Tag: Marco Pantani

  • Marco Pantani. Ostatni Podjazd.

    Marco Pantani. Ostatni Podjazd.

    W ogromie reporterskiej pracy, którą wykonał Matt Rendell opisując życie, karierę i śmierć Marco Pantaniego największą wartość mają te słowa, które nie przekonają nieprzekonanych, ale są rzadko spotykane w kolarskich mediach. Te, które boleśnie nazywają rzeczy po imieniu. 

    Wydawnictwo SQN specjalizujące się w sportowych biografiach tym razem sięgnęło po obszerną i gatunkowo ciężką biografię Marco Pantaniego. 

    Matt Rendell pierwszą edycję tej opowieści ukończył w 2006r, następnie rozszerzył ją o fakty związane z wynikami śledztw po śmierci kolarza w roku 2016. Polskie tłumaczenie ukazuje się w 2020, 21 lat po słynnym wyrzuceniu kolarza z Giro d’Italia i 16 po jego tragicznym odejściu. 

    W tym momencie większość zawartych w niej informacji trudno uznać za szokującą, natomiast niewątpliwie, tak jak w swoim posłowiu pisze Adam Probosz, nagromadzenie takiej ilości trudnych informacji jest zwyczajne bolesne, zwłaszcza dla kogoś, kto wciąż uważa Pantaniego za sportowego idola. 

    Rendell prowadzi swoją opowieść chronologicznie nie tylko podążając za losami Pantaniego, ale też w najmniej chwalebne części biografii kolarza wprowadza nas równolegle z tym, jak sam odkrywał kolejne fakty. 

    I tak pierwsze triumfy “Pirata” poznajemy jako wydarzenia o wadze stricte sportowej by dopiero w dalszej części dowiedzieć się, że stał za nimi najpoważniejszy doping, który towarzyszył Włochowi niemal od początku zawodowej kariery (a możliwe, że nawet wcześniej). 

    Najcięższe działa autor wytacza w epilogu, nazywając wprost sukcesy herosów “ery epo” fantomowymi a emocje, których dostarczał nam Pantani podobnie poddanymi terapii dopingowej jak sam kolarz. 

    Obcowanie z detalami upadku człowieka zmagającego się z zaburzeniami psychicznymi, nałogiem jak i przedstawionego bez szczególnie pozytywnych cech charakteru może być dla wielu fanów szokiem. 

    Osobiście od wielu lat podzielam większość poglądów Rendella, ale nie spodziewam się, by licząca 400 stron lektura zdobyła wielką popularność na naszym rynku. Dlatego tym bardziej składam wyrazy uznania dla wydawnictwa za pochylenie się nad docenionym przez krytykę, jednak niełatwym w odbiorze materiałem. 

    Matt Rendell, “Marco Pantani. Ostatni Podjazd”

    408 stron
    Wydawnictwo SQN, Kraków 2020
    Książkę kupiłem w formacie .mobi na stronie wydawnictwa w maju 2020 za 27,51zł

  • Dwadzieścia lat po Madonna di Campiglio

    Dwadzieścia lat po Madonna di Campiglio

    Marco Pantani wyrzucony z Giro d?Italia 1999 to jeden z symboli kolarstwa ?Ery EPO?. Od tego wydarzenia minie w tym roku dwadzieścia lat. Od jego śmierci minęło już piętnaście.

    Aby zobrazować, jak dziwne to były czasy posłużę się jednym przykładem. Klasyczny ?góral?, będący w glorii chwały zwycięzcy Giro i Touru 1998, Marco Pantani przez sporą część wyścigu walczył o różową koszulkę z Laurentem Jalabertem. Tym samym, który zaledwie cztery lata wcześniej wygrał zieloną koszulkę najlepszego sprintera Tour de France. To tak, jakby teraz o wygraną walczył Sagan z Quintaną.

    Fruwający w górach ?Pirat? od lat będący najszybszym ?wspinaczem? zawodowego peletonu (do tej pory czas uzyskany przez niego w 1997r na Alpe d?Huez jest rekordem tego podjazdu, Włoch jest dodatkowo autorem trzeciego i piątego rezultatu) dokonywał na trasie Giro rzeczy niezwykłych. Wspomnieć trzeba choćby słynną pogoń za Jalabertem do mety usytuowanej przy sanktuarium Oropa i dominację na etapach do Alpe di Pampeago i Madonna di Campiglio.

    Embed from Getty Images

    Zarówno to Giro jak i poprzednie oglądałem z zapartym tchem, wpatrzony w ekran telewizora, z nabożnym podziwem dla wyczynów Pantaniego. Jedno muszę włoskiemu kolarzowi oddać. Charyzma i charakter, jakie prezentował na alpejskich szosach były nieporównywalne z cechami jakiegokolwiek innego zawodnika.

    Nie miało dla mnie znaczenia, że wygrany przez niego Tour był tak naprawdę ?tourem wstydu?, nie miałem pojęcia, że zawodowi sportowcy w tamtych czasach nie funkcjonowali bez epo, testosteronu i hormonu wzrostu. ?Przerwany łańcuch?, Operacja Puerto, ?Wyścig tajemnic?, raport USADA, Armstrong u Oprah?y, to wszystko wydarzyło się później.

    Pantani został wyrzucony z Giro za nieznaczne przekroczenie dozwolonego poziomu hematokrytu, mimo wahań formy był potem jeszcze w stanie wrócić na trasę Touru 2000 i rzucić wyzwanie Armstrongowi.

    Zmarł w samotności, w pokoju hotelowym z powodu przedawkowania narkotyków, zimą 2004r. Na przełęczy Mortirolo znajdziecie jego pomnik, wielu kibiców wciąż uważa go za jednego z najbardziej wybitnych kolarzy w historii. Część uważa, że zabiła go mafia, część, że Pantani ?nigdy nie miał pozytywnego wyniku testu antydopingowego?. Jeszcze inni, że skoro wszyscy wówczas brali, Włoch i tak był najlepszy.

    Tak jak wspomniałem, nie można mu odmówić niepowtarzalnego stylu oraz odwagi. Całe epo świata nie sprawi, że jeżdżący zachowawczo kolarz rzuci się do samotnego ataku na wiele kilometrów przed metą. To nigdy nie boli mniej, po prostu jedzie się szybciej, by przywołać znany bon mot Grega LeMonda.

    Nie zmienia to faktu, że Pantani był równie bezkompromisowym, kolarskim artystą, co bezkompromisowym oszustem. Choć to Bjarne Riisa nazywa się ?panem 60%?, od poziomu hematokrytu, jaki osiągał dzięki kuracji epo, Pantani w swojej karierze również zanotował taki wynik, np. gdy jego krew zbadano przy okazji poważnego wypadku, jakiemu uległ w 1995r (czyli w roku ostatniego zwycięstwa Miguela Induraina w Tour de France, gdzie sam Pantani wygrał dwa etapy i klasyfikację młodzieżową).

    Co więcej, przebadane ponownie próbki z Touru 1998 dały wynik pozytywny, z resztą całe podium tamtego wyścigu zajmowali zawodnicy stosujący podobny, sprawdzony i klasyczny wówczas zestaw środków. Jak wiemy choćby ze wspomnieć Willy?ego Voeta, masażysty niesławnej ekipy Festina, niektóre zespoły i zawodnicy ze względów nie tyle etycznych co zdrowotnych trzymały doping w pewnych ryzach. Inni kolarze ?brali? niemal bez ograniczeń.

    Pewna powściągliwość była mimo wszystko wskazana. Jeśli bowiem uważacie (a takie, nieroztropne głosy wciąż pojawiają się w dyskursie, czasem nawet z ust osób na co dzień roztropnych), że doping należy zalegalizować i pozwolić atletom brać wszystko i w dowolnych ilościach to, cóż, lata ?90 XXw de facto były właśnie takim czasem. Efekt? Sportowcy zwyczajnie umierali z powodu zatorów, zawałów czy zatrzymania akcji serca podczas snu.

    Embed from Getty Images
    Również Pantani za doping zapłacił najwyższą cenę. Depresja, zaburzenia psychiczne, uzależnienie od narkotyków i wreszcie śmierć. Wierzę, że życie po wydarzeniach w Madonna di Campiglio, po kolejnych przesłuchaniach, po nalotach policji na pokoje hotelowe w czasie wyścigów, po ciągłych pytaniach musiało być koszmarem. Podobnie jak odnalezienie się w realiach sportu, w którym można wciąż wiele, ale już nie wszystko i nie aż tak bezwstydnie.

    Rekord Pantaniego na Alpe d?Huez obowiązuje, podobnie jak inne, wciąż najlepsze osiągnięcia w historii sportu. Bieg na 800m Jarmili Kratochvilovej, 100m Flo-Jo, do niedawna 400m Michaela Johnsona.

    Emocji czy inspiracji, których w tych, konkretnych momentach dostarczali nie odbierze nam nikt. Czy wstydzę się tego, że przez lata podziwiałem ?Pirata?, ba, że wrażenie robiła na mnie jazda Armstronga czy Herasa? Oczywiście, że nie, co nie przeszkadza mi oceniać tych wydarzeń jako przykrych a ich bohaterów za ciekawe a nawet wybitne postaci, jednak zaliczane do kategorii czarnych charakterów.

    Celebrowanie bohaterów ?ery epo?, jakkolwiek nie byliby fascynujący uważam za niestosowne. Dużo ważniejsze jest wsparcie dla deklarujących jazdę fair a także tych, którzy po błędach robią coś więcej niż tylko dyskretnie milczą. Choć wygląda na to, że kolarstwo wyczynowe po raz kolejny zaczyna zjadać swój ogon, wciąż można znaleźć zawodników będących po ?jasnej stronie mocy?. I to na nich warto skupiać uwagę.

  • Pora na innych idoli?

    Pora na innych idoli?

    Gloryfikowanie sportowców odnoszących sukcesy w czasach powszechnego stosowania dopingu to zły pomysł. Wymazywanie ich z tabel podobnie, może więc pora na nazwanie po imieniu tego, co zostało po Armstrongu i Pantanim.

    Nie, nie przegapiłem rocznicy śmierci Pantaniego. Stwierdziłem, że ani nie jest ?okrągła? (?Pirat? odszedł od nas 13 lat temu), historię włoskiego kolarza mniej lub bardziej znają wszyscy a przypominanie jej co roku nieco mija się z celem.

    Dekadę po znalezieniu ciała zawodnika napisałem tekst, podsumowujący jego karierę i dramat. Choć od tego czasu sprawa jego śmierci i zaangażowania w nią mafii powróciła i wskazuje, że camorra faktycznie miała udział w złamaniu jego życia, do wyjaśnienia pozostaje zupełnie inna kwestia.

    Teoretycznie o zmarłych nie powinno mówić się źle. Pytanie tylko, czy ?prawda? to ?źle??

    Pantani jest wielbiony, traktowany jak idol, ubóstwiany nie tylko przez Włochów. Organizatorzy Giro d?Italia hołubią pamięć o nim, przypominając postać przy okazji prowadzenia etapów na Montecampione czy do sanktuarium w Oropie.

    Archiwalne wideo na youtube przypominają o spektakularnej jeździe ?Pirata?, który niczym na doładowanym elektrycznie rowerze mija i gubi kolejnych rywali. W imponującym stylu, często stając na pedałach, z zawadiacką miną i z charakterystyczną chustą na głowie faktycznie stał się ikoną.

    Do dziś Marco Pantani jest rekordzistą podjazdu na Alpe d?Huez. Nie poprawił go ani Lance Armstrong podczas indywidualnej czasówki ani przyspieszający kolarze ery ?marginal gains?.

    Pytanie brzmi, czy popisy te należy traktować jako przykład sukcesu sportowego czy wyłącznie jako dokument określonych czasów? Samego Pantaniego szanować nie za wygrane a za charyzmę i odwagę na trasach wyścigów, podobnie zresztą jak Lance?a Armstronga.

    Wielokrotnie udowodniono, że twierdzenie, jakoby w warunkach, gdy ?biorą wszyscy? i tak wygrywał najlepszy jest błędne. Bjarne Riis nazywany ?Panem 60%? od wartości hematokrytu, jaką miał osiągać dzięki kolejnym dawkom EPO pamiętany jest raczej jako postać niesławna, tymczasem Pantani, który również chętnie modyfikował swoją krew (w szpitalu po kraksie zmierzono mu 57,6%) jest bohaterem.

    Nawet, jeśli ?radośnie? dopingowali się niemal wszyscy, być może po największe zwycięstwa sięgali zawodnicy, którzy robili to najbardziej bezkompromisowo. A ci, którzy granicę już nawet nie rozsądku czy przyzwoitości, ale po prostu bezpieczeństwa grubo przekroczyli, cóż, po prostu umarli.

    Nie wiemy ile ?brał? Pantani, od kogo i w jaki sposób kupował leki czy kogo korumpował, by otrzymać na nie recepty. Wiemy natomiast, przenosząc się dziesięć lat później, że wielu dziennikarzy i fanów wyżej stawiało szalejącego na podjazdach Giro i Touru Ricardo Ricco, niż defensywnego, mozolnie szukającego sekund przewagi Cadela Evansa czy Rydera Hesjedala. Charakter i spektakl skutecznie przykrywają przykrą świadomość, że pod eksplozją mocy może kryć się niedozwolone wspomaganie.

    To Pantani doczekał się pomników, choć, powiedzmy sobie szczerze, w czasach, w których wygrywał, by to osiągnąć, poza typowymi dla sportowca przymiotami musiał, niczym Armstrong, również osiągnąć mistrzostwo w grze poza granicami nie tylko reguł sportu, ale i prawa.

    Swoje wygrał, przeszedł nawet do historii, ale cała historia zakończyła się tragicznie.

    Zdjęcie okładkowe: Hein Ciere / Wikimedia Commons CC BY 3.0

  • Mafia

    Mafia

    Za wykluczeniem Marco Pantaniego z Giro d?Italia 1999r stała neapolitańska mafia. Włoska policja wznowiła śledztwo, którego wyniki wskazują na przekupstwo, którego efektem było zmanipulowanie próbek pobranych od nazywanego ?Piratem? kolarza. Podniesiony poziom hematokrytu spowodował dyskwalifikację a ta doprowadziła do załamania kariery Pantaniego, a to z kolei prawdopodobnie do jego śmierci.

    Co ważne, tego typu wypowiedzi mają raczej charakter opinii, powinny też niewątpliwie być uwzględnione przez historyków kolarstwa, kibiców czy dziennikarzy, ale realnie nie są wiążące, ponieważ sprawa jest przedawniona.

    https://www.youtube.com/watch?v=Kll_VW-zoCY

    W skrócie sytuacja prezentuje się następująco. Marco Pantani miał za sobą wyjątkowy sezon 1998, gdy wygrał zarówno Giro d?Italia jak i Tour de France. W 1999r, z czterema etapami na koncie (m.in. po słynnym pościgu na metę do Sanktuarium Oropa) był już niemal pewny drugiego z rzędu zwycięstwa w swoim narodowym tourze.

    Tymczasem na dzień przed zakończeniem wyścigu został w atmosferze skandalu wykluczony z rywalizacji. Jedna z pobranych próbek pokazała podwyższony poziom hematokrytu: 52 w miejsce dozwolonych 50. Na najwyższym stopniu podium w Mediolanie w miejsce wykluczonego Pantiaego stanął Ivan Gotti, skądinąd znakomity góral ?epoki EPO?.

    Ponieważ w tamtych latach nie było bezpośredniego testu wykrywającego stosowanie EPO, jakąkolwiek kontrolę nad zawodnikami sprawowano właśnie mierząc ten podstawowy parametr krwi.

    Była to odpowiedź na powszechne przekraczanie granic nie tylko przyzwoitości, ale i zdrowego rozsądku. Np. Bjarne Riis, zwycięzca Tour de France 1996 nieoficjalny przydomek ?Pan 60%? nosił właśnie ze względu na radośnie podwyższoną ilość krwinek.

    Jak można dowiedzieć się ze wspomnień masażysty niesławnej ekipy Festina, po wprowadzeniu ograniczenia kolarze dość szybko zaadaptowali się do nowych warunków i regularnie kontrolowali poziom hematokrytu, by w razie kontroli trzymać się w normie.

    Owszem, przebywanie na dużej wysokości czy odwodnienie mogło wprowadzić pewne zaburzenia, ale skoro odpowiednio dawkując EPO czy stosując kroplówki rozrzedzające krew, jeszcze dekadę później, w warunkach udoskonalonych testów można było skutecznie oszukiwać, to w 1999r profesjonalista (zarówno w kwestii kolarstwa jak i dopingu), jakimi niewątpliwie był Pantani nie mógł popełnić tak prostego błędu.

    Nad oczyszczeniem imienia zmarłego kolarza cały czas pracuje jego matka. To za jej sprawą policja z miejscowości Forli ponownie zajęła się sprawą wykluczenia ?Pirata? z Giro d?Italia 1999.

    Wyniki śledztwa wskazują, że wygrana Pantaniego wiązała się ze sporą ilością nielegalnych zakładów, na których gigantyczne pieniądze miała stracić neapolitańska mafia. Przedstawiciele „rodziny” zajęli się więc laborantami, najprawdopodobniej po prostu ich przekupując, by ci zmanipulowali próbki pobrane od lidera wyścigu. Na manipulację ma wskazywać zaburzona ilość płytek krwi z próbki pobranej w Madonna di Campiglio, podczas gdy przeprowadzone kilkanaście godzin później badanie wskazuje już wyniki normalne.

    Dalsza historia Pantaniego jest znana. Kolarz czuł się skrzywdzony i oszukany, zmagał się z depresją i bezskutecznie próbował wrócić na sportowy szczyt. Przebłyski dawnej formy pokazał podczas Tour de France 2000 oraz Giro d?Italia 2003, jednak cały czas zmagał się z depresją oraz uzależnieniem od narkotyków. W walentynki 2004 został znaleziony martwy w pokoju hotelowym w Rimini, powodem śmierci prawdopodobnie było przedawkowanie kokainy. Matka kolarza uważa, że również w tej sprawie palce maczali mafiozi.

    Zaangażowanie nielegalnej organizacji przestępczej w dramat Pantaniego wiele wyjaśnia. Równocześnie nie zmniejsza winy samego kolarza. W próbkach z wygranego przez niego Tour de France 1998 znaleziono EPO. W czasie kariery (np. w 1995r) poziom hematokrytu zbliżał się u niego nawet do 60%. Choć materiał z Madonna di Campiglio został zmanipulowany i z niecałych 50% zrobiło się nagle 52% nie ulega wątpliwości, że także w tym wyścigu Pantani jechał na tym samym zestawie co jego rywale.

    Doping jako taki, zarówno wtedy jak i obecnie wiąże się z nielegalnymi praktykami. Samo oszustwo sportowe to jedno, natomiast warto w tym miejscu przypomnieć, że już samo wejście w posiadanie niedozwolonych substancji wiąże się z łamaniem prawa.

    Najlżejszym przewinieniem jest naginanie procedury ?TUE? czyli ?dozwolonego wykluczenia dla celów terapeutycznych?, gdzie zawodnik przyjmuje legalne preparaty przepisane mu przez lekarza (np. sterydy na astmę). Kolejnym krokiem jest dostęp do bardziej zaawansowanych medykamentów, EPO, hormonu wzrostu czy testosteronu, których stosowania nie da się uzasadnić kontuzją czy chorobą. Tu w grę wchodzą przekupstwa, czarny rynek i zaangażowanie nieuczciwych przedstawicieli służby zdrowia. Trzeci stopień do stosowanie preparatów, które są dopiero w fazie badań klinicznych, zatem zorganizowanie właściwej kuracji wiąże się z kolejnymi czynami niedozwolonymi.

    Dopingujący się zawodnicy w ten czy w inny sposób są więc członkami świata przestępczego, nawet, jeśli tak jak Marco Pantani noszą w sobie pierwiastek geniuszu i prawdziwego talentu, czego Włochowi odmówić nie można.

    Zdjęcie okładkowe: Marco Pantani na Alpe d’Huez w 1997r, fot. Hein Ciere, CC BY 3.0, Wikimedia Commons

  • Różowe Grand Prix Górali

    Giro d?Italia, najpiękniejszy z wielkich tourów. Zaskakujący, wymagający i malowniczy a przy tym nie przytłacza swoją wielkością jak Tour de France. Rezerwujcie popołudnia, wykupujcie playery, szukajcie streamingów, dołączajcie na twitterze. Od piątku czekają nas trzy tygodnie różowych emocji.

    W ostatnich latach wyścig dookoła Włoch zwiedza północną Europę. Od 2002r peleton startował z Belgii, Danii, dwukrotnie z Holandii, a teraz zawita do Irlandii oraz Irlandii Północnej. Belfast i Dublin przez pierwsze trzy dni będą gościły kolarzy. Drużynowa jazda na czas oraz dwa płaskie odcinki przed wejściem do samolotu i przelotem na południowy ?obcas? włoskiego buta ucieszą kibiców na Wyspach. Po transferze zmieni się klimat, drogi a widzowie staną się bardziej fanatyczni. W związku z podróżą, peleton dostanie jeden dzień wolnego więcej. Zazwyczaj w wielkich tourach kolarze odpoczywają dwa dni, tym razem będą trzy dni przerwy. Biorąc jednak pod uwagę, że ponad połowa etapów będzie zawierała mniejsze lub większe podjazdy a wraz z upływem czasu trudności będą narastały, to bardzo dobry pomysł.

    giro2014altimetria

    Regeneracja to klucz do sukcesu w Giro d?Italia 2014. Viggiano, Montecassino (etap szczególny dla Polaków), Montecipiolo, Sestola, Oropa, Montecampione, Val Martello, Valsugana, Crespano del Grappa (jazda na czas) i Motne Zoncolan to miejca, gdzie etapy kończą się podjazdem. Brzmi jak szaleństwo znane z ostatnich wydań hiszpańskiej Vuelty, ale to prawda. Giro to wyścig dla ?górali? nie bez powodu: ma upamiętniać dziesiątą rocznicę tragicznej śmierci Marco Pantaniego. Na ósmym etapie zawodnicy przejadą przez Carpagenę: ulubiony podjazd treningowy ?Pirata? a odcinek 14. zawita do Oropy, miejsca jednego z najjaśniejszych momentów w karierze włoskiego kolarza. Co ciekawe, zabraknie przełęczy Mortirolo, gdzie znajduje się pomnik Pantaniego.

     

    Dobrą wiadomością dla pracujących jest, że prawdopodobnie najciekawsze etapy zaplanowano na weekendy. Apenińskie podjazdy to sobota-niedziela 16.-17. maja, Oropa i Montecampione to kolejny weekend 24.-25. maja a finałowy podjazd wyścigu – morderczy Zoncolan to sobota, ostatni dzień miesiąca. Z kolei królewski etap ma numer 16, jest stosunkowo krótki (niespełna 140km), rozegrany zostanie we wtorek, 27. maja i poprowadzi kolarzy przez dwa podjazdy-monstra. Szosa wiodąca przez Gavię wspina się na 2618m n.p.m zaś chwile później czeka Stelvio, najwyższy punkt wyścigu 2758m n.p.m. W porównaniu z tym, meta w Val Martello na wspinająca się na ponad 2059m wydaje się być nisko!

    Trudno się spodziewać, by po takim nagromadzeniu trudności kolarz, który zwycięży w wyścigu był w stanie prezentować się dobrze w dalszej części sezonu. Tegoroczne Giro będzie więc swoistym ?grand prix górali?, jednak jeszcze bardziej prestiżowym, niż ubiegłoroczna Vuelta. Właściwie jedynym zawodnikiem, który nie jest typowym, wychudzonym wspinaczem, a który może pokusić się o dobry rezultat jest Cadel Evans. Australijczyk, zwycięzca Tour de France 2011 podejmie ostatnią próbę wygrania wielkiego Touru. Z podobnym zamysłem jedzie do Włocho Joaquim ?Purito? Rodriguez. Hiszpan, znakomicie radzący sobie na stromych podjazdach, mając do dyspozycji taką trasę musi powiedzieć jasno: jeśli nie teraz, to kiedy. Stawce doświadczonych pretendentów do różowej koszulki przeciwstwawi się spora grupa młodzieży. Nairo Quintana typowany jest na zwycięzcę po tym, co pokazał rok temu we Francji. Rigoberto Uran był już we Włoszech siódmy i drugi, naturalną koleją rzeczy jest walka o zwycięstwo. Rafał Majka będzie liderem Tinkoff-Saxo, jego startowi towarzyszą mieszane uczucia. Znamy potencjał, którym dysponuje a równocześnie nie wszyscy ten potencjał doceniają. Z pewnością i on i Przemysław Niemiec z Lampre będą walczyć o poprawę zeszłorocznych, znakomitych rezultatów (6 i 7 miejsce w klasyfikacji generalnej) oraz ?rekord Polski? w Giro d?Italia.

    Spis etapów znajdziecie np. na Wikipedii, listę startową np. na Cyclingnews, znakomitą zapowiedź po angielsku na The Inner Ring a wkrótce zapewne po polsku na Rowery.org. A ja idę wypić kawę, zjeść makaron i poczuć się jak Włoch. Trzeba poczuć klimat ;-)

  • Marco Pantani

    Marco Pantani

    Dekadę temu Marco Pantani został znaleziony martwy w pokoju hotelowym w Rimini. Przyczyna: wymieszał zbyt wiele antydepresantów z kokainą. Ostatni kolarz, który w jednym roku wygrał Giro d?Italia i Tour de France odszedł do historii.

    Teraz już wiadomo, że Pantani to przedstawiciel pokolenia sportowców, którzy chętnie nadużywali dopingu. EPO, hormon wzrostu oraz testosteron były ich codziennością. Ich, czyli kolarzy, biegaczy, narciarzy, pływaków i wielu innych. Brak lub niedoskonałe testy, łatwe do obejścia procedury, stosunkowo prosty dostęp.

    Klasyk gatunku, masażysta Festiny, Willy Voet ironicznie opisuje te czasy jako ?radosne?. Jedynym sposobem, by wpaść na dopingu było przyłapanie przez służby śledcze a nie przez kontrolerów antydopingowych. Niepowtórzony od 1998r wyczyn: dublet włoskiego Giro i francuskiego Touru Pantani osiągnął, ponieważ był lepiej zorganizowany niż kilku jego rywali. Dokładnie tak samo, jak kolejny rekordzista, nieaktualny już zwycięzca siedmiu Wielkich Pętli, Lance Armstrong.

    Pantani wygrywa w Les Deux Alpes podczas "Touru wstydu"

    Obu kolarzy metrykalnie dzielił raptem rok, ale należeli do różnych epok. Pantani zakorzeniony był w ?romantycznej? tradycji kolarstwa, Armstrong wprowadził do sportu korporacyjne standardy XXIw. Nic dziwnego, że ich drogi na poważnie skrzyżowały się tylko kilka razy, z czego najistotniejszy był rok 2000 na trasie Tour de France.

    Słynny pojedynek na Mont Ventoux obu ciążył z różnych powodów: duma Włocha została poważnie, by nie rzec śmiertelnie ugodzona, natomiast Armstrong oddał mu historyczną szansę wygrania na szczycie słynnej góry wiatrów. Pantani do końca życia rozpamiętywał rzekomy lub realny prezent podarowany mu przez Amerykanina.

    Ten zaś do końca swojej pracy jako zawodowy kolarz nie mógł minąć mety usytuowanej na Ventoux jako pierwszy. Pięć dni po wydarzeniach na stoku ?giganta Prowansji? de facto zakończyła się kariera Pantaniego. Chcąc zmusić Armstronga do błędu, Włoch zaatakował bardzo wcześnie, jednak przeliczył się z siłami i choć Lance opadł z sił, Marco zapłacił za szarżę jeszcze więcej i wycofał się z wyścigu.

    Pojedynek Pantaniego z Armstrongiem na zboczach Mont Ventoux

    W latach dziewięćdziesiątych Pantani był bohaterem. Szalonymi rajdami w górach wygrywał etapy i wyścigi. Wśród pokolenia doperów, to on był postacią najbardziej wybitną. Dwa najlepsze czasy podjazdu na Alpe d?Huez należą do niego. Lance Armstrong był w stanie poprawić jeden z tych rezultatów tylko podczas etapu jazdy indywidualnej na czas. Pantani przez kultowe serpentyny pędził w końcówkach długich etapów ze startu wspólnego. Równocześnie niezaprzeczalnym faktem jest, że robił to z hematokrytem podniesionym do wartości około 60, Armstrong swoje rekordy bił w czasach, gdy doping nadal był możliwy, ale parametry krwi kolarzy kontrolowano i ograniczano.

    Ostatnie lata kariery i życia Pantaniego to walka w sądach a nie na trasach wyścigów. Częściej niż na czele peletonu, skróty sportowych wiadomości pokazywały go w garniturze na sali rozpraw lub konferencji prasowej. Od momentu wykluczenia z Giro d?Italia 1999 ?Pirat? był na ciągłym celowniku włoskich organów ścigania: zarówno tych sportowych, chcących kary dyscyplinarnej, jak i państwowych, chcących zamknąć go w więzieniu.

    Kolejne starty w wyścigach to naloty na pokoje hotelowe, podsłuchy i śledzenie nagrań z monitoringu, byle tylko udowodnić Pantaniemu niedozwolone wspomaganie. Nawet bez konstruowania teorii spiskowych nietrudno dojść do wniosku, że Włoch musiał zajść za skórę wielu osobom i instytucjom. Nie przypominam sobie bowiem, by jakikolwiek inny sportowiec był na celowniku przez tak długi czas.

    Ostatni atak Pantaniego

    W 2003r, gdy w peletonie dominowali już kolarze, którzy potrafili działać w realiach bardziej ograniczonego wspomagania, Pantani po raz ostatni pokazał, że należy się z nim liczyć jako sportowcem. Zbudował wysoką dyspozycję i podczas Giro d?Italia był w górach zagrożeniem dla Simoniego czy Garzellego.

    Upadek w śnieżycy na jednym z finałowych etapów pogrzebał jednak jego szanse na podium. Z peletonem pożegnał się symbolicznym atakiem przy Cascada del Toce, skasowanym przez młodszych rywali. Kilka tygodni później, trawiony depresją i uzależniony od narkotyków udał się na leczenie. Gdy wydawało się, że jego stan psychiczny się poprawił i kolarz znajdzie siłę, by nie tylko jeszcze raz wrócić do sportu, ale i obronić się w sądzie, w walentynki 2004r. przedawkował farmaceutyki i odszedł z tego świata.

    fot. Hein Ciere / Wikimedia Commons CC BY 3.0