Tag: maratony

  • Dobry maraton był w tej Bukowinie

    Dobry maraton był w tej Bukowinie

    Maratony jeżdżę rzadko a jeśli już, to częściej na Słowacji niż u nas. Mimo to wybrałem się do Bukowiny Tatrzańskiej na zawody organizowane przez Lang Team. Jak było? Sprawdźcie tę garść wrażeń.

    Prawdopodobnie nie wybrałbym się do Bukowiny gdyby nie fakt, że w tym roku mój blog i ja patronujemy imprezom Lang Teamu. Pewnie wymyśliłbym parę powodów, żeby nie pojechać. A teraz wiem, że bym żałował.

    Bukowinę mam stosunkowo niedaleko, 100km od domu łapie się mniej więcej w połowę limitu, którego staram się nie przekraczać jeżdżąc na zawody rowerowe. Gdy przypomnę sobie, że parę lat temu przemierzaliśmy Polskę wzdłuż i wszerz, spędzając po dobrych kilka godzin z rowerami na dachu nie wyobrażam sobie, by teraz regularnie uczestniczyć w takich eskapadach.

    W sobotni poranek ?zakopianka? jest pusta, ale i tak wyjechaliśmy odpowiednio wcześniej, żeby zaparkować w miarę blisko miasteczka zawodów, ustawionego przy terenie ?Termy Bukovina?. Rejestrację załatwiliśmy szybko, ale przypomniałem sobie, że mając natłok obowiązków w ciągu tygodnia nie ogarnąłem tematu sektora startowego, więc mentalnie przygotowałem się na jazdę z końca stawki. Cóż, mój błąd.

    Tak czy inaczej to było ciekawe doświadczenie, choćby z punktu widzenia ?organizacyjnego?. Wygląda na to, że ekipa Lang Teamu opanowała temat startu z sektorów więcej niż dobrze: poza faktem, że de facto cały dystans pokonałem w formie indywidualnej ?czasówki? zamiast bezpośrednio ścigać się z rywalami, start z końca nie był żadnym problemem.

    Choć w maratonach ścigam się rzadko, jeśli już na jakiś się wybieram, są to zawody w górach. W Bukowinie trasa była dość nietypowa, bo wytyczona runda miała zaledwie ok. 20km, zatem na każdym z kolejnych dystansów (Mini, Medio, Grand Fondo, będące równocześnie Pucharem Polski) dokładało się jedno okrążenie. Mimo niewielkiego, jak na maraton dystansu, ?było co jechać? z powodu bardzo uczciwego przewyższenia sięgającego 800m na okrążeniu (zatem n a 40km medio miałem 1600m w pionie!). Całość składała się z na przemian asfaltowych i szutrowych podjazdów oraz terenowych, leśnych i polnych dróg prowadzących w dół. Większość wzniesień była na 5-10 minut, mimo lokalizacji typowo górskiej, trasa wyszła bardziej interwałowa. No i było stromo, więc trzeba było mieć sporo pod nogą, by kolejne ścianki pokonywać w dobrym tempie.

    Czas mijał, jechałem swoje, nie do końca tak żwawo jak bym chciał, wyprzedzając kolejnych zawodników startujących z wcześniejszych sektorów i na innych niż ja dystansach. Dojechałem, jak dojechałem i na tym można by skończyć temat, ale to mimo wszystko nie jest tekst o mnie ;), tylko o maratonie w Bukowinie.

    I wiecie co? Mógłbym być niezadowolony ze swojej jazdy, bo powinno być lepiej. Mógłbym też sarkać, że znowu muszę poświęcić kilka dobrych godzin na serwisowanie rowerów, które dostały solidny wycisk, bo trochę mżyło i leśne drogi zrobiły się momentami mocno błotniste.

    Ale z Bukowiny wróciłem zadowolony, mniej więcej tak, jak wracam zadowolony z maratonów na Słowacji. Wziąłem udział w naprawdę fajnym ?evencie?, zawodach rowerowych, które są bardzo uczciwym, dobrze przygotowanym produktem. Ok, miałem pewne rozeznanie po krakowskiej ?Skandii?, jednak tam zajmowałem się trochę czym innym i nie zwracałem uwagi na detale od strony stricte uczestnika.

    Teraz wiem, że jeśli w przyszłorocznym kalendarzu będzie maraton w Bukowinie organizowany przez Lang Team, to się na niego wybiorę, bo było warto, bo wiem, że jako uczestnik jestem tam traktowany poważnie i z szacunkiem a to ważny element całej tej zabawy.

    https://www.instagram.com/p/BGivkKBkcjg/

    Dostałem konkretną, wymagającą trasę, którą obstawiała liczna ekipa ratowników i strażaków. Od pewnego czasu zwracam uwagę na takie rzeczy, więc fakt, że oprócz paru strzałek na drzewach widzę przy trasie ludzi a do tego oznaczono odblaskową farbą co większe kamienie w lesie daje mi pewność siebie i poczucie, że ktoś o mnie pomyślał (nawet, jeśli wykrzykników jest trochę za dużo a spiker przed startem nieco na wyrost straszy karkołomnością zjazdów).

    Do tego miałem gdzie umyć rower nie czekając w kilometrowej kolejce, był dostęp do wody, do jedzenia dostałem kawałek grillowanego kurczaka a nie, jak to czasem bywa, rozgotowane kluchy a moja żona za miejsce na podium dostała naprawdę fajny zestaw giftów. Krótko mówiąc, profeska.

    Inna kwestia, dzięki której wróciłem z Bukowiny w dobrym nastroju ma charakter bardziej osobisty. Mijając na trasie kolejnych zawodników nie spodziewałem się, że tyle osób pamięta mnie jeszcze ze ?starych czasów? gdy regularnie startowałem w maratonach więc kilka miłych pogawędek albo chociaż wymienionych ?cześć? było miłym akcentem po drodze. Nie zdawałem sobie też sprawy, że aż tylu maratończyków czyta mojego bloga, więc dzięki wszystkim za doping i ciepłe słowa, w tym na najbardziej stromych podjazdach, gdzie przecież nie zawsze łatwo jest wyartykułować składne zdanie ;)

    Zdjęcie okładkowe: Szymon Gruchalski, materiały prasowe Organizatora

  • Maraton w Moim Mieście

    Maraton w Moim Mieście

    W najbliższą sobotę będę mieć maraton mtb ?pod domem?. Krakowska Skandia kontynuuje tradycję masowych imprez rowerowych w moim mieście. Zawody startujące na Błoniach były dla mnie zawsze ważnym wydarzeniem, bez względu na to, czy startowałem, kibicowałem, relacjonowałem albo po prostu wiedziałem, że się odbywają.

    Pierwszy Krakowski Maraton Rowerowy zorganizowali w 2003r entuzjaści z wydawnictwa Compass. Maratony mtb dopiero zdobywały swoją popularność a impreza rozpoczynająca się de facto w centrum metropolii była dużą sprawą, która podgrzała lokalną społeczność rowerową. Pamiętam, że jak nawiedzeni sprawdzaliśmy kolejne fragmenty trasy, przebieg rundy był żywo dyskutowany a na kilka dni przed zawodami z mapkami maratonu po szlakach jeździli niemal wszyscy, którzy wówczas czynnie interesowali się kolarstwem górskim w Krakowie.

    Kolejne lata przynosiły rekordy frekwencji, w szranki z krakowskim maratonem stawały imprezy spod Warszawy, Poznania czy Wrocławia. ?Mój Maraton? trafiał pod skrzydła kolejnych organizatorów. Sześć lat temu w Krakowie pojawił się Lang Team, który co roku, w swoim stylu zaprasza zarówno ?każdego, kto ma rower? jak i czołowych, polskich kolarzy górskich do uczestnictwa w tym wydarzeniu.

    Bywa tak, że lokalni zawodnicy związani umowami i zobowiązaniami jadą na drugi koniec kraju, gdy w ich mieście rozgrywany jest wyścig. Sam też nie zawsze startowałem w Krakowie i muszę przyznać, że zawsze wtedy miałem mieszane uczucia.

    maraton-krakowski-2003
    Kilka godzin przed moim pierwszym maratonem krakowskim. Wiosna 2003.

    Rywalizacja na ścieżkach, które zna się de facto na pamięć, na których stawiało się swoje pierwsze, rowerowe kroki, na których zdobywało się doświadczenia, szlify i odnosiło pierwsze, treningowe, sportowe czy też towarzyskie sukcesy wiąże się ze szczególnymi emocjami.

    Każdy, kto decyduje się na start chce porównać się z kolegami i rowerowymi przyjaciółmi. Przy trasie można spotkać bliskich, do miasteczka zawodów można zaprosić rodzinę, by w końcu zobaczyła, czym ten wariat/wariatka tak naprawdę się pasjonuje.

    Można też zaprosić znajomych, których poznajemy podczas maratonów w innych częściach kraju, pokazać im swoje ulubione ścieżki, zabrać na najlepszą pizzę i piwo w miejsce, gdzie barman mówi nam po imieniu.

    To wszystko powoduje, że zawody rowerowe organizowane w Moim Mieście są ważnym punktem w kalendarzu.

    W tym sezonie w krakowskim Skandia Maratonie Lang Teamu biorę udział w wyjątkowej roli. Wraz z żoną organizujemy start młodzieży niepełnosprawnej ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. Zgodnie z tradycją, trasę wcześniej objechaliśmy, bo ścieżki w Lasku Wolskim oferują więcej niż można by się spodziewać. Dla naszych podopiecznych start w imprezie, w której zazwyczaj bierze udział ok półtora tysiąca rowerzystów to coś specjalnego.

    Jeśli jesteś z Krakowa lub okolic, nie masz jeszcze planów na najbliższy weekend, to zapisz się na sobotni maraton. Albo przynajmniej przyjdź pokibicować swoim przyjaciołom.

    Zdjęcie okładkowe: materiały prasowe Organizatora, fot. Szymon Gruchalski

  • Zaproszenie na Skandia Maraton Lang Team w Krakowie

    Zaproszenie na Skandia Maraton Lang Team w Krakowie

    Jako regionalny partner medialny krakowskiego Skandia Maratonu z przyjemnością zapraszam Was na drugą tegoroczną eliminację maratonów Lang Temu. W sobotę 07.05 z krakowskich Błoń wystartują uczestnicy Skandia Maraton Lang Team oraz Pucharu Polski w Maratonach MTB.

    RODZINNA ZABAWA I PUCHAR POLSKI W KRAKOWIE

    7 maja w Krakowie odbędzie się druga edycja Skandia Maraton Lang Team 2016 ? jednego z najpopularniejszych cykli maratonów kolarskich dla amatorów i zawodowców. Na Błoniach Krakowskich będzie można bawić się z całą rodziną, sprawdzić swoją formę i kibicować najlepszym kolarzom w walce o Puchar Polski w maratonach MTB. W Krakowie odbędą się również Mistrzostwa Polski Energetyków w Maratonie Rowerowym MTB TAURON CUP.

    skandia-krakow2

    Skandia Maraton Lang Team w Krakowie to najpopularniejsza edycja w całym kalendarzu Maratonów Rowerowych Lang Team. W zawodach regularnie padają rekordy frekwencji, a przed rokiem na Błoniach Krakowskich wystartowało ponad 1800 uczestników. ?Skandia Maraton Lang Team to impreza, która w Krakowie od razu została bardzo dobrze przyjęta przez uczestników. Przypomnę, że pierwsze zawody tego cyklu zorganizowaliśmy w naszym mieście w 2011 roku.  W sobotę, 7 maja spotkamy się więc już po raz szósty.  Zawsze mamy szczęście do pogody.  Baza maratonu na Błoniach Krakowskich i atrakcyjna trasa ściągają  rzesze miłośników jazdy na rowerze.? ? mówi Krzysztof Kowal, Dyrektor Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie.

    Tradycyjnie już przygotowane zostały trzy dystanse ? Mini (24 km), Medio (64 km) i Grand Fondo (90 km). Wszyscy kolarze wystartują z Krakowskich Błoń i pojadą w kierunku Lasku Wolskiego. Po wyjeździe z lasu w okolicach Kryspinowa jadący na dystansie Mini zaczną powrót w stronę mety, a pozostali pomkną wzdłuż Lotniska Balice aż do rozpoczęcia pętli. W ramach dystansu Medio kolarze pokonają ją raz, a Grand Fondo dwa razy. Na mecie na błoniach można się spodziewać zaciętej walki, zwłaszcza na dystansie Grand Fondo, który będzie zaliczany do klasyfikacji Pucharu Polski. ?To dodaje prestiżu i znaczenia zmaganiom kolarzy. Miło popatrzeć na efekty naszej współpracy z Czesławem Langiem i jego ekipą.  Organizujemy wydarzenie sportowe na bardzo wysokim poziomie, co do tego nikt, kto choć raz wystartował w Krakowie nie ma wątpliwości.? ? dodaje Kowal. Pierwsze miejsce to 100 punktów do klasyfikacji Pucharu Polski oraz nagrody finansowe. Dodatkowo Skandia Maraton Lang Team w Krakowie będzie częścią kwalifikacji do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy. ?Zakwalifikują się do niej dwie zawodniczki i dwóch zawodników najwyżej sklasyfikowani w rankingu stworzonym na podstawie wyników uzyskanych w trzech maratonach, w tym dwóch Skandia Maraton Lang Team w Krakowie i Gdańsku.? ? tłumaczy Andrzej Piątek, Dyrektor Sportowy Polskiego Związku Kolarskiego.

    Wszyscy startujący w Skandia Maraton Lang Team walczą również o cenne nagrody rzeczowe, wśród których znajdują się kolarskie stroje Quest, zestawy produktów energetycznych Vitarade, akcesoria i osprzęt rowerowy Shimano, zegarki Festina, opony CST, bagażniki rowerowe Thule i kolarskie nagrody od Harfa Harryson. Podczas wszystkich edycji rozgrywana jest także Premia Shimano z dodatkowymi nagrodami.

    Plakat Skandia Maraton Lang Team Kraków 2016
    Plakat Skandia Maraton Lang Team Kraków 2016

    Ale Skandia Maraton Lang Team to nie tylko sportowa rywalizacja, to również wspaniały piknik, na którym świetnie się bawią całe rodziny. Z myślą o najmłodszych przygotowana została Parada Rodzinna ? krótka, ośmiokilometrowa runda wokół błoń, którą maluchy mogą pokonać samemu lub w asyście rodziców. Niezapomniane wrażenia ? gwarantowane. A po rowerowej przejażdżce można odpocząć w miasteczku wyścigu, w którym atrakcji na pewno nie zabraknie. Pojawi się oczywiście specjalna strefa Pozytywnych Obrotów, w której będzie można wykręcić kilometry na trenażerze, a następnie „przekazać je” wybranej szkole podstawowej. Placówka w danym regonie, która zbierze najwięcej głosów otrzyma nagrodę specjalną ? szkolenie z bezpieczeństwa prowadzone przez Dorotę? Stalińską? z fundacji Nadzieja. Wszystkie szkoły biorące udział w akcji  otrzymają natomiast pakiety bezpieczeństwa (zestaw odblasków i materiały edukacyjne) dla młodych rowerzystów i pieszych.

    Do udziału w zawodach można się zapisywać przez internet na stronie www.skandiamaraton.pl oraz www.maratonylangteam.pl do środy 4 maja. Zgłoszeń można będzie również dokonywać w Biurze Zawodów w miasteczku wyścigu dzień przed i w dniu zawodów.

    Zdjęcia: Szymon Gruchalski, materiały prasowe Organizatora

  • Dekada wystarczy, by zmienić krajobraz

    Dekada wystarczy, by zmienić krajobraz

    Gdy Czesław Lang uruchomił w 2007r swoją serię maratonów sponsorowanych przez Skandię, byłem niemal pewny, że ten fakt wyraźnie wpłynie na naszą scenę mtb. W międzyczasie ja de facto przestałem jeździć w zawodach długodystansowych za to masowe imprezy Langa rozpoczynają swój dziesiąty sezon.

    Choć tę dekadę temu redagowałem wiele informacji prasowych a w bikeWorld.pl przetwarzałem wiele podobnych materiałów, szczerze wierzyłem, nie tylko zresztą ja, że Lang ze swoją ekipą to będzie prawdziwy ?game changer?.

    Wówczas synonimem prawdziwego ścigania na rowerach górskich było Grand Prix MTB, pod kolejnymi nazwami sponsorów tytularnych (Żywca, Skody, na koniec BPH). To dzięki tym imprezom kadra narodowa zdobywała gros punktów UCI, a co za tym idzie było jej łatwiej na zawodach zagranicznych.

    Początkowo Maratony połączono we wspólne weekendy z wyścigami XCO, splendor gwiazd: Mai Włoszczowskiej, Marka Galińskiego, mocnych Rosjan, Ukraińców czy Czechów spływał na wybierających Skandię amatorów. Chodzież, Szczawno Zdrój czy Jelenia Góra oferowały bardzo fajne warunki do ścigania i tamtejsze eliminacje wspominam naprawdę dobrze.

    Rodzima scena maratonowa cały czas ewoluuje, jedne imprezy pojawiają się, inne znikają, jeszcze inne zmieniają swój charakter. Zawody organizowane przez Lang Team budzą sporo kontrowersji, ponieważ łączą dwa, zupełnie odrębne światy. Z jednej strony to próba realizacji misji ?kolarstwa dla wszystkich?, rekreacyjnych imprez kierowanych do całych rodzin i rowerzystów, którzy nigdy wcześniej nie brali udział w tego typu wydarzeniu. Z drugiej to obecność sportowców wyczynowych, którzy ścigają się przed (de facto nieobecnymi na innych zawodach) kamerami telewizji o nagrody wymiernej wartości.

    Warto podkreślić, że w ramach ?Skandii? przez cztery lata organizowany był Puchar Polski w maratonie mtb z pulą nagród, o ile dobrze pamiętam ok. 50tys zł w każdym z sezonów i to w formie o wiele bardziej przystępnej niż plecaki, druciane opony lub lampki. Do wzięcia była po prostu gotówka, wystarczyło ?tylko? szybko jeździć na rowerze.

    Z perspektywy, której nabrałem będąc poza głównym nurtem, ekhm, dyskursu nad kondycją polskich maratonów widzę jedno. Jeśli zawody nie mają oficjalnej kategorii UCI czy choćby PZKol, bez względu na to, czy mają 3000m przewyższenia po błocie w środku gór, czy są masowym wydarzeniem rowerowym na obrzeżach jednej z aglomeracji, ich ranga jest stricte umowna i zależy od subiektywnej oceny uczestników. Drugim, wymiernym argumentem jest zaangażowanie mediów a Lang Team zawsze ma ze sobą telewizję, dzięki czemu o jego imprezach wiedzą nie tylko uczestnicy.

    W tym roku zostałem zaproszony do grona partnerów medialnych maratonów Lang Teamu. To miłe, jestem jedynym blogerem w tym zestawie. Zapewne więc będę Wam przypominał o kolejnych, nadchodzących imprezach, zarówno mtb jak i szosowych.

    Z mojego punktu widzenia ciekawie zapowiadają się dwie kwestie. Pierwsza z nich to kolejne marki, jakimi operuje organizator w sezonie 2016. Całość nazywa się: Maratony Rowerowe Lang Team. W ramach tej serii wydzielono Skandia Maraton Lang Team a eliminacja w Bukowinie Tatrzańskiej ma swojego sponsora tytularnego: BUKOVINA Lang Team Maraton MTB. Do tego dochodzą zawody dla szosowców-amatorów, czyli Lang Team Race, z których dwa tworzą wspólne weekendy z maratonami mtb. Znalezienie spójnej komunikacji dla wszystkich tych imprez to z pewnością spore wyzwanie.

    Oprócz tego najbardziej wymagające z maratonów mtb (te, wobec których nie ma wątpliwości co do ich charakteru): w Krakowie i Gdańsku (obie Skandia Maraton Lang Team) oraz Bukowinie Tatrzańskiej (BUKOVINA Lang Team Maraton MTB) zaliczane będą do Pucharu Polski w Maratonie MTB. Ponieważ mimo wszystko wierzę w celowość zorganizowanego i zinstytucjonalizowanego sportu wyczynowego, to właśnie tym eliminacjom będę przyglądał się najbardziej.

    Sam planuję pojawić się dwa razy na Maratonach Lang Teamu. W Krakowie pojadę jako opiekun młodzieży niepełnosprawnej na Mini (więc proszę mi tu nie pisać, że ?mini to nie maraton?) a o tym, jak wygląda ściganie na maratonie w Polsce postaram się sobie przypomnieć w Bukowinie, na którymś z właściwych dystansów. Dwie imprezy w niedalekiej odległości od domu to w sam raz, w końcu regionalny patron, to regionalny patron ;).

    Maratony Rowerowe Lang Team_layout edycje 2016

    Poniżej znajdziecie oficjalną notkę prasową i terminarz Maratonów Rowerowych Lang Team:

    ROWEROWA PRZYGODA Z ATRAKCJAMI DLA KAŻDEGO

    16 kwietnia w warszawskim Wilanowie rozpocznie się tegoroczny cykl Maratonów Rowerowych Lang Team. W sumie odbędzie się siedem maratonów, w tym cztery edycje Skandia Maraton Lang Team. Zawody w Krakowie, Gdańsku i BUKOVINIE zostaną włączone do klasyfikacji Pucharu Polski i będą elementem kwalifikacji do reprezentacji Polski na imprezy rangi mistrzowskiej. W uroczystej prezentacji wzięli udział Czesław Lang, Dyrektor Generalny Lang Team, Paweł Ziemba, Prezes Zarządu Skandia Życie TU oraz Dorota Stalińska z fundacji Nadzieja. Prezentację poprowadził spiker Tour de Pologne Dariusz Maląg.

    W tym roku cykl siedmiu maratonów dla amatorów i zawodowców organizowany jest pod nazwą Maratony Rowerowe Lang Team. W ramach cyklu zostaną rozegrane cztery wyścigi Skandia Maraton Lang Team, a także BUKOVINA Lang Team Maraton, Krokowa Lang Team Maraton i Kwidzyn Lang Team Maraton. Idea wszystkich zawodów jest niezmienna od samego początku, czyli od 2007 roku ? promocja kolarstwa i jazdy na rowerze, propagowanie zdrowego trybu życia i aktywnego wypoczynku oraz promocja najpiękniejszych miejsc naszego kraju. W maratonach wystartować może każdy, niezależnie od wieku i umiejętności ? wystarczy mieć rower i kask. Dla wszystkich przygotowane zostały trzy dystanse (Mini, Medio i Grand Fondo), a najmłodsi mogą spróbować sił na Paradzie Rodzinnej ? niedługiej rundzie, którą mogą pokonać sami lub w asyście rodziców. W ubiegłym roku we wszystkich edycjach na starcie stanęło w sumie ponad osiem tysięcy uczestników, co było rekordowym osiągnięciem. ?Bardzo się cieszę z rosnącej popularności kolarstwa. Według badań to właśnie jazda na rowerze jest główną formą aktywnego wypoczynku Polaków. Jestem dumny, że wielu z nich startuje w naszych imprezach, to ogromny powód do satysfakcji. A także dowód na to, że coraz więcej Polaków zaczyna realizować swoje pasje, dbać o zdrowy styl życia i uprawiać sport.? ? mówi Dyrektor Generalny Lang Team Czesław Lang.

    Pierwsza edycja Skandia Maraton Lang Team odbędzie się 16 kwietnia w warszawskim Wilanowie. Ciekawa, nadwiślańska trasa powinna być znakomitą inauguracją sezonu. Kolejne zawody odbędą się w Krakowie, gdzie w ubiegłym roku na starcie pojawiło się około 1800 zawodników. Niezwykle atrakcyjnie zapowiada się maraton w Gdańsku, bo kolarze walczą tam na bardzo wymagającej trasie w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Prawdziwym wyzwaniem nawet dla najbardziej doświadczonych zawodników powinien być BUKOVINA Lang Team Maraton, wyścig w wysokich górach, dobrze znanych uczestnikom Tour de Pologne Amatorów. W lipcu zapraszamy nad morze na wakacyjną edycję Krokowa Lang Team Maraton. Wrzesień to finałowa edycja Skandia Maraton Lang Team w zielonej Dąbrowie Górniczej, a w październiku odbędzie się kończący cały cykl Kwidzyn Maraton Lang Team. ?Skandia Maraton Lang Team to nie tylko wyścigi rowerowe, ale przede wszystkim impreza sportowa na najwyższym poziomie ? stanowiąca rozrywkę, a przede wszystkim promująca aktywny styl życia. Bardzo się cieszę, że Skandia Życie TU po raz kolejny może być współorganizatorem tej wspaniałej imprezy. Trzymamy kciuki za uczestników wyścigu, którzy, jestem pewien, i w tym roku dostarczą nam prawdziwych sportowych emocji.? ? powiedział Paweł Ziemba, Prezes Zarządu Skandia Życie TU.

    Do udziału w zawodach można się zapisywać przez internet na stronie www.skandiamaraton.pl oraz www.maratonylangteam.pl. Zgłoszeń można również dokonywać w Biurze Zawodów w miasteczku wyścigu. Wśród nagród dla najlepszych zawodników są kolarskie stroje Quest, zestawy produktów energetycznych Vitarade, akcesoria i osprzęt rowerowy Shimano, zegarki Festina, opony CST, bagażniki rowerowe Thule i kolarskie nagrody od Harfa Harryson. Podczas wszystkich edycji będzie także rozgrywana Premia Shimano z dodatkowymi nagrodami.
    Trzy z tegorocznych edycji Maratonów Rowerowych Lang Team ? w Krakowie, Gdańsku i BUKOVINIE ? będą zaliczane do klasyfikacji generalnej Pucharu Polski w maratonach MTB. Dodatkowo maratony w Krakowie i Gdańsku będą częścią kwalifikacji do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy. Jak tłumaczył Andrzej Piątek, Dyrektor Sportowy Polskiego Związku Kolarskiego do reprezentacji zakwalifikują się dwie zawodniczki i dwóch zawodników najwyżej sklasyfikowani w rankingu stworzonym na podstawie wyników uzyskanych w trzech maratonach, w tym dwóch Skandia Maraton Lang Team w Krakowie i Gdańsku. Natomiast BUKOVINA Lang Team Maraton będzie stanowił podstawę do zakwalifikowania się do reprezentacji Polski na mistrzostwa świata w maratonie MTB.

    Ten sezon Skandia Maraton Lang Team to także kolejna edycja akcji Pozytywne Obroty, która bezpośrednio łączy się z zaangażowaniem Skandii Życie TU S.A. we wspieranie kultury rowerowej w Polsce. W ramach hasła „Nakręć się z nami na bezpieczeństwo” zostaną zrealizowane liczne działania mające na celu promocję odpowiedzialnego zachowania na drodze. W utworzonych podczas SMLT specjalnych strefach Pozytywnych Obrotów, będzie można wykręcić kilometry na trenażerze, a następnie „przekazać je” wybranej szkole podstawowej. Placówka w danym regonie, która zbierze najwięcej głosów otrzyma nagrodę specjalną ? szkolenie z bezpieczeństwa prowadzone przez Dorotę? Stalińską? z fundacji Nadzieja. Wszystkie szkoły biorące udział w akcji otrzymają natomiast pakiety bezpieczeństwa (zestaw odblasków i materiały edukacyjne) dla młodych rowerzystów i pieszych. ?Bardzo cieszę się, że po raz kolejny możemy nawiązać współpracę przy akcji Pozytywne Obroty. Dzięki niej jesteśmy w stanie szerzyć wiedzę na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego wśród najmłodszych. Dodatkowo, w ramach projektu, otrzymują oni od nas także pakiet odblasków – zwiększających ich widoczność.? ? mówi Dorota Stalińska. Akcję można wesprzeć także przez aplikację Endomondo. Do Pozytywnych Obrotów przyłączają się również uczestnicy SMLT ścigający się na trasie. Liczba „wykręconych” przez nich kilometrów zostanie przeliczona na wsparcie ogo?lne fundacji Nadzieja.

    KALENDARIUM Maratonów Rowerowych Lang Team 2016:
    16.04 Skandia Maraton Lang Team Warszawa Wilanów
    07.05 Skandia Maraton Lang Team Kraków
    21.05 Skandia Maraton Lang Team Gdańsk
    11.06 BUKOVINA Lang Team Maraton MTB
    30.07 Krokowa Lang Team Maraton MTB
    17.09 Skandia Maraton Lang Team Dąbrowa Górnicza
    01.10 Kwidzyn Lang Team Maraton MTB

    Zdjęcie okładkowe: materiały prasowe Organizatora, Szymon Gruchalski

  • Jak bardzo popularne mogą być maratony?

    Jak bardzo popularne mogą być maratony?

    Oburzony uczestnik krakowskiego Skandia Maratonu napisał do gazety. Według niego trasa była zbyt trudna. Cóż, taka cena rosnącej popularności zawodów kolarskich.

    Mam coraz większy problem z maratonami mtb. Masowy charakter tych imprez w połączeniu z brakiem realnej hierarchii powodują, że zupełnie nie wiem, jak je traktować.

    Owszem, reaktywowaliśmy Puchar Polski, jedyne, oprócz mistrzostw kraju zawody, które przynajmniej na papierze mają jakiś prestiż. Kilkunastu zawodników, rywalizujących o punkty i nagrody finansowe to faktycznie czołówka. Równocześnie rzut oka na wyniki pozwala zauważyć, że sama licencja oraz deklaracja uczestnictwa w Pucharze nie decyduje o poziomie sportowym zawodnika. Tak czy inaczej przynajmniej wiadomo, jaki jest cel przyświeca uczestnikom.

    Z drugiej strony mamy dziesiątki imprez, które różnią się od siebie charakterem trasy, frekwencją, nagrodami, promocją, obecnością w oficjalnym kalendarzu Polskiego Związku Kolarskiego itd. Realnie jednak nie różnią się od siebie niczym.

    Również sam nie do końca jestem w stanie określić, na jakich zasadach biorę udział w takich wydarzeniach. Skoro nie równam się zawodnikom ścisłej czołówki, fakt, czy zajmę 9, 17, 22 czy 34 miejsce ma znaczenie drugorzędne, na co wskazuje strata do zwycięzcy. W związku z tym uczestnictwo w maratonie ma charakter wyłącznie hobbystyczny.

    Mimo wszystko mam pewne doświadczenie w sporcie wyczynowym, zawodów kolarstwa górskiego przejechałem multum. Zatem moje wyobrażenie, zarówno jako pasjonata i praktyka, o sensownie przeprowadzonym wyścigu mtb jest całkiem uzasadnione.

    W krakowskiej Skandii nie wystartowałem. Wybrałem bardziej kameralną imprezę na Słowacji, rozważałem również propozycję Cyklokarpat w Kluszkowcach. O swoich motywach napisałem tutaj.

    Jedno z najtrudniejszych miejsc na krakowskim Skandia Maratonie.

    Ścieżki, którymi Lang Team poprowadził swoją trasę znam na pamięć, jeżdżę nimi od ponad 20 lat. Mogę więc śmiało stwierdzić, że runda każdego z dystansów była całkiem uczciwa jak na maraton rozgrywany na obrzeżach milionowej aglomeracji. Było się gdzie zmęczyć, pojawiały się elementy wymagające umiejętności technicznych, w przeciwieństwie do lat ubiegłych ograniczono odcinki asfaltowe. Krakowska Skandia 2015 była więc najtrudniejszym maratonem w tym mieście od dobrych kilku lat, co nie zmienia faktu, że była dość typową trasą terenową.

    Tyle tylko, że na tę ?typową trasę terenową? zostało zaproszonych wiele osób, dla których nawet popularne ścieżki w uczęszczanej przez krakowskich rowerzystów miejscówce, jaką jest Lasek Wolski, okazały się nowością i sporym wyzwaniem.

    Cóż, Michał Kwiatkowski, Rafał Majka, Maja Włoszczowska coraz częściej goszczą w mediach, rowery rodzimych marek reklamowane są w telewizji, Czesław Lang (i nie tylko on) zachęca, by każdy kto ma ?dwa kółka? przyjechał i wziął udział. W Krakowie pojawiło się więc 1800 rowerzystów. W miniony weekend w Wałbrzychu, zatem dalej od metropolii i i w teoretycznie trudniejszym terenie, trasę Bikemaratonu pokonało 1300 osób.

    Dochodzimy więc do granicy popularności, która powoduje, że tak jak w maratonach biegowych, dla wielu osób sukcesem faktycznie staje się osiągnięcie mety. Tam wśród tysięcy uczestników spora część dostaje medal nie biegnąc nawet ? dystansu, uprawiając raczej rodzaj wycieczkowego marszobiegu. Tak samo jest i będzie jeszcze bardziej z rowerzystami.

    Jedyny problem, to sprawa bezpieczeństwa. Wycieńczony biegacz co najwyżej siądzie na ławce i okryją go folią NRC. Rowerzysta może wpaść na drzewo lub swojego kolegę, doznać lub spowodować poważne obrażenia. Faktycznie oznaczenie i zabezpieczenie tras maratonów mtb kuleje od lat i opiera się w dużej mierze na czujności i rozsądku startujących. Jeśli coś trzeba poprawiać, to właśnie ten element.

    Na zdjęciu okładkowym zawodnicy Skandia Maratonu 2014

    Wspomnianą we wstępie skargę uczestnika maratonu linkowałem w dzisiejszym loverove, możecie ją znaleźć tutaj.

  • #Nikogo

    #Nikogo

    Obrazek sprzed dwóch tygodni. Maraton ogólnopolskiej serii, meta ustyuowana w popularnym miejscu turytycznym. Kolejni kolarze przejeżdżają przez dmuchaną bramę. Cisza, wiatr hula między balonami i banerami. Spacerowicze plączą się w rozwieszonych taśmach.

    Nie będę dramatyzował, to nie jest żadna trauma, choć poczucie obcowania z jakimś alternatywnym uniwersum pozostaje. Nie będę też porównywał zawodów MTB w Polsce do Tour de France. Tłumy przy szosach w Yorkshire to temat na inny tekst, choć być może znajdzie się jakiś wspólny mianownik. Jeśli w szczerym polu staje milion ludzi tylko po to, by uczestniczyć w przejeździe kolumny wyścigu, trudno zrozumieć, dlaczego kolarstwo ma problem ze znalezieniem sponsorów.

    Wywiady, telewizja, prawie jak na Tourze ;)
    W Myślenicach, bo o tym konkretnym wydarzeniu piszę, tłumów nie było. Ba, nie było nikogo. Aby nie pozostawić wątpliwości: nie pastwię się nad Bike Maratonem, podobna sytuacja jest w zasadzie wszędzie. Z pewnością można znaleźć wyjątki, które potwierdzą regułę, ale poza imprezami Lang Teamu współpracującego z większością mediów w kraju, oglądać wyścigi kolarskie przychodzi ?pies z kulawą nogą?.
    Na XC przynajmniej w strefie bufetu ktoś stoi przy trasie
    Wspomniany Lang Team z resztą też nie wypada zbyt dobrze. Jeśli w miasteczku zawodów pojawia się ktoś niezwiązany z branżą rowerową, to raczej na skutek masowej reklamy. Przy niezerowym współczynniku konwersji, zachęcony przez bilboardy czy telewizję jakiś odsetek i tak w końcu przyjdzie. Zawody rowerowe, poza ofertą dla pasjonatów, rzadko kiedy oferują coś więcej osobom postronnym lub choćby przysłowiowym ?krewnym i znajomym królika?, którzy jakimś cudem przyjechali z zawodnikiem, by zobaczyć, o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Syn, córka, mąż, chłopak - zawodnik znikają na kilka godzin w lesie a ojciec, żona, dziewczyna przeraźliwie się nudzą. Jeśli byliby Słowakami lub Czechami, zapewne wzięliby drewniane terkotki, poszli do lasu i dopingowali każdego kolarza. Na to trzeba poczekać albo i nie. Preferencje dotyczące sposobów spędzania wolnego czasu zmieniają się, ale niekoniecznie w tę stronę.
    Dzisiejszy wyczyn gazeta.pl
    Mam wrażenie, że problem leży nie w promocji lub jej braku, jak również nie w teoretycznym skapcanieniu społeczeństwa (biorąc pod uwagę karierę, jaką robi bieganie, to jeden z mitów). Nie obwiniałbym też mediów oraz ulubionego chłopca do bicia kolarskich fanów, czyli piłkarzy (choć dzisiejszy wyczyn gazeta.pl daje do myślenia).
    Finał Tour de Pologne 2013 w Wieliczce. W tle lokalna publiczność.
    Nasze imprezy są bardzo egocentryczne. Nastawione na uczestników a ci nastawieni są głównie na siebie. Jeśli zawody są w szczerym polu, to nawet świetna trasa i obecność kadry kraju nie zapewni widowni (chyba, że jesteśmy w Czechach). Jeżeli zawodnicy wjeżdżając na metę nie są odpowiednio anonsowani a spiker wymienia nikomu nieznane nazwiska, to przechodzień czy turysta, nawet na w zdrojowym parku w środku wakacji nie zatrzyma się przy mecie, bo nie będzie wiedział o co chodzi. A jeżeli w miasteczku zawodów będą same stosika z bike-porn sprzętem, jedyny efekt, jaki uzyskamy to konieczność odpowiadania na pytania ?ile kosztuje ten rower i czemu tak drogo skoro ja kupiłem w tesco za dwie stówki?. Wreszcie, jeśli gros uczestników wkrótce po przyjeździe na metę pakuje się i wraca do domu, bo i nie ma po co dłużej siedzieć, trudno, by zainteresowanie zawodami wyrażali laicy. Ściągnięcie i zatrzymanie potencjalnych kibiców to spora sztuka. Z tegorocznych obserwacji wynika, że również i w tej kwestii musimy się sporo uczyć od południowych sąsiadów.

  • Nie przegap w ten weekend – walka o róż

    Nie przegap w ten weekend – walka o róż

    Trzy tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Do końca Giro d?Italia zostały dwa decydujące etapy i niedzielna runda honorowa w Trieście. Przy emocjach związanych z walką Rafała Majki o podium wielkiego touru bledną inne zaplanowane na weekend atrakcje.

    #Giro

    Monte Grappa to góra trudna do podjechania sama w sobie. Jako trzeci od końca etap wielkiego touru, do tego w formie jazdy indywidualnej na czas, może spowodować niemałe spustoszenie w nogach kolarzy. Ponad godzinny wysiłek na dwudziestosiedmiokilometrowej próbie, podczas której aż 20 kilometrów to czysta wspinaczka. Nairo Quintana powinien być bezpieczny na pozycji lidera, jeśli tylko nie pojedzie, jak na swoje możliwości, bardzo źle. Podobną sytuację ma Rigoberto Uran na drugim miejscu. Za to Pierre Rolland, Fabio Aru, Rarfał Majka, Domenico Pozzovivo, Ryder Hesjedal i Wilco Kelderman muszą wznieść się na absolutne wyżyny swoich możliwości. Trzeciego obecnie Rollanda dzieli od ósmego Keldermana raptem minuta i osiem sekund. Każdy z nich może stanąć na podium, rywalizacja będzie więc bardzo zacięta. Co ciekawe, z drugiej strony trudno wyobrazić sobie, by z pierwszej dziesiątki wypadli tracący siły Cadel Evans czy Robert Kiserlovski. Kolejny kolarz, do zajmującego dziesiąte miejsce Chorwata traci prawie siedem i pół minuty!

    Możliwy jest oczywiście dobry rezulat któregoś z zawodników zajmujących dalsze miejsce w klasyfikacji generalnej, ale największe emocje zaczną się około 15.30 Harmonogram startów czołówki: 15:44 Robert Kiserlowski (Trek) 15:47 Cadel Evans (BMC) 15:50 Wilco Kelderman (Belkin) 15:53 Ryder Hesjedal (Garmin Sharp) 15:56 Domenico Pozzovivo (Ag2r) 15:59 Rafał Majka (Tinkoff Saxo) 16:02 Fabio Aru (Astana) 16:05 Pierre Rolland (Europecar) 16:08 Rigoberto Uran (Omega Pharma Quick Step) 16:11 Nairo Quintana (Movistar) Według wyliczeń The Inner Ring, by osiągnąć metę w czasie 1h3?, zwycięzca będzie musiał pokonać płaski odcinek dojazdowy z prędkością 48km/h, zaś wspinać się na wysokość 1712m n.p.m. z średnią prędkością podjeżdżania (VAM) około 1700. Zatem na granicy ludzkich, legalnych możliwości. Szybsze czasy, cóż, będą podejrzane. [caption id="attachment_3429" align="aligncenter" width="450"]Widok z Monte Grappa, fot Sachitha Obeysekara, flickr CC BY 2.0 Widok z Monte Grappa, fot Sachitha Obeysekara, flickr CC BY 2.0[/caption] Jakby tego było mało, dzisiejsza czasówka nie rozstrzygnie o wszystkim. Jutro bowiem na kolarzy czeka jeszcze jeden, morderczy test. Monte Zoncolan to dziesięciokilometrowa ściana o średnim nastromieniu prawie 12% i maksymalnym sięgającycm 22%. Trudno spodziewać się tam spektakularnych ataków. To ostatni dzień wyścigu, oczekiwana jest raczej selekcja do tyłu. Z pewnością zwycięstwo etapowe to piękny skalp w kolekcji każdego górala, podobnie jak hiszpańskie Alto el Angliru, podobna ?góra-kat?. Różnice między pierwszym a dziesiątym kolarzem na takich etapach często sięgają dwóch minut. Losy podium zdecydują się więc właśnie tam a stanie na nim ten, kto zachował najwięcej sił po trzech tygodniach jeżdżenia po górach. [caption id="attachment_3428" align="aligncenter" width="450"]Triest, fot. Davide Oliva flickr CC BY 2.0 Triest, fot. Davide Oliva flickr CC BY 2.0[/caption] W niedzielę wspomniana runda honorowa na ulicach Triestu. Wyścig dookoła Włoch zazwyczaj kończy się w Mediolanie, jednak ostatnio ta tradycja jest przełamywana. Rok temu peleton finiszował w Brescii, tym razem zawita do słynnego portu nad Adriatykiem. Na początku będą zdjęcia i kieliszek lokalnego wina musującego, na końcu popis sprinterów. Finisz ostatniego etapu wielkiego touru jest zawsze szczególnie prestiżowy, włoscy kolarze będą mieli szansę odegrania się na Nacerze Bouhannim.

    Puchar Świata MTB

    Albstadt na niemieckiej Jurze to kolejny przystanek na szlaku karawany przewożącej Puchar Świata cross country. Tak jak ostatnio na weekend złożą się wyścigi sprinterskie oraz xc w formacie olimpijskim. Marek Konwa błysnął tydzień temu w Novym Mescie w Eliminatorze. Piąte miejsce to zacny rezultat, zatem z tym większym zainteresowaniem spojrzymy na jego jazdę w Niemczech. Z kolei Maja Włoszczowska ostatnio jest jakby w nieco gorszej dyspozycji, ale sezon jest długi i ciągle ma szansę na dobre miejsce w klasyfikacji generalnej całego cyklu. Fascynująco zapowiada się niedzielne xc mężczyzn. Po zaciekłej rywalizacji sporej grupy zawodników w Novym Mescie możemy i tym razem spodziewać się fajerwerków. Poza wspomnianymi Konwą i Włoszczowską, do Albstadt, tak jak do Novego Mesta, wybrała się spora grupa kolarzy z polskich grup zawodowych i klubów. Trzymamy kciuki za dobre wyniki i pozytywne doświadczenia!

    A co w kraju?

    Skandia Maraton w Krakowie inauguruje tegoroczny Puchar Polski w maratonach mtb. Trasa nie jest mordercza, ale też i nie jest łatwa.Wykorzystuje znane ścieżki, które, zwłaszcza w obecnych warunkach atmosferycznych zmuszą, nawet dobrych zawodników, do sporego wysiłku. Ciekawi mnie frekwencja, zarówno kolarzy licencjonowanych (część krajowej czołówki ścigać się będzie na pucharze świata xc) jak i amatorów. Tydzień temu mieszkańcy miasta w referendum opowiedzieli się przeciwko Igrzyskom Olimpijskim a za ścieżkami rowerowymi. Do tego Lang Team dobrze czuje się w Krakowie od kilku lat organizując tu finał Tour de Pologne. Jak taki klimat wpłynie na chęć aktywnego uczestnictwa w imprezie kolarskiej? Ci, którzy nie chcą jechać maratonu (czyli np. ja ;) ) dzień później, ?rzut beretem?, czyli 20km od krakowskich Błoń mogą wystartować w inauguracji Pucharu Szlaku Solnego w pobliskich Golkowicach (przedmieścia Krakowa, tuż obok Wieliczki). To znana seria wymagających wyścigów XC, na których doświadczenie zdobywało wielu zawodników i zawodniczek z obecnej czołówki kraju. Zdjęcie okładkowe: Szosa na Monte Zoncolan, fot. Serafino Centenaro flickr CC BY 2.0

  • Jak to robią Słowacy #2 – Mistrzostwa Słowacji w Maratonie

    Jak to robią Słowacy #2 – Mistrzostwa Słowacji w Maratonie

    Mając w pamięci dobre doświadczenia z zeszłego roku, postanowiłem kontynuować eksplorację słowackich zawodów MTB. Tym razem wybór padł na Skoda FC Mararton w miejscowości Dolná Mariková. Były to równocześnie mistrzostwa Słowacji XCM.

    Motywacja

    Nie samym XC człowiek żyje. Choć po powrocie na rower startuję głównie w cross country, do maratonów nadal mam spory sentyment. To inny rodzaj jazdy a przy tym możliwość, w wyścigowym tempie, poznania większej ilości ciekawych szlaków. Poszukując zawodów do kalendarza, zwróciłem oczy na Słowację z kilku powodów. Mam blisko – przynajmniej kilka razy w roku mogę wystartować w odległości maksymalnie 200km od domu. Koszty uczestnictwa (wpisowe) są porównywalne z Polską a do tego większość imprez rozgrywa się w górach. O maratonie organizowanym przez FC Team słyszałem od znajomych, jako o wydarzeniu wartym sprawdzenia. Pozostało tylko zapłacić, wsiąść w auto i samemu doświadczyć.

    Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-006

    Trasa

    Dolná Mariková leży mniej więcej w połowie drogi między Żyliną a Trenczynem, czyli niedaleko od przejść granicznych w Zwardoniu czy Jasnowicach. A właściwie ich pozostałości, Schengen ułatwia wyjazdy na zagraniczne zawody, o czym warto pamiętać choćby przy okazji zbliżających się Eurowyborów. Okolica jest ładna, ale miejscowość otaczają raczej wzgórza niż góry. Maratończycy mogą wybierać między trzema dystansami: 20, 40 i 62km, z przewyższeniami odpowiednio około: 350, 950 i 1600m. W sumie żaden hardcore, ale też nie płasko. Co jest jednak bardziej istotne, spora część każdej z rund (trasa ma układ ?koniczyny?, tylko krótkie odcinki są powtarzane) prowadzi leśnymi singletrackami pełnymi korzeni. Tym razem pogoda się udała, było ciepło, ale w tygodniu poprzedzającym 17.05.2014 sporo padało. Ścieżki stały się więc bardzo śliskie i błotniste. Ilość asfaltu na trasie była ograniczona do minimum, w zasadzie po twardym jechaliśmy tylko wyjeżdżając i wracając do miejscowości.

    Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-004

    Mistrzostwa

    Gdy u nas sezon dopiero się rozkręca, Słowacy swoje mistrzostwa kraju rozgrywają dość wcześnie. W połowie maja wszyscy są już w formie, ale jeszcze nie zmęczeni. Czołówka naszych sąsiadów z południa jest mocna i szeroka, choć nazwiska nie są tak dobrze znane jak choćby Czechów. Martin Haring, Michal Lami czy Milan Barenyi to uznani zawodnicy ze sporym doświadczeniem międzynarodowym. Lami to 29. zawodnik rankingu UCI, dla porównania Marek Konwa w najnowszym zestawieniu zajmuje 39. miejsce. Słowaczki na tle Polek wypadają dużo gorzej, ale o to nie trudno, nasze MTB od wielu lat stoi wynikami kobiet. W mistrzostwach wystartował również Karel Hartl, znany również z tras polskich maratonów Czech. O medale zawodnicy walczyli na najdłuższym dystansie 64km (realnie było odrobinę mniej). Zwycięzca, Martin Haring, potrzebował na pokonanie trasy 2h55?. Pełne wyniki znajdziecie tu. Najszybsza wśród kobiet, Michaela Malarikova (najwyżej sklasyfikowana w rankingu UCI Słowaczka) jechała 3h50?. Dla ortodoksów same cyfry mogą wyglądać słabo, ale jak się okazuje nie trzeba zakatować zawodników na śmierć, by mistrzostwa uznać za udane. Zamiast ?pure hardcoru? było wiele elementów wymagających, ale dostępnych dla choćby odrobinę zaprawionego w bojach fana mtb.

    Drobne różnice

    Zawodów nie ukończyłem. Na 35km urwałem łańcuch, a że do mety dystansu mega było jeszcze 5km po płaskim, kulturalnie poinformowałem sędziego o swoim wycofaniu. Do tego momentu jechałem średnio (15-20 open w stawce mistrzostw Słowacji). Nie jestem przyzwyczajony do maratonowego sposobu ścigania, odwykłem od potrzeby kontrolowania tempa i rozkładania sił. Mimo ?DNFa? wróciłem do domu z bardzo pozytywnymi wrażeniami. To kolejne słowackie zawody, w których uczestnictwo było po prostu przyjemne. Tamtejsze wyścigi stawiają na pierwszym miejscu zawodnika, to miła odmiana!

    Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-005

    Szczególnie dobre wrażenie robi oznakowanie trasy. Nie ma miliona strzałek, setek wykrzykników i trupich czaszek na zjazdach a mimo to wyjątkowo trudno o pomyłkę czy niebezpieczną sytuację. Poza oznaczeniem właściwej drogi, fałszywe odgałęzienia sygnalizowane są widocznym symbolem ?X?. Wystające korzenie były pomalowane na pomarańczowo, urwiska przy singletrackach otaśmowane a dziury, kałuże bez dna i wykroty, w których, wpadając na szybkości można się połamać, również odpowiednio wyeksponowane. Do tego spora grupa ludzi w kamizelkach, na rozjazdach, przy drogach oraz przy trudniejszych technicznie odcinkach w lesie. Bufety rozsądnie rozmieszczone a za nimi na bieżąco ktoś sprząta kubki i papierki. Wydaje się, że to oczywistości, ale w takich warunkach można po prostu skupić się na jeździe i cieszyć fajną trasą dającą wiele przyjemności.

    Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-003

    Na Słowacji standardem jest dostęp do pryszniców po zawodach, tak było i tym razem. Również mycie rowerów zorganizowano sensownie, kolejka cały czas była taka sama i czas oczekiwania nie przekraczał kilku minut. Rowery z błota płukali strażacy, wodą pod rozsądnym ciśnieniem nie rozwalającym łożysk.

      Mój ulubiony ostatnio temat, czyli posiłek regeneracyjny był bardzo w porządku. Solidna porcja ryżu z warzywami i mięsem (nie mylić z popularną u nas rozgotowaną parówką), do tego ogórek. Niezbyt efektowne, ale smaczne, nietłuste i przygotowane z dbałością. Mistrzostwa-Słowacji-Maraton-2014-002 Słowacy sporą uwagę przywiązują do zawodów dla dzieci. W tym roku przy maratonach pojawia się mini-xc "Detska Tour Petra Sagana" dla zawodników od 9-16 lat. Na najmłodszych czekał za to dmuchany zamek, boisko do unihokeja itd. Podchodzących do startu stricte merkantylnie spieszę poinformować, że za 12 lub 16? (zależnie od terminu wpłaty) w pakiecie startowym otrzymywało się żel oraz baton Nutrendu (ok. 10PLN) oraz dętkę Kellysa, zatem mniej więcej ? opłaty wróciła do uczestnika w formie gratisów. Po dekoracji przewidziana była tombola z fajnymi nagrodami, niestety z tego, co wiem, ceremonia była dość mocno rozwleczona w czasie. Dla równowagi od spraw przyziemnych, elementem dość egzotycznym było błogosławieństwo udzielone przez lokalnego księdza. Startowaliśmy przy kościele, na kilka chwil przed (punktualnym co do minuty) startem wyszedł do nas kapłan i życzył powodzenia. Do domu wróciłem więc jako usatysfakcjonowany klient. Już teraz myślę o kolejnych startach na Słowacji, z pewnością zaliczę jeszcze Sulovsky Maraton, chcę wrócić również na Kralovsky poprowadzony u stóp Spiskiego Hradu (byłem rok temu, rewelacja!), niedaleko mam również do Dolnego Kubina, Słowackiego Raju i na Horal Auto. Za rok chcę po raz kolejny przyjechać do Marikovej, choćby dlatego, że przez defekt ominął mnie najfajniejszy fragment trasy zawierający jeszcze więcej singletracków niż na średniej rundzie. Krótko mówiąc, jeśli chcecie spróbować maratonowego ścigania w innych, by nie powiedzieć lepszych warunkach, do tego stosunkowo niedaleko i za przystępną cenę - wybierzcie się na Słowację. Za zgodą organizatora użyłem zdjęć, których autorem jest Martin Vojtuš 

  • Gry i zabawy klasy średniej

    Gry i zabawy klasy średniej

    W ten weekend ostatecznie rusza sezon masowych imprez rowerowych. Dwie najliczniejsze serie maratonów mtb: Bikemaraton oraz Mazovia zapraszają do udziału we wspólnej zabawie.

    Sam, konsekwentnie od roku, wybieram co innego, ale wiem, że jestem w mniejszości. Załóżmy jednak, że znowu chciałbym regularnie startować w maratonach. Odłożę na bok motywację i inne kwestie, skupię się na samych kosztach. Mieszkam w Krakowie, chcę zbierać punkty do klasyfikacji generalnej w jednej z serii. Na udział w takich zawodach składają się:

    Opłata startowa
    Dojazd: paliwo i myto na bramkach autostradowych
    Często nocleg
    Odżywki (powiedzmy, że dwa żele, baton i napój izotoniczny)

    Normalny koszt uczestnictwa w maratonie to 70PLN. Gdybym chciał dojechać z Krakowa do Miękini, w dwie strony przejechałbym 600km, do Legionowa 640. Przy spokojnej jeździe z bagażem i rowerami na dachu daje to przynajmniej 48 litrów benzyny, około 260PLN. Do tego 68,40 za autostradę. W obu lokalizacjach można wystartować bez noclegu, choć wymaga to wczesnej pobudki, co jest nie bez wpływu na samopoczucie w czasie zawodów. Jeśli znajdę kogoś do towarzystwa, dojazd będzie kosztował 160PLN. Dwa żele i baton energetyczny, które przyswoję w czasie maratonu to kolejne 20-25PLN, doliczając kilka bidonów izotoniku rozrobionego z proszku, licząc na okrągło 30PLN.

      W sumie start w inaugurującym sezon maratonie będzie kosztował ok. 265 Polskich Złotych. Nie każde zawody są na Dolnym Śląsku (koszt autostrady), niektóre za to wymagają noclegu, zatem nie jest to kwota bardzo odbiegająca od średniej. Jeśli chciałbym wystartować osiem razy, muszę zarezerwować około 2100PLN. A to tylko początek?
      Sport masowy stał się w ostatnich kilku latach rzeczywiście popularny. Bieganie promowane akcją Gazety Wyborczej przeżywa prawdziwy boom. Padają kolejne rekordy frekwencji, maratony, biegi uliczne, górskie czy nawet ultra. Im trudniej i bardziej ekstremalnie, tym lepiej. Spora w tym zasługa nie tylko mediów, ale i kilku sieci sklepów. Decathlon i Lidl sprawiły, że specjalistyczna odzież stała się dostępna finansowo, jak również obyczajowo. Jeśli męskie legginsy kosztują 30PLN i widać je na bilboardzie na co drugim rogu ulicy, to może sobie kupię - nie dość, że mnie stać, to chyba bieganie w obcisłym nie jest aż tak ?pedalskie? jak wcześniej sądziłem!
      Z kolarstwem jest większy problem. Bariera wejścia w ten sport, nawet na poziomie amatorskim to solidnych kilka tysięcy. Rower, powiedzmy 5000PLN, do tego kilka kompletów ciuchów, nawet z dyskontu czy decathlonu, to kolejne kilka stówek. Buty oraz pedały zatrzaskowe, przynajmniej 400, kask 100. Spokojnie uzbiera się siedem tysięcy. Wliczając w to wcześniej oszacowane koszty dojazdów, plus kilka dodatków, mamy okrągłą dyszkę: około 30% średniej krajowej netto. Sprzęt się zużywa, w warunkach maratonowych degradacja postępuje w zastraszającym tempie. Aby nie epatować przerażającymi kosztami, pominę w tym miejscu kwestie amortyzacji, serwisu i uzupełniania braków powstałych zarówno przez wypadki losowe jak i zaplanowanych w ramach rozsądnej konserwacji. Po cichu liczę na komentarze z ilością zużytych w sezonie kompletów klocków hamulcowych ;) Kluczowe są jednak nie same koszty, a fakt, że coraz większa grupa osób jest w stanie i chce je ponosić. Możemy narzekać, możemy sarkać, ale trzeba sobie jasno powiedzieć: stać nas. Oczywiście nie wszystkich. Rozwarstwienie społeczne, wyrażane współczynnikiem Giniego jest w Polsce stosunkowo wysokie. Wspomniane dziesięć tysięcy to nadal dla większości z nas kwota niemożliwa do przeznaczenia na hobby. Dla porównania dominanta, czyli najczęściej występująca pensja to 1600PLN netto (niecałe 20tyś. rocznie), zatem nawet nie dwukrotność zaproponowanej na potrzeby tego tekstu ceny sezonu maratonowego! Mimo to cieszy, że wśród ludzi, którzy mogą sobie na to pozwolić, aktywność fizyczna, także ta zinstytucjonalizowana, zaczyna być widoczna w hierarchii potrzeb.
    Tak się bawi biurowa klasa średnia
    Choć felietonista Rzeczpospolitej może narzekać na ?biegową klasę średnią?, sytuacja, w której choćby przeciętnie zamożni ludzie wybierają ruch zamiast bierności jest niezmiernie cenna. Jeśli więc w Miękini na bikemaratonie padnie rekord frekwencji a później zostanie poprawiony w Warszawie czy gdziekolwiek indziej, będę się cieszył. Od czegoś trzeba zacząć. Popularność i moda nie są takie złe, jeśli zwiększają zasięg fajnej idei. Lepsza więc sportowa klasa średnia niż ta sama w wersji biurowej: nastawiona wyłącznie na konsumpcję, bez wartości i celu.   Zdjęcie okładkowe: zawody mtb , fot. Citizen 4474, flickr CC BY SA 2.0