Tag: Poniedziałkowy Skrót

  • Poniedziałkowy skrót #37 – siła cierpliwości

    Poniedziałkowy skrót #37 – siła cierpliwości

    Niezwykle intensywny w kolarskie wydarzenia weekend za nami. Zwycięzcami są zawodnicy, których charakteryzuje spokój i cierpliwość. W tak wytrzymałościowym sporcie to zdecydowanie jeden z kluczy do sukcesu.

    Odrodzony Porte

    Dwa lata temu Richie Porte, pochodzący z Tasmanii kolarz ekipy Sky był typowany do roli jednego z liderów swojej drużyny. Pojawiały się nawet głosy, że Chris Froome, który kilka chwil wcześniej obalił panowanie Bradleya Wigginsa, wkrótce sam stanie się celem kolejnego uzurpatora. Tymczasem Porte po świetnym sezonie 2013 i znakomicie przejechanym Tour de France zaliczył ewidentnie słabszy czas. Trapiony chorobami nie ukończył kolejno: Tirreno-Adriatico, Volta a Catalunya, Liege-Bastogne-Liege i Tour de Romandie a w Criterium du Dauphine był zaledwie 22. Musiało minąć ponad pół roku, by jego kariera wróciła na właściwe tory. Uporał się z problemami zdrowotnymi, zmodyfikował nieco przygotowania (jako były triathlonista zimą sporo pływał), co zaowocowało zwycięstwem w tegorocznym Paryż-Nicea a zaledwie trzy tygodnie później w Volta a Catalunya. Choć w Katalonii błyszczeli inni: trzy etapy wygrał Valverde, gwiazdką stał się Maciej Paterski a oczy fanów zwrócone były bardziej w stronę Alberto Contadora, to Porte był zawsze tam, gdzie trzeba, jechał równo, zawsze z najlepszymi, co dało mu kolejną, prestiżową wygraną w tym sezonie. Dzięki temu Tasmańczyk może ze sporą pewnością siebie patrzeć w stronę Giro d?Italia, gdzie będzie numerem jeden w drużynie Sky.

    Niestrudzony Paolini

    Luca Paolini ma 38 lat, na koncie niewiele zwycięstw, kilka cennych wyników w monumentach oraz udział w kilku spektakularnych wygranych swoich kolegów. W niedzielnym klasyku Gandawa-Wevelgem, który stał pod znakiem ciężkich warunków atmosferycznych i niezwykle silnego wiatru, Paolini jechał tak, jak przystało na weterana. Potrafił przetrzymać chwile słabości czy też nieuwagi, złapać koło tego, kogo trzeba i zaatakować w odpowiednim momencie. 6km przed metą rywale nie zdecydowali od razu ruszyć w pogoń, kilkanaście metrów różnicy wystarczyło, by zyskać stabilną przewagę. Paolini, który w ostatnich latach znany był głównie z roli ?super-pomocnika? oraz imponującej brody pokazał, że jest rewelacyjnym kolarzem: bardzo mocnym, walecznym i niezmiernie wytrwałym. Prawdopodobnie w peletonie Gandawa-Wevelgem byli w tym roku zawodnicy silniejsi, szybsi a może nawet lepiej przygotowani od Włocha z teamu Katiusza, jednak to on jako pierwszy minął linię mety.

    Pewną ciekawostką jest fakt, że wyścig o którego przebiegu w dużej mierze zadecydowała pogoda, ukończyło zaledwie 39 kolarzy.

    Solidny Peraud

    Kolejnym trzydziestoośmiolatkiem, który w ten weekend stanął na najwyższym stopniu podium jest Jean-Christophe Peraud. Były kolarz górski (jest srebrnym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Pekinie) dość późno na stałe związał się z kolarstwem szosowym. Uznawany jest za solidnego czasowca i bardzo dobrego ?górala?. W zawodowym peletonie na najwyższym poziomie regularnie ściga się jednak od zaledwie pięciu lat i w tym czasie uzyskał wiele cennych rezultatów, z których najważniejszym jest ubiegłoroczne, drugie miejsce w Tour de France. Criterium International to ?Tour w miniaturze?. W dwa dni rozgrywane są trzy etapy: sprinterski, czasówka i górski. W 2010r zawody zostały przeniesione z Ardenów na Korsykę, w ostatnich sezonach notuje się spadek zainteresowania tą imprezą, choć ciągle pozostaje jednym ze sprawdzianów dla kolarzy przygotowujących się do ?Wielkiej Pętli?. Tym razem głównymi bohaterami byli francuscy pretendenci do żółtej koszulki: Peraud i Thibaut Pinot. Co ciekawe, siedmiokiloetrową czasówkę lepiej pojechał właśnie Pinot, uznawany raczej za ?górala?. Peraud nie było nawet w pierwszej dziesiątce, ale ostatni odcinek wyścigu z metą na podjeździe Col de l’Ospédale padł łupem jednego z najstarszych kolarzy w peletonie a nie młodej gwiazdy francuskiego kolarstwa. W ten sposób Peraud zaliczył drugie z rzędu zwycięstwo w Criterium International i jego funkcja współlidera zespołu Ag2r (wraz z młodym Romainem Bardetem) pozostaje niepodważalna.

    https://www.youtube.com/watch?v=6g-oQROalmo

    Czas Thomasa

    Zespół Sky sukcesywnie buduje swoją siłę w brukowanych klasykach. Najwięcej zamieszania będzie wokół nich zapewne  podczas Paryż-Roubaix, który to wyścig za cel obrał sobie Bradley Wiggins. Tymczasem, nieco za plecami ?Sir Wiggo?, w cieniu rywalizacji Toma Boonena z Fabianem Cancellarą i z dala od spekulacji wokół ciągle niespełnionych nadziei Petera Sagana, Grega Van Avermaeta i Sepa Vanmarcke urósł wybitny specjalista jazdy po kocich łbach. Walijczyk Geraint Thomas, zdobył już stosowne doświadczenie: jako trzydziestolatek swoje kilometry ma już wyjeżdżone. Tak jak wielu innych Brytyjczyków, swoją przygodę z zawodowym kolarstwem zaczynał na torze. W 2007r był, wraz z Bradleyem Wigginsem byłczęścią drużyny, która zdobyła mistrzostwo świata w wyścigu na dochodzenie, co powtórzył jeszcze dwa razy. Jest również dwukrotnym mistrzem olimpijskim w tej specjalności. Choć wywodzi się z toru, potrafi również całkiem nieźle jeździć w górach, ale chyba najlepiej spisuje się na bruku. Siódme miejsce w Paryż-Roubaix i ósme w Ronde Van Vlaanderen rok temu to wystarczający argument, by zaliczyć go do ścisłej czołówki specjalistów klasyków północy. Tę wiosnę ma póki co rewelacyjną a miniony weekend był jednym z najlepszych w jego całej karierze szosowca. W piątek w świetnym stylu wygrał prestiżowy klasyk E3 Harelbeke, atakując w końcówce z niewielkiej grupki. W niedzielę również w decydujących momentach jechał w szpicy wyścigu Gandawa-Wevelgem, ale nie pogonił za Lucą Paolinim, przez co musiał zadowolić się ?tylko? trzecim miejscem. W ten sposób dopisał do swojego portfolio dwa piękne rezultaty. Jak więc widać, nawet w tak naszpikowanej gwiazdami drużynie jak Team Sky, można cierpliwie rozwiać się i doczekać się swojej szansy.

    Zdjęcie okładkowe: Luca Paolini na trasie Gandawa-Wevelgem. fot. Ciclismo Italia, flickr CC BY 2.0

  • Poniedziałkowy skrót#35

    Poniedziałkowy skrót#35

    Nad wyraz ładnie rozpoczyna się sezon 2015 dla polskich kolarzy. Oczywiście zawsze można rozwodzić się na przyczynami i istotą ?renesansu?, jednak porcja dobrych wyników i wiadomości już w lutym napawa optymizmem.

    Słowiańskie emiraty

    Bez względu na to, co sądzicie o zimowych wyścigach rozgrywanych w krajach arabskich, Tour of Qatar ma kategorię HC. Maciej Bodnar, który na finiszach wspierał Petera Sagana a sam świetnie odnalazał się na jednym z wietrznych etapów zajął w zawodach drugie miejsce. Zwycięzcą został Niki Terpstra, który był równie czujny co Polak a do tego najlepiej pojechał na czas. Z kolei Peter Sagan sprawdzał swoją sprinterską dyspozycję i regularnie przyjeżdżał do mety w top5 a dwa razy był nawet drugi. Biorąc pod uwagę, że Słowak jest raczej specjalistą klasyków, to znakomity rezultat. Wygląda więc na to, że transfer do ekipy Olega Tinkowa i Bjarne Riisa wyszedł na dobre zarówno Saganowi jak i jego głównemu pomocnikowi, Bodnarowi. Morale obu kolarzy rośnie a to dobrze wróży w kontekście zbliżających się wyścigów jednodniowych. Z perspektywy wyścigu w Katarze będą musieli bardzo pilnować Alexandra Kristoffa. Norweg, który w zeszłym roku wygrał Mediolan-Sanremo i kalsyk w Hamburgu a w emiratach pokazał szybkość i moc, wygrywając aż trzy etapy!

    i Hiszpania

    Szóste miejsce Macieja Paterskiego (CCC Sprandi Polkowice) w Vuelta a Murcia i ósme Gregi Bole w Classica Almeria budzą? niedosyt dyrektora grupy, Piotra Wadeckiego. Fakt, że w Almerii triumfował Cavendish a w Murcii Rein Taramae przed Bauke Mollemą nie przeszkadza kierownikowi ekipy wymagać więcej od swoich kolarzy. To pokazuje, jak bardzo zmienia się perspektywa. Jeszcze niedawno takie wyniki bralibyśmy ?w ciemno?, teraz pojawia się dyskusja, co zrobić, by nie tylko dobrze się prezentować, ale i wygrywać!

    Pięć wygranych Cavendisha

    Skoro już mowa o sprinterach, trzeba wspomnieć Marka Cavendisha. Brytyjczyk po pechowym sezonie 2014 wyraźnie dochodzi do formy i pracuje nad pewnością siebie. Po wyścigach w San Luis oraz Omanie ma już na swoim koncie pięć zwycięstw i prowadzi w rankingu najskuteczniejszych kolarzy. Dla zawodnika tego formatu wygrane w mniejszych imprezach nie są aż tak istotne, jednak biorąc pod uwagę kontekst, to spory krok do odbudowania pozycji największej gwiazdy sprintu.

    Wygrywa z sześćdziesiątką na karku!

    Ned Overend to pierwszy w historii mistrz świata mtb, tytuł ten zdobył w 1990r! To żywa legenda i ambasador kolarstwa górskiego oraz nieustająco czynny zawodnik. Skutecznie łączy jazdę na rowerze z innymi dyscyplinami outdoorowymi, czego efektem były też sukcesy w zawodach XTERRA (rodzaj offroadowego triathlonu). W miniony weekend Overend po raz kolejny zadziwł rowerowy świat, wygrywając pierwsze mistrzostwa USA na Fat Bike?ach. Co ważne ścigał się w kategorii ?open? bez rozróżnienia na wiek.

    Niezawodowstwo

    Marek Konwa, od kilku sezonów kolarz górski i przełajowy numer jeden w naszym kraju wypełnił swój kontrakt z teamem zawodowym Barta Brentjensa i w tym sezonie będzie reprezentował barwy? grupy 64sto z Leszna. To spore zaskoczenie, które można traktować jak degradację. Model indywidualnego sponsoringu połączonego ze wsparciem samorządu oraz lokalnego klubu mogą jednak dać chwilę oddechu wciąż młodemu zawodnikowi. Z pewnością nie jest to najłatwiejszy czas dla niego, zatem proponuję oceniać sytuację po sezonie a nie przed.

    Zdjęcie okładkowe: Isabell Schulz, flickr CC BY SA 2.0

  • Poniedziałkowy skrót#34

    Rekord godzinny, wyścigi na Półwyspie Arabskim, niezły początek sezonu CCC Sprandi Polkowice i nieustająca walka o równouprawnienie. Do tego ciekawe plany Bartosza Huzarskiego i prośba o głosowanie w plebiscycie Blog Roku. Poniedziałkowy skrót to jedyna w swoim rodzaju synteza wszystkiego, co najważniejsze w kolarskim światku.

    http://instagram.com/p/y2tHO8NEdZ/

    Dennis nie zawiódł

    Zgodnie z oczekiwaniami, Rohan Dennis pobił rekord godzinny. Co więcej, pobił go wyraźnie, zbliżając się na dziewięć metrów do granicy 52,5km. Wynik jest imponujący, jednak podobnie jak Jack Bobridge, Dennis wyraźnie osłabł w końcówce. Jego załamanie nie było na tyle poważne, by nie obronić prowadzenia. Kolejnym śmiałkiem, za raptem dwa tygodnie, będzie Holender Thomas Dekker. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że obecnie nie ma on kontraktu z żadną drużyną zawodową. Podejście do ?godziny? ma być jego szansą na powrót do biznesu. Trzeba pamiętać, że Dekker to znakomity czasowiec, jednak większość dobrych wyników uzyskał przed dyskwalifikacją za doping. Z kolei obecny rekordzista, czyli Dennis, to wschodząca gwiazda światowego kolarstwa, za którym stoi nie tylko wielki talent, ale i wsparcie jednej z bogatszych i mających dostęp do najnowszych technologi grup, czyli BMC. Za to Dekker postanowił postawić wszystko na jedną kartę i do swojej próby podejdzie w Meksyku na wysokości niemal 1900m n.p.m. Kto spodziewał się, że po zmianie przepisów rywalizacja o miano najlepszego kolarza jeżdżącego w kółko przez godzinę po drewnianym torze będzie tak emocjonująca?

    Cavendish rośnie w siłę

    Nie ma nic lepszego dla sprintera, niż zwycięstwa. W tej specjalności, jak w żadnej innej liczy się pewność siebie a tę najlepiej budują kolejne wygrane. Po upadku na pierwszym etapie zeszłorocznego Tour de France, Mark Cavendish długo dochodził do formy. Jego start w Tour of Dubai otwiera kolejny rozdział w karierze. Brytyjczyk zapisał na swoim koncie dwa etapy oraz klasyfikację generalną całej imprezy. Co ważne, rywali miał zacnych, do tego czuje się mocny psychicznie. Jego dobra dyspozycja jest ważniejsza, niż może się nam wydawać. Biorąc pod uwagę, że na rynku jest kilku świetnych sprinterów (Kittel, Degenkolb. Bouhanni, Demare, Kristoff i wielu innych), obecność Cavendisha w wysokiej formie może zaowocować wieloma znakomitymi pojedynkami. Czy czeka nas ?złota era kolarskiego sprintu?, jeszcze nie wiadomo, ale z dzisiejszej perspektywy cały sezon zapowiada się niezwykle emocjonująco.

    Dobry transfer CCC Sprandi Polkowice

    Pozyskanie Słoweńca Gregi Bole to niezbyt głośny, ale znakomity ruch polskiego zespołu. Ten zawodnik jest solidnym sprinterem, który w ciągu roku może wiele razy pokazać się z dobrej strony. W Dubaju, gdzie startowali kolarze w pomarańczowych strojach, Bole na jednym z etapów był siódmy, podobnie jak w Trofeo Tramuntana rozgrywanym kilka dni wcześniej na Majorce. Biorąc pod uwagę klasę konkurentów, można zaryzykować stwierdzenie, że przy odrobinie szczęścia Słoweniec wygra w nadchodzących miesiącach przynajmniej kilka wyścigów.

    Kobiety w Katarze

    Mam ambiwalentny stosunek do kobiecego Tour of Qatar. Pisałem o tym rok temu i od tego czasu niewiele się zmieniło w zasadniczych kwestiach: zarówno sytuacji kobiet w Katarze jak i finansowania kobiecego kolarstwa w Europie. Kronikarski obowiązek nakazuje napisać, że czterodniowe zawody wygrała Lizzie Armitstead z ekipy Boels Dolmans. Obraz nielicznej, choć zamożnej, męskiej publiczności przyglądającej się dziewczynom w lycrze w kraju, gdzie kobietom ciągle niewiele wolno to okazja do dyskusji, którą jednak mało kto podejmuje. W sumie zarówno równouprawnienie w Katarze jak i równouprawnienie w kolarstwie mało kogo obchodzi.

    Huzar-profesor

    Bartosz Huzarski założył swoją, kolarską ?akademię?. Więcej na temat projektu znajdziecie w informacji prasowej np. w rowery.org. Ciekawy jest model finansowania działalności. Część kosztów szkolenia młodzieży ma pokrywać komercyjna oferta trenerska połączona ze zgrupowaniami dla amatorów. Ta bardziej szlachetna część działalności Akademii Kolarskiej Barosza Huzarskiego to współpraca z gminą Sobótka, klubem KS Ślęża i zajmowanie się 12-14 letnimi adeptami kolarstwa.

    Zagłosuj na mnie w konkursie Blog Roku

    Tak, tak, jeszcze kilka razy przypomnę Wam o plebiscycie Blog Roku. Rewelacyjnie działacie i z Waszej strony spotkało mnie niezwykle dużo życzliwości i wsparcia. ALE! Do czołowej dziesiątki i awansu do półfinału, gdzie blogi będą oceniane przez jurorów jeszcze odrobinę brakuje. Zagłosowało Was już ponad 250 osób, zmobilizujcie więc kogo się da i wprowadźmy razem kolarstwo do głównego nurtu internetowych mediów.

    blogroku

    Głosować można SMSem o treści H11229. na numer 7122. Koszt to 1,23zł a dochód przeznaczany jest na fundację ?Dzieci Niczyje?.

  • Poniedziałkowy skrót #33

    Sezon szosowy rozpoczęty, przełajowy prawie zakończony. Gwiazdy sprawdzają nogę, kolarze na dorobku pracują na nazwisko.

    Zmiana warty w Australii

    Cadel Evans pożegnał się z World Tourem, w tym sezonie na starcie oficjalnych zawodów stanie jeszcze tylko raz: podczas firmowanego własnym nazwiskiem Ocean Race za kilka dni. Jego przygoda z wyczynowym kolarstwem dobiega końca. Zaczynał ją jako zawodnik mtb, później próbował rywalizować z kolarzami ?Ery EPO? i dopiero w latach, gdy doping zaczynał być ograniczany przyszły jego najlepsze wyniki. Został mistrzem świata (2009) a następnie w 2011r zwyciężył w Tour de France jako jeden z pięciu najstarszych kolarzy w historii. W kolejnych sezonach utrzymywał się w dobrej formie, ale nie był już w stanie walczyć o zwycięstwo wielkiego touru. Karierę kończy mając 38 lat, pozostając w niezłej dyspozycji.

    Tour Down Under 2015 rozpoczął kolejny sezon World Touru. Dla Evansa był to ostatni wyścig na takim poziomie, zatem były mistrz świata przygotował się do niego nad wyraz starannie. W mocno obsadzonej stawce zdołał zająć trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, co już samo w sobie jest sporym osiągnięciem. Co ważne, na trasie doszło do swoistego przekazania sukcesji w australijskim kolarstwie. Tygodniową etapówkę wygrał młodszy kolega Evansa z drużyny BMC, Rohan Dennis. Ten dwudziestopięciolatek to znakomity specjalista jazdy na czas o sporym potencjale związanym z wyścigami etapowymi. Kto wie, może już niedługo będzie w stanie walczyć o czołowe lokaty wielkich tourów, skoro na swoim koncie ma już dobre wyniki w Criterium du Dauphine czy Tour of California. Australijczycy w ogóle mogą czuć się spokojni o przyszłość swojego kolarstwa. Dennis jest w awangardzie młodego pokolenia, z kolei pokolenie średnie godnie reprezentuje, pochodzący z Tasmanii Richie Porte. Po niezbyt udanym sezonie 2014, kolarz ekipy Sky dobrze rozpoczął nowy rok i w Tour Down Under rozdzielił na końcowym podium Dennisa i Evansa, zatem gospodarze zdominowali czołówkę klasyfikacji generalnej.

    Zaskakująca Argentyna

    San Luis konkuruje z Tour Down Under, jednak pod wieloma względami nie dorównuje australijskiej imprezie. Mimo to, część gwiazd sezon rozpoczyna właśnie w Argentynie. W tym roku kolarze zmagali się z obfitymi opadami deszczu i nienajlepszą organizacją. Co więcej, zawodnicy celujący z formą w najważniejsze wyścigi w Europie zostali zaskoczeni przez gospodarzy. Mark Cavendish wygrał finisz z peletonu dopiero za trzecim razem, dwukrotnie uznając wyższość młodego Kolumbijczyka, Fernando Gavirii. Z kolei Nairo Quintana został pokonany przez mało znanych Daniela Diaza i Rodolfo Torresa. Dla obu gwiazdorów start w San Luis był rodzajem przetarcia i zapewne dużo ważniejsza była konfrontacja z rywalami, z którymi będą ścigać się na co dzień za kilka i kilkanaście tygodni. Mogą jednak myśleć o startach w Europie z pewną dozą spokoju, podobnie jak Michał Kwiatkowski, drugi podczas finałowej czasówki i Przemysław Niemiec, trzynasty w klasyfikacji generalnej. Szczególną uwagę zwraca wynik ?Kwiato?, który wysoką dyspozycję zaprezentował w bardzo wczesnej fazie sezonu.

    Epilog błotniaków

    Szosowcy zaczynają sezon, przełajowcy kończą. Ostatnie zawody Pucharu Świata rozegrano w niedzielę w Hoogerheide. Zwyciężył Mathieu Van Der Poel, zaś klasyfikację generalną na swoje konto zapisał Kevin Pauwels. Za tydzień w czeskim Taborze specjaliści i specjalistki cyclocrossu będą walczyć o medale i tęczowe koszulki. Sezon 2014/2015 jest wyraźnie przejściowym w najnowszej historii przełajów. Pokolenie młodych kolarzy doszło do głosu i zaczyna rozdawać karty. Co więcej, dyscyplina zdobywa coraz większą popularność i zagarnia coraz więcej miejsca w mediach rowerowych. Równocześnie pojawiają się kolejne pogłoski o mniej lub bardziej zorganizowanym procederze dopingowym wśród ?błotniaków?. To wszystko sprawiło, że w tym sezonie nie przykuwały mojej uwagi zbyt mocno. Nie przeszkodzi mi to jednak zaplanować następnego weekendu tak, by śledzić mistrzostwa świata.

    Roman nie skłamał?

    Czeski kolarz, Roman Kreuziger, który od dłuższego czasu boryka się z wyjaśnieniem nieprawidłowości w swoim paszporcie biologicznym postanowił dostarczyć argumentu za swoją niewinnością. Dał się przebadać przy pomocy wariografu. Miał odpowiadać na pytania dotyczące stosowania EPO i przetaczania krwi. Oczywiście zaprzeczył a wariograf i specjalista obsługujący to urządzenie potwierdzili jego zeznanie. Trzeba pamiętać, że Kreuziger zaburzenia parametrów krwi podczas Giro d?Italia 2011 i Tour de France 2012 tłumaczy przyjmowaniem leku na niedoczynność tarczycy. Nie zdziwiłbym się, gdyby większość z Was nie wierzyła czeskiemu kolarzowi, ale cała sprawa pokazuje, że system antydopingowy wciąż działa na wątłych podstawach a przypadki będące jakkolwiek nieoczywiste dają pole do bardzo różnych interpretacji.

    Wideo okładkowe: Rohan Dennis wygrywa trzeci etap Tour Down Under i obejmuje prowadzenie w klasyfikacji generalnej wyścigu

  • Pierwszy Poniedziałkowy Skrót 2015

    Pierwszy Poniedziałkowy Skrót 2015

    Witamy w nowym roku pełnym nadziei, obietnic i szans. Cykliczność kolarskich sezonów sprawia, że co jakiś czas mam deja vu. ?Przecież ja już o tym pisałem?. Zatem zaczynamy. Pierwszy przegląd kolarskich wydarzeń 2015. Takich samych, a jednak nie tych samych.

    Nowa, pomarańczowa drużyna

     

    Zaraz, to już chyba było, prawda? Przez lata holenderska drużyna zawodowa Rabobank jeździła w pomarańczowych strojach i zatrudniała głównie kolarzy z Niderlandów. Gdy na jaw wyszły dopingowe brudy ostatnich 20 lat, wieloletni sponsor wycofał się, przeprowadzono lifting, a po zamieszaniu z nazwami, po czasie teamu Blanco i Belkinu przyszedł czas na LottoNL Jumbo, który będzie jeździł w żółto-czarnych strojach. Tymczasem Erik Breuknik, który po perturbacjach odszedł z ?Rabobanku? założył konkurencyjną ekipę, która od tego roku będzie jeździła z licencją Pro Continental z nazwą Roompot Orange. Jak sama nazwa wskazuje, stroje będą pomarańczowe a skład i kierownictwo to głównie Holendrzy. Cel klubu to rozwijanie holenderskich talentów kolarskich i uzyskanie dzikich kart do najważniejszych wyścigów jednodniowych. Chciałoby się powiedzieć, że to już było, ale przecież mamy nowe otwarcie, zasady, etykę i koncepcję. To samo, a jednak nie to samo.

    Hiszpanie po swojemu

    Hiszpański wymiar sprawiedliwości ma w zwyczaju umarzanie spraw dopingowych i często traktuje sportowców ze sporą dozą pobłażliwości. Tak było w wielu przypadkach związanych z aferą Eufemiano Fuentesa, gdzie wielu zawodnikom współpraca z dopingowym lekarzem uszła na sucho. Tym razem z zarzutów oczyszczony został Ezequiel Mosquera. To zawodnik, który był rewelacją Vuelta a Espana 2010, gdzie przegrał tylko z Vincenzo Nibalim. Przez wiele miesięcy musiał się jednak bronić przed organami dyscyplinarnymi w sprawie wykrycia w jego organizmie środka HES (którego przyjmowanie może być powiązane ze stosowaniem EPO). Został zawieszony na dwa lata, co w połączeniu z jego wiekiem (ma już 39 lat) spowodowało zakończenie kariery. Tymczasem, nieco niespodziewanie, właśnie został uniewinniony przez sąd. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej i wygrana na Bola del Mundo powinny więc do niego wrócić. Bez względu na to, jakie mamy zdanie o dopingu w hiszpańskim kolarstwie i ?czystości? lub jej braku samego Mosquery, jedno jest pewne. Uniewinnienie po czteroletnim postępowaniu nie wróci mu straconych, ostatnich lat kariery.

    Nowe zasady WADA

    Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) odświeżyła zestaw sankcji, które grożą sportowcom sięgającym po niedozwolone wspomaganie. Podstawową zmianą jest teraz wydłużenie okresu zawieszenia za najcięższe przewinienia. Stosując EPO czy nielegalnie przetaczając sobie krew, zawodnik ryzykuje czteroletnią banicję w miejsce dotychczasowych dwóch lat. Z drugiej strony, jeśli przyłapany wskaże swoich współpracowników, dzięki którym miał dostęp do dopingu, jego kara zostanie wyraźnie zmniejszona lub nawet WADA może odstąpić od jej wykonania! Unikanie kontrolerów będzie karane łagodniej – jeśli zawodnika nie będzie trzy razy tam, gdzie podał w systemie ADAMS będzie musiał rozstać się ze sportem na rok. Do tej pory było to 18 miesięcy. Nowością jest absolutny zakaz współpracy z osobami zdyskwalifikowanymi. Michele Ferrari nie będzie już mógł dłużej udzielać konsultacji a Lance Armstrong jeździć na skuterze przed Tejayem Van Garderenem. W teorii wydaje się, że zmiany idą ku lepszemu. W praktyce może okazać się, że zmiany wcale nie skrócą czasu postępowania ani nie ułatwią pracy organom dyscyplinarnym. Sprawy takie, jak wspomnianego wyżej Mosquery z pewnością nadal będą się zdarzały.

    Mastersi w Szwajcarii

    Kategoria ?masters? to nie są zawodowcy, ale z pewnością możemy mówić o sporcie wyczynowym. Kilku naszych reprezentantów wybrało się do szwajcarskiego Gossau na przełajowe mistrzostwa świata kolarzy po trzydziestce. W trudnych warunkach i wszechogarniającym błocie, w swoich kategoriach wiekowych Mirosław Bieniasz i Wojciech Bartolewski zajęli 9. miejsca, Michał Józkowicz był 13. a Jarosław Miodoński 21. Warto w tym miejscu podkreślić, że Bieniasz raptem tydzień wcześniej sam organizował zawody przełajowego Pucharu Polski w Tarnowie.

    Dla polskich ?błotniaków? najważniejszy punkt w kalendarzu to jednak mistrzostwa kraju. Te rozegrane zostaną już w najbliższy weekend w Bytowie. Ścigać się będą zawodnicy od młodziczki do ostatnich kategorii masters właśnie. Szczegóły znajdziecie np. w regulaminie Mistrzostw.

  • Wtorkowy skrót#2

    Wtorkowy skrót#2

    UCI w wydawaniu wyroków dopingowych działa wolniej niż nasza Komisja Wyborcza. Za to zabrania kolarzom śmiecić, jednak, by nie było tak różowo, nie chce ustanowić pensji minimalnej dla kolarek. Z dzisiejszego przeglądu newsów dowiecie się także o imponującej frekwencji w zawodach przełajowych oraz przykrym wypadku Bono.

    Marcin Sapa winny, ale…

    Pamiętacie Marcina Sapę? To taki ?Polski Jacky Durand?. Po heroicznych ucieczkach podczas Tour de Pologne awansował to zespołu Lampre, gdzie nieźle spisywał się przez dwa sezony. Karierę kończył w Polsce w ekipie BDC-Marcpol. W jednym ze swoich startów zanotował pozytywny wynik kontroli antydopingowej. W próbce pobranej podczas Wyścigu Dookoła Mazowsza 2013 (wygranego przez Sapę) wykryto mniej niż śladową ilość zakazanego diuretyku. O całej sprawie dowiadujemy się jednak dopiero teraz – ponad rok od wykrycia sprawy. Zawodnik w tym czasie odwiesił rower na hak i wycofać się z wyczynowego sportu. W wydanym kilka dni temu oświadczeniu zaznacza, że substancja znalazła się w jego organizmie na skutek przyjęcia zanieczyszczonego leku przeciwbólowego. Zaskakująco w takich sytuacjach tłumaczenie kolarza z pozytywnym wynikiem testu ma sens. Zwraca uwagę inny fakt: koszmarna inercja związana z całym postępowaniem. Antydopingowe organy ścigania oraz UCi działają powoli i mało transparentnie. Sam zainteresowany szansę na udowodnienie swojej niewinności dostał ok. 3 miesiące po pobraniu próbki a opinia publiczna dowiedziała się o sprawie kilkanaście miesięcy po jej zakończeniu.

     

    UCI ekologiczna, ale nie egalitarna

    Skoro już jesteśmy przy temacie Międzynarodowej Unii Kolarskiej, organizacja ta, pod wodzą Briana Cooksona zaczyna się reformować. W ramach poprawy wizerunku i zwrócenia uwagi na ekologię zabroni zawodowcom śmiecić na trasach. Całkiem słuszna inicjatywa, wystarczy już, że wraz z peletonem porusza się kilkadziesiąt samochodów, które wydzielają spaliny. Do tego opakowania po batonach i żelach oraz bidony walają się w rowach przy trasach wyścigów w całej Europie. ?Strefy zrzutu? mają pojawić się za bufetami oraz na ostatnich 20km trasy. Śmiecący poza wyznaczonym terenem będą karani grzywną 50CHF. W tym miejscu przypomnę, że podobną inicjatywę na amatorskich maratonach od kilku lat uskutecznia u nas Lovebikes.pl.

    Ekologiczna inicjatywa zasługuje na pochwałę. Z drugiej strony UCI odmówiła ustanowienia płacy minimalnej w zawodowych zespołach kobiecych. Męskie drużyny Pro Continental oraz Pro Team zobowiązane są do wynagradzania swoich pracowników w odpowiedni sposób. Kobiety takich gwarancji nie mają. Decyzję tłumaczy się zbytnim obciążeniem, jakim płace minimalne obciążyłyby niewielkie budżety klubów, w których ścigają się panie.

    Przełaj > XC

    Imponująco wygląda frekwencja wyścigów przełajowych w Koziegłowach i Szczekocinach rozegranych w miniony weekend. W Szczekocinach na starcie wyścigu elity mężczyzn i U23 stanęło 30 kolarzy, w Koziegłowach było ich 28. Kobiet w obu imprezach startowało po 16. Najbardziej istotna jest liczebność młodszych kategorii wiekowej – wszak to przyszłość naszego kolarstwa. 32 juniorów w Szczekocinach i 38 juniorów młodszych tamże jak na obecne czasy robi wrażenie. Tak liczna obsada to rzadkość w Pucharze Polski, teoretycznie bardziej popularnego latem cross country. Pełne wyniki znajdziecie na stronie PZKol.

    Bono się połamał

     

     

    Papież klasy średniej wielbiącej polityczną poprawność i przesadną egzaltację, czyli muzyk znany Bono wybrał się na przejażdżkę rowerową w Central Parku. Lider zespołu U2 złamał sobie rękę, konieczna jest operacja i odwołanie występów w programie telewizyjnym Tonight Show. Nie śmiejcie się, popowy gwiazdor to zapalony rowerzysta a może nawet i kolarz. Pech może przydarzyć się każdemu.

     

  • Poniedziałkowy skrót#31

    Andrzej Bartkiewicz skorzystał z okazji i zapisał się na kartach kronik polskiego sportu, bijąc rekord godzinny. Małgorzata Wojtyra zajęła trzecie miejsce w torowym Pucharze Świata a przełajowcy na dobre weszli w sezon. Zobacz przegląd wydarzeń minionego weekendu w coponiedziałkowym skrócie.

     

    Rekord godzinny Bartkiewicza

    Pruszkowski tor to zmora Polskiego Związku Kolarstwa. Przeinwestowany, z przykrą historią niegospodarności, ciążący niczym kotwica na budżecie organizacji. Z drugiej strony to nowoczesny obiekt o olbrzymim potencjale. Na fali renesansu rekordu godzinnego Andrzej Bartkiewicz, młody zawodnik z klubu Sante Whistle Ziemia Brzeska, specjalista torowej jazdy na dochodzenie idealnie trafił w swój czas. Echa kolarskiego sezonu jeszcze wybrzmiewają a sporty zimowe nie zaczęły angażować kibiców, dzięki czemu jego próba przykuła uwagę mediów i fanów. Jak na nasze warunki nawet na samym torze pojawiło się sporo kibiców, dzięki czemu słysząc doping, zawodnik w chwilach kryzysu mógł głębiej sięgnąć do rezerw i ustanowić nowy rekord z wynikiem 47,618km. Do rekordu świata Matthiasa Brandle?a brakuje blisko czterech kilometrów, ale nie o to chodzi. Wydarzenie to wnosi nową energię do rodzimego kolarstwa i to jest w całej tej sytuacji najcenniejsze.

     

     

    Torowcy w Meksyku

    Jeśli już jesteśmy przy tematyce kolarstwa torowego, to w Guadalajarze właśnie zakończyła się eliminacja Pucharu Świata. Najlepszym, polskim rezultatem jest trzecie miejsce Małgorzaty Wojtyry w wieloboju, zwanym tutaj Omnium. W Meksyku padły też dwa rekordy naszego kraju: w sprincie iindywidualnymKatarzyna Kirschenstein uzyskała wynik 11,248s zaś w parze z Urszulą Łoś 34,431s. Równocześnie trzeba zauważyć, że żaden z tych rezultatów nie dał awansu do finału. Sztuka ta udała się za to Kamilowi Kuczyńskiemu w keirinie, gdzie w najważniejszym wyścigu zajął szóste miejsce.

     

    https://twitter.com/SylvieFore/status/531506627099525120

     

    Przełajowcy ciągle po suchym

    Tymczasem w bebelgijskimuddervoorde rozegrano drugą eliminację przełajowej serii Superprestige. Ten drugi, najważniejszy po Pucharze Świata cykl cieszy się sporą popularnością i, jak sama nazwa wskazuje, prestiżem. Zwyciężył Tom Meeusen z grupy Fidea, któremu nie przeszkodził fakt, że jego nazwisko pojawia się przy okazji afery dopingowej, która zaczyna kwitnąć w belgijskim kolarstwie. Jest on jednym z dziewiętnastu kolarzy podejrzanych o współpracę z doktorem Chrisem Mertnesem, mającym być jedną z głównych postaci odpowiedzialnych za wspomaganie sporej rzeszy sportowców z krajów Beneluksu. Abstrahując od śmierdzących aspektów kolarstwa i skupiając się na samych wynikach, młody Mathieu van der Poela zajął drugą lokatę co dało mu prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Drugi jest Sven Nys, czwarty w miniony weekend, za to póki co bardzo regularny, przez co do van der Poela traci tylko punkt. Tuż za nim plasuje się Lars Van Der Haar, zatem młodzież w natarciu.

     

    Tymczasem w kraju rozegrano eliminacje naszego Pucharu, tym razem w Bieganowie i Zielonej Górze. W Bieganowie triumfował eks-doper, Kacper Szczepaniak. Na temat zawodów w Zielonej Górze jakichkolwiek informacji brak.

     

     

    W ?Przełajach według Red Bulla? czyli zawodach Velodux triumfował Lars Forster, a z bardziej znanych nazwisk drugi był Adri Frischknecht (syn Thomasa) a trzeci Julien Absalon. Tam jednak sucho już nie było. Wideo znajdziecie tutaj.

     

  • Poniedziałkowy skrót #30

    Sezon przełajowy rozkręca się na dobre. Już wkrótce kolarskie media będą żyły głównie dokonaniami ?błotniaków?. W poniedziałkowych skrótach znajdziecie jednak nie tylko podsumowania najważniejszych wyścigów, ale też komentarze do wydarzeń z innych zakątków bike-biznesu.

    18 lat

    Tyle dzieli Svena Nysa od Wouta van Aerta. Ten pierwszy to ikona kolarstwa przełajowego, ten drugi to wschodząca gwiazda. Sobotnie zawody serii Bpost Bank Trophee (wcześniej znane jako GVA Trophee) rozgrywane na słynnym Koppenbergu padły łupem ciągle-jeszcze-orlika, van Aerta (wideo powyżej). Z jednej strony to niesamowite, jak długo Sven Nys utrzymuje dyspozycję na najwyższym poziomie wyczynu. Z drugiej, podobnie jak na szosie, ewidentnie widoczna jest zmiana kolarskich pokoleń. Gdy zaczynałem pisać o przełajach, Nys rywalizował z Erwinem Verveckenem, Richardem Groenendaalem, Bartem Wallensem czy Mario de Clerqiem. Obecnie większość jego konkurentów cieszy się już emeryturą a tymczasem Nys, który po raz pierwszy Puchar Świata wygrał w sezonie 1999/2000 a tęczową koszulkę w 2005r nadal jest faworytem większości zawodów, na starcie których staje. Nie dominuje już co prawda tak, jak jeszcze kilka lat temu, ale konsekwentnie buduje formę na najważniejsze imprezy. Do mistrzostw świata jeszcze daleko, zatem można się spodziewać, że również w tym sezonie jeszcze nie jest w pełnym gazie. Dlatego też nie dziwi druga (a nie pierwsza) lokata w niedzielnej eliminacji Superprestige. Tym razem pierwszy był zawodnik nieco bardziej doświadczony, trzydziestolatek Kevin Pauvels, ale tuż za Nysem był kolejny młody wilk, Lars van der Haar.

    Sponsoring to hazard

    Inwestycja w sport może się nie zwrócić. Ryzyko kontuzji, błędów w planie treningowym, awarii sprzętu czy też wpadki dopingowej jest spore. Nie przeszkadza to jednak firmom zajmującym się hazardem reklamować się na koszulkach klubów kolarskich. Wspomnieni wyżej Wout van Aert (Vastgoedservice – Golden Palace) i Kevin Pauwels (Sunweb – Napoleon Games) jeżdżą w zespołach finansowanych w połowie właśnie przez organizacje zajmujące się zakładami i grami losowymi. Promocja produktów i usług przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych jest kontrowersyjna, ale z drugiej strony nasze niedoinwestowane, kluby chętnie przyjęłyby sponsoring nawet podmiotów tej branży. Tyle, że reklama hazardu jest w Polsce zabroniona. Widać jesteśmy na tyle bogaci, by sport wspierać z innych środków, czyż nie?

    O ile da się poprawić rekord Brändle?a?

    51,852km przejechał w zeszły czwartek Matthias Brändle podczas godziny, którą spędził poruszając się po torze w szwajcarskim Aigle. Chwilę później stwierdził, że nie zamierza tego robić nigdy więcej. Było blisko, by padła granica 52km, ale Austriak w końcówce nieco osłabł. Mimo wszystko uzyskany rezulat jest bardzo dobry, choć wciąż daleko mu do wyników z czasów, gdy nie obowiązywały ograniczenia techniczne i farmakologiczne. Co jednak ważne, to dopiero początek zabawy. Jens Voigt i Matthias Brändle zaskoczyli opinię publiczną swoimi rekordami. Oczy kibiców i ekspertów skierowane były od początku na trzech wybitnych czasowców: Tonego Martina, Fabiana Cancellarę i Sir Bradleya Wigginsa. Ten ostatni, właśnie ogłosił, że swoją próbę (prawdopodobnie jedyną) planuje przeprowadzić latem przyszłego roku na Majorce. Ma to być wydarzenie sportowe z jednej strony, ale też równocześnie promocyjne. Brytyjczyk, aktualny mistrz świata chce propagować wakacje na Balearach wśród swoich rodaków. Z punktu widzenia potencjalnego wyniku, nie jest to najlepsza lokalizacja. W teorii największy dystans zostanie pokonany na jednym z obiektów znajdujących się wyraźnie wyżej nad poziomem morza. Wiggins jest jednak pewny swego. To sportowiec, który póki co realizował większość celów, jakie przed sobą postawił, jest też w stanie zbudować więcej niż jeden szczyt formy w sezonie. Pierwszym ważnym sprawdzianem w sezonie 2015 będzie dla niego Paryż-Roubaix. Po ?Piekle Północy? prawdopodobnie na dobre powróci na tor.

    Wzmocnione CCC Sprandi Polkowice

    Swoją dezaprobatę do transferu Stefana Schumachera już wyraziłem. Pozyskanie drugiego, zagranicznego kolarza przez naszą pomarańczową drużynę budzi mniejsze kontrowersje. W barwach CCC Sprandi Polkowice w przyszłym sezonie będzie się ścigał Grega Bole. Ten niezły sprinter powinien godnie reprezentować naszą grupę w wyścigach wyższej kategorii, także w tych imprazch World Touru, na które zespół dostanie dziką kartę. W klasyfikacji CQ Ranking Bole sezon 2014 zakończył w pierwszej setce (96.) i po Davide Rebellinie (44. lokata) będzie drugim, najwyżej sklasyfikoanym zawodnikiem CCC. Jego punkty w tym roku dałyby ?cyckom? awans na 24 pozycję drużynowo (przed MTN Qhubeka), szóstą wśród zespołów Pro Continental. W rankingu UCI, CCC w składzie z Gregą Bole wystarczyłoby punktów na trzecią lokatę (przed Cofidisem). Większość z nich Słoweniec zdobył jednak w wyścigach azjatyckich. Inna sprawa, że gdy ścigał się w Europie (m.in w Lampre i Vacansoleil) często gościł w czołówce wysoko punktowanych imprez. Krótko mówiąc, kontrakt z nim to dobry pomysł. Aby dodać łyżkę dziegciu do niezłej wiadomości, trzeba zadać pytanie, dlaczego w tak nizinnym kraju jak Polska nie doczekaliśmy się równie skutecznego sprintera będącego równolatkiem Bole (urodził się w 1985r).

  • Poniedziałkowy skrót#29

    Poniedziałkowy skrót#29

    Ściganie się zakończyło, ale kolarstwo nie śpi. Mniej lub bardziej ważne wydarzenia czekają na skomentowanie. To miły czas dla mnie. Mogę bez obawy o pominięcie czegoś naprawdę istotnego wybierać te, które po prostu przykuły moją uwagę. Może dzięki szansie, jaką daje off-season, któryś z poniedziałkowych zestawów stanie się kolarskim pudelkiem?

    Nowa żółta koszulka

    Firma Le Coq Sportif, oficjalny sponsor Tour de France, który szyje koszulki liderów dla najlepszych kolarzy wyścigu zaprezentowała nową ?maillot jeaune?. Oprócz klasycznych elementów, inicjałów Henriego Desgrange?a i logotypów znalazł się motyw łuku triumfalnego. Komunikat PR zwraca uwagę na techniczne elementy stroju: aerodynamikę, dopasowanie do ciała czy wentylację. W nowej koszulce niezmiernie istotna będzie też symbolika. U stóp łuku triumfalnego co roku na podium staje zwycięzca wyścigu. Nie dość więc, że żółta koszulka sama w sobie jest wyjątkowym artefaktem, projektanci postanowili dodatkowo podkreślić cel, jaki stoi za jej symboliką. Wygrana ponad wszytko, droga na podium w Paryżu. Liderze, nie zawiedź nas!

    Dublet Giro-Tour na poważnie?

    Vincenzo Nibali chyba faktycznie chce spróbować powalczyć o wygranie dwóch wielkich tourów w sezonie 2015. No bo cóż innego mu pozostało? Owszem, włoski mistrz mógłby powalczyć w klasykach. Kilkukrotnie szukał swojej szansy na trasach choćby Liege-Bastogne-Liege czy Mediolan-Sanremo. Od wygrania ?Staruszki? w 2012 dzieliło go bardzo niewiele, ale końcówce wyprzedził go nie kto inny jak Maxim Iglinsky, kolarz, za którego dopingową wpadkę musi teraz tłumaczyć się Nibali. Mimo potencjału, jaki w kontekście wyścigów jednodniowych prezentuje ?Rekin z Messyny? i ich niewątpliwego prestiżu trzeba powiedzieć jasno: Tour de France przyćmiewa swoją sławą wszystko. Niewielu obrońców tytułu może sobie pozwolić na zrezygnowanie ze startu z numerem jeden na plecach. Nibali, tak jak Alberto Contador ma już na swoim koncie wszystkie wielkie toury. Opinia publiczna nie znosi próżni a wszyscy uwielbiamy pogoń za rekordami i czyny heroiczne. Motywację do kolejnego przesuwania granic dublet Giro-Tour, który jest wydarzeniem doniosłym i niewidzianym w kronikach od 17 lat, zasługuje na szczególną uwagę pokolenia obecnych mistrzów.

    Nowe kolory do przyswojenia

    LottoNL Jumbo, Cannondale wspierający Jonathana Vaughtersa a nie Roberto Amadio (a co za tym idzie ponad dwudziestu kolarzy zmieniających drużynę poza standardową liczą transferów), rosnące w siłę drugoligowe zespoły MTN Qhubeka (zmiana rowerów na Cervelo, transfery Tylera Farrara, Edvalda Boassona Hagena czy Matthew Gossa) oraz Cult Energy a na naszym rynku upadek BDC Marcpol i przewidywany rozwój CCC Sprandi Polkowice (przy okazji z innym sponsorem) sprawiają, że sezon 2015 będzie kolejnym, w którym będziemy uczyć się nowych nazw, przynależności klubowych i układu sił w peletonie. Najwięcej zamieszania wprowadzą oczywiście zmiany w World Tourze. W miejsce zieleni Belkinu pojawi się żółć LottoNL Jumbo (serio, to jest nazwa, jak to mają wymawiać komentatorzy?) i nieznane jeszcze barwy Cannondale w wydaniu Garmin-Sharp. Różnice w składach i układach mogą mieć wpływ nie tylko na doznania wizualne kibiców, ale i na przebieg rywalizacji na trasie. Nowi sponsorzy i nowe kontrakty to dodatkowy bodziec dla kolarzy i ich obsługi. Brak stałości, jaką charakteryzuje się kolarstwo ma liczne wady, ale z drugiej strony dzięki niemu ciągle te same wyścigi nigdy nie przebiegają w taki sam sposób. Byle do wiosny!

    Biedny, skrzywdzony Lance

    Nieistniejący w statystykach Tour de France, siedmiokrotny zwycięzca – niezwycięzca Lance Armstrong, aby kompletnie nie zdziadzieć na emeryturze ciągle jest aktywny ruchowo. To się chwali. W ostatni weekend chciał pojechać na wycieczkę z kumplami, innymi dopingowymi oszustami. Jego przyjaciel, George Hincapie organizował szosowy maraton dla amatorów. Lance, zdyskwalifikowany masters bez licencji poczuł, że to miejsce dla niego. Tymczasem po raz kolejny jego plany pokrzyżowały agencje antydopingowe, pilnujące, by wielbiciel Epo, testosteronu i hormonu wzrostu pokutował w samotności. Hincapie ma oficjalnie działający klub, imprezę wpisał do stosownych kalendarzy, więc ta stała się zawodami przez duże ?Z? (nawet, jeśli dla amatorów) a nie piknikiem dla kolegów. W związki z tym banita Armstrong nie miał na nią wstępu. Z tej perspektywy nasz bałagan z ?wyścigami zabronionymi? dla posiadaczy licencji PZKol wydaje się malutkim nieładem.