Podobno ten film skłonił Chrisa Froome’a do zmiany diety na roślinną. “The Game Changers” prezentuje zalety weganizmu dla sportowców, zarówno zawodowych jak i amatorów.
Uwaga, The Game Changers to wegepropaganda!
Trudno nazwać ten film dokumentem – to raczej sprawnie wykonany materiał propagandowy. Swoimi nazwiskami firmują go nawróceni roślinożercy: Arnold Schwarzenegger, Lewis Hamilton czy Novak Djokovic.
Równolegle z potwierdzonymi przez lata wynikami badań dotyczących chorób układu krążenia pokazuje wiele pomiarów czy nawet zabaw nie mających wiele wspólnego z nauką. Takich jak zaprezentowanie zmętnionego tłuszczem osocza czy porównywanie erekcji po spożyciu mięsnego i roślinnego posiłku.
Wszystko to dla wzmocnienia przekazu o korzyściach zmiany diety dla roślinną.
Miło, lekko i przyjemnie
The Game Changers ma miły i lekki charakter, niczym zbilansowana dieta bezmięsna. Kwestie etyczne związane ze zjadaniem zwierząt, podobnie jak ekologiczny aspekt przemysłowej hodowli są jedynie zasygnalizowane.
Tematem materiału jest zobrazowanie tezy, że dieta wegańska korzystnie wpływa nie tylko na zdrowie, ale pomaga poprawiać osiągnięcia w różnych odmianach sportu.
Mamy więc historie ultrabiegacza, kolarki torowej, strongmana, crossfitowca, futbolistów czy kontuzjowanego reprezentanta sztuk walki, który równocześnie jest narratorem.
W każdym z przypadków efektem zmiany diety są lepsze wyniki sportowe bez uszczerbku na zdrowiu a wręcz przy poprawie jego ogólnego stanu.
Dobra robota w słusznej sprawie?
W 2020r wegetarianizm czy weganizm nie jest dziwactwem. Stał się stylem życia czy nawet modą.
Dla wielu osób “niejedzenie mięsa” jest oczywistością z wielu względów: etycznych, zdrowotnych czy towarzyskich.
The Game Changers w temacie zalet diety roślinnej nie odkrywa Ameryki, natomiast dzięki przyjaznej formie daje szansę na oswojenie się z tematem co bardziej konserwatywnym jednostkom.
Jeśli interesujecie się sportem nie tylko od strony kibica, ale też sami jesteście aktywni, może być dla was ciekawym punktem wyjścia do przeanalizowania swojej diety. A poza tym zapewnia kilkadziesiąt minut niezłej rozrywki.
The Game Changers, USA 2018 Reżyseria: Louie Psihoios 88’ Film dostępny jest na Netflixie (stan na luty 2020)
Historia mocno zaburzonego człowieka, który równocześnie jest wyczynowym biegaczem z nadziejami na udział w Igrzyskach Olimpijskich to przykład filmu sportowego, który odchodzi od utartych schematów tego typu kina.
Pełnometrażowy debiut szwajcarskiego reżysera, Hannesa Baumgartnera jest oparty na prawdziwych wydarzeniach. W przeciwieństwie do większości gatunkowych filmów o tematyce sportowej nie jest schematyczną produkcją „klasy B” lecz aspiruje do nagród na prestiżowych festiwalach.
Ze zwiastunów i zapowiedzi możemy dowiedzieć się, że „Biegacz” opowiada o losach Jonasa Widmera. To utalentowany zawodnik, idol lokalnej społeczności w Bernie, zwycięzca imprezy, w której startuje się w stroju wojskowym. Jonas trenuje w klubie, wyniki kolejnych sprawdzianów i badań wskazują, że ma szansę awansować do Igrzysk Olimpijskich, gdzie chce wystartować w maratonie.
Choć zarówno w sporcie jak i w życiu osobistym odnosi kolejne sukcesy (ma ciekawą pracę, jest w stałym związku), równocześnie zmaga się z poważnymi traumami. Wychowywał się w rodzinie zastępczej a jego brat popełnił samobójstwo.
Nie radząc sobie z problemami, wieczorami zaczyna napadać na kobiety, co ułatwia mu umiejętność szybkiej ucieczki z miejsca rabunku.
W filmie Baumgartnera dostajemy nieco retrospekcji, znajdziemy w nich także sekwencje snów głównego bohatera. Całość jest jednak prostą historią pokazującą kolejne etapy eskalacji jego problemów.
Obserwujemy kilka poziomów dramatu. Trudne są zarówno treningi, porażki, kontuzje Jonasa, jego bezradność związana z wydarzeniami z przeszłości jak i wreszcie popełniane przez niego kolejne przestępstwa.
Wszystko jest jednak zagrane na niskim poziomie intensywności co podkreślają zdjęcia w charakterystycznych, pozbawionych nasycenia kolorach i brak ścieżki dźwiękowej (mając w pamięci tradycyjne filmy sportowe wyobraźcie sobie sceny treningu bez inspirującej muzyki).
Nie jest to może wielkie kino, za to kolejny przykład na to, że można opowiedzieć historię biegacza w sposób autorski, unikając utartych schematów. Dzięki odejściu od kina gatunkowego, sport wyczynowy staje się pełnoprawną częścią kultury, pretekstem do dyskusji nad rolą wychowania, socjalizacji, toksyczną męskością, militaryzacją społeczeństwa czy zaburzeniami psychicznymi. Jest tłem solidnego, europejskiego dramatu, jedną ze składowych kameralnej historii, która, zależnie od wrażliwości odbiorcy, mniej lub bardziej będzie oddziaływać na jego emocje.
Hannes Baumgartner „Der Laufer”. Polski tytuł „Biegacz”, można go też spotkać pod angielskim „Midnight Runner” Szwajcaria, 88 minut.
Film był prezentowany np. podczas festiwalu Off Camera, obecnie (październik 2019) jest dostępny w HBO Go i tam też go obejrzałem.
Larry Nassar, fizjoterapeuta gimnastycznej kadry USA przez lata współpracy z narodową federacją, uczelnią oraz prywatnymi ośrodkami i pod przykrywką rehabilitacji molestował ponad 250 młodych zawodniczek. O tej bulwersującej sprawie w trudnym a równocześnie imponującym dokumencie wyprodukowanym przez HBO opowiada Erin Lee Carr.
Lekarz gimnastyczek stopniowo budował zaufanie pacjentek. Bazując na fizycznym kontakcie z jakim wiąże się jego zawód przekraczał kolejne granice a równocześnie był kryty przez władze swojego związku sportowego, uczelnię oraz współpracowników.
W połączeniu ze specyfiką gimnastyki: uczestnictwem bardzo młodych zawodniczek, katorżniczym treningiem, częstymi kontuzjami i izolacją kadrowiczek w ośrodkach treningowych Nassar miał stworzone idealne warunki do swoich nadużyć.
Historia skandalu jest przerażająca a równocześnie trudno jej się dziwić. Schemat działania Larry’ego Nassara wydaje się być zbliżony do innych tego typu postaci, podobnie jak, do pewnego momentu, zachowanie ofiar czy ich bliskich.
Dokument Erin Lee Carr idealnie trafia w moment zmian, jakie obserwujemy w świecie rozrywki, sportu czy biznesu, które rozpoczęły się od #MeToo.
Sam proces Nassara, ostatecznie skazanego na 175 lat więzienia zakończył się w poruszający sposób, ponieważ sędzia przed wydaniem wyroku pozwoliła wypowiedzieć się wszystkim, chętnym do tego, poszkodowanym.
Choć jest to temat trudny i bolesny, zarówno na sali sądowej jak i później, przed kamerą dokumentalistki nie tylko opowiedziały o swoich doświadczeniach i uczuciach, ale zrobiły to wprost, z otwartą przyłbicą, prezentując swoją twarz i nazwisko.
Przełamanie wstydu, tabu a także zmierzenie się ze społeczną presją i agresją to najbardziej imponująca część zarówno całej sprawy jak i filmu. Wyraz niezwykłej odwagi, której podłoże ma niewątpliwie znaczenie terapeutyczne, ale również jest przykładem dla innych poszkodowanych w podobnych sprawach, które wychodzą na jaw w kolejnych środowiskach, grupach zawodowych czy branżach.
Choć cały obraz to właściwie wyłącznie „gadające głowy” zmontowane z archiwalnymi ujęciami z treningów i zawodów, „Druga strona medalu” (oryginalny tytuł jest zdecydowanie ciekawszy: „At the heart of gold”) trzyma znakomite tempo i angażuje, nie tylko ze względu na poruszaną tematykę. To kawał dobrego dokumentu i trudno się dziwić, że autorka znajduje się wśród „30 najbardziej wpływowych ludzi w mediach przed trzydziestką”.
Poniżej znajdziecie wersję tekstu z 01.07.2019
Tyle o samym filmie, ale nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o istotnym kontekście. Kilka dni przed tym, gdy obejrzałem „Drugą stronę medalu” dowiedzieliśmy się o kolejnej fazie, w jaką weszła sprawa Andrzeja P., oskarżonego o molestowanie i gwałt na swoich podopiecznych, byłego trenera i dyrektora sportowego w Polskim Związku Kolarskim.
Po ośmiu miesiącach pracy warszawska prokuratura skierowała postępowanie do sądu a P. w areszcie będzie przebywał przynajmniej do 24. września.
Pamiętając o domniemaniu niewinności i o tym, by nie wydawać publicznie wyroku zanim nie zrobi tego wymiar sprawiedliwości nawiążę do pewnych podobieństw z seksskandalem w amerykańskiej gimnastyce.
O postępowaniu Larry’ego Nassera wiedziało wiele osób. A jeśli nie wiedziało, to przynajmniej dostawało wystarczająco sygnałów, by pochylić się nad tematem. Tymczasem władze jego uczelni utajniły część raportu po jednej ze skarg, prowadzący komercyjne, gimnastyczne szkoły trenerzy przymykali oko na zachowanie Nassera.
Uniwersytet Stanowy w Michigan ma w sumie wypłacić pół miliarda dolarów odszkodowań ofiarom. Z kolei Amerykański Komitet Olimpijski zmusił cały zarząd tamtejszej federacji gimnastycznej do rezygnacji, następnie rozpoczął proces decertyfikacji Związku, który w grudniu 2018r ogłosił bankructwo.
W październiku 2018, były już CEO Związku, Steve Penny został aresztowany z zarzutami o manipulowanie dowodami a rektor uniwersytetu w Michigan, Lou Anna Simon została oskarżona o składanie fałszywych zeznań.
Wiele wskazuje na to, że o nadużyciach Andrzeja P. w Polskim Związku Kolarskim również wiedziało wiele osób. A gdy grunt zaczął palić się pod nogami, środowisko, podobnie jak amerykańskie środowisko gimnastyczne, zaczęło nieudolnie sprawę tuszować lub załatwić bez uszczerbku na wizerunku związku i jego działaczy. Kto tak robił, w jakim interesie, czy z własnej woli czy pod presją i czy Andrzej P. rzeczywiście dopuszczał się zarzucanych mu czynów, zarówno tych obyczajowych jak i innych, które równolegle bada Prokuratura Regionalna dowiemy się za jakiś czas.
Ostatecznie najważniejsze co się liczy, to dobro poszkodowanych. Mam więc nadzieję, że niezależnie od wyroku sądu, wykażemy się względem nich należną empatią.
„Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce” („At the Heart of Gold: Inside the USA Gymnastics Scandal”)
Reżyseria: Erin Lee Carr
Produkcja: HBO
85 minut
Film obejrzałem w HBO GO w czerwcu 2019.
Suplement 02.02.2022
Na początku lutego 2022, po niemal dwóch latach procesu, Sąd Okręgowy w Legnicy wydał wyrok skazujący Andrzeja P. na 4,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności, 6 lat zakazu wykonywania zawodu oraz zbliżania się do poszkodowanych. To wyrok I instancji i nie jest prawomocny, Andrzej P. może się od niego odwołać.
Ponieważ sąd, m.in. z myślą o poszkodowanych utajnił rozprawę, prawdopodobnie nie poznamy jej szczegółów. Choć oczywiście każda sprawa tego typu jest inna, temat molestowania, mobbingu i innych nadużyć w świecie sportu czy kultury doczekał się już wielu relacji, artykułów, książek, wywiadów czy nawet filmów. Na przykład takich jak recenzowany powyżej „Druga Strona Medalu”. Co jest istotne, to pewne wspólne mechanizmy charakterystyczne zarówno dla postępowania sprawców jak i świadków. Możecie przyjrzeć się oglądając m.in. „Drugą Stronę Medalu”, „Małą Królową” czy „Slalom„.
Od sportowego eksperymentu-prowokacji do afery na skalę międzynarodową. Od hedonistycznego pościgu za wynikiem w amatorskich zawodach po program ochrony świadków i ingerencję służb specjalnych. „Ikar” Bryana Fogela to przykład na to, że dziennikarstwo jeszcze ma sens.
Choć to „Ikar” jest filmem głośniejszym, nagrodzony Oscarem w kategorii dokumentów, trzeba pamiętać, że najpierw powstał materiał niemieckiej telewizji ARD.
Hajo Seppeltujawnił w nim sporą część procederu, o którym również opowiada Fogel: zinstytucjonalizowanego, zorganizowanego i bezkompromisowego systemu dopingu wśród rosyjskich kadr dyscyplin olimpijskich.
Działalność zarówno Seppelta jak i Vogela przyczyniła się do poważnego naruszenia pozycji reprezentacji Rosji podczas letnich Igrzysk w Rio de Janeiro jak i realnego wykluczenia jej z zimowych Igrzysk w Pjongczang, gdzie 168 zawodników będzie startowało nie w barwach swojego kraju a jako sportowcy niezależni. Czterdziestu pięciu do ostatniego dnia starało się o prawo startu i choć nie zostali zdyskwalifikowani, międzynarodowy trybunał uznał prawo organizatora do wykluczenia ich z imprezy.
Wracając do meritum, sam „Ikar” stawia kilka ciekawych tez. Po pierwsze, nawet jeśli sportowiec indywidualny, grupa zawodowa czy kraj opracuje, dzięki wybitnym umysłom (tu poznajemy byłego kierownika moskiewskiego laboratorium, Grigorija Rodczenkowa) sposób na równoczesne wspomaganie sportowców i unikanie pozytywnego wyniku kontroli, ostatecznie niezbędne są metody najbardziej prymitywne.
W tym przypadku, by osiągnąć sukces podczas Igrzysk w Soczi, Rosjanie użyli służb specjalnych, które wykradły pobrane próbki, otwierały zablokowane pojemniki z moczem i podmieniały ich zawartość.
To najważniejszy morał z tej, jak również z innych około dopingowych historii. Nielegalne wspomaganie zawsze wiąże się z korupcją, przemytem, czarnym rynkiem, zastraszaniem, mobbingiem i wieloma innymi przestępstwami.
Ponieważ w tym, konkretnym przypadku mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją prowadzoną przez kraj o de facto autorytarnym ustroju, stawka jest większa niż zazwyczaj. W grę wchodzi wolność a nawet życie zaangażowanych w proceder osób.
Po drugie, jako wstęp do całej historii dostajemy ciekawą anegdotę na temat dopingu w sporcie amatorskim. Twórca filmu, sfrustrowanym brakiem wyników i pchany ciekawością zawodową postanawia, na potrzeby swoje i dziennikarskiego eksperymentu, odwzorować system, jakim posiłkował się Lance Armstrong.
Efektem tego jest wyraźny wzrost parametrów fizjologicznych, który jednak nie całkiem przekłada się na wynik sportowy. Mimo wszystko w dyscyplinie takiej jak kolarstwo mamy do czynienia z wieloma, innymi składnikami sukcesu niż tylko odpowiedni stosunek mocy do masy zawodnika.
Dzięki tej próbie Fogel nawiązuje relację z Rodczenkowem a reszta, cóż, reszta jest historią, której efektem jest m.in. „Raport McLarena” oraz wykluczenie rosyjskich sportowców z Igrzysk w Pjongczang.
Jeśli dołączymy do tego szerszy, polityczny kontekst, który rysują autorzy „Ikara” oraz dynamiczną narrację, dostajemy klasyk współczesnego dokumentu i jeden z lepszych filmów o mechanizmach rządzących sportem. Nawet, jeśli już wcześniej go widzieliście, polecam obejrzenie przynajmniej jeszcze raz!
Na koniec dodam jeszcze jedną obserwację. Grigorij Rodczenkow, podobnie jak Michele Ferrari i kilku innych dopingowych magików jawi się jako postać sympatyczna, pasjonat nauki i przesuwania granic ludzkich możliwości. Mając świadomość, że to, czym się zajmuje jest nie tylko nielegalne, ale wręcz obrzydliwe, równocześnie nie sposób go nie lubić, nie doceniać zaangażowania a przede wszystkim profesjonalizmu, wiedzy i inteligencji. Ot paradoks.
„Icarus” Reż. Bryan Fogel 121 minut Netflix 2017
PS
Osiem lat od Soczi, Rosjanie na kolejnych, zimowych Igrzyskach, tym razem w Pekinie wciąż w ramach konsekwencji afery nagłośnionej przez Hajo Seppelta startują jako „niezrzeszeni” i w teorii nie mogą reprezentować swojego kraju.
Raport USADA, „Wyścig Tajemnic” Tylera Hamiltona, „Przerwany Łańcuch” Willego Voeta, „Racing Through the Dark” Davida Millara, setki stron wypowiedzi Jonathana Vaughtersa, Jorga Jaksche, Jesusa Manzano, Patricka Sinkewitza czy wreszcie spowiedź Armstronga przed Oprah Winfrey. To wszystko, co powiedzieli mniej lub bardziej skruszeni „koksiarze” dostajemy w filmowym skrócie opartym na historii kolarki Genevieve Jeanson opatrzonym tytułem „Mała Królowa”.
MONTRÉAL – Geneviève Jeanson est sortie de son mutisme à l’occasion de la sortie du film «La petite reine.» pic.twitter.com/vsdvKUpRC9
Podobno podczas pierwszej sceny niespodziewający się takich wrażeń widzowie mdleli na premierze. Faktycznie jest nieco drastyczna, co więcej, może wydawać się trudno zrozumiała bez bliższej znajomości tematu. Tak czy inaczej, wraz z rozwojem wydarzeń mamy na ekranie mniej krwi, za to coraz więcej dramatycznych wydarzeń.
Młoda kolarka ma zadatki na wielką mistrzynię. To wokół niej sponsor buduje drużynę, to w nią wierzy rodzina i, osobiście zaangażowany, trener. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden szczegół. Historia dzieje się na początku XXIw, zatem w latach, gdy stosowanie dopingu krwi było na porządku dziennym.
Obserwujemy kolejne perypetie Julie Arseneau, inspirowanej postacią Genevieve Jeanson. Nazwanie jej „kobiecym Ricardo Ricco” to być może przesada, ale śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że to jedna z tych gwiazd sportu, które bez niedozwolonego wspomagania nie wyobrażały sobie uczestnictwa w zawodach. Cóż, takie to były czasy, trzeba było podjąć wybór: albo pozostaje się w gronie zawodowców, albo zachowuje czyste sumienie i kończy z wyczynem.
To właśnie ów wybór, o którym tak często mówią ci, którzy zdecydowali po latach wyjawić prawdę, jest esencją „Małej Królowej”. Oprócz tego dostajemy wszystko, co już wiemy z książek, gazet i portali, tyle, że w bardziej dosadnej, audiowizualnej formie.
Jest więc szantaż, ukrywanie nielegalnie zdobywanych leków, współpraca z lekarzem – magikiem wspomagania, pomiary hematokrytu, strzykawki w lodówce obok mleka i warzyw, ćwiczenia w środku nocy by serce mogło przepompować sztucznie zagęszczoną krew, toksyczne relacje międzyludzkie, presję pozornie ślepych na problem bliskich i sponsorów.
Jedyne, co nie zostało wyraźne zaakcentowane, to mafijny wątek całego procederu a trzeba przecież pamiętać, że dostęp do dopingu to nie tylko korupcja i lewe recepty, ale też często kontakty ze światem przestępczym, przemyt i poważne oszustwa.
Nawet, jeśli pojawiają się pewne nieścisłości natury merytorycznej, obraz jest świetnym kompendium praktyk, które były powszechne w wyczynowym sporcie raptem kilka lat temu. Czy są nadal, to temat na inny tekst, zapewne niejeden. „Mała Królowa” jest za to dobrym argumentem w dyskusji, dlaczego z dopingiem należy walczyć. Pokazaną wprost patologię trudno zbagatelizować, co już samo w sobie jest dużym plusem tego filmu.
„Mała Królowa”, Kanada 2014 108′ reżyseria: Alexis Durand-Brault scenariusz: Sophie Lorain, Catherine Léger główna rola: Laurence Leboeuf