Tag: Amstel Gold Race

  • Top zwycięstw Katarzyny Niewiadomej

    Top zwycięstw Katarzyny Niewiadomej

    Po wygraniu klasyfikacji generalnej Tour de France Femmes Katarzyna Niewiadoma wchodzi na zawsze do panteonu polskiego kolarstwa.

    Zawodniczka z Ochotnicy ma wielki talent, który w każdym kolejnych sezonach nie tylko potwierdza, ale i rozwija. Urodzona w 1994r Niewiadoma od dwudziestego roku życia reprezentuje najlepsze grupy zawodowe: najpierw Rabo-Liv, następnie po zmianie przez ten zespół sponsora WM3 Pro Cycling a obecnie Canyon-SRAM.

    Specjalizuje się w jeździe w górach, ale nie raz pokazała, że dobrze radzi sobie także na bruku czy szutrze. Niemal z równą skutecznością spisuje się w wyścigach etapowych jak i w klasykach.

    Licznik jej zwycięstw w profesjonalnym peletonie obecnie wskazuje liczbę „20” a ich lista jest imponująca. Oczywiście w życiu zawodowego sportowca różne rzeczy się zdarzają, ale Niewiadoma jest jedną z tych atletek, które konsekwentnie dokładają kolejne sukcesy do swojego CV. 

    Lista zwycięstw Katarzyny Niewiadomej

    By móc w dowolnej chwili przywoływać najważniejsze z nich, przygotowałem poniższe zestawienie.

    Emakumeen Euskal Bira (2015)

    Czyli tam wszystko się zaczęło, przynajmniej w kwestii sukcesów na wyścigach wyższej kategorii. Ta etapówka w Kraju Basków rozgrywana jest od 1988r a wśród triumfatorek znajdziecie same sławy kobiecego peletonu. W 2015r pięciodniową imprezę młodziutka Polka wygrała minimalnie, zaledwie o jedną sekundę przed Ashleigh Moolman. Choć nie była najszybsza na żadnym z etapów, solidnie zaprezentowała się w krótkiej czasówce a w kolejnych sprawdzianach dojeżdżała do mety wraz z najgroźniejszymi rywalkami, co dało jej pierwsze zwycięstwo w zawodowej karierze.

    Podwójne mistrzostwo Polski (2016)

    W sezonie 2016 Niewiadoma miała już nie tylko wielki talent i potencjał, ale de facto była jedną z najjaśniejszych, wschodzących gwiazd kobiecego kolarstwa. Na rozgrywanych wokół Świdnicy trasach mistrzostw Polski najpierw pokonała w czasówce swoją imienniczkę, doświadczona Pawłowską a następnie w wyścigu ze startu wspólnego była wyraźnie szybsza od Anny Plichty i pozostałych rywalek. Podwójna korona to zawsze wydarzenie wyjątkowe a dzięki jej zdobyciu mogliśmy oglądać „koszulkę z orłem” w każdym wyścigu, w którym startowała Niewiadoma przez kolejnych 12 miesięcy.

    Giro del Trentino (2016)

    Chronologicznie jeszcze przed mistrzostwami kraju nasza bohaterka wygrała wymagający, choć krótki (trzy etapy, w tym jazda drużynowa na czas) wyścig w górzystym Trydencie. Po zwycięstwo sięgnęła dzięki solowemu atakowi na pierwszym etapie. Prowadzenia nie oddała do końca imprezy.

    Ovo Energy Women’s Tour (2017)

    Samotny, prawie 50km rajd dający pierwsze zwycięstwo Niewiadomej w wyścigu World Touru.  Gdyby była mężczyzną, z pewnością czytalibyśmy o epickiej akcji a tymczasem, cóż, kolarstwo kobiet wciąż musi zabiegać o atencję widzów. Polka śmiałym atakiem rozstrzygnęła losy Ovo Energy Women’s Tour już pierwszego dnia pięciodniowej rywalizacji. Przy okazji zyskała też sympatię widzów na całym świecie. Naprawdę chciałbym, żeby triumfatorzy wyścigów szosowych udzielali tak fajnych wywiadów jak Kasia Niewiadoma na tej imprezie.

    Trofeo Alfredo Binda (2018)

    Póki co nasza zawodniczka bezskutecznie poluje na wygraną w Strade Bianche, ale na wiosnę 2018 wygrała w innym włoskim klasyku, mającym ponad dwudziestoletnią historię Trofeo Alfredo Binda. W trudnych, deszczowych warunkach znów popisała się atakiem na podjeździe w decydującej fazie wyścigu, gubiąc rywalki i dojeżdżając do mety samotnie przed nimi.

    Amstel Gold Race (2019)

    https://twitter.com/Eurosport_IT/status/1119942489102852098

    Takie ataki na Caubergu przeprowadzał tylko Philippe Gilbert w szczycie swoich możliwości. Niewiadoma zdemolowała rywalki dynamicznym przyspieszeniem, utrzymała tempo i w samej końcówce obroniła się przed ścigającą ją Annemiek van Vleuten. W ten sposób po raz pierwszy wygrała w klasyku zaliczanym do „ardeńskiego tryptyku” i choć to bardzo prestiżowy sukces, oprócz punktów i sławy ważny jest też styl, w jakim po niego sięgnęła. Klasa, czapki z głów i… czekamy na więcej!

    Brązowy medal mistrzostw świata (2021)

    Choć mistrzostwa świata we Flandrii wygrała Włoszka Elisa Balsamo, trzecie miejsce Kasi Niewiadomej trafia na listę najważniejszych sukcesów. Medal w wyścigu o tęczową koszulkę to kolejny kamień milowy zarówno w historii polskiego kolarstwa jak i w karierze samej zawodniczki. Tym bardziej, że w tych mistrzostwach jechała znakomicie, prezentując niezmiernie wysoką dyspozycję a jej kolejne ataki miały istotny wpływ na przebieg rywalizacji. Choć w końcówce jechała sama przeciwko rywalkom z liczniejszych reprezentacji, zdołała wydrzeć trzecie miejsce i stanąć na podium. 

    Walońska Strzała (2024)

    W wyjątkowo trudnych warunkach, w zimnie i deszczu nasza bohaterka sięgnęła po długo wyczekiwany sukces. To symboliczny wynik pokazujący, jak bardzo w wyczynowym sporcie liczą się cierpliwość i konsekwencja. W Top 5 Walońskiej Strzały Niewiadoma była po raz pierwszy w 2015r, wielokrotnie była blisko podium (w sumie stała na nim 3 razy) a nawet zwycięstwa. Podjazd na Mur de Huy wymaga nie tylko znakomitego przygotowania fizycznego, ale właśnie cierpliwości i wyczucia odpowiedniego momentu do ataku. Wiosną 2024 Katarzyna Niewiadoma prezentowała znakomitą dyspozycję, w najważniejszych wyścigach jeżdżąc ofensywnie i zabierając się do decydujących akcji. Kropkę nad „i” postawiła podczas Walońskiej Strzały, gdzie kontrolowała Demi Vollering, nie dała się ponieść emocjom przy ataku Longo Borghini by z wyraźną przewagą minąć linię mety na pierwszej pozycji. 

    Tour de France Femmes avec Zwift (2024)

    Po pechowym wyścigu na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu kilka dni później Katarzyna Niewiadoma stanęła na starcie kobiecego Tour de France. To trzecia edycja damskiej „Wielkiej Pętli”, reaktywowanej po latach przerwy, tym razem oficjalnie organizowana przez ASO, czyli właściciela najważniejszej marki w kolarstwie w ogóle, czyli TdF właśnie.

    Niewiadoma zaczęła wyścig nie najlepiej – dość słabo pojechała na czas w Rotterdamie, natomiast na kolejnych etapach była nie tylko mocna, ale i czujna.

    Kluczowy dla rywalizacji był etap numer 5, gdzie w kraksie leżała obrończyni tytułu, Demi Vollering a Niewiadoma jadąc wyżej w grupie uniknęła perypetii i zyskała przewagę. Trzeba jednak podkreślić, że zarówno na odcinkach w Ardenach jak i górzystych w Burgundii i w Jurze pokonywała była bardzo aktywna i współdecydowała o przebiegu rywalizacji.

    Katarzyna Niewiadoma wygrywa Tour de France Femmes

    Ostateczny test: alpejski etap z przejazdem przez Glandon i z metą na Alpe d’Huez pojechała wyjątkowo mądrze. Po trudnych chwilach na Glandon, gdzie przyspieszyła Vollering, utrzymała równe tempo a na Alpe d’Huez kontrolowała sytuację docierając do mety na czwartej pozycji wygrywając cały wyścig o cztery sekundy.

    Bonus – gravelowe mistrzostwo świata (2023)

    Nawet, jeśli gravel racing to wciąż pewne novum, tęcza to tęcza. Zwłaszcza, gdy wygrywa się ją po liczącym 25km, solowym ataku a za sobą zostawia rywalki z szosy: Silvię Persico i Demi Vollering. Choć wygrane gravelowe mistrzostwo świata nie przebiło się do świadomości szerszej publiki w kraju (Niewiadoma nie została nominowana w Plebiscycie Przeglądu Sportowego), należy docenić ten sukces. Biorąc pod uwagę, że jazda po szutrze w oficjalnym, uznanym przez UCI wydaniu funkcjonuje od niedawna, Polka w ten sposób zapisała się na kartach historii kolarstwa. 

    ZOBACZ TAKŻE:

    Top Zwycięstw Michała Kwiatkowksiego

    Top Zwycięstw Rafała Majki

    Zdjęcie na okładce: materiały prasowe ASO

  • Kwiato o włos, Gilbert – mistrz!

    Kwiato o włos, Gilbert – mistrz!

    Kolejny świetny klasyk pełen emocji. Amstel Gold Race 2017 był wyścigiem, w którym gwiazdy zaczęły ostre ściganie na wiele kilometrów przed metą. Michał Kwiatkowski nieznacznie przegrał z Philippem Gilbertem a nowa trasa sprawdziła się znakomicie.

    Gra w otwarte karty

    Strade Bianche Michał Kwiatkowski wygrał ?na solo? odjeżdżając kilkanaście kilometrów przed finiszem. W Mediolan-Sanremo Peter Sagan skutecznie przełamał schemat ostatnich lat z powodzeniem atakując na Poggio (no dobrze, prawie z powodzeniem, bo na kresce ubiegł go Kwiato, ale ważne jest to, że do mety dojechała ucieczka). We Flandrii Philippe Gilbert samotnie uciekał przez ponad 50km a w Paryż-Roubaix Greg van Avermaet również w czołówce znalazł się dość daleko od słynnego velodromu, na którym kolarze ścigają się o zwycięstwo.

    Nie inaczej było w Amstel Gold Race, gdzie niespełna 40km przed metą selekcji dokonał m.in. właśnie Gilbert.

    Tej wiosny mamy więc festiwal otwartego ścigania, gry w otwarte karty, ofensywnej jazdy, śmiałych akcji i sporego ryzyka. Nawet, jeśli Walońska Strzała czy Liege-Bastogne-Liege zostaną rozegrane bardziej konserwatywnie, tegoroczny sezon klasyków już teraz można podsumować jako jeden z najciekawszych w tej dekadzie.

    Najmocniejsi przegrywają?

    Taki przebieg wyścigów powoduje z kolei, że często pierwszy linię mety mija nie zawodnik robiący wrażenie najmocniejszego na trasie, a ten, który w odpowiednim momencie zachował się najlepiej. Sagan, ze swoją zwierzęcą mocą został ograny przez ?Kwiato? w San Remo, ten sam Sagan i Greg van Avermaet musieli uznać wyższość bardziej zdeterminowanego Gilberta we Flandrii.

    W Paryż-Roubaix najwięcej ?pod nogą? miał chyba faktycznie Van Avermaet, ale nie brakowało wiele, by i tam przegrał z taktyczną jazdą kolarzy Etixx-Quick Step.

    Na trasie Amstel Gold Race najlepiej prezentował się z kolei Kwiatkowski, który mimo chwili zawahania zdołał dołączyć do decydującej ucieczki a następnie miał istotny udział w zdobyciu przez nią bezpiecznej przewagi. W końcówce wraz z Gilbertem odjechał rywalom, na finiszu przyspieszył, już witał się z gąską i? przegrał z Belgiem, który lepiej ocenił i swoje możliwości i kierunek wiatru.

    Pan Cauberg najlepszy na nowej trasie

    Znakiem firmowym Philippe?a Gilberta zawsze były niezwykle dynamiczne ataki na krótkich podjazdach. Na Caubergu, gdzie rozgrywał się Amstel Gold Race w ten sposób wygrał wyścig trzy razy, po takiej samej akcji zwyciężył również w mistrzostwach świata rozgrywanych w tym samym miejscu.

    Podobne przyspieszenie, choć na wiele kilometrów przed metą, dało mu przewagę we Flandrii a w tegorocznym AGR, na zmienionej trasie, pojechał niczym na Caubergu, tylko kilka wzniesień wcześniej.

    Cztery wygrane ?piwne wyścigi? to co prawda jeszcze nie rekord (pięć triumfów ma na swoim koncie Holender Jan Raas, który dominował w tej imprezie w latach 1977-82), ale i tak imponujący wyczyn, zwłaszcza w połączeniu ze zwycięstwem we Flandrii w jednym sezonie (tak jak Raas w ?79 i Merckx w ?75) oraz wcześniejszą serią czterech triumfów w górzystych klasykach (Brabancka Strzała, AGR, Walońska Strzała i Liege-Bastogne-Liege w 11 dni w 2011r).

    Gilbert to jeden z moich ulubionych kolarzy i choć plotka głosi, że tym, co go napędza są głównie pieniądze (największe sukcesy ma odnosić w latach, gdy nie ma jeszcze zapewnionego kontraktu na kolejny sezon), jest niewątpliwie jednym z najlepszych, najbardziej wszechstronnych i skutecznych specjalistów wyścigów klasycznych w historii.

    A śledzenie wyczynów herosów zawsze jest pasjonujące.

    https://twitter.com/WM3ProCycling/status/853614106775105536

    Dobry wyścig kobiet

    Kilka godzin przed ?Kwiato? na podium Amstel Gold Race stanęła Katarzyna Niewiadoma. Ściganie kobiet było równie ciekawe, co mężczyzn i mogliśmy je śledzić, przynajmniej online, w Eurosporcie.

    Zawody pań zdecydowanie dojrzewają, choć trzeba przyznać, że, głównie ze względów finansowych, jeszcze bardziej niż w męskim peletonie, przewaga najbogatszych grup jest wyraźnie widoczna.

    Na szczęście nasza gwiazda jeździ w jednym z najlepszych zespołów (WM3 Pro Cycling), który śmiało na nią stawia w prestiżowych wyścigach. Ten sezon ma świetny: była już druga w Strade Bianche, siódma w Ronde van Drenthe, ósma w Trofeo Alfredo Binda i Ronde van Vlaanderen a teraz trzecia w Amstel Gold Race. Na Walońską Strzałą i Liege-Bastogne-Liege patrzymy więc z nadzieją, bo choć rywalki ma mocne a w końcówkach ewidentnie jeszcze brakuje jej skuteczności, to i tak jeździ świetnie.

    Dać się ograć dwóm, bardziej doświadczonym i utytułowanym konkurentkom z jednej ekipy (Van Der Breggen i Deignan – dawniej Armitstead) to żaden wstyd, za to wywalczyć miejsce na podium po finiszu z wyselekcjonowanej grupki na koniec ważnego klasyku to sukces.

    Trzeba pamiętać, że w ostatnich latach nasi kolarze mocno nas rozpuścili swoimi wynikami, a przecież regularne stawanie na podium wyścigów World Touru to naprawdę spora rzecz!

  • Loverove 16.04.2017

    Loverove 16.04.2017

    Świąteczne loverove pod znakiem Amstel Gold Race

    1. Wielkanocny Amstel Gold Race

    Festiwal pagórków to idealny wyścig na święto związane z odrodzeniem i nowym życiem. Nigdzie indziej nie trzeba być bowiem tak żwawym, jak na następujących po sobie, kolejnych wzniesieniach i zakrętach trasy prowadzącej przez Limburgię.

    Dziś worldtourowy klasyk organizowany jest zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Dziewczyny będzie można oglądać w Eurosport Playerze od 13.25. Mężczyzn na antenie ogólnej Eurosportu od 14.30.

    Kluczowa informacja to ta, że w wyścigu kobiet startują trzy Polki: Eugenia Bujak, Małgorzata Jasińska oraz faworyzowana Katarzyna Niewiadoma.

    W wyścigu mężczyzn oczy kibiców i ekspertów skierowane są na postać Alejandro Valverde, zastanawiamy się też, czy po brukach formę utrzymał Greg van Avermaet oraz, czy obu panów pogodzi Michael Matthews. Dla nas najważniejszy jest jednak start Michała Kwiatkowskiego, który w koszulce mistrza świata triumfował w AGR dwa lata temu:

    Panie do pokonania będą miały 121km, w tym 17 podjazdów. Przekrój trasy wygląda jak rollercoaster:

    O tym, jak bardzo pokręcona jest to zabawa, przekonacie się patrząc na trasę wyścigu mężczyzn, która liczy 261km.

    Dodatkowym elementem, utrudniającym rywalizację w Limburgii jest mała architektura oraz elementy służące kontroli prędkości i uspokajaniu ruchu samochodowego: niewielkie ronda, progi zwalniające, szykany. Gdy rozpędzony, naciągnięty peleton mknie przez kolejne skrzyżowania wyposażone w takie atrakcje, często dochodzi do niebezpiecznych kraks.

    Na mężczyzn czeka aż 35 podjazdów, przekrój ich trasy wygląda podobnie jak trasy pań:

    2. Wielkanocna świnka dnia

    Paula Gorycka życzy wszystkim wesołego Alleluja :)

    https://www.instagram.com/p/BS5Y0qbDFOk/

    3. Rowerowy cud

    To niesamowite, ale skradziony sprzęt ekipy CCC Sprandi Polkowice został odnaleziony. Kolarze wystartują więc w Amstel Gold Race na swoich rowerach!

    Trzymamy kciuki, zwłaszcza za Macieja Paterskiego, który w takim terenie pokazywał już, że potrafi dobrze pojechać.

    Holenderska policja nie odnalazła tylko dwóch z 18. skradzionych w nocy z czwartku na piątek rowerów. Miejmy nadzieję, że związana z tym incydentem nerwówka nie wpłynie negatywnie na postawę naszych kolarzy w worldtourowym klasyku.

     

  • Pagórki. Bardzo dużo pagórków.

    Pagórki. Bardzo dużo pagórków.

    Wzgórze Cauberg, najważniejszy podjazd Amstel Gold Race ma 137m wysokości, Mur de Huy, gdzie kolarze cierpią podczas Walońskiej Strzały wznosi się na 121m a Côte de la Redoute, ?kultowy? podjazd Liege-Bastogne-Liege to ?szczyt? sięgający 292m n.p.m. Choć Limburgia i Ardeny to co najwyżej pogórze, trasy Ardeńskiego Tryptyku są bardziej mordercze niż najbardziej górskie z górskich maratonów, w których startowaliście.

    Wyobraźcie sobie najbardziej hardcorową imprezę kolarską w Polsce w sezonie 2015. Weźmy na tapetę taki np. maraton w Wiśle, gdzie do pokonania było 60km i 3000m w pionie. Albo Tatra Road Race, gdzie na 120km była podobna suma przewyższeń. Etapy MTB Trophy też mają mniej więcej tyle samo podjazdów. Każda z tych imprez rozgrywa się w górach, ale to wszystko mało w porównaniu z zaledwie ?pagórkowatymi? klasykami w Holandii i Belgii, które będą przykuwały naszą uwagę przez najbliższe dni.

    To wyjątkowy moment w sezonie. Niemal z dnia na dzień pozostawiamy w cieniu dużych chłopców, którzy przez ostanie tygodnie walczyli na brukach Flandrii i północnej Francji i przerzucamy atencję na równie dynamiczne, choć zupełnie inne w charakterze wyścigi, których bohaterami będą wychudzeni ?górale? i lżejsi, ale wciąż wytrzymali i szybcy sprinterzy.

    Wyobraźcie sobie przejażdżkę rollercoasterem, trwającą kilkadziesiąt sekund, gdzie wagoniki co chwilę spadają z zawrotną prędkością, biorą zakręt a na kolejnych wzniesieniach nagła zmiana przeciążenia powoduje, że żołądek podchodzi wam do gardła. A teraz przenieście te wrażenia na pięć-sześć godzin jazdy rowerem po wąskich szosach wśród pól i miasteczek, pełnych progów zwalniających, skrzyżowań i rond. W przerwach dołóżcie podjazdy o stromiznach przekraczających 10% pokonywane w tempie wyścigowym i macie gotowy przepis na ?Ardeński Tryptyk?.

    Aby zobrazować to jeszcze lepiej, rzućcie okiem na Stravę Michała Kwiatkowksiego. Profil Amstel Gold Race znajdziecie tutaj, Walońskiej Strzały tutaj a Liege-Bastogne-Liege tutaj. Kolejne wyścigi mają przewyższenie ok. 3650, 3150 i 4270m. Krótkie odcinki płaskiego terenu znajdują się właściwie wyłącznie na Liege-Bastogne-Liege. Całość to ponad 700km jazdy niczym na rollercoasterze, ciągle ?góra-dół-prawo-lewo-uwaga-na-rondo?.

    Średnia prędkość, z jaką peleton pokonuje taką trasę to ok. 40km/h a bywa, że po drodze o szerokości dwóch metrów kolarze pędzą i 90km/h, bezkompromisowo ścigając rywali, którzy uciekli chwilę wcześniej wściekle atakując na jednej ze ?ścian?.

    Jasne, Paryż-Roubaix to jest szaleństwo i jeden z najbardziej ?wariackich? wyścigów w sezonie, ale to, co się dzieje w Ardenach nie jest wiele niżej na skali ryzyka, wysiłku i potrzebnych umiejętności jazdy na rowerze.

    Amstel Gold Race już w tę niedzielę, 17.04 (relacja w Eurosporcie od 15:00), Walońska Strzała w najbliższą środę, 20.04 (od 14:30) a Liege-Bastogne-Liege w kolejną niedzielę, 24.04 (od 14:00).

  • Poniedziałkowy skrót#38

    Poniedziałkowy skrót#38

    Weekend pełen kolarskich wrażeń zachęca do podsumowań i rozliczeń. Wygrani są: Michał Kwiatkowski, Alejandro Valvede, Julian Alaphilippe, Maciej Paterski i ekipa CCC Sprandi Polkowice. Przegrany tylko jeden: dział PR Lang Teamu.

    Wiosna rozliczona

    Michał Kwiatkowski zwyciężył w Amstel Gold Race, później w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege już tak nie błyszczał. Mimo to wiosnę ma niezwykle udaną. Dwa zwycięstwa (czasówka w Paryż-Nicea oraz ?Piwny Wyścig?), trzy drugie miejsca (w klasyfikacji generalnej Volta a Algarve, Paryż-Nicea oraz Dookoła Kraju Basków) to dość, by mistrz świata mógł być zadowolony z odniesionych rezultatów. Owszem, pozostaje nieco przestrzeni do marudzenia, porównując zeszłoroczną kampanię w ardeńskich klasykach do sezonu 2015, ale pamiętajcie, że zwycięstwo to zwycięstwo, które przewyższa wartością miejsca na podium, nawet jeśli tych w 2014 było więcej. Trudno wyrokować, czy ?Kwiato? celował z formą w Amstel Gold Race i kosztem większej skuteczności na dłuższych podjazdach postawił na szybkość, czy też po prostu tak ułożył mu się sezon, dość powiedzieć, że teraz może w spokoju przygotowywać się do pierwszego tygodnia Tour de France.

    Rekordy Valverde

    https://twitter.com/SkyCycling/status/592357077324013568

    Doświadczony Hiszpan wyrównał tej wiosny kilka rekordów. Wygrywając Walońską Strzałę dołączył do grona kolarzy z trzema zwycięstwami na koncie. W Liege-Bastogne-Liege również powiększył swój dorobek do trzech, ale do Merckxa (5) mu jeszcze daleko. Jest za to drugim kolarzem w historii (po Ferdim Kublerze w latach ?50 XXw), który dwukrotnie był pierwszy w obu tych wyścigach w jednym sezonie. Valverde poprzednio zrobił to w 2006r, co jest o tyle ważne, że Kubler swój podwójny dublet ustrzelił rok po roku (1951,52). Hiszpan jest też kolarzem, którego pierwsze i – póki co – ostatnie zwycięstwo w Liege-Bastogne-Liege oddziela od siebie najdłuższy czas (9 lat).

    Paterski na fali

    Maciej Paterski rok temu odszedł z World Tourowego Liquigasu i związał się z ?drugoligową? grupą CCC (wówczas Polsat, teraz Sprandi) Polkowice. Wydawało się, że to dla niego degradacja, tymczasem dzięki wymuszonemu zbiegowi okoliczności zawodnik z pomocnika wyewoluował do skutecznego lidera. Rok temu wygrał etapówkę klasy HC w Norwegii oraz klasyfikację górską worltourowego Tour de Pologne. W tym sezonie zdobył dla siebie i swojej drużyny etap prestiżowej Volta a Catalunya, pięknie pokazał się w ?ardeńskich klasykach? (dwa dziewiąte miejsca: w Brabanckiej Strzale oraz Amstel Gold Race) by kończąc przygotowania do Giro d?Italia zgarnąć niemal wszystko (etap, klasyfikacja generalna, górska i punktowa) podczas mającego kategorią 2.1 Dookoła Chorwacji.

    Co ważne, drużyna CCC Sprandi Polkowice pojechała tę imprezę jako faworyt i w 100% wywiązała się z tej roli. Trzecie miejsce zajął Sylwester Szmyd, szóste Branisłau Samojłau, dziewiąte Marek Rutkiewicz a dziesiąte Grega Bole. Nie chodzi nawet o to, by napawać się wynikami z imprezy o kategorii, jaką jeszcze do niedawna miało kilka polskich etapówek, ale o fakt, że CCC weszła na zdecydowanie wyższy poziom. To czołowa drużyna ?II dywizji? (zespołów Pro Contintental), zarówno pod względem punktów jak i liczby zwycięstw w niemal dowolnym rankingu znajduje się na granicy World Touru. Gdy ściga się w zawodach niższej rangi, decyduje o obliczu rywalizacji, gdy mierzy się z elitą, może być traktowana jako równorzędny przeciwnik.

    Nowa gwiazda na horyzoncie

    Patrick Lefevre zawsze ma ?Plan B?. Gdy w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege Michał Kwiatkowski nie był w stanie nawiązać do wyników z ubiegłego roku, od razu zastąpił go Julian Alaphilippe. Młody (rocznik 1992) Francuz pojechał rewelacyjnie, dwukrotnie finiszując za Alejandro Valverde. Praca Zdenka Stybara na trasie L-B-L nie poszła dzięki temu na marne. Gdyby nie to, że Kwiatkowski sam nadal jest młody, można by mówić o Alaphilippie jako jego potencjalnym następcy. Tymczasem, nie pierwszy raz w swojej karierze, kierownictwo Etixx-Quickstep będzie musiało zmagać się z klęską urodzaju.

    Kontrowersyjna Skandia

    https://twitter.com/1001ptsPL/status/592295107916890112

    Maratony rowerowe organizowane przez Czesława Langa jakie są, każdy widzi. Stawiam, że większość uczestników jest zadowolona ze świadczeń, które otrzymuje. Problem pojawia się, gdy te imprezy o ewidentnie masowym, popularyzującym nawet nie kolarstwo a jazdę rowerem jako taką, mieszane są z kolarstwem wyczynowym. Dochodzi wtedy do takich kuriozów, jak w ostatni weekend w Warszawie, gdzie na absolutnie rekreacyjnej, płaskiej i w dużej części asfaltowej trasie, kolarze mtb, w tym część zawodowców musiała walczyć o kwalifikacje na mistrzostwa Europy. W takim układzie trudno powstrzymać się od sarkastycznych komentarzy, również oficjalne komunikaty organizatora zmieniają się w wewnętrznie sprzeczną, nieprzyswajalną papkę. Głównym pytaniem jest więc wielkie ?dlaczego?, bo raczej nie dla pieniędzy.

  • 4000m to za mało

    4000m to za mało

    Michał Kwiatkowski po finiszu z grupy faworytów zwyciężył w prestiżowym Amstel Gold Race. Piękna rzecz, biorąc pod uwagę fakt, że zrobił to jako urzędujący mistrz świata. Tylko czy wyścig o przewyższeniu ponad 4000m powinien się kończyć de facto masowym sprintem?

    Najpierw komplementy

    Zacznijmy od najważniejszej informacji. ?Kwiato? jest czwartym w historii mistrzem świata, który wygrał Amstel Gold Race w tęczowej koszulce. Jego poprzednicy to Eddy Merckx, Jan Raas i Bernard Hinault. Już samo w sobie to bardzo cenne dokonanie. Dodatkowo, to pierwsza wygrana w ważnym klasyku dla grupy Etixx-Quickstep w tym roku. Kolarze Patricka Lefevere?a zawsze byli blisko, ale czegoś brakowało do postawienia ?kropki nad i?. Tym razem nie pogubili się w – jak zawsze podczas Astel Gold Race – nerwowej końcówce a ich lider, Kwiatkowski był jednym z najsilniejszych na Caubergu a do tego najszybszy na finiszu. Był jednym z tych zawodników, którzy nie dopuścili, by Gilbert odjechał w swoim stylu a następnie, gdy grupa zjechała się na ostatnich dwóch kilometrach, odpoczął i poprawił rywalom pewnie wygrywając prestiżowy wyścig.

     

    Później wątpliwości

    Gdy kolarz w tęczowej koszulce wygrywa ważną imprezę, sam ten fakt jest wydarzeniem doniosłym. Ostatnio zrobił to Tom Boonen w 2006r, gdy jako mistrz świata zwyciężył na trasie Dookoła Flandrii. Zobaczymy, co ?Kwiato? będzie w stanie jeszcze ugrać w tym sezonie, ale z pewnością jego finisz z Amstel Gold Race wejdzie do kanonu wydarzeń sezonu 2015.

    Tyle entuzjazmy, teraz czas na wątpliwości. Nie bójcie się, nie będą dotyczyły naszego mistrza, ale wyścigu jako takiego. A może nawet szerzej, wszystkich tegorocznych klasyków. Trasa Amstel Gold Race to 250km i ponad 4000m przewyższenia. Kręte, w większości wąskie szosy prowadzące ciągle w górę i w dół. Tuż przed metą usytuowany jest niezbyt długi, ale jednak wymagający podjazd Cauberg (1,2km, średnia stromizna niemal 6%). Mimo kilku soczystych ataków do mety dojechała grupa 18. kolarzy, raptem ośmiu mniej niż w uznawanym za sprinterski Mediolan-Sanremo.

    Bardzo wyrównany poziom, zarówno gwiazd jak i ich pomocników, po raz kolejny powoduje rodzaj klinczu. Trudno o skuteczny atak czy ucieczkę. Wyczekiwanie do samego końca zaczyna być standardem. Co więcej, im bardziej wymagająca trasa, tym chęć podejmowania ryzyka mniejsza. Potrzeba wyjątkowo nietypowych warunków, by śmiały rajd miał szansę na powodzenie.

    https://twitter.com/BMCProTeam/status/589944323501883392

    Podobnie jak tegoroczny Amstel Gold Race, rok temu rozegrany został Liege-Bastogne-Liege. Z dokładnością do osoby zwycięzcy ?Staruszki?, czyli Simona Gerransa, którego w tym roku zastąpił młodszy kolega z Orica-Greenedge – Michael Matthews, czołówka była tożsama. ?Kwiato?, Australijczyk i Alejandro Valverde. Z punktu widzenia statystyk polskiego kolarstwa nie mam nic przeciwko (tym bardziej, że rewelacyjne, 9. miejsce mimo nabrania się na podpuchę teamu BMC zajął Maciej Paterski). Z punktu widzenia kibica czekającego na wielki spektakl wolałbym jednak coś innego. Ponieważ wierzę, że ?Kwiato? w obecnej formie poradziłby sobie w każdej sytuacji, może to więc pora na powrót do dyskusji o zasadności stosowania łączności radiowej w zawodowym peletonie? Skoro poziom jest tak wysoki i wyrównany, odrobina niepewności wprowadzonej przez brak pełnej informacji o przebiegu rywalizacji mogłaby wywołać pożądany efekt.

  • L?verove 20.04.2015

    L?verove 20.04.2015

    W dni takie jak dziś, loverove może być wyłącznie monotematyczne :)

    1. Na zdrowie!

    2. Przeżyjmy to jeszcze raz

    3. Bójka dnia

  • Wielkanocny skrót

    Wypoczęci? Najedzeni? Jeśli tak, to po świątecznej przerwie znowu ruszamy.

    Powrót Gilberta

    Lubię takie come backi. To zawsze daje nadzieję, że po chudszych latach nadchodzi lepszy czas. Dla kogoś, kto przez kilkanaście miesięcy rządzi i dzieli w swojej specjalności, jak Philippe Gilbert w górzystych klasykach a następnie ?ratuje? kolejny sezon mistrzostwem świata, rok bez ważnego zwycięstwa można uznać za stracony. Waloński kolarz miał spore problemy z odnalezieniem dyspozycji z czasów, gdy jeździł w ekipie Lotto. Dream team BMC, budowany w dużej mierze z myślą o klasykach często zawodził w najważniejszych próbach. Tym razem wszystko zagrało. Przede wszystkim forma Gilberta, który powtórzył swój manewr z mistrzostw świata 2012. Końcówka tamtego wyścigu jak i Amstel Gold Race była identyczna, zatem Belg pojechał niemal w ten sam sposób. Co więcej, przygotowanie do decydującej akcji znakomicie przeprowadzili jego koledzy z drużyny, Greg van Avermaet i Samuel Sanchez. W najbardziej stromym miejscu na Caubergu Gilbert przyspieszył, a na dojeździe do mety obronił się przed pogonią, m.in. kontratakującym Michałem Kwiatkowskim. Wydaje się, że powtórzenie niezwykłej serii sprzed trzech lat, gdy wygrał cztery wyścigu z rzędu, od Brabanckiej Strzały po Liege-Bastogne-Liege jest niemożliwe, ale połowa planu została już wykonana. Kolejny etap to ważniejsza ze ?Strzał?, tym razem Walońska. Co ciekawe, mimo zaprezentowanej podczas Amstel Gold Race mocy, Gilbert nie jest postrzegany jako główny kandydat to zwycięstwa.

    ?Porażka? Kwiatkowskiego

    Michał Kwiatkowski ma 24 lata. Tyle, co Peter Sagan. Słowak jest bardziej utytułowany, ale obaj kolarze zaczynają być w podobnej sytuacji. Tej wiosny Kwiatkowski spisuje się świetnie, zanotował kilka wygranych, w tym pokonał m.in właśnie Sagana, w aspirującym do miana klasyku wyścigu Strade Bianche. Świetnie spisał się też w Wyścigu Dookoła Kraju Basków, gdzie ustąpił jedynie Alberto Contadorowi. Po tym występie został zaliczony do ścisłego grona najważniejszych postaci ardeńskich klasyków.

    W niedzielę podczas Amstel Gold Race był liderem swojej drużyny, jednej z najmocniejszych ekip świata, Omega Pharma  Quick Step. Na Caubergu na chwilę przejął inicjatywę i choć, tak jak pozostali kolarze z czołówki, nie dał rady ruszyć w pogoń za Gilbertem, na wypłaszczeniu spróbował solową akcją doścignąć Belga. Nie udało się, przyjechał na piątym miejscu. W wielu komentarz pojawia się opinia, że był? ostatni z grona faworytów. Tymczasem, mimo ryzyka, które podjął, de facto utrzymał stan posiadania sprzed roku. Dla porównania, w wieku 24 lat, bohater z niedzieli, czyli Gilbert, choć wygrał lutowy Omloop Het Volk (obecnie pod nazwą Het Nieuwsbald), w ardeńskich klasykach w ogóle się nie liczył. Kwiatkowski nie dość, że już jest liderem w swojej drużynie, to jeszcze decyduje o obliczu wyścigu. Narzekania części kibiców są podobne do głosów płynących ze Słowacji. Nasi południowi sąsiedzi też najchętniej widzieliby już Sagana wyrgywającego monumenty. W tych wyścigach jednak nie liczy się tylko moc, ale też doświadczenie a to zdobywa się z czasem. Między innymi dzięki nieudanym szarżom, jaką podczas Amstel Gold Race przeprowadził Michał Kwiatkowski.

    Czyste szaleństwo

    Końcowe kilometry „Piwnego Wyścigu” oglądałem z oczami wielkości pięciozłotówek. Może i jest to jeden z mniej prestiżowych klasyków, zwłaszcza z racji na swój wiek (niespełna 60 lat historii, w porównaniu z innymi, wielkimi jednodniówkami „Amstel” jest młodzieniaszkiem). Trudno jednak nie docenić formy i kunsztu, jakie prezentują kolarze jadąc rollercoasterem dróg prowadzących przez Limburgię. Ciągle góra-dół, zakręty, na pełnym gazie, to naprawdę imponujące. Tempo w jakim zbliżali się do ostatniego podjazdu na Cauberg było wprost absurdalne, możliwe do wykonania tylko dla absolutnej elity zawodowego peletonu. Wystarczy odrobina wyobraźni przestrzennej, by uświadomić sobie, że uznawane za ostoję konserwatyzmu kolarstwo szosowe jest w rzeczywistości sportem ekstremalnym!

  • Nie przegap w święta – Wielkanocny festiwal pagórków

    Nie przegap w święta – Wielkanocny festiwal pagórków

    Święta to chwila oddechu dla wszystkich, poza profesjonalnymi sportowcami. Gdy my będziemy szukali chwili na rower między rodzinnymi spotkaniami, zawodowcy będą jechali po zwycięstwo w holenderskim klasyku Amstel Gold Race.

    To wyścig, który nie ma ani takiej legendy jak inne klasyki (organizowany jest zaledwie od 1966r) ani takich trudności (powiedzmy sobie szczerze, najważniejsze wzniesienie, czyli Cauberg, nawet jak na polskie warunki jest zaledwie pagórkiem), ale ścigają się tam praktycznie wszyscy i wszyscy są w świetnej dyspozycji.

    Ponad 30 krótkich podjazdów upchniętych na 250 kilometrach daje łącznie 4000m wspinaczki. To wystarczy, by liczący 1,5km długości i niecałe 5% nastromienia Cuberg mógł przesądzić o zwycięstwie. Trasa, prowadząca jak rollercoaster ciągle w górę i w dół po wąskich drogach i uliczkach pełnych progów zwalniających, zatoczek, skrzyżowań i rond wymaga ciągłej koncentracji nawet od największych asów. Brak ekstremalnie stromych ścian, jak choćby Mur de Huy, na który kolarze będą wjeżdżać za kilka dni w Walońskiej Strzale powoduje, że szanse mają wszyscy: od górali po mocnych sprinterów. To powoduje, że Amstel Gold Race zasługuje na miano prawdziwego Klasyku.

    Lance Armstrong i Erik Dekker - finisz jak na torze w 2001r

    Tak jak wiele innych wyścigów, także ten ?Piwny? (sponsorem jest browar Amstel, należący obecnie do grupy Heinekena) ciągle ewoluuje. Kilkanaście lat temu linia mety była usytuowana w Maastricht, często o zwycięstwie decydował finisz z niewielkiej grupy mocnych sprinterów. Z tamtych czasów najlepiej pamiętam jeden wyścig, z 2001r, gdy Amstel Gold Race był wiosennym celem Lance?a Armstronga. Teksańczyk znalazł się w decydującej akcji dnia, wraz z faworytem gospodarzy, Erikiem Dekkerem. Uzyskali na tyle bezpieczną przewagę nad pogonią, że mogli sobie pozwolić na finisz rodem z kolarskiego toru. Armstrong, choć był lepiej ustawiony, na kole Holendra, nie był w stanie na tyle przyspieszyć by wygrać.

    To było ostatnie zwycięstwo gospodarzy w tym wyścigu. Dla Holendrów, zwłaszcza tych z grupy Rabobank, ważniejszy był chyba tylko Tour de France. Mimo maksymalnych wysiłków, programu dopingowego, wyjątkowo mocnego składu, przez kolejnych 13 lat nie byli w stanie wygrać Amstel Gold Race. Nawet na zmienionej trasie: metę przeniesiono do Valkenburga na wspomniany Cauberg, holenderscy specjaliści jak Michael Boogerd nie byli w stanie pokonać rywali.

    Belgowie robią rzeźnię na Caubergu podczas mistrzostw świata 2012

    Kolejny raz zmiany wprowadzono dwa lata temu. Eksperyment na mistrzostwach świata się powiódł, finisz przesunięto nieco za szczyt Caubergu. Dzięki temu szansę na zwycięstwo w teorii mogą mieć nie tylko górale, ale też szybsi zawodnicy. Cóż z tego, skoro zarówno podczas mistrzostw jak i rok temu w samym Amstel Gold Race triumfowali kolarze po solowych akcjach.
    Jeśli ktoś myśli, że pięcioprocentowy podjazd, jakim jest Cauberg to ?pryszcz?, trzeba przypomnieć ?rzeźnię?, jaką zrobili tam Belgowie podczas wspomnianych mistrzostw świata, wygranych przez Philippe?a Gilberta. Zabójcze tempo może rozbić w pył taktykę najmocniejszych zespołów. Tego też można spodziewać się w Niedzielę Wielkanocną.

    Babka wielkanocna

    Tym samym przechodząc do Świąt, życzę Wam, Tobie, miłych chwil, czasu dla siebie i najbliższych. A jeśli się uda, to fajnej przejażdżki między żurkiem a mazurkiem i dostępu do telewizora w czasie transmisji z Amstel Gold Race. Wszystkiego Dobrego!

     

    Zdjęcie okładkowe – Philipper Gilbert na Caubergu, fot. Michiel Jelijs, flickr, CC BY 2.0