Tag: Nairo Quintana

  • Zaskakujący dzień. Serial dokumentalny o drużynie Movistar.

    Zaskakujący dzień. Serial dokumentalny o drużynie Movistar.

    Jeśli śledząc wielkie toury poddajecie w wątpliwość taktykę poszczególnych zespołów lub krytykujecie dyspozycję zawodników, “Zaskakujący dzień” to pozycja obowiązkowa do obejrzenia. Po trzech godzinach z dyrektorami sportowymi i kolarzami Movistaru kolarstwo zawodowe nie będzie już dla was takie samo. 

    Sześć półgodzinnych odcinków prowadzi nas przez najważniejsze momenty sezonu 2019 w wykonaniu hiszpańskiego zespołu. Dla Movistaru, drużyny z czterdziestoletnią tradycją, zawsze najważniejsze były wielkie toury. 

    W każdym z nich podopieczni Eusebio Unzue rywalizowali nie tylko z konkurencyjnymi zespołami, ale też wewnątrz własnego teamu. 

    Obserwujemy więc nie tylko pojedynki na szosie, ale też starcia charakterów: Mikela Landy, Richarda Carapaza, Nairo Quintany, Alejandro Valverde i Marca Solera a także dyrektorów sportowych, którzy są równoprawnymi bohaterami tej opowieści. Wspomniany Unzue, Jose Vicente Garcia Acosta, Jose Luis Arieta, Pablo Lastras i Max Sciandri dają możliwość zrozumienia niektórych wydarzeń, których świadkami byliśmy śledząc wyścigi w relacjach Eurosportu. 

    Movistar jest bowiem zespołem, który często jest krytykowany za złą taktykę, niezrozumiałe decyzje personalne czy kontrowersyjne zachowania w peletonie z łamaniem niektórych ważnych, acz niepisanych zasad włącznie. 

    Wielu zarówno kibiców jak i zawodowych czy pół zawodowych komentatorów kolarstwa w swoich ocenach kieruje się trudnym do zrozumienia przeświadczeniem o nieomylności menadżerów drużyn oraz nadludzkich możliwościach samych sportowców. 

    Tymczasem “Niespodziewany dzień” pokazuje, że mimo doświadczenia i profesjonalizmu błędy zdarzają się każdemu, wahania formy przytrafiają się niezależnie od wcześniejszych planów i przygotowań a przedsięwzięcie, jakim jest wielki tour to niemal żywy, dynamiczny organizm, który potrafi zaskoczyć największych wyjadaczy. 

    Mnogość zmiennych: od trudnych do przewidzenia ludzkich emocji po niezależne siebie siły natury powodują, że wiele kwestii trzeba rozwiązywać w ciągu kilku chwil, równocześnie patrząc w ekran monitora, prowadząc samochód w zatłoczonej kolumnie wyścigu i podając bidony.

    Krótko mówiąc ten serial, choć mocno niszowy i pozornie przeznaczony dla najbardziej zaangażowanych fanów kolarstwa powinien być lekturą obowiązkową dla każdego, kto poświęca godziny przed ekranem na śledzenie sportu rowerowego. A zwłaszcza dla tych, którzy następnie na ten temat publicznie się wypowiadają. 

    “Zaskakujący dzień” 
    Reż. Jose Larraza, Marc Pons
    6 odcinków (22-39’)
    Serial w marcu 2020 jest dostępny na platformie Netflix

    PS “Zaskakujący dzień” dostępny jest po hiszpańsku z polskimi napisami. Niestety napisy są na poziomie tłumaczenia przez niezbyt zaawansowany, automatyczny translator. Poza tym drobnym mankamentem to świetna sprawa. Obraz jest znakomicie sfotografowany i zmontowany a zarówno twórcom jak i samej ekipie Movistar należą się gratulacje za bezkompromisowe podejście do tematu. To mogła być niewiele wnosząca hagiografia Eusebio Unzue czy Alejandro Valverde a dostaliśmy nieunikający kontrowersji, szczery obraz dynamiczny niczym najlepsze etapy wielkich tourów.

    A teraz jeszcze mały SPOILER
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Nigdy wcześniej nie widzieliście Nairo Quintany, który tak często by się uśmiechał. Serio!

  • Nairo Quintana: jedną nogą Giro, drugą nogą Tour?

    Nairo Quintana: jedną nogą Giro, drugą nogą Tour?

    Jeśli po kilku próbach konwencjonalne podejście do wygrania Tour de France nie sprawdziło się, czemu nie pójść po bandzie i nie porwać się na legendarny dublet?

    Po pierwsze kolumbijski kolarz to wielki talent. Od wczesnych lat pokazywał predyspozycje do jazdy w górach, już jako dwudziestotrzylatek stanął na podium ?Wielkiej Pętli?.

    Bardzo szybko dołączył do grona kolarzy najszybciej pokonujących najcięższe podjazdy. Jako jeden z nielicznych ludzi na świecie jest w stanie w ciągu trzytygodniowego wyścigu kilka razy wspinać z mocą sięgającą 6W/kg.

    Co więcej, już nie raz udowodnił, że jest w stanie być szybszy pod górę niż Chris Froome a mimo wciąż młodego wieku cechuje się niebywałą wytrzymałością, potrafiąc w całym wielkim tourze utrzymywać równą, bardzo wysoką dyspozycję.

    Pięć razy stał na podium wielkiego touru, z czego dwa razy wygrywał. W 2014 był najszybszy w Giro d?Italia, w 2016 zwyciężył w hiszpańskiej Vuelcie.

    Co ważne, w kontekście planów naszego bohatera, właśnie na zeszłorocznej Vuelcie pokonał w bezpośredniej walce Froome?a. Istotnym faktem jest również ten, że dokonał tego po przejechanym na trzeciej pozycji Tour de France (wygranym przez tegoż Froome?a).

    Zarówno według Quintany jak i według jego dyrektora sportowego, Eusebio Unzue, Kolumbijczyk był w lepszej formie podczas drugiego z rzędu, trzytygodniowego wyścigu.

    Stąd też pomysł, by w poszukiwaniu żółtej koszulki przejechać włoskie Giro. Nie, nie treningowo, lecz walcząc o zwycięstwo.

    Tyle teorii. Plan wydaje się mieć sens, nawet, jeśli do wygrania dwóch wielkich tourów w sezonie jest potrzebna nie tylko wybitna forma lidera, ale także odpowiednio dysponowana drużyna. W obecnej formule rozgrywania Touru, ma to szczególne znaczenie właśnie na francuskich szosach.

    Nie możemy zapominać również o okolicznościach, w których Quintana wygrywał zarówno Giro 2014 jak i Vueltę 2014. Za każdym razem lider Movistaru zyskiwał kilka minut po zaskakującej rywali akcji. Na Giro wykorzystał zamieszanie związane z potencjalną neutralizacją zjazdów z zaśnieżonej przełęczy Stelvio, na Vuelcie nieuwagę i niekompletny skład zespołu Sky.

    W ten sposób nadrabiał straty związane z nie najlepszą jazdą na czas, bo choć jest wybitnym wspinaczem, nie ma na tyle dużej przewagi, by jednym, dwoma atakami w końcówkach podjazdów wygrać wielki tour.

    ?Na papierze? będzie najlepszym góralem w stawce Giro d?Italia, zakładając prawdziwość sądu o rosnącej dyspozycji w drugim tourze sezonu, można spodziewać się, że będzie również równorzędnym rywalem Froome?a w Tour de France.

    Czy to oznacza, że, niczym Miguel Indurain w latach ?90 XXw jedną nogą wygra Giro a drugą Tour? Cóż, to inne czasy, inne kolarstwo i inne drużyny trzymające w ryzach peleton.

    Tak czy inaczej to dobrze, że kolejny śmiałek chce zmierzyć się z legendą, jaką jest wygranie Giro d?Italia i Tour de France w jednym sezonie. Każdemu z nich warto kibicować. Tego typu śmiałość wprowadza sporo kolorytu i dodaje smaku w nowym sezonie.

    Zdjęcie okładkowe filip bossuyt, wikimedia commons,  cc-by-2.0

    ZOSTAŃ PATRONEM XOUTED

    O tym, co to jest Patronite, do czego służy i czemu właściwie proszę Was o wsparcie przeczytacie tutaj. A klikając w banner poniżej możecie zobaczyć mój profil i zrobić zrzutę na dobrą treść o kolarstwie:
    Zostań patronem XOUTED patronite.pl/xouted

  • Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: fani stylu vintage

    Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: fani stylu vintage

    Podium dwóch wielkich tourów w sezonie to osiągnięcie, do którego zdolni byli tylko wielcy mistrzowie z przeszłości? Nic bardziej mylnego! W tym roku tego czynu dokonało aż trzech zawodników: Chris Froome, Nairo Quintana i Esteban Chaves.

    Merckx, Hinault, później Indurain potrafili walczyć na trasie Giro d?Italia i Tour de France w jednym roku. Następnie taki dublet zapisał na swoim koncie Marco Pantani w 1998r.

    Przeniesienie Vuelta a Espana na poźne lato i tym samym wyrównanie odstępów między kolejnymi tourami otworzyło więcej możliwości dobrego występu w dwóch trzytygodniówkach w ciągu jednego sezonu. Dzięki temu Alberto Contador w 2008r triumfował w Giro d?Italia i Vuelta a Espana a Fabio Aru w 2015r był drugi w Giro i wygrał Vueltę.

    Ten sam Contador próbował porywać się na klasyczny zestaw: Giro-Tour dwukrotnie i za każdym razem zarówno on jak i jego pomocnicy po włoskim wyścigu byli zbyt zmęczeni by móc powalczyć o podium w Paryżu.

    Wygląda więc na to, że współcześnie bardziej możliwa do połączenia z innym wielkim tourem jest hiszpańska Vuelta. W kombinacji z Giro d?Italia daje to szansę zbudowania dwóch szczytów formy a w przypadku Touru, oferując nieco inny typ ścigania, przy odpowiednim zbiegu okoliczności pozwala na przetrwanie kolejnych trzech tygodni i również walkę o zwycięstwo.

    Poza wspomnianym wcześniej Alejejandro Valverde, który spróbował zmieścić się w top10 każdego z tych wyścigów oraz Adamem Hansenem, który przejeżdża kolejne wielkie toury, w sezonie 2016 aż trzech kolarzy stanęło na podium dwóch wielkich wyścigów.

    Najlepiej z nich zaprezentował się Chris Froome, który wygrał Tour de France, następnie startował w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie zdobył brąz w jeździe na czas by na trasie hiszpańskiej Vuelty przegrać z Nairo Quintaną, który w lipcu, na szosach Francji był trzeci.

    To jednak dwie, zupełnie inne historie. Wygląda na to, że Froome, choć nie zapowiadał tego wcześniej, całkiem poważnie bierze sobie do serca wyzwanie dwóch tourów w sezonie. Na Tour de France jechał, jak na siebie, zachowawczo i konserwatywnie, być może mając w pamięci i Rio i Vueltę. Choć trzeba pamiętać, że dwukrotnie był zamieszany w kraksy na górskich etapach, zarówno w Alpach jak i w Pirenejach przyjeżdżał z rywalami de facto na remis. Wyścig wygrał dzięki znakomitej jeździe na czas, podobnie, jak wygrałby Vueltę, gdzie pod górę nieznacznie lepszy był Quintana, jednak Kolumbijczyk wyraźnie odstawał od Brytyjczyka w jeździe indywidualnej. Niestety dla Froome?a, odważna jazda Alberto Contadora, który rozbił peleton na etapie 15 do Formigal, sprawiła, że to Quintana wygrał wyścig.

    Być może i fani i eksperci dość nisko ocenili jazdę lidera Movistaru na Tour de France, ale mimo wszystko Quintana zdołał zająć tam trzecie miejsce. W połączeniu z wygraną Vueltą daje to imponujący zestaw!

    Kolumbijczyk znany jest z wytrzymałości i równej jazdy przez całe trzy tygodnie, nie dziwi więc, że po doświadczeniu z sezonu 2016, deklaruje, że w 2017r powróci na Giro d?Italia, by miesiąc później spróbować swoich sił na trasie Wielkiej Pętli.

    Trzecim kolarzem, który w tym roku postawił na dwa wielkie toury był Esteban Chaves. Choć drugie miejsce w Giro d?Italia i trzecie w hiszpańskiej Vuelcie to nieco słabszy wynik niż te, które były udziałem Froome?a i Quintany i gorzej niż dokonanie Fabio Aru rok wcześniej, mimo to Kolumbijczyk zaliczył świetny i długi sezon.

    Co ciekawe, zarówno na Giro jak i na Vuelcie miejsce na podium zapewniał sobie w samej końcówce rywalizacji, pokazując, że jest dojrzałym, utalentowanym i konsekwentnym specjalistą wyścigów wieloetapowych. Równocześnie zachował wiele ze swojej dynamiki, ponieważ na koniec sezonu zdołał jeszcze wygrać ?monument?, czyli Giro di Lombardia. Podium dwóch wielkich tourów plus klasyczna jednodniówka? Jeszcze nie tak dawno o kolarzu, który osiąga takie wyniki moglibyśmy tylko pomarzyć!

    Na koniec warto też wspomnieć o Vincenzo Nibalim. Włoch w tym roku postawił na Igrzyska w Rio de Janeiro. Swój sezon zbudował wokół walki o olimpijskie złoto, a ponieważ jest specjalistą wielkich tourów, by utrzymać się w odpowiednim rytmie, wiosną wygrał Giro d?Italia. Co prawda początkowo nie był w stanie nadążyć za rywalami, to jednak w końcówce wytrzymał trudności i jazdę na dużej wysokości i dość pewnie, choć w ostatnim momencie, zwyciężył w swoim narodowym wyścigu.

    Następnie wystartował w Tour de France, gdzie oficjalnie pomagał Fabio Aru a praktycznie trenował przed Rio. W Brazylii był o krok od złota, ale na ostatnim zjeździe, jadąc w ucieczce z Rafałem Majką i Sergio Henao, pechowo upadł, co zakończyło jego sezon. Tak czy inaczej, również Nibali pokazał, że we współczesnym kolarstwie można podejmować urozmaicone i niezmiernie ciężkie wyzwania z dużą szansą powodzenia.

    Dzięki temu kolejni zawodnicy będą w nadchodzących sezonach raczej szukali ciekawych celów niż skupiali się wyłącznie na jednej imprezie sezonu, jak jeszcze niedawno robił to np. Lance Armstrong.

  • Kolarski rok 2014: Maj

    Na początku maja różowa euforia ogarnęła Irlandię. Wizyta Giro d?Italia na ?zielonej wyspie? pokazuje, jak wielkie jest zapotrzebowanie na kolarstwo poza tradycyjnym, dla tej dyscypliny, kręgiem kulturowym.

    Belfast i Dublin przyjęły peleton Giro iście po królewsku, mimo, że start reprezentantów gospodarzy był daleki od oczekiwań lokalnych kibiców. W pamięci zostanie z pewnością autodestrukcyjna kraksa ekipy Garmin, która wykluczyła jednego z faworytów, Daniela Martina. Pierwsze dni każdego wielkiego touru są nerwowe, ale Giro przeszło w tym roku wszystkie oczekiwania. Trup słał się gęsto, kości się łamały i trudno było znaleźć w peletonie zawodnika bez charakterystycznych ?szlifów? będących efektem lądowania na asfalcie. Wielu kolarzom szczególnie zapadł w pamięć etap z metą na Montecassino. Nie dość, że wyjątkowo długi (ponad 250km), to jeszcze na rondzie u stóp finałowego wzniesienia wyłożyła się niemal cała grupa zasadnicza. W tej kraksie poważnie ucierpiał m.in. ?Purito? Rodriguez, ale kontuzji doznał też. m.in. Przemysław Niemiec. Na zamieszaniu skorzystali Australiczycy: Michael Matthews i Cadel Evans. Dzięki zdobytej przewadze obaj przez kilka dni mogli się cieszyć koszulką lidera, jednak sukcesywnie ?spływali? w klasyfikacji wraz z kolejnymi podjazdami. Giro d?Italia 2014 to łabędzi śpiew Evansa, którego kariera na szosie zaczęła się właśnie od włoskiego touru dwanaście lat temu i tam, de facto zakończyła.

    O losach tegorocznego wyścigu zadecydował słynny etap numer 16. W dość niejasnych okolicznościach atak na zjeździe z przełęczy Stelvio zainicjował Nairo Quintana. Kolumbijczyk, który miał już nieco strat z wcześniejszych dni, odrobił je z nawiązką. Fakt, że podjeżdżał najszybciej na metę w Val Martello a także na kolejnych etpach nie zmienia tego, że rywalom uciekł w fatalnych warunkach atmosferycznych, gdy co chwilę potwierdzana i odwoływana była decyzja o neutralizacji etapu. Tak czy inaczej, Quintana uzyskał to, po co do Włoch przyjechał, czyli wygraną w całym wyścigu. Nieco niepocieszony mógł się czuć jego rodak, Rigoberto Uran, który gdyby nie zamieszanie na Stelvio, mógł śmiało myśleć o zwycięstwie. Na pocieszenie zostaje mu fakt, że podczas tegorocznego Giro nie tylko potwierdził, że jest znakomitym góralem, ale także sprawdził się jako specjalista jazdy indywidualnej na czas.

    Jeśli już mowa o odkryciach, to takim z pewnością jest postać Fabio Aru. Młody Włoch we wspaniałym stylu wygrał etap na Montecampione i zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. To wielki talent, który do tego nie boi się ryzykownych ataków a przy tym już teraz prezentuje wysoką wytrzymałość i moc. Jedynym problemem wydaje się jazda w tej samej grupie (Astana), co Vincenzo Nibali, ale póki co obaj kolarze deklarują wzajemne wsparcie i chęć podziału ról w drużynie.

    Wiele emocji przyniosła nam jazda Rafała Majki. Polski kolarz jechał równo, niektórzy kibice twierdzą, że pasywnie, ale zdołał zająć rewelacyjne, szóste miejsce w klasyfikacji generalnej (poprawa o jedną lokatę w stosunku do sezonu 2013 i wyrównanie ?rekordu Polski? Przemysława Niemca). Co więcej, na kluczowych etapach zmagał się z problemami żołądkowymi, co nie przeszkodziło mu odrodzić się na brutalnym podjeździe Monte Zoncolan, gdzie znów mogliśmy go oglądać z najlepszymi.

    Z perspektywy całego sezonu, warto wspomnieć nie tylko o kolarzach walczących w klasyfikacji generalnej. Bez wątpienia podczas Giro rozbłysła gwiazda Nacera Bouhanniego. Francuski sprinter wygrał trzy etapy i trzeba go teraz stawiać na równi z innymi super-sprinterami. Powody do zadowolenia mają też włoscy kibice: kilku młodych kolarzy z ich kraju (nie licząc oczywiście Aru) pokazało spory potencjał, wyróżnić należy Enrico Battaglina czy Francesco Bongiorno. Aspirujący do osiągania najwyższych celów Diego Ulissi, choć był szybki, mocny i dynamiczny, przyjął za dużo salbutamolu z leku Ventolin i został zdyskwalifikowany.

    https://twitter.com/MTrivi97/status/512217875869093888

    Choć równolegle z Giro d?Italia rozgrywanych jest wiele wyścigów, najważniejszym z nich wydaje się być Tour of California. Wybierają go kolarze, budujący formę na Tour de France oraz ci, którzy nie zmieścili się w składach swoich ekip rywalizujących we Włoszech. W kalifornijskim słońcu klasą dla siebie był Bradley Wiggins. Zdominowany w ekipie Sky przez Chrisa Froome?a, mając chwile oddechu z dala od swojego rywala, nie tylko miał świetną wiosnę, co potwierdził dziesiątym miejscem w Paryż-Roubaix, to jeszcze w Kaliforni przypomniał, że jeszcze dwa lata temu to on rządził na trasie Wielkiej Pętli. Wygrał czasówkę, obronił się w górach i pewnie triumfował w całym wyścigu.

    W maju Międzynarodowa Unia Kolarska zmieniła dość znaczący przepis. Postanowiono, że rekord godzinny będzie od tego roku można bić na nowoczesnych rowerach zbliżonych do tych, na jakich kolarze jeżdżą w próbach indywidualnych na czas (oczywiście z ostrym kołem). Dotychczas mogli to robić tylko na ?retro? sprzęcie zbliżonym do tego, na jakim Eddy Merckx mierzył sie z ?godziną? w latach siedemdziesiątych XXw. Zmiana przepisów rozpoczęła festiwal zapowiedzi i spekulacji, kto, kiedy i o ile pobije ten wyjątkowy rekord.

    Wideo okładkowe przedstawia najważniejsze wydarzenia kontrowersyjnego, 16. etapu Giro d’Italia

     

  • Top 5 konfliktów pokoleniowych w kolarstwie

    Top 5 konfliktów pokoleniowych w kolarstwie

    W każdej drużynie, czy to kolarskiej czy innej, przychodzi taki moment, gdy jasno świecąca gwiazda zaczyna się starzeć, a na jej miejsce chce wejść spragniony sukcesów, młody wilk. Zespół Movistar jest właśnie w takiej sytuacji. Alejandro Valverde, numer jeden w światowych rankingach musi odnaleźć się w rzeczywistości, gdzie jego pozycję będzie przejmował Nairo Quintana.

    Nie będę sięgał do kolarskiej prehistorii, przedstawię kilka podobnych sytuacji, które obserowałem, lub mam o nich jakiekolwiek pojęcie. Zacząć trzeba oczywiście od ikonicznego pojedynku z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia.

    1. Lemond vs Hinault W 1986r

    Bernard Hinault, zwany ?Borsukiem? miał 32 lata, pięć wygranych Tour de France, trzy Giro d?Italia i dwie hiszpańskie Vuelty. Greg Lemond był siedem lat młodszy i już rok wcześniej mógł zwyciężyć w Wielkiej Pętli. Tyle, że to Francuz był liderem drużyny La Vie Claire i najbardziej charyzmatyczną postacią w peletonie, stąd też młody Amerykanin musiał uznać jego pozycję. Hinault obiecał, że się odwdzięczy za okazaną pomoc, tyle, że pokora nie leżała w jego naturze i przychodziło mu to opornie. Ostatecznie ataki ?Borsuka? wywarły presję nie tylko na Lemondzie, ale też i na ich rywalach, dzięki czemu faktycznie mogli zakończyć wyścig na dwóch najwyższych stopniach podium w kolejności ?ustalonej? przed startem. Ich pełna napięć rywalizacja przeszła do legendy i nawet doczekała się filmu pod wiele znaczącym tytułem ?Zabijając Borsuka?.

    2. Delgado vs. Indurain

    Pedro Delgado zasłynął z tego, że wygrał Tour de France 1988 legalnie stosując probenecid. Był też pierwszym od piętnastu lat, i zaledwie trzecim w historii Hiszpanem (po Bahamontesie i Ocani), który wygrał Wielką Pętlę. Mając sylwetkę i styl jazdy typowego ?górala? wychował u swojego boku kolarza wybitnego, ale kompletnie od siebie różnego. Miguel Indurain, wybitny czasowiec o masywnej budowie ciała, zanim sam przejął panowanie na francuskich szosach, terminował u Delgado poświęcając swoją pozycję. Nie wiadomo, czy byłby w stanie rozpocząć swoją, nieprzerwaną serię pięciu triumfów już w 1990 (i tym samym zwiększyć ilość wygranych do sześciu). Ponieważ obaj kolarze znani byli ze spokojnego usposobienia, a sam Indurain mógłby uchodzić za antycznego stoika, obaj kolarze byli w stanie współpracować bez większych problemów.

    3. Ullich vs Riis

    Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Laurent Fignon zatrudnił Bjarne Riisa jako swojego pomocnika. Nie widział w nim wielkiego mistrza, ale solidnego kolarza mogącego wzmocnić drużynę. Szalone czasy nieograniczonego dopingu sprawiły jednak, że Fignon wkrótce przestał się liczyć w peletonie wielkich tourów, natomiast Riis był piąty, trzeci i wreszcie pierwszy w Tour de France 1996, gdy zdetronizował Miguela Induraina. Miał wtedy 32 lata i był u szczytu kariery. W pamiętnym wyścigu drugą lokatę, z niewielką stratą zajął Jan Ullrich. Młody Niemiec już rok później był liderem Telekomu a Riis służył mu pomocą i doświadczeniem, podobnie zresztą jak w 1998r, jednak wtedy nie wystarczyło to, by pokonać Marco Pantaniego. Z wybitnego kolarza w jednego z najbardziej wybitnych dyrektorów sportowych Riisa zmienił wypadek przed Tour de Suisse 1999, kończący jego karierę kolarza wyczynowego.

    4. Froome vs Wiggins

    Najświeższa sprawa, po której emocje jeszcze nie opadły. Trzy lata temu Bradley Wiggins wycofał się z Tour de France po przykrej kraksie i szukał rewanżu podczas hiszpańskiej Vuelty. Początkowo pomagał mu mało znany wówczas Chris Froome, jednak szybko okazało się, że kolarz kenijskiego pochodzenia jest nie tylko bardzo mocny, ale i bardzo ambitny. Co więcej, nie miał wówczas ważnego kontraktu na kolejny sezon. Kierownictwo ekipy długo trzymało się taktyki jazdy na Wigginsa, przez co było za późno by Froome mógł pokonać Juana Jose Cobo. Dziesięć miesięcy później obaj kolarze mieli zgodnie współpracować podczas Tour de France, tym bardziej, że trasa była niemal stworzona dla Wigginsa. Froome ?dostał? zwycięstwo etapowe na La Planche des Belle Filles, jednak poczuł się na tyle mocny, by postraszyć swojego lidera w Pirenejach. Sytuacja niemal zakończyła się załamaniem nerwowym Wiggo, sprawę z trudem załagodził Dave Brailsofrd a kolarze teamu Sky ostatecznie zajęli dwa pierwsze miejsca w wyścigu. Rok później wilk miał być syty a owca cała, ale Wiggins nie poradził sobie podczas Giro d?Italia a Froome wygrał swój upragniony Tour. W przeciwieństwie do starszego kolegi nie dostał tytułu szlacheckiego, wydaje się również, że wciąż to Wiggins cieszy się większą sympatią kibiców. Ponieważ nie będzie już walczył w wielkich tourach, szuka dla siebie nowych wyzwań: wraca na tor, i z powodzeniem zdobywa doświadczenie na brukach Paryż-Roubaix.

    5. Quintana vs Valverde

    To może być najgorętszy temat nadchodzących dni. Alejandro Valverde prowadzi w rankingu World Tour i jest z pewnością kolarzem wybitnym. Niestety nigdy nie był realnym faworytem trzytygodniowych wyścigów. Stawał na podium (a w końcu w 2009r wygrał) hiszpańskiej Vuelty, lecz w Tour de France nigdy nie był w grupie najmocniejszych kolarzy. Jego szybkość i dynamika połączone z umiejętnością podjeżdżania sprawiły, że mimo tego posiada imponujące portfolio. Ma na swoim koncie wygrane: Walońską Strzałę, Liege-Bastogne-Liege i Classica San Sebastian po dwa razy! Z drużyną Movistar (kontynuacja zespołu, w którym jeździli wspomnieni wyżej Indurain i Delgado) związany jest od 2005r. Kierownik ekipy, Eusebio Unzue był z nim ?na dobre i na załe?, wspierając nawet w czasie zawieszenia związanego z faktem korzystania przez Valverde z usług Eufemiano Fuentesa. Mimo wieloletniej, owocnej współpracy, najlepszy kolarz rankingu UCI może odejść z Movistaru. Nairo Quintana, młody Kolumbijczyk, który od dwóch lat reprezentuje barwy tego teamu to zawodnik, który już w wieku 24 lat ma na koncie drugie miejsce w Tour de France (wyżej niż Valverde kiedykolwiek) oraz wygrane Giro d?Italia. Co więcej, tempo w jakim podjeżdża plasuje go wśród trzech najmocniejszych kolarzy świata (obok Nibalego i Froome?a) i jest niedostępne dla bardziej doświadczonego partnera z drużyny. Jak Valverde odnajdzie się w tej sytuacji? Jest wszak zawodnikiem, który mimo upływu czasu (ma już 34 lata) wciąż wydaje się w pełni sił. Póki co nie podpisał nowego kontraktu z Movistarem, ale znajduje się w składzie na Vueltę. Czy będzie pomagał Kolumbijczykowi jak niegdyś Riis Ullrichowi, czy też będzie sabotował jego jazdę i próbował ugrać coś dla siebie? Gdzie zakotwiczy na kolejny rok lub dwa, jeśli atmosfera popsuje się na tyle, że współpraca z Unzue będzie dalej niemożliwa?

  • Poniedziałkowy skrót#22

    Poniedziałkowy skrót#22

    Sierpień to najbardziej pracowity miesiąc dla kolarzy, choć na nieco niższym poziomie emocjonalnego zaangażowania. Po żółtej gorączce Touru przychodzi czas na codzienność rywalizacji w mniej prestiżowych imprezach. Norwegia, Niderlandy, USA, Polska, Hiszpania a to wszystko w oczekiwaniu na Vueltę i mistrzostwa świata.

    Norweski wyścig ASO

    Jak słusznie zauważyliście w komentarzach, Tour of Norway (kategoria 2HC) w tym roku już był i wygrał go Maciej Paterski. Obecnie rozgrywane zawody o nazwie Arctic Race of Norway są własnością ASO, organizatora Tour de France i mają kategorię 2.1. Oprócz tego, co powoduje dodatkową konfuzję, ścigają się panie w swoich zawodach ?Ladies Tour of Norway?, imprezie niezależnej od ASO. Co ważne, każde z tych wydarzeń ma dość krótką historię. Mimo kilku kolarzy na najwżyszym poziomie sportowym: Thor Hushovd, Edvald Boasson Hagen, Alexander Kristoff czy Lars Petter Nordhaug, Norwegowie dopiero zaczynają swoją przygodę z profesjonalnymi wyścigami. Najważniejszym wydarzeniem Arctic Race of Norway wydaje się być pożegnalne tournee Thora Hushovda. Były mistrz świata, dwukrotny zwycięzca klasyfikacji punktowej Tour de France oraz triumfator Gandawa-Wevelgem po tym sezonie, w wieku 36 lat kończy wyczynową karierę. Dla odmiany ?Ladies Tour of Norway? to domena młodości. Trzyetapowy wyścig był kolejną imprezą zdominowaną przez zawodniczki Rabo Liv. Tym razem pierwsza była Anna Van Der Bregen (24 lata) przed Marianne Vos (27 lat) i nasza Katarzyną Niewiadomą (20 lat, zwyciężczyni klasyfikacji młodzieżowej i górskiej)

    Kolarska enigma

    Chris Froome i Vincenzo Nibali po swoich spektakularnych sukcesach musieli tłumaczyć się z zarzutów o stosowanie dopingu. Tymczasem zawodnik, który w górach prezentuje taki sam poziom jak oni, po raz kolejny znika na wiele tygodni a gdy wraca, podjeżdża z mocą równą największym gwiazdom. Filigranowy kolarz z kolumbijskiego regionu Boyaca: miejsca, które wychowało wielu znakomitych specjalistów jazdy pod górę, w tym roku wygrał Giro d?Italia a teraz szykuje się do hiszpańskiej Vuelty. Nairo Quintana, bo o nim oczywiście mowa, przed włoskim tourem przejechał tylko Tour de San Luis w styczniu, następnie jednodniówki: Vuelta a Murcia, Classica Alemria i Roma Maxima w marcu oraz Tirreno Adriatico i Volta a Catalunya kilka dni później by następnie przez cały kwiecień w spokoju trenować. Pierwszy czerwca, gdy w Trieście po raz ostatni założył różową koszulkę lidera Giro, był jego ostatnim dniem wyścigowym do trzynastego sierpnia. W zeszłą środę Quintana powrócił do peletonu i zwyciężył Vuelta a Burgos, po drodze triumfując na górskim etapie oraz świetnie jadąc na czas (druga lokata we wczorajszej czasówce). Co robił przez ostatnie dwa miesiące, wie tylko kilka osób z najbliższego otoczenia zawodnika. Kolumbijczyk jest jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa Vuelta Espana. Dziwi fakt, że o ile Europejczycy są pod ciągłym ostrzałem mediów, Quintany nikt o nic nie pyta.

    ENECO Tour, czyli coś z niczego

    W Niderlandach wyścigów z wielką tradycją jest bez liku. Przeksztłacony z Ronde van Nederland na potrzeby uzasadnienia reform w kolarstwie i cyklu Pro Tour, transgraniczny wyścig ENECO początkowo był niechcianym dzieckiem UCI. Charakterem, a raczej jego brakiem przypominał Tour de Pologne sprzed kilku lat. Obecnie jednak oferuje ciekawą trasę i jest interesującą propozycją dla specjalistów wyścigów klasycznych. W tym roku rywalizowali tam Zdenek Stybar, Lars Boom, Greg Van Avermaet czy Philippe Gilbert. Zawodnicy ścigali się na trasach i podjazdach znanych z Dookoła Flandrii (m.in Muur van Geraardsbergen) Liege-Bastogne-Liege (meta na Cote de la Redoute) i Amstel Gold Race. Najmonicjeszymi kolarzami wyścigu wydawali się Zdenek Stybar i Lars Boom. Byli przełajowcy świetnie odnajdywali się w rywalizacji na niderlandzkich szosach: Stybar wygrał drugi etap a Boom objął prowadzenie po czasówce (był dziewiąty, najlepszy z czołówki klasyfikacji generalnej). Błysnął również Van Avermaet, zwyciężając na etapie piątym. Niestety Stybar ucierpiał w kraksie czwartego dnia i z rozbitą twarzą musiał zakończyć występ w ENECO Tour a pozostałych, bardziej utytułowanych faworytów pogodził Tim Wellens. Dwudziestotrzyletni Belg z ekipy Lotto – Belisol uciekł na etapie z metą na La Redoute, co zapewniło mu wygraną w całym wyścigu. Niderlandzka etapówka oceniana jest w tym roku jako interesujący wyścig, zachodnie media poświęciły jej o wiele więcej miejsca niż naszemu Tour de Pologne. Zawody bazujące na legendarnych miejscach wiosennych klasyków powoli zaczynają znajdować swoje miejsce w kalendarzu, jako określona impreza dla pewnego typu kolarzy. To cenne, ponieważ w dużym stopniu legitymizuje istnienie wyścigu i nadaje mu charakter. ENECO tour 2014 zostanie jednak zapamiętany z jeszcze jednego, mniej przyjemnego faktu: przepychanki Nikiego Terpstry z Maartenem Wynantsem, zakończonej dyskwalifikacją tego pierwszego.

    Ściganie w Stanach

    Po Tour of Utah przyszedł czas na US Pro Cycling Challenge, czyli Tour of Colorado. To kolejny, ciekawy wyścig, którego jedną z głównych trudności jest fakt rozgrywania kolejnych etapów na dużej wysokości (powyżej 2000 m n.p.m.). Startuje tam Rafał Majka, choć jak sam zapewniał w jego baku pozostało niewiele paliwa i w Kolorado będzie kończył swój sezon. Razem z nim do USA polecieli Paweł Poljański i Michael Rogers. To oczywiste, że mająca kategorię 2HC impreza jest ważna dla ekip amerykańskich i tych sponsorowanych przez tamtejsze marki. Stąd też bardzo silny skład BMC (Tejay Van Garderen), Treka (Frank Schleck i kończący karierę Jens Vogit), Garmin-Sharp (Tom Danielson) czy NetApp Endura (Konig). Oprócz tego kilka ciekawych drużyn spoza World Touru. Dla lokalnych herosów to jeden z wyścigów docelowych, zatem ich konfrontacja z kolarzami na co dzień ścigającymi się w Europie zawsze jest interesująca.

    Polskie klasyki

    Również u nas sierpień obfituje w ważne wydarzenia na szosie. Dla casualowych kibiców nie ma nic poza Tour de Pologne, ale warto przypomnieć, że Memoriał Henryka Łasaka to najwyżej notowany polski wyścig jednodniowy. Ma kategorię 1.1 a na szosach wokół Suchej Beskidzkiej dwukrotnie triumfował Luka Mezgec (2011, 2012) – czołowy kolarz ekipy Gianta, który w tym roku zwyciężył na finałowym etapie Giro d’Italia. W tym roku po ucieczce z niewielkiej grupy, rozegrany w sobotę klasyk wygrał Maciej Paterski. Kolarz CCC Polsat Polkowice niedawno wygrał klasyfikację górską Tour de Pologne, ma na swoim koncie triumf w majowym Tour of Norway (patrz wyżej) a teraz dołożył do tego sukces w prestiżowym, polskim klasyku. Mający w swoim portfolio kilka lat pracy w ekipie Cannondale Paterski wyraźnie złapał drugi oddech w rodzimej drużynie drugiej dywizji.

    Paterski pierwszy na mecie w Suchej Beskidzkiej
    Dzień po Memoriale Henryka Łasaka tradycyjnie rozgrywany jest Puchar Uzdrowisk Karpackich (kategoria 1.2, najniższa, ale wciąż międzynarodowa). Mając za tło malownicze plenery Beskidu Niskiego kolarze finiszują w Iwoniczu. Najszybszy był Paweł Franczak z Active Jet. Zdjęcie okładkowe: Edward Dalmulder, flickr cc by sa 2.0.

  • Co wiemy po #Giro?

    Piękno wyścigu zostało zaburzone nietrafionymi decyzjami organizatorów. Triumf Nairo Quintany trafi do kronik jako dyskusyjny. Pomysły na ?hardcorową? trasę nie zawsze się sprawdzają. Młodzi z Europy i młodzi z Kolumbii są w zdecydowanej ofensywie a kolarze znów nieco zwolnili. Czego jeszcze dowiedzieliśmy się przez minione trzy tygodnie?

    1. Globalizacja z sensem

    Giro d?Italia w ostatnich latach chętnie odwiedza odległe od Włoch zakątki Europy. Wyprawa do Irlandii, choć trudna logistycznie i wymagająca sporych nakładów sił i środków, zarówno od organizatorów jak i drużyn, okazała się strzałem w dziesiątkę. ?Zielona wyspa? na kilka dni zmieniła kolor na różowy. Choć nie obyło się bez politycznego incydentu (IRA ustawiła samochód-pułapkę, na szczęście zasadzkę wcześnie wykryły stosowne służby), akcję można udać za nad wyraz udaną. Irlandczycy wykazali ponadprzeciętny entuzjazm i powitali kolarzy tłumami przy trasie. Patrząc na różne wynalazki w tegorocznym wyścigu, wycieczka na Wyspy była jednym z najbardziej udanych.

    2. Nonszalancja bez sensu

    Sukces Irlandzkiego ?wielkiego otwarcia? został przyćmiony przez dalsze niedociągnięcia. Być może większość energii poszła na właściwe przeprowadzenie Irlandzkiej eskapady. Po powrocie peletonu do Włoch, organizatorzy nie urzymali podwyższonego poziomu koncentracji. Nienajlepiej oznaczone rondo u stóp Monte Cassino wywołało kraksę, która dała prowadzenie Evansowi. Źle rozegrana neutralizacja na królewskim, górskim etapie, wypaczyła losy rywalizacji w trzecim tygodniu wyścigu. Do festiwalu błędów i niedociągnięć szefostwa imprezy dołączyli się realizatorzy telewizyjni, którzy momentami zachowywali się tak, jakby przejęli nawyki od ekipy TVP, goszczącej u nich podczas zeszłorocznego Tour de Pologne. Efekt był taki, że nawet wytrawni obserwatorzy nie wiedzieli, kto jedzie w ucieczce, kto za peletonem, kto ile traci i gdzie się znajduje.

    3. Najmocniejszy, ale czy najlepszy?

    Nie będę powtarzał opowiadania o 16. etapie. Istotny jest fakt, że Nairo Quintana wygrał Giro d?Italia z przewagą 2?58?. Przed etapem do Val Martello tracił do Rigoberto Urana 2?40?. Wygrana etapowa dała mu dodatkowe 10? bonifikaty. Trudno mówić, „co by było gdyby”, być może po prostu pozostałe etapy przyniosłyby więcej emocji. Quintana, najmocniejszy góral wyścigu, zmuszony byłby to bardziej aktywnej jazdy w miejsce konserwatywnego kontrolowania sytuacji. Tymczasem wystarczyło mu potwierdzenie pozycji podczas czasówki na Monte Grappa. Z atmosfery ciasnej, zaciętej rywalizacji uszło ciśnienie. Tak czy inaczej, typowany do zwycięstwa przed wyścigiem Quintana zrobił, co miał zrobić. Drugi kolarz Tour de France odebrał ?należne? mu zwycięstwo w Giro i to w debiucie na tamtejszych szosach.

    4. Nowi gracze

    Czterech kolarzy poniżej 25 lat w pierwszej dziesiątce wielkiego touru to rzadkość w ostatnich latach. Powody do zadowolenia mają oczywiście Kolumbijczycy. Doczekali się zastępu mocnych górali, którzy wyraźnie okrzepli i stanowią jedną z głównych sił w zawodowym peletonie. Dwa pierwsze miejsca w klasyfikacji generalnej, wygrane etapy i klasyfikacja górska, do tego aktywna jazda w ucieczkach. Quintana, Uran, Arredondo, Duarte, Pantano, Henao? najbliższe lata będą należały do nich. Zadowoleni muszą być też Włosi. Wygląda na to, że nie będą już skazani wyłącznie na Vincenzo Nibalego. Fabio Aru nie tylko generuje wysoką moc pod górę, ale też zużywa ją w efektowny sposób. Jedyny kłopot to przyszły podział ról w drużynie Astany, gdyż i on i Nibali reprezentują barwy tej samej ekipy. Kolejną nadzieją Holendrów jest Wilco Kelderman, pytanie, czy tak jak jego poprzednicy: Gesink i Mollema pozostanie w pierwszej dziesiątce, czy będzie w stanie wybić się wyżej, tak, jak zrobił to Francuz, Pierre Rolland, czwarty w klasyfikacji generalnej. Dla niego to wyraźny postęp i choć wysokie miejsce zawdzięcza po części ucieczce z Quintaną, występ w Giro to przejście z roli ?dzielnego Francuza? i nadziei trójkolorowych do roli poważnego gracza liczącego się w walce o podium wielkich tourów.

    5. Polacy

    Również Rafał Majka zanotował spory postęp, nie tylko jeśli wziąć pod uwagę awans z siódmego na szóste miejsce. Stracił minutę mniej niż rok temu do zwycięzcy wyścigu, dłużej też liczył się w grze o podium. Znakomicie pojechał długą czasówkę (czwarte miejsce!), na większości górskich etapów trzymał się z najlepszymi, na zmianę nadrabiając sekundy nad kolejnymi rywalami. Dobrze spisał się też na morderczym Zoncolanie. Niestety dzień słabości pogłębiony przez zatrucie pokarmowe dopadł go na górskiej czasówce. O czym jednak zapomina wielu komentatorów, ów dzień słabości, choć zepchnął go na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, zakończył się siódmym czasem na etapie. Na uwagę zasługuje też bardzo solidna postawa Pawła Poljańskiego. Pomocnik i debiutant w ekipie Tinkof Saxo ukończył swój pierwszy wielki tour na pięćdziesiątym miejscu. Powinniśmy mieć z niego pociechę w najbliższych latach. Niestety pechowo jechał Przemysław Niemiec. Lider Lampre-Merida stracił sporo czasu i zdrowia w pierwszej części wyścigu. Spróbował swoich sił w ucieczce na zboczach przełęczy Gavia i w ten sposób zaznaczył swoją obecność w peletonie Giro. Mam nadzieję, że dalsza część sezonu będzie dla niego bardziej udana.

    6. Tempo w granicach rozsądku

    Średnia prędkość podjeżdżania, moc wyrażana w watach na kilogram masy kolarza, tempo, w jakim wyścig jest rozgrywany mogą wskazywać na wynik walki systemu antydopingowego z ciemną stroną sportu. Całe Giro było dość szybkie. Nairo Quintana przejechał je z prędkością około 39,1km/h, jedną z wyższych w historii. Biorąc pod uwagę, że wyścig był bardzo górzysty, to rezultat, który budzi respekt. Z drugiej strony, tempo na poszczególnych wspinaczkach mieściło się w rozsądnych normach. Kolarze byli daleko za osiągnięciami mistrzów ?ery EPO?, a tam, gdzie tempo rosło, było to uzasadnialne przebiegiem trasy. Krótko mówiąc, suche fakty świadczą raczej o tym, że kolarze jadący w Giro d?Italia 2014 znajdowali się bardziej w granicach ludzkich możliwości niż poza nimi. Co oczywiście w żaden sposób nie świadczy o stosowaniu lub nie stosowaniu dopingu.

    Na kolejne wyścigi sezonu patrzę więc z ciekawością i optymizmem. Na przyszłoroczne #Giro czekam z mniejszym entuzjazmem, oczekując nie tylko piękna i emocji, ale przede wszystkim większego profesjonalizmu. Nie chcę wiedzieć, jak w zaistniałym bałaganie czuli się kolarze.