Tag: Giro d’Italia

  • Nie przegap w ten weekend – #Giro

    Nie przegap w ten weekend – #Giro

    Start pierwszego wielkiego touru sezonu to wyjątkowe wydarzenie. W tym roku, zanim elita zawodowców objedzie Półwysep Apeniński, pokaże się kibicom w Irlandii. To kolejny krok w globalizacji kolarstwa i promocji sportu rowerowego w anglojęzycznym kręgu kulturowym.

    W ostatnich latach nastąpiła spora zmiana. Uznawane za tradycyjnie kolarskie narodowości są w odwrocie. Producenci sprzętu rowerowego oraz sponsorzy poza branżowi wydali gigantyczną ilość pieniędzy, by dotrzeć na chłonne rynki zbytu. Amerykanie, Brytyjczycy czy Australijczycy być może nie zwariowali na punkcie kolarstwa, ale kupują więcej, jeżdżą więcej a co najważniejsze, wykazują o wiele większy entuzajzm.

    Organizatorzy wyścigów wpisują się w ten trend: włoskie Giro rozpocznie się w Belfaście a francuski Tour w Leeds. Jeśli liczyć Lance?a Armstronga, od połowy lat osiemdziesiątych XXw, kolarze mówiący po angielsku wygrywali ?Wielką Pętlę? 14 razy (3x LeMond, raz Roche, skreślone siedem razy Armstrong, po razie Evans, Wiggins i Froome. W Giro wydarzyło się to póki co trzykrotnie: Stephen Roche w ramach ?Wielkiego Szlema? kolarstwa zwyciężył w 1987r, Andrew Hampsten pokonując zimę na przełęczy Gavia w 1988r, a dwa lata temu ?maglia rosa? zabrał do Kanady Ryder Hesjedal. Tym razem w gronie głównych kandydatów do zwycięstwa jest bardzo doświadczony Cadel Evans. O czołowe pozycje będą walczyć Nicolas Roche, syn wielkiego Stephena oraz Daniel Martin, siostrzeniec tegoż. Biorąc pod uwagę miejsce startu wyścigu, dla obu kuzynów Giro d?Italia 2014 będzie więc wyścigiem wyjątkowym.   O ile ?anglosasi? faktycznie zdominowali Tour de France i są liczącą się siłą w zawodowym peletonie, w tym przypadki to nie oni budzą największe emocje. Nowa fala kolarzy z Kolumbii nadciąga, by podbić Europę. Ponieważ w większości znakomicie podjeżdżają, cel inwazji: Włochy, gdzie jak co roku przygotowano najbardziej górzystą trasę w sezonie jest uzasadniony.Choć kolarzom wychowanym u stóp Andów nie sposób odmówić talentu, trzeba na nich patrzeć z pewną dozą podejrzliwości. Mają bowiem w zwyczaju wracać w swoje rodzinne strony i znikać na długie tygodnie, by pozbawieni kontroli trenować w samotności. Po latach przykrych, okołodopingowych doświadczeń, takie praktyki zawsze budzą niepewność. Mimo to czekam na popisy Nairo Quintany i Rigoberto Urana, choć kibicuję Evansowi. Pierwszy weekend Giro d?Italia, przed przelotem na południe Włoch może być kluczowy w konfrontacji anglosasko-latynoskiej. Gdzie, jeśli nie podczas drużynowej czasówki oraz na płaskich, ale wietrznych etapów Cadel Evans miałby zyskać znaczącą przewagę nad młodymi i dynamicznymi rywalami?
    W piątek, czyli dziś wieczorem czeka nas porównanie siły zespołów: drużynowa jazda na czas. Na wygraną etapową i koszulkę lidera liczą Australijczycy z Orica-Greenedge. Ze względu na charakter trasy Giro d?Italia nie przyciągnęło uwagi zbyt wielu sprinterów. Michael Mathews, jeden z liderów Oriki powalczy nie tylko o różową, ale też, jeśli ukończy wyścig jest wyraźnym kandydatem do wygrania klasyfikacji punktowej.   Sobota i niedziela to etapy dla sprinterów, choć niewykluczona jest walka na wietrze. Interesujące jest również, czy czterdziestoletni Alessandro Petacchi, najstarszy kolarz w peletonie Giro będzie w stanie po raz ostatni nawiązać do czasów swojej świetności i da radę młodszym konkurentom podczas jednego ze sprintów. Być może początek wyścigu, gdy wszyscy są w świetnej formie i bardzo zmotywowani nie jest do tego najlepszym momentem, ale i tak będzie on jednym z najważniejszych ?men to watch? tego weekendu. Mam nadzieję, że w, jak zawsze, nerwowym początku wielkiego touru czasu nie stracą Polacy. Rafał Majka i Przemsyław Niemiec będą liderami lub współliderami swoich drużyn, zatem powinni dostać solidne wsparcie od kolegów. Jednym z nich będzie Paweł Poljański, który zadebiutuje w tak dużej imprezie i będzie pomagał Majce w drużynie Tinkoff - Saxo.
      Ponieważ mimo najszczerszego entuzjazmu zawsze stawiam wyżej aktywne uczestnictwo nad, nawet bardzo żywe, ale bierne kibicowanie, przypomnę, że zapowiedzi imprez otwartych dla amatorów można znaleźć na mtb-xc oraz bikecalendar.pl. W ten weekend maratończycy pierwszy raz w sezonie pojeżdżą po solidnych górach (Złoty Stok), ciekawe też, czy w Zdzieszowicach frekwencja dorówna tej sprzed kilku tygodni z Wrocławia. Sam wybieram się na wyścig XC w Będzinie - rok temu przywiozłem stamtąd dobre wspomnienia, trasa na niepozornej górze ?Dorotka? solidnie daje w kość. I pamiętajcie! Prawdziwi twardziele noszą różowy!

  • Różowe Grand Prix Górali

    Giro d?Italia, najpiękniejszy z wielkich tourów. Zaskakujący, wymagający i malowniczy a przy tym nie przytłacza swoją wielkością jak Tour de France. Rezerwujcie popołudnia, wykupujcie playery, szukajcie streamingów, dołączajcie na twitterze. Od piątku czekają nas trzy tygodnie różowych emocji.

    W ostatnich latach wyścig dookoła Włoch zwiedza północną Europę. Od 2002r peleton startował z Belgii, Danii, dwukrotnie z Holandii, a teraz zawita do Irlandii oraz Irlandii Północnej. Belfast i Dublin przez pierwsze trzy dni będą gościły kolarzy. Drużynowa jazda na czas oraz dwa płaskie odcinki przed wejściem do samolotu i przelotem na południowy ?obcas? włoskiego buta ucieszą kibiców na Wyspach. Po transferze zmieni się klimat, drogi a widzowie staną się bardziej fanatyczni. W związku z podróżą, peleton dostanie jeden dzień wolnego więcej. Zazwyczaj w wielkich tourach kolarze odpoczywają dwa dni, tym razem będą trzy dni przerwy. Biorąc jednak pod uwagę, że ponad połowa etapów będzie zawierała mniejsze lub większe podjazdy a wraz z upływem czasu trudności będą narastały, to bardzo dobry pomysł.

    giro2014altimetria

    Regeneracja to klucz do sukcesu w Giro d?Italia 2014. Viggiano, Montecassino (etap szczególny dla Polaków), Montecipiolo, Sestola, Oropa, Montecampione, Val Martello, Valsugana, Crespano del Grappa (jazda na czas) i Motne Zoncolan to miejca, gdzie etapy kończą się podjazdem. Brzmi jak szaleństwo znane z ostatnich wydań hiszpańskiej Vuelty, ale to prawda. Giro to wyścig dla ?górali? nie bez powodu: ma upamiętniać dziesiątą rocznicę tragicznej śmierci Marco Pantaniego. Na ósmym etapie zawodnicy przejadą przez Carpagenę: ulubiony podjazd treningowy ?Pirata? a odcinek 14. zawita do Oropy, miejsca jednego z najjaśniejszych momentów w karierze włoskiego kolarza. Co ciekawe, zabraknie przełęczy Mortirolo, gdzie znajduje się pomnik Pantaniego.

     

    Dobrą wiadomością dla pracujących jest, że prawdopodobnie najciekawsze etapy zaplanowano na weekendy. Apenińskie podjazdy to sobota-niedziela 16.-17. maja, Oropa i Montecampione to kolejny weekend 24.-25. maja a finałowy podjazd wyścigu – morderczy Zoncolan to sobota, ostatni dzień miesiąca. Z kolei królewski etap ma numer 16, jest stosunkowo krótki (niespełna 140km), rozegrany zostanie we wtorek, 27. maja i poprowadzi kolarzy przez dwa podjazdy-monstra. Szosa wiodąca przez Gavię wspina się na 2618m n.p.m zaś chwile później czeka Stelvio, najwyższy punkt wyścigu 2758m n.p.m. W porównaniu z tym, meta w Val Martello na wspinająca się na ponad 2059m wydaje się być nisko!

    Trudno się spodziewać, by po takim nagromadzeniu trudności kolarz, który zwycięży w wyścigu był w stanie prezentować się dobrze w dalszej części sezonu. Tegoroczne Giro będzie więc swoistym ?grand prix górali?, jednak jeszcze bardziej prestiżowym, niż ubiegłoroczna Vuelta. Właściwie jedynym zawodnikiem, który nie jest typowym, wychudzonym wspinaczem, a który może pokusić się o dobry rezultat jest Cadel Evans. Australijczyk, zwycięzca Tour de France 2011 podejmie ostatnią próbę wygrania wielkiego Touru. Z podobnym zamysłem jedzie do Włocho Joaquim ?Purito? Rodriguez. Hiszpan, znakomicie radzący sobie na stromych podjazdach, mając do dyspozycji taką trasę musi powiedzieć jasno: jeśli nie teraz, to kiedy. Stawce doświadczonych pretendentów do różowej koszulki przeciwstwawi się spora grupa młodzieży. Nairo Quintana typowany jest na zwycięzcę po tym, co pokazał rok temu we Francji. Rigoberto Uran był już we Włoszech siódmy i drugi, naturalną koleją rzeczy jest walka o zwycięstwo. Rafał Majka będzie liderem Tinkoff-Saxo, jego startowi towarzyszą mieszane uczucia. Znamy potencjał, którym dysponuje a równocześnie nie wszyscy ten potencjał doceniają. Z pewnością i on i Przemysław Niemiec z Lampre będą walczyć o poprawę zeszłorocznych, znakomitych rezultatów (6 i 7 miejsce w klasyfikacji generalnej) oraz ?rekord Polski? w Giro d?Italia.

    Spis etapów znajdziecie np. na Wikipedii, listę startową np. na Cyclingnews, znakomitą zapowiedź po angielsku na The Inner Ring a wkrótce zapewne po polsku na Rowery.org. A ja idę wypić kawę, zjeść makaron i poczuć się jak Włoch. Trzeba poczuć klimat ;-)

  • 12 Wydarzeń 2011r. Śmierć

    12 Wydarzeń 2011r. Śmierć

    Wypadek Woutera Weylandta na trzecim etapie Giro d’Italia przypomniał, że wiele dyscyplin sportu które od lat znajduje się w rodzinie olimpijskiej jest o wiele bardziej niebezpiecznych niż te, które przyciągają fanów mocnych wrażeń na Extreme Games.

    Belgijski kolarz zginął kilka chwil po tym, gdy upadł na zjeździe prowadzącym do mety. Dobry sprinter, jeden z czołowych rozprowadzających w zawodowym peletonie. Mógł pochwalić się niezłą techniką jazdy i latami doświadczenia a mimo to nie uchronił się przed zapisanym gdzieś przeznaczeniem.

    Kilka dni później ze światem pożegnał się inny ze świetnych profesjonalistów, hiszpański „góral”, Xavier Tondo. Prócz wyników sportowych wsławił się tym, że podał lokalnej policji trop w jednej z afer dopingowych, przyczyniając się do oczyszczania kolarstwa z niedozwolonego wspomagania.

    Warto też pamiętać, że o śmierć otarł się w tym roku Mauricio Soler, najlepszy góral Tour de France 2007. Po upadku na jednym z etapów Tour de Suisse, z poważnymi urazami czaszki dłuższy czas spędził w śpiączce.

    Sezon obfitujący w tragiczne wydarzenia skłonił do stawiania pytań o granice sportowego spektaklu. Emocje po śmierci Weylandta przełożyły się na dyskusję o poziomie trudności trasy Giro d’Italia. Na skutek tego usunięto szutrowy zjazd z Monte Crostis a po zakończeniu wyścigu posadę dyrektora imprezy stracił Angelo Zoemegnan. Z kolei w lipcu burzliwe polemiki wzbudziła rozgrywka na deszczowym zjeździe kończącym etap do Gap. Tym samym, na którym koszmarnego wypadku doznał w 2003r Joseba Beloki. Alberto Contador, Cadel Evans i Samuel Sanchez wykorzystali swoje umiejętności i wypracowali tam przewagę nad asekuracyjnie jadącym Andym Schleckiem.

    Nikomu nic się nie stało, ale oburzonych było tyle samo co zachwyconych bezkompromisową rywalizacją w ekstremalnych warunkach. Realnie rzecz ujmując, jazda z prędkością 80km/h wąską, górską szosą w lycrowym stroju i dwustugramowej wydmuszce na głowie jako jedynym elemencie ochronnym można uznać za szaleństwo. Tymczasem jest nieodzownym elementem wyścigów kolarskich. Ci, którzy potrafią dobrze zjeżdżać cieszą się porównywalną sławą co najlepsi wspinacze.

    Mimo wszystko pęd do ekstremów daje do myślenia. Weylandt nie zginął przez to, że trasa była poprowadzona w szczególnie uciążliwym terenie. Zawodowcy każdego sezonu takich zjazdów pokonują setki. Najwidoczniej taki pisany był mu los. Można się jednak pytać, czy potrzebne są podjazdy takie jak Angliru czy Zoncolan, albo etapy, które mają więcej przewyższenia niż tygodniowy, górzysty wyścig najwyższej kategorii rozgrywany w niepłaskim wszak kraju, jakim jest Szwajcaria. Czy koniecznie w imię podnoszenia emocji związanych z widowiskiem trzeba prowadzić kolarzy szosowych drogami przeznaczonymi raczej dla rowerów mtb?

    Można powiedzieć, że postęp technologiczny spowodował wyraźną poprawę warunków pracy sportowców oraz zwiększenie ich bezpieczeństwa. To prawda. Równocześnie, przynajmniej w sezonie 2011, osiągnięto pewną przewagę w walce z niedozwolonym wspomaganiem farmakologicznym. W związku z tym, może należałoby nieco odpuścić zawodowcom a nie tylko liczyć na ich profesjonalizm, umiejętności i, mimo wszystko, zdrowy rozsądek. Właściciele Giro d’Italia w pewnym sensie dali odpowiedź na te wątpliwości. Zwolnili Zomegnana a na sezon 2012 przygotowali trasę, która korzysta z bardziej z klasycznych (a i tak wystarczająco trudnych) lokalizacji w miejsce wymyślnych ekstremów.

    Zatem spektakl – tak. Igrzyska – nie. Nikt przecież nie chce powrotu sytuacji, w której kolarze są cyborgami dalece wykraczającymi poza fizjologiczne możliwości człowieka. Nikt o zdrowych zmysłach nie chce również, by, poza przypadkami stricte losowymi, dochodziło do tragicznych w skutkach wypadków. W sporcie, który nierozerwalnie związany jest ze zmieniającym się otoczeniem: podłożem, drogą, aurą,  interakcją z kibicami, nie można zapanować nad wszystkim. Trzeba jednak pamiętać, że widowisko tworzą ludzie. Jeśli nie będą chcieli, nawet najcięższa trasa nie zmusi ich do stworzenia ekscytującego spektaklu.

    Peleton Giro d’Italia i ekipa Leopard ku pamięci Woutera Weylandta

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy
    5. Genialny sezon Gilberta
    4. Podwójna próba Contadora
    3. Porażka Leopard Trek
    2. Śmierć

  • 12 Wydarzeń 2011r. Podwójna próba Contadora

    12 Wydarzeń 2011r. Podwójna próba Contadora

    Od czasów Marco Pantaniego nikt, kto miałby realne szanse na ustrzelenie dubletu: Giro di Italia – Tour de France nie próbował tego dokonać. W tym roku, trochę wymuszone okolicznościami, podejście takie wykonał Alberto Contador. Choć poległ i w przyszłym roku z pewnością nie zaryzykuje ponownie, to jednak był blisko zdania tego ekstremalnego testu.

    Problemy z ciągnącą się sprawą pozytywnego wyniku testu na klenbuterol spowodowały, że Contador nie był pewny startu w Tour de France. Zbudował więc wysoką formę na wiosnę i pojechał w Giro d’Italia. Wyścig dookoła Włoch był w tym roku morderczy. Dość powiedzieć, że królewski etap miał więcej przewyższenia niż tygodniowa, górzysta etapówka Tour de Romandie. A takich dni było sporo. Contador pojechał mądrze, umiejętnie korzystając nie tylko z pracy swoich kolegów z drużyny, ale i z rywalizacji pomiędzy innymi zawodnikami. Wygrał dwa etapy: na Etnę oraz podjazdową czasówkę w Nevegal. Oprócz tego, mając problem ze wsparciem kibiców, którzy kilkukrotnie witali go na podium gwizdami i buczeniem budował PR oraz pozycję w peletonie. Jak prawdziwy mistrz uhonorował swojego byłego gregario z Astany, Paolo Tiralongo i pomógł mu w wygraniu etapu do Macugnagi. Do tego, jak się później okazało, rozpoczął budowę koalicji z Baskami z drużyny Euskaltel oddając im zwycięstwa na Zoncolanie i Gardeccia’i.

    W ten sposób zyskał nie tylko status prawdziwego mistrza wśród sporej części kibiców, ale i zyskał pomoc Samuela Sancheza i jego przybocznych podczas Tour de France. Przedłużające się postępowanie przed CAS sprawiło, że Alberto Contador mógł stanąć na starcie Wielkiej Pętli. Wraz z nim w składzie znalazło się jeszcze czterech kluczowych pomocników. Nerwowy początek wyścigu w połączeniu z niepełną regeneracją lidera i jego kolegów sprawiły, że jeszcze przed pierwszymi poważniejszymi trudnościami Hiszpan miał niemal 1,5 minuty straty do Cadela Evansa. W Pirenejach nie był w stanie przejąć inicjatywy, rozkręcił się nieco w Alpach, gdzie korzystał ze wsparcia Samuela Sancheza. Za ataki na zjazdach do Gap i Pinerolo zapłacił jednak na Galibier. Andy Schleck odważną akcją zmęczył Contadora i obrońca tytułu ostatecznie stracił szanse na zwycięstwo.

    Gdy wydawało się, że „El Pistolero” jest już zupełnie pokonany, spróbował jeszcze raz. Zaatakował na pierwszych kilometrach etapu do l’Alpe d’Huez, czym pogrążył dzielnie walczącego o podium Thomasa Voecklera, ale sam również opadł z sił i na finałowym podjeździe uległ młodemu Francuzowi, Pierrowi Rollandowi. Cały wyścig z Evansem przegrał o niecałe cztery minuty zajmując piątą lokatę. Natomiast, co warte uwagi, różnica dzieląca go od podium i obu braci Schleck była w granicach jego starty z pierwszego tygodnia wyścigu.

    Po Pantanim próbę walki w Tour de France po wygranym Giro podjął Gilberto Simoni, ale było to raczej tylko jego marzenie niż realny potencjał. Próba zakończyła się wygraną etapu w Pirenejach. Później każdy, kto walczył w Giro, na trasie Touru płacił za to wysoką cenę. W tym roku przeciwko Contadorowi było bardzo wiele czynników. Trasa Giro uznana została za jedną z trudniejszych w historii. Tour również do łatwych nie należał, zwłaszcza, że pierwszy tydzień okazał się być bardzo wymagający. Dodatkowo, będąc jeszcze nie w pełni sił, Alberto popełniał błędy taktyczne oraz miał nieco pecha, co zaowocowało startą przed wjazdem w wysokie góry. Za to na koniec, gdy okazało się, że nie będzie w stanie wygrać klasyfikacji generalnej, podjął ryzyko i choć nie wygrał nawet etapu, zrobił wielki show na etapie przez Galibier i l’Alpe d’Huez. Można pokusić się więc o stwierdzenie, że był naprawdę blisko zrealizowania wielkiego celu i choć zapowiedział, że w 2012 nie wystartuje w Giro, w swojej karierze jeszcze podejmie taką próbę. Prywatnie wierzę, że będzie to  w roku 2014. Contador będzie miał wtedy 32 lata a jesienią mistrzostwa świata rozegrane zostaną na górzystej trasie w hiszpańskiej Ponferradzie. Będzie mógł więc ugrać nie tylko dublet, ale i kolarskiego Wielkiego Szlema: Giro, Tour i Tęczową Koszulkę.

    Alberto Contador na królewskim etapie do Gardeccia di Fassa podczas Giro d’Italia:

    Contador robi show na Galibier podcza Tour de France:

    Dwanaście dni przed końcem roku wystartowałem z podsumowaniem sezonu. Codziennie jedno z dwunastu, moim zdaniem najważniejszych wydarzeń kolarskiego roku 2011. Oto one:

    12. Czeski Offroad
    11. Klenbuterolowa żenada
    10. Zmiany w polskim MTB 
    9. Ewakuacja sponsorów
    8. Srebro Włoszczowskiej
    7. Herosi to jednak ludzie 
    6. Fuzje i supergrupy
    5. Genialny sezon Gilberta
    4. Podwójna próba Contadora