Tag: Chris Froome

  • Syndrom sztokholmski

    Syndrom sztokholmski

    Jesteśmy żoną alkoholika. Zakładnikiem obdarzającym sympatią swojego oprawcę. Matką syna marnotrawnego. A może po prostu klasowym głupkiem, który chodząc z karteczką ?kopnij mnie? przyklejoną do pleców sądzi, że rówieśnicy szczerze się do niego uśmiechają gdy idzie szkolnym korytarzem. Fani kolarstwa, tak, to my.

    Sprawy nie było

    We wrześniu Chris Froome po ciężkim dniu na Vuelcie przyjął dużo salbutamolu. Na tyle dużo, że w pobranej podczas badania antydopingowego próbce dopuszczalna norma została przekroczona dwukrotnie. Następnie wygrywa wyścig, jedzie na mistrzostwa świata do Bergen, gdzie 20. września startuje w czasówce a równocześnie dowiaduje się o pozytywnym wyniku testu z Vuelty.

    Do 13. grudnia, gdy Team Sky wydaje na ten temat stosowne oświadczenie, niemal na równi z publikacjami w Guardianie i LeMonde. Pewnie gdyby nie działania tych prestiżowych tytułów, brytyjska ekipa nadal siedziałaby cicho.

    Tak czy inaczej o sprawie wiedział David Lappartient, nowy szef UCI wybrany właśnie na MŚ w Bergen a także wiele innych osób. Czy wiedzieli Włosi z RCS, organizatorzy Giro d?Italia, którzy postanowili zaprosić Froome?a na swój wyścig, płacąc mu przy tym milionowe ?startowe?? Cóż, twierdzą, że nie, ale trudno mi w to uwierzyć.

    Choć kwestia złamania reguł wydawała się oczywista, sam kolarz nie poczuwał się do odpowiedzialności, tłumaczył odwodnieniem, dysfunkcją nerek oraz swoją (jakby na to nie patrzeć zdiagnozowaną i udowodnioną) astmą oraz problemami z górnymi drogami oddechowymi. Salbutamol przecież można brać, niemal do woli, byle z dostępnego na receptę inhalatora, co jak twierdzi zrobił, by ratować swoje zdrowie i koszulkę lidera Vuelta a Espana.

    Sky i Froome postanowili więc udawać, że nic się nie stało a ponieważ Salbutamol to nie jest żaden ?twardy? doping tylko nieznaczne naruszenie zasad, UCI i WADA nie zawieszały winowajcy do wyjaśnienia sprawy. Organizatorzy niektórych imprez odrobinkę się burzyli, ale tylko kurtuazyjnie. Tymczasem Brytyjczyk spokojnie budował formę startując w Andaluzji, Tirreno-Adriatico i Trentino by następnie, po ?etapie dekady? w stylu dorównującym największym mistrzom z przeszłości, po samotnym rajdzie wygrać Giro d?Italia.

    W międzyczasie jego szefowie ze Sky zarzucili UCI setkami stron dokumentacji, działając niczym uciążliwa opozycja sejmowa uskuteczniająca klasyczną obstrukcję.

    Na koniec wreszcie, gdy dyrektor Tour de France Christian Prudhomme wytoczył najcięższe działa i zdecydował o wykluczeniu Froome?a z Tour de France zgodnie z wewnętrznym regulaminem, który pozwala na usunięcie z peletonu postaci mogących zaszkodzić wizerunkowi wyścigu, UCI stwierdziła, że Brytyjczyk jest niewinny.

    Oświadczenie zarówno UCI jak i WADA wskazuje raczej, że federacja kolarska jak i agencja antydopingowa nie wiedzą, co zrobić ze sprawą, mają jej dość i postanawiają odpuścić.

    Równocześnie szereg znawców tematu wskazuje, że bez względu na możliwe okoliczności łagodzące (faktyczna choroba czy udokumentowana konieczność stosowania salbutamolu), nawet przy zwiększeniu dawki terapeutycznej tak wysokie stężenie środka w badanej próbce powinno zakończyć się choćby krótką dyskwalifikacją.

    Ponieważ jednak wszystkie zainteresowane strony są zadowolone, nikt nie będzie się odwoływał i Froome, mimo pozytywnego wyniku testu antydopingowego nie złamał przepisów antydopingowych (ot paradoks), jest zwycięzcą Vuelta a Espana 2017, Giro d?Italia 2018 i może wystartować w tegorocznym Tourze.

    Jak się z tym czujecie?

    Prawidłowy śródtytuł powinien być bardziej dosadny, ale postanowiłem się powstrzymać. W rozwiązaniu przypadku Chrisa Froome?a zabrakło wszystkiego.

    Transparentności działań UCI i WADA, etycznego zachowania drużyny Sky, jasnej komunikacji, równego traktowania podobnych przypadków (za analogiczne przewinienia w niedalekiej przeszłości Alessandro Petacchi i Diego Ulissi otrzymywali kilkumiesięczne dyskwalifikacje) a przede wszystkim uzasadnienia decyzji o zamknięciu postępowania.

    Irytujący jest również fakt pojawiających się zbiegów okoliczności: pierwsza, publiczna informacja o pozytywnym wyniku testu pojawiła się, gdy za temat zabrały się opiniotwórcze gazety zaś decyzja UCI i WADA rzutem na taśmę anulowała bezkompromisowe oświadczenie ASO o wykluczeniu obrońcy tytułu ze startu w Tour de France.

    Posłużę się więc eufemizmem i powiem tylko, że nie wiem jak wy, ale ja czuję się nabity w butelkę.

    https://twitter.com/xouted/status/1014090377261993985

    Miły gość, który nieznacznie się pomylił

    Równocześnie uważam, że wylewanie na Froome?a wiader pomyj jest pewną przesadą. Jakby na to nie patrzeć, nadużycie, nawet tak wyraźne, leku na astmę to nie jest transfuzja zmodyfikowanej krwi, to nie jest doping EPO czy lekami będącymi poza legalnym obrotem, to nie jest faszerowanie się testosteronem i hormonem wzrostu.

    Mimo całej hipokryzji Dave?a Brailsforda, steku bzdur, który dział marketingu i PR brytyjskiej drużyny dostarcza mediom oraz agresywnym zachowaniom względem dziennikarzy niewykluczone, że Chris Froome jest jednym z najczystszych i najbardziej szczerych zwycięzców wielkich tourów w historii kolarstwa.

    Antydopingowa śruba, mimo dziur w procedurach, niedoskonałości testów, niewydolności laboratoriów i niejednogłośności ekspertów jest przykręcona dość mocno, by nie powiedzieć najmocniej.

    Nadużycia TUE, środków przeciwbólowych i nasennych oraz legalnych stymulantów, mikrodawkowanie EPO i innych ?twardych? środków dopingujących czy wspomaganie technologiczne są faktem. Równocześnie wiele wskazuje na to, że są obecne na wyraźnie mniejszą skalę w porównaniu z oszustwami z przeszłości.

    Co więcej, sam Froome rysuje się jako miła postać w przeciwieństwie do aroganckiego Armstronga, niezrównoważonego Ricco czy prymitywnego Di Luca?i.

    Chris nie tylko dba o środowisko prowadząc kampanię na rzecz czystych oceanów, ale też z szacunkiem wypowiada się o rywalach a do tego, choć na rowerze siedzi niezbyt ładnie, wiele jego zwycięstw naznaczonych jest odwagą, improwizacją i prawdziwym mistrzostwem.

    https://twitter.com/TeamSky/status/1013716931512332288

    Obrzucani błotem

    Cóż z tego, skoro brytyjski zawodnik, nawet jeśli jest tylko kieszonkowcem, drobnym cwaniaczkiem w porównaniu z kolarskimi Hitlerami, Pol Potami i Kim Dzong Unami należy do grona tych, którzy nas zawiedli.

    Sport rowerowy jest świetny. Uwielbiam go, pasjonuje mnie od dziecka. Mnogość narracji, różnorodność bohaterów, zaskakujące zwroty akcji są nieporównywalne z jakąkolwiek inną dyscypliną.

    Co więcej, jako jeden z nielicznych poszedł na otwartą wojnę z dopingiem, wielokrotnie decydując się na wymianę ciosów skutkującą kryzysem i problemami finansowymi za to z efektami, na których inni mogliby się wzorować, o ile oczywiście by tylko chcieli.

    Paszporty biologiczne, skanowanie sprzętu, współpraca z koncernami farmaceutycznymi przy opracowywaniu kolejnych testów, dotkliwe kary finansowe, liczne samoograniczenia, na które decydują się kluby i indywidualni zawodnicy to awangarda światowej walki z dopingiem.

    Tyle, że równocześnie brak jest konsekwencji. Być może Pantani był artystą a Contador wirtuozem, ale póki hiszpański mistrz będzie występował jako telewizyjny ekspert bez ujawnienia, jakim cudem u schyłku ?ery epo? ustanowił historyczny rekord tempa podjeżdżania (Verbier 2009) a chwilę wcześniej rywalizował jak równy z równym z nadużywającym każdego z dostępnych środków dopingujących Michaelem Rasmussenem, póty będziemy kręcić się w kółko bez żadnego efektu.

    Gdy część byłych zarówno gwiazd jak i płotek, zazwyczaj pod presją, ?wyspowiadała się?, wciąż wielu działaczy, komentatorów, menadżerów czy trenerów tkwi w zmowie milczenia, serwując nam głodne kawałki na temat wyczynów własnych czy swoich przyjaciół. I czerpie z tego niemałe profity korzystając ze zbudowanego na oszustwie wizerunku.

    A kiedy na scenę wkraczają rycerze czystości z, skądinąd znakomitą, ?filozofią marginal gains? na sztandarach okazuje się, że owszem, popychają nie tylko ten sport, ale i całą branżę rowerową o lata świetlne do przodu, lecz również w swoją strategię wpisują maksymalne naginanie przepisów i, co gorsze, zasad etycznych.

    https://twitter.com/MRasmussen1974/status/984684240888520705

    Pozostaje cynizm

    Wracając znów do szczegółu, hipotetycznie mogło wydarzyć się tak, że Froome przyjął kilkadziesiąt wdechów salbutamolu, mając wyliczoną maksymalną dawkę a wycieńczony organizm kolarza nie zmetabolizował jej odpowiednio i stąd w próbce znalazła się nieprzepisowa ilość substancji.

    To mało prawdopodobne, ponieważ można też przypuszczać, że lider Sky skorzystał z nebulizatora, zażył tabletki, przyjął zastrzyk, lub co najgorsze wykonał transfuzję z krwi pobranej w czasie, gdy korzystał z problematycznego leku. Jednak mogło się wydarzyć i UCI oraz WADA miały rację rozstrzygając sprawę na jego korzyść.

    Tyle, że w przeszłości zamożny i wpływowy zawodnik (czyli Armstrong) skorumpował kolarskie władze, które skutecznie zatuszowały jego pozytywny test na EPO oraz ułatwiły ukrycie stosowania kortykosteroidów. A kilka lat później, co do zasady te same władze próbowały ukryć, ?dla dobra sportu?, klenbuterolową wpadkę Alberto Contadora. Wpadkę, która nota bene nosiła więcej śladów nielegalnej transfuzji krwi niż gastronomicznej pomyłki czy nawet prymitywnego użycia zabronionego leku.

    Wiarygodność UCI oraz, niestety, WADA jest więc obecnie na dramatycznie niskim poziomie, co kładzie cień nie tylko na uczestnictwo Froome?a w Tour de France, ale też na jego cudowne odrodzenie na Giro d?Italia jak również na dokonania wielu innych zawodników, związanych lub niezwiązanych z Team Sky.

    Nie potrafimy sobie poradzić z przeszłością, średnio radzimy sobie z teraźniejszością, w tym z obecnością w składzie skompromitowanej drużyny naszego, polskiego idola. Władze kolarstwa, czy to międzynarodowe czy krajowe są do bani a większą rozpoznawalność ma i tak przeciętny piłkarz-przegryw.

    A mimo to kochamy kolarstwo. Wiecie, żółta gorączka, walka o róż, bruki Roubaix i nawet ten biedny, zasłonięty balonami Gliczarów z komentarzem Sebastiana Szczęsnego. Bo poza tym, że mimo tych wszystkich brudów i całego ogromu związanego z nimi dysonansu, wyścigi dobrze się ogląda, na rowerze po prostu fajnie jest pojeździć. Pościgać się z kolegami, kontemplować szosę w samotności, poćwiczyć na singletracku i zmierzyć się z czasami na stravie. I zapomnieć nie tylko o tym, że Froome oszukuje a w pracy jest pod górkę bardziej niż na Alpe d?Huez. No i może, że któryś ze wspomnianych kolegów też je coś lepszego, ale to już temat na inną okazję ;)

  • Jak rozgryźć Giro 2018?

    Jak rozgryźć Giro 2018?

    Chris Froome wygrał Giro d?Italia, w którym nie tylko nie powinien jechać, ale też takie, które było już dla niego w zasadzie przegrane. Rekordowa prędkość średnia, aktywne ściganie od pierwszego do ostatniego etapu i dominacja najmocniejszych ekip pozostaną po ?Corsa Rosa 2018?, gdy już opadnie kurz kontrowersji wokół lidera zespołu Sky. O ile oczywiście opadnie.

    Skandaliczna wycieczka

    Zanim przejdę do analizy osiągnięć kolarzy, najpierw kilka słów o historycznej wizycie wielkiego touru w Izraelu. Jeśli ktokolwiek uważał, że zagranie wizerunkowe warte niemal 30 milionów Euro, a mające za zadanie pokazać światu, że Izrael to ?destynacja turystyczna? taka jak inne, że warto a może wręcz należy odwiedzić ten kraj w ramach akcji ?Jerozolima – Tel Awiw, dwa miasta, jeden wyjazd? (rowerowy, biegowy, imprezowy, zależnie od wersji spotu czy bilboardu) to, cóż? Donald Trump relokując ambasadę Stanów Zjednoczonych z Tel Awiwu do Jerozolimy właśnie dolał oliwy do ognia tamtejszego, nierozwiązanego konfliktu.

    Kilka dni po wyjeździe kolarzy ze spornego miasta izraelski aparat państwowy znów strzelał do cywilnej ludności palestyńskiej, zabijając przynajmniej 52 osoby.

    Pieniądze nie śmierdzą i zachodnie federacje sportowe, nie patrząc na aspekty etyczne chętnie sprzedają prawa do organizowania ważnych imprez krajom będącym na bakier z prawami człowieka. Igrzyska Olimpijskie w Pekinie i Soczi, piłkarski mundial w Rosji, a teraz Giro d?Italia w Jerozolimie pokazują, jak bardzo, jako ?ceniący pokój i demokrację Europejczycy? jesteśmy zapatrzeni w samych siebie.

    Froome upada po raz pierwszy

    Czy to presja związana z nierozwiązaną sprawą przedawkowanego na hiszpańskiej Vuelcie 2017 salbutamolu, czy też obciążenie związane z wyzwaniem wygrania nie tylko trzech, ale w perspektywie czterech wielkich tourów z rzędu, czy może po prostu chwila dekoncentracji podczas rekonesansu czasówki w Jerozolimie, ważne jest, że Chris Froome solidnie się poturbował tuż przed startem Giro d?Italia, co miało wpływ na dalszy przebieg całej rywalizacji.

    Brytyjczyk zmagający się ze stłuczeniami nie nadążał za konkurentami zarówno podczas otwierającej wyścig próby indywidualnej jak i na kolejnych etapach: 4. wygranym przez Tima Wellensa, 6. z metą na Etnie, gdzie najszybszy był Esteban Chaves, 9. na Gran Sasso, gdzie triumfował Simon Yates i 11. w Ossimo, gdzie znów najszybszy był Yates.

    Analizując przebieg wyścigu trzeba zaznaczyć, że to ewidentnie Froome był wolniejszy od rywali niż ci przesadnie mocni. Owszem, kolarze Mitchelton – Scott, Chaves i Yates prezentowali się w pierwszej części wyścigu znakomicie, ale realnie rzecz ujmując tempo kluczowych wspinaczek było porównywalne z tym, jakie w ostatnich sezonach prezentuje czołówka wielkich tourów.

    Niezawodna w takich momentach wartość VAM (średnia prędkość podjeżdżania), jak również wartości mocy udostępniane na Stravie przez niektórych zawodników pokazują, że było szybko, momentami bardzo szybko, ale ?w normie?.

    Dla przykładu, ostatnie 13,75km Etny o średniej stromiźnie 6% czołówka wspinała się z VAM ok. 1490 a zwycięzca etapu (atakujący z ucieczki), Esteban Chaves generował średnio 319W w czasie 35?37?, zatem w granicach 6W/kg. Tak, to sporo, ale obecnie, by wygrywać etapy wielkich tourów kończące się długimi podjazdami właśnie tak trzeba jechać.

    Ostatnie, strome (średnio 8%) cztery kilometry Gran Sasso trójka liderów: Yates, Chaves i Pinot wspinała się z VAM sięgającym 1630m/h. Chaves przez 11?41? generował tam średnio 347W.

    Siła spokoju

    Giro d?Italia często wysysa energię z kolarzy, którzy nie dość ekonomicznie jechali w pierwszej części wyścigu. Aktywni w pierwszych dwóch tygodniach Adam Yates i Thibaut Pinot zapłacili cenę za ataki i poszukiwanie sekund przewagi wielominutowymi stratami na końcowych, górskich etapach.

    Simon Yates wygrał trzy odcinki: 9, 11 i 15 i ścigał się na lotnych premiach o bonifikaty, a tymczasem Tom Dumoulin czekał na czasówkę, w górach był blisko za Brytyjczykiem i zachowywał się jak stary wyjadacz znający możliwości swoje, swoich rywali i specyfikę wyścigu.

    Nawet na piekielnie stromym Monte Zoncolan, pokonanym w bardzo wysokim tempie lider zespołu Sunweb, wzorem największych specjalistów, zdołał zminimalizować straty. I nawet, jeśli na długiej, płaskiej czasówce nie zdemolował rywali, zachował energię do ostatniego etapu. Gdyby nie zaskakująca szarża Froome?a na przełęczy Finestre, to Holender, w obliczu załamania najpierw Yatesa a potem Pinota założyłby w Rzymie różową koszulkę i wygrał drugie Giro z rzędu.

    A propos Zoncolanu, to Chris Froome, który przeprowadził tam swój ?atak ostatniej szansy? ustanowił jeden z najlepszych rezultatów na słynnym wzniesieniu.

    Szybsza od niego, oraz będącego 6 sekund z tyłu Simona Yatesa, była tylko czołówka Giro 2007: Gilbero Simoni, Leonardo Piepoli, Andy Schleck, Danilo di Luca i Damiano Cunego. Z kolei Tom Dumoulin, który stracił do Froome?a 37? był szybszy niż jadący po zwycięstwo w Giro 2010, Ivan Basso. Nawet super-pomocnik teamu Sky, dyktujący tempo przez kilka kilometrów Wout Poels (siódmy na mecie, ponad minutę za swoim liderem) był szybszy niż Contador w 2012r, czy Quintana w 2014r.

    Mike Woods, najwyżej sklasyfikowany na tym etapie zawodnik transparentnie dzielący się swoimi danymi ze światem był na mecie dziesiąty, 1?43? za Froomem i wygenerował na ostatnim, 7,5km fragmencie średnią moc 338W (ok. 5,3W/kg), ale jego VAM to 1695 gdy Thibaut Pinot, szybszy o minutę wspinał się z prędkością 1743m/h.

    Cena harców

    Dzień później Chris Froome zapłacił za wysiłek na Zoncolanie i na etapie do Sappady, wygranym przez szarżującego Yatesa, gdzie stracił stracił ponad 1,5 minuty. Wydawało się, że lider Sky jest skończony a Yates, który po dniu przerwy świetnie pojechał czasówkę, gdzie był zaledwie 1?15? za Dumoulinem ma wyścig w kieszeni.

    Tempo, w jakim rozgrywany był właśnie etap do Sappady było imponujące. Być może to właśnie tam Yates nadwątlił pozostałe zapasy, a dzieła zniszczenia własnych zasobów dokonał podczas czasówki. Jak później wspomniał, po próbie indywidualnej czuł, że zaczyna brakować mu sił.

    Wyglądającego do tej pory na ?nietykalnego? lidera rywale ?napoczęli? w drodze do Prato Nevoso. To tam, na finałowym podjeździe 18. etapu Chris Froome pokazał kolejne, po Zoncolanie i czasówce, oznaki odrodzenia, a Yates pierwsze oznaki słabości. Z kolei Dumoulin, tak jak przez cały wyścig, był solidny, skuteczny i pewny swego.

    Choć była to końcówka wielkiego touru, w Prato Nevoso poszedł pełen gaz. Tempo zaledwie minutę wolniejsze od czołówki ?ery EPO? i VAM ponad 1600 na ponad półgodzinnym podjeździe to w tej fazie wyścigu sporo. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że była to jedyna wspinaczka na tym etapie.

    Co się odjaniepawliło na 19. etapie

    Są dni, które przechodzą do historii sportu. 19. odcinek Giro d?Italia 2018, prowadzący przez szutrowy podjazd na przełęcz Finestre, następnie do Sestriere i z metą na zboczach Monte Jaffereau zostanie zapamiętany na długo.

    Chris Froome zaatakował 80km przed metą podczas podjazdu na Finestre i samotnie, systematycznie powiększając przewagę, pojechał po zwycięstwo i na tym etapie i, jak się później okazało, w całym wyścigu.

    Philippa York w felietonie dla Cyclingnews zwraca uwagę, że po pierwsze czasy Coppiego czy Merckxa, gdy takie akcje się zdarzały, mamy już dawno za sobą, a po drugie w czasie wielkiego touru nie da się budować formy. Jeśli zawodnik jest gorzej przygotowany, zmęczenie narasta, podobnie jak straty, zatem tego typu odrodzenie jest trudne do uzasadnienia.

    Równocześnie The Secret Pro zwraca uwagę, że Froome wykorzystał efekt zaskoczenia, jako jedyny, mając w planie taki niestandardowy atak, odpowiednio się odżywiał, nawadniał, miał ze sobą wystarczającą ilość żeli, właściwie dobrane przełożenie itd.

    Pewnym mitem jest również, że lider Sky większość trzyminutowej przewagi nad najgroźniejszymi rywalami zbudował na zjazdach. Owszem, ostatni podjazd pokonał w tym tempie co Dumoulin, Pinot i Lopez, ale wcześniej był o 50 sekund szybszy na wspinaczce do Sestriere i o 40 sekund lepszy na Finestre.

    Zatem zgadza się, że Dumoulin czekający na kolarzy FDJ, a następnie nienajlepiej układająca się współpraca w grupie pościgowej oraz bardzo mocne, równe tempo Froome?a na zjazdach i w dolinach miały znaczenie dla powodzenia Brytyjczyka, jednak 1?30? to różnica powstała na dwóch wzniesieniach.

    W kwestii zjazdów trzeba za to podkreślić, że jeszcze kilka lat temu (np. podczas TdF 2013) lider Sky był często w takim terenie stawiany przez rywali pod silną presją. Praca nad techniką, której efekty zaprezentował np. podczas Wielkiej Pętli dwa lata temu to być może kluczowy zysk ?niemarginalny? wart więcej niż TUE, salbutamol czy inne, nie do końca etyczne praktyki w zespole Froome?a i ważna składowa jego sukcesów.

    Dzień później za wcześniejszy wysiłek zapłacił Thibaut Pinot, Dumoulin podjął bezskuteczną próbę ataku a Richard Carapaz i Miguel Angel Lopez szachowali się walcząc o białą koszulkę najlepszego młodzieżowca i najniższy stopień podium, które obronił Lopez.

    Choć pozornie wyglądało to na defensywną jazdę, ostatni podjazd wyścigu, Cervinia, również został pokonany w bardzo wysokim tempie. Po ekstremie dzień wcześniej, na koniec trzech tygodni intensywnego ścigania czołowi kolarze klasyfikacji generalnej wspinali się jak walczący o zwycięstwo w ?generalce? zawodnicy w 2012r, gdy atakował Ryder Hesjedal.Niemal 400W generowane w 41?50? przez Davide Formolo budzi respekt.

    Zasługa piłkarzy?

    Rozważając możliwe scenariusze przed tegorocznym Giro podejrzewałem, że Froome będzie chciał rozstrzygnąć zwycięstwo jednym (prawdopodobnie na Zoncolanie), maksymalnie dwoma atakami, by oszczędzić jak najwięcej energii przed Tour de France.

    W tym roku bowiem, ze względu na mistrzostwa świata w piłce nożnej, Wielka Pętla rozpoczyna się kilka dni później, zatem kolarze mają więcej czasu na regenerację między włoskim a francuskim tourem.

    Wbrew zdaniu York, spokojne wejście w wyścig miało więc sens. Tyle tylko, że o ile w teamie Sky właściwie ocenili możliwości Dumoulina, o tyle nie wzięli pod uwagę Simona Yatesa.

    Froome, znajdujący się w najgorszym momencie w podobnym położeniu co Vincenzo Nibali w 2016r musiał więc postawić wszystko na jedną kartę, zaryzykował i osiągnął sukces, choć prawdopodobnie większym kosztem niż się spodziewał.

    Tak czy inaczej ma więcej czasu na odpoczynek niż Contador w 2011 i 2015, zatem należy go rozpatrywać jako poważnego kandydata do wygrania Tour de France.

    Mniejsze teamy – ciekawszy wyścig?

    Oczywiście wielkie toury to zupełnie co innego niż klasyki, ale trzeba przyznać że ten sezon, pierwszy po zmniejszeniu liczby zawodników w drużynach obfituje w odważne, zakończone sukcesem akcje. M.in. Mediolan-Sanremo, Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix i Liege-Bastogne-Liege zostały wygrane po de facto solowych atakach. W Giro d?Italia najpierw bardzo aktywny był Yates a następnie Froome rozstrzygnął losy wyścigu ucieczką, która przejdzie do historii kolarstwa.

    Być może więc okrojenie składów było czynnikiem, który przy bardzo wyrównanym poziomie otworzył rywalizację i sprawił, że jest ona mniej przewidywalna. Tym bardziej, że drużyna Sky kończyła Giro w siódemkę, podobnie jak Sunweb, Movistar i Astana.

    Co ciekawe, Froome poza klasyfikacją generalną wygrał także górską, a Sky zdominowała klasyfikację drużynową. Sunweb na pocieszenie do drugiego miejsca Dumoulina dokłada dziewiąte Sama Oomena choć kto wie, być może, gdyby młody Holender był bardziej oszczędzany i skupił się bardziej na pomocy niż własnych celach, ekipa cieszyłaby się z różowej koszulki.

    Jeśli szukamy przyczyn ofensywnej jazdy, ale też załamania kolejnych kolarzy z czołówki, to trzeba podkreślić znaczenie tempa wyścigu. Giro d?Italia 2018 miało rekordową prędkość średnią (40,18km/h), a na wielu etapach wyniszczające ściganie na całego trwało od startu do mety.

    Giro rekordów

    Zgodnie z przewidywaniami dostaliśmy wyścig, w którym wielu zawodników pojechało po najlepsze wyniki w karierze. Nawet jeśli Simon Yates poległ w walce o zwycięstwo, wygrał trzy etapy, co w połączeniu z sukcesami Chaveza i Mikela Nieve dało australijskiej drużynie aż pięć okazji do otworzenia na podium musującego spumante.

    Elia Viviani osiągnął to, po co przyszedł do Quick Stepu. Był najszybszy podczas czterech finiszy z peletonu i wygrał klasyfikację punktową. Choć Sam Bennet z Bora – Hansgrohe nie walczył o fioletową koszulkę, dla Irlandczyka trzy etapy to również życiowy sukces.

    W pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej znaleźli się Pello Bilbao, Patrick Konrad, Davide Formolo i George Bennett, wspomniany Lopez oraz rewelacyjny Carapaz. W przeciwieństwie do Domenico Pozzovio, to oni są przyszłością wielkich tourów.

    To jak to jest z tym Froomem?

    Thomas Dekker w trakcie Giro zwrócił uwagę, że mimo wszystkich problemów i kontrowersji niewykluczone, że Chris Froome jest jednym z najczystszych zwycięzców wielkich tourów. I może być w tym sporo prawdy ponieważ nadużywanie procedury TUE, salbutamol, leki bólowe, nasenne, napoje ketonowe i loty helikopterem zamiast podróży autobusem to, cóż, w porównaniu z tym, co robili mistrzowie z niedawnej przeszłości co najwyżej drobne nadużycia.

    Równocześnie, ze względu na hipokryzję kierownictwa drużyny Sky, zarówno ekipa jak i sam Froome mają obecnie zerową wiarygodność, co w połączeniu z opieszałością UCI oraz WADA w rozwiązaniu sprawy przedawkowania salbutamolu, obstrukcją informacyjną oraz nadużyciami w brytyjskim kolarstwie podważa wartość, jaką Froome wniósł do rywalizacji w tegorocznym Giro.

    Bez względu na to, jak zakończy się postępowanie wyjaśniające, zarówno ta wygrana, passa Tour-Vuelta-Giro jak i potencjalny dublet Giro-Tour będą zawsze przedstawiane z tym przykrym, okołodopingowym zastrzeżeniem.

  • O jeden wdech za daleko

    O jeden wdech za daleko

    Wynik badania próbek moczu pobranych od Chrisa Froome?a podczas Vuelta a Espana 2017 jest pozytywny. Znajduje się w nich dwukrotnie większa niż dozwolona ilość salbutamolu. Zwycięzcy wyścigu grozi odebranie tytułu oraz przynajmniej kilkumiesięczna dyskwalifikacja.

    Zanim wydacie wyrok

    Zakładam, że interesujecie się kolarstwem. Jest też spora szansa, że sami uprawiacie sport, startujecie w zawodach, trenujecie. Zakładam też, że skoro czytacie akurat ten, konkretny blog o kolarstwie – myślicie. Zatem, zanim przyjdzie wam do głowy komentarz w rodzaju: ?wszyscy biorą?, ?zalegalizować doping?, ?astmatycy na paraolimpiadę? lub jeden z wielu podobnych rzućcie okiem na szerszy kontekst sprawy. Dziękuję :)

    Co, gdzie, kiedy

    Próbkę, w której znaleziono ok. 2000ng/ml salbutamolu pobrano do Froome?a 07.09, po 18. etapie Vuelta a Espana. Odcinek z Suances do Santo Toribio de Liébana miał 169km i kończyć się niewielkim podjazdem. Zwycięstwo etapowe po skutecznej ucieczce odniósł Sander Armee z Lotto Soudal, ale za jego plecami, w peletonie, Team Sky rozprawiał się z Vincenzo Nibalim i innymi, ważnymi dla siebie rywalami. Na mecie Froome stracił nieco czasu do Fabio Aru, ale nadrobił 21 sekund nad Vincenzo Nibalim.

    Ważna informacja to ta, że dzień wcześniej, na ciężkim podjeździe Los Machuchos Froome został zepchnięty do defensywy. Nibali pokonał go tam o 42 sekundy a sam Brytyjczyk wyraźnie zaczynał tracić dobrą dyspozycję. Mimo to, w Santo Toribio de Liébana wyraźnie odżył a podczas decydującego starcia na Angliru (trzy dni po kryzysie na Los Machuchos) mocniejszy od niego był już tylko Alberto Contador.

    Znany problem

    Chris Froome ma problemy z układem oddechowym. To wiemy przynajmniej od 2013r, gdy na trasie Criterium du Dauphine używał inhalatora. Przed kamerami TV, w trakcie rywalizacji, całkowicie publicznie. Gdy ?rosyjscy hakerzy?, czyli ?Fancy Bear? opublikowali w 2016r informacje o ?TUE?, czyli zezwoleniach na terapeutyczne użycie zabronionych substancji, w aktach znalazły się informacje o stosowaniu przez Froome?a prednizolonu.

    Brytyjczyk prezentuje się jako zwolennik ?czystego kolarstwa?, wypowiada się przeciwko używaniu leków na astmę i alergie poza absolutną koniecznością. W 2013 i 2014r korzystał jednak z pomocy medycznej podczas wiosennych etapówek, gdy zmagał się z zapaleniem oskrzeli. Dla odmiany, wiedząc, że jest na cenzurowanym, w 2015r odmówił przyjęcia środków wymagających zezwolenia podczas Tour de France.

    TUE częścią strategii

    ?Wyłączenie dla celów terapeutycznych? to jeden z problemów współczesnego sportu. Z jednej strony trudno odmówić zawodnikom z niewielkimi (drobna kontuzja, przeziębienie) prawa do trenowania czy startu w zawodach. Kto nigdy nie przyszedł do pracy nafaszerowany efedryną na katar, niech pierwszy rzuci kamieniem. Stwierdzenie, że astma czy alergia kwalifikuje sportowca do udziału w paraolimpiadzie jest równie obraźliwa dla niego jak i dla sportowców niepełnosprawnych. Biorąc pod uwagę rozmaite schorzenia i dysfunkcje, z jakimi atleci zdobywają medale i tytuły na największych imprezach, warto powstrzymać inkwizycyjne zapędy.

    Z drugiej strony, procedura ta jest często nadużywana w celu poprawy wyników sportowych.

    Shane Sutton, były trener Team Sky i Brytyjskiego Związku Kolarskiego wprost stwierdził, że ?TUE? było częścią głośnej filozofii ?marginal gains?. Wykorzystaniem istniejącego systemu do granic jego możliwości. W podobnym tonie wypowiadają się działacze norweskiej federacji biegów narciarskich, którzy z inhalacji uczynili istotny element przygotowania do startu w zawodach.

    Co więcej, są substancje o zbliżonym działaniu, na które nie potrzeba nawet zaświadczenia a jedynym ograniczeniem jest ilość przyjęta przez zawodnika. W przypadku problemów z drogami oddechowymi takim lekiem jest właśnie Salbutamol przyjmowany wziewnie w ilości nie większej niż 1600?g dziennie. Również wiele np. leków przeciwbólowych czy przeciwzapalnych można brać bez ograniczeń. Co zresztą sportowcy chętnie wykorzystują.

    Błędy nowicjuszy?

    Za to, co trafia do jego organizmu odpowiada zawodnik. Chris Froome nie ukrywa, że w związku z nasilającymi się problemami z astmą, w końcówce Vuelty przyjął większą dawkę salbutamolu. Tak zalecił mu lekarz drużyny. Czy zalecił mu więcej, niż wolno, czy Froome pomylił się w dawkowaniu czy zmęczony organizm nie zmetabolizował substancji dostatecznie szybko, pewnie się nie dowiemy. Natomiast fakt jest niepodważalny: obie próbki, zarówno A jak i B potwierdziły przekroczenie normy 1000 ng/ml.

    Krótko mówiąc: Froome złamał przepisy antydopingowe. Tak jak wielu zawodników przed nim: Diego Ulissi, Alessandro Petacchi a także wielu przedstawicieli innych dyscyplin sportu. I powinien za to odpowiedzieć: odebraniem zwycięstwa w Vuelta a Espana oraz dyskwalifikacją stosownej długości (prawdopodobnie rocznej). Co ciekawe, Vincenzo Nibali, któremu w takiej sytuacji przypadnie zwycięstwo również jest astmatykiem a przepisów nie złamał.

    Bez względu na to, co sądzicie o Froomie, teamie Sky, brytyjskim kolarstwie czy kolarza w ogóle, ta konkretna sprawa wydaje się być dość prosta. TUE jest zarówno nadużywane w niecnych celach jak i bywa powodem problemów sportowców winnych jedynie nieuwagi.

    Intrygujące jest, że tego typu błąd przytrafił się akurat w najbogatszej i programowo najbardziej zwracającej uwagę na najmniejsze detale drużynie. Bez względu na to, czy Froome brał Salbutamol by poprawić osiągi (co w przypadku salbutamolu jest naukowo wątpliwe) czy by zwalczyć chorobę, tak czy inaczej wziął go za dużo. O wdech, dwa lub dziesięć. A jeśli uważa, że to wina lekarza, niech go pozwie. Co nie zmienia faktu, że za dużo leku przyjął on sam.

  • Froome x historia

    Froome x historia

    To rzadki przypadek. Rodzaj kolarskiego rekordu świata, sięgnięcie po który dostępne jest tylko nielicznym. Chris Froome wygrywając Vuelta a Espana i Tour de France w jednym roku dołączył do elitarnego grona najwybitniejszych zawodników w historii tego sportu

    Giro i Tour w jednym sezonie wygrywali:

    Trzykrotnie Eddy Merckx: w 1970, 72 i 74r
    Dwukrotnie Fausto Coppi w 1949 i 52r, Bernard Hinault w 1982 i 185r oraz Miguel Indurain w 1992 i 93r
    Raz Jacques Anquetil w 1964, Stephen Roche w 1987 i Marco Pantani w 1998r.

    Giro z Vueltą połączyli Eddy Merckx w 1973r, Giovanni Battaglin w 1981r oraz Alberto Contador w 2008r.

    Tour z Vueltą Anquetil w 1963, Hinault w 1978 oraz właśnie Chris Froome w 2017.

    Z Hiszpańską Vueltą mamy pewien problem, ponieważ do 1994r wyścig dookoła Hiszpanii był rozgrywany w kwietniu, dopiero po tej dacie przeniesiono go na przełom sierpnia i września.

    To, w teorii, ułatwia polowanie na dublet Giro-Vuelta, co udało się Contadorowi i czego bliski był w 2013r Vincenzo Nibali. Z drugiej strony Chris Froome pięciokrotnie próbował utrzymać formę z lipcowej ?Wielkiej Pętli? i udało mu się to dopiero właśnie za piątym podejściem.

    Ze wszystkimi wątpliwościami, jakie można mieć do postaci pochodzącego z Afryki Brytyjczyka jak i do samego Teamu Sky nie wolno im odmawiać jednego. Niemal od samego początku przygody Froome?a z wielkimi tourami w roli lidera próbowali sięgnąć po więcej niż jeden cel w sezonie.

    Owszem, Tour de France jest dla nich niewątpliwie priorytetem, ale zarówno Bradley Wiggins jak i Froome do programu startów włączali walkę o inne trofea. W latach olimpijskich były to medale, w pozostałych sezonach właśnie Vuelta.

    Do tego liderzy Sky, gdy decydowali się na start w tygodniowych etapówkach, teoretycznie będących tylko etapami przygotowań do touru, również w nich walczyli o zwycięstwo.

    To ważne i cenne, ponieważ jeszcze nie tak dawno, w pierwszej dekadzie XXIw faworyci wielkich tourów pokazywali pełnię swoich możliwości jedynie przez trzy tygodnie w roku, w sezon wchodząc powoli i szybko go kończąc po imprezie docelowej.

    W związku z tym nawet mając poważne zastrzeżenia co do etyki w drużynie prowadzonej przez Dave?a Brailsforda, nadużywaniu procedury TUE, przemiany Froome’a z przeciętnego zawodowca w mistrza wielkich tourów, kupowania potencjalnych rywali do roli pomocników, niejasności w dokumentacji medycznej oraz rozpasanego poza granice przyzwoitości budżetu, trzeba im przyznać jedno: nie boją się wyzwań, nie boją się też ponoszenia porażek.

    Wydawać by się mogło, że przegrane z kluczowymi rywalami: Contadorem i Quintaną podczas Vuelta a Espana podkopią morale lidera brytyjskiej drużyny. Że Hiszpan i Kolumbijczyk na stromych podjazdach półwyspu Iberyjskiego odnaleźli sposób na złamanie dominacji Teamu Sky.

    Tymczasem, mimo bolesnych lekcji: upadków, kontuzji i gasnącej szybciej niż zapalona zapałka formy gdy przychodził kolejny lipiec do przyboczni Froome?a rządzili na francuskich szosach, czterokrotnie zdobywając dla niego żółtą koszulkę.

    Być może to właśnie te, wcześniejsze potknięcia sprawiły, że w tym roku Brytyjczycy inaczej poprowadzili przygotowania, inaczej rozłożyli akcenty i dzięki temu wystarczyło im sił na wygranie dwóch wielkich tourów w sezonie.

    W poprzednich latach Froome wygrywał lub przynajmniej stawał na podium w tygodniówkach we wcześniejszej fazie sezonu. Tym razem swoje pierwsze zwycięstwo odniósł? 23 lipca w klasyfikacji generalnej Tour de France, po które sięgnął nie wygrywając żadnego etapu i na chwilę tracąc na rzecz Fabio Aru koszulkę lidera.

    Po Wielkiej Pętli, owszem, pojawił się na kilku komercyjnych kryteriach, ale skupił się na treningu w górach budując formę na Vueltę.

    O ile we Francji bazował na sile swojej drużyny, samemu wypracowując przewagę nad rywalami właściwie tylko w jeździe na czas, o tyle w Hiszpanii uderzył w konkurentów już w pierwszych dniach wyścigu, zdobywając przewagę taktyczną i psychiczną.

    Choć w drugiej części wyścigu złapał na chwilę zadyszkę pod presją atakujących Contadora i Nibalego, z pomocą kolegów z drużyny obronił prowadzenie by na ostatnich, górskich etapach odżyć i dojechać do Madrytu mając ponad dwie minuty w zapasie nad Nibalim.

    Dzięki temu Chris Froome wybił się na wielkość. Choć uważni kibice wiedzieli, że nie jest on zawodnikiem koncentrującym się wyłącznie na zdobywaniu kolejnych, żółtych koszulek, teraz również szersza publiczność ma na to dowód.

    Wygrane dwa wielkie toury w sezonie to osiągnięcie wyjątkowe. Po Contadorze zwyciężającym w Giro i Vuelcie było kilku śmiałków (w tym on sam), którzy próbowali zmierzyć się z mitycznym rekordem kolarstwa. Nibali, Quintana, Froome nie dawali rady konkurentomw swoim drugim celu sezonu w czasie którego, chcąc nie chcąc nie byli w optymalnej dyspozycji.

    Choć wydaje się, że zarówno podczas Touru jak i Vuelty Sky i Froome byli bezpieczni, wystarczyła chwila nieuwagi i cały, misterny plan po raz kolejny zakończyłby się porażką.

    A trzeba przyznać, że po drodze do zwycięstwa i we Francji i w Hiszpanii mieli sporo perypetii: upadków, defektów i wielu innych, nerwowych sytuacji. Niespełna minuta przewagi nad Rigoberto Uranem i nieco ponad dwie nad Vincenzo Nibalim łatwo mogły obrócić się w podobną stratę i choć Team Sky siłą swoich pomocników jest w stanie zniwelować skutki wielu wpadek, oba sukcesy zostały wydarte w ogniu walki.

    Tym większy szacunek dla Froome?a, Kwiatkowskiego, Moscona, Poelsa, Landy i wszystkich tych, którzy wypracowali ten ?dublet?. I miejmy nadzieję, że za kilka lat nie będziemy musieli tych chwil wymazywać z kronik i pamięci jako ?niebyłych?.

  • Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: fani stylu vintage

    Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: fani stylu vintage

    Podium dwóch wielkich tourów w sezonie to osiągnięcie, do którego zdolni byli tylko wielcy mistrzowie z przeszłości? Nic bardziej mylnego! W tym roku tego czynu dokonało aż trzech zawodników: Chris Froome, Nairo Quintana i Esteban Chaves.

    Merckx, Hinault, później Indurain potrafili walczyć na trasie Giro d?Italia i Tour de France w jednym roku. Następnie taki dublet zapisał na swoim koncie Marco Pantani w 1998r.

    Przeniesienie Vuelta a Espana na poźne lato i tym samym wyrównanie odstępów między kolejnymi tourami otworzyło więcej możliwości dobrego występu w dwóch trzytygodniówkach w ciągu jednego sezonu. Dzięki temu Alberto Contador w 2008r triumfował w Giro d?Italia i Vuelta a Espana a Fabio Aru w 2015r był drugi w Giro i wygrał Vueltę.

    Ten sam Contador próbował porywać się na klasyczny zestaw: Giro-Tour dwukrotnie i za każdym razem zarówno on jak i jego pomocnicy po włoskim wyścigu byli zbyt zmęczeni by móc powalczyć o podium w Paryżu.

    Wygląda więc na to, że współcześnie bardziej możliwa do połączenia z innym wielkim tourem jest hiszpańska Vuelta. W kombinacji z Giro d?Italia daje to szansę zbudowania dwóch szczytów formy a w przypadku Touru, oferując nieco inny typ ścigania, przy odpowiednim zbiegu okoliczności pozwala na przetrwanie kolejnych trzech tygodni i również walkę o zwycięstwo.

    Poza wspomnianym wcześniej Alejejandro Valverde, który spróbował zmieścić się w top10 każdego z tych wyścigów oraz Adamem Hansenem, który przejeżdża kolejne wielkie toury, w sezonie 2016 aż trzech kolarzy stanęło na podium dwóch wielkich wyścigów.

    Najlepiej z nich zaprezentował się Chris Froome, który wygrał Tour de France, następnie startował w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie zdobył brąz w jeździe na czas by na trasie hiszpańskiej Vuelty przegrać z Nairo Quintaną, który w lipcu, na szosach Francji był trzeci.

    To jednak dwie, zupełnie inne historie. Wygląda na to, że Froome, choć nie zapowiadał tego wcześniej, całkiem poważnie bierze sobie do serca wyzwanie dwóch tourów w sezonie. Na Tour de France jechał, jak na siebie, zachowawczo i konserwatywnie, być może mając w pamięci i Rio i Vueltę. Choć trzeba pamiętać, że dwukrotnie był zamieszany w kraksy na górskich etapach, zarówno w Alpach jak i w Pirenejach przyjeżdżał z rywalami de facto na remis. Wyścig wygrał dzięki znakomitej jeździe na czas, podobnie, jak wygrałby Vueltę, gdzie pod górę nieznacznie lepszy był Quintana, jednak Kolumbijczyk wyraźnie odstawał od Brytyjczyka w jeździe indywidualnej. Niestety dla Froome?a, odważna jazda Alberto Contadora, który rozbił peleton na etapie 15 do Formigal, sprawiła, że to Quintana wygrał wyścig.

    Być może i fani i eksperci dość nisko ocenili jazdę lidera Movistaru na Tour de France, ale mimo wszystko Quintana zdołał zająć tam trzecie miejsce. W połączeniu z wygraną Vueltą daje to imponujący zestaw!

    Kolumbijczyk znany jest z wytrzymałości i równej jazdy przez całe trzy tygodnie, nie dziwi więc, że po doświadczeniu z sezonu 2016, deklaruje, że w 2017r powróci na Giro d?Italia, by miesiąc później spróbować swoich sił na trasie Wielkiej Pętli.

    Trzecim kolarzem, który w tym roku postawił na dwa wielkie toury był Esteban Chaves. Choć drugie miejsce w Giro d?Italia i trzecie w hiszpańskiej Vuelcie to nieco słabszy wynik niż te, które były udziałem Froome?a i Quintany i gorzej niż dokonanie Fabio Aru rok wcześniej, mimo to Kolumbijczyk zaliczył świetny i długi sezon.

    Co ciekawe, zarówno na Giro jak i na Vuelcie miejsce na podium zapewniał sobie w samej końcówce rywalizacji, pokazując, że jest dojrzałym, utalentowanym i konsekwentnym specjalistą wyścigów wieloetapowych. Równocześnie zachował wiele ze swojej dynamiki, ponieważ na koniec sezonu zdołał jeszcze wygrać ?monument?, czyli Giro di Lombardia. Podium dwóch wielkich tourów plus klasyczna jednodniówka? Jeszcze nie tak dawno o kolarzu, który osiąga takie wyniki moglibyśmy tylko pomarzyć!

    Na koniec warto też wspomnieć o Vincenzo Nibalim. Włoch w tym roku postawił na Igrzyska w Rio de Janeiro. Swój sezon zbudował wokół walki o olimpijskie złoto, a ponieważ jest specjalistą wielkich tourów, by utrzymać się w odpowiednim rytmie, wiosną wygrał Giro d?Italia. Co prawda początkowo nie był w stanie nadążyć za rywalami, to jednak w końcówce wytrzymał trudności i jazdę na dużej wysokości i dość pewnie, choć w ostatnim momencie, zwyciężył w swoim narodowym wyścigu.

    Następnie wystartował w Tour de France, gdzie oficjalnie pomagał Fabio Aru a praktycznie trenował przed Rio. W Brazylii był o krok od złota, ale na ostatnim zjeździe, jadąc w ucieczce z Rafałem Majką i Sergio Henao, pechowo upadł, co zakończyło jego sezon. Tak czy inaczej, również Nibali pokazał, że we współczesnym kolarstwie można podejmować urozmaicone i niezmiernie ciężkie wyzwania z dużą szansą powodzenia.

    Dzięki temu kolejni zawodnicy będą w nadchodzących sezonach raczej szukali ciekawych celów niż skupiali się wyłącznie na jednej imprezie sezonu, jak jeszcze niedawno robił to np. Lance Armstrong.

  • 6 powodów dla których Froome to nie Armstrong.

    6 powodów dla których Froome to nie Armstrong.

    Dla części kibiców Team Sky to samo zło, kolejne wcielenie Lorda Voldemorta, reinkarnacja Pol Pota i, co najgorsze, nowa US Postal. Chris Froome to postać o wiele bardziej współczesna, która diametralnie różni się od herosów ?ery EPO?.

    Owszem, można mieć sporo zastrzeżeń do brytyjskiej ekipy, jednak strategia, wedle której Chris Froome rozgrywa kolejne sezony i prowadzi karierę to inny przypadek niż Armstrong i jego równolatkowie. Przyjrzyjmy się sprawie bliżej.

    1. Nie tylko Tour

    To najważniejszy argument w całej dyskusji. Lance Armstrong skupiony był wyłącznie na jednym celu. Amerykanina interesowało zdobywanie kolejnych koszulek zwycięzcy Tour de France. W Ekipie US Postal (a później Discovery Channel) wszystko było podporządkowane temu jednemu, jedynemu celowi. Lance startował niewiele, większość wyścigów traktując wyłącznie treningowo.

    Tymczasem Froome (a wcześniej Bradley Wiggins) już od wczesnej wiosny prezentują wysoką formę. Owszem, sporo czasu spędza na zgrupowaniach, np. na Teneryfie, ale gdy staje na starcie wyścigu, jest przygotowany i walczy o zwycięstwo. De facto jedynym, poważnym sprawdzianem Armstronga było Criterium du Dauphine (zamiennie pojawił się na Tour de Suisse). Tymczasem Froome jeździ m.in. w Romandii czy Tirreno-Adriatico. Brytyjczyk dwa razy startował też w Igrzyskach Olimpijskich i dwa razy zdobywał brązowy medal w jeździe na czas.

    Co najbardziej istotne, Chris Froome po raz kolejny próbuje swoich sił w Vuelta a Espana. Trudno powiedzieć, czy robi to z myślą o kolejnym TdF, czy też po prostu uważa, że tak trzeba. Po raz kolejny podejmuje próbę walki o wygraną w dwóch wielkich tourach sezonu i już samo to zasadniczo odróżnia go od Lance?a.

    Chris Froome - Tour of Britain (12539524973) (cropped).jpg
    By Brian TownsleyChris Froome – Tour of Britain, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=45229273

    2. Schistosomatoza to nie rak

    Obaj kolarze mają za sobą problemy zdrowotne. Lance Armstrong, co wszyscy wiemy, leczył się z choroby nowotworowej. Po chemioterapii wrócił na szosę dobrych kilka kilogramów lżejszy. Stracił masę mięśniową charakterystyczną dla traithlonisty (w tej dyscyplinie zaczynał karierę sportową) i kolarza specjalizującego się w klasykach. Oficjalnie to był klucz do jego późniejszych sukcesów.

    Z kolei Froome twierdzi, że jego nagły wyskok formy w 2011r wiąże się z wyleczeniem schistosomatozy. Choroby wywoływanej przez pasożyta, stosunkowo powszechnie spotykanej na kontynencie afrykańskim, z którego kolarz pochodzi. Froome miał żyć z ?robalem? przez większość swojego dorosłego życia i jego pozbycie się miało umożliwić mu rozwinięcie pełni możliwości.

    Ważna informacja to ta, że Froome w 2007r przeszedł badania wydolnościowe, które u, wówczas 22-letniego, zawodnika wykazały VO2max na poziomie 80,2ml/kg, czyli godnym może nie mistrza, ale bardzo solidnego kolarza wyczynowego. Ważył wówczas 75,6kg. W czasie badań po sezonie 2015 ważył 69,9kg, a podczas Tour de France zazwyczaj jeszcze 2kg mniej.

    3. Anorektyk vs kulturysta

    Nawet, jeśli Lance Armstrong na skutek choroby stracił nieco masy, i tak był ?jeżdżącą górą mięśni?. Nie tylko zresztą on. Charakterystyczne dla ?ery EPO? było, że kolarze budowali masę mięśniową umożliwiającą generowanie maksymalnie dużej mocy a następnie stosowali doping krwi, by te mięśnie należycie natlenić. Nie, nie byli ?grubi?. Tak jak u współczesnych kolarzy, w kluczowych momentach sezonu procent tkanki tłuszczowej w ich ciałach był minimalny. Jednak wyglądali zupełnie inaczej.

    Sytuacja zaczęła zmieniać się po przykręceniu antydopingowej śruby. W poszukiwaniu odpowiedniego stosunki mocy do masy kolarze musieli stać się lżejsi. Najpierw bracia Schleck, później Braldey Wiggins a obecnie Chris Froome mają tylko tyle masy mięśniowej, ile jest naprawdę niezbędne. Ba, ?sir Wiggo? zapłacił wysoką cenę za doprowadzenie swojego organizmu do stanu, w którym mógł wygrać Tour de France. Niemal przekraczając granice swoich możliwości z przyjemnością porzucił wyrzeczenia związane z szosą skupił się na kolarstwie torowym.

    4. Ullrich z brzuszkiem

    Jeśli sięgniecie w przeszłość, zobaczycie, że największe gwiazdy jeszcze wiosną woziły spory zapas zimowego tłuszczu. Tryb zgrupowań, mniejszej liczby startów i celowania w jedną, najważniejszą imprezę nie wymagał permanentnej dyscypliny.

    Teraz bohaterowie Tour de France, w tym Froome czy Contador, nie tylko ścigają się od wczesnej wiosny, ale i od wczesnej wiosny wyglądają jak należy. Jasne, w czasie Touru są najbardziej ?wycieniowani?, ale już w kwietniu są piękni i szczupli.

    Chris Froome, TDF 2015, étape 13, Montgiscard.jpg
    By Gyrostat (Wikimedia, CC-BY-SA 4.0), CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=41869389

    5. Nie tylko lider

    Tak, Chris Froome jest numerem jeden w teamie Sky. W czasie Touru wszyscy pracują dla niego, to jego zwycięstwo jest najważniejsze. Ale w wyścigach takich jak Paryż-Nicea, Giro d?Italia czy nawet Criterium du Dauphine a także w całej kampanii wiosennych klasyków pomocnicy z Touru mają nie tylko swoją szansę, ale i odpowiednie wsparcie.

    Geraint Thomas, Wout Poels, Ben Swift czy wcześniej Richie Porte mają na swoim koncie wiele pięknych zwycięstw. Drużyna Froome?a to coś więcej niż tylko on. A US Postal była de facto wyłącznie grupą Armstronga.

    6. Zaprzeczenie vs deklaracja

    Docieramy do końca. Pamiętacie, jak Lance Armstrong odpierał zarzuty dziennikarzy podejrzewających go o doping? Słynne: ?Jestem najczęściej kontrolowanym kolarzem i nigdy nie miałem pozytywnego wyniku testu antydopingowego? to bardzo sprytny wybieg. Lance nigdy nie mówił ?jestem czysty?. Tymczasem możemy wierzyć ekipie Sky lub nie, ale Chris Froome mówi wprost ?nigdy nie stracę swoich żółtych koszulek, bo nie stosuję dopingu?. To jest zasadnicza różnica między sprytnym miganiem się od odpowiedzi a jasną deklaracją.

    Kolarstwo w ciągu ostatnich 15 lat zmieniło się niezmiernie. Nawet, jeśli lubicie lub nie lubicie sztandarowych postaci każdej z epok, wierzycie im lub nie, macie swoje zdanie na temat tego, co obecnie napędza sportowców, jest wiele elementów, które powodują, że obecnie wyścigi są ciekawsze, lepsze, po prostu ?fajniejsze?. I choć Chrisowi Froome?owi niewątpliwie brakuje charyzmy postaci takich jak Armstrong, to i tak trudno wskazywać go jako czarny charakter peletonu.

    Zdjęcie okładkowe: filip bossuyt, wikimedia commons, cc by 2.0

  • Kolarski mistrz Yoda

    Kolarski mistrz Yoda

    Moc w wielu kolarzach jest silna. Na hiszpańskiej Vuelcie Nairo Quintana znów jeździ tak jak Chris Froome a może nawet szybciej. Tyle tylko, że to Brytyjczyk jest mistrzem kontrolowania swoich możliwości, w zamian za co Kolumbijczyk domaga się zakazu stosowania mierników mocy na wyścigach. Cóż, historia pokazuje, że nie każdy może być Jedi a zmagania z własną bezsilnością budzą gniew.

    Skuteczny mimo zmęczenia

    Zarówno Froome jak i Quintana przejechali Tour de France. Froome wygrał, Quintana był trzeci. Jeszcze w trakcie wyścigu zgodziliśmy się co do faktu, że Quintana nie do końca trafił z formą. Sam, nieco zdezorientowany, gdy jego próby ataków okazały się nieskuteczne, przyczyn niepowodzenia szukał w ewentualnej alergii.

    Nie było do końca prawdą, że Kolumbijczyk był na francuskich szosach jakoś szczególnie powolny. To raczej kilku innych kolarzy dorównało poziomem i do niego i do Froome’a. Z kolei Brytyjczyk wygrał Tour bardziej dzięki jeździe na czas i kontroli sytuacji w górach niż dzięki spektakularnym atakom, do których przyzwyczaił nas w poprzednich latach.

    Jak próbowałem Was przekonać, z jadącej tak jak na tegorocznym Tourze grupy liderów, bardzo ciężko byłoby oderwać się komukolwiek.

    Po ?Wielkiej Pętli? Quintana wrócił do domu, przebadać się oraz potrenować. Tymczasem Froome wziął udział w kilku, tradycyjnych, komercyjnych kryteriach a następnie poleciał do Rio de Janeiro rywalizować w Igrzyskach Olimpijskich. W wyścigu ze startu wspólnego nie załapał się do decydującego odjazdu, ale próbował gonić czołówkę i stracił wiele energii, bo choć bezskutecznie i za plecami czołówki, wykonał kilka ?skoków? na wysokiej kadencji. Następnie wywalczył brązowy medal w jeździe indywidualnej na czas, ciężkiej, obfitującej nie tylko w męczące wzniesienia, ale i w wymagające maksymalnej koncentracji, niebezpieczne zjazdy.

    Od zakończenia Touru do wyścigu ze startu wspólnego w Rio było zaledwie 13 dni, od czasówki do startu Vuelty tylko 10.

    Doliczcie do tego podróże, zmiany stref czasowych i klimatu i okaże się, że idea startu Froome?a w Hiszpanii wydaje się sportem ekstremalnym. Tym bardziej, że poprzednie próby pokazywały, że Brytyjczykowi po Tourze nie zostaje w baku zbyt wiele paliwa.

    Tymczasem okazuje się, że jest w stanie skutecznie przeciwstawić się sile nie tylko samego Quintany, ale i niezwykle zmotywowanej, całej ekipy Movistaru.

    Młynek zmieniony w jojo

    Na pierwszym sprawdzianie formy, Mirador de Ezaro, Movistar uderzył niesamowicie mocno i gdy wydawało się, że ?jest pozamiatane? a rywale już w pierwszym tygodniu wyścigu powinni zapomnieć o swoich nadziejach, tuż przed metą na kole Quintany znalazł się Froome i ukończył etap bez strat.

    Podobna sytuacja wydarzyła się na Lagos da Covadonga. Quintana wraz z Contadorem przyspieszyli, Froome został z tyłu, ale okazało się, że w końcówce depcze liderom po piętach, Contador słabnie a Quintana jest niemal w zasięgu wzroku.

    W porównaniu z rywalami na Camperonie również jechał nierówno, tak jak dwa lata temu, gdy ostatnio ścigał się na tym podjeździe. Jeśli sięgnąć w przeszłość, zbliżony styl prezentował także na Tour de France 2012, gdy pomagał Wigginsowi.

    Vuelta pod kontrolą?

    To zupełnie inny styl niż znamy ze zwycięskich Tourów w wykonaniu Froome?a. Tam, długo prowadzony przez kolegów z zespołu przystępuje do ataku w najbardziej dogodnym momencie. Jeśli rywale zostają z tyłu, ponawia przyspieszenie a następnie kontroluje sytuację do mety. Jeśli nadal siedzą mu na kole, nie szarpie się, tak jak w tym roku dojeżdżając do mety w towarzystwie.

    Francuskie podjazdy są jednak zupełnie inne. Mają w miarę stałą, umiarkowaną stromiznę. Jeśli szosa wznosi się ciężej niż 10%, to tylko przez chwilę.

    Tymczasem na Vuelcie często mamy do czynienia z drogami, które zmieniają swoje nachylenie co kilkaset metrów, z niemal płaskiego do często nawet 20%.

    Co w takiej sytuacji robi Froome? Jedzie swoje.

    Brytyjczyk wie, jak mocno trzeba pojechać, by wygrać wielki tour. Robił to już przecież trzykrotnie. Wie, że aby zameldować się w czołówce na 40 minutowym wzniesieniu prowadzącym do mety, trzeba cisnąć 5,9-6,2W/kg masy ciała. W jego przypadku to ok. 400-410W.

    Ekstremalne stromizny na Vuelcie wymuszają chwilowe skoki mocy, wyraźnie wykraczające poza tę wartość. Gdy Quintana przyspiesza, wydaje się, że Froome słabnie i już po nim. Tymczasem kolarz Sky pilnuje sytuację i wie, że jego rywal wcześniej czy później będzie musiał zwolnić. Nie jest przecież nadczłowiekiem. Na mecie, choć w zupełnie innym stylu, meldują się w zbliżonym czasie.

    Mistrz Jedi

    Zarówno z udostępnionych wyników badań jak i z amatorskich pomiarów wiemy, że Froome nie jest kosmitą. Owszem, to wybitna jednostka, ale jego parametry mieszczą się w mistrzowskiej ?normie?.

    Za to wiele wskazuje, że jest jedynym z nielicznych, jeśli nie jednym zawodnikiem w peletonie, który doprowadził do perfekcji jazdę w oparciu o wskazania miernika mocy.

    Sposób jazdy Froome?a jest zrozumiały dla każdego, kto jeździł z takim urządzeniem. Nie mamy dostępu do wykresów, ale nawet na najbardziej nieregularnych, stromo-płaskich wzniesieniach lider Sky stara się jechać najrówniej jak się tylko da. Trzyma te swoje 410W gdy szosa pnie się 18 jak i gdy odpuszcza do zaledwie 3% w górę.

    Na tle rywali wygląda niczym jojo, ale tak naprawdę to oni jadą nierówno, co chwilę przyspieszając i zwalniając.

    Jadąc podjazd z miernikiem mocy wyraźnie widać, że gdy tylko stromizna odrobinę odpuszcza, moc leci na łeb i na szyję. Przyciśnięcie w tym momencie w celu ?wyrównania? średniej potrafi dać wyraźną przewagę. O ile oczywiście zostało nam coś w baku po tym, gdy na wcześniejszej stromiźnie wystrzeliliśmy z mocą ponad wszystkie możliwe progi i granice.

    Trzeba być nie tylko niezmiernie wytrenowanym, by nieregularny podjazd możliwie ?spłaszczyć?, ale przede wszystkim ekstremalnie mocnym psychicznie, by ?puścić? rywali odjeżdżających na stromiźnie mając w pamięci, że gdy teren zacznie się wypłaszczać, różnica zostanie zniwelowana.

    W tym sensie Chris Froome posiadł umiejętność godną prawdziwego mistrza Jedi. Choć moc w jego rywalach drzemie silna, on jeden potrafi ją w pełni kontrolować.

    Czy to znaczy, że w imię ?równych szans? należy mu tę przewagę odebrać? Nairo Quintana musi się czuć nieco rozczarowany. Jeśli popatrzyłby na swój licznik, teoretycznie wszystko będzie się zgadzać. Jest tak mocny, jak za najlepszych dni na Tour de France. A ze względu na charakterystykę samego wyścigu wartości, które generuje mogą być najwyższe w jego karierze. Teoretycznie to powinno dać mu bezpieczną przewagę przed czasówką a tymczasem Froome jest tuż za nim i choć nie prowadzi w klasyfikacji generalnej, to on jedzie po zwycięstwo.

    W takiej sytuacji jedyna szansa zarówno Quintany jak i całej ekipy Movistar to liczenie na to, że po Tourze i Igrzyskach głównemu rywalowi zabraknie energii na etapach w Pirenejach, gdzie suma przewyższeń i kumulacja trudności mimo wszystko mogą go przerosnąć. By móc kontrolować moc, trzeba przede wszystkim ją mieć.

    Zdjęcie okładkowe: Alonso Javier Torres, flickr, CC BY 2.0

  • Czy wierzycie Froome?owi?

    Czy wierzycie Froome?owi?

    Chris Froome zaprezentował wyniki swoich badań wydolnościowych. Uzasadniają one rezultaty na trasach wyścigów, potwierdzają nieprzeciętny talent pochodzącego z Kenii Brytyjczyka i oczywiście pozostawiają przestrzeń do kolejnych pytań.

    Fakty

    Twarde dane z przeprowadzonych w londyńskim laboratorium firmy farmaceutycznej GlaxoSmithKline w sierpniu testów prezentują się następująco:

    Trzy tygodnie po Tour de France Froome ważył 69,9kg. To o 2,9kg więcej niż podczas wygranego przez niego Tour de France. Zawartość tkanki tłuszczowej to aż 9,8%, czyli Brytyjczyk ewidentnie zapłacił cenę za rygorystyczną dietę i odchudzanie przed Wielką Pętlą.

    VO2Max, czyli maksymalny pobór tlenu jaki uzyskał podczas próby wyniósł 84,6ml/kg/min. Przekładając to na masę ciała z Touru otrzymujemy imponujący rezultat 88,2ml/kg/min.

    Maksymalna moc, jaką uzyskał podczas testu (jak rozumiem progresywnego) wyniosła 525W. Z kolei podczas długotrwałego, 40? wysiłku Froome może utrzymywać 419W. Daje to 5,98W/kg masy ciała w dniu testu oraz 6,25W/kg podczas Tour de France.

    VO2Max podczas poprzednich badań, które Froome przechodził dość dawno, czyli w 2007r w południowoafrykańskim Cape Town  Szwajcarii wyniósł 80,2ml/kg/min, maksymalna moc, jaką ?wykręcił? to 540W a podczas długotrwałego wysiłku mógł generować 420W. Zasadniczą różnicą była masa ciała: ważył wtedy 75,6kg i miał 16,9% tkanki tłuszczowej.

    Chris Froome ma 186cm wzrostu.

    Wnioski

    Co to wszystko oznacza? Przede wszystkim, że mamy do czynienia z niezwykle utalentowanym i obdarzonym przez Boga/Naturę wyjątkowymi parametrami organizmem. Tylko ludzie o takich parametrach są w stanie rywalizować na najwyższym poziomie podczas wielodniowych zawodów kolarskich, jakimi są wielkie toury. VO2Max na poziomie 75 i więcej jest de facto obligatoryjne na poziomie World Touru. To efekt połączenia trzech elementów: wrodzonych możliwości, odpowiedniej selekcji oraz wieloletniego treningu. Podniesienie wartości z 80,2 do 88,2 w ciągu ośmiu lat jest jak najbardziej możliwe.

    Dla porównania, Greg LeMond pochłaniał w ciągu minuty 92,5ml tlenu na kilogram masy ciała Miguel Indurain 88ml, Lance Armstrong 84ml a biegacz narciarski, Bjorn Daehlie 96ml.

    Dla rozwoju kariery Froome?a kluczowym momentem było pozbycie się zbędnych kilogramów. Gdy w 2011r stał się rewelacją Vuelta a Espana, zaszokował kolarski świat nie tylko imponującą jazdą w górach, ale też ?przerażającym? wyglądem. Filozofia ?marginal gains? poszukująca zysków w każdym elemencie sportu nie mogła ominąć tak oczywistego faktu jak odchudzanie. Takie samo było źródło sukcesu Bradleya Wigginsa, który również po swoje zwycięstwo w Tourze osiągnął wyglądając niczym anorektyk.

    Aby być jakkolwiek fair wobec kolarzy ?Ery EPO?, Armstrong i spółka również nie byli grubasami, ale w ich przypadku współczynnik mocy do masy był korzystny (wyraźnie korzystniejszy niż u współczesnych kolarzy) dzięki podniesieniu mocy (zwiększeniu siły wspieranemu testosteronem i hormonem wzrostu oraz EPO umożliwiającemu właściwe natlenienie takiej masy).

    Co ciekawe, wyniki badań Froome?a są kolejnymi, które potwierdzają prawidłowość estymacji prowadzonych na twitterze przez Rossa Tuckera czy fińskiego fana kolarstwa ukrywającego się pod nickiem ammattipyoraily.

    Kwestia wiary?

    Wyniki Froome?a potwierdzają tezę (sam wspominałem ją przynajmniej kilka razy w minionym sezonie), wedle której współcześni kolarze poruszają się z prędkością na granicy ludzkich możliwości. Czy to Froome, czy to Quintana, Contador czy Nibali to wybitne jednostki, absolutny szczyt piramidy selekcji sportowców wytrzymałościowych.

    Są w stanie, zgodnie z wynikami badań, generować 5,8-6,2W/kg podczas kilkudziesięciominutowych, stromych podjazdów. Biorąc pod uwagę parametry Froome?a uzyskane w laboratorium, jest to możliwe, choć trudne do wyobrażenia przez cierpiącego przy wartościach 4,5W/kg i mniej amatora.

    Główne pytanie, jakie powinniśmy w tym momencie zadać dotyczy tego, jak zawodnicy radzą sobie z takim wysiłkiem pod koniec kilkugodzinnego etapu, gdzie finałowy podjazd jest poprzedzony jeszcze kilkoma, podobnymi testami.

    Kolejne, dotyczące bezpośrednio Froome?a (ale nie tylko) brzmi: w jaki sposób utrzymał on moc, tak drastycznie zmniejszając masę ciała.

    Warto również zapytać o realny wpływ otaczającej kolarzy technologii: wszechobecnego poszukiwania zysków aerodynamicznych, optymalizacji pozycji, zmniejszania oporów (np. przy użyciu ceramicznych łożysk), czy budzących wątpliwości owalnych zębatek.

    Najważniejsze jest jednak ostatnie stwierdzenie. Fakt, że Froome czy jego rywale mają wystarczające parametry fizjologiczne by osiągać zarejestrowane rezultaty ani nie potwierdza ani nie zaprzecza stosowaniu lub nie stosowaniu przez nich dopingu. Froome w przeciwieństwie do Armstronga mówi wprost: wyścigi wygrywam ?czysto?. Armstrong za to omijał ten temat skupiając się na słynnym ?nigdy nie miałem pozytywnego wyniku testu antydopingowego?.

    Zdjęcie okładkowe: Jaguar MENA, flickr CC BY 2.0

  • Kolarski rok 2014: Czerwiec

    W kolarskim kalendarzu czerwiec dzieli sezon na pół. Za nami są już wiosenne Klasyki oraz Giro d?Italia. Bohaterowie wiosny odpoczywają, herosi Tour de France czekają przyczajeni.

    Przegląd wydarzeń zacznę od dwóch kluczowych etapówek. Criterium du Dauphine niemal co roku jest sprawdzianem dyspozycji dla pretendentów do wygrania Wielkiej Pętli. W tym roku na alpejskich szosach pojawili się właściwie wszyscy najważniejsi. Napięcie  było ogromne: Chris Froome i Alberto Contador szukali przewagi psychicznej jeden nad drugim. Choć wyścig, nieco niespodziewanie, wygrał Andrew Talanski, mentalnym zwycięzcą został Contador. Nie tylko wytrzymał ataki Froome?a, to jeszcze zachował zimną krew, w przeciwieństwie do Brytyjczyka, który na jednym z etapów mocno się poobijał. O ile na początku sezonu Contador był skazywany na pożarcie, o tyle na przełomie czerwca i lipca szanse obu, najważniejszych rywali szacowane niemal równo. Za Froomem dodatkowo ciągnęła się sprawa stosowania leków na astmę i przeziębienie, co powodowało dodatkowy stres w szeregach ekipy Sky. W cieniu pozostawał Vincenzo Nibali, którego dyspozycja zaczynała rosnąć, ale nie na tyle, by przewidzieć, co się wydarzy kilka tygodni później.

    Równolegle w Szwajcarii Rui Costa, jadąc w koszulce mistrza świata, znalazł swoje miejsce w kronikach kolarstwa, po raz trzeci z rzędu wygrywając Tour de Suisse. Fakt, że obsada tej etapówki była wyraźnie słabsza niż Criterium du Dauphine nie umniejsza zasług Portugalczyka. Co więcej, sukces ten sprawił, że w ostatecznym rozrachunku Costa sezon może zaliczyć do udanych i jest jednym z tych mistrzów świata, który obronił się przed ?klątwą tęczowej koszulki?.

    Jeśli już mowa o strojach, w czerwcu sporo zamieszania wywołały nowe stroje mistrzów krajowych. W Polsce Michał Kwiatkowski przekazał tytuł Bartłomiejowi Matysiakowi. Imponująca koszulka z orłem została zastąpiona skromnym, biało-czerwonym pasem na stroju CCC Polsat Polkowice, słabo widocznym na pomarańczowym tle barw sponsora. Podobna krytyka spadła na Vincenzo Nibalego. W przeciwieństwie do wielu poprzednich mistrzów Włoch, jego koszulkę, podobnie jak Matysiaka, zdobił pas w kolorach flagi, gdy tradycyjna koszulka powinna być w całości czerwono-biało-zielona.

    Tak czy inaczej, Nibali wygrywając krajowy czempionat zdjął z siebie odrobinę presji przed Tour de France. Uwagi o niedostatecznie dobrych wynikach zaczęło do niego kierować szefostwo drużyny Astana, ale włoski kolarz nic sobie z nich jednak nie robił, konsekwentnie realizując plan przygotowań do Tour de France.

    W czerwcu spory sukces odniosła Katarzyna Niewiadoma, która wygrała Grand Prix Gippingen, drugie miejsce w tej imprezie zajęła Eugenia Bujak. Z kolei na mistrzostwach świata w maratonie mtb Bartłomiej Wawak zajął świetną, szóstą lokatę.

    Jeśli już jesteśmy w temacie kolarstwa górskiego, to Maja Włoszczowska zdobyła brąz mistrzostw Europy. Wśród mężczyzn triumfował Julien Absalon, jednak czerwiec nie był dla niego zbyt szczęśliwym miesiącem. Francuz na wyścigu Bundesligi pechowo upadł i złamał sobie rzepkę, co sugerowało koniec jego sezonu.

    Wideo okładkowe przedstawia nieudane próby „zerwania z koła” Alberto Contadora przez Chrisa Froome’a