Moim gościem w „Strefie Rowerowej” był Bartosz Huzarski. Ikona polskiego kolarstwa, świetny pomocnik, znany uciekinier, uczestnik wielkich tourów.
Strefa Rowerowa to program i podcast Centrum Rowerowego, w którym prowadzę rozmowy z zawodnikami, trenerami, rowerowymi i kolarskimi influencerami.
„Huzara” nie trzeba wam przedstawiać. Oprócz przebiegu jego kariery, pracy gregario i jazdy w world tourze porozmawiałem z nim o komentowaniu Tour de Pologne w TVP a także startach w maratonach po rozstaniu z zawodowym peletonem.
Rozmowa dostępna jest w krótszym, niespełna półgodzinnym formacie na Youtube:
A pełnej, godzinnej wersji możecie posłuchać na Spotify:
Zachęcam do subskrybcji kanału Centrum Rowerowego na youtube, playlistę ze „Strefą Rowerową”, gdzie systematycznie dodawane będą kolejne rozmowy znajdziecie tutaj a wszystkie odcinki w wersji podcastowej na Spotify.
Michał Gołaś, Bartosz Huzarski, Michał Kwiatkowski i Rafał Majka to polscy kolarze w peletonie tegorocznego Tour de France. Na co ich stać?
Mistrz świata w żółtej koszulce?
Pierwsza część wyścigu jest stworzona dla Michała Kwiatkowskiego. Zawodnik, który najlepsze wyniki uzyskuje w górzystych klasykach i krótkich, ciężkich etapówkach dostanie kilka szans, by wznieść ręce w geście triumfu.
Krótka (13,8km) czasówka, Mur de Huy, bruki północnej Francji, Mur de Bretagne oraz drużynowa jazda na czas to miejsca, gdzie przynajmniej w teorii polski mistrz świata może zyskać przewagę nad rywalami. Nawet, jeśli zabraknie mu szczęścia, by wygrać jeden, konkretny etap, ewentualne bonifikaty, niewielkie różnice na metach oraz jazd na czas (w tym zespołowa, która zawsze jest silną stroną ekipy Etixx Quickstep) mogą dać efekt w postaci prowadzenia w klasyfikacji generalnej.
Tyle tylko, że kolarzy, którzy będą próbować tej samej sztuki co Kwiatkowski jest przynajmniej kilkunastu. Nie bez znaczenia jest również fakt, że przewagi nad rywalami choćby na ?Murach? w Walonii i Bretanii będą szukać nie tylko łowcy etapów, ale też faworyci klasyfikacji generalnej.
Jeśli miałbym typować głównego rywala ?Kwiato? w pierwszych dniach Touru, to stawiam na Alejandro Valverde. Doświadczony Hiszpan jest mistrzem ardeńskich klasyków, trzykrotnym zwycięzcą Walońskiej Strzały i Liege-Bastogne-Liege. Gorzej od Polaka jeździ na czas, ale wraz z całym Movistarem może spisać się dobrze w próbie drużynowej.
Tak czy inaczej, bez względu na efekt, Michał Kwiatkowski powinien nam dostarczyć wielu emocji. Doświadczenia poprzednich lat sugerują, że po pierwszym dniu przerwy raczej nie będzie się już liczył w klasyfikacji generalnej, ale kto wie, może pokusi się o jakąś niespodziankę na jednym z etapów górskich. Zwłaszcza, że nasz mistrz świata znany jest z ponadprzeciętnych umiejętności zjazdowych.
Król gór w służbie Contadora
Zeszłoroczny Tour de France był przełomowy dla Rafała Majki. Po dwóch dobrze przejechanych Giro d?Italia został niespodziewanie, w miejsce Romana Kreuzigera powołany do składu na Wielką Pętlę. Kraksa Alberto Contadora sprawiła, że Majka dostał wolną rękę i w 100% wykorzystał swoją szansę. Wygrał dwa górskie etapy, zdobył koszulkę najlepszego ?wspinacza? a tempo jego jazdy było równe czołówce klasyfikacji generalnej.
Tym razem plan jest inny. Nadrzędnym celem ekipy Tinkoff-Saxo w sezonie 2015 jest ?dublet? Alberto Contadora. Hiszpan wykonał już pierwszą część planu, wygrywając Giro d?Italia. Ponieważ Wielka Pętla jest mimo wszystko większym wyzwaniem, wszystkie, najcenniejsze zasoby przygotowano na starcie we Francji.
Rafał Majka ma być kluczowym pomocnikiem Contadora podczas górskich etapów. W tym sezonie ma już na koncie kilka dobrych rezultatów, ale pierwszym poważnym sprawdzianem w tym roku będzie dla niego tak naprawdę dziesiąty etap z metą na podjeździe w La Pierre Saint Martin.
Jeśli jego hiszpański lider będzie bezpiecznie prowadził w klasyfikacji generalnej, być może w drugiej części wyścigu Majka dostanie szansę na walkę o zwycięstwo etapowe. Szczerze mówiąc wolałbym sytuację podobną do Romana Kreuzigera w 2013r czy Chrisa Froome?a w 2012r, gdy ?super pomocnicy? byli w stanie nie tylko służyć pomocą, ale i samemu uzyskać znakomity wynik. W przypadku Polaka wiele zależy od tego, jak poradzi sobie z pierwszym, nerwowym, ?klasycznym? tygodniem wyścigu.
Nie tylko pomocnik
Jeśli mówimy ?Michał Kwiatkowski?, jednym tchem powinniśmy wymieniać też nazwisko Michała Gołasia. Starszy z Michałów jest kluczowym pomocnikiem w drużynie Etixx-Quickstep, zarówno dla Marka Cavendisha jak i dla ?Kwiato?.
Gołaś daje nie tylko wsparcie podczas etapów, ale dba także o dobrą atmosferę w drużynie, co jest nie do przecenienia w trakcie wielkiego touru.
Nie zapominajmy jednak, że Michał Gołaś to więcej niż pomocnik. Jest znakomitym kolarzem, który na swoim koncie ma mistrzostwo Polski z 2012r oraz kilka niezłych wyników na etapach wysoko punktowanych wyścigów.
Szczególnie dobrze szło mu podczas Giro d?Italia, właśnie w sezonie 2012. Przez chwilę był tam wiceliderem, walczył również w klasyfikacji górskiej oraz na poszczególnych etapach. Biorąc pod uwagę, że jego drużyna często szuka niestandardowych rozwiązań w poszukiwaniu zwycięstw, niewykluczone, że i ?Goły? znajdzie się w sytuacji dającej szansę na wygraną etapową.
Nawet, jeśli tak się nie stanie i pozostanie w cieniu swoich liderów, jego jazda będzie istotnym elementem sukcesów kolarzy Etixx-Qucikstep.
Congratulations to Bartosz Huzarski on the bronze medal at the Polish ITT Championships! pic.twitter.com/frWFz2yOy1
— Red Bull – BORA – hansgrohe (@RBH_ProCycling) June 24, 2015
Bohater tłumów
?Dzielni Francuzi? to ukuty przez polskich komentatorów Eurosportu termin określający zawodników, bez których Tour de France nie byłby tym wyścigiem, który znamy.
Kolarze zabierający się w ucieczki, szukający swojej szansy na wygraną etapową, zdobycie, choćby na chwilę, koszulki w jednej z klasyfikacji albo czerwony numer przyznawany ?najbardziej walecznemu? tworzą wyścig w takim samym stopniu co Cavendish, Sagan czy Froome.
Jednym z nich jest Bartosz Huzarski. Doświadczony zawodnik, który od kilku sezonów reprezentuje barwy mocnych grup prokontynentalnych. W sezonie 2012 był o włos od wygrania etapu Giro d?Italia w Asyżu, rok temu próbował sił na trasie Tour de France.
Jego drużyna, Bora Argon18 to ten sam zespół co rok temu (NetApp Endura), jednak z nowymi sponsorami. W składzie brakuje również jednoznacznego lidera walczącego w klasyfikacji generalnej. Leopold Konig przeszedł do zespołu Sky, zatem ?Huzar? powinien mieć więcej przestrzeni dla swoich akcji.
Rekord godzinny, wyścigi na Półwyspie Arabskim, niezły początek sezonu CCC Sprandi Polkowice i nieustająca walka o równouprawnienie. Do tego ciekawe plany Bartosza Huzarskiego i prośba o głosowanie w plebiscycie Blog Roku. Poniedziałkowy skrót to jedyna w swoim rodzaju synteza wszystkiego, co najważniejsze w kolarskim światku.
http://instagram.com/p/y2tHO8NEdZ/
Dennis nie zawiódł
Zgodnie z oczekiwaniami, Rohan Dennis pobił rekord godzinny. Co więcej, pobił go wyraźnie, zbliżając się na dziewięć metrów do granicy 52,5km. Wynik jest imponujący, jednak podobnie jak Jack Bobridge, Dennis wyraźnie osłabł w końcówce. Jego załamanie nie było na tyle poważne, by nie obronić prowadzenia. Kolejnym śmiałkiem, za raptem dwa tygodnie, będzie Holender Thomas Dekker. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że obecnie nie ma on kontraktu z żadną drużyną zawodową. Podejście do ?godziny? ma być jego szansą na powrót do biznesu. Trzeba pamiętać, że Dekker to znakomity czasowiec, jednak większość dobrych wyników uzyskał przed dyskwalifikacją za doping. Z kolei obecny rekordzista, czyli Dennis, to wschodząca gwiazda światowego kolarstwa, za którym stoi nie tylko wielki talent, ale i wsparcie jednej z bogatszych i mających dostęp do najnowszych technologi grup, czyli BMC. Za to Dekker postanowił postawić wszystko na jedną kartę i do swojej próby podejdzie w Meksyku na wysokości niemal 1900m n.p.m. Kto spodziewał się, że po zmianie przepisów rywalizacja o miano najlepszego kolarza jeżdżącego w kółko przez godzinę po drewnianym torze będzie tak emocjonująca?
Nie ma nic lepszego dla sprintera, niż zwycięstwa. W tej specjalności, jak w żadnej innej liczy się pewność siebie a tę najlepiej budują kolejne wygrane. Po upadku na pierwszym etapie zeszłorocznego Tour de France, Mark Cavendish długo dochodził do formy. Jego start w Tour of Dubai otwiera kolejny rozdział w karierze. Brytyjczyk zapisał na swoim koncie dwa etapy oraz klasyfikację generalną całej imprezy. Co ważne, rywali miał zacnych, do tego czuje się mocny psychicznie. Jego dobra dyspozycja jest ważniejsza, niż może się nam wydawać. Biorąc pod uwagę, że na rynku jest kilku świetnych sprinterów (Kittel, Degenkolb. Bouhanni, Demare, Kristoff i wielu innych), obecność Cavendisha w wysokiej formie może zaowocować wieloma znakomitymi pojedynkami. Czy czeka nas ?złota era kolarskiego sprintu?, jeszcze nie wiadomo, ale z dzisiejszej perspektywy cały sezon zapowiada się niezwykle emocjonująco.
Dobry transfer CCC Sprandi Polkowice
Pozyskanie Słoweńca Gregi Bole to niezbyt głośny, ale znakomity ruch polskiego zespołu. Ten zawodnik jest solidnym sprinterem, który w ciągu roku może wiele razy pokazać się z dobrej strony. W Dubaju, gdzie startowali kolarze w pomarańczowych strojach, Bole na jednym z etapów był siódmy, podobnie jak w Trofeo Tramuntana rozgrywanym kilka dni wcześniej na Majorce. Biorąc pod uwagę klasę konkurentów, można zaryzykować stwierdzenie, że przy odrobinie szczęścia Słoweniec wygra w nadchodzących miesiącach przynajmniej kilka wyścigów.
Mam ambiwalentny stosunek do kobiecego Tour of Qatar. Pisałem o tym rok temu i od tego czasu niewiele się zmieniło w zasadniczych kwestiach: zarówno sytuacji kobiet w Katarze jak i finansowania kobiecego kolarstwa w Europie. Kronikarski obowiązek nakazuje napisać, że czterodniowe zawody wygrała Lizzie Armitstead z ekipy Boels Dolmans. Obraz nielicznej, choć zamożnej, męskiej publiczności przyglądającej się dziewczynom w lycrze w kraju, gdzie kobietom ciągle niewiele wolno to okazja do dyskusji, którą jednak mało kto podejmuje. W sumie zarówno równouprawnienie w Katarze jak i równouprawnienie w kolarstwie mało kogo obchodzi.
Huzar-profesor
Bartosz Huzarski założył swoją, kolarską ?akademię?. Więcej na temat projektu znajdziecie w informacji prasowej np. w rowery.org. Ciekawy jest model finansowania działalności. Część kosztów szkolenia młodzieży ma pokrywać komercyjna oferta trenerska połączona ze zgrupowaniami dla amatorów. Ta bardziej szlachetna część działalności Akademii Kolarskiej Barosza Huzarskiego to współpraca z gminą Sobótka, klubem KS Ślęża i zajmowanie się 12-14 letnimi adeptami kolarstwa.
Zagłosuj na mnie w konkursie Blog Roku
Tak, tak, jeszcze kilka razy przypomnę Wam o plebiscycie Blog Roku. Rewelacyjnie działacie i z Waszej strony spotkało mnie niezwykle dużo życzliwości i wsparcia. ALE! Do czołowej dziesiątki i awansu do półfinału, gdzie blogi będą oceniane przez jurorów jeszcze odrobinę brakuje. Zagłosowało Was już ponad 250 osób, zmobilizujcie więc kogo się da i wprowadźmy razem kolarstwo do głównego nurtu internetowych mediów.
Głosować można SMSem o treści H11229. na numer 7122. Koszt to 1,23zł a dochód przeznaczany jest na fundację ?Dzieci Niczyje?.
Bartosz Huzarski, Przemysław Niemiec, Marek Rutkiewicz czy Sylwester Szmyd? To dość karkołomny pomysł by wartościować tak różnych zawodników. Ale po pierwsze jest po sezonie a po drugie, nadciąga kolejna generacja polskich kolarzy ze sporym apetytem na przebicie osiągnięć obecnej. Po trzecie wreszcie, zmierzenie się z tą kwestią traktuję jako rodzaj wyzwania.
Sylwester Szmyd jest z tej czwórki najstarszy. W marcu będzie miał 34 lata. Jak na kolarza to sporo, ale jeszcze nie musi oznaczać jednoznacznego zmierzania w stronę zakończenia kariery. Są zawodnicy, którzy w tym wieku wieszają rower na haku i zajmują się prowadzeniem kawiarni, hodowlą krów lub stają się dyrektorami sportowymi. Są też tacy, którzy, jak wino, dopiero „na starość” zaczynają dojrzewać by wspomnieć np. Chrisa Hornera.
W tym zestawieniu Szmyd zajmuje szczególne miejsce nie tylko ze względu na wiek. To on, jako jedyny w latach posuchy reprezentował nasz kraj wśród kolarskiej elity. Od początku swojej kariery jeździ we Włoszech i choć np. historia jego występów w reprezentacji czy na mistrzostwach Polski jest długa i zawiła (w pewnym momencie pojawiła się nawet opcja zmiany barw narodowych), to jednak jest „nasz”. Mimo jedenastu sezonów w zawodowym peletonie ma na swoim koncie zaledwie jedno zwycięstwo. Za to jakie! Będąc typowym góralem zwyciężył na Mount Ventoux podczas Dauphine Libere w 2009r. Po sukcesie Zenona Jaskuły w Tour de France (1993) jest to, póki co największy sukces Polaka wśród profesjonalistów. Takie kolarskie „Wembley” które długo będzie wspominane przy każdej okazji gdy tylko któryś z wyścigów zawita do Prowansji. Trzeba jednak pamiętać, że mimo braku spektakularnych sukcesów Sylwester Szmyd ma całkiem bogate portfolio. Miejsca w pierwszej dziesiątce wyścigów Pro Tour: Dauphine Libere, Tour de Romandie, Tour de Pologne oraz czternaste miejsce zdobyte w Vuelta Espana 2006 sugerują, że to bardzo solidny kolarz. Przy tym trzeba pamiętać, że to „tylko” pomocnik. Tyle, że pomocnik bardzo specyficzny, o wąskiej specjalizacji, przez co bardzo ceniony. Jego zadaniem jest prowadzenie lidera i dokonywanie selekcji na górskich etapach. Kilkukrotnie zrobił to w sposób, który był powodem zachwytu komentatorów na całym świecie. Co istotne, dwukrotnie był członkiem zwycięskiego teamu w wielkim tourze: Damiano Cunego (2004) i Ivan Basso (2010) z pomocą Szmyda wygrywali Giro d’Italia. Sylwester Szmyd jest aktywny w sieci. Prowadzi bloga, który jest często przeklejany przez większość portali. Niestety na tym polu przegrywa z konkurencją, tracąc częściowo sympatię kibiców przesadnym podkreślaniem znaczenia pracy, jaką wykonuje dla liderów swoich ekip. W rewanżu internauci „odwdzięczają się” zarzutami o brak ambicji i przeciwstawiają kolejnemu bohaterowi poniższego tekstu.
Przemysław Niemiec, tak jak Szmyd w dość młodym wieku wyjechał do Włoch, tyle, że zamiast praktykować u wielkich mistrzów w grupach z najwyższej półki startował w ekipach trzeciej dywizji. Do najwyższej klasy rozgrywkowej (Lampre) trafił dopiero mając 31 lat. Za to wcześniej, niejednokrotnie będąc liderem ekipy Miche notował znakomite wyniki w imprezach prestiżowych choć niższej kategorii. Wygrywał etapy oraz klasyfikację generalną Route du Sud, etapy oraz stawał na podium w Giro del Trentino, etap i podium Settimana Coppi & Bartali. W CQ Ranking (odpowiednik dawnego rankingu UCI, który bierze pod uwagę punkty ze wszystkich wyścigów nie rozdzielając na World Tour i Toury Kontynentalne) regularnie mieści się w pierwszej części drugiej setki i jest najwyżej sklasyfikowanym Polakiem. W tym roku podczas Giro miał skonfrontować się z Sylwestrem Szmydem – obaj w swoich drużynach pełnili podobne funkcje. Szmyd wspierał Vincenzo Nibalego, Niemiec – Michele Scarponiego. Trzeba przyznać, że na Etnie Niemiec zaprezentował się rewelacyjnie, później nie było już tak dobrze. Mimo wszystko pozostawił dobre wrażenie artystyczne. Chwile chwały Przemysława Niemca przyszły jesienią. Po niezbyt udanym Tour de Pologne oraz Vuelta Espana gdzie bywał w czołówce w górach, ale ostatecznie nie zachwycił znakomicie pokazał się we włoskich klasykach. Szóste miejsce w Emilii oraz piąte w Gran Piemonte (klasyki kategorii HC) to jednak nic w porównaniu z piątym miejscem w Giro di Lombardia. Jadąc aktywnie z najlepszymi kolarzami wyścigu Niemiec sięgnął po jeden z najlepszych polskich wyników w klasycznych Monumentach i najlepszy od dekady, czyli od czasów Zbigniewa Sprucha. Choć „piąte miejsce na jakimś wyścigu we Włoszech” nie pobudza tak wyobraźni jak „wygrana na legendarnej górze wiatrów”, jest to jeden z najcenniejszych wyników uzyskanych przez polskich zawodowców w XXIw. (W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć wygraną Piotra Wadeckiego na górskim etapie Paryż – Nicea).
Tak już się złożyło, że polscy profesjonaliści są w swoich specjalnościach raczej „jednymi z wielu” niż postaciami wybitnymi. Z drugiej strony, potrafią np. we włoskich grupach wygrać rywalizację z Włochami. Specjalizacja Bartosza Huzarskiego jest prawdopodobnie najszersza i zarazem najbardziej popularna. Górzyste etapówki, jazda w ucieczkach, próby walki w klasykach. Chętnych i posiadających możliwości by odnosić sukcesy na tych polach jest wielu. Tymczasem „Huzar” ma sporą intuicję w szukaniu szansy dla siebie i często jest blisko dobrego wyniku a od czasu gdy zaczął ścigać się w ekipach zagranicznych zdobywa kilka cennych skalpów w sezonie. Jego kariera rozpoczęła się od spektakularnej ucieczki zakończonej zwycięstwem na jednym z etapów Wyścigu Pokoju (2003) i to właśnie po ucieczkach sięga po większość wartościowych wyników. Szczególnie udane ma dwa ostatnie sezony w barwach grup ISD i NetApp. Wygrywał etapy Settimana Coppi e Bartali oraz Settimana Lombarda (2010), był liderem oraz zajął szóste miejsce w „generalce” wyścigu dookoła Turcji (2011, kategoria HC) a także siódme w Tour de Pologne (2011, nie zapominajmy, że to World Tour), będąc najlepszym Polakiem wyścigu. Co ważne podkreślenia, Huzarski jest prawdopodobnie najbardziej lubianym kolarzem przez rodzimych internautów. Swego czasu był jednym z pierwszych, którzy aktualizowali swoją www. Zamieszczał na niej nawet swoje plany treningowe i wyniki badań, zanim ktokolwiek słyszał o paszportach biologicznych. Jest aktywny na forach i koresponduje z kibicami, którzy cenią go również za to, że nie szuka wymówek gdy wyścig nie ułoży się po jego myśli.
Na koniec zostawiłem postać najbardziej znaną przeciętnemu widzowi TVP. Marek Rutkiewicz to od lat nasz murowany faworyt do wygrania a przynajmniej do podium Tour de Pologne. „Wielka Nadzieja Białych Polaków” z karierą złamaną przez zamieszanie w dopingową „Aferę Cofidisu”. W 2004r, czyli gdy miał 23 lata musiał ewakuować się z francuskiej ekipy RAGT (wówczas z licencją I dywizji) do kraju, gdzie spędził kolejne siedem i pół sezonu. W tym czasie postrzegany był jako specjalista jednego wyścigu, czyli właśnie Tour de Pologne. Skoro u progu kariery Rutkiewicz potrafił pokonać Richarda Virenque’a na trudnym podjeździe Grand Colombier, trudno się dziwić, że co roku przygotowywał się do jedynej okazji, gdzie mógł porównać się z zawodnikami światowej elity. Liczne sukcesy w kraju z pewnością nie rekompensowały mu braku możliwości rywalizacji w najważniejszych wyścigach. Zwraca więc uwagę, nieco niedoceniany, bo uzyskany na egzotycznej imprezie, wynik w Tour of Quinghai Lake w 2008r. Nie tylko kategoria wyścigu (2.HC) jest tu ważna. Na górskiej i rozgrywanej na dużej wysokości etapówce Rutkiewicz rywalizował jak równy z równym z „Bad Boys” ekipy Rock Racing: Tylerem Hamiltonem i Oscarem Sevillą ostatecznie wygrywając etap i zajmując drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Mając trzydzieści jeden lat powraca „za zachód”. Będzie się ścigał razem z Bartoszem Huzarskim w niemieckiej ekipie NetApp i częściej niż raz lub dwa razy w sezonie powinien dostać szansę na sprawdzenie swoich możliwości. Nie pozostaje nic innego, jak życzyć mu powodzenia.
W sieciowych rozważaniach na temat tego, kto jest lepszy a kto gorszy i dlaczego najczęściej można spotkać przypuszczenia. Co by było, gdyby Szmyd częściej dostawał wolną rękę, Niemiec wcześniej trafił do dobrej ekipy, Huzarskiemu udało się wyjechać za granicę w wieku Rutkiewicza a Rutkiewiczowi uniknąć problemów wokół afery Cofidisu? Dlatego skupiłem się na kolarzach po trzydziestce z bogatym dorobkiem i pominąłem np. Bodnara, Gołasia, czy Marczyńskiego, którzy stoją między opisywaną czwórką a kolejną generacją: Majką, Maryczem, Kwiatkowskim czy Paterskim. Chciałem porównać dokonania a nie potencjał łączony też często z sympatią i wizerunkiem. Za rok taki mini ranking może wyglądać zupełnie inaczej. Szmyd może wygrać etap na Giro (bo właściwie czemu nie). Niemiec na Vuelcie. A wszystkich „skasować” któryś z młodych triumfując w tygodniowej etapówce z kalendarza World Tour lub Huzarski w Tour de Pologne. Ale to będzie kiedyś. Na dziś według mnie numerem jeden jest Sylwester Szmyd. Nawet jeśli, tak jak wielu kibiców, często jestem już znużony niektórymi jego wypowiedziami. Pozostaje tylko schylić czoło przed wieloletnią ciężką pracą i kilkoma, ale za to bardzo dobrymi wynikami. I życzyć, by Mount Ventoux nie było jego jedynym indywidualnym zwycięstwem.