Tag: kaski

  • Chiński kask rowerowy – tak czy nie?

    Chiński kask rowerowy – tak czy nie?

    Temat chińskich podróbek wraca jak bumerang. Czy to łamiące się kierownice, pękające obręcze, podejrzane ramy z naklejkami znanych marek czy wreszcie kaski. Pytanie dnia brzmi: ?a co, jeśli podobny sprzęt można legalnie kupić w sklepie?

    Podrabiane komponenty rowerowe budzą kontrowersje z kilku powodów.

    Najważniejszy to oczywiście bezpieczeństwo. W przypadku znanej marki wiemy może nie kto wyprodukował daną rzecz, ale przynajmniej podmiot, do którego możemy zgłosić się z ewentualnym roszczeniem jest znany. Gdy mowa o imporcie podróbek z chińskich serwisów aukcyjnych, kosztem niskiej ceny otrzymujemy brak gwarancji. Nie tylko tej ?prawnej?, ale również nikt swoją twarzą, nazwiskiem, nipem i regonem nie gwarantuje, że jego produkt jest bezpieczny.

    Drugi element to wątpliwości natury etycznej. Naruszanie dóbr intelektualnych, w tym wypadku unikatowego projektu to kiepska sprawa. Celowe kupowanie podrobionego produktu w sytuacji, gdy nie stoi za tym manifest światopoglądowo-polityczny jest słabe.

    Co więcej, choć w branży rowerowej o tym mówi się mało, azjatyccy podwykonawcy często nie tylko naruszają prawa autorskie, ale też prawa pracy czy prawa człowieka. Nie wiem, jaką wagę do tego problemu przykładają duże marki kolarskie, ale mogę przypuszczać, że ktoś, kto działa na granicy przyzwoitości, również w tej materii może naginać zasady.

    Trzeba jednak pamiętać, że w wielu przypadkach opłata, jaką ponosimy za gwarancję, markę, projekt, r&d jest duża, czasem bardzo duża, biorąc pod uwagę, że, mimo wszystko wiele (co ważne – nie wszystkie!) produktów ?Logo?, ?Fake Logo?, ale też i ?No Logo? powstaje w zbliżonych, jeśli nie tych samych warunkach.

    Nieoryginalne kaski to sprawa szczególna, ponieważ dotyczy naszego bezpieczeństwa i integralności naszych czaszek. Z tematem dość dosadnie rozliczył się Tomek Hoppe z mtb-xc.pl, na tapetę biorąc oryginały i podróbki kasków Specializeda. Wideo możecie obejrzeć poniżej.

    W skrócie prezentacja polega na połamaniu podrabianego kasku w rękach oraz rzucaniu skorupami o betonowy słupek. Choć nieoczywistą, ale mimo wszystko przewagę mają oryginały, czemu mimo wszystko trudno się dziwić. Morał jest jednak taki, że lepiej jeździć w kasku jakimkolwiek niż w ogóle bez, bo jaki by nie był ten styropian, który ubieramy na głowę, i tak trochę ochrony nam zapewni.

    I teraz na scenę wchodzą dyskonty. Markety. Ale też marki rowerowe, niekoniecznie specjalizujące się w produkcji kasków.
    Mniej więcej równo z publikacją wideo, Biedronka wprowadziła do oferty kaski za ok. 60zł. Konstrukcyjnie jest im bardzo blisko do pierwszego z testowanych podróbek Speca. Ba, nawet system mocowania i zintegrowana lampka są właściwie identyczne. Podobny sprzęt mają w swojej ofercie Lidl, sieci hipermarketów czy marketów sportowych, korzystając albo z autorskich wzorów albo po prostu z projektu fabryki.

    Takie, sprzedawane na unijnym rynku kaski mają atesty, są dopuszczony do obrotu i można się spodziewać, że spełniają swoją funkcję ochronną.

    Ba, można oczekiwać, że działają tak samo jak 4-5 razy droższe modele np. z logo producentów rowerów, którzy w poszukiwaniu zysków oferują bowiem już nie tylko kompletne rowery i ramy solo, ale też całe kolekcje odzieży i akcesoriów.

    Wiele z nich nie robi nic innego jak Biedronka czy Lidl, czyli po prostu wybiera z chińskiego katalogu model, zamawia kolor i naklejkę, pakuje do swoich pudełek i sprzedaje klientom.

    Kontakt organoleptyczny wskazuje na podobne pochodzenie. Paski, zapięcia, detale laminowania skorupy, siatki, wkładki, daszki i ich mocowania są takie same w kaskach marki A, B, Dyskontu i? ?chińskiej podróbce?.

    Co więcej, cechą wspólną większości tych kasków jest stosunkowo niska masa: zaprezentowany na wideo brak szkieletu to jedno, ale drugim, charakterystycznym elementem jest ?rzadsza? struktura tworzywa, z którego wykonany jest kask. W połączeniu z mniejszą ilością zewnętrznej skorupy daje to niższą masę niż topowe modele marek stricte specjalizujących się w ochronie głowy.

    Mogę się założyć, że każdy z nich, jak na filmach, można zarówno połamać w rękach jak i, przy uderzeniu w twardą przeszkodę, ochroni naszą głowę.

    Dokładnie tak samo wygląda to z rynkiem wsporników, kierownic czy odzieży, gdzie kolejne marki wyrastają jak grzyby po deszczu, nie wspominając już o wyposażeniu kompletnych rowerów w sygnowane własnym logo komponenty. Wszystkie one mają atest, domyślnie są bezpieczne i bezstresowo można ich używać, co najwyżej odczuwając pewne różnice w ergonomii czy komforcie.

    Czy to zatem znaczy, że w zasadzie sprawa jest pozbawiona znaczenia i jeśli nie mamy wątpliwości natury etycznej, można kupować co się chce?

    Cóż, być może tak, ale nie do końca. Mimo wszystko, tak jak wspomniałem na wstępie, za logo marki – czy to rowerowej, marketu czy nawet dyskontu – stoi, wcześniej czy później, określona osoba, procedura, regulamin i prawo.

    Pęknięty mostek czy urwany pasek kasku może doprowadzić do kalectwa lub śmierci. Bąbel powietrza w laminacie obręczy, widelca lub ramy może zakończyć się katastrofą na szybkim zjeździe. Co więcej, takie błędy zdarzają się zarówno firmom ?krzak? jak i globalnym markom. Różnica jest taka, że jakkolwiek nie lubilibyście globalnych marek, można od nich dochodzić swoich praw. Od producenta podróbek – nie.

    Dla mnie kolarstwo jest emocjonujące samo w sobie i nie szukam dodatkowych emocji grając w rosyjską ruletkę przy pomocy części, co do których jakości mam wątpliwość. Ale każdy robi to, co lubi.

  • Andriej Kiwilew – bez jego ofiary nie byłoby obowiązkowych kasków

    Andriej Kiwilew – bez jego ofiary nie byłoby obowiązkowych kasków

    Przez dekady wyznacznikiem kolarza zawodowego była powiewająca na wietrze czupryna. Sytuację zmienił dopiero wypadek zakończony śmiercią Andrieja Kiwilewa podczas Paryż-Nicea 2003. Wkrótce potem peleton został ubrany w kaski i tak już zostało.

    Jean Robic, niespodziewany zwycięzca Tour de France 1947 był przez kibiców i rywali pogardliwie nazywany ?skórzaną głową?. Po urazie głowy, którego doznał kilka lat wcześniej jako jeden z nielicznych chronił się prymitywnym kaskiem.

    Nakrycie głowy, które obecnie jest pożądane przez wąsatych fanów rowerów z ostrym kołem, długo było jedynym, dostępnym sposobem na próbę uniknięcia urazu czaszki w razie kraksy.

    Jeszcze w latach ?90 XXw, gdy zaczęły się pojawiać stosunkowo lekkie kaski styropianowe, część kolarzy wybierała właśnie klasyczną wersję skórzaną.

    Museeuw Flandres 1998.jpg
    By Matheus KatharusPraca własna, CC BY-SA 4.0, Link

    Zawodowy peleton długo bronił się przed obowiązkiem ochrony głowy. Choć pomysły, by wymusić jazdę w kasku pojawiały się już około roku 1991 a część krajów zdecydowała się wprowadzić takie regulacje, do wiosny 2003 na większości wyścigów można było się ścigać prezentując światu misternie przystrzyżoną i ułożoną przed startem fryzurę.

    Paradoksalnie, gdyby obligatoryjne użycie kasków zostało wprowadzone w tym ?91 lub ?92r, być może wciąż żyłby mistrz olimpijski z Barcelony (1992), Włoch Fabio Casartelli, który zmarł po upadku na pirenejskim etapie Tour de France 1995.

    Śmierć Casartellego nie zmieniła wiele i dopiero ofiara, którą złożył Kiwilew z zmieniła sytuację.

    Przypomnijmy, Andriej Kiwiliew był zdolnym kolarzem z Kazachstanu, który wraz z Aleksandrem Winokurowem przyjechał do Francji w poszukiwaniu szczęścia, sławy i pieniędzy w gronie zawodowców.

    Andrei Kivilev.jpg
    Fair use, Link

    Rozgłos zdobył w sezonie 2001, gdy ukończył Tour de France na znakomitym, 4. miejscu. Owszem, w czołówce znalazł się dzięki przewadze, jaką zdobyła ucieczka puszczona przez peleton na jednym z etapów we wczesnej fazie wyścigu, lecz w górach Kiwiliew bronił się bardzo skutecznie, pokazując nie tylko wolę walki, ale i spore umiejętności oraz wydolność.

    Choć nie był już taki młody (w 2001r miał 28 lat), wieszczono, że jeszcze sporo zdziała na trasach najcięższych wyścigów. Szło mu nieźle, w sezonie 2002 zajmował miejsca w czołówce ważnych imprez, m.in. w Paryż-Nicea był czwarty.

    Wiosną 2003 prezentował niezłą dyspozycję i był zaliczany do grona faworytów ?wyścigu ku słońcu?. Niestety na trasie drugiego etapu upadł na jednym ze zjazdów i zmarł na skutek urazów głowy.

    Jacques Anquetil 1967.jpg
    By Unknown (Mondadori Publishers) – [1], Domena publiczna, Link

    Jak zawsze w takich sytuacjach peleton okrył się żałobą, następnego dnia na metę przed peletonem wjechała cała ekipa Cofidisu, którą reprezentował Kazach (m.in. w składzie z Markiem Rutkiewiczem, Polak również był zamieszany w kraskę Kiwilewa).
    Śmierć swojego rodaka szczególnie przeżył Winokurow, który zarówno zwycięstwo w całym Paryż-Nicea 2003 jak i późniejsze wygrane etapowe poświęcał pamięci przyjaciela. Kolejne, pełne emocji gesty przysporzyły ?Vino? wiele sympatii i szacunku.

    Dyskusja na temat wprowadzenia obowiązkowej jazdy w kasku powróciła a już dwa miesiące później, podczas Giro d?Italia peleton stanął na starcie z chronionymi głowami. Początkowo zawodnicy mogli zdejmować kaski u podnóża finałowych podjazdów, co doprowadzało do absurdalnych sytuacji, gdy walczący o zwycięstwo gwiazdorzy, nie mając w pobliżu pomocników lub samochodów technicznych, rzucali, nie tanim przecież sprzętem do rowu.

    Niektórzy kolarze traktowali obowiązek dość elastycznie, m.in. Richard Virenque często jeździł w kasku rozpiętym.

    Wkrótce jednak zawodowcy przekonali się do przymusu chronienia swojej głowy a dekadę później kaski zaczęły być wykorzystywane do poszukiwania przewagi nad rywalami.

    O ile podczas etapów jazdy na czas nawet najbardziej konserwatywni zawodnicy używali plastikowych osłonek (pełniły one rolę aerodynamiczną a nie ochronną) jeszcze w latach ?90 XXw, o tyle w drugiej dekadzie XXIw kaski przeznaczone do jazdy na etapach ze startu wspólnego zaczęły być bardziej aerodynamiczne.

    Obecnie doszliśmy do sytuacji, że wersje ?nie aero? stosowane są wyłącznie podczas górskich odcinków rozgrywanych w szczególnym upale. Na co dzień gros peletonu ściga się w aerodynamicznych modelach, które odpowiednio dopasowane pozwalają oszczędzać cenną energię.

    Wprowadzenie obowiązku ochrony głowy nie spowodowało, że wyścigi stały się w 100% bezpieczne. Śmierć Woutera Weylandta (Giro d?Italia 2010) wydarzyła się, gdy nikt nie kwestionował już stosowania tego sprzętu.

    Tak czy inaczej, tragedia 11 marca 2003 był przełomem dla kolarstwa i branży rowerowej.

    Zdjęcie okładkowe: wikimedia commons, domena publiczna