzo je lubię, są dla mnie ciekawym doświadczeniem a poznawanie nowych miejsc i ludzi dużą przyjemnością. Do tego chcę dołączyć te zawody, w których uczestnictwo wiąże się z pozytywnymi doświadczeniami a nie ?walką z materią?. Jeśli organizator zadbał o mnie, jako zawodnika, tym chętniej do niego wrócę. Jeśli traktował mnie wyłącznie jako wartość przelewu z opłatą startową, chciał mnie otruć quasi posiłkiem regeneracyjnym albo, co gorsza, narażał moje bezpieczeństwo i zdrowie, zwyczajnie z niego zrezygnuję.

    Krótko mówiąc, planując sezon 2015 w pełni korzystam ze znanego faktu. ?Start w zawodach nie jest obowiązkowy?. Zatem jadę tylko tam, gdzie chcę, gdzie mogę się pościgać na niezłym poziomie, w dobrych towarzystwie i na godnych warunkach. Rynek mamy na tyle duży, że ułożenie takiego harmonogramu jest w pełni możliwe.

    Mój wstępny plan wygląda tak:

    1.  12.04.2015   Puchar Smoka Brzyska XC
    2.  19.04.2015   Puchar Tarnowa#1 Lasek Lipie XC
    3.  03.05.2015   Puchar Szlaku Solnego#1 Golkowice XC
    4.  16.05.2015   Dolna Marikova Maraton Słowacja XCM
    5.  30.05.2015   Hołda Race Chorzów XC
    6.  07.06.2015   Puchar Tarnowa#2 Marcinka XC
    7.  14.06.2015   Puchar Szlaku Solnego#2 Spytkowice XC
    8.  20.06.2015   Sulovsky Maraton Słowacja XCM
    9.  05.07.2015   Puchar Szlaku Solnego#3, Skomielna Biała XC
    10. 18.07.2015   MP XCO Sławno XC
    11. 25.07.2015   Cyklokarpaty#6 Zakopane XCM
    12. 15.08.2015   Horal Auto MSR XCM Słowacja XCM
    13. 09.08.2015   Puchar Polski XCO Tuchów XC
    14. 22.08.2015   Kralovsky Maraton Słowacja XCM
    15. 23.08.2015   Puchar Szlaku Solnego#4 Orawka XC
    16. 13.09.2015   Puchar Szlaku Solnego#5 FINAŁ Rabka XC
    17. 20.09.2015   Puchar Tarnowa#3 Marcinka XC
    18. 26.09.2015   Puchar Słowacji XCO Słowacja XC
    19. 4.10.2015    Liga Świętokrzyska, Finał Chęciny XCM

    Kilka wolnych terminów daje szansę na włączenie jeszcze np. jakiegoś uphillu w Beskidach lub innej, ciekawej propozycji :)

    A jakie są Wasze pomysły na kalendarz startów?