Tag: Liege-Bastogne-Liege

  • Poniedziałkowy skrót#47

    Poniedziałkowy skrót#47

    Weekend pełen sportowych wrażeń zasługuje na podsumowanie i komentarz. Działo się wiele i wiele pozytywnych emocji dostarczyli nam polscy kolarze. Prowadzę Was na skróty od Ardenów przez Turcję aż po Australię.

    To takie wyścigi ?przechodzą do historii?

    Weźmy jeden z najważniejszych Klasyków w kalendarzu. Zmodyfikujmy jego trasę tak, by była jeszcze bardziej wymagająca a na koniec, niespodziewanie, zaatakujmy peleton załamaniem pogody. Jeśli kolarze, mimo tak trudnych warunków pojadą agresywnie, dostaniemy dokładnie takie zawody, jakie Anglosasi nazywają ?epic? a po polsku możemy opisać je słowem ?wiekopomne?.

    Liege-Bastogne-Liege 2016 faktycznie ?przeszedł do historii?, nie dlatego, że się odbył, ale dlatego, że ten wyścig o randze ?Monumentu? zgromadził wszystkie elementy wymienione powyżej.

    Klasyczna trasa została w tym roku wzbogacona o jeszcze jeden, nietypowy dla tego rejonu, brukowany podjazd a kwietniowy nawrót zimy sprawił, że od startu zawodnicy musieli włożyć sporo wysiłku nie tylko w jazdę, ale też w utrzymanie się na szosie i na samych rowerach.

    ?Staruszka?, ?Dziekanka? czy też jak to zaproponowaliście w komentarzach ?Tetryczka?, czyli najstarszy z wiosennych klasyków miał być głównym celem Michała Kwiatkowskiego. Polak rozliczył początek sezonu nieco wcześniej, wygraną w E3 Harelbeke. W Ardenach nie wiodło mu się zbyt dobrze, ale na trasie z Liege przez Bastogne do Liege w decydującym momencie przypuścił atak, który idealnie ułożył końcówkę dla drużynowego kolegi, Wouta Poelsa.

    To właśnie ?Kwiato? a także Carlos Betancur i Andrej Grivko na niespełna 20km przed metą otworzyli wyścig trzymany wcześniej w ryzach przez zawodników Etixx-Quickstep i Movistaru.

    https://www.youtube.com/watch?v=ipzRC5kIIE0

    Kluczowa selekcja nastąpiła na dodanym w tym roku podjeździe Cote de la Rue Naniot. Ta niepozorna uliczka 3km przed metą była miejscem szarży czwórki kolarzy, którzy rozegrali między sobą finisz. Michel Albasini był najmocniejszy pod górę, ale to Poels najlepiej rozłożył siły i wygrał pierwszy monument dla siebie, ale co chyba ważniejsze, dla drużyny Sky, która długo czekała na taki sukces. Trzecie miejsce zajął były mistrz świata, Rui Costa a czwarte weteran, Samuel Sanchez (to samo miejsce zajął w L-B-L w? 2004r).

    Faworyzowany Alejandro Valverde dojechał do mety 16 a Julian Alaphilippe był 23. Michał Kwiatkowski zajął 36. lokatę.

    Sezon ?Kwiato? jest póki co zagadką. Polak po przejściu do Teamu Sky wizualnie stracił na masie, w związku z czym najlepszy rezultat uzyskał? na bruku. W Ardenach nie błyszczał, za to pojedzie w Tour de Romandie. Co wykluje się z tych eksperymentów, zobaczymy pod koniec roku, tak czy inaczej, Kwiatkowski ma na swoim koncie wygrane E3 i ósmą lokatę w Tirreno-Adritatico.
    Nieco martwi upadek na trasie L-B-L Rafała Majki w kontekście zbliżającego się Giro d?Italia. Lider ekipy Tinkoff na włoski tour sprawdzi swoją formę (i potłuczenia) na trasie Tour de Romandie. Miejmy nadzieję, że zimno i kraksa w Ardenach nie wpłynął na jego dyspozycję podczas Giro.

    Wielką niewiadomą właśnie w kontekście Giro jest dyspozycja Vincenzo Nibalego. Zawiódł w Giro del Trentino, zawiódł w Liege-Bastogne-Liege, pytanie, czy jest zmęczony treningami czy gdzieś popełnił błąd? Oba te wyścigi padły łupem kolarzy Sky: w L-B-L wygrał Poels a w Trentino faworyt Giro, Mikel Landa.

    https://www.instagram.com/p/BElw7MQJhq1/

    Odważny i skuteczny Przemysław Niemiec

    Presidential Tour of Turkey ma kategorię 2.HC, czyli najwyższą poza World Tourem. Oferuje ciekawą, górzystą trasę a organizatorzy podejmują wiele starań, by wypromować ściganie w kraju Erdogana.

    Nieco niespodziewanie, po serii śmiałych ataków i mimo pewnych perturbacji (chwilowa neutralizacja po sporej kraksie) polski kolarz z ekipy Lampre-Merida samotnie minął linię mety, choć inauguracja tureckiego ścigania miała być raczej przeznaczona dla sprinterów.

    Niemiec do Turcji pojechał by złapać wyścigowy rytm przed Giro d?Italia. Zapowiada obronę koszulki lidera, wygrana w wysoko punktowanym wyścigu byłaby z pewnością ładnym wpisem w CV doświadczonego kolarza.

    Warto również zauważyć dobrą postawę Grzegorza Stępniaka z CCC Sprandi Polkowice, który finiszował czwarty z peletonu.

    https://twitter.com/Tour_of_Croatia/status/723500751142682624

    Pierwszy udany start ?pomarańczowych?

    Dla kolarzy CCC Sprandi Polkowice początek sezonu 2016 był zdecydowanie mniej udany niż 2015, gdy etapowe zwycięstwo w Katalonii zaliczył Maciej Paterski a on, Davide Rebellin i Grega Bole zaliczyli kilka dobrych wyników w prestiżowych wyścigach.

    Zdominowany przez Paterskiego rok temu wyścig Dookoła Chorwacji tym razem wygrał Matij Kvasina (Chorwat z tureckiej grupy Synergy Baku), ale trzecie i czwarte miejsce zajęli ?pomarańczowi?: Victor de la Parte i Felix Grossschartner.

    Sagan leżał, juniorzy punktowali

    Wspomniałem już o tym w porannym loverove, teraz tylko przypomnę. Peter Sagan na kilkanaście dni wrócił do mtb. W austriackim Grazu na wyścigu 1. kategorii jechał mocno, ale rozbił się na jednym ze zjazdów. W tym samym miejscu ścigała się polska kadra juniorów, dziewczyny do kraju przywiozą nieco punktów do rankingu.

    Z kolei Marek Konwa wybrał się na zawody do węgierskiego Pilisszántó, gdzie był siódmy. Na tym samym wyścigu Katarzyna Solus-Miśkowicz była 2. a Paula Gorycka 3.

    Gdyby tylko zawody Pucharu Polski w Białymstoku miały choć drugą kategorię UCI (węgierski wyścig miał 1.), Konwa za pierwsze czy drugie miejsce w kraju zyskałby więcej punktów do rankingu niż za siódme na Węgrzech.

    A tak, mistrz naszego kraju ścigał się u poddanych Orbana, z kolei większość kolarzy JBG-2 startowała na maratonie UCI oraz w XC drugiej kategorii w Rumunii.

    W związku z tym, niezła frekwencja ponad 200 osób (36 to mastersi i amatorzy) na Pucharze Polski organizowanym przez lokalny UKS ?Wygoda? oraz lokalnych działaczy nieco ucierpiała nie tylko na ilości, ale i na jakości.

    Tak czy inaczej, Puchar to Puchar i ci, którzy tam się pojawili z pewnością cenią sobie możliwość rywalizacji o prestiż i nagrody finansowe. W elicie mężczyzn triumfował Filip Helta a w kategorii pań najlepsza była Aleksandra Podgórska.

    Gdzie zmierza XCO?

    Puchar Świata w australijskim Cairns stał pod znakiem, czy raczej w cieniu opuszczanej szytcy Juliena Absalona. Utytułowany Francuz zajął w swoim wyścigu 3. miejsce mimo defektu opony. Uwagę rowerowego światka zwróciła jednak nie jego pogoń za Nino Schurterem a fakt, że Absalon użył ?myk myka?.

    W kategorii kobiet wygrała Anika Langvad a Polki nie startowały. Z kolei Bartłomiej Wawak zajął 40. miejsce. Czy to dobrze, czy to niedobrze oceńcie sami, ale w stosunku do zawodników, którzy nie startowali w Australii będzie w trochę lepszej sytuacji na starcie w maju w Albstadt.

    Kolega Wawaka z temu Krossa, Fabian Giger pojechał w Cairns świetny wyścig, zajął w inauguracji Pucharu Świata świetne, ósme miejsce. Cóż z tego, skoro w stawce był? szóstym Szwajcarem. To mocno utrudnia realizację marzeń o wyjeździe na Igrzyska do Rio i równocześnie pokazuje, jaką potęgą w XCO są Helweci.

  • Dziwni zwycięzcy Liege-Bastogne-Liege

    Dziwni zwycięzcy Liege-Bastogne-Liege

    Jeden z pięciu ?monumentów? kolarstwa, ?Staruszka?, wyścig z wielką tradycją, bardzo wymagający i selektywny a mimo to zdarzają się w nim niespodzianki. Wielu wybitnych kolarzy było o włos od zwycięstwa, ale wygrywali inni. Mniej znani lub teoretycznie w gorszej formie.

    Od lat ?90 XXw zawodnicy finiszują na przedmieściach Liege, w Ans. Do mety prowadzi niewielki podjazd, 300 przed kreską kolarze wjeżdżają na szeroką aleję i muszą wytrzymać prowadzący lekko pod górę sprint.

    Trasa pełna wniesień o łącznym przewyższeniu sięgającym 4000m powoduje, że w ostatnich latach zawodnicy jadą defensywnie, oszczędzając energię na ostatnie górki.

    W 2014r do uciekających Giampaolo Caruso i Domenico Pozzovivo tuż przed metą doskoczył Daniel Martin, ale wywrócił się na ostatnim wirażu. Zaraz za jego plecami jechała rozpędzona czołówka, z której najszybszy był Simon Gerrans. Mało kto spodziewał się, że masywnie zbudowany Australijczyk przejedzie przez Ardeny w pierwszej grupie i wytrzyma ataki górali w końcówce. Tymczasem w stawce, która dojechała do Ans zachował najwięcej sił a przy tym był najlepszym sprinterem, zatem po wpadce Martina z łatwością ograł rywali. W ten sposób stał się jednym z nielicznych kolarzy (współcześnie zdołał zrobić to jeszcze Paolo Bettini), który wygrał i L-B-L i Mediolan-San Remo (uczynił to w 2012r).

    Dwa lata wcześniej, w 2012r, śmiałym atakiem 20km przed metą popisał się Vincenzo Nibali. Wówczas reprezentujący Liquigas i marzący o wygranej w monumencie Włoch został pokonany przez jadącego zaskakująco mocno Maxima Iglińskiego. Kazacha z Astany długo nie pokazywali realizatorzy relacji tv, zresztą mało kto wierzył, że Nibali da się dogonić. Tymczasem Igliński z łatwością wyprzedził ?Rekina? i wygrał monument. Dwa lata później został złapany na EPO. Pytanie, jak wyglądało jego sumienie w i skład krwi w sezonie 2012 pozostaje otwarte.

    Intrygująco prezentuje się również wygrana Alexandra Winokurowa. W 2010r Kazach odjechał od grupy faworytów na zjazdach z Côte de la Roche aux Faucons i do mety zmierzał z Aleksandrem Kołobniewem z Katiuszy. Na finiszu ograł mniej doświadczonego Rosjanina. Wydawało się, że ?Wino? pięknym zwycięstwem odkupi przynajmniej część dopingowych win. Tyle tylko, że obaj zawodnicy podejrzewani są o ustawienie wyniku. Winokurow przelał swojemu koledze-rywalowi w sumie 150tys euro a w mailach, które obaj panowie wymieniali po wyścigu pojawiają się sugestie, że Kołobniew oddał ?Wino? wygraną w ?Staruszce?.

    Mniej kontrowersji budzi zwycięstwo z 2005r, choć styl, w jakim ?Wino? wówczas po nie sięgnął jest imponujący. Dwójkowy atak (z Jensem Voigtem) 72km przed metą to coś, co we współczesnym kolarstwie zdarza się nieczęsto a udaje jeszcze rzadziej. Na tym tle rajd Andy?ego Schlecka z 2009r (atak na 20km przed kreską) wydaje się być wydarzeniem miałkim, choć był to najjaśniejszy punkt w karierze Luksemburczyka. Ba, nawet gwiazdor ?ery EPO?, Frank Vandenbroucke po swój triumf w ?Staruszce? w sezonie 2009 pojechał atakując 40km (na Col de la Redoute) przed Ans.

    Z tymi, kontrowersyjnymi czasami wiąże się również triumf Tylera Hamiltona w 2003r. Amerykanin w trudnych, deszczowych warunkach sięgnął po zwycięstwo pokonując innych bohaterów jednego z najbardziej dramatycznych Tour de France pierwszej dekady XXIw, który miał nadejść latem tamtego roku. W pobitym polu zostali Iban Mayo, Ivan Basso, wściekły Lance Armstrong finiszował na 20 miejscu a jeszcze nieco otyły Jan Ullrich na 29. Choć obecnie L-B-L postrzegamy głównie przez pryzmat specjalistów wyścigów klasycznych, trzeba pamiętać, że wielokrotnie był to poligon dla faworytów wielkich tourów i podczas edycji 2003 oczy fanów były skierowane właśnie na nich.

    Na koniec warto przypomnieć nietypową sytuację z sezonu 2002. Bardzo mocna ekipa Mapei zaliczyła wtedy ?dublet?. Paolo Bettiniemu w zwycięstwie pomógł Stefano Garzelli, obaj kolarze wjechali na metę w Ans wznosząc ręce w geście triumfu. Zaledwie trzy tygodnie później w tym samym miejscu kończył się etap Giro d?Italia. Role się odwróciły i dzięki pracy Bettiniego Garzelli sięgnął po zwycięstwo etapowe i prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Cały szkopuł tkwi w tym, że z owego Giro Garzelli wyleciał za doping.

    Zdjęcie okładkowe, końcówka podjazdu w Ans, fot. Jérémy-Günther-Heinz Jähnick, wikimedia commons, cc by sa 3.0

  • Pagórki. Bardzo dużo pagórków.

    Pagórki. Bardzo dużo pagórków.

    Wzgórze Cauberg, najważniejszy podjazd Amstel Gold Race ma 137m wysokości, Mur de Huy, gdzie kolarze cierpią podczas Walońskiej Strzały wznosi się na 121m a Côte de la Redoute, ?kultowy? podjazd Liege-Bastogne-Liege to ?szczyt? sięgający 292m n.p.m. Choć Limburgia i Ardeny to co najwyżej pogórze, trasy Ardeńskiego Tryptyku są bardziej mordercze niż najbardziej górskie z górskich maratonów, w których startowaliście.

    Wyobraźcie sobie najbardziej hardcorową imprezę kolarską w Polsce w sezonie 2015. Weźmy na tapetę taki np. maraton w Wiśle, gdzie do pokonania było 60km i 3000m w pionie. Albo Tatra Road Race, gdzie na 120km była podobna suma przewyższeń. Etapy MTB Trophy też mają mniej więcej tyle samo podjazdów. Każda z tych imprez rozgrywa się w górach, ale to wszystko mało w porównaniu z zaledwie ?pagórkowatymi? klasykami w Holandii i Belgii, które będą przykuwały naszą uwagę przez najbliższe dni.

    To wyjątkowy moment w sezonie. Niemal z dnia na dzień pozostawiamy w cieniu dużych chłopców, którzy przez ostanie tygodnie walczyli na brukach Flandrii i północnej Francji i przerzucamy atencję na równie dynamiczne, choć zupełnie inne w charakterze wyścigi, których bohaterami będą wychudzeni ?górale? i lżejsi, ale wciąż wytrzymali i szybcy sprinterzy.

    Wyobraźcie sobie przejażdżkę rollercoasterem, trwającą kilkadziesiąt sekund, gdzie wagoniki co chwilę spadają z zawrotną prędkością, biorą zakręt a na kolejnych wzniesieniach nagła zmiana przeciążenia powoduje, że żołądek podchodzi wam do gardła. A teraz przenieście te wrażenia na pięć-sześć godzin jazdy rowerem po wąskich szosach wśród pól i miasteczek, pełnych progów zwalniających, skrzyżowań i rond. W przerwach dołóżcie podjazdy o stromiznach przekraczających 10% pokonywane w tempie wyścigowym i macie gotowy przepis na ?Ardeński Tryptyk?.

    Aby zobrazować to jeszcze lepiej, rzućcie okiem na Stravę Michała Kwiatkowksiego. Profil Amstel Gold Race znajdziecie tutaj, Walońskiej Strzały tutaj a Liege-Bastogne-Liege tutaj. Kolejne wyścigi mają przewyższenie ok. 3650, 3150 i 4270m. Krótkie odcinki płaskiego terenu znajdują się właściwie wyłącznie na Liege-Bastogne-Liege. Całość to ponad 700km jazdy niczym na rollercoasterze, ciągle ?góra-dół-prawo-lewo-uwaga-na-rondo?.

    Średnia prędkość, z jaką peleton pokonuje taką trasę to ok. 40km/h a bywa, że po drodze o szerokości dwóch metrów kolarze pędzą i 90km/h, bezkompromisowo ścigając rywali, którzy uciekli chwilę wcześniej wściekle atakując na jednej ze ?ścian?.

    Jasne, Paryż-Roubaix to jest szaleństwo i jeden z najbardziej ?wariackich? wyścigów w sezonie, ale to, co się dzieje w Ardenach nie jest wiele niżej na skali ryzyka, wysiłku i potrzebnych umiejętności jazdy na rowerze.

    Amstel Gold Race już w tę niedzielę, 17.04 (relacja w Eurosporcie od 15:00), Walońska Strzała w najbliższą środę, 20.04 (od 14:30) a Liege-Bastogne-Liege w kolejną niedzielę, 24.04 (od 14:00).

  • Poniedziałkowy skrót#38

    Poniedziałkowy skrót#38

    Weekend pełen kolarskich wrażeń zachęca do podsumowań i rozliczeń. Wygrani są: Michał Kwiatkowski, Alejandro Valvede, Julian Alaphilippe, Maciej Paterski i ekipa CCC Sprandi Polkowice. Przegrany tylko jeden: dział PR Lang Teamu.

    Wiosna rozliczona

    Michał Kwiatkowski zwyciężył w Amstel Gold Race, później w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege już tak nie błyszczał. Mimo to wiosnę ma niezwykle udaną. Dwa zwycięstwa (czasówka w Paryż-Nicea oraz ?Piwny Wyścig?), trzy drugie miejsca (w klasyfikacji generalnej Volta a Algarve, Paryż-Nicea oraz Dookoła Kraju Basków) to dość, by mistrz świata mógł być zadowolony z odniesionych rezultatów. Owszem, pozostaje nieco przestrzeni do marudzenia, porównując zeszłoroczną kampanię w ardeńskich klasykach do sezonu 2015, ale pamiętajcie, że zwycięstwo to zwycięstwo, które przewyższa wartością miejsca na podium, nawet jeśli tych w 2014 było więcej. Trudno wyrokować, czy ?Kwiato? celował z formą w Amstel Gold Race i kosztem większej skuteczności na dłuższych podjazdach postawił na szybkość, czy też po prostu tak ułożył mu się sezon, dość powiedzieć, że teraz może w spokoju przygotowywać się do pierwszego tygodnia Tour de France.

    Rekordy Valverde

    https://twitter.com/SkyCycling/status/592357077324013568

    Doświadczony Hiszpan wyrównał tej wiosny kilka rekordów. Wygrywając Walońską Strzałę dołączył do grona kolarzy z trzema zwycięstwami na koncie. W Liege-Bastogne-Liege również powiększył swój dorobek do trzech, ale do Merckxa (5) mu jeszcze daleko. Jest za to drugim kolarzem w historii (po Ferdim Kublerze w latach ?50 XXw), który dwukrotnie był pierwszy w obu tych wyścigach w jednym sezonie. Valverde poprzednio zrobił to w 2006r, co jest o tyle ważne, że Kubler swój podwójny dublet ustrzelił rok po roku (1951,52). Hiszpan jest też kolarzem, którego pierwsze i – póki co – ostatnie zwycięstwo w Liege-Bastogne-Liege oddziela od siebie najdłuższy czas (9 lat).

    Paterski na fali

    Maciej Paterski rok temu odszedł z World Tourowego Liquigasu i związał się z ?drugoligową? grupą CCC (wówczas Polsat, teraz Sprandi) Polkowice. Wydawało się, że to dla niego degradacja, tymczasem dzięki wymuszonemu zbiegowi okoliczności zawodnik z pomocnika wyewoluował do skutecznego lidera. Rok temu wygrał etapówkę klasy HC w Norwegii oraz klasyfikację górską worltourowego Tour de Pologne. W tym sezonie zdobył dla siebie i swojej drużyny etap prestiżowej Volta a Catalunya, pięknie pokazał się w ?ardeńskich klasykach? (dwa dziewiąte miejsca: w Brabanckiej Strzale oraz Amstel Gold Race) by kończąc przygotowania do Giro d?Italia zgarnąć niemal wszystko (etap, klasyfikacja generalna, górska i punktowa) podczas mającego kategorią 2.1 Dookoła Chorwacji.

    Co ważne, drużyna CCC Sprandi Polkowice pojechała tę imprezę jako faworyt i w 100% wywiązała się z tej roli. Trzecie miejsce zajął Sylwester Szmyd, szóste Branisłau Samojłau, dziewiąte Marek Rutkiewicz a dziesiąte Grega Bole. Nie chodzi nawet o to, by napawać się wynikami z imprezy o kategorii, jaką jeszcze do niedawna miało kilka polskich etapówek, ale o fakt, że CCC weszła na zdecydowanie wyższy poziom. To czołowa drużyna ?II dywizji? (zespołów Pro Contintental), zarówno pod względem punktów jak i liczby zwycięstw w niemal dowolnym rankingu znajduje się na granicy World Touru. Gdy ściga się w zawodach niższej rangi, decyduje o obliczu rywalizacji, gdy mierzy się z elitą, może być traktowana jako równorzędny przeciwnik.

    Nowa gwiazda na horyzoncie

    Patrick Lefevre zawsze ma ?Plan B?. Gdy w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege Michał Kwiatkowski nie był w stanie nawiązać do wyników z ubiegłego roku, od razu zastąpił go Julian Alaphilippe. Młody (rocznik 1992) Francuz pojechał rewelacyjnie, dwukrotnie finiszując za Alejandro Valverde. Praca Zdenka Stybara na trasie L-B-L nie poszła dzięki temu na marne. Gdyby nie to, że Kwiatkowski sam nadal jest młody, można by mówić o Alaphilippie jako jego potencjalnym następcy. Tymczasem, nie pierwszy raz w swojej karierze, kierownictwo Etixx-Quickstep będzie musiało zmagać się z klęską urodzaju.

    Kontrowersyjna Skandia

    https://twitter.com/1001ptsPL/status/592295107916890112

    Maratony rowerowe organizowane przez Czesława Langa jakie są, każdy widzi. Stawiam, że większość uczestników jest zadowolona ze świadczeń, które otrzymuje. Problem pojawia się, gdy te imprezy o ewidentnie masowym, popularyzującym nawet nie kolarstwo a jazdę rowerem jako taką, mieszane są z kolarstwem wyczynowym. Dochodzi wtedy do takich kuriozów, jak w ostatni weekend w Warszawie, gdzie na absolutnie rekreacyjnej, płaskiej i w dużej części asfaltowej trasie, kolarze mtb, w tym część zawodowców musiała walczyć o kwalifikacje na mistrzostwa Europy. W takim układzie trudno powstrzymać się od sarkastycznych komentarzy, również oficjalne komunikaty organizatora zmieniają się w wewnętrznie sprzeczną, nieprzyswajalną papkę. Głównym pytaniem jest więc wielkie ?dlaczego?, bo raczej nie dla pieniędzy.

  • Poniedziałkowy skrót#10

    Michał Kwiatkowski zakończył ardeński tryptyk podium w monumencie Liege-Bastogne-Liege. Simon Gerrans zwyciężył w tym wyścigu notując drugi wielki wynik swojej kariery: dwa lata temu wygrał Mediolan-Sanremo. Australijczyk to jeden z bardziej niedocenianych specjalistów klasyków ostatnich lat!

    Kolarze z podium ?staruszki?: Gerrans, Alejandro Valverde i Kwiatkowski to bohaterowie ostatniego tygodnia. Australijczyk wygrał najbardziej prestiżowy z tych wyścigów a w Amstel Gold Race tydzień wcześniej był trzeci. Valverde był trzeci w AGR, wygrał Walońską strzałę, w Liege finiszował drugi. ?Kwiato? również ani razu nie wypadł z top5 będąc kolejno: 5. w AGR, trzeci w Walońskiej Strzale i zajmując to samo miejsce w L-B-L. Skupiając się na liczbach, ważna jest jeszcze jedna: Polak jest 14 (czternaście!) 10 (dziesięć!) lat młodszy od obu rywali.

    Trzeba przyznać, że w niedzielę okoliczności były sprzyjające i dla niego i dla Gerransa. Nie przypominam sobie, by w ostatnich sezonach w końcówce Liege-Bastogne-Liege jechała tak duża grupa kolarzy, co więcej, bez zdecydyowanych ataków faworytów. Szybcy zawodnicy, jak Polak i Australijczyk mogli więc popisać się swoimi umiejętnościami sprinterskimi, choć trzeba pamiętać, że mając w nogach ponad 4500m w pionie trzeba być po prostu świetnym i kompletnym kolarzem, by dynamicznie pojechać finisz.
    O ile Kwiatkowski to przyszłość kolarstwa, Gerransowi bliżej do końca kariery. Kolarz ekipy Orica nieco ?po cichu? zgromadził na swoim koncie dwa zwycięstwa w wiosennych monumentach, notując przy tym jeszcze kilka innych, wartościowych rezultatów. Jego wygrane nie były spektakularne, ale w takich wyścigach wyniki mówią za siebie. Za kilka lat stastycy sportu będą wymieniali go w gronie najlepszych kolarzy drugiej dekady XXIw. Historię pisze też Julien Absalon. Francuski kolarz górski po raz dwudziesty ósmy w karierze zwyciężył w zawodach Pucharu Świata. W ten sposób zrównał się z Julie Furtado - gwiazdą początków mtb - i stoi przed szansą objęcia samotnego prowadzenia w statystykach. Tego osiągnięcia nie umniejsza fakt nieobecności kilku ważnych rywali, w tym Nino Schurtera, który szykuje się do startu w szosowym Tour de Romandie. Wśród kobiet najszybsza była Eva Lechner a Mai Włoszczowskiej tym razem wyścig się nie udał: defekt sprzętu połączony z niedyspozycją zaowocował dalszą lokatą i spadkiem na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu.
    Trzymając się statystyk, w miniony weekend w różnych imprezach rowerowych w Polsce startowało, szacując tylko, przynajmniej 3500 osób. Sporym sukcesem zarówno frekwencyjnym (ok 800 osób) jak i sportowym (wiele uznanych nazwisk w wynikach) zakończył się maraton serii Kaczmarek Electric w Olejnicy. Ta regionalna seria wygrała z liderem medialnej promocji, warszawską Skandią. Ja za to wybrałem lokalną serię cross country, czyli Puchar Tarnowa. Kilka zdjęć znajdziecie na moim facebookowym fanpage. Zawody były ?takie jak zawsze?, co biorąc pod uwagę 20-letnią tradycję tego cyklu traktuję jako wyraz uznania dla solidnej jakości oferowanego uczestnikom produktu. Martwi jedynie fakt, że najliczniejsze na starcie były kategorie Masters, wśród juniorów i juniorów młodszych bieda. Biorąc dodatkowo pod uwagę popularność maratonów, teoria o tym, że sport staje się rozrywką klasy średniej w tym wypadku niestety się potwierdza.

  • Nie przegap w ten weekend – powtórki

    Sezon na powtórki czas zacząć. Liege-Bastogne-Liege to pasjonujący klasyk, ale lepiej samemu się upodlić na wyścigu niż ślęczeć przed telewizorem.

    Ze wszystkich wydarzeń nadchodzącego weekendu, ardeński monument jest z pewnością najważniejszy. Na starcie same tuzy, po drodze wiele pięknych i wymagających podjazdów. Wśród kandydatów do czołowych lokat Michał Kwiatkowski. Do tego Alejandro Valverde stoi przed szansą trzeciego zwycięstwa w tym prestiżowym wyścigu. Kolejny argument, by obejrzeć relację to okrągły jubileusz. Organizowana od 1892r ?Staruszka? rozegrana będzie po raz setny.

      Cóż z tego, skoro spora część z nas w niedzielne popołudnie będzie z dala od ekranów. Natłok zawodów w ten weekend powoduje, że oglądanie czegokolwiek w TV nieco mija się z celem. Szansę mają więc tylko ci, którzy wybiorą start w sobotę a niedzielę poświęcą na poranny rozjazd po wyścigu.
      Do wyboru jest m.in warszawska Skandia, otwocki Poland Bike, wielkopolskie Kaczmarek Electric oraz Volvo Powerade MTB Marathon. Szczegóły w ?kalendarzowym updejcie? na mtb-xc.pl. Ja zwrócę tylko uwagę na ciekawy fakt: mtb marathon został wypisany z kalendarza PZKol, zatem, przynajmniej w teorii, zawodnicy z licencjami nie mogą tam startować. Szansa na większą zdobycz punktową dla amatorów rośnie, zobaczymy też, jak w praktyce respektowane są przepisy.
      Prawdziwi zawodowcy w ten weekend będą ścigać się nie na maratonach a na Pucharze Świata XC. Ci, którym zależy na punktach zmuszeni zostali do podróży aż na Antypody. Australijskie Cairns to wbrew pozorom miejscówka mocno zakorzeniona w tradycji mtb. Już w 1996r rozegrano tam mistrzostwa świata. Ciekawostką jest, że wyścig wygrał wtedy Jerome Chiotti, jednak Francuz w wydanej nieco później autobiografii przyznał się do dopingu i złoto po latach przypadło Thomasowi Frischknechtowi. Legendarny Szwajcar nigdy bezpośrednio nie wygrał tytułu w XC, za to pod koniec kariery dwukrotnie wygywał tęczową koszulkę w maratonie. To były złote czasy mtb, teraz w tak dalekie zakątki świata wybierają się tylko najbardziej zdeterminowani zawodnicy. Mamy szczęście, że Maja Włoszczowska jeździ w jednym z najlepszych teamów na świecie, dzięki czemu ma pełny program startów. Polska zawodniczka jest aktualnym numerem 2 w rankingu UCI a w inaugurującej pucharowe zmagania eliminacji w Pietermaritzburgu zajęła trzecie miejsce. Trzymamy więc kciuki, relację na żywo będzie można zobaczyć na redbull.tv. Niestety różnica czasu (8 godzin do przodu) nie ułatwia sprawy. [caption id="attachment_3271" align="aligncenter" width="212"]Puchar Tarnowa MTB 2014 Puchar Tarnowa MTB 2014[/caption] Na tle Pucharu Świata i innych, ważnych wydarzeń, lokalne ściganie niekoniecznie zasługuje na uwagę, ale wspomnę też o wyścigu, w którym startuję w niedzielę. Puchar Tarnowa jest dobrze znany sporej grupie fanów mtb, z praktyki lub choćby ze słyszenia. Zawody mają charakter regionalny, przez co pierwsze doświadczenia zdobywało tam wielu dobrych kolarzy. Trasy zawodów są średnio trudne, na tle imprez z kalendarza UCI nawet łatwe. Dzięki temu spróbować swoich sił może niemal każdy, czołówka robi swoje tempo, początkujący mogą szlifować technikę i motywację. Całość jest przewidywalna, organizowana na solidnym poziomie, co ważne, z myślą o uczestnikach. Niezmienny harmonogram, losowanie drobnych, ale przydatnych upominków, posiłek regeneracyjny itd. Swoisty ewenement: ten skromny i często marginalizowany cykl zawodów zostanie w tym roku rozegrany po raz dwudziesty. Niewiele jest w kraju imprez sportowych z taką tradycją!

  • Fajne staruszki, które pamiętam

    Fajne staruszki, które pamiętam

    Liege-Bastogne-Liege kończy wiosenny sezon wyścigów klasycznych. Wkrótce liczyć będą się jedynie wielkie toury. Ten najstarszy z monumentów był świadkiem wielu imponujących chwil. Z tych, które śledziłem, zapamiętałem kilka.

    Rozgrywana od 1892 impreza, słusznie nazywana ?staruszką? to najbardziej górzysty element ?ardeńskiego tryptyku?. Dzięki temu jest często celem nie tylko kolarzy klasycznych, ale też tych, którzy kilka tygodni później walczą o czołowe lokaty w Giro lub Tourze. Takie połączenie daje znakomity obraz, jakie zmiany następują w kolarstwie na przestrzeni lat. W tym roku wyścig rozegrany zostanie po raz setny. Oglądałem większość w ciągu ostatnich 20 lat. Za najciekawsze uważam te:

    1998 Imponujący Bartoli

    Michele Bartoli to jeden z najwybitniejszych kolarzy klasycznych przełomu wieków. Zdobywał Puchar Świata, wygrywał na brukach Flandrii, wzgórzach Ardenów i górach Lombardii. Przewodził też w rankingu UCI. W 1998r jeździł dla efemerydy, teamu Asics. 15km przed metą samotnie zaatakował, zostawiając z tyłu pościg pełen znakomitych rywali. Metę w Liege minął ze sporą przewagą, o ponad minutę wyprzedził Laurenta Jalaberta. Tym samym Bartoli obronił tytuł – zwycięstwo z numerem jeden na plecach musiało smakować wyjątkowo. Na wideo warto zwrócić uwagę na niepowtarzalny styl, jaki towarzyszył kolarzom końca lat dziewięćdziesiątych: wzorzyste koszulki, dziwne okulary (moda jak widać co jakiś czas wraca) oraz kaski, które wtedy były obowiązkowe jedynie w Niderlandach.

    2002 Początkujący Bettini


    Liege Bastogne Liege 2002 przez super_hugo

    Następcą Bartolego, jak się później okazało, mniej uniwersalnym, ale bardziej utytułowanym, był Paolo Bettini. Późniejszy mistrz olimpijski i podwójny mistrz świata, zwany Świerszczem, ?Staruszkę? wygrywał dwa razy. W drużynie Mapei, gdzie obaj kolarze się spotkali, było im nie po drodze i Bartoli odszedł do Fassa Bortolo. Zwycięstwo Bettiniego w 2000r z pewnością nadało rozpędu jego karierze, natomiast dużo lepiej zapamiętałem sezon 2002. W tamtym roku to właśnie kolarze Mapei dwukrotnie triumfowali w Liege. W kwietniu, podczas Klasyku, Paolo Bettiniemu pomógł Stefano Garzelli. Kolarze w charakterystycznych, kolorowych strojach zaliczyli piękny dublet. Dwa tygodnie później Świerszcz odwdzięczył się koledze, gdy na podobnej trasie kończył się etap Giro d?Italia. Garzelli zwyciężył i zdobył koszulkę lidera. Kilka etapów dalej został wyrzucony z wyścigu za doping.

    2003 Apogeum epoki dopingu

    Lance Armstrong bardzo chciał wygrać Liege-Bastogne-Liege. To jedyny monument, w którym miał realne szanse na zwycięstwo. W 2003 roku na starcie stanęła cała czołówka późniejszego Tour de France. Ullrich, Vinokourow, Mayo, wszyscy pełni sił, ze świeżo przetoczoną krwią w żyłach. Przygotowania jak i sam wyścig świetnie relacjonuje Tyler Hamilton w swojej książce ?Wyścig Tajemnic?. Armstrong jechał agresywnie, atakował, jednak nie był w stanie zgubić głównych rywali. Konkurenci, nad którymi dominował w Wielkiej Pętli nadrobili dopingową różnicę i byli gotowi, by stawić czoła ?Bossowi?. Liege-Bastogne-Liege był dowodem, że w lipcu będą groźni. Hamilton wygrał wyścig w pięknym stylu (dramaturgii dodała nagła ulewa w końcówce) a wielki potencjał zaprezentował Iban Mayo. Z oboma kolarzami Armstrong miał sporo problemów podczas Touru i choć ostatecznie się obronił, był to rok, gdy sprawy niemal wymknęły mu się spod kontroli.

    2009 Schleck na fali

    Bracia Schleck byli na właściwej drodze, by na dobre zdominować najważniejsze wyścigi rozgrywane w górach. Czołowy zespół (prowadzony przez Bjarne Riisa), wielki talent a do tego łącząca ich więź. Liege-Bastogne-Liege było połączeniem wszystkich tych elementów. Stosunkowo wczesny atak młodszego z braci, Andy?ego okazał się strzałem w dziesiątkę. Rywale szachowani przez starszego Franka nie podjęli walki. Tak to miało wyglądać przez kolejne lata. Niestety dla Schleków, fala na której się znajdowali szybko opadła.

    2011 Gilbert z rekordem

    Andy Schleck jeszcze nie wiedział, że zostanie uznany zwycięzcą Tour de France 2010. Sprawa o użycie klenbuterolu przez Alberto Contadora ciągnęła się w nieskończoność. Bracia Schlek byli więc póki co przegranymi a Liege-Bastogne-Liege 2011 najlepiej wyraża ich bezsilność. Luksemburczycy zostali kompletnie rozbici przez będącego w formie życia Philipe?a Gilberta. Walończyk w końcówce jechał sam przeciwko obu braciom i mimo ich przewagi taktycznej zdołał bez większych problemów zwyciężyć. W ten sposób skompletował cztery triumfy w ciągu 10 dni: Dwie strzały: Brabancką i Walońską, Amstel Gold Race oraz Liege-Bastogne-Liege. Sparaliżowani Schleckowie jedynie przyglądali się jeździe Gilberta w końcówce ?Staruszki?, następnie w lipcu przegrali Tour de France z Evansem i od tego czasu nie powrócili na wcześniej prezentowany poziom.

  • Poczuj klimat, znajdź swój Mur

    Poczuj klimat, znajdź swój Mur

    Brukowe szaleństwo zakończone. Na emocje związane z jazdą po kostce przyjdzie czekać do piątego etapu Tour de France, który poprowadzi peleton przez najsłynniejsze odcinki Paryż-Roubaix a potem do wiosny przyszłego roku. Teraz czas zmienić nastawienie i w miejsce kocich łbów polubić procenty.

    Cauberg, Mur de Huy, Col de la Redoute i inne ?bergi? ?mury? oraz ?coty? to krótkie, ale bardzo strome podjazdy, które pokonywać będą kolarze World Touru w nadchodzących dniach. Holenderska Limburgia oraz środkowo-wschodnia część belgijskiej Walonii to teren, gdzie szosy o nastromieniu przekraczającym 20% nie należą do rzadkości.

    Nazywane ?Ardeńskim tryptykiem? wyścigi Amstel Gold Race, Walońska Strzała i Liege-Bastogne-Liege nie są tak ?wariackie? jak Paryż-Roubaix czy Dookoła Flandrii, ale również mają w sobie wiele uroku i przynoszą solidną porcję emocji. Wisienką na torcie jest obecność kolarzy, którzy celują z formą w podium jednego z wielkich tourów. Późniejsi triumfatorzy Giro i Wielkiej Pętli rywalizują z ?klasykowcami?, apogeum tej konfrontacji to najczęściej Liege-Bastogne-Liege.

     

     

    Znalezienie brukowanych odcinków zbliżonych do tych z Koppenbergu czy Carrefour de l?Arbre to spory problem a przejazd przez nie do wyzwanie dla sprzętu. O krótkie, strome podjazdy u nas nietrudno. Ba, polskie szosy pełne są wzniesień przypominających te z Ardenów.

    Treningi na podkrakowskich pagórkach są jednymi z moich ulubionych. Szybki przegląd segmentów na Stravie  ułatwia znalezienie górek, na których mięśnie będą krzyczały z bólu męczone nastromieniem szosy.

    Podkrakowskie Pagórski

    Jeśli jest się dobrze przygotowanym, dynamiczny wjazd, podobnie jak siłowe przepchnięcie przez nastoprocentowy odcinek daje sporą satysfakcję. Znając okolicę, można ułożyć sobie klimatyczną rundę nawiązującą poziomem trudności do fragmentów ardeńskich klasyków w wielu zakątkach naszego kraju.

    Na kilometrowym, piekielnie stromym podjeździe, nawet niezbyt wyjeżdżony amator może wykręcić VAM (średnia prędkość podjeżdżania) o wartości 1100 czy wyższej. Na ?świeżej nodze? da się zrobić więcej!

    Podkrakowskie Pagórski

    W ramach treningu przed kolejnymi zawodami oraz poczucia się choć przez chwilę jak moi idole, czasami wybieram się na swoją rundkę. KOMy na stravie padają rzadko, ale i tak jest fajnie! Tyle, że to tylko kilka pagórków. Gdy pomyślę sobie, że zawodowcy robią to samo, tylko przez sześć godzin, ze średnią prędkością 40km/h…