Tag: Marek Galiński

  • Kolarski rok 2014: Marzec

    Nadejście wiosny przyniosło nam równocześnie huśtawkę nastrojów. Z jednej strony eksplodowała forma Michała Kwiatkowskiego, który w rewelacyjnym stylu wygrał Strade Bianche, z drugiej przyszło nam opłakiwać tragiczną śmierć Marka Galińskiego.

    Symbolicznie ściganie na najwyższym poziomie w Europie zaczyna się zawsze od weekendu w Belgii. Omloop Het Nieuwsbald i Kuurne-Bruksela-Kuurne to zwiastun nadchodzącego sezonu klasyków. W tym pierwszym, nieco niespodziewanie, triumfował Ian Stannard, natomiast ekipa Omega Pharma Quick Step nieco się pogubiła. Podopieczni Patricka Lefevre w swoim stylu pojechali dzień później, wyprowadzając na pierwszą pozycję Toma Boonena.

    Tydzień później żywiej zabiły serca polskich kibiców. Strade Bianche to wyścig szczególny, który aspiruje do miana najważniejszych imprez w kolarskim kalendarzu. Mimo krótkiej historii, lista jego zwycięzców jest imponująca a w tym roku dopisał się do niej Michał Kwiatkowski. Na metę w Sienie wjechał w koszulce mistrza kraju, po znakomitej akcji z Peterem Saganem, którego ograł w końcówce. Jak pokazał cały sezon 2014, ?Kwiato? ma nie tylko moc, ale potrafi wygrywać jak prawdziwy mistrz. Strade Bianche potwierdziło, że zbudował świetną formę, zaczęły się pojawiać pytania o to, jak wielkie drzemią w nim możliwości.

    Gdy wydawało się, że możemy mieć do czynienia z ?drugim Merckxem?, rzeczywistość nieco zweryfikowała ten hurra-optymizm. Co prawda ?Kwiato? objął prowadzenie w Tirreno-Adriatico, ale na królewskim, górskim etapie nie wytrzymał tempa czołówki. Trzeba przyznać, że Alberto Contador był na tym wyścigu nie do pokonania. Po zniżce formy w sezonie 2013, zmienił trenera i ewidentnie jego forma zaczęła rosnąć. Mało kto jednak spodziewał się, że dyspozycja z wiosny będzie tylko zapowiedzią mocy, jaką zaprezentuje podczas najważniejszych sprawdzianów.

    Tymczasem we Francji, w rozgrywanym równolegle z Tirreno-Adriatico wyścigu Paryż-Nicea zwyciężył Carlos Betancur. Podobnie, jak w Haut Var widoczna była u niego nadwaga, co nie przeszkodziło mu jechać równo i dynamicznie. Był to jednak łabędzi śpiew Kolumbijczyka, przynajmniej w tym sezonie. Choroba, problemy z wizą i przedłużający się pobyt w ojczyźnie sprawiły, że z roli faworyta stał się outsiderem.

    Wiosenne etapówki stały się też końcem dominacji teamu Sky. Rewelacja sezonu 2013, Richie Porte zachorował podczas Tirreno, problemy zdrowotne miał też Chris Froome a pechowo upadł Gerraint Thomas. W zasadzie do końca sezonu było już ciągle tak samo, honoru Brytyjczyków bronił właściwie tylko Bradley Wiggins.

    Kontuzja nie ominęła również Rafała Majki. Budujący formę na Giro d?Italia zawodnik upadł w Katalonii, przez co nie ukończył tamtejszego wyścigu i w zamian za to pojechał w Criterium International. Na Korsyce jechał jak równy z równym m.in. z Jeanem-Christophem Peraud (ostatecznie wyścig skończył na czwartym miejscu), jednak kibice zarzucali mu pasywność i braki taktyczne.

    Świetnym taktykiem okazał się za to Aleksander Kristoff. Norweg rozpoczął sezon od ?wysokiego C?, po znakomitym sprincie wygrywając Mediolan-Sanremo. Wokół ?Primavery? było w tym roku sporo zamieszania, koncepcja ostatnich kilometrów trasy zmieniała się niemal do ostatnich chwili. Ostatecznie stanęło na klasycznej wersji preferującej sprinterów, bez eksperymentalnego włączenia do programu podjazdu Pompeiana.

    O ile Kristoff zrobił ewidentny krok do przodu, o tyle Peter Sagan wciąż czeka na swój pierwszy, wygrany ?monument?. W marcu jednak wydawało się, że jest na dobrej drodze, by wygrać jeden z ważnych wyścigów klasycznych na północy Europy po tym, jak świetnie pojechał w E3 Harelbeke. Tyle, że konkurentów wciąż przybywa. John Dagenkolb pokazał, że jest nie tylko sprinterem, ale w nadchodzących sezonach trzeba się będzie z nim liczyć na brukach po tym, jak zwyciężył w Gandawa-Wevelgem.

    Z szosy przenosimy się na zakurzone bezdroża południowej Afryki. W marcu rozgrywany jest tam najważniejszy wyścig etapowy mtb, czyli Cape Epic. Gwiazd na starcie było bez liku, najszybsi okazali się Kristian Hynek i Robert Mennen z zespołu Topeak Ergon. W pobitym polu zostali m.in Christoph Sauser, Nino Schurter czy Lukas Fluckinger.

    Cieniem na wszystkich tych wydarzeniach kładzie się śmierć Marka Galińskiego. Najlepszy, polski kolarz górski, który po zakończeniu kariery wyczynowej zajął się trenowaniem innych zawodników po rozstaniu z naszą kadrą narodową przejął pozycję szkoleniowca Rosjan. Był z nimi na Cyprze, wracał do domu z lotniska i wypadł z drogi w okolicy Kielc. W żałobie było całe środowisko kolarskie, rodzajem memoriału stały się zawody ?Cała Polska Jedzie dla Marka? zorganizowane w lipcu w Gielniowie.

  • Nie przegap w ten weekend – ?Cała Polska jedzie dla Marka?

    Nie przegap w ten weekend – ?Cała Polska jedzie dla Marka?

    Europa ściga się o koszulki mistrzostw krajowych na szosie a elita mtb o tęczę w maratonie. Tymczasem dla naszych ?górali? ten weekend powinien być szczególny. W Gielniowie odbędzie się Memoriał Marka Galińskiego. Co jeszcze ważnego i ciekawego ma do zaoferowania rowerowy światek w ten weekend?

     

    1. Mistrzostwa Krajowe

    W Sobótce eksportowi kolarze: Michał Kwiatkowski i Bartosz Huzarski będą zmagali się z siłą krajowych ekip. Wyścigi o mistrzostwo są specyficzne a rozstrzygnięcia bywają zaskakujące. Czy drużyna CCC Polsat Polkowice będzie w stanie kontrolować wyścig i rozegrać go po swojemu by wyprowadzić jednego ze swoich kolarzy będących w wysokiej dyspozycji (Taciak? Marczyński?) na pierwsze miejsce? Czy może jeden z najlepszych obecnie specjalistów górzystych jednodniówek, Michał Kwiatkowski da radę obronić tytuł? Czy też koszulka trafi do Bartosza Huzarskiego? Dowiemy się tego w niedzielę około 17.30. Z kolei w piątek rywalizować będą juniorzy, juniorki oraz niepełnosprawni, zaś w sobotę kobiety i młodzieżowcy. Interesująco zapowiada się również rywalizacja w innych krajach. W Wielkiej Brytanii Mark Cavendish wszystkie siły rzuca na pierwszy etap Tour de France i nie pojedzie w mistsrzostwach. W Belgii niezłą formę zaprezentował ostatnio Philippe Gilbert, interesująco zapowiada się również wyścig w Niemczech i Francji. Część nowych mistrzów będzie mogła dumnie zaprezentować zdobytą koszulkę podczas Wielkiej Pętli, to wyjątkowy zaszczyt i spory prestiż.
    Mistrzostwa Świata XCM 2013 w Austrii

    2. Mistrzostwa Świata w maratonie MTB

    Większość z nas mniej lub bardziej regularnie startuje w maratonach. Wyczynowe XCM to jednak inna bajka. Zawody zaliczane do kalendarza UCI to nie są imprezy masowe. Bierze w nich udział wąska grupa profesjonalistów, na listach wyników często nie ma nawet setki ludzi. Polityka federacji jest wciąż względem maratonów co najmniej niekonsekwentna, nie zmienia to faktu, że wyścigi długodystansowe doczekały się grona specjalistów na wysokim poziomie. Choć cyrk mtb po wczesnowiosennych startach na południowej półkuli przeniósł się do Europy, zawodnicy zainteresowani walką o tęczową koszulkę po raz kolejny narażeni są na koszty podróży do RPA. Znana miejscowość Pietermaritzburg będzie bowiem gospodarzem mistrzostw. Mężczyźni będą się ścigać na trasie liczącej 95km, kobiety 74km. Kandydatami do złota są Christophe Sauser, Jaroslav Kulhavy, ale o medal może się pokusić np. Karl Platt, Alban Lakata, Tim Bohme czy Leonardo Hector Paez. Polskę reprezentować będą Bartłomiej Wawak i Adrian Brzózka. Wśród pań kandydatek do ?tęczy? można upatrywać w gronie: Esther Suss, Blaza Klemencic, Annika Langwald, Sabine Spitz i Tereza Hurikova.
     

    3. Memoriał Marka Galińskiego

    Tragiczna śmierć ?Diabła? wstrząsnęła nami tej wiosny. W Gielniowie przygotowano dwa wyścigi: sobota to prawdziwe XC, niedziela to maraton. Zawodom przyświeca idea uczczenia pamięci najlepszego polskiego kolarza górskiego. Na liście startowej już teraz znajduje się wiele zacnych nazwisk. Więcej informacji znajdziecie na mtbopoczno.pl oraz w facebookowym evencie. Dobrze przejechany wyścig to chyba najlepszy sposób na uhonorowanie Marka Galińskiego.  

    4. Puchar Polski w Maratonie i inne

    Ścigać można się również w wielu innych miejscach. W sobotę w Małopolsce dwa konkurencyjne maratony: Skandia w randze Pucharu Polski w Bukowinie Tatrzańskiej oraz lider frekwencji, Bikemaraton w Myślenicach. Intrygują zawody na Podhalu: Czesław Lang pierwszy raz od dłuższego czasu proponuje swoim klientom start w górach. Co z tego wyniknie? Zobaczymy po weekendzie. Oprócz tego maraton Ligi Świętokrzyskiej w Łącznej, XC z cyklu Pucharu Szlaku Solnego w Spytkowicach a w niedzielę w Urlach Drużynowe Mistrzostwa Amatorów w maratonie. Ciekawa impreza, mająca już pewną tradycję, ale czy obroni się w natłoku innych zawodów podczas tego weekendu. Szosowcy-amatorzy mają w ten weekend mniej opcji do wyboru, za to w kalendarzach coraz więcej pojawia się triathlonów. Interesująco zapowiada się ten we Frydmanie, gdzie zawodnicy będą pływali w zalewie Czorsztyńskim a trasa rowerowa to solidny, górzysty odcinek, do tego z pięknymi widokami. Oby pogoda dopisała!  

  • Marek Galiński

    Marek Galiński

    Najbardziej utytułowany polski kolarz górski, ikona rodzimego mtb zginął w wypadku samochodowym. To niepowetowana strata dla naszego sportu.

    Z Markiem Galińskim rozmawiałem zaledwie kilka razy. Wywiady, których udzielił mi dla bikeWorld.pl kilka lat temu były jednymi z bardziej udanych, jakie przeprowadziłem w tamtym czasie. Jego wypowiedzi były nie tylko wyczerpujące, ale przede wszystkim wymykające się schematom, nawet, jeśli dotyczyły niełatwych realiów polskiego kolarstwa. To szczególnie cenne, ponieważ wielu zawodników w takiej sytuacji snuje opowieść okrągłymi, nic nie wnoszącymi zdaniami, które można by napisać samemu, a potem tylko odesłać do autoryzacji.

    Kilkanaście lat temu polscy kolarze nie mieli najłatwiejszych warunków pracy a mimo to Galiński był w stanie zrobić krok w stronę najwyższego poziomu sportowego. Z pozycji zawodnika, który zdominował krajową scenę mtb przeszedł do ścisłej czołówki światowego cross-country. To często pomijany fakt, zazwyczaj pamiętamy o czterokrotnym starcie na Igrzyskach Olimpijskich i osiąganych tam, coraz lepszych, rezultatach, rzadziej o świetnym piątym miejscu na mistrzostwach świata w 2004r. Trzeba jednak pamiętać, że w 2003r ?Diabeł? zaliczany był do wąskiego grona faworytów niemal zawsze, gdy stawał na starcie. Puchar Świata ukończył na dziewiątej pozycji, mając na koncie zaledwie trzy starty, a w inauguracji w St Wendel stanął na drugim stopniu podium. To absolutny top, rezultaty bez precedensu w polskim, męskim kolarstwie górskim.

    Szczyt kariery ?Diabła? przeszedł więc nieco niezauważony. Żyliśmy wtedy nadziejami na medale, które to nie on, a kobiety miały przywieźć z Igrzysk w Atenach. Po kilkunastu miesiącach na najwyższym, światowym poziomie, Galiński wrócił do dominowania na krajowych trasach, zaczął również rozwijać się jako trener. Media ?niebranżowe? zwróciły na niego uwagę przy okazji zmian w polskiej kadrze mtb przed Igrzyskami w Londynie. Z całego zamieszania wybrnął najlepiej ze wszystkich zainteresowanch, zajmując się swoją pracą zawodową a nie wizerunkową, podobnie było gdy rozpoczął pracę z kadrą narodową Rosji. W tragicznym wypadku zginął wracając ze zgrupowania na Cyprze.

    Nie chcę w tych okolicznościach uderzać w dydaktyczny ton, ale tę refleksję noszę ze sobą od dłuższego czasu. Kolarstwo to niebezpieczny sport, nie tylko z punktu widzenia samego zawodnika. Dojeżdżając na wyścigi przemierzamy tysiące kilometrów, zawodowcy cały rok spędzają ?na walizkach?. Podróżujemy bez względu na warunki atmosferyczne, często w pośpiechu i zmęczeni. Dyrektorzy sportowi, masażyści, mechanicy i cała obsługa profesjonalnych ekip dokonują cudów, spędzając za kierownicą astronomiczną ilość godzin. Amatorzy robią to samo: od wczesnej wiosny do późnej jesieni jeżdżą przez Polskę z wyścigu na wyścig. To nasz wybór, część ulubionej rzeczywistości, choć męczącej, to również łączącej się z emocjami i adrenaliną. Nie lubiąc ryzyka, zajmowalibyśmy się czymś innym.

  • 12 Wydarzeń 2011r. Srebro Włoszczowskiej

    12 Wydarzeń 2011r. Srebro Włoszczowskiej

    Zdobyć medal mistrzostw świata mimo defektu to duża sztuka. Mając do tego na sobie wzrok wszystkich kibiców i dziennikarzy w kraju? Klasa. Maja Włoszczowska udowodniła, że jest najwyższej próby specjalistką od walki o podium najważniejszych imprez.

    Można zawodniczkę z Jeleniej Góry merytorycznie krytykować za to, że od lat nie podejmuje walki o Puchar Świata. Można kręcić nosem na sposób, w jaki wywróciła do góry nogami status quo w rodzimym mtb. Wreszcie można ją szczerze dissować za wypowiedzi względem Andrzeja Piątka. Trzeba jej jednak uczciwie przyznać, że staje się wybitną specjalistką od imprez mistrzowskich.

    Rok po zdobyciu tęczowej koszulki w Val di Sole Mt Saint Anne, mając za sobą sezon-huśtawkę i zmianę trenera kilka tygodni wcześniej pojechała jeden z najlepszych wyścigów w karierze. Nie dość, że była znakomicie przygotowana fizycznie, to jeszcze wyjątkowo dobrze radziła sobie z techniką jazdy. Bardzo możliwe, że potrzebowałaby mniej niż okrążenia, by dogonić i prześcignąć Catharine Pendrell. Pogoń, w jaką Polka rzuciła się po defekcie była zaiste imponująca. Trochę szkoda, że pech (lub błąd) odebrał jej szansę na zwycięstwo, ale i tak za wyścig w Champery należą się Włoszczowskiej wielkie brawa.

    Oprócz zmian personalnych (Galiński – Piątek) trzeba pamiętać o jeszcze jednej istotnej różnicy, która być może przyczyniła się do sukcesu. To zmiana roweru na „twentyninera”. Polska zawodniczka współpracując ze Scottem promuje sprzęt na większych kołach i idzie jej to bardzo dobrze. Z mierzalnym wynikiem sportowym trudno polemizować, zatem jej srebro na mistrzostwach świata to również uwiarygodnienie idei dużych kół.

    W kwestii Scotta trzeba jeszcze wspomnieć uczestnictwo Mai w ogólnoświatowej kampanii reklamowej tego producenta. To kolejna zmiana i znak, że zawodniczka wypływa na szersze wody. Choć kampanię prywatnie uznaję za seksistowską (z trzech określeń: „performance-strenght-beauty” Maja dostała „beauty” obiektywnie będąc najlepszym sportowcem w stajni Scotta, zatem to jej należy się „performance”) jest ona wyraźnym krokiem w stronę rozwoju kariery polskiej kolarki.

    Na koniec jeszcze kilka słów o „Maja Race”, czyli firmowanym przez zawodniczkę wyścigu w Jeleniej Górze. Przejęty organizacyjnie przez Lang Team, wzbogacony o kryterium na malowniczym, zabytkowym rynku, z dobrą oprawą medialną ma wszystko by wpisać się do kalendarza ciekawych imprez nie tylko polskich ale i europejskich.

    Wygląda więc na to, że sezon 2011 był dla Mai Włoszczowskiej trudny, ale ostatecznie owocny. Przed nią wielkie wyzwanie związane ze startem na Igrzyskach w Londynie. Wtedy też przyjdzie czas na rozliczanie podjętych decyzji. Póki co, choć jak wspomniałem we wstępie, można jej sporo zarzucać, broni się wynikami na imprezach mistrzowskich. To naprawdę wiele.

    Video tym razem na zewnątrz – na stronach TVP Sport: Maja Włoszczowska zdobywa srebrny medal na mistrzostwach  świata w Champery.

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej

  • 12 Wydarzeń 2011r. Zmiany w polskim MTB

    12 Wydarzeń 2011r. Zmiany w polskim MTB

    Zaczęło się koszmarnie, od wprowadzonego tylnymi drzwiami Pucharu Polski w maratonie. Później było tylko ciekawiej. Zmiana trenera kadry narodowej i  grupy CCC Polkowice. Burza w mediach a następnie medal Mai Włoszczowskiej w Champery. A na deser niemal rewolucja, czyli zapowiedź rewitalizacji zawodniczego xc.

    Nic nie zapowiadało tak wielkich zmian. Wyglądało raczej, że będzie nieciekawie. Grand Prix Lang Teamu niemal przestało istnieć. W ramach rekompensaty rozegrano firmowy wyścig Mai Włoszczowskiej w Jeleniej Górze. Choć bez wielkich gwiazd został nieźle wypromowany i zrelacjonowany. A to już krok naprzód. Maja i jej działalność to jednak głównie podwórko zagraniczne.

    Na naszym rodzimym zaczęło się od kwasu, czyli od pokątnego ogłoszenia Pucharu Polski w maratonie mtb w sytuacji w której sezon już trwał i nie wszyscy potencjalni zainteresowani mieli możliwość dostępu do informacji.Mimo tego, powrót Pucharu wraz z nagrodami finansowymi cieszył. Martwiło za to, że rozgrywany jest w ramach serii Skandia, której trasy mają opinię niewymagających. Jak się później okazało, Puchar w Maratonie był tylko przygrywką do zapowiedzi przywrócenia Pucharu Polski w cross country. To drugie wydarzenie, jeśli dojdzie do skutku, może przyczynić się do rewitalizacji kolarstwa górskiego w wydaniu stricte wyczynowym, stworzenia zaplecza dla kadry narodowej, zwiększenia szans na znalezienie nowych talentów itd.

    Pytanie, czy do planów odrodzenia xc na szerszą skalę niż dwie grupy zawodowe doszłoby, gdyby nie „Rozwód Roku„, czyli zakończenie współpracy Mai Włoszczowskiej z trenerem Andrzejem Piątkiem. Rozstanie to pociągnęło za sobą przebudowę grupy CCC Polkowice, zwolnienie Piątka z etatu trenera kadry w Polskim Związku Kolarskim i powołanie na jego miejsce Marka Galińskiego.

    Galiński wkrótce po przejęciu opieki nad Włoszczowską poprowadził ją do srebra na Mistrzostwach Świata w Champery, za to Piątek związał się z klubem ze Środy Wielkopolskiej (Torq Superior) gdzie wraz z nim zakotwiczyła Paula Gorycka. Szkoda tylko, że przy tych przetasowaniach, być może koniecznych dla uzdrowienia sytuacji w rodzimym mtb, padło wiele niestosownych wypowiedzi. Tu niestety największy minus należy się Włoszczowskiej, która z dnia na dzień zmieniła swoje publiczne zdanie o trenerze Piątku o 180 stopni.

    Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB, Jelenia Góra 2011

    Maja Włoszczowska MTB Race Jelenia Góra

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB

  • Rewitalizacja cross country!

    Rewitalizacja cross country!

    Pierwsze informacje odbieram nad wyraz entuzjastycznie. W planach na sezon 2012 Polski Związek Kolarski zakłada odbudowę kolarstwa górskiego w wydaniu wyczynowym. Powołany do życia ma być Puchar Polski a także  „druga liga” w olimpijskiej konkurencji cross country. Ma być regulamin, punkty, struktura, nagrody finansowe oraz… relacje w TVP (Sport)!

    Notatkę na temat spotkania o nowych pomysłach Związku oraz Trenera Kadry, Marka Galińskiego można przeczytać na facebookowym profilu mtb.pl. Wygląda na to, że plan ma ręce nogi oraz wszystkie pozostałe narządy niezbędne do funkcjonowania organizmu. Kategoria „E2” a raczej „2” jest faktycznie najniższą kategorią, ale z kalendarza międzynarodowego. To oznacza, że jeśli pomysł powołania Pucharu Polski zostanie zrealizowany, podczas sześciu wyścigów nasi zawodnicy będą mieli ułatwiony dostęp do punktów UCI. Można się oczywiście spodziewać, że pojawią się też goście zagraniczni, ale w krajach ościennych wyścigów z kalendarza międzynarodowej federacji jest sporo. Zatem, tak jak na Grand Prix Lang Teamu w schyłkowym okresie jego funkcjonowania będą prawdopodobnie przyjeżdżali zawodnicy zza wschodniej granicy.

    Przez pierwsze kilka sezonów druga kategoria wydaje się być odpowiednia. Po pierwsze z powodów finansowych: organizatorzy nie będą musieli gwarantować wysokich nagród, z drugiej dla Polaków będą one akceptowalne. Oprócz tego, przynajmniej na początku rozgrywka o czołowe lokaty będzie zapewne sprawą między rodzimymi zawodnikami. Tymi, którzy są na dorobku, chcą się rozwijać i szukają takiej możliwości. W tym miejscu mam nadzieję, że nasi czołowi zawodowcy starty w Pucharze Polski będą traktowali jako uzupełnienie kalendarza a nie jako swój główny cel. Miejscem dla rozwoju ich karier są w tym momencie imprezy wyższej kategorii i ściganie się ze ścisłą europejską czołówką. Pojawienie się od czasu do czasu na lokalnym podwórku byłoby więc dobrą weryfikacją dla postępów czynionych przez kolarzy z klubów a nie z grup zawodowych a niekoniecznie działało demotywująco (by przypomnieć sytuację wśród kobiet, które stawały na starcie wiedząc, że walczą o czwarte miejsce za zawodniczkami Lotto czy też Hallsa).

    Fakt, że wpływ na cykl Pucharu Polski ma mieć Marek Galiński jako trener kadry narodowej to kolejny plus. „Diabeł” znany jest z dobrej techniki jazdy i z tego, że ceni wymagające trasy. Miejmy nadzieję, ze w imię ułatwienia pracy redakcji TVP nie dojdzie do absurdu jakim było wielokrotne podjeżdżanie na warszawską „Kazurę” lub inne wyścigi wytyczone na skoszonych łąkach.

    Dobrym pomysłem jest też powołanie „drugiej ligi”. Zebranie kilku wyścigów we wspólnie nagradzaną serię imprez powinno zagwarantować dobrą frekwencję zawodników i pewien jednolity standard, dzięki czemu poziom rywalizacji powinien pójść w górę. Dla przykładu warto wspomnieć rajdy samochodowe. Utworzenie drugiej ligi, czyli Rajdowego Pucharu Polski całkiem dobrze wpłynęło na ich ustabilizowanie czy nawet rozwój. Mniej zamożni lub po prostu mniej utalentowani zawodnicy mogą rywalizować z równymi sobie a najlepsi z czasem zdobywają doświadczenie oraz sponsorów i przenoszą się klasę rozgrywkową wyżej. Tak w skrócie i oczywiście uogólniając, bo w rajdach pieniądze mają o wiele bardziej decydujący głos, ale schemat jest słuszny. A że pomysł się sprawdził niech świadczy frekwencja na poszczególnych eliminacjach wyraźnie przewyższająca tę w głównej rajdowej serii.

    Przechodząc od części entuzjastycznej do krytycznej wątpliwość budzi wspomnienie o jednym portalu internetowym mającym patronat medialny. Po latach spędzonych na współpracy z mediami rowerowymi mogę powiedzieć jedno. „Patronat medialny” to bzdura. Nie wierzę, aby organizatorzy imprez byli w stanie dostarczyć ekskluzywnych materiałów nie będących prymitywnym PR wyłącznemu patronowi. Jeśli zarówno Puchar jak i Liga zrobią na początku sezonu dobre wrażenie i tak będą o nich musieli pisać wszyscy i rywalizować o czytelnika jakością relacji. Transmisje w TV to oczywiście rzecz dobra, o ile oczywiście wyjdą poza antenę TVP Sport choćby do internetu a najchętniej w formie małej kroniki na antenę ogólną. Brak jest bowiem informacji o patronacie pozabranżowym i sposobach dotarcia do szerszej publiczności. Za to być może odpowiadać będą wyścigi dla dzieci (z kategorii U-13, czyli przed Młodzikiem), co jest bardzo dobrą inicjatywą nie tylko ze względów sportowych ale i promocyjnych (vide dystans „Rodzinny” na Skandia Maratonie). Biorąc pod uwagę, że przewidziana jest również kategoria dla dorosłych amatorów, pozostaje liczyć, że za relacjonowanie w jakiś sensowny sposób weźmie się „Polska Na Rowery” Gazety Wyborczej, być może spowoduje to, że kibicami przy trasach zawodów będą nie tylko trenerzy, rodzice i dziewczyny zawodników…

    Na koniec kwestia finansów. Mają być nagrody o określonej wartości. Zawody z kategorią „2” to regulowane przepisami stawki nie tylko dla zawodników, ale i obsługi sędziowskiej czy też pewnych standardów organizacyjnych (barierki itd.). To kosztuje. Relacje w telewizji to z argument dla sponsorów by doinwestować zawody i zawodników. Oby tylko po pierwszym sezonie nie okazało się, że zwrot jest tylko na papierze. O tym jednak będzie w jednym z najbliższych wpisów :) Czego by nie mówić, informacja o zorganizowaniu i ustrukturyzowaniu kalendarza xc jest pierwszą dobrą wieścią jaka wypłynęła z PZKol od wielu lat. Nie jest do końca prawdą, że cross country w Polsce nie istnieje. Niemal w każdym regionie działa seria imprez by wymienić choćby Thule Cup, Puchar Szlaku Solnego czy nieśmiertelny Puchar Tarnowa. Tyle, że jedyną opcją na spróbowanie sił na arenie ponad regionalnej w ostatnich latach były maratony, czyli imprezy de facto hobbystyczno-amatorskie. Możliwość „awansu” do Pucharu Polski w cross country to dla młodego zawodnika krok w stronę sportu wyczynowego. Lub sportu po prostu.

     

    [fbvinyl id=360101274052652]

  • Orka na ugorze

    Orka na ugorze

    Nie rozumiem. Nie wiem, czy jestem w stanie intelektualnie dorównać tytanom, którzy utrzymują tak zbudowany system. Zresztą, nie wiem, czy chcę. Odejście Pauli Goryckiej z grupy CCC wyciągnęło na wierzch chore zasady na jakich funkcjonuje polskie kolarstwo górskie w wydaniu wyczynowym. A właściwie brak zasad.

    Miało być nowe otwarcie. Zwolnienie Andrzeja Piątka ze wszystkich możliwych posad, zarówno w grupie CCC jak i w Polskim Związku Kolarskim teoretycznie wywróciło stary system. Marek Galiński miał lub ma budować nowy. Nigdy nie uważałem, że to, co przez lata funkcjonowało pod opieką Piątka było co do zasady dobre, czy też zdrowe. Sprawdzało się, bo regularnie Polacy przywozili z ekip mistrzowskich medale. Mimo różnych teorii, argumentów merytorycznych lub osobistych trudno polemizować z tym, że był skuteczny. Andrzej Piątek był twórcą tego systemu, który powstał jeszcze gdy nasi zawodnicy większość punktów zdobywali na Grand Prix MTB, które wówczas sponsorowała Skoda a zawodników grupy zawodowej Piątka Lotto wraz z PZU. Trudno się dziwić, że go bronił. Być może na tamte czasy to miało sens. W międzyczasie sporo się zmieniło, np. nie mamy Grand Prix MTB, a Polacy po punkty UCI jeżdżą za granicę.

    Zmieniło się coś jeszcze. Orliczki i juniorki, które wówczas trenował Piątek dorosły (bo powiedzieć że się postarzały nie wypada). Są zawodniczkami światowej czołówki elity lub do niej aspirują. Mają, przynajmniej w teorii, zawodowe kontrakty. Są zawodowymi sportowcami zatrudnionymi w firmie. Powinny, przynajmniej w teorii, jeździć na swoje konto, zarabiać swoim wizerunkiem pieniądze dla sponsora, który pensją i premiami odwdzięcza się za ich pracę. By to osiągnąć jest ekipa która je wspiera, sponsorzy wspomagający dostarczający sprzęt i tak dalej. Sport zawodowy na tym polega. Raz lub dwa razy do roku profesjonalny, dorosły sportowiec ubiera narodową koszulkę i nie reprezentuje sponsora a kraj.

    Gdybym był sponsorem, chyba bym nie chciał, by ktoś z zewnątrz ingerował w przygotowanie moich zawodników. Chciałbym, by wyścigowe konie z mojej stajni były obecne w mediach i zdobywały laury. Regularnie, w dobrym stylu by potem ładnie o tym opowiedzieć i w pobudzający wyobraźnię widzów pojawić się w telewizorku. W końcu po to utrzymuję grupę, zawodową, czyż nie?

    Tymczasem w naszych realiach o przygotowaniach profesjonalistów z grupy zawodowej ma decydować centrala. W imię czego powiedzcie mi? Dlaczego, obecnie, Marek Galiński jako pracownik PZKol ma decydować o tym, jakie obowiązki wykonuje Maja Włoszczowska zatrudniona przez Dariusza Miłka? Ach, zapomniałem Dariusz Miłek jest sponsorem zarówno Kadry jak i Grupy. Ups. No dobrze, ale wygląda na to, że Andrzej Piątek będzie miał swoją grupę ze swoimi sponsorami. A możliwe, że nie grupę zawodową a klub. To różnica.

    Szkolenie przez Trenera Kadry Narodowej należy się jednej, może dwóm osobom. Pauli Goryckiej i być może jeszcze jakiejś zawodniczce. Dlaczego? Ponieważ są „orliczkami”, zawodniczkami kategorii U-23 i nie mają kontraktów zawodowych. Maja Włoszczowska, Anna Szafraniec, Aleksandra Dawidowicz (CCC), ale też Marek Konwa (Milka) czy zawodnicy JBG2 (Adrian i Piotr Brzózka, Kornel Osicki, Bartłomiej Wawak) jeśli mają kontrakty z zawodowymi grupami UCI, powinni sami troszczyć się o swoje przygotowanie. Ze strony PZKol powinni dostać opiekę co najwyżej logistyczną, ewentualnie, jeśli będą na to pieniądze, mogliby być objęci systemem stypendiów. Za wyniki lub „na zachętę”, to już jest kwestia wtórna.

    Trener Kadry powinien się zajmować juniorami i młodzieżowcami i być może dokonywać selekcji na imprezy mistrzowskie. Jak? Nie według widzimisię, ale wedle jasno określonych i podanych do publicznej wiadomości minimów. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację związaną z Igrzyskami w Londynie. Maja Włoszczowska ma koszmarny sezon, dobrze prezentuje się Anna Szafraniec. Mistrzynią Polski zostaje Paula Gorycka. Kto pojedzie na Igrzyska? Włoszczowska jako obrończyni medalu i Dawidowicz jako jej wsparcie i przyjaciółka? Czy najlepsze zawodniczki, które mają szansę na medal? I kto o tym zadecyduje? 

    Polski Związek Kolarski powinien obowiązujące zasady po pierwsze przemyśleć. Po drugie spisać w pliku doc i wyeksportować do pdf. Następnie podać do publicznej wiadomości. Zasady, finansowanie, objęcie szkoleniem centralnym, minima kwalifikacji. Niezależnie od tego, jakie układy panują wewnątrz grup zawodowych. A jeśli grup będzie więcej niż jedna (jedna „damska” – CCC i jedna „męska” – JBG2) selekcję zlecić człowiekowi niezależnemu. Czy to tak trudno wymyślić?

  • Gdyby kolarze byli piłkarzami

    Gdyby kolarze byli piłkarzami

    Maja Włoszczowska wicemistrzynią  świata. Sukces? Raczej obowiązek. Dla sportowca, który bronił tytułu i jest wielokrotnym medalistą najważniejszych imprez, kolejne miejsce na podium jest rezultatem oczekiwanym. Lub nawet wymaganym.

    Mimo defektu Polka zdołała zająć drugą lokatę. Na trasie była zawodniczką najsilniejszą fizycznie oraz, co ważne, dobrze jechała technicznie. Nawet na tle lepszych rywalek wyglądała na zjazdach dobrze. Nowy sprzęt (na kołach o średnicy „29 cali”)? Raczej opieka nowego trenera. Choć jawną arogancją jest publiczne prezentowanie stwierdzeń, że „przez trzy tygodnie z Markiem Galińskim nauczyłam się więcej niż przez wszystkie lata z Andrzejem Piątkiem” (hmm… czyli medale mistrzostw świata, dwie tęczowe koszulki, medal Igrzysk Olimpijskich wzięły się z powietrza?), to szlif nowego mentora było w Champery widać.

    Marek Konwa kontynuuje swój sportowy rozwój. Drugie miejsce wśród młodzieżowców to jego wielki sukces i potwierdzenie talentu oraz klasy. Co więcej, w kategorii U-23 spędzi jeszcze rok. Choć ciągle jest młody i „na dorobku”, zdobywa doświadczenie ucząc się od najlepszych jako podopieczny Barta Brenjensa. Jest pewniakiem do startu w elicie w Londynie a w dalszej perspektywie naszą nadzieją na dobry wynik w Rio. Deklaruje skoncentrowanie się na mtb i odpuszczenie kolarstwa przełajowego. Z jednej strony trochę szkoda, bo miło było mu kibicować zimą, z drugiej, jak udowodnił m.in Sven Nys łączenie obu tych konkurencji na najwyższym poziomie jest niezmiernie trudne.

    Niestety dobrych wieści z Champery tyle. W trialu polegliśmy (7 miejsce Stefanii Staszel), drużynowo ostatnie miejsce, reszta wyników pomijalna. Jeszcze niedawno byliśmy w tej konkurencji potęgą. W konkurencjach grawitacyjnych Paweł Łukasik zajął 10. miejsce w zjeździe juniorów. Poza tym nie istnieliśmy.

    Wracając do cross country zawodnikom towarzyszył „pech”. Anna Szafraniec wróciła z gipsem. Sztafeta podobno miała szansę, ale przez defekt się nie udało. Tak samo wśród juniorów, ale realnie wyników brak.  Ósme miejsce Moniki Żur wśród juniorek to zapowiedź nadziei, jakie możemy z nią wiązać w przyszłości, ale pamiętajmy, że w tej kategorii mamy spore tradycje medalowe, które później przekładały się na sukcesy seniorskie. Piotr Brzózka wśród młodzieżowców pojechał przyzwoicie zajmując 18. miejsce.

    Mamy więc dwa medale. Czyli lepiej niż na lekkoatletycznych Mistrzostwach Świata. Hura. Cieszymy się, prawda? Jest sukces, zatem wszystko jest w porządku. Gdyby jednak kolarze przyciągali tyle uwagi, co piłkarze, można by mówić o porażce. Sukcesy odniosły indywidualności, tak naprawdę wybitni zawodowcy. Sztafeta, która była do niedawna naszą wizytówką poległa, a w kategoriach kobiecych: elity i U-23, patologiczna przepaść za Mają Włoszczowską była bardzo głęboka.

    Wbrew temu, co mówi sama zawodniczka, nie jest wspaniale. Sytuacja, z którą mamy do czynienia jest trudna do zrozumienia i ma się nijak do zasad, które rządzą światowym sportem. Mamy więc kolejne przykłady „sponsoringu po polsku” i „pr po polsku” a także „wykorzystania sukcesu po polsku”.

    Przy okazji medalu Mai miałem krótką wymianę zdań ze znajomym. Stwierdził, że medal go cieszy, bo Maja reprezentuje Polskę. Hmm… dla wnikliwych zadanie z gatunku „wytęż wzrok i znajdź różnicę” proponuję porównanie ilości logotypów sponsora kadry na stroju polskim i strojach innych narodowości w porównaniu z symbolem lub nazwą kraju. Galeria np. na cyclingnews. Można powiedzieć: fajnie, że Związek w końcu ma sponsora, który zapewnia zawodnikom godziwe warunki. Tyle, że ów sponsor jest również sponsorem grupy zawodowej zbudowanej wokół jednej zawodniczki. Ktoś widzi bardzo szeroko zakrojony konflikt interesów? Jeśli mamy Zawodowców, to dobrze. Niech się ścigają, niech zarabiają dla siebie kasę i punkty. Punkty przy okazji przydadzą się i im i innym zawodnikom. Jeśli będą najlepsi, to i tak oni pojadą na najważniejsze imprezy. Chyba, że… nie będzie wiadomo, kto o czym decyduje, kto za co płaci i kto jest przed kim odpowiedzialny. Podobnie ma się sytuacja z trenerem kadry, który związany jest kontraktem z jedną z grup zawodowych.

    O ile pamiętam, sam fakt konsultacji Leo Beenhakkera dla Feyenrodu Rotterdam wzbudził spore kontrowersje. Jeśli więc Maja Włoszczowska – zawodniczka grupy CCC chce, aby jej prywatnym trenerem był Marek Galiński, podobnie jak inne zawodniczki związane kontraktem zawodowym z tą właśnie grupą – proszę bardzo, niech zapłacą za jego usługi. One same lub ich sponsor. Ups. Sponsor jest też sponsorem kadry? Scentralizowanej kadry narodowej elity, która w realiach zawodowego sportu jest reliktem klimatów NRD? Komentarz jest potrzebny?

    Czy będziemy korzystać z kolejnego sukcesu „najlepszego polskiego kolarza”, czyli Mai Włoszczowskiej, która po raz kolejny zdobyła medal imprezy mistrzowskiej? Chyba nie. Do tej pory większość jej rewelacyjnych rezultatów nie przełożyła się na rozwiązania systemowe, co więcej, kolarstwo górskie jako sport wyczynowy ma się w kraju kiepsko. Zamiast tego konserwowany jest schemat, który we współczesnym świecie trąca absurdem.

    Krótko mówiąc: medale z Champery są dobre dla samych medalistów. I tylko dla nich.


    „Ceterum censeo Carthaginem esse delendam”. I chciałbym tylko przypomnieć, że uważam, iż trener kadry narodowej nie powinien być związany kontraktem z grupą zawodową.

  • Sprawdzam

    Sprawdzam

    Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien oczekiwać rewolucji już teraz. Maja może nie zdobyć medalu, juniorzy mogą pojechać bez błysku. W ogóle to mogą być najgorsze mistrzostwa świata dla naszych kolarzy górskich od dekady.

    Nowa konfiguracja w ekipie zawodowej i kadrze narodowej, nawet, jeśli w oczach najbardziej zainteresowanych jest wyraźną zmianą na lepsze, wymaga nieco czasu by się dograć. Mai Włoszczowskiej wypada życzyć powodzenia w obronie tytułu, jej koleżankom dołączenia do liderki w walce o medale. Juniorom, juniorkom, orlikom i ?orliczkom? wyników, które dają nadzieję na przyszłość. Chleba, soli, mleka miodu i wszystkich innych produktów spożywczych, które wymienia się w tego typu okolicznościach.

    W związku z ?rozwodem roku? może być jednak różnie i nawet kompletną klapę, trzeba będzie przyjąć ze spokojem dając pewien kredyt zaufania. Nawet najlepsi ? a z takimi mamy do czynienia ? mogą mieć słabszy dzień, miesiąc a nawet sezon. Poza Markiem Galińskim, który powoli zmienia funkcję: z zawodnika na mentora, wszyscy liczący się polscy zawodnicy mtb są nadal młodzi i mogą osiągnąć bardzo wiele.  Zatem, jeśli ktoś z Polaków sięgnie w Champery po medal, będzie dobrze. Jeśli nie? nie będzie źle. W tym roku wyniki schodzą na dalszy plan. Prywatnie właściwie w ogóle mnie nie interesują.

    Interesuje mnie za to kilka, pozornie mniejszych spraw. Skoro dokonano zmiany, to znaczy, że stare było niewystarczające a nowe ma być lepsze. Skoro nowe ma być lepsze, to proponowałbym zacząć od kwestii kluczowej w dzisiejszych czasach. Informacji.

    Pytań jest bowiem bez liku. I nie, nie dotyczą one tego, kto zawinił, kto komu zrobił źle, dobrze i dlaczego skończyło się tak, jak się skończyło. Dotyczą tego, co będzie. Zatem po kolei:

    • Jak wygląda organizacja kadry narodowej cross country: trener, menadżer itd. (na stronie Polskiego Związki Kolarskiego trenerem nadal jest Andrzej Piątek)
    • Jakie są kryteria kwalifikacji do kadry narodowej?
    • Jakie są zobowiązania zawodnika ? członka kadry narodowej?
    • Jakie wsparcie ze strony Polskiego Związku Kolarskiego oraz innych organizacji, urzędów i organów państwa otrzymują członkowie kadry narodowej w poszczególnych kategoriach wiekowych, kobiety i mężczyźni?
    • Czym różni się grupa zawodowa mtb CCC Polkowice od kadry narodowej mtb kobiet?
    • Jakie są kryteria kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich w Londynie
    • Czy istnieje a jeśli tak, to jak wygląda organizacja przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro 2016
    • Jak wygląda sytuacja w konkurencjach nieolimpijskich (organizacja kadry, szkolenia, wsparcia dla zawodników): zjeździe, 4X, trialu, maratonie

    Myślę, że proste wyjaśnienie tych kwestii i opublikowanie ich na stronie Polskiego Związku Kolarskiego byłoby gestem wskazującym na zmianę polityki. Bo sama zmiana trenera nie rozwiązuje licznych problemów i niejasności. Powyższe pytania wysłałem do szefa wyszkolenia PZKol, choć liczę się z tym, że ze względu na niszowość medium jakim operuję mogę spotkać się z brakiem odpowiedzi.