Tag: ekologia

  • Jeśli kolarstwo chce być eko, musi się zmienić.

    Jeśli kolarstwo chce być eko, musi się zmienić.

    Sport rowerowy, choć pozornie uznawany jest za ekologiczny, w praktyce okazuje się być uciążliwy dla środowiska. Jeśli kolarstwo chce być przyjazne dla naszej planety, powinno pomyśleć o szeregu zmian.

    Możecie powiedzieć, że nie ma to sensu, bo przecież jest wiele innych, bieżących problemów do rozwiązania. Bilans wyścigów zawodowców i pasji tysięcy amatorów nie może być przecież niekorzystny dla środowiska?

    Cóż, biorąc pod uwagę, że przy imprezach kolarskich często porusza się więcej samochodów niż rowerów, zawodom towarzyszy produkcja ton śmieci (zwanych potocznie gadżetami reklamowymi), kibice na trasy dojeżdżają kolejnymi autami a strefy bufetu na imprezach masowych generują góry zużytych, jednorazowych opakowań, jest się nad czym zastanawiać.

    Mniej samochodów

    W ostatnich latach sporo mówi się o konieczności zwiększenia bezpieczeństwa w zawodowym peletonie. Ogranicza się jego liczebność, wprowadza dodatkowe licencjonowanie dla kierowców pojazdów jadących w kolumnie wyścigu.

    Efekty można zauważyć, anegdotycznie wypadków z udziałem obsługi jest jakby mniej, zapominamy jednak o ekologii.

    Peleton to jedno, jadące wokół niego pojazdy to drugie. Na każdą drużynę przypadają przynajmniej dwa osobowe samochody techniczne, autobus i ciężarówka. Swoimi autami jeżdżą sędziowie, dziennikarze, sponsorzy i wspomniana kolumna reklamowa. Barierki, bannery, trybuny wożone są z miasta do miasta każdego dnia.

    Z perspektywy dbania o środowisko zawody typy ?Tour de?? to koszmar. Paradoksalnie ?nasz narodowy wyścig? rozgrywany wokół kilku miejscowości, goszczący raptem parę dni na w Beskidach i na Podhalu może mieć mniejszy koszt nie tylko finansowy, ale i ekologiczny niż preferowana przez fanów rudna po całym kraju. Z ekologicznego punktu widzenia bardziej kompaktowa forma tras tourów to rozwiązanie nieszczególnie ekscytujące, za to jak najbardziej rozsądne.

    Biorąc pod uwagę, że tak w polityce jak i marketingu liczą się gesty, dziwię się, że żaden producent samochodów sponsorujący grupy zawodowe nie dostarcza hybryd czy elektryków, choćby po to, by zwrócić uwagę na emisję CO2 przez wyczynowy sport rowerowy (abstrahując od realnej lub wyimaginowanej ekologii pojazdów tego typu i ich długoterminowego, negatywnego wpływu na środowisko).

    Idąc dalej może warto zacząć od siebie, zrezygnować z części komfortu i wrócić do tracących popularność wspólnych dojazdów na zawody? Obecnie coraz chętniej przekładamy na nasze hobby nawyki znane z życia codziennego i tak jak w miejskich korkach stoją wielokilometrowe sznury samochodów wiozących tylko kierowcę, tak na wyścigi dojeżdżamy solo. A to oznacza, że w górach poza opakowaniami po żelach, bidonami i kubkami z bufetów zostawiamy także zbędne wyziewy z rur wydechowych.

    Mniej śmieci

    Minionego lata, stojąc nieco podmęczony na mecie jednego z górskich maratonów patrzyłem na rosnącą górę plastikowych kubków, wyrzucanych na stertę obok. W trakcie jazdy co prawda napełniałem bidon a nie korzystałem z butelek rozdawanych przez obsługę, za to na mecie dostałem posiłek regeneracyjny w styropianowym pudełku i plastikowe sztućce, które po użyciu poszły prosto do kosza.

    Poza bidonami, które są używane wielokrotnie a materiał, z którego są wykonane zazwyczaj nadaje się do przetworzenia, większość opakowań na sportową żywność to jednorazówki i nie chodzi tylko o folię po żelach wyrzucaną gdzieś do rowu, ale ogólną masę śmieci, jaką generuje nasza sportowa, zdrowa i teoretycznie ekologiczna pasja.

    Obecnie za sukces uważamy, jeśli większość uczestników (a jakże, pod karą sankcji regulaminowej i rodzącego się społecznego ostracyzmu) wyrzuca śmieci w okolicach bufetu, wyobrażenie sobie używania napełnialnych pojemników wydaje się być lata świetlne od nas.

    Plastik, plastik, plastik

    Temat kubków, butelek i innych opakowań jest do pewnego stopnia na czasie, ale co z ubraniami? Odzież sportowa to tworzywa sztuczne, które gdy się zniszczą lub stracą właściwości nie dostaną drugiego życia jako choćby szmata do łańcucha.

    Team Sky w czasie Tour de France promował ograniczenie używania plastiku strojami z grafiką przedstawiającą walenia, gdy tymczasem marki produkujące odzież rowerową nie oznaczają jej jako możliwej do recyklingu. Nawet jeśli swoje stare koszulki przekazujecie dalej, np. dla potrzebujących zawodników, w końcu nie będzie się w nich dało jeździć i zostaną z nami dosłownie na wieki.

    Podobnie będzie z ?kompozytowymi? częściami rowerowymi czy ramami, choć trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do aluminium, ?karbon? można dłużej i skuteczniej naprawiać. Ostatecznie poddane obróbce termicznej laminaty póki co skończą na wysypisku. Na szczęście cykl życia roweru jako takiego jest dość długi, bywa, że sięga i kilkudziesięciu lat, zatem trudne w recyklingu kompozyty mogą doczekać czasów, gdy będzie je można przetworzyć na coś innego.

    Martwić może natomiast tendencja, znana z każdej innej dziedziny produkcji przemysłowej: od samochodów przez agd po elektronikę, by zamiast dostarczać sprzęt możliwy do naprawy sprzedaje się jednorazówki: kompleksowe rozwiązania, które da się jedynie wymienić w całości.

    Małe wybory

    Czy to znaczy, że należy zrezygnować z jazdy na rowerze? Jasne, że nie. Choć wokół sportu, nie tylko tego, można znaleźć bardzo wiele elementów ?nie-eko?, spora część całej tej zabawy jest pozytywna. Rower jako środek komunikacji jest pod tym względem idealny, kolarstwo jako sposób spędzania wolnego czasu czy nawet wyczyn ma wiele dobroczynnych aspektów czy to społecznych czy zdrowotnych.

    Kwestii do poprawy jest jednak wiele. Zaczynając od wyborów takich jak próba naprawy zamiast wymiany, używanie mniej szkodliwych środków czyszczących czy smarów, kupno odzieży czy bidonów możliwych do przetworzenia, czy wreszcie anegdoczne już chowanie opakowania po zjedzonym żelu do kieszonki zamiast wyrzucania na ziemię.

    Dalszy krok to zmiana przyzwyczajeń. Być może będzie to zabranie ze sobą wielorazowych pojemników na posiłki lub żele, dojazd na zawody czy wycieczki jednym autem zamiast trzema.

    To oczywiście dodatkowy wysiłek: organizacyjny czy intelektualny, ale skoro i tak sport jest takim dodatkowym wysiłkiem, może warto ponieść go jeszcze trochę żebyśmy mogli cieszyć się nim nieco dłużej.

    Zdjęcie okładkowe: mbtrama, flickr, cc by 2.0

  • Loverove 20.01.2016

    Loverove 20.01.2016

    Środowe loverove z sensacyjnymi doniesieniami z ciepłych krajów.

    1. Włochacz dnia

    Tak, mistrz świata Peter Sagan wystartował w rozpoczynającym jego sezon Tour de San Luis OWŁOSIONYMI NOGAMI. Kolarski twitter płonie!

    https://twitter.com/oufeh/status/689393360881090560

    2. Gładki i skoczny

    Tymczasem Vittorio Brumotti promuje Olega Tinkowa oraz region San Luis skacząc po dachu tamtejszego, ekologicznego budynku rządowego:

    El gran show de Vittorio BrumottiVittorio Brumotti se subió a lo más alto de Terrazas del Portezueloen la presentación del #TourdeSanLuis 2016Nota: http://toursanluis.com/noticias/65/ Abbombazza 100% Brumotti Posted by Tour de San Luis on Monday, 18 January 2016

    Kask z drewna?

    Cellutech is proud to present a bicycle helmet entirely made from the forest. http://www.cellutech.se/helmet.html Posted by Cellutech AB on Wednesday, 23 September 2015
    No... może niekoniecznie z drewna. Problem z klasycznymi kaskami jest dość poważny, ponieważ są nieekologiczne. W miejsce zagęszczonego styropianu, projektant Rasmus Malbert używa materiału Cellufoam, o właściwościach zbliżonych do prasowanego styropianu, ale biodegradowalnego, ponieważ bazującego na celulozie. Więcej o "eko kasku" przeczytacie na stronie Cellutech.  

  • Tak bardzo nie eko

    Tak bardzo nie eko

    Rower jako środek transportu uznawany jest za ?czysty?. Nie generuje spalin, zajmuje mniej miejsca, uwalnia miasta od hałasu. Tymczasem jazda w wydaniu wyczynowym jest aktywnością skrajnie nieekologiczną.

    Peleton samochodów

    Zaczniemy ?z grubej rury?. Wydechowej. Zawodowcy ścigający się o żółtą koszulkę lidera Wielkiej Pętli przemierzają francuskie szosy. Mijają po drodze wspaniałą architekturę, tłem dla ich zmagań są Alpy, Pireneje czy wybrzeża Bretanii.

    Kilka godzin przed peletonem przejeżdża ?La Caravane?. Kolumna reklamowa kilkudziesięciu samochodów, które zajmują czas widzów czekających na kolarzy. Specjalnie ucharakteryzowane pojazdy przypominają bardziej platformy z karnawału z Rio niż zapowiedź wyścigu rowerowego. Kolumna sunie, wydala spaliny, szumi i warczy a przy tym rozrzuca tony śmieci. Pardon, gadżetów reklamowych.

    Następnie jedzie policja, sędziowie, kolarze a za nimi wozy serwisowe, dziennikarze, obsługa wyścigu. Tyle na trasie etapu, ale przecież równolegle z peletonem ścigają się ciężarówki wiozące barierki, balony, bramy, pomiar czasu. Oprócz samochodów technicznych z zapasowymi rowerami, do stref bufetu swoimi autami dojeżdżają masażyści, autokary zapewniają zawodnikom odrobinę komfortu w drodze z hotelu na start i z mety do hotelu. Do tego dochodzą jeszcze ciężarówki z rowerami i sprzętem.

    Sami kibice, choć bywa, że do niektórych punktów na etapach docierają na rowerach, by dojechać na wyścig podróżują oczywiście własnymi samochodami, często korzystają też z przyczep czy pojazdów kempingowych.

    Zatem w ważnej imprezie kolarskiej uczestniczy więcej aut niż w rajdzie samochodowym.

    Kultura jednorazówek

    Nie trzeba sięgać do prehistorii kolarstwa, by przywołać widok mechanika naprawiającego rower. Jeszcze nie tak dawno serwisowało się niemal wszystko: od łożysk, przez szytki a kończąc na spawaniu pękniętych ram.

    Obecnie wiele elementów roweru jest jednorazowa. Podobnie jak w przypadku samochodów, w poszukiwaniu maksymalizacji zysków, części projektowane są tak, że  naprawa jest albo niemożliwa albo bardzo utrudniona. Komponenty traktowane są jako całość. Wyeksploatowane lądują w śmietniku bez szansy na kolejne życie. Ze względu na połączenie materiałów różnego typu (kilka metali, guma, kompozyty), ich recykling jest właściwie niemożliwy.

    Brakuje pomysłów na zagospodarowanie sportowego złomu poza produkcją ?kultowej? biżuterii czy elementów wystroju wnętrz. Tylko iloma łańcuchami można się obwiesić?

    Chemia w kanał

    Smary, odtłuszczacze, mleczka, silikony, nabłyszczacze, uszczelniacze, detergenty i inne tego typu preparaty regularnie wsiąkają w glebę lub spływają kanalizacją. Teoretycznie w tej dziedzinie pojawia się tendencja, by rowerowa chemia była choć częściowo biodegradowalna, ale mimo wszystko serwis, konserwacja i pielęgnacja roweru to kolejny element powodujący, że kolarstwo jest mało ekologiczne. Przypięty do słupa rower miejski, którego łańcuch oliwiony jest raz na kwartał, kończy swoje życie w rękach złomiarza, który skutecznie zutylizuje sprzęt w skupie, zamieniając metale na czteropak piwka. Zanim twoja szosówka trafi na śmietnik i, wydali do kanałów kilka wiader nierozkładalnych preparatów.

    Do tego dochodzi problem ?aktywnej? odzieży. O ile obecnie ?reklamówki? dodawane do zakupów w sklepach faktycznie ulegają rozkładowi po kilkunastu miesiącach, o tyle ergonomiczne, oddychające i modne sportowe łaszki będą z nami przez kolejnych kilka wieków. W przeciwieństwie do bawełnianego t-shirtu, zużyte lycrowe spodenki nie dostaną drugiego życia. Nie wytrzesz nimi łańcucha ani nie umyjesz okna. Potargane trafią na wysypisko, gdzie za kilka tysięcy lat odkryją je kosmici i stwierdzą, że ziemianie w XXIw mieli naprawdę dziwne upodobania estetyczne.

    Bidon do rowu

    Sportowcy to śmieciuchy. Rozrzucają bidony, opakowania po ?energetycznym? jedzeniu, nawet jeśli pozbywają się odpadków tylko w strefach bufetu, po zawodach rowerowych i tak pozostaje góra śmieci. Kubki, butelki, pudełka, papiery, taśmy, tabliczki, farba na asfalcie, drzewach czy skałach i tysiące jednorazowych opakowań po posiłkach regeneracyjnych. Nawet najlepsza ekipa sprzątająca coś przeoczy. Jeżdżąc rowerem górskim po trasach zbliżonych do Maratonu Krakowskiego zdarza mi się natknąć na opakowania po żelach sprzed dekady i powiewających kawałkach taśmy sprzed pięciu lat. A niby mtb ma tę przewagę nad ?szosą? że jest bliżej natury. Cóż, przed maratończykami przynajmniej jedzie tylko jeden motor a nie kilkadziesiąt samochodów. W zamian za to ?górale? jeżdżą ścieżkami, coraz częściej budowanych przy użyciu ciężkiego sprzętu a w poszukiwaniu ?nieodkrytych miejscówek? zapuszczają się w tereny, w które nie powinni, np. ograniczając spokój życia zwierzyny.

    I tyle jest tej rowerowej ekologii.

  • Kolarz i rowerzysta

    Kolarz i rowerzysta

    Lyon to trzecie co do wielkości miasto we Francji, które niedawno otworzyło ?zielony tunel? zaprojektowany wyłącznie dla pieszych, rowerzystów i komunikacji publicznej. Kolarze startujący w czerwcowym Criterium du Daupine rozpoczną zawody od prologu prowadzącego właśnie tym tunelem, będą więc promowali nie tylko miasto, ale i politykę nastawioną na ekologię oraz bezpieczeństwo ruchu drogowego.

    Komunikaty o przejeździe kolarzy przez zielony tunel będą zapewne tylko dodatkiem do relacji z prologu Criterium du Dauphine. Bardziej niż ekologią, urbanistyką czy bezpieczeństwem będziemy się pasjonowali rywalizacją Froome?a, Nibalego i Contadora, pretendentów do podium zbliżającego się wielkimi krokami Tour de France.

    Sport wyczynowy to dość egoistyczny rodzaj działalności człowieka i choć Karta Olimpijska zapewnia, że to jedno z naszych podstawowych praw, w piramidzie ludzkich potrzeb umieszczony jest gdzieś bliżej wierzchołka niż podstawy. Kolarstwo ma jednak to do siebie, że bardzo mocno wchodzi w interakcję z otoczeniem a Lyon podczas prologu ważnego wyścigu łączy wiele interesów i daje przykład na wielu polach.

    Zacznijmy od najprostszej sprawy. ?Zielony tunel? to pierwsze tej skali przedsięwzięcie. Prawie dwa kilometry wolnej od indywidualnego ruchu samochodowego inwestycji po to, by ludziom żyło się lepiej. Rzecz wyjątkowa na skalę europejską, zatem w ramach prezentowania światu tego, co najlepsze, Lyon pokaże swój nowy powód dumy. Wspominałem o tym wielokrotnie przy okazji Tour de Pologne: pochwalmy się tym, co mamy dobrego a do tego dajmy odpowiednią oprawę. Jeśli w okolicy jest szczególny budynek, zabytek albo najnowsze dzieło myśli inżynieryjnej, nie tylko pokażmy go z helikoptera przez kilka chwil, ale też wykorzystajmy jako element wyścigu. I nie, betonowy hotel w środku gór nie jest tego typu obiektem.

    Zielony tunel w Lyonie

    Drugi element to ekologia. Wyścigi kolarskie są tak naprawdę skrajnie nieekologiczne. Nie chodzi nawet o to, że kolarze śmiecą, ale przed i za peletonem jedzie sporych rozmiarów kolumna samochodów, autobusów, lawet i innych pojazdów spalinowych. Kibice stojący przy trasie również docierają na miejsce autami. Mimo to, sami zawodnicy poruszają się ekologicznie czystym środkiem transportu. Nawet, jeżeli nie mają oni nic wspólnego z ?commuterami?, którzy codziennie jadą rowerem do pracy (ba, od tego roku w przepisach peleton nie może zjechać z szosy na chodnik lub sąsiadującą z jezdnią drogę dla rowerów), mimo wszystko robią to samo, tylko nieco szybciej. Promocja proekologicznej inwestycji jest więc jak najbardziej na miejscu, choć w kontekście tego, czym jest wyścig kolarski nieco trąca hipokryzją.

    Najważniejsze w tym wszystkim jest bezpieczeństwo. Co roku wielu znakomitych zawodników doświadcza przykrych konsekwencji zderzenie z samochodem. Zazwyczaj dzieje się to podczas treningów, zdarza się, że wypadki kończą się kalectwem lub śmiercią. To element wspólny zarówno dla zawodowca jak i pani jadącej na składaku do sklepu GS gdzieś w ?Polsce B?. Oboje są niechronionymi uczestnikami ruchu. Francuzi mają swój tunel i włączają wyścig kolarski do promocji prorowerowej polityki. To duża sprawa, spektakularna i efektowna. W naszym przypadku bywa, że przy okazji zawodów organizowane są zajęcia dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego, rozdawanie odblasków, na zawodach xc w ?pakiecie startowym? dostałem kiedyś dzwonek. Może się wydawać, że to słabe, małe i niepotrzebne, tak jak zaproszenie Mai Włoszczowskiej czy Czesława Langa do telewizji śniadaniowej poświęconej rowerom miejskim. Jednak jeśli uważasz się za kolarza lub nawet nim jesteś, jadąc na trening stajesz się rowerzystą, uczestnikiem ruchu i możesz mieć pecha i nieszczęśliwie spotkać się z samochodem. Nie ma się więc co zżymać, im więcej okazji do promocji bezpieczeństwa tym lepiej. Lyon daje przykład.