Tag: filmy o kolarstwie

  • Coureur (Wyścig). Kolarstwo bardzo mroczne.

    Coureur (Wyścig). Kolarstwo bardzo mroczne.

    Częściowo autobiograficzny film Kennetha Merckena “Coureur” (pol. “Wyścig”) to “the best of” patologii w wyczynowym kolarstwie początków XXIw. 

    Słyszeliście kiedyś o takim zawodniku jak Kenneth Mercken? Nie? W porządku, ja też nie. Jego największym osiągnięciem było mistrzostwo Belgii w jednej z młodszych kategorii wiekowych a szczytem kariery kontrakt z kontynentalną drużyną Flandria. 

    W pewnym momencie życia stwierdził, że zamiast zawodowcem na szosie chce być reżyserem. Skończył szkołę filmową a efektem nowej pasji jest pełnometrażowy debiut “Coureur”.

    To częściowo autobiograficzna historia przedstawiająca doświadczenia Merckena jako utalentowanego zawodnika rozpoczynającego “dorosłe” ściganie w półzawodowej grupie we Włoszech. 

    Plakat filmu "Coureur", pol. "Wyścig"
    Plakat filmu „Coureur”, pol. „Wyścig”

    Ponieważ akcja rozgrywa się na początku XXIw (przed 2005r), dostajemy syntezę opowieści, wywiadów, książek o nielegalnym wspomaganiu: od testosteronu przez stymulanty, hormon wzrostu a kończąc na epo. 

    Biorą wszyscy, wszystko, niemal bez kontroli i konsekwencji. 

    Drugi aspekt “Wyścigu” (pod takim tytułem film dostępny jest w Polsce) to konflikt pokoleń. Główny bohater jest synem kolarza, mierzy się więc z rodzinną tradycją i oczekiwaniami ojca.

    Relacje młodego Felixa, alter ego reżysera i scenarzysty, niemal z wszystkimi są trudne. Z rodzicami, z kolegami, z trenerami, ze znajomymi. Mierzy się z presją wyników, nieznajomością języka, adaptacją w nowym otoczeniu, trenerem-tyranem czy z nadpobudliwymi kolegami z drużyny. 

    Każdy z tych elementów był już wcześniejopisywany w wielu miejscach, zazwyczaj w wywiadach lub książkach “skruszonych” dopingowiczów. 

    Podane razem, w formie wizualnej, z dużą dozą dosłowności powodują, że przygoda z wyczynowym kolarstwem zamiast spełnieniem marzeń staje się wyłącznie ponurą drogą przez cierpienie, wyrzeczenia, konflikty i upokorzenia. 

    Choć całość nie jest ani szczególnie odkrywcza ani wyjątkowo dobrze zagrana, trzeba oddać twórcom, że wykonali solidną pracę odwzorowując realia sportu rowerowego. 

    Mimo, że obecnie tematyka nie szokuje tak bardzo jak jeszcze kilka lat temu, Kenneth Mercken musiał wykazać się pewną odwagą pokazując wiele kwestii, które wciąż objęte są zmową milczenia. Podobnie wygląda sprawa jego osobistych rozliczeń z ojcem, stanowiących równorzędny wątek całej opowieści. 

    Coureur” (pol. Wyścig). Belgia 2018
    Reż. Kenneth Mercken
    92 minuty

    W marcu 2020 film można obejrzeć w HBO Go.

  • The Game Changers

    The Game Changers

    Podobno ten film skłonił Chrisa Froome’a do zmiany diety na roślinną. “The Game Changers” prezentuje zalety weganizmu dla sportowców, zarówno zawodowych jak i amatorów. 

    Uwaga, The Game Changers to wegepropaganda!

    Trudno nazwać ten film dokumentem – to raczej sprawnie wykonany materiał propagandowy. Swoimi nazwiskami firmują go nawróceni roślinożercy: Arnold Schwarzenegger, Lewis Hamilton czy Novak Djokovic. 

    Równolegle z potwierdzonymi przez lata wynikami badań dotyczących chorób układu krążenia pokazuje wiele pomiarów czy nawet zabaw nie mających wiele wspólnego z nauką. Takich jak zaprezentowanie zmętnionego tłuszczem osocza czy porównywanie erekcji po spożyciu mięsnego i roślinnego posiłku. 

    Wszystko to dla wzmocnienia przekazu o korzyściach zmiany diety dla roślinną.

    Miło, lekko i przyjemnie

    The Game Changers ma miły i lekki charakter, niczym zbilansowana dieta bezmięsna. Kwestie etyczne związane ze zjadaniem zwierząt, podobnie jak ekologiczny aspekt przemysłowej hodowli są jedynie zasygnalizowane. 

    Tematem materiału jest zobrazowanie tezy, że dieta wegańska korzystnie wpływa nie tylko na zdrowie, ale pomaga poprawiać osiągnięcia w różnych odmianach sportu. 

    Mamy więc historie ultrabiegacza, kolarki torowej, strongmana, crossfitowca, futbolistów czy kontuzjowanego reprezentanta sztuk walki, który równocześnie jest narratorem.

    W każdym z przypadków efektem zmiany diety są lepsze wyniki sportowe bez uszczerbku na zdrowiu a wręcz przy poprawie jego ogólnego stanu.

    Dobra robota w słusznej sprawie?

    W 2020r wegetarianizm czy weganizm nie jest dziwactwem. Stał się stylem życia czy nawet modą. 

    Dla wielu osób “niejedzenie mięsa” jest oczywistością z wielu względów: etycznych, zdrowotnych czy towarzyskich. 

    The Game Changers w temacie zalet diety roślinnej nie odkrywa Ameryki, natomiast dzięki przyjaznej formie daje szansę na oswojenie się z tematem co bardziej konserwatywnym jednostkom. 

    Jeśli interesujecie się sportem nie tylko od strony kibica, ale też sami jesteście aktywni, może być dla was ciekawym punktem wyjścia do przeanalizowania swojej diety. A poza tym zapewnia kilkadziesiąt minut niezłej rozrywki. 

    The Game Changers, USA 2018
    Reżyseria: Louie Psihoios
    88’
    Film dostępny jest na Netflixie (stan na luty 2020)

  • Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce.

    Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce.

    Larry Nassar, fizjoterapeuta gimnastycznej kadry USA przez lata współpracy z narodową federacją, uczelnią oraz prywatnymi ośrodkami i pod przykrywką rehabilitacji molestował ponad 250 młodych zawodniczek. O tej bulwersującej sprawie w trudnym a równocześnie imponującym dokumencie wyprodukowanym przez HBO opowiada Erin Lee Carr.

    Lekarz gimnastyczek stopniowo budował zaufanie pacjentek. Bazując na fizycznym kontakcie z jakim wiąże się jego zawód przekraczał kolejne granice a równocześnie był kryty przez władze swojego związku sportowego, uczelnię oraz współpracowników.

    W połączeniu ze specyfiką gimnastyki: uczestnictwem bardzo młodych zawodniczek, katorżniczym treningiem, częstymi kontuzjami i izolacją kadrowiczek w ośrodkach treningowych Nassar miał stworzone idealne warunki do swoich nadużyć.

    Historia skandalu jest przerażająca a równocześnie trudno jej się dziwić. Schemat działania Larry’ego Nassara wydaje się być zbliżony do innych tego typu postaci, podobnie jak, do pewnego momentu, zachowanie ofiar czy ich bliskich.

    Dokument Erin Lee Carr idealnie trafia w moment zmian, jakie obserwujemy w świecie rozrywki, sportu czy biznesu, które rozpoczęły się od #MeToo.

    Sam proces Nassara, ostatecznie skazanego na 175 lat więzienia zakończył się w poruszający sposób, ponieważ sędzia przed wydaniem wyroku pozwoliła wypowiedzieć się wszystkim, chętnym do tego, poszkodowanym.

    Choć jest to temat trudny i bolesny, zarówno na sali sądowej jak i później, przed kamerą dokumentalistki nie tylko opowiedziały o swoich doświadczeniach i uczuciach, ale zrobiły to wprost, z otwartą przyłbicą, prezentując swoją twarz i nazwisko.

    Przełamanie wstydu, tabu a także zmierzenie się ze społeczną presją i agresją to najbardziej imponująca część zarówno całej sprawy jak i filmu. Wyraz niezwykłej odwagi, której podłoże ma niewątpliwie znaczenie terapeutyczne, ale również jest przykładem dla innych poszkodowanych w podobnych sprawach, które wychodzą na jaw w kolejnych środowiskach, grupach zawodowych czy branżach.

    Choć cały obraz to właściwie wyłącznie „gadające głowy” zmontowane z archiwalnymi ujęciami z treningów i zawodów, „Druga strona medalu” (oryginalny tytuł jest zdecydowanie ciekawszy: „At the heart of gold”) trzyma znakomite tempo i angażuje, nie tylko ze względu na poruszaną tematykę. To kawał dobrego dokumentu i trudno się dziwić, że autorka znajduje się wśród „30 najbardziej wpływowych ludzi w mediach przed trzydziestką”.

    Poniżej znajdziecie wersję tekstu z 01.07.2019

    Tyle o samym filmie, ale nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o istotnym kontekście. Kilka dni przed tym, gdy obejrzałem „Drugą stronę medalu” dowiedzieliśmy się o kolejnej fazie, w jaką weszła sprawa Andrzeja P., oskarżonego o molestowanie i gwałt na swoich podopiecznych, byłego trenera i dyrektora sportowego w Polskim Związku Kolarskim.

    Po ośmiu miesiącach pracy warszawska prokuratura skierowała postępowanie do sądu a P. w areszcie będzie przebywał przynajmniej do 24. września.

    Pamiętając o domniemaniu niewinności i o tym, by nie wydawać publicznie wyroku zanim nie zrobi tego wymiar sprawiedliwości nawiążę do pewnych podobieństw z seksskandalem w amerykańskiej gimnastyce.

    O postępowaniu Larry’ego Nassera wiedziało wiele osób. A jeśli nie wiedziało, to przynajmniej dostawało wystarczająco sygnałów, by pochylić się nad tematem. Tymczasem władze jego uczelni utajniły część raportu po jednej ze skarg, prowadzący komercyjne, gimnastyczne szkoły trenerzy przymykali oko na zachowanie Nassera.

    Uniwersytet Stanowy w Michigan ma w sumie wypłacić pół miliarda dolarów odszkodowań ofiarom. Z kolei Amerykański Komitet Olimpijski zmusił cały zarząd tamtejszej federacji gimnastycznej do rezygnacji, następnie rozpoczął proces decertyfikacji Związku, który w grudniu 2018r ogłosił bankructwo.

    W październiku 2018, były już CEO Związku, Steve Penny został aresztowany z zarzutami o manipulowanie dowodami a rektor uniwersytetu w Michigan, Lou Anna Simon została oskarżona o składanie fałszywych zeznań.

    Wiele wskazuje na to, że o nadużyciach Andrzeja P. w Polskim Związku Kolarskim również wiedziało wiele osób. A gdy grunt zaczął palić się pod nogami, środowisko, podobnie jak amerykańskie środowisko gimnastyczne, zaczęło nieudolnie sprawę tuszować lub załatwić bez uszczerbku na wizerunku związku i jego działaczy. Kto tak robił, w jakim interesie, czy z własnej woli czy pod presją i czy Andrzej P. rzeczywiście dopuszczał się zarzucanych mu czynów, zarówno tych obyczajowych jak i innych, które równolegle bada Prokuratura Regionalna dowiemy się za jakiś czas.

    Ostatecznie najważniejsze co się liczy, to dobro poszkodowanych. Mam więc nadzieję, że niezależnie od wyroku sądu, wykażemy się względem nich należną empatią.

    „Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce” („At the Heart of Gold: Inside the USA Gymnastics Scandal”)
    Reżyseria: Erin Lee Carr
    Produkcja: HBO
    85 minut
    Film obejrzałem w HBO GO w czerwcu 2019.

    Suplement 02.02.2022

    Na początku lutego 2022, po niemal dwóch latach procesu, Sąd Okręgowy w Legnicy wydał wyrok skazujący Andrzeja P. na 4,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności, 6 lat zakazu wykonywania zawodu oraz zbliżania się do poszkodowanych. To wyrok I instancji i nie jest prawomocny, Andrzej P. może się od niego odwołać.

    Ponieważ sąd, m.in. z myślą o poszkodowanych utajnił rozprawę, prawdopodobnie nie poznamy jej szczegółów. Choć oczywiście każda sprawa tego typu jest inna, temat molestowania, mobbingu i innych nadużyć w świecie sportu czy kultury doczekał się już wielu relacji, artykułów, książek, wywiadów czy nawet filmów. Na przykład takich jak recenzowany powyżej „Druga Strona Medalu”. Co jest istotne, to pewne wspólne mechanizmy charakterystyczne zarówno dla postępowania sprawców jak i świadków. Możecie przyjrzeć się oglądając m.in. „Drugą Stronę Medalu”, „Małą Królową” czy „Slalom„.

  • Time Trial. Czasówka. Próba charakteru.

    Time Trial. Czasówka. Próba charakteru.

    Zamiast triumfalnego pożegnania na Polach Elizejskich, David Millar w swoim ostatnim sezonie doświadczył kumulacji trudności, z jakimi na co dzień zmaga się zawodowy kolarz. Dokument ?Time Trial? pokazuje wszystko, co zazwyczaj jest pomijane w telewizyjnych relacjach z kolejnych wyścigów.

    Bardzo chciałem obejrzeć ten film. David Millar jest jedną z moich ulubionych postaci w profesjonalnym kolarstwie. To jeden z tych zawodników, którzy w obliczu dopingowej wpadki zamiast chować głowę w piasek lub opowiadać głodne kawałki postanowili coś zmienić.

    Szkot był jednym z cudownych dzieci ?ery EPO?. Podczas czasówki na Tour de France pokonał samego Armstronga, zdobył też tęczową koszulkę mistrza świata w jeździe indywidualnej. ?Afera Cofidisu? odmieniła jego karierę. Po powrocie z dwuletniej dyskwalifikacji Millar nie tylko stał się orędownikiem czystego kolarstwa, ale też odnalazł się w nowej rzeczywistości odnosząc kolejne, choć już nie tak spektakularne sukcesy.

    W sezonie 2014 postanowił zakończyć wyczynową karierę i właśnie w tym, trudnym dla każdego sportowca czasie, towarzyszy mu autor filmu ?Time Trial?, Finlay Pretsell.

    Plan był taki, by wraz z Millarem odbyć ostatnie tournee, zwieńczone trzynastym uczestnictwem w Tour de France. Sam kolarz planował celebrować swoje pożegnanie. M.in. sponsorująca go firma Fi?z:k na każdy z wyścigów przygotowała specjalne buty, unikatową grafiką nawiązujące do kolejnych imprez.

    Niestety życie bywa brutalne a sport bywa okrutny jeszcze bardziej. Zamiast cieszyć się sławą, Millar przeżywał trudne chwile niemiłosiernie męcząc się podczas następujących po sobie wyścigów. Mimo problemów, zdołał jeszcze przejechać hiszpańską Vueltę i jesienią zakończył karierę podczas organizowanego przez lokalny klub uphillu.

    ?Time Trial? wbrew polskiemu tytułowi nie opisuje specjalizacji Millara, czyli jazdy indywidualnej na czas. Jest za to historią, która jak żadna inna do tej pory odkrywa kulisy zawodowego kolarstwa. Mamy więc nieocenzurowane rozmowy dyrektorów sportowych w teamowym samochodzie, wymiany zdań przed snem w hotelowych pokojach czy smalltalki w peletonie.

    Film Pretsella jest obrazem o kolarzu, o kolarstwie i niemal wyłącznie dla kolarzy. Nie znajdziemy w nim właściwie żadnej ekspozycji. Bardziej niż słowem operuje obrazem, często skupiając się na brutalnej i bolesnej stronie tego sportu. Gdy sam Millar mówi wprost do kamery, jego wypowiedzi najczęściej są dosadne lub przepełnione goryczą.

    Tak jak odwagi wymagała antydopingowa krucjata ?skruszonego? kolarza, tak i występ w poruszającym filmie musiał wiązać się z pewnego rodzaju heroizmem. Kolejny raz szkocki zawodnik złamał liczne, obowiązujące w peletonie tabu, wprowadzając fanów tam, gdzie zazwyczaj nie mają wstępu.

    Nie wiem, co o takim podejściu sądzą byli czy obecni kolarze zawodowi. Wiem natomiast, że choć ?Time Trial? nie jest pozbawiony wad, ale ponieważ zamiast hagiografii, okrągłych słów napisanych przez ghostwritera czy specjalistę od wizerunku dostaliśmy bombę prawdziwych emocji, jest po prostu bezcenny.

    Time Trial (polski tytuł ?Czasówka. Próba charakteru?)
    reż. Finlay Pretsell
    Wielka Brytania 2017
    Film obejrzałem podczas festiwalu Off Camera, w legalnej dystrybucji dostępny jest np. na Amazon Prime na itunes.

  • Najlepszy

    Najlepszy

    „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego broni się siłą opowiadanej historii. Inspirującej, dramatycznej i absolutnie niezwykłej. Czy ma do zaoferowania coś więcej?

    Właśnie ta historia: byłego narkomana Jerzego Górskiego który po terapii w Monarze wyrósł na mistrza triathlonu do pewnego stopnia zamyka dyskusję, nasuwa porównania z hollywoodzkimi super produkcjami i sprawia, że „Najlepszy” jest obrazem nie tylko głośnym, ale i powszechnie docenianym. Plus może pełnić rolę narzędzia motywacyjnego i wychowawczego.

    Nawet, jeżeli weźmiemy poprawkę na język filmu, zarówno postać głównego bohatera jak i droga, którą przeszedł zasługują na uznanie. Podobnie jak twórcy, dzięki którym Górski i jego życiowe perypetie trafili do szerszej publiczności.

    Jeśli dodamy do tego niezłe aktorstwo (Gajos, Gierszał, Kamińska, Jakubik) oraz fakt, że rodzima kinematografia mierzy się z filmem sportowym, „Najlepszy” zasługuje na uwagę. Niestety plusów wystarczyło mi zaledwie na cztery gwiazdki w dziesięciogwiazdkowej skali Filmwebu.

    Pierwszy cios pada już w sekwencji rozpoczynającej historię Górskiego. Jeżeli bowiem w 2017r za ilustrację renegackiego stosunku do życia głównego bohatera służy „Born to be wild”, wiedzmy, że coś poszło nie tak. Nie licząc oryginalnej ścieżki dźwiękowej z „Easy Ridera” ten utwór od niemal pół wieku używany jest w konwencji pastiszu a tymczasem w „Najlepszym” otwiera, w zamyśle, najbardziej dramatyczną, mroczną i trudną część filmu.

    Bo choć kulminacją historii jest zwycięstwo w morderczych zawodach „Podwójnego Iron Mana”, spora jej część dotyczy uzależnienia od narkotyków, fatalnych konsekwencji nałogu oraz stopniowego odbijania się od dna.

    Całość faktycznie miałaby zadatki na coś więcej niż tylko komercyjny sukces gdyby nie liczne mankamenty, które niebezpiecznie zbliżają „Najlepszego” do kina klasy „B”. A nie ukrywajmy spora część kina sportowego to właśnie takie produkcje w których, niestety, ślad idzie Palkowski.

    Zamiast pogłębienia postaci: ich motywacji, uzasadnienia wyborów, przemian i wysiłku dostajemy oglądany wielokrotnie zestaw ujęć, schematów i wyeksploatowanych do cna zagrań narracyjnych oraz formalnych. A gdyby tego było mało, całości brak choćby odrobiny finezji.

    Za przykład niech posłuży quasi metaforyczna scena w której bohater, by ostatecznie wygrać „walkę ze sobą” musi zwyczajnie „staremu sobie” dać w pysk. Dosłownie. Tak, to boli, tyle, że głównie widza.

    Niemal wszyscy: od tytułowego Jerzego Górskiego, przez jego kolejne kobiety, mentorów, przyjaciół czy rodzinę sprowadzeni są do schematycznych wydmuszek, które można opisać w trzech słowach. Za narkomanię potomka odpowiedzialny jest ojciec-kat. Uciemiężona Matka Polka bezwarunkowo trwa przy synu degeneracie. Niemal-teść z milicjanta-oprawcy i mimo niewątpliwego udziału protagonisty w śmierci córki, zmienia się w przychylającego nieba przyjaciela. Bo tak. A klub w którym Górski trenuje triathlon (swoją drogą: jakim cudem? z czego żyje? czy dojście do mistrzowskiej formy wiąże się z jakimiś wyrzeczeniami?) mógłby bez problemu nazywać się „Tęcza” a trener „Jarząbek”.

    Fakt, że sport – nowe, za to społecznie akceptowalne – uzależnienie głównego bohatera de facto zastępuje to stare, destrukcyjne, jest jedynie zasugerowany. A szkoda, bo byłby to ciekawy motyw, wokół którego można by poprowadzić całą historię.

    Mamy więc kiepski film o narkomanach połączony z wtórnym filmem sportowym. Tyle tylko, że, jak wspomniałem na wstępie, sama historia jest wyjątkowa. Magiczna. Cudowna. I na tym trzeba zakończyć.

    Najlepszy
    Polska, 2017
    110 minut
    Reżyseria: Łukasz Palkowski
    Scenariusz: Agatha Dominik, Łukasz Karpiński

    PS

    Polecam obszerny wywiad z Jerzym Górskim, który wyjaśnia więcej niż film (klik) a równocześnie i dla kontrastu rozmowę z aktualnym rekordzistą świata na dystansie podwójnego Iron Mana, również Polakiem, Robertem Karasiem (klik).

    Natomiast jeżeli macie ochotę na film sportowy, w którym bohaterowie to coś więcej niż postaci z komiksu, do tego również osadzony w realiach schyłku „demokracji ludowej”, ciekawą propozycją będzie czeski obraz „Fair Play” (pisałem o nim TUTAJ).

  • Tour de Pharmacy, czyli Tour de Koks

    Tour de Pharmacy, czyli Tour de Koks

    Jeśli komedia zaczyna się od ujęcia penisa a później części intymne pojawiają się w niej jeszcze kilka razy, to musi być śmiesznie. No po prostu musi, nawet jeśli to film o kolarstwie. Obejrzałem dla Was quasi dokument „Tour de Pharmacy” abyście Wy nie musieli ;-)

    Nie ma polskiego odpowiednika słowa „mockument”, czyli materiału stylizowanego na dokument, tak naprawdę będący jego farsą. Choć biorąc pod uwagę różnego rodzaju kontrowersje wokół „polskiej szkoły reportażu”, całkiem sporo cenionej przez krytykę literatury faktu jest właśnie „mockumentem”. Podobnie jak książki Lance’a Armstronga z przełomu wieków: „Mój Powrót do życia” i „Liczy się każda sekunda”, które po raporcie USADA i publicznej spowiedzi wielu księgarzy przekładało na półki z beletrystyką.

    „Tour de Pharmacy”, który po polsku dostępny jest legalnie w HBO Go pod tytułem „Tour de doping” to właśnie mockument. Bierze on wszystkie, najbrudniejsze fakty, doniesienia i pogłoski z historii kolarstwa, przerysowuje kilkukrotnie i podlewa sosem grubiańskiego humoru.

    Materiał opisuje alternatywną rzeczywistość, w której w 1982r kolarze mogą ścigać się na trasie Tour de France bez kontroli antydopingowych.

    To prztyczek w nos wszystkim tym, którzy są zwolennikami legalizacji dopingu. W „Tour de Pharmacy” mogą oni w krzywym zwierciadle zobaczyć, czym kończy się koksowanie bez ograniczeń.

    A gdy już minie rechot nad kolarzem z fujarą na wierzchu upadającym w przepaść może przyjdzie też refleksja, że pozbawieni ograniczeń sportowcy realnie umierali, gdy ich organizmy nie wytrzymywały tak brutalnego traktowania.

    Nota bene ofiarą brania bez umiaru jest, ucharakteryzowany nie do poznania (m.in. z żółtą brodą a’la Pantani) Orlando Bloom, który występuje w Tour de Pharmacy obok plejady innych gwiazd kina, sportu i popkultury: Jeffa Goldbluma, Kevina Bacona, Mike’a Tysona czy J.J.Abramsa. Oraz autoironicznego Lance’a Armstronga i wielu, wielu innych.

    W filmie mamy odniesienia do niemal wszystkich afer dopingowych w historii kolarstwa, od najprostszych stymulantów po ukryte w rowerach silniczki. Dostaje się też skorumpowanym władzom UCI, niezbyt lotnym dziennikarzom oraz komercjalizacji sportu. Wiele jest też, nie do końca zrozumiałych dla nie-amerykanina dodatkowych odniesień, które z pewnością podnoszą satyryczną wartość „Tour de Pharmacy”.

    Mając to na uwadze, fan kolarstwa może się nieźle bawić, mniej więcej na równi z entuzjastą łopatologicznych komedii spod znaku „American Pie”.

    Największym beneficjentem produkcji jest jednak Lance Armstrong, którego występ to kolejny krok ocieplania i odbudowywania jego wizerunku. Trzeba przyznać, że „Boss” dostał od HBO świetną rolę i odegrał ją znakomicie, dzięki czemu nieco łatwiej będzie mu wybaczyć winy z przeszłości.

    Tour de Pharmacy (pol. Tour de Doping)
    Produkcja: HBO 2017

    Reżyseria: Jake Szymanski
    Długość: 41′

  • Mała Królowa, czyli wszystko, co czytaliście o dopingu

    Mała Królowa, czyli wszystko, co czytaliście o dopingu

    Raport USADA, „Wyścig Tajemnic” Tylera Hamiltona, „Przerwany Łańcuch” Willego Voeta, „Racing Through the Dark” Davida Millara, setki stron wypowiedzi Jonathana Vaughtersa, Jorga Jaksche, Jesusa Manzano, Patricka Sinkewitza czy wreszcie spowiedź Armstronga przed Oprah Winfrey. To wszystko, co powiedzieli mniej lub bardziej skruszeni „koksiarze” dostajemy w filmowym skrócie opartym na historii kolarki Genevieve Jeanson opatrzonym tytułem „Mała Królowa”.

    Podobno podczas pierwszej sceny niespodziewający się takich wrażeń widzowie mdleli na premierze. Faktycznie jest nieco drastyczna, co więcej, może wydawać się trudno zrozumiała bez bliższej znajomości tematu. Tak czy inaczej, wraz z rozwojem wydarzeń mamy na ekranie mniej krwi, za to coraz więcej dramatycznych wydarzeń.

    Młoda kolarka ma zadatki na wielką mistrzynię. To wokół niej sponsor buduje drużynę, to w nią wierzy rodzina i, osobiście zaangażowany, trener. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden szczegół. Historia dzieje się na początku XXIw, zatem w latach, gdy stosowanie dopingu krwi było na porządku dziennym.

    Obserwujemy kolejne perypetie Julie Arseneau, inspirowanej postacią Genevieve Jeanson. Nazwanie jej „kobiecym Ricardo Ricco” to być może przesada, ale śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że to jedna z tych gwiazd sportu, które bez niedozwolonego wspomagania nie wyobrażały sobie uczestnictwa w zawodach. Cóż, takie to były czasy, trzeba było podjąć wybór: albo pozostaje się w gronie zawodowców, albo zachowuje czyste sumienie i kończy z wyczynem.

    To właśnie ów wybór, o którym tak często mówią ci, którzy zdecydowali po latach wyjawić prawdę, jest esencją „Małej Królowej”. Oprócz tego dostajemy wszystko, co już wiemy z książek, gazet i portali, tyle, że w bardziej dosadnej, audiowizualnej formie.

    Jest więc szantaż, ukrywanie nielegalnie zdobywanych leków, współpraca z lekarzem – magikiem wspomagania, pomiary hematokrytu, strzykawki w lodówce obok mleka i warzyw, ćwiczenia w środku nocy by serce mogło przepompować sztucznie zagęszczoną krew, toksyczne relacje międzyludzkie, presję pozornie ślepych na problem bliskich i sponsorów.

    Jedyne, co nie zostało wyraźne zaakcentowane, to mafijny wątek całego procederu a trzeba przecież pamiętać, że dostęp do dopingu to nie tylko korupcja i lewe recepty, ale też często kontakty ze światem przestępczym, przemyt i poważne oszustwa.

    Nawet, jeśli pojawiają się pewne nieścisłości natury merytorycznej, obraz jest świetnym kompendium praktyk, które były powszechne w wyczynowym sporcie raptem kilka lat temu. Czy są nadal, to temat na inny tekst, zapewne niejeden. „Mała Królowa” jest za to dobrym argumentem w dyskusji, dlaczego z dopingiem należy walczyć. Pokazaną wprost patologię trudno zbagatelizować, co już samo w sobie jest dużym plusem tego filmu.


    „Mała Królowa”, Kanada 2014
    108′
    reżyseria: Alexis Durand-Brault
    scenariusz: Sophie Lorain, Catherine Léger
    główna rola: Laurence Leboeuf