Tag: Giro d’Italia

  • Jak rozgryźć Giro 2018?

    Jak rozgryźć Giro 2018?

    Chris Froome wygrał Giro d?Italia, w którym nie tylko nie powinien jechać, ale też takie, które było już dla niego w zasadzie przegrane. Rekordowa prędkość średnia, aktywne ściganie od pierwszego do ostatniego etapu i dominacja najmocniejszych ekip pozostaną po ?Corsa Rosa 2018?, gdy już opadnie kurz kontrowersji wokół lidera zespołu Sky. O ile oczywiście opadnie.

    Skandaliczna wycieczka

    Zanim przejdę do analizy osiągnięć kolarzy, najpierw kilka słów o historycznej wizycie wielkiego touru w Izraelu. Jeśli ktokolwiek uważał, że zagranie wizerunkowe warte niemal 30 milionów Euro, a mające za zadanie pokazać światu, że Izrael to ?destynacja turystyczna? taka jak inne, że warto a może wręcz należy odwiedzić ten kraj w ramach akcji ?Jerozolima – Tel Awiw, dwa miasta, jeden wyjazd? (rowerowy, biegowy, imprezowy, zależnie od wersji spotu czy bilboardu) to, cóż? Donald Trump relokując ambasadę Stanów Zjednoczonych z Tel Awiwu do Jerozolimy właśnie dolał oliwy do ognia tamtejszego, nierozwiązanego konfliktu.

    Kilka dni po wyjeździe kolarzy ze spornego miasta izraelski aparat państwowy znów strzelał do cywilnej ludności palestyńskiej, zabijając przynajmniej 52 osoby.

    Pieniądze nie śmierdzą i zachodnie federacje sportowe, nie patrząc na aspekty etyczne chętnie sprzedają prawa do organizowania ważnych imprez krajom będącym na bakier z prawami człowieka. Igrzyska Olimpijskie w Pekinie i Soczi, piłkarski mundial w Rosji, a teraz Giro d?Italia w Jerozolimie pokazują, jak bardzo, jako ?ceniący pokój i demokrację Europejczycy? jesteśmy zapatrzeni w samych siebie.

    Froome upada po raz pierwszy

    Czy to presja związana z nierozwiązaną sprawą przedawkowanego na hiszpańskiej Vuelcie 2017 salbutamolu, czy też obciążenie związane z wyzwaniem wygrania nie tylko trzech, ale w perspektywie czterech wielkich tourów z rzędu, czy może po prostu chwila dekoncentracji podczas rekonesansu czasówki w Jerozolimie, ważne jest, że Chris Froome solidnie się poturbował tuż przed startem Giro d?Italia, co miało wpływ na dalszy przebieg całej rywalizacji.

    Brytyjczyk zmagający się ze stłuczeniami nie nadążał za konkurentami zarówno podczas otwierającej wyścig próby indywidualnej jak i na kolejnych etapach: 4. wygranym przez Tima Wellensa, 6. z metą na Etnie, gdzie najszybszy był Esteban Chaves, 9. na Gran Sasso, gdzie triumfował Simon Yates i 11. w Ossimo, gdzie znów najszybszy był Yates.

    Analizując przebieg wyścigu trzeba zaznaczyć, że to ewidentnie Froome był wolniejszy od rywali niż ci przesadnie mocni. Owszem, kolarze Mitchelton – Scott, Chaves i Yates prezentowali się w pierwszej części wyścigu znakomicie, ale realnie rzecz ujmując tempo kluczowych wspinaczek było porównywalne z tym, jakie w ostatnich sezonach prezentuje czołówka wielkich tourów.

    Niezawodna w takich momentach wartość VAM (średnia prędkość podjeżdżania), jak również wartości mocy udostępniane na Stravie przez niektórych zawodników pokazują, że było szybko, momentami bardzo szybko, ale ?w normie?.

    Dla przykładu, ostatnie 13,75km Etny o średniej stromiźnie 6% czołówka wspinała się z VAM ok. 1490 a zwycięzca etapu (atakujący z ucieczki), Esteban Chaves generował średnio 319W w czasie 35?37?, zatem w granicach 6W/kg. Tak, to sporo, ale obecnie, by wygrywać etapy wielkich tourów kończące się długimi podjazdami właśnie tak trzeba jechać.

    Ostatnie, strome (średnio 8%) cztery kilometry Gran Sasso trójka liderów: Yates, Chaves i Pinot wspinała się z VAM sięgającym 1630m/h. Chaves przez 11?41? generował tam średnio 347W.

    Siła spokoju

    Giro d?Italia często wysysa energię z kolarzy, którzy nie dość ekonomicznie jechali w pierwszej części wyścigu. Aktywni w pierwszych dwóch tygodniach Adam Yates i Thibaut Pinot zapłacili cenę za ataki i poszukiwanie sekund przewagi wielominutowymi stratami na końcowych, górskich etapach.

    Simon Yates wygrał trzy odcinki: 9, 11 i 15 i ścigał się na lotnych premiach o bonifikaty, a tymczasem Tom Dumoulin czekał na czasówkę, w górach był blisko za Brytyjczykiem i zachowywał się jak stary wyjadacz znający możliwości swoje, swoich rywali i specyfikę wyścigu.

    Nawet na piekielnie stromym Monte Zoncolan, pokonanym w bardzo wysokim tempie lider zespołu Sunweb, wzorem największych specjalistów, zdołał zminimalizować straty. I nawet, jeśli na długiej, płaskiej czasówce nie zdemolował rywali, zachował energię do ostatniego etapu. Gdyby nie zaskakująca szarża Froome?a na przełęczy Finestre, to Holender, w obliczu załamania najpierw Yatesa a potem Pinota założyłby w Rzymie różową koszulkę i wygrał drugie Giro z rzędu.

    A propos Zoncolanu, to Chris Froome, który przeprowadził tam swój ?atak ostatniej szansy? ustanowił jeden z najlepszych rezultatów na słynnym wzniesieniu.

    Szybsza od niego, oraz będącego 6 sekund z tyłu Simona Yatesa, była tylko czołówka Giro 2007: Gilbero Simoni, Leonardo Piepoli, Andy Schleck, Danilo di Luca i Damiano Cunego. Z kolei Tom Dumoulin, który stracił do Froome?a 37? był szybszy niż jadący po zwycięstwo w Giro 2010, Ivan Basso. Nawet super-pomocnik teamu Sky, dyktujący tempo przez kilka kilometrów Wout Poels (siódmy na mecie, ponad minutę za swoim liderem) był szybszy niż Contador w 2012r, czy Quintana w 2014r.

    Mike Woods, najwyżej sklasyfikowany na tym etapie zawodnik transparentnie dzielący się swoimi danymi ze światem był na mecie dziesiąty, 1?43? za Froomem i wygenerował na ostatnim, 7,5km fragmencie średnią moc 338W (ok. 5,3W/kg), ale jego VAM to 1695 gdy Thibaut Pinot, szybszy o minutę wspinał się z prędkością 1743m/h.

    Cena harców

    Dzień później Chris Froome zapłacił za wysiłek na Zoncolanie i na etapie do Sappady, wygranym przez szarżującego Yatesa, gdzie stracił stracił ponad 1,5 minuty. Wydawało się, że lider Sky jest skończony a Yates, który po dniu przerwy świetnie pojechał czasówkę, gdzie był zaledwie 1?15? za Dumoulinem ma wyścig w kieszeni.

    Tempo, w jakim rozgrywany był właśnie etap do Sappady było imponujące. Być może to właśnie tam Yates nadwątlił pozostałe zapasy, a dzieła zniszczenia własnych zasobów dokonał podczas czasówki. Jak później wspomniał, po próbie indywidualnej czuł, że zaczyna brakować mu sił.

    Wyglądającego do tej pory na ?nietykalnego? lidera rywale ?napoczęli? w drodze do Prato Nevoso. To tam, na finałowym podjeździe 18. etapu Chris Froome pokazał kolejne, po Zoncolanie i czasówce, oznaki odrodzenia, a Yates pierwsze oznaki słabości. Z kolei Dumoulin, tak jak przez cały wyścig, był solidny, skuteczny i pewny swego.

    Choć była to końcówka wielkiego touru, w Prato Nevoso poszedł pełen gaz. Tempo zaledwie minutę wolniejsze od czołówki ?ery EPO? i VAM ponad 1600 na ponad półgodzinnym podjeździe to w tej fazie wyścigu sporo. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że była to jedyna wspinaczka na tym etapie.

    Co się odjaniepawliło na 19. etapie

    Są dni, które przechodzą do historii sportu. 19. odcinek Giro d?Italia 2018, prowadzący przez szutrowy podjazd na przełęcz Finestre, następnie do Sestriere i z metą na zboczach Monte Jaffereau zostanie zapamiętany na długo.

    Chris Froome zaatakował 80km przed metą podczas podjazdu na Finestre i samotnie, systematycznie powiększając przewagę, pojechał po zwycięstwo i na tym etapie i, jak się później okazało, w całym wyścigu.

    Philippa York w felietonie dla Cyclingnews zwraca uwagę, że po pierwsze czasy Coppiego czy Merckxa, gdy takie akcje się zdarzały, mamy już dawno za sobą, a po drugie w czasie wielkiego touru nie da się budować formy. Jeśli zawodnik jest gorzej przygotowany, zmęczenie narasta, podobnie jak straty, zatem tego typu odrodzenie jest trudne do uzasadnienia.

    Równocześnie The Secret Pro zwraca uwagę, że Froome wykorzystał efekt zaskoczenia, jako jedyny, mając w planie taki niestandardowy atak, odpowiednio się odżywiał, nawadniał, miał ze sobą wystarczającą ilość żeli, właściwie dobrane przełożenie itd.

    Pewnym mitem jest również, że lider Sky większość trzyminutowej przewagi nad najgroźniejszymi rywalami zbudował na zjazdach. Owszem, ostatni podjazd pokonał w tym tempie co Dumoulin, Pinot i Lopez, ale wcześniej był o 50 sekund szybszy na wspinaczce do Sestriere i o 40 sekund lepszy na Finestre.

    Zatem zgadza się, że Dumoulin czekający na kolarzy FDJ, a następnie nienajlepiej układająca się współpraca w grupie pościgowej oraz bardzo mocne, równe tempo Froome?a na zjazdach i w dolinach miały znaczenie dla powodzenia Brytyjczyka, jednak 1?30? to różnica powstała na dwóch wzniesieniach.

    W kwestii zjazdów trzeba za to podkreślić, że jeszcze kilka lat temu (np. podczas TdF 2013) lider Sky był często w takim terenie stawiany przez rywali pod silną presją. Praca nad techniką, której efekty zaprezentował np. podczas Wielkiej Pętli dwa lata temu to być może kluczowy zysk ?niemarginalny? wart więcej niż TUE, salbutamol czy inne, nie do końca etyczne praktyki w zespole Froome?a i ważna składowa jego sukcesów.

    Dzień później za wcześniejszy wysiłek zapłacił Thibaut Pinot, Dumoulin podjął bezskuteczną próbę ataku a Richard Carapaz i Miguel Angel Lopez szachowali się walcząc o białą koszulkę najlepszego młodzieżowca i najniższy stopień podium, które obronił Lopez.

    Choć pozornie wyglądało to na defensywną jazdę, ostatni podjazd wyścigu, Cervinia, również został pokonany w bardzo wysokim tempie. Po ekstremie dzień wcześniej, na koniec trzech tygodni intensywnego ścigania czołowi kolarze klasyfikacji generalnej wspinali się jak walczący o zwycięstwo w ?generalce? zawodnicy w 2012r, gdy atakował Ryder Hesjedal.Niemal 400W generowane w 41?50? przez Davide Formolo budzi respekt.

    Zasługa piłkarzy?

    Rozważając możliwe scenariusze przed tegorocznym Giro podejrzewałem, że Froome będzie chciał rozstrzygnąć zwycięstwo jednym (prawdopodobnie na Zoncolanie), maksymalnie dwoma atakami, by oszczędzić jak najwięcej energii przed Tour de France.

    W tym roku bowiem, ze względu na mistrzostwa świata w piłce nożnej, Wielka Pętla rozpoczyna się kilka dni później, zatem kolarze mają więcej czasu na regenerację między włoskim a francuskim tourem.

    Wbrew zdaniu York, spokojne wejście w wyścig miało więc sens. Tyle tylko, że o ile w teamie Sky właściwie ocenili możliwości Dumoulina, o tyle nie wzięli pod uwagę Simona Yatesa.

    Froome, znajdujący się w najgorszym momencie w podobnym położeniu co Vincenzo Nibali w 2016r musiał więc postawić wszystko na jedną kartę, zaryzykował i osiągnął sukces, choć prawdopodobnie większym kosztem niż się spodziewał.

    Tak czy inaczej ma więcej czasu na odpoczynek niż Contador w 2011 i 2015, zatem należy go rozpatrywać jako poważnego kandydata do wygrania Tour de France.

    Mniejsze teamy – ciekawszy wyścig?

    Oczywiście wielkie toury to zupełnie co innego niż klasyki, ale trzeba przyznać że ten sezon, pierwszy po zmniejszeniu liczby zawodników w drużynach obfituje w odważne, zakończone sukcesem akcje. M.in. Mediolan-Sanremo, Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix i Liege-Bastogne-Liege zostały wygrane po de facto solowych atakach. W Giro d?Italia najpierw bardzo aktywny był Yates a następnie Froome rozstrzygnął losy wyścigu ucieczką, która przejdzie do historii kolarstwa.

    Być może więc okrojenie składów było czynnikiem, który przy bardzo wyrównanym poziomie otworzył rywalizację i sprawił, że jest ona mniej przewidywalna. Tym bardziej, że drużyna Sky kończyła Giro w siódemkę, podobnie jak Sunweb, Movistar i Astana.

    Co ciekawe, Froome poza klasyfikacją generalną wygrał także górską, a Sky zdominowała klasyfikację drużynową. Sunweb na pocieszenie do drugiego miejsca Dumoulina dokłada dziewiąte Sama Oomena choć kto wie, być może, gdyby młody Holender był bardziej oszczędzany i skupił się bardziej na pomocy niż własnych celach, ekipa cieszyłaby się z różowej koszulki.

    Jeśli szukamy przyczyn ofensywnej jazdy, ale też załamania kolejnych kolarzy z czołówki, to trzeba podkreślić znaczenie tempa wyścigu. Giro d?Italia 2018 miało rekordową prędkość średnią (40,18km/h), a na wielu etapach wyniszczające ściganie na całego trwało od startu do mety.

    Giro rekordów

    Zgodnie z przewidywaniami dostaliśmy wyścig, w którym wielu zawodników pojechało po najlepsze wyniki w karierze. Nawet jeśli Simon Yates poległ w walce o zwycięstwo, wygrał trzy etapy, co w połączeniu z sukcesami Chaveza i Mikela Nieve dało australijskiej drużynie aż pięć okazji do otworzenia na podium musującego spumante.

    Elia Viviani osiągnął to, po co przyszedł do Quick Stepu. Był najszybszy podczas czterech finiszy z peletonu i wygrał klasyfikację punktową. Choć Sam Bennet z Bora – Hansgrohe nie walczył o fioletową koszulkę, dla Irlandczyka trzy etapy to również życiowy sukces.

    W pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej znaleźli się Pello Bilbao, Patrick Konrad, Davide Formolo i George Bennett, wspomniany Lopez oraz rewelacyjny Carapaz. W przeciwieństwie do Domenico Pozzovio, to oni są przyszłością wielkich tourów.

    To jak to jest z tym Froomem?

    Thomas Dekker w trakcie Giro zwrócił uwagę, że mimo wszystkich problemów i kontrowersji niewykluczone, że Chris Froome jest jednym z najczystszych zwycięzców wielkich tourów. I może być w tym sporo prawdy ponieważ nadużywanie procedury TUE, salbutamol, leki bólowe, nasenne, napoje ketonowe i loty helikopterem zamiast podróży autobusem to, cóż, w porównaniu z tym, co robili mistrzowie z niedawnej przeszłości co najwyżej drobne nadużycia.

    Równocześnie, ze względu na hipokryzję kierownictwa drużyny Sky, zarówno ekipa jak i sam Froome mają obecnie zerową wiarygodność, co w połączeniu z opieszałością UCI oraz WADA w rozwiązaniu sprawy przedawkowania salbutamolu, obstrukcją informacyjną oraz nadużyciami w brytyjskim kolarstwie podważa wartość, jaką Froome wniósł do rywalizacji w tegorocznym Giro.

    Bez względu na to, jak zakończy się postępowanie wyjaśniające, zarówno ta wygrana, passa Tour-Vuelta-Giro jak i potencjalny dublet Giro-Tour będą zawsze przedstawiane z tym przykrym, okołodopingowym zastrzeżeniem.

  • Monte Zoncolan – peleton kontra monstrum

    Monte Zoncolan – peleton kontra monstrum

    Współczesne kolarstwo sięga po ekstrema, wciąż podnosząc poziom trudności i rzucając zawodnikom nowe wyzwania. Monte Zoncolan, podjazd we wschodnich Alpach to jeden z symboli wielkich tourów w XXIw.

    Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto rozpoczął ten wyścig górskich zbrojeń. Niewątpliwie ważnym momentem było pojawienie się na trasie Giro d?Italia przełęczy Mortirolo w 1990r, wciąż uznawanej za jeden z najcięższych, szosowych podjazdów na świecie. Najczęściej kolarze pokonują go z miejscowości Mazzo di Valtellina, drogą o długości 12,4km, średniej stromiźnie 10,5% i maksymalnej 18% (przewyższenie 1300m).

    Dziewięć lat później piłeczkę odbili Hiszpanie, zapraszając w 1999r peleton Vuelta a Espana na Alto de l?Angliru w Asturii. Różnica wzniesień to 1226m, 12,5km długości, średnia stromizna 10,1%, za to podjazd jest o wiele bardziej nieregularny, w najtrudniejszych miejscach atakując nogi kolarzy wartościami sięgającymi 24%.

    Giro d?Italia nie pozostało dłużne, oferując od 2003r w swoim menu właśnie Zoncolan. Za pierwszym razem, nieco nieśmiało, szosą z Sutrio, by od 2007r na dobre zadomowić się na wariancie prowadzącym z Ovaro. Zoncolan w tej wersji, która może rozstrzygnąć o losach ?Corsa Rosa? także w 2018r to 10,1km, 1210m w pionie aż 11,9% średniej i 22% maksymalnej stromizny. Nic dziwnego, że u podnóża kolarzy wita zainscenizowana ?brama do piekła?.

    Embed from Getty Images

    O tym, czy trudniejsze jest Angliru czy Zoncolan mogą wypowiedzieć się jedynie ci, którzy oba monstra pokonali w wyścigowym tempie. Ekspertami mógliby być np. Alberto Contador lub Gilberto Simoni. Hiszpan dwa razy był najszybszy na Angliru a na Zoncolanie był drugi. Z kolei Włoch dwukrotnie triumfował na Zoncolanie i raz na Angliru.

    Jak ekstremalne są to wyzwania niech świadczy fakt, że na etapy kończące się tego typu podjazdami nawet zawodowcy zakładają lżejsze przełożenia. W przeszłości eksperymentowali z korbami o trzech zębatkach, następnie z ?kompaktem? czyli korbą ?dla amatorów? a obecnie chętnie sięgają po kasety o rozpiętości, która jeszcze niedawno była dostępna jedynie w rowerach górskich.

    Profile zoncolan.svg
    By VomerOwn work, Public Domain, Link

    Tak brutalne stromizny powodują, że wyścig sprowadza się do bardzo wymiernego testu mocy generowanej przez zawodnika do połączonej masy ciała i używanego sprzętu. Niewielka prędkość niweluje znaczenie jazdy na kole, obecność partnerów z drużyny ma więc znaczenie głównie psychiczne i taktyczne. O ile oczywiście jacyś pomocnicy zdołają utrzymać się przy swoim liderze.

    Sukces na mecie osiągają często nie ci najbardziej błyskotliwi lecz ci, którzy nie ?spalą się?, wytrzymają obciążenie na najbardziej stromych fragmentach a następnie utrzymają tempo tam, gdzie szosa nieco ?odpuszcza?, czyli wraca do wartości, na których na innych podjazdach następuje selekcja.

    Embed from Getty Images

    Jeśli bowiem pomyślimy o Alpe d?Huez, ?kultowym? miejscu Tour de France, tamtejsza średnia 7,9% i maksymalna 13% w porównaniu z Zoncolanem, gdzie ze średnią stromizną 13% kolarze zmagają się przez przynajmniej pięć kilometrów, to francuski podjazd jest niczym piaskownica względem Sahary.

    Co ciekawe, Monte Zoncolan nie zawsze miał wpływ na losy różowej koszulki. Podczas inauguracji (2003) Gilberto Simoni faktycznie zbudował tam wyraźną przewagę nad rywalami w marszu po swoje drugie zwycięstwo w Giro d?Italia. Jednak już jego kolejny triumf, w 2007r nie zagroził pozycji ani Danilo di Luca?i ani wicelidera, Andy?ego Schlecka.

    W 2010r Ivan Basso dojeżdżając na pierwszej pozycji wyraźnie odrobił straty do kolarzy, którzy nad wyraz długo znajdowali się w czołówce ?generalki? po skutecznej ucieczce w pierwszej fazie wyścigu (młodego wówczas Richiego Porte oraz Davida Arroyo).

    Z kolei w 2011 Alberto Contador wszedł w koalicję z kolarzami Euskaltel Euskadi, którzy triumfowali na Zoncolanie (Igor Anton) oraz dzień później w Gardeccia?i (Michel Nieve) a sam ?Pistolero? skupił się na budowaniu prowadzenia w klasyfikacji generalnej.

    Ostatnia wizyta Giro na tym podjeździe to rok 2014 i nieco niespodziewane zwycięstwo Michaela Rogersa, który skorzystał na tym, że liderzy pojechali de facto na remis, nie stawiając zwycięzcy wyścigu, Nairo Quintany, pod żadną, szczególną presją.

    Istotna informacja to ta, że we wspomnianym 2014 na Zoncolan peleton wspinał się przedostatniego dnia Giro d?Italia, stąd też zapewne i taktyka kolarzy z podium i najwolniejszy w historii czas czołówki: 41?30?. Wcześniej, gdy tak jak w tym roku morderczy podjazd znajdował się mniej więcej w połowie rywalizacji, Basso i Anton wspinali się nieco poniżej 41? a w 2007r duet Simoni – Leonardo Piepoli uzyskali rezultat 39?.

    Biorąc pod uwagę rosnące tempo zawodowców oraz dotychczasowy przebieg Giro 2018 należy spodziewać się czasu w granicach 40?30?.

    Będzie to ciekawa konfrontacja prezentującego życiową formę Simona Yatesa z nad wyraz solidnym Tomem Dumoulinem. Teoretycznie cięższy Holender, będący głównie specjalistą jazdy na czas powinien stracić do młodego Brytyjczyka, typowego ?górala? kilkanaście a może i kilkadziesiąt sekund.

    Embed from Getty Images

    Popisy Chrisa Froome?a i Bradleya Wigginsa na hiszpańskim Angliru pokazują jednak, że na tego typu wzniesieniach najważniejsze to nie tracić nerwów i kontrolować wysiłek, co może przełożyć się na dobry wynik na mecie.

    Póki co to Yates szuka przewagi, wykorzystuje kolejne okazje do ataków i stara się budować przewagę przed jazdą indywidualną na czas, którą z pewnością z Dumoulinem przegra. Oznacza to tyle, że odważna jazda Yatesa może zakończyć się kryzysem, jeśli nie jego samego, to przynajmniej któregoś z próbującym za nim nadążyć rywali.

    Na koniec wreszcie muszę wspomnieć o Chrisie Froomie, który jeśli nie zbierze sił i poniesie kolejne straty, po Zoncolanie będzie mógł pożegnać się z dobrym wynikiem w tegorocznym Giro a co za tym idzie marzeniami z ?dubletem? Giro-Tour. I prawdę mówiąc nic nie wskazuje na to, by miało stać się inaczej.

    Ostatni element układanki to kumulacja zmęczenia z soboty z niedzielnym, wymagającym i najeżonym premiami górskimi etapem do Sapady. To czynnik, który może zniechęcać do szarży na Zoncolanie i skłonić bardziej zachowawczej jazdy z uwzględnieniem trudności, które czekają na kolarzy w całym ostatnim tygodniu tegorocznej ?corsa rosa?.

    Zdjęcie okładkowe: Marco Alpozzi / lapresse/ materiały prasowe RCS. A do tego Godzilla

  • Po trzech dniach Giro się zaczyna

    Po trzech dniach Giro się zaczyna

    Wizyta wielkiego touru w Izraelu zakończona. Kawałek historii kolarstwa napisany, można żyć dalej. Po przelocie na Sycylię 101. Giro d?Italia zacznie się na dobre. Tyle tylko, że to drugie, właściwe otwarcie część zawodników walczących o różową koszulkę rozpocznie z istotnymi stratami.

    Odwiedź, odwiedź

    Cel zaproszenia Giro na drugi brzeg Morza Śródziemnego został spełniony. Ekspozycja atrakcji turystycznych Izraela była imponująca. Czy warta wydanych, podobno, 28 milionów Euro, to okaże się za jakiś czas.

    Z punktu widzenia narracji wyścigu mogło wydarzyć się więcej, mogło wydarzyć się mniej. Otwierająca zmagania czasówka wprowadziła widoczne różnice między pretendentami do różowej koszulki i zarysowała narrację na najbliższe dni.

    Peleton głównie poruszał się drogami szybkiego ruchu, drużyny skupiły się na rywalizacji sprinterów, choć wiejący wiatr mógł podzielić grupę i sprawić więcej zamieszania.

    https://twitter.com/wielerman/status/992322573915521024

    W zamian obserwowaliśmy dwa finisze, które ustawiała grupa Quick Step napędzana w końcówkach przez niezmordowanego Zdenka Stybara. Ellia Viviani to wyczekiwał na kole Jakuba Mareczko to unikał kraksy i  rozpychającego się Sama Bennetta. Dość powiedzieć, że mistrz olimpijski w torowym wieloboju ma 100% skuteczność i już w pierwszych dniach Giro zrobił to, po co przyszedł do Quick Stepu z zespołu Sky. Wygrał dwa etapy przy pełnym wsparciu drużyny, na co u Brytyjczyków nie mógł liczyć.

    Poza pewną dozą nudy i przewidywalności, Izraelskie otwarcie ?Corsa Rosa? miało jeszcze jeden minus. Smutno, gdy przy trasie wielkiego touru widać tak niewielu kibiców.

    Minutka w plecy

    Chris Froome wywrócił się podczas zapoznania z trasą otwierającej wyścig czasówki. Kilka godzin później, podczas właściwej próby stracił ponad pół minuty do Toma Dumoulina, 17 sekund do Simona Yatesa i 4 sekundy do Thibaut Pinot. Gorzej z najgroźniejszych konkurentów Brytyjczyka pojechali tylko Fabio Aru i Miguel Angel Lopez.

    Biorąc pod uwagę, że w teorii trasa jest stworzona dla Dumoulina, który powinien obronić się i na Etnie i na Montevergine i w Alpach, Froome będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności jazdy w górach, by odebrać Holendrowi różową koszulkę.

    Powodów takiej sytuacji może być kilka. Po pierwsze pamiętajmy, że lider ekipy Sky celuje w ?dublet? Giro-Tour a to oznacza, że musi oszczędzać siły i uważnie wydatkować energię. Niewykluczone więc, że będzie chciał rozstrzygnąć sprawę zwycięstwa jedną, zdecydowaną akcją pod koniec wyścigu.

    Po drugie i sam Froome i cała jego drużyna są w trudnej sytuacji związanej z pozytywnym wynikiem testu na Salbutamol na zeszłorocznej Vuelcie. Nawet, jeśli twierdzą, że wszystko jest pod kontrolą, konieczność odpowiadania na ciągle te same pytania i świadomość, że efekty podejmowanego wysiłku mogą być w przyszłości anulowane nie może pozostawać bez konsekwencji.

    Po pierwszym dniu przerwy i przelocie na Sycylię klasyfikacja generalna najważniejszych postaci rywalizujących o różową koszulkę prezentuje się następująco:

    1 Rohan Dennis (Aus) BMC Racing Team 9:05:30
    2 Tom Dumoulin (Ned) Team Sunweb 00:01
    6 Simon Yates (GBr) Mitchelton-Scott 00:21
    9 Domenico Pozzovivo (Ita) Bahrain-Merida 00:28
    10 Carlos Betancur (Col) Movistar Team 00:29
    13 Felix Grossschartner (Aut) Bora-Hansgrohe 00:32
    14 Tim Wellens (Bel) Lotto Fix All 00:33
    16 Thibaut Pinot (Fra) Groupama-FDJ 00:34
    17 Patrick Konrad (Aut) Bora-Hansgrohe 00:35
    19 Chris Froome (GBr) Team Sky 00:38
    23 Davide Formolo (Ita) Bora-Hansgrohe 00:41
    30 Esteban Chaves (Col) Mitchelton-Scott 00:47
    32 George Bennett (NZl) LottoNL-Jumbo 00:50
    34 Fabio Aru (Ita) UAE Team Emirates 00:51
    39 Alexandre Geniez (Fra) AG2R La Mondiale 00:54
    45 Miguel Angel Lopez (Col) Astana Pro Team 00:57
    51 Michael Woods (Can) EF Education First-Drapac 01:09

    Oczywiście, że ?gorszy dzień? na Zoncolanie czy nawet na Etnie może oznaczać stratę więcej niż minuty, ale trzeba przyznać, że przy obecnym, wyrównanym poziomie zawodowego peletonu krótka czasówka w Jerozolimie ustawiła wyścig na przynajmniej kilka dni.

    Bongiorno

    Tom Dumoulin ?przegapił? akcję ekipy BMC, oddał bonifikatę na premii lotnej Rohanowi Dennisowi i zdjął z barków ciężar prowadzenia w wyścigu. Dennis z kolei może albo wytrzymać w różowej koszulce i podjazd na Etnę (czwartek, 10. maja) i Montevergine (sobota, 12. maja), ale równie dobrze liderem po pofałdowanym etapie z Catanii do Caltagirone może zostać Tim Wellens lub Diego Ulissi.

    Najbliższe trzy dni zapowiadają się całkiem emocjonująco, następnie po wspinaczce na sycylijski wulkan peleton odsapnie na etapie płaskim w Kalabrii by weekend spędzić na, miejmy nadzieję, intensywnym ściganiu w Apeninach. Wspomniany już finisz w Montevergine poprzedzi niedzielny sprawdzian na Gran Sasso, gdzie powinny zapaść pierwsze, większe rozstrzygnięcia.

    To tylko teoria

    Może się jednak okazać, że pamiętając nie tylko o kolejnych etapach Giro i o różowej koszulce, ale też mając szerszą perspektywę całego sezonu, niczym w 2015r niemal każdego dnia będzie się toczyła nie tylko walka o zwycięstwo we Włoszech, ale i o? przegraną Froome?a we Francji.

    https://twitter.com/giroditalia/status/993476731737657344

    Intensywne ściganie w Giro oznaczać będzie nie tylko piękny spektakl dla włoskich kibiców, ale i nadwątlenie sił lidera Sky przed lipcowym Tour de France.

    Krótko mówiąc, choć niby wszystko jest zaplanowane, o tym, czy będziemy się nudzić czy też przylgniemy na wiele godzin do ekranów zadecydują sami kolarze.

  • Bardzo trudne 101. Giro d?Italia

    Bardzo trudne 101. Giro d?Italia

    Po pierwsze polityka i kontrowersyjny start z Izraela. Po drugie obecność niechcianego, choć równocześnie walczącego o miejsce w historii Chrisa Froome?a. Po trzecie trasa, która sugeruje dość klasyczną narrację. Giro d?Italia 2018 to twardy orzech do zgryzienia. Ale i tak na nie czekam!

    Giro jest piękne. Ale?

    Włoski tour wielkim wyścigiem jest. I pięknym. I pierwszym trzytygodniowym w sezonie. I wiąże się z pełnią wiosny. Prowadzi przez wyjątkowo malownicze miejsca, z których wiele to żywa historia kolarstwa. Przejeżdża obok fabryk czy wciąż istniejących manufaktur legendarnych marek rowerowych. Ma wyjątkowych kibiców, coraz lepszy marketing a przy tym wszystkim nie jest tak przytłaczający jak Tour de France.

    Co więcej, mimo wszechobecnego przywiązania do tradycji, to właśnie organizatorzy Giro są odważni i progresywni w kwestii stawiania peletonowi nowych wyzwań.

    W tym roku znów postarali się o przesunięcie kolejnych granic, ale równocześnie w niektórych sprawach wykazali się biernością a w jeszcze innych, odmiennie niż w ostatnich sezonach, postawili na sprawdzone rozwiązania.

    Zatem możemy otrzymać albo świetną, sportową rywalizację albo wyścig zatopiony przez mnożące się kontrowersje połączone z jazdą według schematycznego, zgranego scenariusza.

    Mauer-betlehem.jpg
    By Markus Ortner – photographed by Markus Ortner, CC BY-SA 2.5, Link

    Blisko wojny, blisko konfliktu

    To przykre, ale przywykliśmy do tego, że wielkie imprezy sportowe podążają za pieniędzmi nie zwracając uwagi na kwestie etyczne. Kolejne Igrzyska Olimpijskie czy piłkarskie mundiale organizowane są w krajach, które mają bardzo elastyczne podejście do tematu praw człowieka czy poszanowania integralności terytorialnej państw ościennych.

    Kolarstwo związane głównie z ?zachodnią, liberalno-demokratyczną? Europą takich problemów raczej nie miało, choć tu i ówdzie pojawiają się głosy piętnujące zaangażowanie księcia Bahrajnu jako sponsora tytularnego jednej z ekip czy dyskryminację kobiet-sportowców w krajach arabskich chętnie zapraszających do siebie zawodowy peleton.

    Jeśli się nie mylę, najbliżej wielkiej polityki zawody rowerowe były ostatnio w latach ?80 XXw, gdy Tour de France gościł w Berlinie Zachodnim a Wyścig Pokoju udowadniał, że w Czarnobylu tak naprawdę nie wydarzyło się nic złego.

    Tymczasem Hajfę, która będzie gospodarzem startu drugiego od Aleppo w Syrii – ignorowanego wyrzutu sumienia podobno cywilizowanego świata XXIw – dzieli w linii prostej mniej niż 500km. To z grubsza tyle, co z Pizzo (samo południe Włoch, pierwszy start etapu na terenie kontynentalnej Europy) do Rzymu (w stolicy Włoch Giro będzie miało swój finał).

    Jerozolima, gdzie na, malowniczej i wiodącej wśród mających tysiące lat zabytków, trasie czasówki będziemy emocjonować się walką o różową koszulkę, to wciąż miasto-symbol nierozwiązanego konfliktu Izraelsko-Palestyńskiego. Konfliktu, który choć chłodniejszy, wciąż wiąże się z zagrożeniem terrorystycznym z jednej i permanentnym łamaniem praw człowieka z drugiej strony.

    Oznacza to mniej więcej tyle, że relacjonując zmagania sportowców trzeba będzie, po raz kolejny, przymknąć oczy na dramaty autochtonów w imię bliżej niezidentyfikowanych wartości, którymi w takich sytuacjach kierują się ludzie zachodu.

    Mam nadzieję, że wszyscy wykażemy się przynajmniej minimum przyzwoitości, by w tym kontekście, relacjonując Giro unikać popularnych w dziennikarstwie sportowym porównań militarnych a tym bardziej podkreślających trudy rywalizacji słów-wytrychów takich jak ?masakra? czy ?rzeźnia?. Bo biorąc pod uwagę historię ziem i narodów, które będą gościły kolarzy, zwyczajnie nie wypada.

    Embed from Getty Images

    Niesławny jedzie po sławę

    Chris Froome dwukrotnie przedawkował dopuszczalną dawkę Salbutamolu podczas Vuelta a Espana 2017. Choć nie jest to substancja zabroniona, jej przyjmowanie jest ograniczone do ściśle określonej, co ważne, niemałej ilości. W próbce pobranej od Brytyjczyka znajdowało się 2000 nanogramów Salbutamolu na mililitr krwi w miejsce dopuszczalnego 1000 nanogramów. Oznacza to po prostu, że Froome złamał przepisy antydopingowe, podobnie jak np. Diego Ulissi trzy lata wcześniej. Włoch za takie wykroczenie został ukarany dziewięciomiesięczną dyskwalifikacją.

    Froome nie został odsunięty od startów, normalnie trenuje i uczestniczy w wyścigach a organizatorzy kolejnych imprez deklarują, że nie będą wykreślać go z tabel wyników, jak stało się to w przeszłości z Alberto Contadorem. Nawet, jeśli post factum po długiej batalii dyscyplinarnej zostanie zdyskwalifikowany.

    Jeśli dołożymy do tego pogłoski o horrendalnie wysokim honorarium ?startowym?, jakie za udział w Giro ma dostać czterokrotny zwycięzca Tour de France, można śmiało mówić o skandalu.

    Szkoda, bo choć trudno w zaistniałej sytuacji darzyć Froome?a sympatią, należy pamiętać, że gdyby nie okołodopingowe perypetie, jechałby po sławę, chwałę i sportową nieśmiertelność. Nie chodzi tylko o wygranie szóstego wielkiego touru w karierze, ale też o trzeci, po Tour de France i Vuelta a Espana 2017 z rzędu oraz, w domyśle, o wyjątkową serię, ponieważ Froome z pewnością myśli o ?podwójnym dublecie?. Do zeszłorocznego francusko-hiszpańskiego pragnie dołożyć włosko-francuski.

    Teoretycznie jest w stanie to osiągnąć, lecz jeśli mu się to uda, będzie to sukces o łatwej do zakwestionowania wartości.

    Bohaterem pozytywnym tej historii będzie zatem obrońca tytułu, Tom Dumoulin, lider zespołu Sunweb. Holender jest, jednym z tych kolarzy, którzy są w stanie pokonać Froome?a w jeździe indywidualnej na czas a następnie utrzymać koło najlepszych górali na alpejskich podjazdach.

    I znów, gdyby nie smród wokół ekipy Sky, mielibyśmy do czynienia z zapowiedzią porywającego pojedynku. A tak pozostaje liczyć na to, że karma wróci do Brytyjczyków i głównym rywalem Dumoulina będzie nie Froome a np. Thibaut Pinot z ekipy Groupama – FDJ.

    Klasyczna trasa

    Na korzyść Dumoulina a także Froome?a i jego ambicji walki o ?dublet? Giro-Tour przemawia klasycznie zbudowana trasa tegorocznej ?Corsa Rosa?. Dwie indywidualne próby na czas, w pierwszej części etapy o długich, lecz unikających stromizn podjazdach oraz wymagająca końcówka w Alpach.

    Tym razem aż sześć odcinków daje szansę klasycznym sprinterom. Aż dziw, że tak niewiele gwiazd specjalizujących się w finiszach z peletonu wybrało tegoroczne Giro jako ważny cel sezonu 2018. Ellia Viviani z Quick Stepu, Sacha Modolo z Education First i Jakub Mareczko z Willier Triestina – Selle Italia w zasadzie zamykają listę znanych chętnych do zwycięstw na płaskich etapach.

    ?Dachem wyścigu?, czyli najwyższym punktem, który na Giro nosi nazwę ?Cima Coppi? w tym roku będzie przełęcz Finestre (2178m), charakterystyczna ze względu na szutrową nawierzchnię na ostatnich kilometrach.

    To kolejna wskazówka dotycząca przebiegu trasy. Mając w pamięci problemy z pogodą na wyżej położonych szosach w poprzednich sezonach tym razem trasa nie wspina się tak wysoko. Froome powinien być z tego zadowolony chcąc walczyć miesiąc później w Tour de France. Nawet, jeśli Fintestre, Jafferau a przede wszystkim Monte Zoncolan to brutalne wzniesienia, większość podjazdów, na których rozgrywać się będzie walka w klasyfikacji generalnej sprzyja kontroli sytuacji przez mocną drużynę. W domyśle przez Team Sky.

    Embed from Getty Images

    Szansa na życiowy wynik

    Zarówno umiarkowanie mocne grono sprinterów jak i stawka pretendentów do różowej koszulki, w której do Dumoulina, Froome?a i Pinota należy dołożyć: Miguela Angela Lopeza (Astana), Estebana Chavesa i Simona Yatesa (Mitchelton – Scott), Domenico Pozzovivo (Bahrain – Merida) oraz Fabio Aru (UAE Emirates) powodują, że na życiowy sukces, czy to na etapie czy w ?generalce? ma spore grono kolarzy.

    Michael Woods (EF), Enrico Battaglin (LottoNL Jumbo), Louis Meintjes, Nicolas Roche, Davide Formolo (Bora – Hansgrohe) i Alexandre Geniez przy sprzyjających okolicznościach mogą nawet sięgnąć po miejsce na podium. Z kolei Tim Wellens, Ben Hermans, niemal cała drużyna Movistaru z Carlosem Betancurem na czele czy Gianluca Brambilla i Jarlinson Pantano z Trek – Segafredo jak również zawodnicy Bardiani – CSF będą regularnie walczyć na kolejnych etapach, bardzo cennych biorąc pod uwagę, że w końcu mówimy o Giro d?Italia, drugim najważniejszym wyścigu kolarskim na świecie.

    Postacią, za którą szczególnie należy trzymać kciuki jest Adam Hansen kontynuujący swoją nieprzerwaną serię startów w wielkich tourach. Dla Australijczyka z Lotto – Soudal GdI 2018 będzie dwudziestym z rzędu uczestnictwem w trzytygodniowym wyścigu. Jeśli dojedzie do Rzymu wyśrubuje ustanowiony przez siebie rekord.

    Mniejsze drużyny

    Wiosenne wyścigi, zarówno jednodniowe jak i etapowe pokazały, że zmniejszenie drużyn o jednego zawodnika może mieć wpływ na przebieg rywalizacji. Po kwartale oczywiście trudno wyciągać wiążące wnioski, lecz skuteczność ataków i ucieczek była zauważalna. Siedmiu w miejsce ośmiu kolarzy w klasykach i tygodniówkach to mniejszy peleton i mniej par nóg do pracy, dość istotny czynnik gdy chodzi o doścignięcie śmiałków jadących przed grupą zasadniczą.

    Czy ośmiu zamiast dziewięciu zawodników w jednym zespole na trasie wielkiego touru przyczyni się do bardziej otwartej i mniej przewidywalnej rywalizacji, dowiemy się pewnie dopiero jesienią, ale już na Giro możemy dostać pierwszą podpowiedź.

    Trzeba pamiętać, że Team Sky potrafił radzić sobie nawet w sytuacji, gdy na skutek kontuzji z ich składu Tour de France wypadało jedno z, pozornie, kluczowych ogniw. Tak czy inaczej, w nowych okolicznościach taktycznych funkcjonować będą wszyscy, zatem premię zdobędzie ten, kto jako pierwszy zrozumie system.

    Embed from Getty Images

    Bez Polaków, czyli w poszukiwaniu ?akcentów?

    Sytuacja, w której w peletonie wielkiego touru zabraknie kolarzy z polską licencją to w ostatnich latach pewnego rodzaju niespodzianka. Pozostaje więc poszukiwanie tak zwanych ?polskich akcentów?. Nie będzie to trudne o tyle, że Jakub Mareczko urodził się w Jarosławiu, Cesare Benedetti ma żonę Polkę a Jan Hirt do worldtourowej Astany przeszedł w tym sezonie po dobrym występie w Giro w barwach CCC Sprandi Polkowice. W polskiej drużynie wcześniej jeździł też kolarz Movistaru, Victor de la Parte. Z dużym prawdopodobieństwem naszych reprezentantów znajdziemy też wśród obsługi technicznej drużyn zawodowych.

    Ciekawe, jak sytuacja, gdy w wyścigu nie biorą udziału ani nasze gwiazdy: Michał Kwiatkowski i Rafał Majka, doświadczeni Maciej Bodnar czy Przemysław Niemiec ani ambitni Paweł Poljański, Michał Gołaś czy Łukasz Wiśniowski a na starcie brakuje ekipy CCC Sprandi Polkowice wpłynie na oglądalność wyścigu w kraju oraz zainteresowanie i materiały dostarczane przez rodzime media.

    To będzie swoisty test dojrzałości, zarówno dla kibiców jak i dziennikarzy oraz sprawdzian popularności kolarstwa jako takiego. Tym bardziej, że wyścig bez Polaków, choć to ?Piękne Giro? przypada na wyjątkowo trudną, również ze względów pozasportowych, edycję.

    Najważniejsze etapy:

    Etap 1 – Piątek, 4 Maj. 9,7km czasówka na ulicach Jerozolimy
    Etap 6 ? Czwartek, 10 Maj. Górski finisz na Etnie
    Etap 9 ? Niedziela 13 Maj. Finisz na podjeździe Gran Sasso
    Etap 14 ? Sobota 19 Maj. Finisz na podjeździe Monte Zoncolan
    Etap 15 ? Niedziela 20 Maj. Górzysty etap do Sappady
    Etap 16 ? Wtorek 21 Maj. 34,2km jazda indywidualna na czas
    Etap 18 ? Czwartek 24 Maj. Finisz na podjeździe Pratonevoso
    Etap 19 ? Piątek 25 Maj. Szutrowy podjazd Finestre i meta na Jafferau
    Etap 20 ? Sobota 26 Maj. Ostatni górski finisz, Cervinia.

    Faworyci

    ***** Tom Dumoulin, Chris Froome
    ****Esteban Chaves, Thibaut Pinot, Fabio Aru, Miguel Angel Lopez
    ***Luis Meintjes, Michael Woods

    Klasyfikacje

    Generalna – różowa koszulka
    Punktowa – koszulka cyklamenowa
    Górska – koszulka niebieska
    Młodzieżowa (U-25) – koszulka biała

    Bonifikaty czasowe

    Na metach etapów: 10-6-4? odpowiednio za 1-2-3 miejsce oraz 3-2-1? na lotnej premii najbliżej mety.

    Wyścig najwygodniej oglądać w Eurosporcie. Usługa Eurosport Player jest niedroga i komfortowa w użytkowaniu.

    Zdjęcie okładkowe; Foto LaPresse – Gian Mattia D’Alberto 20/05/2017, materiały prasowe RCS

  • Mam problem z Contadorem

    Mam problem z Contadorem

    Alberto Contador w dobrym stylu żegna się z hiszpańską Vueltą i z zawodowym peletonem. Pokazując przebłyski formy sprzed kilku sezonów zmienia wyścig w swoje ostatnie tournee jako ulubieniec kibiców. Historia hiszpańskiego kolarza jest jednak skomplikowana i trudna do jednoznacznej oceny.

    Najlepszy z pokolenia

    Po pierwsze wyniki. Alberto Contador wygrał siedem wielkich tourów: po dwa razy Tour de France i Giro d?Italia oraz trzykrotnie Vuelta a Espana. To daje mu czwarte miejsce na liście wszech czasów, ex aequo z Miguelem Indurainem oraz Fausto Coppim. Dodatkowo był najszybszy na trasie jeszcze jednego Touru i Giro, tyle, że zwycięstwo w Wielkiej Pętli 2010 zostało mu odebrane po tym, gdy jedna z pobranych w czasie wyścigu próbek dała pozytywny wynik podczas kontroli antydopingowej a tytuł z Giro 2011 stracił, gdy po długiej batalii sądowej stwierdzono, że w ogóle nie powinien w nim jechać z powodu wcześniejszej wpadki i związanej z nią dyskwalifikacji. Jeśli dodamy to właśnie Giro, Contador awansuje na trzecie miejsce, z ośmioma wygranymi wielkimi tourami i zrównuje się z Jacquesem Anquetliem.

    Co więcej, Contador jest ostatnim, póki co zawodnikiem, który wygrał dwa wielkie wielkie toury w jednym sezonie (2008r, Giro i Vuelta).

    Jeśli dodamy do wielkich tourów wygrane w wyścigach tygodniowych: dwa w Paryż-Nicea, cztery w Dookoła Kraju Basków (rekord) i jedno w Tirreno-Adriatico a także szereg triumfów w mniejszych imprezach, otrzymujemy obraz najskuteczniejszego zawodnika etapowego w XXIw a tak naprawdę nawet więcej, bo od czasów Bernarda Hinault, czyli od lat ?80 XXw.

    Odwaga, strategia, styl i odrobina szaleństwa

    Wielkich zwycięzców było w historii sportu wielu, ale prawdziwych mistrzów można policzyć na palcach jednej ręki. Alberto Contador zaskarbił sobie serca kibiców nie tylko osiąganymi przez siebie wynikami, ale przede wszystkim stylem, w jakim po nie sięgał. W 2009r zdobył żółtą koszulkę Tour de France jadąc właściwie samotnie nie tylko przeciwko braciom Schleck czy Bradleyowi Wigginsowi, ale też zmagając się z opozycją we własnej ekipie Astana, która była podporządkowana interesom Lance?a Armstronga.

    W 2008r, choć bez zwycięstwa etapowego, różową koszulkę Giro d?Italia wygrał zupełnie niespodziewanie, gdy jego drużyna a co za tym idzie sam zawodnik, nie byli pewni udziału w wyścigu niemal do dnia startu a podczas Vuelty w tym samym roku musiał się dzielić pozycją lidera w grupie z Levim Leipheimerem.

    Z kolei w sezonie 2011, gdy podjął próbę zdobycia ?dubletu? Giro-Tour Contador zaprezentował się nie tylko jako skuteczny dominator na trasie włoskiego wyścigu, ale też jako dojrzały taktyk i prawdziwy mistrz. Oddając zwycięstwa etapowe zyskał sobie wsparcie podczas kolejnych sezonów ze strony kolarzy innych ekip, którzy dzięki hojności Hiszpana mogli doświadczyć swoich chwil sławy.

    Wróciło to do niego kilkukrotnie: podczas pojedynków z rywalami na trasie zdominowanego w późniejszych latach przez ekipę Sky Tour de France, a także podczas Vuelty 2014 i Giro 2015, gdzie Contador nie był już w stanie gubić rywali jak kilka lat wcześniej i musiał polegać na odważnych atakach wiele kilometrów przed metą.

    Również jego zmagania z kontuzjami: spektakularny powrót na Vueltę po złamaniu kości piszczelowej na Tourze 2014 czy jazda z kontuzjowanym barkiem na Giro rok później sprawiły, że kibice patrzyli na niego z większą sympatią.

    Tej przysporzyła mu również niemożność pokonania Chrisa Froome?a na trasie Tour de France. Gdy Hiszpanowi brakowało mocy, atakował na płaskich, wietrznych etapach. Gdy to było za mało, swojej szansy szukał na zjazdach. I choć ostatecznie i tak przegrywał, swoją postawą dawał nadzieję na bardziej otwartą rywalizację i dłuższe utrzymanie suspensu w ?zabetonowanej? przez Brytyjczyków ?Wielkiej Pętli?.

    Co właściwie o nim wiemy?

    Alberto Contador = kolarstwo. Jego jazda, jego styl, jego pozycja na rowerze i charakterystyczny ?taniec? gdy na podjazdach wstaje z pedałów. Jego moc, jego niemoc, jego wpadka dopingowa. Wreszcie jego fundacja, która wspiera młodych kolarzy, i która będzie oficjalnym zapleczem teamu Trek-Segafredo. Co jeszcze? Gest strzału z pistoletu, od którego wziął się przydomek ?Pistolero?. I właściwie tyle.

    Interesami Alberto zajmuje się jego brat, Fran a zawodnikiem, który jak cień podąża za nim z grupy do grupy jest niespektakularny, ale niezmiernie pomocy Jesus Hernandez. Hiszpan przejechał w karierze 14 wielkich tourów, wiele w nich w służbie Contadora, samemu przez te wszystkie lata nie zwyciężając ani razu.

    Informacji o życiu prywatnym naszego bohatera praktycznie nie ma. Alberto Contador, niczym znany ze skrytości Miguel Indurain nie mówi za wiele o sobie, zarówno w kontekście kolarstwa jak i w kwestiach pozasportowych.

    A mimo to jest idolem wielu z nas.

    Plama na honorze? A może wielki, czarny cień?

    To ciekawe o tyle, że przy postaci hiszpańskiego mistrza i przy jego dokonaniach powinniśmy postawić o wiele więcej znaków zapytania.

    Zacząć trzeba od feralnego dla Contadora ?steku?, który rzekomo miał zjeść podczas dnia odpoczynku w trakcie Tour de France 2010 w Pau. Mięso z baskijskiej krowy miało być skażone klenbuterolem, który następnie w minimalnej (ze sportowego punktu widzenia pomijalnej) ilości 50 pikogramów został wykryty w pobranej do badania antydopingowego próbce. Po długiej batalii sądowo-dyscyplinarnej zatwierdzono dyskwalifikację zawodnika, odebranie mu nie tylko tytułu z Francji z 2010r i przekazanie go drugiemu na mecie Andy?emu Schleckowi (z którym stoczył ciężką i będącą na granicy fair play batalię podczas której atakował w momencie, gdy Luksemburczykowi spadł łańcuch), ale i w Giro d?Italia niemal rok później. Ostatecznie uznano go winnym ?przypadkowego przyjęcia substancji dopingowej? i ukarano aż dwuletnim zawieszeniem.

    Biorąc pod uwagę błahość przewinienia, kara była iście drakońska i trudno się dziwić, że Alberto uznaje sam siebie przynajmniej za trzykrotnego zwycięzcę Giro (które zgodnie z wynikami testów przejechał ?na czysto?), a może i trzykrotnego zwycięzcę Tour de France.

    Tyle tylko, że w feralnej próbce poza klenbuterolem znaleziono coś jeszcze. ?Plastyfikatory?, które mogą wskazywać na fakt transfuzji krwi przez jakiś czas przechowywanej w przeznaczonej do tego torebce. To również tłumaczy, skąd w organizmie Contadora mógł wziąć się klenbuterol. Zawodnik dokonując w czasie wyścigu transfuzji niewielkiej porcji krwi wprowadził do organizmu tkankę zanieczyszczoną środkiem, który przyjmował w czasie przygotowań do wyścigu.

    W teorii więc, surowa kara za ?błąd? była karą za poważny doping i ostrzeżeniem dla kolarza, by zszedł z drogi, na którą musiał wstąpić u progu swojej kariery.

    Alarm zadziałał skutecznie. Po powrocie z banicji Contador był w stanie wygrywać, ale nie tak przekonująco, jak za swoich najlepszych lat, czyli właśnie 2007-2011. By sięgać po zwycięstwa w wielkich tourach musiał zmienić styl jazdy i nie polegać wyłącznie na dynamicznych atakach, z których słynął wcześniej.

    Z nimi wiąże się prawdopodobnie największa kontrowersja w karierze Hiszpana, czyli Tour de France 2009 i podjazd do Verbier, gdzie podczas 20? wysiłku osiągnął VAM (średnią prędkość podjeżdżania) przekraczającą 1900m/h. Przypomnijmy, że obecnie podczas hiszpańskiej Vuelty specjaliści przecierają oczy ze zdziwienia, gdy kolarze wspinają się o 100m/h wolniej na podjazdach o połowę krótszych, uznając to za wynik mocno podejrzany.

    Wiele wskazuje na to, że podjazd do Verbier był najszybszym w historii Tour de France, gdzie kolarze wspinali się żwawiej niż najbardziej niesławni herosi ?ery EPO?.

    Co więcej, warto też w tym miejscu wspomnieć o wygranym przez Contadora Tourze 2007. Dostał on go de facto w prezencie od ekipy Rabobank, której lider, Michael Rasmussen prowadził z wyraźną przewagą, a która po wyjściu na jaw unikania przez niego kontrolerów antydopingowych w czasie przygotowań do imprezy wycofała Duńczyka z Wielkiej Pętli, oddając żółtą koszulkę walkowerem.

    Ze ?spowiedzi? samego Rasmussena jak i innych (anty)bohaterów tamtych czasów wiemy, że przed wprowadzeniem paszportów biologicznych, mimo powoli zacieśniającej się pętli kontroli andydopingowych, czołówka zawodowego peletonu skutecznie oszukiwała system. Biorąc pod uwagę, kiedy i pod czyimi skrzydłami kariera Alberto Contadora nabrała rozpędu, z perspektywy czasu trudno szukać innych źródeł sukcesu niż uczestnictwo w zorganizowanym procesie niedozowolonego wspomagania. Tym bardziej, że kolejnymi dyrektorami sportowymi Hiszpana byli Manolo Saiz, Johann Bruynell i Bjarne Riis a trenerem Pepe Marti.

    Z drugiej strony Contador potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie doping, nawet jeśli wciąż funkcjonuje, jest o wiele trudniejszy do zastosowania a zwycięstwa zawodników jednoznacznie odżegnujących się od niedozwolonego wspomagania pokazują, że można ścigać się na innych warunkach.

    Kolejne wielkie toury: Vuelta 2012, 2014 i Giro 2015 były rywalom wydarte często wbrew rozsądkowi, przewidywaniom ekspertów czy bukmacherów. A tempo i styl zdecydowanie bliższe były osiągnięciom kolarzy o dekadę młodszych, prowadzących swoje kariery już wedle innego etosu.

    Zatem, tak czy inaczej, pożegnalne tournee na kole Chrisa Froome?a, w dobrym stylu, ku uciesze własnej i nas wszystkich Contadorowi się należy. Co nie zmienia faktu, że choć to postać fascynująca, jej barwa jest zdecydowanie bardziej szara niż żółć, róż, złoto i czerwień wygranych w kolejnych tourach koszulek.

  • Wakacje śladami Giro w regionie Trentino

    Wakacje śladami Giro w regionie Trentino

    Tegoroczne jubileuszowe Giro d’Italia, którego najciekawsze etapy działy się w Dolomitach, przeszło już do historii, choć ze względu na zażartą walkę o zwycięstwo w wyścigu wspominać będziemy je przez lata. Wakacje za pasem, zatem nadszedł czas, by wymagające i malownicze trasy rowerowe w regionie Trentino odwiedzili kolarze-turyści!

    Na co mogą liczyć miłośnicy kolarstwa w regionie Trentino?

    Dolomity mają bardzo wiele do zaoferowania nie tylko miłośnikom dwóch kółek, jednak przedstawienia regionu nie można rozpocząć inaczej niż od mitycznych górskich tras rowerowych. Region Trentino uważany jest w końcu za raj dla kolarzy i zdecydowanie nie jest to stwierdzenie na wyrost. Tutejsze serpentyny, mniej i bardziej wymagające podjazdy oraz górskie przełęcze przez lata stanowiły arenę zmagań zawodników rywalizujących o końcowe zwycięstwo w legendarnym Giro d’Italia i prestiżowym Giro del Trentino. Przed kilkoma laty od dwóch górskich etapów wśród tutejszych pasm górskich rozpoczął się nasz rodzimy wyścig Tour de Pologne.

    Mylą się jednak ci, którzy uważają region za mekkę jedynie kolarzy szosowych, bowiem miłośnicy cross country mają do dyspozycji łącznie 1700 kilometrów tras składających się na cztery najważniejsze szlaki: Dolomiti Brenta Bike, Dolomiti Lagorai Bike, Mountain & Garda Bike oraz 100 kilometrów dei Forti ? Alpe Cimbra. Pokaźną dawkę adrenaliny zapewniają natomiast strome zbocza przygotowane dla fanów Enduro z Bear Trails na płaskowyżu Paganella na czele.

    Rozegraj własne Giro lub rusz przed siebie w nieznane

    Co roku w Dolomitach swój wymarzony azyl odnajdują tysiące rowerzystów z całego świata. W regionie treningi odbywają zarówno profesjonaliści, jak i kolarscy turyści czy podróżnicy. Wszystkich łączy wspólna pasja i wszyscy znajdują dokładnie to, czego potrzebują, odkrywając nowe trasy i zapierające dech w piersiach krajobrazy. Można przyjeżdżać tu co roku i za każdym razem wracać z bagażem nowych doświadczeń.

    Jeśli pragniesz rozegrać swoje własne Giro, zmierzyć się z własnymi możliwościami lub rywalizować z przyjaciółmi, do twojej dyspozycji pozostaje Le 23 Grande Salite del Trentino, czyli 23 wymagające, doskonale oznakowane i opisane, pełne niesamowitych widoków podjazdy, w tym Monte Bondone, miejsce rozgrywania wyścigu Legendary Charly Gaul, z którym w tym roku mierzyli się uczestnicy Giro d’Italia i gdzie ważne zwycięstwo odniósł tryumfator wyścigu ? Tom Dumoulin. A może warto po prostu wyruszyć w nieznane, podziwiając tutejszy niepowtarzalny krajobraz? Doskonałe oznakowanie i klasyfikacja tras sprzyjają przygodzie.

    Rowerem przez ekscytującą krainę górskich jezior!

    Region Trentino to również kraina przepięknych górskich jezior. Latem warto połączyć przyjemne z pożytecznym i podziwiać je z perspektywy dwóch kółek, zwłaszcza że sieć szlaków rowerowych zlokalizowanych wokół akwenów jest gęsta i urozmaicona. Mniej wymagające trasy biegną wzdłuż nabrzeży, ale raj odnajdą tu również miłośnicy górskich wypraw, docierając w miejsca niedostępne przy pomocy auta. Warto wspomnieć choćby o liczącej 80 kilometrów trasie, którą przez Valsugana i Valle di Ledro dotrzesz aż nad słynną Gardę. Wspaniałe krajobrazy czekają również na mniej zaawansowanych adeptów kolarstwa, ponieważ w regionie niezwykle łatwo wypożyczyć również rowery elektryczne, których popularność stale rośnie.

    Po intensywnej przygodzie Trentino oferuje doskonałą infrastrukturę hotelową, SPA, wspaniałe wino i doskonałe lokalne sery. To prawdziwa mekka kolarstwa, którą warto odwiedzić przynajmniej raz w życiu i następnie? wracać do niej przez lata, wciąż odkrywając nowe trasy i atrakcje.

    Więcej informacji o rowerowych wakacjach znajdziecie na oficjalnej stronie Trentino.

  • 100. Giro? Było świetne!

    100. Giro? Było świetne!

    Niepewność do ostatniego etapu. Ataki każdego dnia. Bardzo mocne tempo i wyjątkowo wyrównany poziom. Do tego garść kontrowersji i nieco niespodziewany zwycięzca. Setne Giro d?Italia było świetne.

    Czy to był najlepszy wielki tour ostatnich lat? Ocenimy za kilka sezonów, ponieważ w tej branży kontekst bardzo się zmienia z perspektywy czasu. Jeśli miałbym wytypować kilka elementów, które zostaną w pamięci po 100. Giro d?Italia, byłyby to:

    Co dzień, to atak

    Na Etnie Nibali i Zakarin. Na Blockhausie Quintana. W Oropie Quintana i Dumoulin. W Bergamo Nibali i Dumoulin. W Bormio Zakarin i Nibali. W Oritisei Pinot i Pozzovivo a Quintana szukał szansy aż 50km przed metą. W Piancavallo znów Pinot, Zakarin i Pozzovivo a na trasie ostatniego ostatniego, górskiego etapu sił próbowali niemal wszyscy walczący w ?generalce? kolarze.

    Czy jakoś tak, ponieważ trudno zliczyć kolejne próby, które podejmowali zawodnicy w poszukiwaniu przewagi i zysku nad rywalami.

    Jeśli doliczymy do tego ofensywną jazdę ekipy Quick Step na etapie do Cagliari czy niespodziewaną wygraną Lukasa Postelbergera pierwszego dnia na Sardynii, wbrew pozorom dostajemy obraz otwartego, nastawionego na ataki ścigania.

    Dominator Dumoulin

    Tom Dumoulin na szczęście dla siebie zostanie zapamiętany jako pierwszy, holenderski zwycięzca Giro d?Italia a nie ten, który stracił różową koszulkę z powodu wypróżniania się w alpejskiej dolinie. Jednakże przymusowa przerwa, którą musiał zrobić między Stelvio a Umbrailpass na nowo otworzyła rywalizację w klasyfikacji generalnej.

    Lider ekipy Sunweb był najmocniejszy w jeździe indywidualnej na czas i de facto nie okazał słabości w górach. Owszem, nie był w stanie kontrolować wszystkich rywali, ale gdy było trzeba potrafił albo zminimalizować straty albo nawet samemu zyskać nieco czasu.

    Biorąc pod uwagę, że jego przewaga w czasówkach była sprawą niemal pewną, jako miejsce, gdzie Dumoulin wygrał 100. Giro d?Italia wskazałbym etap z metą na Blockhause. To tam przyjechał zaledwie 24? za Nairo Quintaną i 36? przed Vincenzo Nibalim. Kto wie, być może rozsądniejsza jazda Nibalego w tym dniu dałaby ?Rekinowi? zwycięstwo w całym wyścigu a tak, nie oglądający się na rywali Dumoulin idealnie ustawił się przed dalszą częścią zmagań.

    Motowpadka i osłabione drużyny

    Istotnym elementem całej układanki była kraksa u podnóża wspomnianego Blockhausu. To tam czołówka peletonu zahaczyła o stojący na poboczu, policyjny motocykl. Z walki o różową koszulkę wypadli Mikel Landa i Adam Yates a z całego wyścigu musiał zrezygnować (po kilku dniach) Geraint Thomas. Sky został więc przetrzebiony a zespół późniejszego zwycięzcy, Dumoulina, pozbawiony kluczowego pomocnika w górach, Wilco Keldermana. Co więcej, Vincenzo Nibali również nie mógł korzystać z pełnego wsparcia drużyny, ponieważ po bójce z Diego Rosą wykluczony został Javier Moreno, który na górskich etapach miał pomagać ?rekinowi?. Osłabieni byli też kolarze Astany, którzy wystartowali w ósemkę bez tragicznie zmarłego Michele Scarponiego a następnie po kraksie musieli wycofać z rywalizacji Tanela Kangerta.

    Jeśli więc mieliście wrażenie mniejszej dynamiki w niektórych momentach, być może przyczyny trzeba szukać m.in. w tych sytuacjach, które zaburzyły układ sił w peletonie.

    Tytani szos

    Blockhaus i Oropa, te dwa górskie finisze zostały pokonane w imponującym, niezmiernie wysokim tempie. Z kolei, biorąc pod uwagę kulminację trudności i dystansu całego wyścigu (było to najdłuższe Giro od 2000r), również jazda w ostatnim, niezwykle górzystym tygodniu, była na najwyższych obrotach.

    To także wskazuje, dlaczego de facto żaden z faworytów nie zyskał na podjazdach wyraźnej przewagi. ?Soczysty? atak Quintany czy Nibalego dający minutę czy dwie przewagi nad Dumoulinem oznaczałby wejście w rewiry mocno sugerujące niedozwolone wspomaganie. W ostatnich sezonach kolarze i tak jeżdżą już niebezpiecznie szybko a skoro w peletonie Giro spotkało się kilku zawodników, będących w stanie utrzymać tak wysokie tempo, trudno się dziwić, że było im ciężko zgubić konkurentów.

    Ostatnie kilometry ostatniego, górskiego etapu mogą zapaść w pamięć na dłużej jako piękny przykład desperackiej walki ?wspinaczy? z ?czasowcami?. To klasyk kolarskiego gatunku, o którym czytamy we wspomnieniach z dawnych lat a w tym roku mogliśmy go, ponownie, oglądać na trasie Giro d?Italia.

    Świetni zwycięzcy etapowi

    Pierre Rolland, Tejay van Garderen, Omar Fraile, Jan Polanc, Gorka Izagirre i jadący po koszulkę najlepszego ?górala? Mikel Landa wygrywali po znakomitych ?ucieczkach dnia?. Do tego czterech pierwszych kolarzy klasyfikacji generalnej: Dumoulin (x2), Quintana, Nibali i Pinot oraz najlepszy ?młodzieżowiec?, ósmy w generalce Bob Jungels wygrywali etapy, podejmując ryzyko śmiałych akcji.

    Cztery odcinki padły łupem Fernando Gavirii, najlepszego sprintera wyścigu, swoją passę kolejnych wielkich tourów z wygranymi etapowymi kontynuował Andre Greipel a Caleb Ewan to nowa gwiazda finiszy z peletonu. Jedynie Lukas Postelberger i Silvan Dillier sprawili niespodzianki, które ubarwiły rywalizację w kontekście całego wyścigu.

    O tym, jak ciężko było na tym Giro coś ugrać przekonali się i Landa i Rolland, którzy musieli wykazać się sporą cierpliwością, zabierając się do kolejnych ucieczek a także rewelacja wyścigu, Jan Hirt, który podobnie jak oni często był z przodu, ale swojego etapu się nie doczekał (za to zajął dobre, 12. miejsce w klasyfikacji generalnej).

    Pełna satysfakcja

    Krótko mówiąc, jako kibic kolarstwa jestem w pełni usatysfakcjonowany. Choć postać Toma Dumoulina wzbudza we mnie mieszane uczucia, m.in. ze względu na jego brak opanowania w wypowiedziach dla mediów, kolarze jadący w 100. Giro d?Italia zapewnili mi trzy tygodnie świetnej, sportowej rozrywki. Co więcej, przynajmniej kilka momentów zapisze się na dłużej w historii wyścigu i przy kolejnych, okrągłych rocznicach, będziemy je wspominać jako ważne i wyjątkowe.

    Zdjęcie okładkowe: Foto LaPresse – Fabio Ferrari, materiały prasowe RCS

  • Czekać, czy nie czekać, czyli problem z niepisanymi zasadami

    Czekać, czy nie czekać, czyli problem z niepisanymi zasadami

    Vincenzo Nibali i Nairo Quintana nie słyną ze szczególnej empatii, w przeszłości zdarzało im się wykorzystywać problemy rywali i szukać szans w kontrowersyjnych sytuacjach. Gdy kłopoty dopadły jadącego w koszulce lidera Toma Dumoulina obaj pojechali po swoje.

    Niepisane zasady sugerują, że gdy lider z obiektywnych powodów odpada z czołówki, wypada na niego poczekać. Prowadzący w klasyfikacji generalnej Giro d?Italia Tom Dumoulin w decydującej fazie królewskiego etapu wyścigu przyciśnięty przez naturę musiał na chwilę zatrzymać się, by załatwić potrzebę fizjologiczną między jednym a drugim podjazdem na przełęcz Stelvio.

    Przed grupą faworytów w ucieczce jechał odrabiający straty w ?generalce? Steven Kruijswijk, Nibali, Quintana czy Pinot znaleźli się więc w niełatwej sytuacji. Z jednej strony stanęli pod presją pilnowania miejsca w klasyfikacji, z drugiej okrycia się niesławą przez zaatakowanie lidera z problemami.

    Faktem jest, że gdy Dumoulin kucał w przydrożnym rowie, nikt nie podkręcał tempa i nie atakował. Również gdy wsiadł na rower, kolarze Movistaru i Bahrajnu nie przyspieszali.

    Liderowi wyścigu zajęło jednak kilka dobrych minut, by złapać równe, mocne tempo. Mniej więcej w tym samym momencie zniecierpliwiony Nibali zaczął sprawdzać możliwości Quintany i przygotowywać sobie grunt pod atak na zjazdach do mety.

    Dumoulin wspiął się na wyżyny własnych możliwości, mimo złego samopoczucia zminimalizował straty i obronił koszulkę lidera. Quintana i Nibali wrócili do gry o końcowe zwycięstwo a więcej będziemy wiedzieli tak naprawdę dopiero, gdy okaże się ile zdrowia Holender stracił podczas feralnego zajścia.

    Jeśli Quintana wygra Giro przez fakt, że rywal podupadł na zdrowiu a do tego został zaatakowany w chwili żołądkowej słabości, będzie to kolejne jego zwycięstwo związane z poważną kontrowersją. Trzy lata temu Kolumbijczyk odrobił straty w niejasnych okolicznościach, gdy przynajmniej część konkurentów była przekonana o zneutralizowaniu ważnego fragmentu etapu. Co ciekawe, również działo się to na Stelvio na 16. etapie.

    Z kolei Nibali po etapowe zwycięstwo podczas Tour de France 2015 pojechał w momencie, gdy Chris Froome miał defekt. Kiedy sam znalazł się w podobnej sytuacji podczas Vuelta a Espana, gonił liderów trzymając się klamki samochodu technicznego za co został wykluczony z wyścigu.

    Kolarze Movistaru, pod kierownictwem Eusebio Unzue nie raz przyspieszają, gdy konkurenci byli w tarapatach a nawet jeśli nie atakowali wprost, nie akcentowali zachowania ?fair?.

    Upadek obyczajów w zawodowym peletonie, na który często narzekają świeżo emerytowani kolarze niewątpliwie jest faktem. Erę gentelmanów zdecydowanie mamy za sobą, choć trzeba przyznać, że na 16. etapie 100. Giro d?Italia kolarze raczej nie wykazali się dobrą wolą (jaką zaprezentował dwa dni wcześniej Dumoulin dając Quintanie szansę na powrót po ?przestrzelonym? zakręcie) niż ordynarnie nagięli niepisaną umowę.

    Jasne, byłoby fajnie, gdyby wszyscy zachowywali się zgodnie z etykietą, ale cóż, takie mamy czasy. Jeśli Dumoulin miał tylko chwilowe problemy ze zdrowiem, będzie miał szansę się odegrać, jeśli polegnie, ten, kto przejmie od niego różową koszulkę będzie się zmagał z chwilowym kryzysem w mediach społecznościowych. A jeżeli wyścig wygra Vincenzo Nibali gospodarze ochoczo przymkną oko na drobne nagięcie staromodnych zasad. Które zresztą, jeśli kolejne sytuacje rozkładać na czynniki pierwsze, wcale nie były aż tak poważane, jak mogłoby się wydawać.

    Zdjęcie okładkowe: LaPresse – Gian Mattia D’Alberto, materiały prasowe RCS

  • Ostatni tydzień Giro

    Ostatni tydzień Giro

    Ostatnie dni Giro d?Italia to nieustanna rywalizacja w wysokich górach. Po dwóch tygodniach jazdy kolarze muszą, prócz siły i dynamiki wykazać się czujnością i wytrzymałością. Wiele może się wydarzyć, co pokazuje historia wyścigów z poprzednich lat.

    Zaczynając finałowy tydzień zmagań w różowej koszulce nie można być pewnym dotarcia w niej na podium w Mediolanie.

    W tym roku organizatorzy Giro przygotowali dla kolarzy morderczą końcówkę, która przynosi wiele emocji.

    W ostatnich 15 latach prowadzenie wielokrotnie zmieniało się niemal w ostatniej chwili. Wymagająca końcówka wyścigu dawała się we znaki nawet, pozornie, najlepiej prezentującym się liderom.

    2016 – Zmartwychwstanie Nibalego

    Giro 2016 od początku nie układało się po myśli Vincenzo Nibalego. Włoch a to tracił czas nie mogąc nadążyć za mocniejszymi rywalami a to zawodził go sprzęt. Ostatnie etapy prowadziły jednak przez położone bardzo wysoko przełęcze a jedna z nich, Agnello, okazała się kluczowa dla losów wyścigu.

    To tam, na zjazdach, rozbili się Steven Kruiswijk i Ilnur Zakarin a rewelacyjną pracę dla Nibalego wykonał Michele Scarponi. Kolarze Astany przypieczętowali swoje zwycięstwo na ostatnich kilometrach ostatniego podjazdu wyścigu, dzień później w Risoul Sant’Anna di Vinadio, gdzie Nibali złamał opór Estebana Chavesa.

    2015 – Contador vs Astana

    Giro 2015 to była nieustająca wojna między kolarzami Astany i Tinkoffa. Contador leżał w kraksach i miał defekty, do tego Mikel Landa i Fabio Aru prezentowali naprawdę wysoką dyspozycję.

    Rywale Contadora jechali jednak nierówno, był on od nich lepszy również w jeździe na czas. Nie tylko wykorzystywał ich słabość, ale też popisał się spektakularną pogonią na przełęczy Mortirolo. Następnie, dzięki śmiałej akcji na etapie 18. zapewnił sobie bezpieczne 5? nad Landą i 6? nad Aru.

    Dzięki temu mógł pozwolić sobie na chwile gorszego samopoczucia na przełęczy Finestre i dowiezienie 2? przewagi nad Fabio Aru.

    Gdyby jego rywale wykazali się chłodniejszą głową i większą konsekwencją, Contador mógł ten wyścig przegrać. Ale dzięki ofensywnej jeździe zarówno jego jak i Astanowców oglądaliśmy jeden z bardziej emocjonujących wielkich tourów XXIw.

    2014 – Neutralizacja na korzyść Quintany

    Nairo Quintana nie miał lekkiej przeprawy z rywalami podczas Giro 2014. Dorównywali mu w górach i wyraźnie lepiej pojechali na czas. Kolumbijczyk wykorzystał jednak chwilę zawahania konkurentów podczas 16. etapu. Warunki na przełęczach Gavia i Stelvio spowodowały komunikacyjny chaos i sugestię ?neutralizacji? zjazdów z tej drugiej.

    Mimo tego, Quintana pognał do przodu, zbudował przewagę, którą powiększył na finałowym podjeździe do Val Martello. W ten sposób przekuł 2?40? straty w 1?40? przewagi.

    Na prowadzeniu umocnił się na trasie jazdy na czas pod górę a następnie bez większych problemów obronił różową koszulkę na słynnym Monte Zoncolan. Ostatni tydzień Giro dał również podium Fabio Aru, który podczas tego wyścigu wyrósł na poważnego pretendenta w wyścigach trzytygodniowych.

    2012 – Hesjedal vs Rodriguez

    Jeśli Joaquim ?Purito? Rodriguez był kiedyś najbliżej wygrania wielkiego touru, to było to właśnie podczas Giro d?Italia 2012. W tamtym roku koszulka lidera kilkakrotnie przechodziła z rąk do rąk a Rodriguez skutecznie, w swoim stylu zyskiwał czas na ostatnich metrach etapów z finiszami na podjazdach.

    Choć cały wyścig przegrał z Ryderem Hesjedalem ostatniego dnia, podczas czasówki w Mediolanie (w sumie w ?generalce? obu rywali dzieliło 16?), dla losów wyścigu ważny był również etap 18. z metą w Alpe di Pampeago, gdzie Hesjedal zgubił Rodrigueza na 13? (oraz sekundy bonifikaty na mecie).

    Co więcej, o mały włos zwycięstwo w całym Giro nie uciekło oglądającym się na siebie faworytom, gdy przedostatniego dnia, na etapie prowadzącym przez Mortirolo i z metą na Stelvio etap po ucieczce wygrał Thomas de Gendt, odrabiając wiele minut i awansując do ścisłej czołówki. W połączeniu ze skutecznie przejechaną czasówką dzień później, Belg zepchnął z najniższego stopnia podium Michele Scarponiego, gdy dwa dni wcześniej tracił do niego 4?.

    2010 – Pościg Basso

    Odpuszczona na wiele minut liczna ucieczka na etapie 11 wywindowała w górę klasyfikacji m.in. młodego wówczas Richiego Porte oraz Davida Arroyo. Choć trudno było sobie wyobrazić któregoś z nich jako zwycięzcę całego wyścigu, faworytom, w tym przede wszystkim Ivanowi Basso grunt zaczął się palić pod nogami.

    Arroyo wcale nie był łatwy do zgubienia i Basso, wspomagany przez Vincenzo Nibalego musiał mocno cisnąć do samego końca, by objąć prowadzenie dopiero na etapie 19.

    2005 – Basso pokonany przez Stelvio

    Ivan Basso w barwach ekipy CSC, pod kierownictwem Bjarne Riisa i, z dużym prawdopodobieństwem, namaszczony hematolgiczną magią Eufemiano Fuentesa, błyszczał w górach i świetnie jeździł na czas.

    Cóż z tego, skoro problemy żołądkowe dopadły go na podjeździe na przełęcz Stelvio (etap 14.), gdzie stracił wiele minut i przegrał szansę na wygranie całego wyścigu.

    Na kłopotach Basso zyskali rywale, którzy do końca walczyli o zwycięstwo. Rywalizacja świetnie zjeżdżającego, choć de facto pozbawionego wsparcia drużyny Paolo Savoldellego z Gilberto Simonim, Danilo di Lucą i Wenezuelczukiem Rujano była bardzo zacięta. Pierwsza trójka zmieściła się w zaledwie 45?, di Luca ostatecznie poddał się i stracił niespełna 3?.

    Z perspektywy czasu można podejrzewać, co napędzało rywalizujących o róż zawodników, co nie zmienia faktu, że ciężka, górska końcówka Giro po raz kolejny w historii wyścigu zdecydowała o wynikach.

    2002 – Młodość Evansa

    W czasach, gdy kolarze ochoczo korzystali z niedozwolonego wspomagania, obecność w czołówce wywodzącego się z MTB, młodego Australijczyka była dla wszystkich sporym zaskoczeniem.

    Cadel Evans utrzymał się w czołówce do 16 etapu prowadzącego przez ?Marmoladę?, po którym, niespodziewanie założył koszulkę lidera, przejmując ją od Jensa Heppnera (Niemiec we wcześniejszej fazie wyścigu zdobył przewagę w jednej z ucieczek).

    Już dzień później, na etapie do Flogarii został jednak złamany przez dyktujących mordercze tempo rywali. Prowadzenie objął Paolo Savoldelli a do czołówki niespodziewanie powrócił zwycięzca etapu. Paweł Tonkow.

    Równie wielką, co Evans porażkę poniósł Dario Frigo, który jeszcze kilkanaście godzin wcześniej typowany był do zwycięstwa w wyścigu (w Australijczyka nikt tak naprawdę nie wierzył). Jak widać, nawet takiemu entuzjaście EPO jak Frigo, nielegalne wspomaganie nie dawało gwarancji wygranej.

    Klasyfikację generalną ustaliła czasówka w 19. dniu wyścigu, która dała awans na drugie miejsce Tylerowi Hamiltonowi i potwierdziła prowadzenie Savoldellego, który wówczas reprezentował barwy małej, włoskiej drużyny Index – Alexia.

    Zdjęcie okładkowe:  ANSA/CLAUDIO PERI, materiały prasowe RCS