Tag: Julien Absalon

  • XCO rządzi!

    Cross country jest piękną konkurencją kolarską, co potwierdziły zakończone mistrzostwa świata w Norwegii. Ma swojego króla – Juliena Absalona, jest piekielnie wymagające a przy tym widowiskowe. Co więcej, jeszcze kilka lat temu sądziliśmy, że będziemy ?drugą Szwajcarią? światowego mtb. Były zadatki, by wraz z Helwetami rządzić i dzielić rzeczywistością grubych opon. Póki co dopadły nas ?przejściowe trudności?, co nie zmieniło faktu, że transmisje z Hajfell oglądałem z przyjemnością.

    Mistrzostwa herosów

    Tegoroczny sezon XCO śledziłem uważniej niż w poprzednich latach. Jestem pod wielkim wrażeniem poziomu sportowego, zarówno kobiet jak i mężczyzn. Moc, jaką trzeba dysponować, by liczyć się w walce o czołowe lokaty jest ogromna a do tego należy doliczyć techniczną wirtuozerię i odwagę. Stosunek mocy do masy ciała musi być zbliżony do wartości, jakimi cechuje się czołówka Tour de France a do tego pretendent nie tylko do tytułu, ale i do uniknięcia ?dubla? musi skutecznie skakać, pokonywać ?rock gardeny? i bandy niczym z zawodów downhillowych.

    Mistrzostwa rowerów

    Nie przypominam sobie zawodów o najwyższą stawkę, na których tak wielkie różnice dotyczyły sprzętu. Ilość zmiennych i ich kombinacji sprawiła, że nie była to do końca równa rywalizacja. Dwa rozmiary kół: 29 i 27,5? w połączeniu z możliwością użycia ramy sztywnej lub amortyzowanej wraz ze zobowiązaniami względem sponsorów-producentów to dość skomplikowany zestaw. Catharine Pendrel do maksimum wykorzystała możliwości, jakie na technicznej trasie dała jej nowa Orbea Oiz. Julien Absalon, który w pucharze świata przegrywał z Nino Schurterem i jako jeden z nielicznych w czołówce używał hardtaila, tuż przed najważniejszym wyścigiem sezonu wsiadł na fulla i wygrał tęczową koszulkę ze sporą przewagą. Z kolei Maja Włoszczowska na sztywniaku 27,5? nie tylko męczyła się na zjeździe, to jeszcze złapała gumę, co wyeliminowało ją z walki o medale. Z drugiej strony na jednym odcinku trasy (bardzo wymagającym, ale przejezdnym), gdy wyścig już się nieco ułożył, zarówno panowie jak i panie w większości przypadków biegli z rowerami. Widocznie tak było najbardziej ekonomicznie, zatem ani rozmiar kół, ani amortyzacja nie decydowały bezpośrednio o przewadze, raczej taktyka, umiejętności oraz właściwe decyzje podejmowane we właściwym czasie.

    Legalny streaming to jest to!

    W tym sezonie Red Bull oferował relacje na żywo z większości ważnych wydarzeń mtb. Poziom transmisji w internecie jest na bardzo wysokim poziomie. Co więcej, obraz z mistrzostw świata opatrzony był świetnym komentarzem (w roli eksperta wystąpił Bart Brentjens). W moim pakiecie cyfrowej TV nie mam Polsatu Sport Extra, zatem na rękę było mi, że nie było ograniczeń terytorialnych w odbiorze online. Również oficjalny kanał UCI na youtube oferował dobrze zmontowane, trzymające właściwy klimat klipy podsumowujące kolejne wyścigi. To duży krok w stronę właściwej promocji mtb. Z drugiej strony nie wiem, jaka była oglądalność relacji na żywo, ale ilość wyświetleń wideo na youtube nie powala (rekordzistą jest zapis GoPro z finału eliminatora, który przekleiła choćby większość liczących się fanpejdży rowerowych w Polsce, z zaledwie 200tyś wyświetleń, pozostałe klipy nie przekraczają 20tyś wyświetleń). Zatem powiedzmy sobie szczerze, mtb nadal #nikogo.

    Król Julian

    Król jest tylko jeden

    Julien Absalon zasłużył na miano legendy kolarstwa górskiego. Dwa tytuły mistrza olimpijskiego, trzy tęczowe koszulki, pięć wygranych klasyfikacji generalnych pucharu świata. Gdy wydawało się, że jego kariera będzie powoli dobiegać końca, w tym roku wzniósł się na absolutne wyżyny. Mimo kontuzji w połowie sezonu, po pięcioletniej przerwie wygrał puchar świata a do tego, choć w ostatnich tygodniach przegrywał z Nino Schurterem, był w stanie zmobilizować się na najważniejszy wyścig w roku. Był silniejszy fizycznie od Szwajcara a oprócz tego w ciągu zaledwie kilku dni przesiadł się z hardtaila na fulla i zniwelował przewagę, jaką jego rywal miał na odcinkach technicznych. Zagrał va banque, co się opłaciło. Na dwa lata przed Igrzyskami Olimpijskimi znów możemy rozpatrywać Absalona jako kandydata do złota! W tym samym wieku co on jest nowa mistrzyni świata, Catharine Pendrel. Kanadyjka nie jest aż tak utytułowana co Francuz, ale z dwiema wygranymi w klasyfikacji pucharu świata oraz dwiema tęczowymi koszulkami zalicza się do najwybitniejszych postaci tego sportu. Swój wyścig rozegrała inaczej niż Absalon. Zaatakowała zaraz po starcie, zdobywając półminutową przewagę, którą nastęnie utrzymywała sprawnie pokonując zjazdy. Jako jedna z nielicznych kobiet jechała na rowerze w pełni amortyzowanym, co z pewnością zadziałało na jej korzyść.

    A co z Polakami?

    Sporą dyskusję na facebooku wywołał brak naszej sztafety. Nie chcę się powtarzać, więc w skrócie zarysuję sytuację. Oficjalnym powodem było zgrupowanie wysokogórskie, w którym uczestniczyli nasi zawodnicy elity. Rówocześnie do Norwegii pojechał zaledwie jeden junior, który startował dzień po wyścigu rozstawnym, zatem ?pierwszy skład? był niedostępny, ?drugiego? postanowiliśmy nie wystawiać. Nie będę polemizował z wieloletnimi praktykami oraz ludźmi z tytułami naukowymi w kwestii metodologii przygotowań. Mogę natomiast wypowiedzieć się w duchu zdroworozsądkowym. Uczestnikom innych narodowości, bez względu na kategorię wiekową, start drużynowy nie przeszkodził w osiągnięciu dobrych rezultatów indywidualnych. Jolanda Neff, Nino Schurter, Michiel Van Der Heijden, Jordan Sarrou czy Simon Andreassen decydowali o obliczu swoich sztafet a zaraz potem zdobywali medale solo. Z drugiej strony żaden z naszych reprezentantów nie pojechał indywidualnie wyraźnie lepiej niż można by się tego spodziewać. Decyzja, by, jako w zasadzie jedyny, jakkolwiek liczący się w mtb kraj, nie wystawić drużyny była co najmniej dziwna.
    Duńczyk, Simon Andreassen jedzie po złoto w kategorii juniorów
    Aby była jasność, Anna Szafraniec oraz Katarzyna Solus-Miśkowicz mają za sobą dobry wyścig (miejsca w top20) a Marlena Droździok zmieściła się w top10 juniorek. Z kolei Marceli Bogusławski robił co mógł, ale ustawienie na starcie w jednym z tylnych rzędów z pewnością mu nie pomogło w walce z czołowymi juniorami (tu kłania się brak zawodów z kalendarza międzynarodowego UCI na terenie naszego kraju, by zawodnicy mogli zdobywać punkty do rankingu na miejscu a nie wydawać sporych pieniędzy na podróże!). Monika Zur na dwudziestym miejscu w U-23 to przyzwoity rezultat, a występ Bartłomieja Wawaka, potencjalnie drugiego najmocniejszego zawodnika mtb w kraju zakończył się przedwcześnie. Maja Włoszczowska nie zawiodła, to kolarka, która od wielu lat znakomicie spisuje się na imprezach mistrzowskich a w Norwegii zaprezentowała formę godną medalu. Należy jednak zauważyć, że pech (w postaci defektu, ale w przeszłości zdarzały się jej również groźne upadki i kontuzje) przytrafia jej się ponadstatystycznie często, co z pewnością skłania do refleksji. Z kolei Marek Konwa ma nieco gorszy sezon i na mistrzostwach pojechał na prezentowanym przez siebie poziomie. Nie mając więc pretensji do samych zawodników, występ całej kadry, trzeba ocenić jako najwyżej przeciętny, zwłaszcza porównując go z potencjałem, jaki mamy w stosunku do państw ościennych. Z pewnością rzutuje na to brak sztafety oraz skromnych rozmiarów reprezentacja. W tym miejscu muszę, nie po raz pierwszy, przytoczyć argument gospodarczy. Nie jesteśmy krajem co do zasady biedniejszym niż wielu naszych konkurentów, zatem pytanie, gdzie tkwi problem pozostawiam otwarte.

  • Poniedziałkowy skrót#16

    Andrew Talansky niespodziewanie wygrał Criterium du Dauphine a poobijany Chris Froome zaliczył pierwszy poważny kryzys. Julien Absalon uległ przykrej kontuzji na zawodach BMC Cup, gdzie z kolei Maja Włoszczowska zajęła drugie miejsce. Na maratonowych mistrzostwach Europy polscy kolarze górscy zaliczyli udany występ. Te i inne weekendowe wydarzenia w poniedziałkowym skrócie.

    1. Criterium du Dauphine

    Najpierw Chris Froome upadł na piątkowym etapie, następnie Alberto Contador w sobotę zaatakował i pokonał kolarza Sky a w końcu obu rywali pogodził Andrew Talansky. Młody Amerykanin zaprezentował nie tylko bardzo równą dyspozycję przez cały tydzień ścigania w Delfinacie, ale też nie bał się podjąć ryzyka ostatniego dnia zawodów. Znakomicie zaprezentował się również Contador, który choć przegrał z Talanskym, odniósł bardzo cenną, psychologiczną wygraną nad Froomem. Owszem, kenijski Brytyjczyk mocno ucierpiał w kraksie, ale mimo to liczy się fakt, że to ?Pistolero? był dominującą stroną pojedynku w końcowej fazie wyścigu. Alberto jest w tym roku wyraźnie mocniejszy niż w ubiegłym sezonie a z drugiej strony wydaje się, że i on i Froome powinni jeszcze podnieść dyspozycję do Tour de France. Do najważniejszych rozstrzygnięć Wielkiej Pętli jeszcze miesiąc, zatem obecna forma jest tylko pewną poszlaką, co może wydarzyć się w lipcu. Po dobrym występie w Delfinacie rosną notowania Talanskiego, wbrew pozorom coraz lepiej jeździ Nibali, zaskoczyć powinien Van Garderen. Criterium du Dauphine przyniosło wiele emocji i zaostrzyło apetyt przed Tour de France. Wyścig idealnie wywiązał się z przypisywanej mu roli „przystawki” przed daniem głównym.

    2. Afera inhalatorowa.

    Chris Froome ma TUE (zezwolenie na użycie terapeutyczne) na inhalator z prednizolanem. Leczy nim przeziębienie i alergię, stosuje nawet podczas wyścigu, co widać było podczas Criterium du Dauphine. Sęk w tym, że zezwolenie załatwiano mu na szybko, w okolicach wyścigu Liege-Bastogne-Liege, gdy problemy zdrowotne kolarza się nasiliły. Teoretycznie wszystko zostało przeprowadzone zgodnie z procedurami, ale wszyscy pamiętamy, jak UCI i Lance Arsmtrong, będąc w komitywie, manipulowali receptami, zaświadczeniami i przepływem informacji. Po raz kolejny ekipa Sky jest więc pod baczną obserwacją mediów, co przy kłopotach na trasach wyścigów (porażka w Delfinacie), wewnętrznych napięciach (konflikt Froome-Wiggins) i problemach z dopingowym wizerunkiem może przynieść wiele nerwowych sytuacji podczas Touru.

    3. Tour de Suisse

    W cieniu ścigania we Francji, ruszyły prestiżowe zawody w Szwajcarii. Formy szukają bracia Schleck, motywacji Bradley Wiggins a Nino Schurter spełnia marzenia jazdy w zawodowym, szosowym peletonie. Na drugim etapie przyjechał już na ósmym miejscu, zobaczymy, czy pokaże się na kolejnych odcinkach wyścigu. Najciekawsze zaplanowano na dziś oraz na przyszły weekend. Z zachowaniem skali wydarzeń, najlepszy polski kolarz mtb, Marek Konwa w Małopolskim Wyścigu Górskim zajął dziesiąte miejsce.

    4. Mistrzostwa Europy w maratonie MTB

    Bartłomiej Wawak 6., Adrian Brzózka 9., Piotr Brzózka 18., Aleksander Dorożała 30, Dariusz Mirosław 33. a Michalina Ziółkowska 8. to bardzo miłe rezultaty uzyskane przez Polaków na mistrzostwach Europy w Irlandii. Zwyciężyli Christophe Sauser i Tereza Hurikova, na starcie stanęło sporo kolarzy i kolarek o uznanych nazwiskach. Czekamy na komentarze postartowe naszych reprezentantów. Mój komentarz jest krótki: dobrze, że pojechali i pokazali poziom, na jakim stoją nasze maratony.

    5. Puchary Polski

    Puchar Polski w obu odmianach kolarstwa górskiego zawitał w ten weekend do miejscowości na literę ?B?. Trasa XC wyścigu ?Górale na Start? zgodnie z oczekiwaniami była wymagająca technicznie, słyszałem opinie, że jak na pierwszy taki start w kraju w tym sezonie, może nawet nieco przesadzona. Tak czy inaczej ci, którzy nie ścigali się w Irlandii rywalizowali o punkty w kraju a zwyciężli Piotr Kurczab i Aleksandra Podgórska. Z kolei na Skandia Maratonie w Bytowie najszybszy był lokalny faworyt, Andrzej Kaiser, ale że nie ma w tym roku licencji elity, triumfatorem został Mariusz Kowal.

    6. Inne zagraniczne starty Polaków

    O tym, jaki prestiż ma Puchar Polski może świadczyć fakt, że Katarzyna Solus-Miśkowicz i Anna Szafraniec wybrały Puchar Czech, gdzie zajęły dwa pierwsze miejsca (Aleksandra Dawidowicz była 7. , wśród mężczyzn Piotr Kurczab 9.) a Maja Włoszczowska BMC Cup, gdzie przegrała tylko z Jolandą Neff. Na zawodach w szwajcarskim Granichen kontuzji kolana doznał Julien Absalon. Uszkodzona rzepka po pechowym upadku jest już zoperowana, ale znakomity sezon Francuza został przerwany. Jedyne pocieszenie dla niego to fakt, że kolejne zawody Pucharu Świata są dopiero na początku sierpnia. Ze Szwajcarii dochodzą jednak inne wiadomości, również te dobre. Katarzyna Niewiadoma zaliczyła dwa udane starty na szosie. W sobotę zwyciężyła w kryterium a w niedzielę we właściwym wyścigu GP Gippingem, co więcej druga była Eugenia Bujak. Patrząc na powyższy zestaw wyników aż prosi się, by po raz kolejny wspomnieć o ?Renesansie polskiego kolarstwa?, ale się powstrzymam.

  • Poniedziałkowy skrót #14

    Nairo Quintana wygrał 97. Giro d?Italia i został drugim Kolumbijczykiem, który triumfował w jednym z wielkich tourów. Tymczasem Rafał Majka wyrównał polski rekord we Włoszech: szóste miejsce to awans o jedno w stosunku do zeszłego roku i powtórzenie wyczynu Przemysława Niemca. Z kolei w Albstadt Julien Absalon został samotnym liderem pod względem zwycięstw w Pucharze Świata mtb: ma ich na koncie już 29!

     

    #Giro

    Rok temu Quintana był rewelacją Tour de France. Z przytupem wszedł do elity kolarzy etapowych, wygrał finałowy, górski etap, białą koszulkę młodzieżowca, drugie miejsce w klasyfikacji generalnej i solidnie postraszył Chrisa Froome?a na Alpe d?Huez oraz w Semnoz. Automatycznie stał się faworytem Giro d?Italia, wyścigu, który z racji największej ilości gór na trasie najbardziej pasuje dynamicznemu wspinaczowi. Przed startem w Irlandii, gdzie tym razem zawitało Giro, Quintana przyjął sprawdzoną przez siebie taktykę. Sprawdziwszy nogę na kilku europejskich wyścigach, zaszył się u siebie w domu, spokojnie trenował (właściwie to nikt nie wie, jak trenował) i przygotował szczyt formy na koniec trzytygodniowego, włoskiego touru.
    Niestety na jego jeździe, radości i sukcesie cieniem kładą się kontrowersje z niesławnego, 16. etapu. Gavia-Stelvio-Val Martello zamiast piękna sportu i wielkich emocji dały posmak skandalu i liczne niejasności. Atak, po którym Nairo Quintana zbudował przewagę nad najgroźniejszymi rywalami: rodakiem Rigoberto Uranem i nadzieją Włochów, Fabio Aru został przeprowadzony w niejasnych okolicznościach. Gros czterominutowego zysku, który wtedy zdobył Kolumbijczyk, faktycznie pochodzi z kończącego etap podjazdu, jednak realnie rzecz ujmując nie była to wygrana w duchu fair play. Zamieszanie związane z neutralizacjąi zjazdów z przełęczy Stelvio i wynik Quintany ustawiły klasyfikację generalną, odzierając końcową część wyścigu ze spodziewanych emocji. Prawdopodobnie lider Movistaru rzeczywiście był najmocniejszym góralem wyścigu, ale w równych warunkach udowodnił to tylko raz: podczas indywidualnej jazdy na czas pod górę na Monte Grappa. Ataki Fabio Aru na pozostałych etapach (piękna wygrana na Montecampione) i zyski Rigoberto Urana w bardziej płaskich próbach na czas pozostawiają wiele niedopowiedzeń co do pozycji i przewagi Quintany na mecie w Trieście.
    Tak czy inaczej kolumbijski kolarz o twarzy rzadko przejawiającej emocje został zwycięzcą Giro, do tego łącząc triumf w klasyfikacji generalnej ze zwycięstwem w klasyfikacji młodzieżowej. Tym razem stawka kolarzy mających mniej niż 25 lat była mocna i wyrównana. W top10 wyścigu znalazło się ich 4: Quintana, Aru, Rafał Majka i Wilco Kelderman. Trzeci wśród nich i szósty w ogólnym zestawieniu Polak w ostatnim, najtrudniejszym tygodniu wyścigu zmagał się z problemami żołądkowymi. Najgorszy dzień przytrafił mu się podczas decydującej czasówki na Monte Grappa, gdzie wypadł z pierwszej piątki. Z drugiej strony poprawił końcowy rezultat sprzed roku o jedno miejsce a podczas finału na Monte Zoncolan pojechał naprawdę dobrze dając nadzieję, że w kolejnych latach jego postawa może nam przynieść jeszcze więcej pozytywnych emocji. Trzeba przyznać, że zupełnie inaczej ogląda się wielki wyścig, gdy o czołowe lokaty do końca walczy polski kolarz a szóste miejsce w wielkim tourze, choć deprecjonowane przez niektórych quasi ekspertów, jest naprawdę cennym dokonaniem. Więcej o tegorocznym Giro napiszę jutro, a póki co pora na:
     

    Puchar Świata MTB w Albstadt

    Rafał Majka jest w grupie kolarzy, którzy dopiero budują formę i portfolio rezultatów. Maja Włoszczowska to jedna z najbardziej utytułowanych zawodniczek kolarstwa górskiego, doświadczona i będąca w najlepszym wieku do odnoszenia najlepszych wyników. Po zawahaniu formy w Novym Mescie, w niemieckim Albstadt wróciła do pierwszej dziesiątki, zajmując siódme miejsce. Po raz drugi z rzędu najszybsza była młoda Francuzka, Pauline Ferrand Prevot (z tego samego teamu, Liv Pro XC, co Włoszczowska i liderka klasyfikacji generalnej, Jolanda Naef). To niesamowite, że po zaledwie dwudziestopięcioletniej Julie Bresset, mistrzyni olimpijskiej, Francuzi tak szybko wprowadzili do elity kolejną gwiazdę. Prevot ma zeledwie 22 lata, (na Igrzyskach w Londynie była najmłodszą kolarką w szosowym peletonie), jeździ wszędzie (szosa, mtb, przełaj) i jest niesamowicie mocna. W tym roku, poza dwiema wygranymi w Pucharze Świata mtb zwyciężyła też w Walońskiej Strzale dla kobiet, najszybciej finiszując na słynnym Mur de Huy!
    Niemieckie Albstadt w ogóle było szczęścliwe dla Francuzów. Julien Absalon, na rowerze wyposażonym w najnowszy wynalazek Shimano: elektryczną grupę XTR, wyraźnie pokonał Szwajcara Nino Schurtera i kolejnego reprezentanta ?trójkolorowych? Stephane?a Tempiera. Po raz kolejny w tym sezonie kontuzji kolana dostał Jaroslav Kulhavy. Z licznej grupy Polek i Polaków najlepiej spisała się oczywiście wspomniana Maja Włoszczowska, ale niezłe, 21. miejsce zajęła Katarzyna Solus-Miśkowicz. Paula Gorycka i Aleksandra Dawidowicz zostały zdublowane. W wyścigu eility mężczyzn Marek Konwa był 41. W młodszych kategoriach ?nasi? zaprezentowali się następująco: U-23 mężczyzn: Bartłomiej Wawak: 10, Maciej Jeziorski, Patryk Adamkiewicz, Łukasz Szymczuk - zdublowani U-23 kobiet: Aleksandra Podgórska: 26, Karolina Cierluk - zdublowana Juniorzy: Jakub Zamroźniak: 71 Adrian Siarka: 84 Filip Helta, Mateusz Banaś, Łukasz Winiarski, Paweł Chochołek, Krzysztof Bujalski - zdublowani Juniorki: Marlena Drozdziok: 43, Patrycja Piotrowska - zdublowana Eliminator mężczyzn: Borys Góral: 16 Patryk Adamkiewicz: 29 Eliminator kobiet: Iwona Kurczab: 18 Biorąc pod uwagę, że polskie mtb raczej cały czas szuka drogi na wyjście z kryzysu, trzeba powiedzieć: dobrze, że młodzi startują, jeżdżą i zdobywają doświadczenie a ich kluby podejmują wysiłek związany z wyprawami zagranicznymi. Bez tego wyników nie będzie.
     

    Puchary w Polsce

    Ruszył krajowy puchar w maratonie mtb. Krakowska Skandia nie zaszokowała frekwencją (gdzie te czasy, gdy to w Krakowie bito maratonowe rekordy), ale na starcie stanęło wielu bardzo dobrych zawodników. Zawody obserwowałem w kilku punktach przy trasie, głównym źródłem ambiwalentnych uczuć jest dziwny start sektorowy. Czołówka poszczególnych dystansów musi przeciskać się między amatorami czy wręcz niedzielnymi rowerzystami, którzy przyjechali przeżyć swoją weekendową przygodę. To nie wygląda dobrze i nie sprzyja równej rywalizacji. Tak czy inaczej, przynajmniej dobrze, że inauguracja Pucharu Polski 2014 została rozgerana w choć odrobinę górzystym terenie, nazwiska zwycięzców: Mariusza Kowala i Anny Szafraniec nie zostawiają wątpliwości, że było to poważne ściganie.
    W niedzielę w podwielickich Golkowicach ruszył też Puchar Szlaku Solnego. To najważniejsza seria wyścigów cross country w Małopolsce. Trasa nie powalała stopniem trudności, ale była wystarczająca do rozgerania pełnowymiarowych zawodów. Na starcie stanęła czołówka regionu, było więc solidne ściganie. Szkoda, że w tym roku cykl został okrojony do 4 eliminacji. Wyniki poszczególnych kategorii znajdują się tutaj. Zdjęcia ze Skandii i PSS znajdziecie na moim facebookowym fanpage. Jeśli je lubicie, to dobrze, choć możliwe, że ze względu na braki sprzętowe: rowerowo-fotograficzne wkrótce ich zabraknie. Na koniec muszę też wspomnieć o Hołda Race w Chorzowie. Rok temu tam startowałem, tym razem wybrałem kibicowanie w Krakowie i start w Golkowicach. Po pozytywnych opiniach z sezonu 2014, na zawody przyjechało 250 osób. To bardzo dużo jak na lokalny wyścig XC. Uwagę zwraca też bardzo uczciwy czas poszczególnych wyścigów. 1h40? dla elity w obecnych czasach to rzadkość!