Tag: Lang Team

  • Porozmawiajmy o bezpieczeństwie kolarzy

    Porozmawiajmy o bezpieczeństwie kolarzy

    Pierwszy etap Tour de Pologne 2020 zakończony drastyczną kraksą z udziałem Dylana Groenewegena, Fabio Jakobsena i innych kolarzy pokazał, jak bardzo nie potrafimy rozmawiać o takich sytuacjach. 

    Przeklęte rundy

    Finisz w Katowicach jest specyficzny. Stosunkowo wąski, na drodze prowadzącej lekko w dół, usytuowany ok. 900m po nawrocie na rondzie. Przez “kreskę” kolarze wcześniej przejeżdżają kilka razy, ponieważ, jak to na Tour de Pologne, etap kończy się rundami w mieście. Kilkunastokilometrowe okrążenie jest pełne pułapek: skrzyżowań, wysepek, robót drogowych, przejazdów przez tory czy nawet ciągiem pieszo-rowerowym. 

    Rundy na trasach etapów TdP nie biorą się znikąd. Ułatwiają organizację oraz realizację transmisji TV a także zapewniają dłuższą ekspozycję samorządu częściowo finansującego wyścig w tejże TV.

    Z wielu powodów są zmorą imprez kolarskich, nie tylko w Polsce. Tego typu quasi kryterium na koniec długiego etapu często powoduje problemy. Peleton goni ucieczkę lub rozpędza się przed finiszem na wąskich ulicach miasta, pokonując zakręty i liczne przeszkody. Stopień trudności rośnie, gdy dodatkowo spadnie deszcz, wypełniając dziury i koleiny kałużami.

    Tour de Pologne, będąc ciągle imprezą na dorobku chętnie korzysta rund, nie do końca licząc się z konsekwencjami, nie ucząc się z błędów nie tylko swoich, ale i większych wyścigów. Gdy podobne rozwiązanie pojawia się na trasach bardziej eksponowanych imprez, nawet wielkich tourów, sytuacja jest podobna. Zazwyczaj ściganie w takich warunkach kończy się kraksami. 

    Żeby nie było wątpliwości, są one przykrą, lecz nieodzowną częścią kolarstwa. Jasne, nieprzyjemnie się je ogląda i chcielibyśmy, by było ich jak najmniej, ale się zdarzają i zdarzać się będą. 

    Sprinter musi być choć trochę szalony

    Nawet jeśli wykluczymy patologiczne przypadki zawodników jeżdżących szczególnie niebezpiecznie, bywa, że i najlepszym zdarza się popełnić faul. Peleton wywracany jest też przez nieuwagę lub zdarzenia losowe, wpadające pod koła zwierzę, plamę oleju lub nieroztropnego kibica robiącego selfie. 

    Choć Groenewegen został odsądzony od czci i wiary trzeba pamiętać, że w większości sportów by wygrać, agresja, zdecydowanie i chęć pokonania rywali są niezbędne. Wyjątkiem są niektóre indywidualne dyscypliny techniczne, gdzie kluczowe jest skupienie na własnym ciele i umyśle (by przywołać choćby słynne “Chcę tylko oddać dwa dobre skoki” Adama Małysza). Poza nimi sport to wojna, co dodatkowo podkreślają słowa używane przez dziennikarzy relacjonujących kolejne wydarzenia. 

    Granice, których nie wolno przekraczać opisują stosowne przepisy. Dzięki temu dochodzimy do ważnej kwestii, czyli ich respektowania i egzekwowania. 

    Trzeba przyznać, że od czasów Dżamolidina Abdużaparowa przeszliśmy długą drogę. Obecnie nie trzeba kraksy, by zajeżdżający drogę zawodnik został pozbawiony zwycięstwa. Doświadczył tego choćby Jakobsen rok temu w Zabrzu, gdzie linię mety minął jako pierwszy, ale zwycięstwo, przez faul na Ackermanie, mu odebrano. 

    By odnosić sukcesy jako sprinter trzeba jeździć bezkompromisowo, często ryzykować może nawet przekraczać granice rozsądku. Konsekwencje bywają poważne, ale z drugiej strony po części takie są reguły gry. Zajeżdżanie drogi czy wystawianie łokcia jest zabronione, ale legalne wciskanie się w ledwo widoczne luki i szukanie sobie najmniejszej dostępnej przestrzeni do sprintu to proszenie się o guza. Bez ryzyka trudno o sukces, chyba, że zostanie się dowiezionym do mety przez całą drużynę z kilkukilometrowego rozprowadzenia. Przy wyrównanym poziomie i okrojonych składach to jednak zdarza się coraz rzadziej.

    Tak czy inaczej należy oczekiwać od UCI (czy na rodzimym podwórku PZKol) większej konsekwencji w pilnowaniu porządku, zarówno na finiszach jak i na trasie. Bo jak pokazał przypadek z Katowic, obrażeń mogą doznać nie tylko sami zainteresowani, ale też kibice czy obsługa wyścigu.

    O ile sposób jazdy jest od zawodników zależny, to już warunki, w jakich się ścigają nie są. I tu pole do popisu ma, znów, kolarska federacja, ale też organizatorzy wyścigów. 

    Każdy może się pomylić

    Czesław Lang co roku chwali się, że jego wyścig dostaje najwyższe oceny od UCI. Czy to jednak oznacza, że prowadząc kolarzy przez rundy takie jak ta w Katowicach, czy po ulicach tak dziurawych jak te w Krakowie robi wszystko, by zapewnić sportowcom odpowiednie warunki pracy?

    Nie zrozumcie mnie źle. Wpadki zdarzają się wszystkim, by przypomnieć choćby feralny słupek na trasie Vuelty 2016, który wyeliminował z wyścigu Stevena Kruiswijka. Lub, również na Vuelcie (2019), kurizoalną sytuację z pękniętym basenem ogrodowym, który sprawił, że podczas drużynowej czasówki kolejni kolarze wywracali się na śliskiej jezdni. 

    Jednak planowe i systemowe prowadzenie wyścigu w terenie, który sam z siebie sprzyja kraksom, jak dziurawe, pełne krawężników, pasów, torów rundy lub organizowanie finiszu na zjeździe i ekscytowanie się prędkością rozwijaną tam przez zawodników są mocno dyskusyjne. 

    Rozważanie, czy barierki w Katowicach były spięte zipami czy zamocowane na sztywno do siebie jest bezcelowe. To, że ustąpiły pod naporem rozpędzonego do 80km/h zawodnika mogło być przypadkiem, bo dodatkowo nie opierali się o nie kibice, albo efektem zaniedbania osoby je ustawiającej. 

    Kwestią nadrzędną jest, że samo umiejscowienie linii mety, jak i droga do niej doprowadzająca od lat prosiły się o tragedię. Podobnie jak innych finiszy na trasie TdP, czy rund do nich prowadzących. Żeby nie było, że “czepiam się” Śląska, w moim rodzinnym Krakowie dojazd do finałowej rundy również jest skandaliczny, jedną z najbardziej dziurawych ulic w mieście a samo okrążenie wokół Błoń jest powodem do wstydu (choć w tle widać Wawel i Kopiec Kościuszki), pełne zwężeń, malowanek na jezdni i kolein.

    Mała architektura przeciwko kolarzom

    Rok temu kolarski świat był wstrząśnięty śmiercią Bjorga Lambrechta, która akurat wydarzyła się na prostej drodze. Nie pociągnęliśmy niestety dyskusji o elemencie infrastruktury drogowej, który przyczynił się do tej tragedii, czyli o przymocowanym do nawierzchni odblasku. Teoretycznie ma on zwiększać bezpieczeństwo i z pewnością każdy kierowca docenia go podczas jazdy w nocy, jednak jak okazało się podczas wyścigu kolarskiego był on zabójczy.

    Z drugiej strony uznany klasyk, część “ardeńskiego tryptyku”, Amstel Gold Race nie tylko prowadzi w dużej części wąskimi uliczkami limburskich przedmieść, droga cały czas skręca i zmienia nachylenie, to jeszcze pełna wysepek, progów zwalniających i innych części małej architektury, która na co dzień ma dbać o bezpieczeństwo ruchu drogowego (w tym rowerzystów). 

    Chcemy igrzysk

    Co więcej, trasy wyścigów wciąż są ekstremalizowane. Organizatorzy wyszukują ekstremalnych stromizn, szutrów czy bruków. Ba, nawet na tak konserwatywnym wyścigu jak Tour de France zdarzają się takie przykłady jak jurajski etap w 2017, który zebrał żniwo wśród zawodników ścigających się na zjazdach. Porte, Thomas czy Majka doznali poważnych kontuzji, ale prawda jest brutalna: wszyscy oczekiwaliśmy ostrego ścigania na zjazdach. I takie było, czego efektem były dotkliwe kraksy. 

    Dlaczego więc gdy oglądałem fruwające barierki i Jakobsena wypadającego z drogi na mecie w Katowicach największy mój największy gniew wzbudził nie faul Groenewegena a Czesław Lang i jego koncepcja trasy Tour de Pologne?

    Cóż, dyrektor TdP umiejętnie od lat narzuca nam swoją narrację, dorabiając do swoich, wyłącznie merkantylnych, wyborów chwytliwe nazwy. Idiotyczny i niebezpieczny finisz na zjeździe poprzedzony jazdą po dziurach ochrzcił “świątynią sprintu”, nadając brzydkiemu, nieatrakcyjnemu sportowo i niebezpiecznemu etapowi fałszywe znaczenie. Od lat prosił się o wypadek, który o mały włos nie skończył się fatalnie a wtórowali mu komisarze UCI przyznając wyścigowi wysokie oceny. 

    Sęk w tym, że sami kolarze jak również organizacja w założeniu broniąca ich interesów (CPA – związek kolarzy zawodowych) są zbyt słabi. Wyścigi zależne są od sponsorów i samorządów, które często dyktują układ tras, umiejscowienie finiszy czy premii. O harmonogramie decyduje ramówka telewizji. W sytuacji, gdy można zamknąć budżet dzięki milionowi (obojętne: złotówek czy euro) lub dwóm lub doprowadzić imprezę do bankructwa w imię “ciekawej trasy”, kompromisy stają się koniecznością. 

    Jeśli cierpi na tym atrakcyjność imprezy, bo zawodnicy ścigają się w nieciekawym, zurbanizowanym terenie zamiast po górskich przełęczy, jeszcze można to przeboleć. Gorzej, jeśli w imię zarobku (bezpośrednio w postaci umów z mecenasami lub pośrednio przez np. zbytnie radykalizowanie trasy i poszukiwanie widowni przez wzbudzanie kontrowersji) cierpią kolarze. 

    I żeby nie było wątpliwości, to nie jest problem tylko Langa i jego Tour de Pologne. Nie bez powodu etapy Tour de France potrafią prowadzić przez “kultowe” pirenejskie wzniesienia by następnie prowadzić peleton kilkadziesiąt kilometrów po płaskim do Pau. I nie bez przyczyny włoskie Giro co roku pcha się na potencjalnie oblodzone przełęcze i zjazdy w śnieżycy. 

    Nie zmienia to faktu, że oglądając TdP wielokrotnie przeklinam pod nosem Langa i Piaseckiego, którzy fundują i kolarzom i nam to co fundują. Bo wbrew temu, co sami deklarują pod wieloma względami do “Ligi Mistrzów” jest im bardzo daleko. A chciałbym, żeby było bliżej. No ale to już problem mój i moich oczekiwań. 

    Zdjęcie okładkowe: RAYMOND Wong on Unsplash

  • Jedyna szansa Czesława Langa

    Jedyna szansa Czesława Langa

    Będąc pierwszą etapówką w zrestartowanym po lockdownie World Tourze Tour de Pologne 2020 ma w końcu szansę, by przyciągnąć uwagę międzynarodowej publiczności.

    77. TdP będzie krótszy, pięciodniowy w miejsce tradycyjnego tygodnia. Rozgrywany w “reżimie sanitarnym”, z ograniczoną publicznością w strefach startu i mety. Z bardzo mocną obsadą kolarzy wygłodniałych ścigania, szukających pierwszych w sezonie sukcesów, które pomogą im negocjować kontrakty na kolejny rok. 

    W ostatnich latach Tour de Pologne zaczął się sprawdzać jako impreza wykorzystywana przez zawodników budujących formę na hiszpańską Vueltę. Dzięki temu, choć rozgrywany tuż po Tour de France, gromadził na starcie ciekawą obsadę i oferował całkiem niezłe, sportowe emocje. 

    Nazywając rzecz po imieniu, TdP w końcu można było oglądać jako solidną propozycję w kalendarzu, o ile oczywiście ktoś interesuje się kolarstwem szosowym na takim poziomie, że śledzi tygodniowe etapówki. 

    To opinia “nieco” sprzeczna z tym, co wciąż próbuje nam sprzedać Lang Team i wspierające go media, ale myślę, że stosunkowo bliska stanowi faktycznemu. 

    Przez lata, mimo francuskiej nazwy czy kuriozalnej wizyty we włoskich alpach był i jest wyścigiem na wskroś polskim. Kierowanym do polskiego widza, w dużej części finansowanym z kieszeni podatników (za pieniądze nie tylko samorządów, co jest charakterystyczne dla modelu organizowania imprez kolarskich, ale też spółek skarbu państwa) i istniejącym dzięki partnerstwu z telewizją publiczną.

    Oceniam, że było to działanie w dużej mierze celowe, ponieważ wciąż nie przebił się jako wartościowy punkt programu do świadomości kolarskich kibiców na świecie. Za to w Polsce jest jedną z najważniejszych cyklicznych imprez sportowych, której dorównuje może tylko żużlowe GP. 

    Z kolei z perspektywy zagranicznej, wciąż jest to impreza mniej istotna i poniekąd egzotyczna. Zanim kolarstwo zaczęło się na dobre globalizować, włączenie do World Touru (wcześniej Pro Touru) zawodów choć starych i zasłużonych, to jednak spoza status quo, było pewną nowością. 

    Mimo że Tour de Pologne nie zrobił może takiej kariery jak Strade Bianche, stał się stałą pozycją w europejskim kalendarzu i wyrabia sobie markę. Nawet jeśli nie jest spektakularny, ma dziwną specyfikę trasy z jazdą po rundach, quasi-kryteriami na ulicach miast i ze stopniem trudności górskich etapów porównywalnym z ardeńskimi klasykami. 

    Dodatkowo, choć narzekamy na poziom realizacji sygnału TV, obrazki z Podhala, Beskidów czy przynajmniej kilku miast etapowych wyglądają na ekranach całkiem atrakcyjnie. Dzięki transmisji nie tylko w TVP, ale i w Eurosporcie w końcu wyścig może faktycznie pełnić rolę promocji turystycznej regionów goszczących cyrk Czesława Langa. 

    W tym roku TdP miał być rozgrywany w trakcie Tour de France i być dla niektórych zawodników sprawdzianem dyspozycji przed Igrzyskami w Tokio. 

    Z powodu pandemii jest pierwszą etapówką w World Tourze i okazją do wejścia w wyścigowy rytm czy to przed Wielką Pętlą czy też przed klasykami. Uwagę światowej publiki odciągnie jedynie Mediolan-San Remo, ale w sytuacji, gdy wszyscy są spragnieni ścigania, nie powinno to być problemem. 

    Lista startowa 77. Tour de Pologne obfituje w świetne nazwiska. Znajdziemy na niej takich zawodników jak Richard Carapaz, Rohan Dennis, Jakob Fuglsang, Ion Izagirre, Mark Cavendish, Wout Poels, Pascal Ackerman, Rafał Majka, Max Schachmann, Ilnur Zakarin, Remco Evenpoel, Fabio Jakobsen, Esteban Chavez, Luka Mezgec, Simon Yates, Enrico Gasparotto, John Degenkolb, Thomas de Gendt, Dylan Groenewegen, Wilco Kelderman, Mads Pedersen, Jasper Stuyven, Rui Costa, Diego Ulissi a także spore grono młodych kolarzy szukających pierwszych sukcesów w zawodowym peletonie. 

    Dodatkowo jest to początek pożegnalnego tournee marki CCC i “polskiej grupy w World Tourze”. Jim Ochowicz walczy o nowych sponsorów a jego zawodnicy, podobnie jak przedstawiciele wielu innych zespołów o zapewnienie sobie przyszłości w kryzysowych czasach. 

    Ponieważ, jak to zazwyczaj bywa w tego typu wyścigach, zawodnicy przyjeżdżają na start z różnymi założeniami i w różnej dyspozycji, można spodziewać się ciekawych rozstrzygnięć. Intrygująco zapowiadają się finisze z peletonu a o zwycięstwie w klasyfikacji generalnej zapewne zdecydują sekundy.

    Z powodu pandemii kolarze mają mniej okazji do wykazania się swoimi umiejętnościami, zatem każde zwycięstwo jest na wagę złota. Oczekuję więc, że każdy z etapów będzie rozgrywany w dobrym tempie i z pełnym zaangażowaniem. Miejmy nadzieję, że na rundach ulicami miast nie dojdzie do zbyt wielu kraks. Kolarze są bowiem po przerwie i choć to doświadczeni profesjonaliści, nie są jeszcze w 100% wyścigowym rytmie. 

    Zapowiada się dobry wyścig, który będzie warto śledzić nie tylko dlatego, że jest “nasz”. Dzięki niespodziewanym okolicznościom pierwszy raz oczy sporej części kolarskiego świata będą skierowane na Tour de Pologne. To co Lang Team pokaże jako organizator, TVP jako dostawca sygnału telewizyjnego a kolarze jako jego treść może zadecydować o pozycji i kondycji imprezy w kolejnych latach. Takiej szansy jeszcze nie było a. 

    Trasa 77. Tour de Pologne: 

    • Etap 1: Stadion Śląski Chorzów – Katowice (195,8 km), środa 05.08
    • Etap 2: Opole – Zabrze (151,5 km), czwartek 06.08
    • Etap 3: Wadowice – Bielsko-Biała (203,1 km), piątek 07.08
    • Etap 4: Bukovina Resort – Bukowina Tatrzańska (152,9 km), sobota 08.08
    • Etap 5: Zakopane – Kraków (188 km), niedziela 09.08

    Transmisje w Eurosporcie codziennie (poza piątkiem) od 17.15 do ok. 19.00, w TVP i TVP sport w podobnych godzinach. W piątek etap kończy się wcześniej, bo o 17, zatem transmisja zacznie się o 15.30. Szczegółowy plan znajdziecie tutaj.

  • Czy Tour de Pologne to dobro narodowe?

    Czy Tour de Pologne to dobro narodowe?

    Najważniejszy wyścig kolarski w kraju. Synonim sukcesu i profesjonalizmu. Okno na świat a dzięki ?Mini Tour de Pologne? także inkubator przyszłych gwiazd. Tour de Pologne to nasze dobro narodowe!

    Szarganie świętości?

    Czy wolno podnosić rękę na tak cenny skarb nie będąc nazwanym hejterem? Czy można pokusić się o ocenę naszego wyścigu wychodzącą poza utarte schematy, zarówno te pozytywne, bazujące na oficjalnej komunikacji Lang Teamu, jak i te zgrane i nic nie wnoszące o balonach, rundach i kurczowym trzymaniu się szos małopolski i górnego śląska?

    Gdy zbliża się wyścig, obracamy się w kuriozalnej mieszance ?memów? generowanych przez obie strony. Efekt? Nie tylko trudno rzetelnie ocenić Tour de Pologne. Trudno nawet o nim poważnie porozmawiać.

    Dorosłość

    Historii Tour de Pologne jest bardzo blisko do historii polskiej transformacji. Od 1993 gdy Czesław Lang przejął organizację tej imprezy zarówno wyścig jak i nasz kraj zmieniły się nie do poznania. Jesteśmy dorośli, pod wieloma względami.

    Choć wciąż tu i ówdzie widać ślady po czasach PRL, tłumaczenie się ?latami niewoli? z obecnej perspektywy jawi się jako absurd. W tym roku nawet najstarsi rocznikowo młodzicy stający na starcie ?Mini Tour de Pologne?, imprezy towarzyszącej TdP, której celem jest poszukiwanie nowych, kolarskich talentów, urodzili się już w Unii Europejskiej. Nie znają innego świata niż ten bez granic, z dobrymi drogami czy interaktywnymi muzeami.

    Nie znają też Tour de Pologne poza World Tourem: regularnie awansujący w hierarchii wyścig w 2005r został włączony do grona najwyżej punktowanych imprez tygodniowych i z minimalną korektą punktacji w sezonie 2017 pozostaje w nim do dziś.

    Do Polski wciąż obligatoryjnie przyjeżdżają wszystkie zespoły z najbardziej prestiżową licencją a po latach poszukiwania właściwego miejsca w kalendarzu obecnie TdP wpisuje się w czas między Tour de France a Vuelta a Espana jako dogodny sprawdzian formy przed trzecim wielkim tourem sezonu.

    Tour de Pologne nie jest więc już dzieckiem. Zasługuje zatem na poważne traktowanie, uczciwe i pozbawione kompleksów.

    Tak jak Polska należy do grona tych wyraźnie bogatszych, by nie powiedzieć najbogatszych krajów świata (a w porównaniu z nimi jest jednym z najbiedniejszych), tak i Tour de Pologne jest jednym z najmniej istotnych, jednak wśród najważniejszych wyścigów kolarskich.

    Oba fakty są więc niewątpliwymi powodami do dumy, także dumy narodowej w tym najzdrowszym wydaniu: dotyczącym realnych sukcesów i mierzalnych osiągnięć a nie mrzonek o szklanych domach.

    Embed from Getty Images

    Świat bez Tour de Pologne?

    TdP jest jednym z nielicznych wyścigów organizowanych niezależnie. Lang Team to firma rodzinna, tymczasem ASO czy RCS, które posiadają większość imprez w kalendarzu World Tour to korporacje z branży mediów.

    Czesi nie podołali utrzymaniu przy życiu Wyścigu Pokoju (pozostał w kalendarzu jako zawody dla juniorów), Niemcy do swojego Deutschland Tour powrócą po kilku latach przerwy od zwinięcia interesu. Wiele imprez we Francji, Hiszpanii czy Włoszech upadło z powodów finansowych w czasie, gdy Tour de Pologne budował swoją markę.

    Mimo tego wydaje się, że gdyby, hipotetycznie, nasz wyścig wypadł z kalendarza, mało kto zwróciłby na to uwagę.

    Choć sytuacja poprawia się z roku na rok, wciąż spora część zespołów przywozi do Polski trzecie składy a nawet, gdy pojawiają się zawodnicy o znanych nazwiskach, nigdy nie wiadomo, z jakim nastawieniem i z jakim celem będą pokonywać kilometry po małopolskich i śląskich szosach.

    Co więcej, również z punktu widzenia rodzimego kolarstwa sprawa nie jest taka oczywista. TdP ma niewątpliwie aspekt popularyzujący sport rowerowy, zapewnia kilkudziesięciogodzinną obecność peletonu w najlepszym czasie antenowym. To nie jest fakt bez znaczenia, ponieważ nawet w latach największej posuchy przynajmniej przez ten jeden tydzień w roku masowa widownia miała szansę przyjrzeć się bliżej wysokiej klasy zawodowcom.

    Czy przełożyło się to na poziom kolarstwa w kraju? Cóż, w sytuacji, gdy Dariusz Miłek przerzuca budżet na sponsorowanie worldtourowej grupy Jima Ochowicza, w kraju nie pozostanie żadna ekipa w pełni zawodowa (czyli na poziomie Pro Continental). Podobnie jest z wyścigami. Nie licząc ?Szlakiem Walk Majora Hubala? (kategoria 2.1), za Tour de Pologne zionie straszliwa pustka.

    Anonsowane jako gest Lang Teamu uczestnictwo w roli drużyny z ?dziką karta? reprezentacji Polski jest wydarzeniem egzotycznym, które długoterminowo nie przełożyło się np. na regularny awans naszych kolarzy do grup World Touru.

    Intrygujące jest również, że choć nie mamy w kraju wysokich gór, sporo wyścigów rozgrywanych jest w terenie płaskim a zawsze przynajmniej pół Tour de Pologne przeznaczone jest dla sprinterów, nie doczekaliśmy się specjalisty potrafiącego skutecznie zafiniszować z peletonu choćby na poziomie Pro Continental.

    Wydaje się więc, że największą wartością, jaką wnosi TdP jest impreza towarzysząca wyścigowi, czyli ?Mini Tour de Pologne?, zawody dla młodzików i żaków, którzy nie tylko mogą zmierzyć się w sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim poczuć atmosferę wielkiego wyścigu. W tym wieku taki zastrzyk motywacji jest zwyczajnie nie do przecenienia.

    Embed from Getty Images

    Prywatna firma – wyścig narodowy

    Panuje przeświadczenie, że skoro Tour de Pologne osiągnął sukces a Lang Team jest prywatną firmą, wszystko zależy od Czesława Langa i jego ekipy.

    W przeszłości bywało różnie, jednak od kilku lat lista sponsorów TdP opiera się w sporej części na spółkach skarbu państwa lub podobnych im podmiotach. W tym roku wśród najważniejszych partnerów wyścigu mamy Tauron, Lotos i Lotto.

    Nie bez znaczenia jest też wkład finansowy samorządów goszczących starty i mety etapowe czy premie ulokowane na trasie (to akurat wspólne dla wszystkich zawodów kolarskich na świecie).

    Wieloletnie partnerstwo z telewizją publiczną, która – co ciekawe – relacjonuje Tour de Pologne bez względu na zmiany prezesów i opcji politycznych z których pochodzą to fundament sukcesu Lang Teamu.

    Ciekawostką jest też, że Ministerstwo Sportu i Turystyki dofinansowało za pośrednictwem ?KS Lider? kwotą 300 tys. zł element kampanii reklamowej TdP, czyli mobilne ?Muzeum Wyścigu Niepodległości?. Inne projekty Lang Teamu, jak choćby Puchar Szkółek (impreza towarzysząca maratonom) również są dotowane przez MSiT.

    Idąc dalej, tak jak Tour de Pologne 2018, uśmiechając się do obecnej władzy czci stulecie niepodległości Polski i gra na popularnych nutach patriotycznych, dla kontrastu w 2014r romansował z Lechem Wałęsą, który ku pamięci Solidarności był honorowym starterem wyścigu.

    Krótko mówiąc, wszystko dla dobra kolarstwa, natomiast zauważę, że zarówno świętowanie ?Solidarności? jak i ?Stulecia Niepodległości? jedynie bardzo luźno nawiązują do kontekstu, czy to historycznego czy to kulturowego.

    Choć osobiście takie koneksje bardziej mnie mierżą niż wzruszają, chętnie widziałbym więcej symboliki, jednak wykorzystywanej z większym wyczuciem i smakiem niż robi to Lang Team.

    Trasy etapów poprowadzone bliżej miejsc pamięci, monumentów, dóbr kultury. Finisze w charakterystycznych miejscach, unikatowych na skalę region, kontynentu czy nawet świata (by nie szukać daleko, zamiast kręcić się wokół krakowskich Błoń czemu by nie usytuować ?kreski? u podnóża Kopca Kościuszki?). Zejście z wysokiego poziomu ogólności na bardziej konkretny, wzorem Gandawa-Wevelgem upamiętniającego ofiary bitew ?Na Polach Flandrii?.

    Embed from Getty Images

    Tour de Pologne jak Dama z Łasiczką?

    Mimo wszystko choć Tour de Pologne ma wiele mankamentów, za jego pośrednictwem dzieje się sporo dobrego. Od czasu gdy TdP pokazywany jest w Eurosporcie, międzynarodowa widownia może nie tylko śledzić losy rywalizacji i unikatowy puchar z wielickiej soli wręczany zwycięzcy, ale też zobaczyć, że Polska to całkiem ładny kraj.

    Bo nawet gdy peleton przejeżdża przez industrialny śląsk, na ekranie oglądamy ciekawą architekturę i sporo zieleni a podczas każdego z etapów kamery pokazują kolejne zabytki i atrakcyjne krajobrazy. Gdy w na początku XXIw Czesław Lang powtarzał swoją mantrę o tym, że jego wyścig ?pokazuje najpiękniejsze miejsca w Polsce? było w tym sporo ściemy. Teraz, po czternastu latach w Unii, milionach Euro, które ?ciocia Angela? pchała tu wagonami i ciężkiej pracy nas wszystkich faktycznie mamy tu całkiem ładnie.

    Cóż z tego, że nie jest to ?Kolarska Liga Mistrzów?, a ?Ściana Bukovina? i ?Świątynia Sprintu? nie tylko wywołują mdłości u zorientowanych fanów kolarstwa, ale też wprowadzają w błąd masowego odbiorcę.

    Z szacunku dla pracy Czesława Langa i przez wzgląd na ?dobro polskiego kolarstwa? szukamy raczej zalet niż wad Tour de Pologne. Przywykliśmy do wad, część z nich obracając nawet w zalety.

    Bo cóż z tego, że ?wyścig dookoła Polski? rozgrywany jest w de facto dwóch województwach, skoro, poza aspektem finansowym, impreza, by miała jakikolwiek, sportowy sens, musi być rozgrywana w ciekawym terenie.

    Cóż z tego, że nie ma w Europie drugich zawodów tak szczelnie pokrytych logotypami sponsorów, że ledwo spod spodu widać kolarzy, skoro dzięki temu w ogóle się odbywają.

    Schematyczna trasa? To nieważne, że realnie rzecz ujmując to impreza kameralna z biurem prasowym mieszczącym się w dwóch kontenerach. Jako jedno z największych wyzwań logistycznych w kraju, Tour de Pologne jest za duży by eksplorować mniejsze drogi czy kończyć etapy na niedostępnych przełęczach czy szczytach.

    Publiczne pieniądze? To na rozwój młodzieży, promocję kraju, szansę dla zawodników.

    A jeśli mamy wątpliwości co do efektu końcowego, zawsze można usłyszeć nieśmiertelną formułę, ?jeśli jesteś taki mądry, sam zorganizuj to wszystko lepiej?.

    Skoro to nasze dobro narodowe, powinniśmy je czcić i szanować. Niczym ?Damę z Łasiczką? za którą chętną ręką zapłaciliśmy rodzinie Czartoryskich 100 milionów Euro. Cóż, przynajmniej teraz jest już faktycznie nasza. Własna, wspólna, komunalna. Pardon, narodowa.

  • Dobry maraton był w tej Bukowinie

    Dobry maraton był w tej Bukowinie

    Maratony jeżdżę rzadko a jeśli już, to częściej na Słowacji niż u nas. Mimo to wybrałem się do Bukowiny Tatrzańskiej na zawody organizowane przez Lang Team. Jak było? Sprawdźcie tę garść wrażeń.

    Prawdopodobnie nie wybrałbym się do Bukowiny gdyby nie fakt, że w tym roku mój blog i ja patronujemy imprezom Lang Teamu. Pewnie wymyśliłbym parę powodów, żeby nie pojechać. A teraz wiem, że bym żałował.

    Bukowinę mam stosunkowo niedaleko, 100km od domu łapie się mniej więcej w połowę limitu, którego staram się nie przekraczać jeżdżąc na zawody rowerowe. Gdy przypomnę sobie, że parę lat temu przemierzaliśmy Polskę wzdłuż i wszerz, spędzając po dobrych kilka godzin z rowerami na dachu nie wyobrażam sobie, by teraz regularnie uczestniczyć w takich eskapadach.

    W sobotni poranek ?zakopianka? jest pusta, ale i tak wyjechaliśmy odpowiednio wcześniej, żeby zaparkować w miarę blisko miasteczka zawodów, ustawionego przy terenie ?Termy Bukovina?. Rejestrację załatwiliśmy szybko, ale przypomniałem sobie, że mając natłok obowiązków w ciągu tygodnia nie ogarnąłem tematu sektora startowego, więc mentalnie przygotowałem się na jazdę z końca stawki. Cóż, mój błąd.

    Tak czy inaczej to było ciekawe doświadczenie, choćby z punktu widzenia ?organizacyjnego?. Wygląda na to, że ekipa Lang Teamu opanowała temat startu z sektorów więcej niż dobrze: poza faktem, że de facto cały dystans pokonałem w formie indywidualnej ?czasówki? zamiast bezpośrednio ścigać się z rywalami, start z końca nie był żadnym problemem.

    Choć w maratonach ścigam się rzadko, jeśli już na jakiś się wybieram, są to zawody w górach. W Bukowinie trasa była dość nietypowa, bo wytyczona runda miała zaledwie ok. 20km, zatem na każdym z kolejnych dystansów (Mini, Medio, Grand Fondo, będące równocześnie Pucharem Polski) dokładało się jedno okrążenie. Mimo niewielkiego, jak na maraton dystansu, ?było co jechać? z powodu bardzo uczciwego przewyższenia sięgającego 800m na okrążeniu (zatem n a 40km medio miałem 1600m w pionie!). Całość składała się z na przemian asfaltowych i szutrowych podjazdów oraz terenowych, leśnych i polnych dróg prowadzących w dół. Większość wzniesień była na 5-10 minut, mimo lokalizacji typowo górskiej, trasa wyszła bardziej interwałowa. No i było stromo, więc trzeba było mieć sporo pod nogą, by kolejne ścianki pokonywać w dobrym tempie.

    Czas mijał, jechałem swoje, nie do końca tak żwawo jak bym chciał, wyprzedzając kolejnych zawodników startujących z wcześniejszych sektorów i na innych niż ja dystansach. Dojechałem, jak dojechałem i na tym można by skończyć temat, ale to mimo wszystko nie jest tekst o mnie ;), tylko o maratonie w Bukowinie.

    I wiecie co? Mógłbym być niezadowolony ze swojej jazdy, bo powinno być lepiej. Mógłbym też sarkać, że znowu muszę poświęcić kilka dobrych godzin na serwisowanie rowerów, które dostały solidny wycisk, bo trochę mżyło i leśne drogi zrobiły się momentami mocno błotniste.

    Ale z Bukowiny wróciłem zadowolony, mniej więcej tak, jak wracam zadowolony z maratonów na Słowacji. Wziąłem udział w naprawdę fajnym ?evencie?, zawodach rowerowych, które są bardzo uczciwym, dobrze przygotowanym produktem. Ok, miałem pewne rozeznanie po krakowskiej ?Skandii?, jednak tam zajmowałem się trochę czym innym i nie zwracałem uwagi na detale od strony stricte uczestnika.

    Teraz wiem, że jeśli w przyszłorocznym kalendarzu będzie maraton w Bukowinie organizowany przez Lang Team, to się na niego wybiorę, bo było warto, bo wiem, że jako uczestnik jestem tam traktowany poważnie i z szacunkiem a to ważny element całej tej zabawy.

    https://www.instagram.com/p/BGivkKBkcjg/

    Dostałem konkretną, wymagającą trasę, którą obstawiała liczna ekipa ratowników i strażaków. Od pewnego czasu zwracam uwagę na takie rzeczy, więc fakt, że oprócz paru strzałek na drzewach widzę przy trasie ludzi a do tego oznaczono odblaskową farbą co większe kamienie w lesie daje mi pewność siebie i poczucie, że ktoś o mnie pomyślał (nawet, jeśli wykrzykników jest trochę za dużo a spiker przed startem nieco na wyrost straszy karkołomnością zjazdów).

    Do tego miałem gdzie umyć rower nie czekając w kilometrowej kolejce, był dostęp do wody, do jedzenia dostałem kawałek grillowanego kurczaka a nie, jak to czasem bywa, rozgotowane kluchy a moja żona za miejsce na podium dostała naprawdę fajny zestaw giftów. Krótko mówiąc, profeska.

    Inna kwestia, dzięki której wróciłem z Bukowiny w dobrym nastroju ma charakter bardziej osobisty. Mijając na trasie kolejnych zawodników nie spodziewałem się, że tyle osób pamięta mnie jeszcze ze ?starych czasów? gdy regularnie startowałem w maratonach więc kilka miłych pogawędek albo chociaż wymienionych ?cześć? było miłym akcentem po drodze. Nie zdawałem sobie też sprawy, że aż tylu maratończyków czyta mojego bloga, więc dzięki wszystkim za doping i ciepłe słowa, w tym na najbardziej stromych podjazdach, gdzie przecież nie zawsze łatwo jest wyartykułować składne zdanie ;)

    Zdjęcie okładkowe: Szymon Gruchalski, materiały prasowe Organizatora

  • Wpadajcie do Bukowiny Tatrzańskiej na Lang Team Maraton

    Wpadajcie do Bukowiny Tatrzańskiej na Lang Team Maraton

    Solidna porcja przewyższenia i Tatry w tle, eliminacja w Bukowinie Tatrzańskiej to najciekawsza propozycja w tegorocznym kalendarzu maratonów organizowanych przez Lang Team. Ja się tam wybieram sprawdzić nogę, odetchnąć świeższym powietrzem i przyjrzeć się z bliska „ściganiu u Langa”.

    foto 1

    Zaproszenie i oficjalna informacja prasowa Organizatora:

    BUKOVINA ? ROWEROWY MARATON DLA TWARDZIELI

    11 czerwca wszyscy miłośnicy rowerów będą mieli możliwość wzięcia udziału w wyjątkowym wydarzeniu ? BUKOVINA Lang Team Maraton MTB. Najtrudniejszy z maratonów organizowanych przez Lang Team będzie jednocześnie kwalifikacją do reprezentacji Polski mistrzostwa świata i eliminacją Pucharu Polski. Wystartować może jednak każdy ? wystarczy rower, kask i dobre chęci.

    Maraton Rowerowy Lang Team wraca do Bukowiny Tatrzańskiej po rocznej przerwie. Ci, którzy startowali w 2014 roku dobrze pamiętają wielkie emocje oraz bardzo wymagającą trasę. Bez wątpienia najtrudniejszą w całym cyklu. Ale ta edycja maratonu jest wyjątkowa nie tylko ze względu na skalę trudności, ale również miejsce jej rozgrywania. ?Bukowina jest miejscem szczególnym. Tu rozgrywa się królewski etap Tour de Pologne, tu w tym roku poznamy zwyciężczynię Tour de Pologne Women, także tu, już po raz siódmy, odbędzie się Tour de Pologne Amatorów. A już 11 czerwca zapraszam serdecznie wszystkich kolarzy górskich, trasa jest wymagająca, ale dystanse są zróżnicowane i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Liczę też na udział najmłodszych, dla których przygotowujemy specjalną Paradę Rodzinną? ? mówi Dyrektor Generalny Lang Team Czesław Lang.

    foto 3

    BUKOVINA Lang Team Maraton MTB to tradycyjnie trzy dystanse do wyboru ? Mini (24 km), Medio (45 km), Grand Fondo (66 km). Wszystkie będą rozgrywane na bardzo malowniczej rundzie z dwoma trudnymi podjazdami pod Brzegi i Wierch Spiski. Dystans Grand Fondo będzie zaliczany do klasyfikacji Pucharu Polski w maratonach i będzie stanowił podstawę kwalifikacji do reprezentacji Polski na mistrzostwa świata. Ale w Bukowinie coś dla siebie znajdą również najmłodsi fani dwóch kółek. Parada Rodzinna to krótka (7 km), łatwa trasa poprowadzona wokół hotelu BUKOVINA, czyli wymarzona okazja do wspólnej rowerowej przejażdżki w pięknym otoczeniu. ?Jestem przekonany, że kolarze pokochali Bukowinę. Opinie, z którymi się spotykamy, a także frekwencja motywują do tego, żeby organizować coraz więcej imprez? ? tłumaczy Edward Kuchta, Członek Zarządu Bukowiańskiego Towarzystwa Geotermalnego ? ?Kolarze chcą coraz częściej przyjeżdżać do Bukowiny, a my chcemy im stworzyć jak najlepsze warunki do uprawiania kolarstwa. Zwłaszcza, że ukształtowanie terenu, widoki i przyroda zachęcają do uprawiania tego sportu.?

    BUKOVINA Lang Team Maraton MTB_afisz_A2

    Na wszystkich chętnych czeka w Bukowinie wiele atrakcji. Najlepsi mają szansę na nagrody, wśród których są: kolarskie stroje Quest, zestawy produktów energetycznych Vitarade, akcesoria i osprzęt rowerowy Shimano, zegarki Festina, opony CST, bagażniki rowerowe Thule i kolarskie nagrody od Harfa Harryson. Podczas edycji w Bukowinie będzie rozgrywana również Premia Shimano będąca dodatkową szansą na nagrody. Nagrodą główną dla najlepszej drużyny w klasyfikacji generalnej Maratonów Rowerowych Lang Team jest skuter Zipp.

    Zapisów do BUKOVINA Lang Team Maraton można dokonywać przez internet na stronie www.maratonylangteam.pl, a także skandiamaraton.pl do środy 8 czerwca. Zapisy będą również przyjmowane w Biurze Zawodów w piątek 10 czerwca w godzinach 16-19 oraz w sobotę 11 czerwca w godzinach 8.00-10.30.

    Zdjęcia, maratomania.pl, materiały prasowe Organizatora. 

  • Rowerowy weekend w Gdańsku

    Rowerowy weekend w Gdańsku

    Mniej więcej 7% czytelników mojego bloga to mieszkańcy Trójmiasta. Jeśli jesteś jednym z nich, możesz w najbliższy weekend wybrać się na wyścig organizowany w Gdańsku przez Lang Team. Skandia Maraton dla fanów mtb oraz Colnago Lang Team Race dla szosowców. A jeśli jesteś w formie, to obskocz obie imprezy, dzień po dniu :)

    Afisz_A2_gdanskLTR3

    ROWEROWY WEEKEND W GDAŃSKU

    Na dobre rozkręca się sezon rowerowych imprez Lang Team. Już w najbliższą sobotę 21 maja w Gdańsku odbędzie się trzecia w tym roku edycja Skandia Maraton Lang Team. Z kolei w niedzielę 22 maja zostanie rozegrany ? pierwszy w tym roku ? szosowy wyścig z cyklu Colnago Lang Team Race.

    Najbliższy weekend w Gdańsku zapowiada się pasjonująco dla miłośników kolarstwa. Sobota będzie stała pod znakiem rowerów górskich i trzeciej edycji Skandia Maraton Lang Team. Po udanych wyścigach w Warszawie i Krakowie tym razem kolarze będą walczyć na bardzo wymagającej trasie w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Gdańska edycja Skandia Maraton Lang Team będzie zaliczana do klasyfikacji Pucharu Polski, a najlepsi kolarze będą mieli ostatnią szansę zakwalifikowania się do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy w maratonie.

    W Skandia Maraton Lang Team może wziąć udział każdy chętny ? niezależnie od wieku i umiejętności. Wystarczy mieć rower i kask. Do wyboru tradycyjnie są trzy dystanse: Mini (33 km), Medio (64 km) oraz Grand Fondo (96 km). Najmłodszym miłośnikom rowerów oraz ich rodzicom polecamy udział w Paradzie Rodzinnej. Liczący osiem kilometrów odcinek to doskonała okazja do rowerowej przejażdżki w rodzinnym gronie. Zwłaszcza, że atmosfera w miasteczku wyścigu będzie iście piknikowa i nie zabraknie tam wielu atrakcji. Na pewno warto odwiedzić strefę Pozytywnych Obrotów. To akcja promująca bezpieczeństwo rowerzystów i odpowiedzialne zachowanie na drodze. W specjalnej strefie będzie można wykręcić kilometry na trenażerze, a następnie „przekazać je” wybranej szkole podstawowej. Placówka w danym regonie, która zbierze najwięcej głosów otrzyma nagrodę specjalną ? szkolenie z bezpieczeństwa prowadzone przez Dorotę? Stalińską? z fundacji Nadzieja.

    Do udziału w zawodach można się zapisywać przez internet na stronie www.skandiamaraton.pl oraz www.maratonylangteam.pl do środy 18 maja. Zgłoszeń można będzie również dokonywać w Biurze Zawodów w miasteczku wyścigu w piątek 20 maja w godz. 16:00-19:00 oraz w sobotę 21 maja w godz. 8:00-10:30.

    plakat colnago LTRPo sobotnich emocjach związanych ze Skandia Maraton Lang Team, w niedzielę kolarze amatorzy wystartują w pierwszym w tym sezonie wyścigu z cyklu Colnago Lang Team Race. Kolarskie wyścigi szosowe dla amatorów są organizowane przez Lang Team od ubiegłego roku. Sukcesy Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majki, a także rosnąca popularność kolarstwa szosowego i zapotrzebowanie na szosowe imprezy dla amatorów stały u podstaw nowego cyklu. Colnago Lang Team Race promuje kolarstwo, zachęca do aktywnego wypoczynku, a przede wszystkim umożliwia rywalizację w profesjonalnych warunkach na najwyższym poziomie. W tym sezonie odbędą się cztery wyścigi, a pierwszy z nich właśnie w Gdańsku. Kolejne zostaną rozegrane w Warszawie (29 maja), Krokowej (31 lipca) oraz Bytowie (28 sierpnia).

    Wyścig w Gdańsku to nie lada gratka dla tych, którzy lubią duże prędkości. Stosunkowo płaska trasa poprowadzona jest szeroką aleją Armii Krajowej. Rywalizacja odbędzie się na rundzie liczącej 12,5 km. Uczestnicy mogą wybrać jeden z dwóch dystansów ? Mini (50 km) lub Maxi (87,5). Na krótszym mogą startować kolarze urodzeni w 2000 roku oraz starsi, na dłuższym pełnoletni. Miasteczko wyścigu powstanie przy skrzyżowaniu al. Armii Krajowej z ul. Łostowicką. W sumie rywalizacja toczy się w pięciu kategoriach wiekowych wśród mężczyzn oraz w czterech kategoriach wiekowych wśród kobiet.

    Zapisy do Colnago Lang Team Race przyjmowane są przez internet na stronie www.langteamrace.pl do środy 18 maja. Do wyścigu będzie się można zgłosić także w Biurze Zawodów w sobotę 21 maja w godz. 17.30-19.30 lub w dniu startu w niedzielę 22 maja w godz. 8:00-10:30.

    W związku z wyścigiem Colnago Lang Team Race w dniu 22 maja 2016 roku wyłączony z ruchu będzie fragment al. Armii Krajowej. Całkowite zamknięcie ulicy pomiędzy skrzyżowaniami z ul. Szczęśliwą i ul. Sikorskiego nastąpi w godzinach 10:00 ? 15:00. Po godzinie 15 ruch na tym fragmencie będzie sukcesywnie przywracany. Zalecane objazdy prowadzą ulicami: Kartuska, Jabłoniowa, Warszawska, Witosa, Cienista.

    Zdjęcie okładkowe: Tomasz Wienskowski, materiały prasowe Lang Team

  • Zaproszenie na Skandia Maraton Lang Team w Krakowie

    Zaproszenie na Skandia Maraton Lang Team w Krakowie

    Jako regionalny partner medialny krakowskiego Skandia Maratonu z przyjemnością zapraszam Was na drugą tegoroczną eliminację maratonów Lang Temu. W sobotę 07.05 z krakowskich Błoń wystartują uczestnicy Skandia Maraton Lang Team oraz Pucharu Polski w Maratonach MTB.

    RODZINNA ZABAWA I PUCHAR POLSKI W KRAKOWIE

    7 maja w Krakowie odbędzie się druga edycja Skandia Maraton Lang Team 2016 ? jednego z najpopularniejszych cykli maratonów kolarskich dla amatorów i zawodowców. Na Błoniach Krakowskich będzie można bawić się z całą rodziną, sprawdzić swoją formę i kibicować najlepszym kolarzom w walce o Puchar Polski w maratonach MTB. W Krakowie odbędą się również Mistrzostwa Polski Energetyków w Maratonie Rowerowym MTB TAURON CUP.

    skandia-krakow2

    Skandia Maraton Lang Team w Krakowie to najpopularniejsza edycja w całym kalendarzu Maratonów Rowerowych Lang Team. W zawodach regularnie padają rekordy frekwencji, a przed rokiem na Błoniach Krakowskich wystartowało ponad 1800 uczestników. ?Skandia Maraton Lang Team to impreza, która w Krakowie od razu została bardzo dobrze przyjęta przez uczestników. Przypomnę, że pierwsze zawody tego cyklu zorganizowaliśmy w naszym mieście w 2011 roku.  W sobotę, 7 maja spotkamy się więc już po raz szósty.  Zawsze mamy szczęście do pogody.  Baza maratonu na Błoniach Krakowskich i atrakcyjna trasa ściągają  rzesze miłośników jazdy na rowerze.? ? mówi Krzysztof Kowal, Dyrektor Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie.

    Tradycyjnie już przygotowane zostały trzy dystanse ? Mini (24 km), Medio (64 km) i Grand Fondo (90 km). Wszyscy kolarze wystartują z Krakowskich Błoń i pojadą w kierunku Lasku Wolskiego. Po wyjeździe z lasu w okolicach Kryspinowa jadący na dystansie Mini zaczną powrót w stronę mety, a pozostali pomkną wzdłuż Lotniska Balice aż do rozpoczęcia pętli. W ramach dystansu Medio kolarze pokonają ją raz, a Grand Fondo dwa razy. Na mecie na błoniach można się spodziewać zaciętej walki, zwłaszcza na dystansie Grand Fondo, który będzie zaliczany do klasyfikacji Pucharu Polski. ?To dodaje prestiżu i znaczenia zmaganiom kolarzy. Miło popatrzeć na efekty naszej współpracy z Czesławem Langiem i jego ekipą.  Organizujemy wydarzenie sportowe na bardzo wysokim poziomie, co do tego nikt, kto choć raz wystartował w Krakowie nie ma wątpliwości.? ? dodaje Kowal. Pierwsze miejsce to 100 punktów do klasyfikacji Pucharu Polski oraz nagrody finansowe. Dodatkowo Skandia Maraton Lang Team w Krakowie będzie częścią kwalifikacji do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy. ?Zakwalifikują się do niej dwie zawodniczki i dwóch zawodników najwyżej sklasyfikowani w rankingu stworzonym na podstawie wyników uzyskanych w trzech maratonach, w tym dwóch Skandia Maraton Lang Team w Krakowie i Gdańsku.? ? tłumaczy Andrzej Piątek, Dyrektor Sportowy Polskiego Związku Kolarskiego.

    Wszyscy startujący w Skandia Maraton Lang Team walczą również o cenne nagrody rzeczowe, wśród których znajdują się kolarskie stroje Quest, zestawy produktów energetycznych Vitarade, akcesoria i osprzęt rowerowy Shimano, zegarki Festina, opony CST, bagażniki rowerowe Thule i kolarskie nagrody od Harfa Harryson. Podczas wszystkich edycji rozgrywana jest także Premia Shimano z dodatkowymi nagrodami.

    Plakat Skandia Maraton Lang Team Kraków 2016
    Plakat Skandia Maraton Lang Team Kraków 2016

    Ale Skandia Maraton Lang Team to nie tylko sportowa rywalizacja, to również wspaniały piknik, na którym świetnie się bawią całe rodziny. Z myślą o najmłodszych przygotowana została Parada Rodzinna ? krótka, ośmiokilometrowa runda wokół błoń, którą maluchy mogą pokonać samemu lub w asyście rodziców. Niezapomniane wrażenia ? gwarantowane. A po rowerowej przejażdżce można odpocząć w miasteczku wyścigu, w którym atrakcji na pewno nie zabraknie. Pojawi się oczywiście specjalna strefa Pozytywnych Obrotów, w której będzie można wykręcić kilometry na trenażerze, a następnie „przekazać je” wybranej szkole podstawowej. Placówka w danym regonie, która zbierze najwięcej głosów otrzyma nagrodę specjalną ? szkolenie z bezpieczeństwa prowadzone przez Dorotę? Stalińską? z fundacji Nadzieja. Wszystkie szkoły biorące udział w akcji  otrzymają natomiast pakiety bezpieczeństwa (zestaw odblasków i materiały edukacyjne) dla młodych rowerzystów i pieszych.

    Do udziału w zawodach można się zapisywać przez internet na stronie www.skandiamaraton.pl oraz www.maratonylangteam.pl do środy 4 maja. Zgłoszeń można będzie również dokonywać w Biurze Zawodów w miasteczku wyścigu dzień przed i w dniu zawodów.

    Zdjęcia: Szymon Gruchalski, materiały prasowe Organizatora

  • Tydzień dobrych wiadomości

    Tydzień dobrych wiadomości

    Po dzikiej karcie dla CCC Sprandi Polkowice na Giro d?Italia i dalszych planach profesjonalizacji Kross Racing Teamu pojawił się kolejny świetny news dla naszego kolarstwa. Szosowe Mistrzostwa Polski mają na żywo transmitowane w telewizji.

    Oczywiście do czerwcowych zawodów o zestaw koszulek z orłem jeszcze daleko, ale po raz kolejny jest się z czego cieszyć. Nie wiadomo jeszcze, która stacja pokaże wyścigi, jednak skoro współorganizatorem ma być Lang Team można spodziewać się TVP (chyba, że o prawa powalczy związany z Dolnym Śląskiem Polsat). Tak czy inaczej, w ten sposób krajowe kolarstwo wchodzi na salony, do sportowej pierwszej ligi nad którą pochyla się ciągle najważniejsze i najbardziej wpływowe medium.

    Wstępne szczegóły znajdziecie choćby na stronie Eurosportu. Jak zawsze w takich sytuacjach znajdują się malkontenci i ?hejterzy?. Cóż, Czesław Lang i jego firma mają spore grono wiernych antyfanów. Prosty do bólu marketing faktycznie może działać na nerwy, ale z drugiej strony pokażcie mi kogoś, kto jest w stanie przeprowadzić zawody kolarskie sprawniej niż oni. W pakiecie z mistrzostwami kraju, Lang Team będzie również współpracował z lokalnym klubem KS Ślęża Sobótka przy organizacji Ślężańskiego Mnicha, otwierającego sezon na naszym podwórku. Jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę, że przy okazji Skandia Maratonu będą organizowane szosowe wyścigi dla amatorów, wygląda to na ewidentną próbę skonsumowania sukcesów zawodowców: Kwiatkowskiego, Majki czy Niemca.

    To dobrze, bo o kolarstwie znów będzie głośno. Nadchodzi czas, gdy nie będziemy mogli skarżyć się, że nasz sport jest niszowy. Obecność w telewizji i otwarte imprezy masowe w dużych miastach uzupełniają układankę złożoną z koszulek: tęczowej Kwiatkowskiego i w grochy Majki, rosnących ambicji CCC Sprandi Polkowice i Kross Racing Team oraz wielu, innych, przyjemnych wydarzeń, których doświadczamy w ostatnich kilkunastu miesiącach.

    Zdjęcie okładkowe: Piotr Drabik, flickr, CC BY 2.0

  • Promocyjny dysonans

    Promocyjny dysonans

    Miłym zaskoczeniem była dla mnie obecność kroniki Skandia Maratonu, na którą trafiłem włączając TVP w niedzielne popołudnie. W telegraficznym skrócie kilkukrotnie pojawiły się nazwy: miejscowości (Białystok), sponsora tytularnego (Skandia), organizatora (Lang Team) oraz nazwiska i kluby czołowych zawodników.

    Lang Team zawsze dobrze współpracował z TVP. „Publiczna” w sporej części odpowiada za sukces Tour de Pologne i awans wyścigu do światowej elity. Dużo łatwiej o finansowanie imprezy, gdy w dziale marketingu sponsora można policzyć odpowiedni zwrot z obecności w mediach. Czas antenowy w godzinach popołudniowych jest drogi, zatem wsparcie wyścigu pokazywanego w telewizji może być opłacalne. Przestaje się liczyć, co dana firma produkuje, jej logotypy mrugają w tle jadących kolarzy. Przekaz tak czy inaczej dociera do odbiorców a umiejętnie prowadząc kampanię można z towarzystwa sportu wycisnąć o wiele więcej.

    Z kolarstwem górskim jest nieco inaczej. Zawody są mniej prestiżowe, gwiazd również nie ma tylu co na szosie. Cross country czy maratony niby można podciągnąć pod dyscypliny ekstremalne, ale jak na tę kategorię brak im spektakularności. XC jest za to dyscypliną olimpijską, w której od lat, zwłaszcza w wydaniu kobiecym, odnosimy sukcesy. Z kolei maratony to piękny przykład sportu masowego, w który bawić mogą się całe rodziny. Tym samym otrzymujemy dobrą mieszankę dla Telewizji Publicznej. Nawet, jeśli same zawody trącają nudą, są niemal idealnie „misyjne”, zatem relacja zalicza się na plus przy negocjacjach z ustawodawcą czy Krajową Radą Radiofonii i Telewizji jako argument za istnieniem dotacji z budżetu.

    Po tej małej dygresji wróćmy do kroniki Skandia Maratonu. Trwała trzy minuty. Na początku migawka z Białegostoku. Super. Ładnie tam. Następnie Czesław Lang w firmowym trykocie i kasku mówi o bezpieczeństwie i ruchu na świeżym powietrzu. Fajnie – może to dobry pomysł na weekend z rodziną? Liczba uczestników: „ponad 700”. Plus przebitka na ojca z córką radośnie jadących parkową alejką. Cool… też tak chcę, inni też to robią. Cięcie. Puchar Polski. Andrzej Kaiser, Adrian Brzózka, rywalizacja, błoto, punkty, zawodowcy. Zaraz, to właściwie dla kogo ta impreza? Przeglądając pozostałe materiały, z poprzednich etapów serii Skandia, wygląda to tak samo.

    Dobrze, że któraś z serii maratonów ma realną promocję. Dobrze też, że, choć nieco wykrzywiony (informacje na ostatnią chwilę, niejasności regulaminowe itp.), rozgrywany jest w jej ramach Puchar Polski. Maratony Lang Teamu nie są ani najlepsze, ani najciekawsze, co do – słowo klucz w branży – organizacji można polemizować i toczyć boje, ale to bez sensu. Mają za to jeden, istotny wyróżnik. Próbują złamać schemat zamkniętych imprez dla, niemal zamkniętej społeczności, któremu hołduje większość serii maratonów mtb w kraju. Społeczności regionalnej, „hardcorowej”, miło spędzającej czas i tak dalej. Każdy może dobrać grupę do serii, z którą jest związany wedle upodobań.

    O tym, jak istotną rolę odgrywa dobry lub zły marketing można było się przekonać w Krakowie, gdy na wiosnę Lang Team poniósł frekwencyjną porażkę ze „społecznością” G&G Promotion. Zachęcić osobę nie związaną z tym sportem, że warto przyjść pokibicować a może nawet samemu wziąć udział po niewielkim przygotowaniu jest ciężko. Maraton mtb nie jest konkurencją łatwą do uprawiania a do oglądania nieco smętną. Mnogość kategorii, klasyfikacji, dystansów dodatkowo utrudnia pojmowanie całości. Imprezy masowe z natury są dla wszystkich. Zawodowcy to tylko niewielka część uczestników, czasem mierzona w promilach. Ale to oni nakręcają koniunkturę, pokazują granice wysiłku niedostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. Wplatanie w to obrazków rodzin z dziećmi nie robi dobrze nikomu. W ten sposób sportowe wydarzenie zmienia się w piknik, na którym bliżej nieznani profesjonaliści zabierają amatorom zabawki.

    Przykład, że może być inaczej? Oczywiście maratony biegowe. Z imprez takich jak maraton londyński czy bostoński Eurosport przeprowadza pełnowymiarowe transmisje. Na żywo. Z 35 tysięcy uczestników w Londynie, kamera pokazuje najpierw 30, potem 20, 10 a na koniec pierwszą trójkę walczącą o najwyższe cele. Amatorzy są tłem. I fakt, że nie ma z nimi wywiadów w wiadomościach nie zmienia tego, że uczestnictwo samo w sobie jest marzeniem dla setek tysięcy ludzi na świecie.

    TVP i Lang Team robią dobrą robotę już samą prezentacją Skandia Maratonu szerokiej publiczności. Sponsorzy się cieszą, bo mają zwrot (patrz wyżej), jest więc szansa, że docelowo dzięki temu impreza się rozwinie. Czy jednak taka relacja pobudzi czyjekolwiek marzenia i sprawi, że będzie chciał poświęcić zimę, by wziąć udział w maratonie? Albo zmieni biznesmena z nadwagą w prawdziwego amatora sportu?

    Materiały filmowe ze Skandia Maratonu można zobaczyć tutaj: http://sport.tvp.pl/inne/wokol-sportu/sport-amatorski/magazyn/skandia-maraton-lang-team/wideo