Tag: Mediolan-Sanremo

  • Jak wygrać Mediolan-San Remo?

    Jak wygrać Mediolan-San Remo?

    Peter Sagan, jakby na to nie patrzeć mistrz świata, twierdzi, że 300km klasyk Mediolan-San Remo to łatwy wyścig do przejechania. Chyba, że chce się go wygrać, wtedy jest o wiele trudniej. Jaka jest recepta na zwycięstwo w pierwszym ?Monumencie? kolarskiego sezonu?

    Nawet, jeśli najdłuższy wyścig w kalendarzu nie wydaje się być najtrudniejszym a mimo monstrualnego dystansu o wygranej decyduje postawa na finiszu z większej grupy, tak naprawdę nie jest łatwo. Znajdujące się w końcówce dwa niewielkie podjazdy: Cipressa (5,6km, 4,1% stromizny) oraz Poggio (3,7km, 3,7%) są wystarczające by przynajmniej podmęczyć sprinterów.

    Mediolan-San Remo to zawody, w których istotną rolę odgrywają nie bezpośrednie ataki a dokonująca się na całym dystansie selekcja. Owszem, lżejsi, czyli lepiej jeżdżący w górach śmiałkowie (czasem wielkie gwiazdy) próbują swoich sił na wspomnianych dwóch wzniesieniach, ale skoro kolarz taki jak Mark Cavendish jest je w stanie przejechać w grupie a następnie skutecznie zafiniszować, to obiektywnie znaczy, że nie są one przesadnie wymagające.

    msr01

    Być może, gdyby między Cipressą i Poggio nie było niemal 10km płaskiego odcinka, sytuacja wyglądałaby inaczej. Biorąc pod uwagę fakt, że za każdym z faworytów stoi bardzo mocna i wyrównana ekipa, szanse na powodzenie akcji solo lub niewielkiej grupki są znikome.

    Dużo ważniejsze są więc ustawienie w peletonie, walka o pozycję i wysoki poziom koncentracji. Jasne, każdy z 300kilometrów trasy ma znaczenie w końcówce, gdzie trzeba się wykazać szybkością i wytrzymałością, zatem myśląc o wygranej należy możliwie jak najlepiej zachowywać energię i dbać o własne zasoby.

    Nawet, jeśli lider zostanie bezpiecznie dowieziony do szczytu Poggio, na kilka minut przed finiszem może zdarzyć się coś nieprzewidzianego. Równie ważne co dystans i podjazdy są odcinki prowadzące w dół. Bywa, że to na zjazdach z Poggio naciągnięta grupa pęka i w ten sposób dokonuje się ostateczna selekcja.

    msr03

    W sezonie 2016 o drugą w karierze wygraną spróbuje powalczyć Fabian Cancellara. Szwajcar zwyciężył w San Remo w 2008r a w sumie pięć razy stał tam na podium. Co ważne, to właśnie on był jednym z nielicznym w ostatnich latach kolarzy, który linię mety minął samotnie. Cancellara zaskoczył rywali atakiem 2km przed metą, a że był wówczas w nieziemskiej dyspozycji, dał radę utrzymać kilkusekundową przewagę. Według zapowiedzi, to jego ostatni rok w zawodowym peletonie, w imponującym stylu zwyciężył w Strade Bianche a do tego pokazał moc na trasie czasówki w Tirreno-Adriatico. Czy jednak sprosta zawodnikom, którzy wydają się być stworzeni do wygrania ?Primavery? (tak nazywany jest Mediolan-San Remo): mocnym sprinterom potrafiącym bez większych problemów przejechać niewielkie podjazdy: Alexandrowi Kristoffowi, Peterowi Saganowi czy Michaelowi Matthewsowi, trudno powiedzieć.

    msr02

    Swoje trzy grosze będą zapewne chcieli dorzucić też zawodnicy teamu Sky (Geraint Thomas, Ben Swift i Michał Kwiatkowski), Dimension Data: Edvald Boasson Hagen i Mark Cavendish czy mający bardzo dobrą wiosnę Greg Van Avermaet z BMC.

    Pogoda na sobotę (włoskie klasyki, nieco nietypowo, często rozgrywane są właśnie w soboty) zapowiada się dobrze, zatem zawodnicy nie będą musieli cierpieć ponad siedem godzin w deszczu czy zimnie. Na starcie, poza wspomnianymi gwiazdami, staną również kolarze CCC Sprandi Polkowice. Liderami polskiej drużyny będą Włosi: Davide Rebellin i Simone Ponzi.

    Relacja na żywo w Eurosporcie od 14.15.

    Zdjęcia: materiały prasowe RCS

  • Poniedziałkowy skrót#36 – co by było gdyby

    Przegląd najważniejszych wydarzeń ostatnich dni stoi pod znakiem gdybania. Mediolan-Sanremo zakończył się sprintem z grupy poprzedzonym kraksą kilku ważnych postaci na zjeździe. Tymczasem w RPA Andrzej Kaiser i Dariusz Mirosław ukończyli Cape Epic na świetnym, 21. miejscu open i 18. w elicie.

    Gdyby Gilbert, Kwiato i Ciolek nie upadli?

    Ostatnie kilometry ?Primavery? przebiegały według sprawdzonego scenariusza. Ataki na Cipressie i Poggio przerzedziły peleton, w którym równocześnie o pozycję walczyli sprinterzy. Luca Paolini kolejny raz w karierze wykonał tytaniczną pracę dla lidera swojego zespołu (tym razem był to Alxander Kristoff z Katiuszy) a Philippe Gilbert, Greg van Avermaet czy Gerraint Thomas rozpoczęli harce. Tyle tylko, że Gilbert upadł na ostatnim zjeździe a wraz z nim leżeli Michał Kwiatkowski czy Zdenek Stybar. Z walki o dobre lokaty wykluczeni zostali więc dynamiczni, odważnie zjeżdżający i dość szybcy kolarze, którzy co prawda nie mogą się równać w walce ?na kreskę? ze sprinterami, ale mogli wprowadzić więcej zamieszania w samej końcówce. Wyeliminowanie kilku kolarzy tego typu sprawiło, że Degenkolb, Kristoff czy Matthews dostali chwilę czasu na powrót do szpicy i rozegranie finiszu między sobą.

    Gdyby Sagan oszczędzał siły?

    Słowacki kolarz był bardzo aktywny na ostatnich kilometrach wyścigu. Na Poggio jechał uważnie, pilnując koła rywali, również na zjeździe poczynał sobie bardzo ambitnie a na niecałe 2km przed metą spróbował solowej akcji. Ewidentnie czuł się tego dnia mocny, ponieważ mimo spalenia sporej porcji kalorii podczas tej szarpaniny zdołał finiszować na czwartym miejscu. Sagan musi być bardzo głodny sukcesu, ale odrobina spokoju z pewnością by mu nie zaszkodziła. Niewykluczone, że gdy peleton zacznie regularnie ścigać się na brukach, Słowakowi wystarczy mocy, by w końcu wygrać jeden z Monumentów.

    Gdyby Kristoff był mniej pewny siebie?

    Alexander Kristoff, ubiegłoroczny zwycięzca Mediolan-Sanremo również musiał czuć się świetnie. Poggio wjechał w czołówce, prowadzony przez przepychającego twarde przełożenie Paoliniego. Ten sam Włoch świetnie rozprowadził Kristoffa na finiszu, jednak Norweg rozpoczął sprint nieco za wcześnie. Rywale go doścignęli, dużo mniej widoczny na poprzedzających końcowy sprint kilometrach John Degenkolb skorzystał z rozprowadzenia rywali.

    Gdyby na trasie była Pompeiana?

    Bardziej stromy i nieco dłuższy niż Cipressa i Poggio podjazd w przyszłym roku (jeśli znów ziemia nie osunie się na szosę) zostanie włączony do trasy wyścigu właśnie między tymi dwoma, klasycznymi wzniesieniami. Zabraknie zatem odcinka wzdłuż wybrzeża, na którym peleton rozpędza się, kasuje ucieczki i daje szansę sprinterom na powrót do czoła grupy. Dzięki temu do ostatnich metrów o zwycięstwo walczą kolarze różnych specjalizacji. Dodanie kolejnej górki zwiększy szanse ?górali? nad sprinterami. Niewykluczone, że Degenkolb czy Kristoff mieli w tym roku ostatnią szansę na zwycięstwo. Pytanie, czy za rok z Pompeianą poradzi sobie Sagan?

    Gdyby cofnąć czas o siedem-osiem lat

    Zjeżdżając z włoskiej szosy na południowoafrykańskie bezdroża należy nagrodzić solidnymi brawami zespół Specialized Vimar Martombike, czyli Andrzeja Kaisera i Dariusza Mirosława. Polacy w najbardziej prestiżowej etapówce mtb zajęli świetne, 21. miejsce open i 18. w elicie (ulegli trzem zespołom mastersów, wśród których byli m.in. Bart Brentjens i Daniele Nardello). To znakomity wynik, ale na usta ciśnie się pytanie, co by było, gdyby Andrzej Kaiser miał szansę pościgania się z najlepszymi, górskimi zawodowcami kilka lat wcześniej, gdy z dużym zapasem czasu wygrywał polskie etapówki.

  • Ten wyjątkowy dzień

    Ten wyjątkowy dzień

    W kolarskim sezonie jest kilka dni, które są szczególne. Najbliższa niedziela, 22.03 to właśnie jeden z nich. Mediolan-Sanremo jest wyścigiem absolutnie wyjątkowym: wyjętym z przeszłości, choć ciągle żywym.

    Każdy z kolarskich ?Monumentów?, pięciu najważniejszych wyścigów jednodniowych ma swój unikatowy charakter. Mediolan-Sanremo posiada wiele przydomków. Najważniejsze z nich to ?Primavera? oraz ?Wiosenne mistrzostwa świata?. To pierwszy prawdziwy klasyk w sezonie, który w swojej niemal stuletniej historii (po raz pierwszy został zorganizowany w 1907r) był świadkiem wielu wspaniałych historii.

    Jeśli popatrzymy na przekrój trasy, nie ma w niej nic szczególnego. Nie jest płaska jak stół, ale powiedzmy sobie szczerze: ani przełęcz Truchino ani znajdujące się w końcówce niewielkie podjazdy same w sobie nie zrobiłyby wrażenia nawet na amatorze. Suma metrów w pionie, jaką kolarze muszą pokonać sięga zaledwie liczby 1900 i to nie ona jest kluczową trudnością wyścigu. Mediolan-Sanremo niszczy bowiem nie przewyższeniem a dystansem.

    Około 300km (w tym roku 293) to odległość rzadko widywana we współczesnym kolarstwie. Tak jak bruki Paryż-Roubaix czy Ronde van Vlaanderen są żywym reliktem przeszłości, tak właśnie monstrualny jak na obecną chwilę dystans Mediolan-Sanremo jest bezpośrednim nawiązaniem do historii kolarstwa. W zależności od tempa, jakie nada peleton, zawodnicy spędzają na rowerach między 6,5 a 7 godzin. Jeśli w dniu rozgrywania imprezy pogoda sprawi psikusa i zamiast miłej, śródziemnomorskiej wiosny będzie padał deszcz, śnieg i wiał zimny wiatr, ?Primavera? z bardzo ciężkiego i wymagającego wyścigu zmienia się w prawdziwą ekstremę.

    Tak jak mistrzostwa świata, Mediolan-Sanremo to zawody, gdzie szansę na wygraną mają zawodnicy różnych specjalizacji. Cipressa i Poggio, dwa niewielkie podjazdy na ostatnich 20km trasy są miejscem rywalizacji o pozycję w peletonie, okazją do ataku kolarzy o słabszym finiszu, za to lepszych w terenie górzystym. Ze szczytu Poggio na Via Roma, reprezentacyjną ulicę w San Remo (w tym roku to wyjątkowe miejsce wraca na trasę po siedmioletniej przerwie) prowadzi kręty i szybki zjazd, zatem sprinterzy, którzy wytrzymają tempo pod górę mają niewiele czasu na oddech, przegrupowanie i walkę na ostatnich metrach prowadzących do kreski.

    Ze względu na dystans i wykonaną wcześniej pracę, do mety dociera niewielka grupa kolarzy. Nawet, jeśli nie jest to ucieczka, trudno mówić o klasycznym finiszu z peletonu. Bywa więc, że wygrywa nie tyle zawodnik najszybszy, co wytrzymały i mocny, który zachował jeszcze pewną porcję swojej naturalnej dynamiki. Zatem z jednej strony wygrywali tam tacy kolarze jak Mark Cavendish, Oscar Freire, Erik Zabel czy Mario Cipollini, z drugiej Paolo Bettini, Fabian Cancellara czy Simnon Gerrans. Mowa oczywiście o czasach współczesnych. Lista zwycięzców ?Primavery? to bowiem przegląd największych gwiazd kolarstwa każdej kolejnej epoki: od Girardengo i Bindy, przez Coppiego, Bartalego, Merckxa, Mosera czy Kelly?ego.

    Szczegółową analizę trasy, listę pretendentów do podium oraz rys historyczny znajdziecie w tym opracowaniu w rowery.org. Transmisja na żywo z wyścigu planowana jest na 14.30 na antenie Eurosportu.

  • Kolarskie przedwiośnie – jedyny przewodnik

    Kolarskie przedwiośnie – jedyny przewodnik

    Zawodowcy wracają do Europy. Po pierwszym przetarciu w ciepłych krajach, właściwy sezon rozpoczyna się teraz. Dlaczego tak? Odpowiedź jest prosta: tradycja!

    Od przełomu lutego i marca wkraczamy w czas prawdziwego ścigania. Oczywiście jeszcze nie wszystkie gwiazdy są w najwyższej formie i część imprez traktują jako przetarcie lub trening.  Mimo to, niemal każde zawody mają na tyle duży prestiż, że o zwycięstwo walczy duża grupa zainteresowanych.

    Do wyboru są jednodniówki oraz wyścigi etapowe. Jeszcze kilka lat temu, podział jednodniówek był skomplikowany i niejednoznaczny. Mianem ?Klasyku? można było określać tylko część imprez o największym prestiżu i tradycji. Te mniej istotne określane były jako ?semi klasyki? a do reszty używało się nazwy ?jednodniówki?. Od czasów reformy Pro Tour, pięć najważniejszych i najstarszych wyścigów: Mediolan-Sanremo, Dookoła Flandrii, Paryż-Roubaix, Liege-Bastogne-Liege i Giro di Lombardia zostało nazwanych ?Monumentami?. Cała reszta to klasyki.

    Wyścigi jednodniowe na przełomie lutego i marca oraz w kolejnych tygodniach często rozgrywane są na trasach zawierających dodatkowe utrudnienia. Zazwyczaj chodzi o bruk. Jazda po kocich łbach to szczególny element kolarskiego rzemiosła, popularny przede wszystkim w Niderlandach i północnej Francji. Bruk, nazywany przez użytkowników języka flamandzkiego ?kasseien? sprawia, że płaskie lub prowadzące po niewielkich pagórkach wyścigi stają się dużo trudniejsze, nieprzewidywalne i wymagające od zawodników wyjątkowych umiejętności. Swoje trzy grosze w tym temacie dołożyli kilka lat temu Włosi, którzy w ramach powrotu do korzeni zaproponowali zawody na ?białych drogach?, czyli szutrowych duktach prowadzących przez wzgórza Toskanii.

    Wiosenne wyścigi etapowe to z kolei pierwsze, poważne sprawdziany dla tych zawodników, którzy w dalszej części sezonu myślą o startach w wielkich tourach. W ramach jednej imprezy do dyspozycji są zawsze etapy sprinterskie, górskie lub górzyste oraz jazda na czas. Oprócz największych gwiazd, swoje aspiracje mogą tam realizować zawodnicy młodsi, którzy zdobywają doświadczenie w wielodniowej rywalizacji oraz bardziej wytrzymali specjaliści klasyków. Dzięki temu zmagania są bardzo urozmaicone a o zwycięstwie często decydują minimalne różnice.

    Czego zatem możemy się spodziewać w najbliższych tygodniach? Poniżej przedstawiam krótką charakterystykę poszczególnych imprez. Pogrupowałem je tematycznie, by ułatwić rozeznanie. Szczegółowe zapowiedzi z analizą trasy i głównymi postaciami możecie zawsze na kilka dni przed startem znaleźć np. w rowery.org.

    Pierwszy bruk

    Weekend 28.02 – 01.03 to otwarcie sezonu brukowanych klasyków w Belgii. Omloop Het Nieuwsbald (28.02) jest przygotowaniem przed Dookoła Flandrii. Trasa zawiera odcinki brukowane oraz brukowane pagórki. Dla odmiany Kuurne-Bruksela-Kuurne (01.03) oferuje nieco szybszą trasę i zdarza się, że zwycięzcą jest sprinter. Można więc założyć, że jest to etap przygotowania do imprezy Gandawa-Wevelgem, która rozgrywana jest pod koniec marca. Charakterystyczne dla obu rozpoczynających brukowany sezon wyścigów jest to, że często są one celem dla młodych zawodników. Zwycięzcy często potrzebują jeszcze kilku sezonów, by okrzepnąć i móc w pełni rozwinąć swoje możliwości w najważniejszych imprezach jednodniowych. Wczesny termin powoduje również, że w niektórych latach zawody są odwoływane lub skracane ze względu na złą pogodę. Warto też zwrócić uwagę na krótką etapówkę ?Trzy Dni Zachodniej Flandrii? (06.03-08.03) z podobnego powodu co na Omloop i Kuurne: zawodnicy czołówki, często członkowie mniej znanych, ?drugoligowych? zespołów mogą za rok lub dwa, już z kontraktami w World Tourze decydować o obliczu brukowanych Monumentów.

    Włochy vs Francja vs Hiszpania

    Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico oraz Volta a Catalunya to tygodniowe wyścigi, które w marcu skupiają uwagę specjalistów etapówek. Paryż-Nicea do niedawna był najbardziej prestiżowym z nich, od kilku sezonów mocno na jego pozycję naciska Tirreno-Adriatico. Co ciekawe, oba wyścigi mają najwyższą z możliwych kategorię a mimo to ich terminy częściowo się pokrywają. W tym roku Paryż-Nicea rozgrywany jest w terminie 8-15.03 a Tirreno-Adriatico miedzy 11 a 17.03. Dla Paryż-Nicea charakterystyczne są ostatnie etapy, górzyste, wykorzystujące przełęcz Eze niedaleko Nicei. W tym roku powrócono do sprawdzonego rozwiązania i zawody zakończą się jazdą na czas z metą właśnie na Col d?Eze. Z kolei organizatorzy Tirreno-Adriatico  stawiają na element zaskoczenia, szukając mniej popularnych i często ekstremalnie stromych podjazdów.

    Paryż-Nicea będzie dla nas o tyle ciekawy, że wystartują w nim Michał Kwiatkowski i Rafał Majka (obaj ze sporymi szansami na dobre miejsca). Świat będzie raczej patrzył na Tirreno-Adriatico, gdzie formę sprawdzą Alberto Contador, Chris Froome, Vincenzo Nibali i Nairo Quintana. Obie imprezy warto śledzić uważnie również z tego powodu, że formę szlifują tam pretendenci do wygrania Mediolan-Sanremo.

    Jeśli zaś chodzi o Volta a Cataluyna, to choć jest to trzeci najstarszy wyścig etapowy na świecie, obecnie nieco ustępuje prestiżem imprezom we Włoszech i Francji. W tym roku ?Katalonia? rozegrana zostanie w dniach 23-29.03 i będzie kolejnym, istotnym etapem budowania formy, głównie dla hiszpańskich specjalistów wyścigów etapowych. Będzie to również szansa dla kolarzy CCC Sprandi Polkowice by pościgać się na najwyższym poziomie w ramach przygotowań do Giro d?Italia.

    Coś specjalnego – Strade Bianche

    Wyjątkowy wyścig w kalendarzu, który choć ma zaledwie 9 lat historii, szybko zdobywa popularność i już teraz można spokojnie nazywać go Klasykiem. Pomysł jest genialny w swojej prostocie. Przywraca pamięć o dawnym kolarstwie, lecz w nowoczesnym stylu. Co więcej, meta usytuowana jest na zabytkowym rynku w Sienie, miejscu znanym ze średniowiecznych festynów, gonitw końskich i scenerii wielu filmów. Trasa ?Strade Bianche? jest górzystą rundą drogami Toskanii, z których część to charakterystyczne szutrowe odcinki, od których wzięła się nazwa wyścigu. Rok temu na finiszu Strade Bianche Michał Kwiatkowski po profesorsku ograł Petera Sagana, co było początkiem genialnego sezonu zakończonego zdobyciem mistrzostwa świata. Choć w tym roku ?białe drogi? nie znajdują się w kalendarzu Kwiato, warto 07.03 włączyć relację z tego wyścigu. Emocje są niemal gwarantowane.

    Wiosenne Mistrzostwa Świata

    Mediolan-Sanremo to jeden z pięciu ?Monumentów? kolarstwa, pierwszy w kalendarzu i zarazem najdłuższy. Trasa icząca około 300km to w obecnych czasach coś niespotykanego. Dystans jest zatem jednym z głównych czynników decydujących o trudności tej imprezy. Znajdujące się w końcówce, niewielkie podjazdy: Cipressa oraz Poggio, po niemal sześciu godzinach jazdy nabierają szczególnego znaczenia. To jedyna szansa, by lepsi w górach zawodnicy zdobyli przewagę nad sprinterami. Ci z kolei liczą na pomoc swoich drużyn, które próbują doprowadzić ich na szczyt usytuowanego raptem kilka kilometrów przed metą Poggio na możliwie wysokiej pozycji. W tym roku po kilku latach przerwy meta ?Primavery?, jak nazywany jest ten klasyk, powraca na Via Roma, szeroką arterię w Sanremo, mocno związaną z historią wyścigu. Mediolan-Sanremo zostanie w tym roku rozegrany 22.03. W peletonie zobaczymy również kolarzy CCC Sprandi Polkowice. Ze względu na wieloletnią tradycję (wyścig rozgrywany jest od 1907r), dystans i „uniwersalny” charakter trasy dający niemal równe szanse zawodnikom różnych specjalności, Mediolan-Sanremo nazywany jest często „wiosennymi mistrzostwami świata”.

    Na Mediolan-Sanremo kończy się pierwsza część europejskiego sezonu. ?Primavera? zamyka przedwiośnie, rozpoczyna się wiosna pełną gębą. Klasyk następuje po klasyku, etapówka, po etapówce. Przedstawienie kolarskiej wiosny będzie więc kolejnym artykułem, gdy nadejdzie na to stosowna pora.

    Zdjęcie okładkowe: kadr z Paryż-Nicea 2014, Mike Slone, flickr CC BY 2.0

  • Blast from the past: wiosna Cipolliniego

    Blast from the past: wiosna Cipolliniego

    To było czternaście lat temu. Mario Cipollini, supersprinter i jedna z największych gwiazd w historii kolarstwa przeżywał apogeum swojej kariery.

    Nigdy nie ukrywałem, że ?Super Mario? był jednym z moich ulubionych zawodników. Ekscentryk, celebryta, showman a przy tym piekielnie skuteczny sportowiec. Wiosna 2002 należała do niego pod wieloma względami. Nie tylko odniósł kilka spektakularnych sukcesów, to jeszcze zrobił to w wielkim stylu. Co więcej, drużyna, której barwy reprezentował – Acqua e Sapone – stworzyła niepowtarzalną identyfikację wizualną podkreślającą unikatowy styl Cipolliniego. Formujący się w końcówkach etapów pociąg pilotujący Włocha do kolejnych zwycięstw odziany był w stroje w paski zebry, co było pomysłem samego Mario. Nikt jak on nie potrafił poruszać wyobraźni i kreować gustów fanów. Muszę też wspomnieć, że tamtej wiosny Super Mario miał już 35 lat. Choć Chris Horner ustanowił w 2013r nowe standardy, druga młodość Cipolliniego była wydarzeniem wyjątkowym.

    Na przełomie XX i XXI wieku Mediolan Sanremo, był wyścigiem scricte dla sprinterów. Cipressa i Poggio nie były w stanie dokonać wystarczającej selekcji. Erik Zabel dominował w ?wiosennych mistrzostwach świata?, pozostawiając Włochów z poczuciem co najmniej niedosytu. Rok wcześniej Cipollini przegrał właśnie z Zabelem, jednak w 2002 roku perfekcyjnie zorganizowany, pasiasty pociąg przeprowadził go przez finałowe podjazdy a na Via Roma Giovanii Lombardi i Giudo Trenti nadali tak mocne tempo, że Mario poradził sobie z rywalami.

    Finisz Mediolan Sanremo 2002

    W tamtych czasach Gandawa – Wevelgem, brukowany ?semi klasyk? był rozgrywany w tygodniu między Dookoła Flandrii a Paryż – Roubaix. Cipollini wygrywał tam dwukrotnie, kolejną dekadę wstecz, na początku lat dziewięćdziesiątych. W 2002r dokonał niezwykłego wyczynu. Już sam fakt utrzymania formy od Mediolan Sanremo jest godny uznania. Dla kolarza nielubiącego podjazdów i ogólnie trudnych warunków, flandryjskie bruki nie są najlepszą scenerią do zwycięstw. Gandawa – Wevelgem uchodzi jednak za wyścig, w którym specjaliści sprintów są w stanie sobie poradzić. Najtrudniejszym wzniesieniem jest Kemmelberg, który ustępuje innym flamandzkim legendom.

    Pogoń i finisz Cipolliniego na Gandawa Wevelgem 2002

    Cipollini nie tylko poradził sobie z Kemmelbergiem, ale też pojechał va banque. W decydującym momencie, gdy na końcowych kilometrach czołówka podzieliła się na dwie części, samotnie przeskoczył z pogoni do ucieczki. W tamtym momencie był sportowcem z innej planety, nawet, jeżeli stosował podobne środki co jego rywale w ?erze EPO?.

    Praca zespołowa Włochów w Zolder

    Ponieważ Mario był postacią wybitnie kontrowersyjną, organizatorzy Tour de France często rewanżowali się odmawiając prawa startu w ?Wielkiej Pętli. W 2002r Cipollini błyszczał podczas Giro d?Italia, jednak do Francji nie pojechał. Rozważał nawet zakończenie kariery, ale Franco Ballerini, nieżyjący już selekcjoner reprezentacji Włoch namówił go do startu w mistrzostwach świata. Jesienią, w holenderskim Zolder ?Squadra Azzurra? podporządkowana była Cipolliniemu, który zdobył tęczową koszulkę. Jak to często bywa po tak genialnym sezonie nastąpił regres. Wielkie sukcesy kosztują, Mario stał się więc kolejną ofiarą ?klątwy tęczowej koszulki?. W Sanremo 2003 finiszował jako pierwszy z peletonu, ale przed nim dojechała ucieczka z Paolo Bettinim na czele.

    Sfrustrowany Super Mario rzuca bidonem

    W Gandawa – Wevelgem pogubił się, ale nie byłby sobą, gdyby pozwolił o sobie zapomnieć. Zrezygnowany i sfrustrowany, nie mogąc powtórzyć niezwykłej akcji sprzed roku wyładował agresję na motocykliście, rzucając w niego bidonem. Ponieważ Super Mario nawet, gdy przegrywał, był super, bidon idealnie trafił w cel.

    Tamte lata to była inna epoka kolarstwa. Mimo to, fenomenalna wiosna Cipolliniego, nawet jak na ?erę EPO? była wyjątkowa. Trzecie zwycięstwo w Gandawa – Wevelgem wywindowało go do grona rekordzistów tego wyścigu. Z obecnie aktywnych kolarzy jedynie Tom Boonen ma szansę poprawić to osiągnięcie.

  • Poniedziałkowy skrót#6 – Niespodzianka nie jest niespodzianką

    W karierze zawodowego sportowca, który ?dobrze się zapowiada? przychodzi czasami taki dzień, że po kilku obiecujących rezultatach osiąga spektakularny sukces. Norweski kolarz, Alexander Kristoff wygrywał niewiele aż do wczoraj. Zwycięstwo w Mediolan-Sanremo w jego przypadku zmienia wszystko.

    Ubiegłoroczne wyniki Kristoffa w najważniejszych wyścigach jednodniowych sugerowały, że w kolejnym sezonie trzeba go będzie poważnie zwrócić na niego uwagę. Wierzyli w niego koledzy z drużyny oraz kierownictwo zespołu (Katiusza) – do pomocy dostał doświadczonego specjalistę, Lukę Paoliniego, który znakomicie przeprowadził Norwega przez ostatnie, wymagające i nerwowe kilometry.

    Finisz ?Primavery? nie jest nigdy klasycznym sprintem. Kolarze mają w nogach 300km, ostatni odcinek to dwa podjazdy pokonywane w zawrotnym tempie oraz kręty zjazd, na którym trwa walka o pozycje w niewielkiej, maksymalnie kilkudziesięcioosobowej grupie. Gdyby to był zwykły etap, Mark Cavendish powinien wygrać w cuglach a Peter Sagan nie byłby na straconej pozycji. Po takim dystansie w deszczu i zimnie przedwyścigowe prognozy można włożyć między bajki: liczy się dyspozycja w tym konkretnym momencie. Mocno zbudowany Kristoff wytrzymał morderczy finisz, pokonał samego Fabiana Cancellarę, eksperta od takich sytuacji, Cavendisha zwyczajnie ?odcięło? a przemarznięty Sagan w ogóle nie nawiązał walki o podium. Jeśli ktoś myśli, że przy braku pomocników, linii mety usytuowanej tuż po zjeździe i ogólnie w trudnych warunkach rozstrzygnięcie jest dziełem przypadku, wątpliwości rozwiewa sam Eddy Merckx: „Mówią, że to loteria, ale czy znacie wielu (takich jak ja), którzy wygrywali na loterii siedem razy?”

    Skoro tak, Alexander Kristoff jest czwartym z rzędu niespodziewanym zwycięzcą, którego sukces nie zaskakuje. Goss, Gerrans i Ciolek wygrywali w San Remo i nikt nie podważa ich sukcesów, natomiast nadal, gdy stają na starcie kolejnych imprez, inni kolarze notowani są wyżej w przedwyścigowych typowaniach. Czy tak samo będzie z Kristoffem? Dla niektórych kolarzy wygranie jednego z Monumentów było bowiem motorem napędowym do dalszych triumfów, dla innych przekleństwem, momentem, do którego przez kolejne lata nie byli w stanie nawiązać (by wspomnieć choćby Filippo Pozzato). Zatem póki co, brawa dla Norwega i z niecierpliwością czekam na jego dalszy rozwój: ważny sprawdzian już za dwa tygodnie na flandryjskich brukach.

    Co jeszcze? Ruszył Cape Epic, najbardziej prestiżowy wyścig etapowy na rowerach górskich. Na starcie większość światowej elity a uparty Marcin Piecuch po raz kolejny próbuje swoich sił w konfrontacji z najlepszymi góralami, tym razem w parze z Dariuszem Mirosławem. Do tego wyścig jest znakomicie prezentowany na żywo w sieci. Mam nadzieję napisać więcej na ten temat w nadchodzącym tygodniu :)

     

    Dziś startuje również Volta a Cataluna. Niestety Rafał Majka nie jedzie: kontuzja łokcia, której doznał podczas Paryż – Nicea wykluczyła go z rywalizacji. A szkoda, ponieważ w Katalonii zmierzą się wybitni górale i specjaliści najtrudniejszych etapówek.


    Na koniec jeszcze uwaga dotycząca „Primavery”. Zapewne chłód i deszcz dodatkowo sprzyjały takiemu rozwiązaniu (nie trzeba było zmagać się z upałem), ale spora część peletonu i większość kolarzy, których w końcówce pokazywano w relacji TV wybrała aerodynamiczne, „deskorolkowe” kaski. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia, ciekawe, kiedy taki widok nam spowszednieje.

  • Nie przegap w ten weekend – Primavera

    Jest tylko pięć kolarskich ?monumentów?. Każdy jest inny, każdy wyjątkowy. Pierwszy z nich już w tę niedzielę. Wiosenne mistrzostwa świata, jedyny w swoim rodzaju Mediolan-Sanremo.

    Niewiele jest okazji, gdzie góral, sprinter, specjalista wyścigów jednodniowych i najlepszy zawodnik w jeździe na czas przystępują do rywalizacji z równoprawnej pozycji faworyta. Absurdalny, jak na współczesne czasy, dystans 300 kilometrów, który dzieli Mediolan od Sanremo wyrównuje szanse. Niewielkie pagórki: Cipressa i Poggio, które same w sobie nie stanowią problemu nawet dla amatora, na koniec długiego dnia są idealnym miejscem do ataku dla mających resztki sił śmiałków. Ostatni zjazd i prosta do mety to szansa dla sprinterów na wypracowanie dogodnej pozycji do finiszu, o ile którykolwiek z pomocników przetrwał wcześniejszy dystans, ataki i kraksy.

      Tradycyjnie rozgrywany w soboty, wyścig został przeniesiony na niedzielę. Nie obyło się również bez majstrowania przy trasie. Wcześniejsze plany jej utrudnienia spaliły na panewce. Z powodu robót drogowych podjazd Pompeiana nie znalazł się w menu, wcześniej usunięto z niego wzniesienie La Manie. Hichot losu da się słyszeć całkiem wyraźnie: nowa wersja miała być ?uszyta na miarę? Vincezno Nibalego, tymczasem najlepszy włoski kolarz obecnego pokolenia wyraźne celuje z formą w Tour de France i jeszcze nie jest w najlepszej dyspozycji. Oczy kibiców kierują się więc w stronę trójki: Mark Cavendish (super sprinter) - Peter Sagan (nadzieja wyścigów klasycznych) - Fabian Cancellara (wybitny czasowiec i klasyk). Polacy z nadzieją spoglądają na szanse Michała Kwiatkowskiego: jeśli ?Cave? zawiedzie na Cipressie lub Poggio, ?Kwiato? powinien jechać na siebie w końcówce. Tyle, że w ekipie Omegi gwiazd jest bez liku, czarnym koniem wyścigu może być niemal każdy z jej kolarzy, ze Zdenkiem Stybarem na czele. Zmiany na ostatnią chwilę wprowadziły sporo zamieszania, wiele zespołów przebudowuje składy tak, by na trasie preferującej sprinterów zaprezentować się jak najlepiej.   Warto też pamiętać, że ostatnich trzech zwycięzców: Simona Gerransa, Mathew Gossa i Geralda Ciolka nikt nie spodziewał się na linii mety jako pierwszych. Taki jest bowiem urok klasyków, że często zaskakują największych znawców.
    Podsumowanie Mediolan-Sanremo 2013
    Po niezbyt miłym dla kibiców kolarstwa potraktowaniu Paryż-Nicea i Tirreno-Adriatico, Eurosport tym razem staje na wysokości zadania. Transmisja zaplanowana jest na żywo między godziną 14 a 17. Przy okazji, oglądajcie uważnie. W zeszłym roku koszmarne warunki zmusiły kolarzy nie tylko do zejścia z rowerów i pokonania części trasy w autobusach. Niektórzy zawodnicy użyli też magicznego błotniczka pod siodełko. Zauważyłem, kupiłem, jestem bardzo zadowolony :). Może w tym roku wypatrzę coś równie fajnego.