Tag: pandemia

  • Jeszcze nigdy poprzeczka nie była zawieszona tak wysoko

    Jeszcze nigdy poprzeczka nie była zawieszona tak wysoko

    Po pandemicznym sezonie 2020, kolarski 2021 stoi przed wyjątkowym wyzwaniem. Po takiej eskalacji emocji, tempa, suspensu trudno sobie wyobrazić, co musi się wydarzyć, by ten rok był w kolarstwie ciekawszy. 

    Embed from Getty Images

    Zwycięstwo sportu

    Aby nie przynudzać i nie pisać o tym, co było kilka miesięcy temu i o czym wszystkim wiemy będzie wprost. Przeprowadzony w skondensowanej formie i niemal w całości sezon 2020 to niewątpliwy sukces kolarstwa i sportu jako takiego. 

    Wyścigi rowerowe to poważne wyzwanie logistyczne, to tysiące ludzi przemieszczających się przez regiony i kraje. To rywalizacja w otwartym terenie, codzienne wizyty w kolejnych hotelach, kontakty z samorządowcami, mediami oraz kibicami. I co do zasady udało się to wszystko bezpiecznie przeprowadzić. 

    Oczywiście były też wpadki na Giro d’Italia, gdzie drużyny Jumbo-Visma oraz Mitchelton Scott wycofały się z powodu pozytywnych przypadków Covid-19 (prawdopodobnie “złapanych” w hotelu na Sycylii) i na Vuelcie (pod koniec której zaraziło się kilkudziesięciu członków Guardia Civil, a także Tomasz Marczyński) a na Tour de France kwarantannie poddany został sam dyrektor wyścigu, ale skuteczność idei izolowanych “baniek” w których miały funkcjonować ekipy okazała się zaskakująco wysoka. 

    Wiele wskazuje na to, że niepewność dnia kolejnego, gdy każdy start mógł być tym ostatnim nie tylko dla indywidualnych sportowców, ich zespołów ale i całego kolarstwa, sprawiła, że sezon 2020 stał pod znakiem niezmiernie ofensywnej jazdy co przełożyło się na wyrównany poziom i atrakcyjność widowiska. 

    Dość powiedzieć, że każdy z wielkich tourów zakończył się z różnicą między zwycięzcą a drugim kolarzem poniżej minuty a losy żółtej, różowej i czerwonej koszulki ważyły się do ostatnich chwil. 

    Nie zawodziły również klasyki i mistrzostwa świata, wygrana van Aerta w San Remo i jego porażka we Flandrii to równie spektakularne momenty co triumf Juliana Alaphilippe’a w Imoli i jego zbyt wcześnie uniesione ręce w Liege. 

    https://twitter.com/MikelLandaMeana/status/1245773336786984960

    Covidowe deja vu

    Nie wiem, co musi się wydarzyć w sezonie 2021, by poziom emocji był wyższy. Tym bardziej, że po wczesnych powiewach optymizmu wracamy do sytuacji, gdy kolejne wyścigi są przesuwane niczym premiera nowego filmu o przygodach Jamesa Bonda. 

    Sprawdziany w Algarve i Andaluzji już teraz przełożono na maj. Wycieczka zawodowców na Półwysep Arabski raczej się odbędzie, natomiast przy obecnym rozwoju epidemii nie postawiłbym więcej niż dziesięć złotych na wczesnosezonowe imprezy we Francji. Widmo kolejnego ścisłego lock-downu krąży bowiem po Europie i kolejnych krajach, w które uderza następna, trudno określić która właściwie, fala pandemii. 

    Może się więc okazać, że te z klasyków, które będą mogły być rozegrane, przywitają na starcie zawodników bez odpowiedniej liczby dni wyścigowych w nogach a to będzie oznaczało powrót do nerwowej atmosfery znanej z sierpnia 2020.

    https://twitter.com/chrisfroome/status/1349519881046171648

    Nowe wyzwania w cieniu kryzysu

    Tym bardziej, że sytuacja jest niełatwa. Choć udało się uratować dużą część posad w World Tourze, z finansami nie jest lekko, zarówno drużynom jak i organizatorom zawodów. Kłopoty mają zespoły prokontynentalne i kobiece, w budżetach np. kurortów narciarskich zapraszających do siebie kolarzy po zimie bez turystów będzie pusto. 

    Tak jak w “realnym” świecie, tak i w wyczynowym sporcie będą pogłębiały się nierówności między biednymi a bogatymi. Zespół Ineos znów wydał worek pieniędzy na wzmocnienia, na transferowe łowy wyruszyli też właściciele ekipy z Emiratów Arabskich. 

    Froome w zespole z Izraela, Yates (Adam), Martinez, Pidcock, Porte i de Plus w Ineosie, Majka, Hirshi i Trentin w Emiratach, Lopez w Movistarze, zupełnie przebudowane Ag2r Citroen i DSM (wcześniej Sunweb), Peter Sagan szukający kolejnych szans na Giro d’Italia czy wreszcie Tom Dumoulin robiący sobie przerwę a także perspektywa (wciąż niepewna) Igrzysk w Tokio, nadadzą nowy kontekst i znów będziemy oglądali unikatowe historie. 

    Embed from Getty Images

    Złoty wiek kolarstwa?

    Mimo pandemicznych trudności kolarstwo jest w swoim “złotym wieku”. Starzy mistrzowie wskazują wprost na zmianę mentalności atakującego pokolenia młodych pretendentów. Całkowite poświęcenie sportowi powoduje, że dotychczasowym gwiazdom coraz trudniej wytrzymać tempo żółtodziobów. Kolejni herosi ostatniej dekady wspominają, że choć fizycznie są w najlepszej dyspozycji w karierze, nie są w stanie walczyć ze skupioną w 100% na sukcesie młodzieżą. 

    Choć niebezpiecznie zbliżamy się do momentu, gdy to sami kolarze będą musieli udowadniać swoją niewinność, równocześnie trzeba powiedzieć, że zwycięzcy kolejnych tourów czy monumentów są raczej “pierwszymi wśród równych” niż będącymi poza zasięgiem geniuszami. A raczej, że owych geniuszy obserwujemy niezwykły urodzaj. 

    Nie wiem kiedy (a może w ogóle?) poziom sportu rowerowego był nie tylko tak wysoki, ale przede wszystkim tak wyrównany. Kolejni rekordziści i dominatorzy, zaczynając od Coppiego i Bartalego, idąc przez Anquetila, Merckxa, Hinaulta, herosów “ery epo” i “marginal gains” musieli sobie radzić z jednym, maksymalnie dwoma równorzędnymi rywalami. Chwila nieuwagi jednego z nich i było po wyścigu. Tymczasem współcześnie okazuje się, że można nie tylko zbudować kilka “dream teamów”, co więcej, realne jest szybkie zastępowanie liderów równorzędnymi talentami, jeśli oczywiście budżet drużyny jest odpowiednio duży. 

    A budżety te, niczym Jeff Bezos, mimo kryzysu i pandemii biją kolejne rekordy, przynajmniej w najbardziej zamożnych zespołach. Biorąc jednak pod uwagę, że mniejsze imprezy są albo odwoływane albo upadają, ambitnym “drugoligowcom” będzie ciężko o sukces, ekspozycję w mediach, sponsorów, czyli o przetrwanie. 

    Kryzysowy sezon 2021 zapowiada się więc jako kontynuacja trendów obserwowanych od kilku lat, tyle, że jak w wielu innych dziedzinach życia, pandemia i kryzys przyspieszą je, pogłębią i prawdopodobnie zmienią na dłużej. 

    Zdjęcie okładkowe: Gian Mattia D’Alberto/LaPresse, materiały prasowe RCS

  • Giro, Vuelta i polskie transfery w World Tourze

    Giro, Vuelta i polskie transfery w World Tourze

    Intensywna końcówka pandemicznego sezonu ucieka przed złą pogodą i zaostrzającym się rygorem sanitarnym w Europie. Jest też sporo dobrych informacji z transferem Rafała Majki do drużyny UAE Team Emirates na czele. 

    Giro jedzie do Mediolanu?

    W Lombardii właśnie wprowadzana jest godzina policyjna w związku z rozpędzającą się epidemią a tymczasem Giro d’Italia zmierza przez Alpy do stolicy tego regionu. W dniu przerwy peleton po raz kolejny został przetestowany na obecność koronawirusa. Pozytywny wynik uzyskał Fernando Gaviria, który jako jeden z pierwszych sportowców w tym sezonie był chory jeszcze w lutym. 

    Zgodnie z komunikatami Gaviria jest jedynym kolarzem z pozytywnym wynikiem, nie wiadomo jeszcze czy faktycznie jest zarażony, czy test dał wynik fałszywie pozytywny. 

    Dobrą wiadomością jest z kolei pogoda. Choć w wysokich partiach gór spadł już śnieg, drogi są przejezdne i niewykluczone, że uda się rozegrać najważniejsze etapy w niezmienionej lub tylko nieznacznie zmienionej wersji. 

    W rozpoczętym właśnie tygodniu zaplanowano trzy, bardzo ciężkie, górskie etapy, każdy z metą na podjeździe. W środę, czwartek i sobotę do pokonania będzie w sumie ponad 15000m przewyższenia. Do tego każdy z tych odcinków ma około 200km a przynajmniej trzy razy zawodnicy wjadą sporo ponad 2000m n.p.m.

    Jakby tego było mało, wtorkowy etap również zapowiada się selektywnie, z wymagającą końcówką na górzystej rundzie i finiszem na niewielkiej, ale stromej “ściance”. 

    Foto: Jennifer Lorenzini/LaPresse 18 ottobre 2020 Italia Sport Ciclismo Giro d’Italia 2020 – edizione 103 – Tappa 15- Da Base aerea Rivolto a Piancavallo Nella foto: Hart Tao Geoghegan Photo: Jennifer Lorenzini/LaPresse October 18, 2020 Italy Sport Cycling Giro d’Italia 2020 – 103 th edition – Stage 15- ITT – from Base aerea Rivolto to Piancavallo In the pic: Hart Tao Geoghegan

    W skrócie plan na końcówkę Giro wygląda następująco:

    • Wtorek: 229km (!) z górzystą końcówką
    • Środa: 203km, cztery premie górskie, meta na podjeździe w Madonna di Campiglio
    • Czwartek: 207km, cztery premie górskie w tym słynne Stelvio (2758m) i podjazd na krótkim, ale wymagającym podjeździe do Laghi di Cancano
    • Piątek: etap całkiem płaski, ale absurdalnie długi 253km
    • Sobota: tu mogą zajść zmiany na trasie w związku z pogodą i wizytą we Francji. W planie są podjazdy na Agnello (2744m), Izoard (2360m), Montgenevre i na metę w Sestriere. 
    • Niedziela: czasówka na ulicach Mediolanu, 15,7km. 

    W klasyfikacji generalnej spodziewane są spore zmiany. Oczy wszystkich skierowane są na ekipę Sunweb, która na podjeździe do Piancavallo pokazała, że jest w stanie przejąć kontrolę nad peletonem i nadać tempo tak selektywne jak Ineos czy Jumbo-Visma na Tour de France. 

    Tak duża kumulacja trudności w trzecim tygodniu wyścigu będzie sprzyjała nie tyle spektakularny atakom, co dalszej selekcji i kryzysom. Biorąc pod uwagę, że wielu zawodników w czołówce to debiutanci a równocześnie starzy wyjadacze jadą na limicie swoich możliwości, sytuacja może być dynamiczna. 

    Na koniec dodam jeszcze, że obserwujemy kontynuację trendu z Tour de France: tempo na Piancavallo oraz krótszych podjazdach jest bardzo wysokie. Nawet ci kolarze, którzy teoretycznie zostają nieco z tyłu, prezentują formę, która do tej pory wystarczała czy to do podium czy nawet do zwycięstwa w wielkich tourach. 

    Cycling: Vuelta Espana 2019 / Tour of Spain 2019/ La Vuelta/ Etapa 20/ Stage 20/ .MAILLOT ROJO LIDER/ RED LEADER JERSEY/ ROGLIC Primoz (SLO)/ QUINTANA Nairo (COL).Arenas de San Pedro – Plataforma de Gredos (190,4 km) 14-09-2019/.Vuelta Espana 2019 / La Vuelta/ Tour of Spain 2019/.Luis Angel Gomez .©PHOTOGOMEZSPORT2019

    Rusza Vuelta – kto by się tego spodziewał!

    Skrócona o trzy dni, za to z niezmienionym charakterem. 13 z 18 etapów będzie górzystych, siedem odcinków będzie się kończyło na podjazdach a jedyna, 34km czasówka finiszować będzie na “ściance” Mirador de Ezaro (niespełna 2km i 14% stromizny).

    W planie takie legendy jak Arrate (już pierwszego dnia), Tourmalet (ekscytujący finisz na słynnej przełęczy w Pirenejach), Angliru czy La Covatilla. 

    Lista startowa jest imponująca. W Jumbo-Visma pojadą Roglic, Dumoulin, Gesink, Kuus, Bennett, w Astanie Vlasov (po szybkim wycofaniu się z Giro wraca na Vueltę), w Ineosie Carapaz i żegnający się z ekipą Brailsforda, wracający do dyspozycji Froome, w Mitchelton-Scott Chaves, w Groupama-FDJ Gaudu i Pinot, w EF pro Cycling Martinez, Carthy i Woods, w Bahrainie Poels, w Cofidise Martin, w Movistarze Valverde, Mas i Soler, w Israel Startup Nation Martin, by tylko wymienić najgłośniejsze nazwiska mogące powalczyć w klasyfikacji generalnej. 

    Do tego sporo obiecujących, młodych talentów i, mimo niesprzyjającej trasy paru sprinterów z Samem Bennettem na czele. 

    Dla patriotów mamy sporą reprezentację kolarzy z Polski. W łabędzim śpiewie CCC udział wezmą Wiśniowski i Paluta (oraz polsko-włoski Mareczko), w Ineosie zobaczymy Gołasia a w Lotto-Soudal Tomasza Marczyńskiego, który właśnie przedłużył kontrakt o kolejny rok. 

    Kontekstem rywalizacji na hiszpańskich szosach będzie pogoń za kontraktami, walka o sponsorów oraz ucieczka przed pandemią i nadchodzącą zimą. Finał w Madrycie zaplanowany jest na 08.11. 

    W tygodniu, w którym Vuelta pokrywa się terminem z Giro, etapy w Hiszpanii będą kończyły się ok. godzinę później, zatem ok. 17.30. 

    W natłoku wydarzeń trudno nadążyć za kolejnymi wyścigami, zatem zapowiedzi Vuelty pojawiają się na ostatnią chwilę. Jeśli szukacie szczegółów trasy czy list startowych, możecie np. zapoznać się z prezentacją autorstwa Aleksandry Górskiej w naszosie.pl

    Majka w Emiratach

    Rafał Majka po czterech latach w Bora-Hansgrohe i czterech wcześniejszych w Tinkoff-Saxo kompletnie zmienia otoczenie. Od sezonu 2021 będzie reprezentował drużynę UAE – Team Emirates. Jego rolą będzie zarówno pomoc Tadejowi Pogacarowi jak i dalszy rozwój w krótszych i dłuższych wyścigach etapowych.  

    Kontrakt z drużyną z drugim, największym budżetem w World Tourze, z wybitnymi dyrektorami sportowymi może dać trzydziestojednoletniemu zawodnikowi “drugą młodość”. Bo choć wszyscy są pod wrażeniem obecnej inwazji dwudziestolatków trzeba pamiętać, że Rafał Majka dopiero co wszedł w wiek uznawany dla zawodowych kolarzy za szczyt możliwości. 

    Ciekawym kontekstem poza powrotem do Włoch (ekipa z Emiratów jest w dużej mierze kontynuacją Lampre Giuseppe Saronniego), gdzie Majka czuje się bardzo dobrze będzie zmiana sprzętu. Przez całą zawodową karierę nasz kolarz jeździł bowiem na rowerach i akcesoriach Specialized. UAE w sezonie 2020 używali Colnago, Campagnolo, pedałów Look, siodeł Prologo i odżywek Enervit. 

    Marczyński w Lotto-Soudal i Eurosporcie

    Kolejna dobra wiadomość to przedłużenie o rok kontraktu z Lotto-Soudal przez Tomasza Marczyńskiego. Cieszy nie tylko dalsza obecność doświadczonego zawodnika w World Tourze, ale też fakt, że dołączy do niego Kamil Małecki, który dostanie szansę rozwoju uratowawszy się z tonącego CCC.

    Z dużym prawdopodobieństwem dla Marczyńskiego będzie to ostatni sezon na tym poziomie, chociaż nigdy nic nie wiadomo. 

    Dla zainteresowanych postacią dwukrotnego zwycięzcy etapowego Vuelty 2017 i trzykrotnego mistrza Polski, Eurosport przygotował krótki, kwadransowy reportaż. Całość ma nieco youtubową jakość produkcji, ale zawsze to fajnie, że taki materiał powstał. Druga emisja zaplanowana jest na czwartek, 22.10 na godz. 17.50. 

    Pożegnanie z klasykami

    Sezon najważniejszych wyścigów jednodniowych kończy się jutro, czyli w środę 21.10 wyścigiem De Panne. Na liście startowej Mark Cavendish, który wciąż nie pożegnał się z zawodowym peletonem, choć na mecie Gandawa-Wevelgem uronił kilka łez, będący w wysokiej dyspozycji Mads Pedersen i Alexander Kristoff oraz wielu innych specjalistów od jazdy na wietrze i po brukach. We wtorek na trasie z Brugii do De Panne swój sezon kończą także kobiety.

    Komentarze teraz też jako podcast

    Codzienne komentarze po etapach Giro d’Italia trafiają zawsze wieczorem na Youtube. Od kilku dni dostępne są również w wersji podcasdtowej na anchor.fm, które propaguje je również np. na Spotify.

    Zatem jeśli taka forma odbioru jest dla Was wygodniejsza, to zapraszam, podobnie jak do subskrybcji kanału na youtube a także do śledzenia konta na Twitterze. To tam a nie na facebooku wrzucam na bieżąco najciekawsze informacje o kolarstwie. 

  • Czy pandemia zabije kolarską tradycję?

    Czy pandemia zabije kolarską tradycję?

    Zarówno UCI jak i PZKol zalecają, by w obliczu trwającej pandemii koronawirusa podczas dekoracji zwycięzców na podium zawodnicy nosili maseczki, zachowywali dystans a z wręczającymi nagrody i trofea unikali kontaktu. Oznacza to m.in. rezygnację z kilku tradycyjnych elementów: całusów od hostess oraz uścisków dłoni z oficjelami. 

    Embed from Getty Images

    Dyskusja o obecności “podium girls” na wyścigach kolarskich z różnym natężeniem pojawia się od kilku sezonów. Argumentom o przedmiotowym traktowaniu kobiet przeciwstawiane są te o wieloletniej tradycji. 

    Zależnie od wielkości wyścigu, miejsca jego rozgrywania i kultury korporacyjnej organizatora kwiaty i całusy zwycięzcy wręczają albo lokalne dziewczęta w skąpych strojach albo zatrudnione profesjonalistki w biznesowych garsonkach. 

    Podejmowane są próby odejścia od tego zwyczaju. Stopniowo zmienia się ubiór hostess, pojawiają się też pomysły by zastępować je dziećmi (wzorem młodych piłkarzy wprowadzających drużyny na boisko), mężczyznami lub w ogóle zrezygnować z towarzystwa dla stających na podium sportowców. 

    W trakcie ceremonii i tak jest dość tłoczno. Zazwyczaj obok dekorowanych zawodników stają przedstawiciele lokalnych władz, organizatora wyścigu, sponsorzy lub celebryci. Zależnie od kultury regionu, wymieniane są uściski dłoni, czasem ktoś zrobi “niedźwiadka”, pocałuje w policzek lub nawet poklepie po pośladku*.

    Podczas imprez rozgrywanych w czasie lub wkrótce po pandemii tych elementów zabraknie. Czy będzie to tylko czasowe ich zawieszenie, czy pozbędziemy się ich na dobre?

    Embed from Getty Images

    Piękne córy naszej ziemi

    “Podium girls” to często albo zawodowe modelki, laureatki konkursów miss, wybrane w castingach, znajome i koleżanki, ewentualnie “dostarczone” przez zewnętrzne firmy specjalizujące się w tego typu usługach. 

    Ich zadania: wprowadzenie zawodników, wręczenie kwiatów czy szampana oraz zwyczajowy całus są elementem tradycji. 

    Choć ten aspekt imprez sportowych powoli odchodzi do lamusa, wciąż pewną ideą związaną ze startem atletów jest pokazanie im oraz kibicom wszystkiego, co w okolicy najlepsze i najpiękniejsze. 

    Trasy układa się tak, by pokazać najciekawsze miejsca w regionie. Jest to element promocji gminy, powiatu czy miasta. Szansa, by stosunkowo niewielkim kosztem dotrzeć do szerokiej widowni i zachęcić ją do przyjazdu nie tylko na wyścig, ale na weekend czy wakacje. 

    Chęć, by pochwalić się światu wszystkim, co najlepszego ma do zaoferowania dana ziemia przekłada się także na obecność hostess na podium. Mamy nie tylko piękne szosy, pałace, zamki, rezerwaty przyrody. Nasi przedsiębiorcy chętnie fundują nagrody a przenocować możecie w zadbanych hotelach i pensjonatach (nie dotyczy Tour de France, który słynie z nienajlepszych kwater dla kolumny wyścigu). Ale patrzcie też, jakie piękne są u nas dziewczyny!

    Embed from Getty Images

    Hej, jest 2020!

    Jeszcze w latach ‘80 XXw nikt się temu nie dziwił. We wczesnych latach ‘20 XXIw na wielu wyścigach hostessy wciąż ubrane są nie w garsonki a w zdecydowanie bardziej swobodny strój a zdjęcia z odciśniętą na policzku triumfatora szminką obiegają świat. Tyle tylko, że w erze “#metoo”, nieustającej walki o równe traktowanie i neutralność w miejscach pracy coraz więcej osób zauważa, że być może tak tradycyjny i patriarchalny sposób gratulowania zwycięskim sportowcom przestaje mieć rację bytu. 

    Czy zatem zawieszenie tego zwyczaju na czas pandemii sprawi, że “dziewczyny z podium” znikną z ceremonii dekoracji na zawsze? Czy kobiety będące elementem dekoracyjnym dla mężczyzn-herosów odejdą do lamusa? 

    Zobaczymy, czy przez kilka miesięcy wyjątkowego sezonu 2020 komuś będzie brakować całusów, uścisków i kwiatów. Czy może zastąpimy je innymi wyrazami gratulacji i uznania a sezon 2021 będzie już bez nich? Nawet jeśli do tego czasu koronawirus zmutuje do niegroźnej postaci i zapomnimy o maseczkach, dystansie i dezynfekcji.

    *tak, zgadza się.

    Aktualizacja 30.07.2020

    Jak wygląda pandemiczna dekoracja?

    „Reżim sanitarny” pierwsze testy przeszedł m.in. podczas Wyścigu Dookoła Mazowsza czy rumuńskiego Sibiu Tour. A tak po pięknym zwycięstwie na górskim etapie podczas Vuelta a Burgos świętował Remco Evenpoel:

    Na pandemicznym Tour de France hostessa i host utrzymywali dystans:

    Podobnie na Giro, choć hostessy występowały z szarfami przywołującymi wybory miss:

  • Gdy to się skończy… będę oglądał wyścigi

    Gdy to się skończy… będę oglądał wyścigi

    W niepewnej, ale zaczynającej majaczyć na horyzoncie przyszłości widać szansę na rozegranie najważniejszych wyścigów. Bezprecedensowy, krótki i niezmiernie skondensowany sezon będzie wyjątkowy. I zdecydowanie nie mogę się go doczekać!

    Jak to właściwie się zaczęło?

    Widzę pewien paradoks w tym, że samemu od dziecka jestem związany z kolarstwem górskim, natomiast sportem, który śledzę z uwagą od ponad trzydziestu lat jest kolarstwo szosowe. 

    Niewykluczone, że powodem tego jest Wyścig Pokoju, którego łabędzi śpiew obserwowałem mając zaledwie kilka lat. Ze wszystkich dyscyplin dostępnych w telewizji późnych lat osiemdziesiątych największą moją uwagę przykuwali właśnie kolarze.

    W sumie to nawet nie paradoks a pewne kuriozum, że mając niespełna pięć lat z zapartym tchem oglądałem drużynową jazdę na czas na dystansie 100km w czasie Igrzysk w Seulu. Bo wiecie… widać było nie za wiele, jak to wtedy w telewizji a poza tym, hej, to drużynowa jazda na czas, nie polecałbym jej na początek przygody z oglądaniem kolarstwa nawet teraz.

    Tak czy inaczej, gdy Wyścig Pokoju ustąpił miejsca Tour de Pologne a Eurosport stał się na dobre dostępny, nawet nie chcę zliczać liczby godzin, które spędziłem przed ekranem śledząc poczynania zawodowych szosowców. 

    Teraz jest wygodniej. Nie jesteśmy skazani na telewizor, kolarstwo można śledzić praktycznie wszędzie tam, gdzie jest wifi albo LTE. W wysokiej rozdzielczości, widząc i wiedząc często więcej i szybciej niż komentatorzy w studio a każdy kolejny sezon to więcej godzin transmisji z wyścigów na całym świecie. 

    I mimo regularnej pracy, aktywnego uprawiania kolarstwa i wielu innych spraw wciąż staram się wygospodarować trochę czasu na relacje z wyścigów. 

    Jedyny taki sport

    Szansa, że zagrasz mecz na Camp Nou jest minimalna. To, czy podjedziesz na Mt Ventoux zależy właściwie tylko od ciebie. 

    No dobrze, nie jedyny, podobnych wrażeń dostarczają jeszcze masowe imprezy biegowe, ale mimo wszystko to właśnie kolarstwo jest unikatowe pozwalając na doświadczanie niemal tego samego co herosi szos rywalizujący o najważniejsze laury. 

    Oglądając klasyki możesz dzień lub dwa wcześniej zmierzyć się ze słynnymi brukami Flandrii czy Paryż-Roubaix, śledząc wielkie toury sprawdzić się podczas jednego z wielu oficjalnych “gran fondo” prowadzących przez najbardziej legendarne przełęcze. Lub zwyczajnie porównać swoją moc i „waty na kilogram” z tymi, które prosi publikują na Stravie.

    Szansa, że zagrasz mecz na Camp Nou jest minimalna. To, czy podjedziesz na Mt Ventoux zależy właściwie tylko od ciebie. 

    Możesz próbować żyć jak zawodowiec, trenować jak zawodowiec, mieć rower jak zawodowiec. A przynajmniej jak zawodowiec się ubrać i pojechać z kumplami na kawkę.

    To wszystko sprawia, że przy trasach wyścigów na całym świecie stoją nie tylko bierni kibice, ale realni pasjonaci. Oczywiście nie tylko, bo dla większości widzów to wciąż po prostu wydarzenie, festyn, tym ważniejszy im lepsze wyniki osiągają na nim lokalni zawodnicy, ale wciąż więź i zrozumienie między fanem a sportowcem jest niewspółmierna do innych dyscyplin. 

    To samo, a jednak nie…

    Kolarstwo jest schematyczne, chyba, że nagle zawieje wiatr, ktoś przebije oponę, spadnie deszcz, dwóch wspóliderów jednej z drużyn przestanie ze sobą współpracować, w ucieczkę zabierze się kluczowy pomocnik rywala, albo wystąpi jeszcze jeden z setek czynników, które decydują o losach wyścigów rowerowych. 

    Wiele najważniejszych wyścigów ma w teorii z góry zaplanowany przebieg. Mediolan – San Remo choć liczy 300km sprowadza się do rozgrywki na ostatnich dwóch górkach i prostej prowadzącej do mety. Podobnie jest podczas Walońskiej Strzały, gdzie cały dzień czekamy na ostatnie trzy minuty podjazdu na Mur de Huy. 

    Wielkie toury często rozgrywają się w zaprojektowanych przez organizatorów miejscach. Owszem, przy układaniu tras spore znaczenie mają kwestie finansowe. Nie tylko pojedyncze stacje narciarskie, ale całe regiony czy nawet państwa wpisują ekspozycję w transmisjach z wyścigów kolarskich w swoją strategię promocji. 

    Mimo to w kolejnych latach patrząc na mapę wyścigu jeszcze przed startem można obstawiać, w których miejscach nastąpią decydujące ataki i powstaną różnice między kluczowymi graczami. 

    Chyba, że nagle zawieje wiatr, ktoś przebije oponę, spadnie deszcz, dwóch wspóliderów jednej z drużyn przestanie ze sobą współpracować, w ucieczkę zabierze się kluczowy pomocnik rywala, albo wystąpi jeszcze jeden z setek czynników, które decydują o losach wyścigów rowerowych. 

    Jeśli dodamy do tego celowe zabiegi mające na celu rozruszanie rywalizacji: skracanie dystansu wybranych etapów, zmniejszenie liczby zawodników w drużynie, poszukiwanie bardzo stromych podjazdów lub sekcji szutrowych czy brukowanych, za każdym razem dostajemy, mimo pewnych, znanych ram, zaskakujące widowisko. 

    Dzięki temu możemy obserwować takie perełki jak zwycięstwo “górala” Nibalego w Mediolan – San Remo, niespotykane rajdy Contadora czy Froome’a przechodzące do historii kolarstwa, triumfy weterana Gilberta na brukach i wiele, wiele innych historii, których pełen jest każdy, kolejny sezon. 

    Owszem, Tour de France bywa określany wyścigiem przewidywalnym i nudnym, szczególnie w czasach dominacji jednego zawodnika czy drużyny. W tym konkretnym przypadku łatwo przyklasnąć takiemu argumentowi, ale gdy rozłożymy trzytygodniową imprezę na mniejsze segmenty, znów, emocji będzie co niemiara a suspensu aż nadto. 

    Radość komentowania

    Etapy pozornie nieciekawe, te płaskie z zaplanowanym z góry finiszem całego peletonu czy znajdujące się w połowie wyścigu, podczas których swoją szansę dostają uciekinierzy to nieodzowna część całego spektaklu. 

    Jasne, zdarzają się dni, kiedy nie dzieje się totalnie nic i nawet krajobraz (dla wielu kibiców walory widokowo-krajoznawcze są równie a często nawet ważniejsze od samych kolarzy) nie dostarcza za wielu wrażeń.

    Na szczęście w skali całego sezonu jest ich bardzo niewiele a wystarczy trochę obycia, by każdego dnia, w trakcie każdej relacji widzieć wystarczająco dużo “kolarstwa w kolarstwie” by całość zyskała na atrakcyjności. 

    Dla mnie ciekawym doświadczeniem był zeszłoroczny Tour de France, w trakcie którego każdego wieczora nagrywałem krótki komentarz, następnie publikowany na youtube. 

    Nie ukrywam, że w pewnym momencie zacząłem odczuwać przesyt. Kolarskie treści otaczają nas z każdej strony, w normalnym sezonie można oglądać wyścigi w zasadzie 24/7, do tego dochodzą social media, newsy, wywiady, reportaże i trudno za tym wszystkim nadążyć, 

    Motywacja w postaci skupienia się na etapie, by skomentować go w sposób jakkolwiek bardziej pogłębiony niż tylko podanie kto uciekał, kto wygrał i kto zdobył przewagę daje szansę dalszego rozwoju, szukania dodatkowych źródeł, analiz, jest spora. 

    Tym bardziej postpandemiczny restart ścigania zapowiada się ekscytująco, ponieważ trudno będzie ocenić, w jakiej dyspozycji są kolarze, kto i jak zareagował na lockdown i jakie ma priorytety. 

    W sytuacji, gdy sezon będzie krótszy i bardziej skondensowany, część drużyn zmaga się z problemami finansowymi a walczący o kontrakty kolarze będą mieli mniej czasu, by przekonać do siebie menadżerów, my dostaniemy więcej sportu w stanie czystym. Bez sporej części kulturowej nadbudowy, oczekiwań czy schematów. Bardziej nieprzewidywalne i pełne zaskakujących zwrotów akcji.

    Najgorszy scenariusz

    Europa zaczyna żyć tak, jakby nic się nie wydarzyło. Krzywo patrzymy się na Szwedów, ale w imię “gospodarka głupcze” przywracamy kolejne aktywności. Nawarstwiające, często sprzeczne (nie tylko w Polsce) regulacje powodują rozmycie podstawowych zasad, w związku z czym od mniej do bardziej ścisłego lock-downu przechodzimy do mniej lub bardziej entuzjastycznego #yolo. 

    Grają piłkarze, będą się ścigali i kolarze. 

    Skondensowany sezon zawierający najważniejsze wyścigi ma się rozegrać od sierpnia do listopada, wliczając w to wielkie toury, monumenty oraz szereg mniejszych wyścigów. 

    Zakładamy, że granice będą otwarte a kilka tysięcy osób z kolarskiego światka będzie mogło się swobodnie przemieszczać po kontynencie w czasie, gdy, przynajmniej teoretycznie, będziemy przygotowtywali się do zapowiadanej, drugiej fali pandemii. 

    Z obecnością wirusa zdążyliśmy się oswoić, kolejne śmierci powszednieją, ale czy to oznacza, że możemy spokojnie planować sezon narażając się na traumę następnych, przerwanych wyścigów, zatrzymywania drużyn i dziennikarzy w objętych kwarantanną hotelach, tygodni w izolacji gdzieś na drugim końcu świata, bo loty zostały odwołane a granie z dnia na dzień zamknięte?

    Jasne, kolarze to twardzi ludzie, jednak stres i niepewność związane z zagrożeniem powrotu epidemii mogą również mieć wpływ na przebieg rywalizacji a ostatnie, czego wszystkim potrzeba to kolejne komplikacje. 

    Osłabione treningiem i wyścigowym wysiłkiem organizmy zawodników są zawsze bardziej podatne na rozmaite infekcje. Ileż to razy w ciągu sezonu całe drużyny notowały gorsze występy, z powodu różnego rodzaju wirusów: pokarmowych czy przeziębień. 

    Jak zachowają się UCI, ASO, RCS czy mniejsi organizatorzy w przypadku wykrycia w kolumnie wyścigu zakażenia koronawirusem? Co zrobią goszczące kolarzy samorządy, gdy na ich terenie pojawi się nowe ognisko zarażeń?

    Zapowiedziany, wyjątkowy sezon 2020 wciąż pozostaje tylko w sferze życzeń. Ale i tak na niego czekam. 

  • Sport jako “niezbędna potrzeba życiowa”.

    Sport jako “niezbędna potrzeba życiowa”.

    Nie trzeba pandemii koronawirusa, frenetycznego szturmu na zwifta i trenażery a następnie leśne ścieżki, polne drogi oraz podmiejskie szosy by zobaczyć, że ruch, aktywność i sport zaczęły odgrywać znaczącą rolę w naszym życiu. Po prostu teraz widać to wyraźniej.

    Dane statystyczne vs dane anegdotyczne

    Gdy prześledzimy dostępne wyniki badań okaże się, że Polacy wciąż są narodem, który nie jest zainteresowany aktywnością fizyczną. Maksymalnie 30% z nas rusza się trzy razy w tygodniu w łącznym czasie nieprzekraczającym 90 minut.

    Krótko mówiąc słabo.

    Gdy przychodzi wiosna, naszym narodowym zajęciem jest grillowanie, picie piwa i oglądanie “biało-czerwonych” biegających za piłką. 

    Tak jest w teorii, tak jest w rozumianej statystycznie praktyce. Tak jest też w wielu opracowaniach socjologów czy publicystów. 

    Lubimy o sobie myśleć jako o konsumentach-prostakach, “Januszach i Grażynkach”, nieco tylko uwspółcześnionych archetypach, których ojcem był Ferdynand Kiepski. 

    Tymczasem wystarczy rozejrzeć się wokół, by zobaczyć, jak wielu ludzi tu i teraz zmienia swoje życie: dba o zdrowie, unika chorób cywilizacyjnych uprawiając sport czy poprawiając nawyki żywieniowe. 

    https://www.instagram.com/p/BxMJePiAEsm/

    Gry i zabawy klasy średniej

    Możemy zżymać się na różne widełki płacowe wedle których spora część z nas zalicza się do klasy średniej, zwłaszcza w porównaniu z zamożnymi krajami europejskimi. 

    Trudno jednak polemizować z faktem, że, zwłaszcza od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, niemal nieustająco żyło nam się z roku na rok coraz lepiej. Przynajmniej części z nas. 

    To nic, że na kredyt, wszak w ten sposób funkcjonuje większość współczesnego świata, ale napawaliśmy się konsumpcją kupując samochody, mieszkania, elektronikę i ciuchy z sieciówek. A także spędzając sporo czasu w podróżach, zwiedzając Europę, Azję, Afrykę, latem wygrzewając się na chorwackim wybrzeżu a zimą szusując na stokach włoskich Dolomitów. 

    Gdy już nasyciliśmy pierwszy głód, przyszedł czas na zaspokajanie kolejnych potrzeb. Z kartami Multisport w portfelu zapisaliśmy się na siłownie, ruszyliśmy do Decathlonów po leginsy i buty do biegania, kupiliśmy rowery i zostaliśmy sportowcami. 

    https://www.instagram.com/p/B8Y0XrrHWBb/

    Tłok na bulwarach

    Tak, to wciąż jest niewielki procent społeczeństwa. Tak, sport amatorski to często domena najbardziej zamożnych 25% społeczeństwa, zarabiających ponad 5000zł netto. Ale po pierwsze nie tylko nich, a po drugie to na tyle duża grupa, że staje się wyraźnie zauważalna. 

    W wiosenne popołudnia popularne miejsca rekreacji są zwyczajnie zatłoczone. Biegacze, kolarze, rolkarze, chodzący z kijkami okupują przestrzeń publiczną. 

    Nawet, jeżeli frekwencja na maratonach w największych aglomeracjach nie bije już rekordów, od przynajmniej dekady faktycznie “Polska Biega”. Biegają nie tylko miasta, biegają przedmieścia, biegają też wsie. 

    Peletony kolarzy przestały być elitarnymi towarzystwami wzajemnej adoracji, za to każdego dnia niezliczone grupy o różnym poziomie sformalizowania i zaawansowania umawiają się na wspólną jazdę. Jest ich na tyle dużo, by stopniowo oswajać kierowców z obecnością trenujących kolarzy na drogach publicznych.

    Moje prywatne wspomnienie z początku lat 2000 przywołuje obraz samotnej Sylwii Korzeniowskiej (siostry Roberta), jednej z nielicznych osób, które zimą na krakowskich Błoniach trenowały cokolwiek. Obecnie, po 20 latach można w to miejsce wybrać się o dowolnej porze zarówno roku jak i dnia, by spotkać pasjonatów sportu. Jest nas dużo, jesteśmy widoczni i tak samo, jak grillujemy, masowo uprawiamy też sport.

    We wspomniane wcześniej słoneczne popołudnia frekwencja amatorów spędzania aktywnego czasu na świeżym powietrzu jest tak wysoka, że samo poruszanie się zarówno w tym, jak i w setkach innych podobnych miejsc w kraju staje się zwyczajnie uciążliwe. A mimo to ludzie przychodzą, biegają, jeżdżą…

    "Profidea dla Kobiet" to jedna z popularnych grup kolarskich, które budują lokalną społeczność pasjonatek sportu. Zdjęcie przedstawia grupę rowerzystek korzystających z przeprawy promowej.
    „Profidea dla Kobiet” to jedna z popularnych grup kolarskich, które budują lokalną społeczność pasjonatek sportu.
    Fot. https://www.instagram.com/profideadlakobiet/

    Karbon to nowy mercedes?

    Dotarliśmy już do momentu, w którym dbanie o siebie stało się wyznacznikiem statusu społecznego. 

    Karbonowy rower szosowy, uczestnictwo w triathlonie, opieka trenera personalnego czy współpraca z dietetykiem stały się modne. 

    Dla części wyższej klasy średniej sport jest wyznacznikiem prestiżu. Kolejnymi krokami rozwoju cywilizacyjnego mogą być już tylko uczestnictwo w kulturze wysokiej, społeczna odpowiedzialność biznesu i dobroczynność. 

    Prawnicy, właściciele prywatnych praktyk medycznych, senior developerzy kupują drogie rowery na fakturę vat, jeżdżą do Calpe i przygotowują się do połówki Iron Mana pod okiem specjalistów trenujących nie tylko biznesmenów, ale też reprezentantów kraju. 

    Spośród różnych aktywności, wydatków i kaprysów dobrze sytuowanej kadry menadżerskiej akurat te wydają się być nie tylko mało szkodliwe, ale zwyczajnie najmniej głupie.

    Mówiąc już całkiem brutalnie, mogliby oni, niczym Kuba Wojewódzki parkować swoje Maserati na miejscach dla niepełnosprawnych a w zamian tego jedyne, co “złego” robią to zajmują z kolegami pas ruchu na podmiejskiej szosie.

    https://www.instagram.com/p/B_YBUa4lm15/

    Nowe koła zamiast telewizora

    Równocześnie klasa średnia “biurowa”, czyli ta, która na co dzień przegląda tabelki w Excelu i zatwierdza milionowe przelewy w wielkich korporacjach, samemu żyjąc za średnią krajową (czyli wciąż niemało jak na nasze warunki) podejmuje ważne życiowo wybory.

    Czy większą korzyść przyniesie zakup nowych kół czy trening na zgrupowaniu? Czy domowy budżet udźwignie zarówno start w wyścigu etapowym i kilkudniowy urlop, czy też może wakacje padną ofiarą sportowej pasji? I wreszcie czy lepiej kupić nowy telewizor, czy miernik mocy. No chyba, że ten telewizor będzie ekranem używanym do zwifta, to może da się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

    W hierarchii potrzeb coraz większej grupy Polaków sport, rozumiany nie tylko jako wypełnienie normy WHO (“3x30x130”), ale coś więcej: hobby, pasja, może nawet sposób na życie, awansuje na ważne miejsce. 

    Trudno oszacować, ilu nas jest. 2%? 5%? 12%? 

    To niełatwe, bo wyznaczenie granicy między rekreacją i sportem amatorskim a następnie sportem amatorskim i sportem wyczynowym jest podobnie skomplikowane co określenie, w którym miejscu zaczyna się łysina. 

    https://www.facebook.com/ZwiftPolska/photos/rpp.254535521870786/546567279334274/

    Amator w czasie pandemii

    Gdy działający w chaosie rząd, próbując bronić nas przed koronawirusem ograniczył przemieszczanie się i uprawianie sportu na zewnątrz, kolarze-amatorzy zaczęli wykupywać trenażery i masowo dołączać do społeczności Zwifta. Obecnie, mimo sporej bariery wejścia do tego systemu, grupa na facebooku zrzeszająca fanów wirtualnego ścigania liczy ponad 8000 osób. Biorąc pod uwagę, że Polski Związek Kolarski od kilku lat wydaje rocznie ok. 2000 licencji a w dobry, wiosenny weekend na zawodach w całym kraju pojawia się około 5000 uczestników, to liczba zaiste imponująca. 

    Zamknięcie lasów spotkało się z falą niezadowolenia a następnie, podczas luzowania restrykcji przynajmniej kilkaset osób wysłało email do stosownego ministerstwa z prośbą o możliwość treningu na terenach zielonych bez maseczek na twarzy. 

    W sytuacji, gdy gros obywateli pracuje z domu, ograniczając wyjścia do sklepów, pracy czy znajomych, zarówno sportowcy-amatorzy jak i po prostu ludzie, dla których ruch jest nieodzownym elementem codzienności stali się lepiej widoczni. 

    Gdy zabrakło turystów a studenci i uczniowie zostali odesłani do domów jesteśmy jedną z nielicznych grup społecznych obecnych w przestrzeni publicznej.

    Dzielnie znosiliśmy niedogodności treningu w domu, ukrywaliśmy się na polach i w lasach niebędących własnością państwa a obecnie męczymy się podejmując wysiłek z zasłoniętą twarzą.

    https://www.instagram.com/p/B_cbExGFvNe/

    Jedyne, co nam zostało?

    W czasach, w których tak wiele aktywności ma charakter wirtualny, trudno się dziwić, że poszukujemy kontaktu z fizycznością. 

    Nawet nie chodzi o słynny “kontakt z naturą”, ale o zwykłe doświadczenie wysiłku fizycznego. Jeżeli spora część prac ma charakter intelektualny (do tego odtwórczy) a stres wiąże się głównie z emocjami, ból mięśni, podniesione tętno i przyspieszony oddech pozwalają zachować niezbędny balans między ciałem i umysłem. 

    Idąc dalej tym tropem, zawodowa kariera wielu z nas, poza aspektem finansowym, nie daje poczucia szczególnego sensu. Doskonalenie i awanse są pozorne, wpływ na procesy niewielki a końcowy efekt pracy często niewidoczny.

    Sport staje się więc jedną z bardziej dostępnych i możliwych do przeprowadzenia form rozwoju osobistego, realizacji aspiracji i zachowania zdrowia psychicznego. “Niezbędną potrzebą”, od której zaspokojenia zależy nasze być albo nie być w sytuacji, gdy te bardziej tradycyjnie rozumiane są tak czy inaczej zabezpieczone. 

    Mam też wrażenie, że w  tak niepewnych czasach, wymierny charakter uprawianego sportu: ogólnych postępów, mocy, realizowanego planu treningowego, daje poczucie minimalnej kontroli i sprawstwa. 

    W skrajnej wersji ów mechanizm znany jest z zaburzeń odżywiania, jednak w łagodnym przebiegu sportowej “choroby”, struktura dnia, mikro czy makrocyklu jaką daje trening może być bardzo cenna dla jednostki postawionej przed otaczającym nas chaosem pandemii. 

    Koniec końców nawet, jeśli przymus “treningu, który musi zostać odbyty” nieco wymknie się spod kontroli, wciąż będzie to nie tylko uzależnienie społecznie akceptowalne, ale też jako jedno z nielicznych mające całkiem sporo zalet.  

    Bibliografia: 

    1. Badanie Aktywności Fizycznej Polaków, 2018, Kantar dla MSiT https://msit.gov.pl/download/1/15795/BadaniepoziomuaktywnoscifizycznejspoleczenstwaAnalizawynikow2018v5.pdf
    2. Polacy lubią się spocić po pracy, 2018, Business Insider o badaniu Kantar dla Benefit System
      https://businessinsider.com.pl/sport/polacy-i-sport-raport-multisport-index-2018/q9qy25y
    3. Podsumowanie ogólnopolskiego badania wynagrodzeń, wynagrodzenia.pl, 2018 https://wynagrodzenia.pl/artykul/podsumowanie-ogolnopolskiego-badania-wynagrodzen-w-2018-roku
    4. Ilu jest w Polsce kolarzy, analiza liczby wydanych licencji kolarskich w Polsce, 2016 https://xouted.com/2016/02/ilu-jest-w-polsce-kolarzy/
    5. Wyniki – 30-31 marca 2019 https://mtb-xc.pl/2019/04/01/wyniki-30-31-marca-2019/
    6. Frekwencja na polskich maratonach ostro pikuje https://biegowe.pl/2018/10/frekwencja-na-polskich-maratonach-ostro-pikuje-co-jest-tego-powodem.html