Tag: Alexander Kristoff

  • Bez krwi

    Na trasie z Paryża do Roubaix tym razem zabrakło wielkich dramatów. Było przeciętnie intrygująco, dość sentymentalnie a ostatecznie zwyciężył jeden z faworytów. Na tle innych wyścigów ?Piekło Północy? zawsze jest wyjątkowe, ale na tle własnej historii tegoroczny wyścig nie wybija się przed szereg.

    Odważne rajdy na ostatnich kilometrach: Grega Van Avermaeta, Johna Degenkolba oraz śmiały kontratak Zdenka Stybara uratowały wyścig, który przez wyrównany poziom zarówno liderów jak i ich drużyn przebiegał w mocno defensywnej atmosferze. Niby było wszystko: wiatr, ataki na ?rantach?, próby tempa na bruku, ale mimo chwilowych zawirowań nie dochodziło do poważniejszej selekcji. Sucha jak pieprz nawierzchnia umożliwiła omijanie najbardziej dziurawych odcinków wydeptanymi poboczami, co dodatkowo utrudniało zdobycie przewagi przez specjalistów jazdy po kocich łbach.

    Najważniejsze akcje następowały więc nie na bruku a na asfalcie. Cóż, trzeba pamiętać, że niemal ? trasy to właśnie gładka szosa i choć jazda po kostce męczy i eliminuje kolejnych graczy, statystycznie szansa, by rozstrzygnięcia zapadły na równiejszej nawierzchni jest większa.

    Ataki Wigginsa, Sagana czy kolarzy Etixx-Quickstep na tle dużej grupy, w której było przynajmniej kilku przedstawicieli najsiliniszych ekip były skazane na porażkę. Dopiero ostatni ?pięciogwiazdkowy? odcinek, Carrefour de l?Arbre wprowadził selekcję, która umożliwiła bardziej otwartą rywalizację. W obliczu ewidentnie słabszej dyspozycji Alexandra Kristoffa ryzyko podjął Greg Van Avermaet a John Degenkolb nie oglądał się na konkurentów, tylko przy pomocy Berta de Backera dołączył do czołówki. Mimo ambitnej jazdy kolarzy Etixx-Quickstep, w siedmioosbowej grupie, która wjechała na tor kolarski w Roubaix, Degenkolb był najlepszym sprinterem i w tej sytuacji zwycięstwo stało się dla niego formalnością.

    Dzięki temu, niemiecki zawodnik osiągnął niebywały sukces, wygrywając dwa ?monumenty? jednej wiosny. Mediolan-Sanremo oraz Paryż-Roubaix to wyjątkowy rodzaj dubletu, który skompletowało zaledwie trzech kolarzy w historii (ostatni raz był to Sean Kelly w 1986r).

    W kontekście najbliższej przyszłości mamy więc dwóch wielkich rywali: Kristoffa i Degenkolba. Obaj mają na koncie wygraną ?Primaverę?, Degenkolb ma ?Piekło Północy? a Kristoff ?Flandryjską Piękność?. Niemiec ma Gandawa-Wevelgem a Kristoff Scheldeprijs. W tej sytuacji panowie stają się naturalymi następcami Boonena i Cancellary, tyle tylko, że są kolarzami o bardzo podobnej charakterystyce. To silni sprinterzy, dobrzy na niewielkich pagórkach i bruku. Dla równowagi i podniesienia jakości spektaklu potrzeba kogoś o nieco innych umiejętnościach i temperamencie. Kogoś, kto będzie nie tylko profesjonalny, świetnie przygotowany, wyrachowany i ze wsparciem znakomitej drużyny, ale też bardziej szalony i bezkompromisowy. Wiosenne klasyki kochamy przecież nie za generowaną przez kolarzy moc a za spektakl w antycznym stylu. By były igrzyska, musi być krew.

  • Kto wygra Paryż-Roubaix?

    Kto wygra Paryż-Roubaix?

    W niedzielę na północy Francji będzie sucho i słonecznie. To oznacza tumany kurzu i  nieco mniej ryzyka i loterii na brukowanych odcinkach, za to więcej brutalnej siły: indywidualnej oraz drużynowej. Czy będzie to wyścig sprinterów? Wiele na to wskazuje, choć jak zawsze w ?Piekle północy? możliwe są mniej spodziewane rozstrzygnięcia.

    Alexander Kristoff już nic nie musi

    Norweg z zespołu Katiusza to najpoważniejszy kandydat do zwycięstwa. Jest w rewelacyjnej formie, zdominował 3 dni de Panne, wygrał w Dookoła Flandrii i dał popis siły w Scheldeprijs. W teorii nikt nie może się z nim równać, zwłaszcza, że Kristoff ma za plecami anioła stróża, doświadczonego Lukę Paoliniego. Pamiętajcie jednak, że norweski sprinter jest w szczytowej formie od kilkunastu dni, startuje niemal non stop i może się okazać, że do postawienia kropki nad ?i? w klasyku klasyków zabraknie mu energii. Co więcej, kilkukrotnie wspominał, że mimo swojej masywnej budowy bardziej pasują mu wzgórza Flandrii niż kocie łby w okolicach Roubaix, gdzie podobno jest dla niego zbyt nierówno. Mimo to pozostaje faworytem 113. ?Piekła Północy?.

    Degenkolb przed życiową szansą?

    Pod nieobecność kontuzjowanego Marcela Kittela, John Degenkolb mógłby poczuć się sprinterem numer jeden w drużynie Giant – Alpecin. Wygląda na to, że niemiecki kolarz postanowił postawić na specjalizację klasyczną, czego wyrazem jest utrata szybkości jako takiej na rzecz większej odporności i wytrzymałości. Dało mu to wygraną w Mediolan-Sanremo i tylko jedno zwycięstwo etapowe podczas finiszu z grupy, do tego podczas mało istotnego z dzisiejszej perspektywy Tour of Oman. Po perfekcyjnej dla siebie ?Primaverze?, Degenkolb nieco ucichł na brukach. Jeśli jego szczyt formy przypadł na koniec marca, w niedzielę nie będzie się liczył. Jeśli na trasie Flandrii i pozostałych klasyków budował formę na Paryż-Roubaix, będzie równorzędnym rywalem Kristoffa.

    Etixx-Quickstep pod presją

    Patrick Lefevere ma opinię najlepszego menadżera, gdy rozmawiamy o temacie wyścigów klasycznych. W tym roku powodzi się mu gorzej, jedynie Mark Cavendish, na przełomie lutego i marca był w stanie wygrać Kuurne-Bruksela-Kuurne. Niki Terpstra obronił honor drużyny we Flandrii, gdzie zajął drugie miejsce, ale mimo wszystko to nie satysfakcjonuje ani Lefevere’a ani fanów jego drużyny. Ponieważ Tom Boonen jest kontuzjowany a i światło jego gwiazdy ewidentnie zaczyna blaknąć, nadzieja Etixx-Quickstep to brawurowa jazda dwójki liderów i jakieś niespodziewane zagranie taktyczne. Niki Terpstra i Zdenek Stybar muszą próbować ucieczek, do czego jak najbardziej są zdolni. Jeśli na słynny tor kolarski w Roubaix dojedzie większa grupa ze sprinterami, zawodnicy Lefevere’a będą bez szans na zwycięstwo.

    Najpiękniejsze rozstrzygnięcie?

    Możecie lubić lub nie Bradleya Wigginsa, ale jego ewolucja od torowca przez zwycięzcę Tour de France do poważnego pretendenta na brukach Paryż-Roubaix jest fascynująca. Wygrana w Piekle Północy byłaby pięknym zwieńczeniem jego kariery i wspaniałą historią jako taką. Zespół Sky jak zawsze ma wszystko policzone i przetestowane. Wiggins twierdzi, że mimo niewielkiego niewielkiego doświadczenia w wyścigu, zna każdy kamień na trasie oraz wie, jaką moc musi wygenerować na najtrudniejszych odcinkach, by zgubić rywali. Może też szachować konkurentów świetnie dysponowanym Geraintem Thomasem, na korzyść Brytyjczyków przemawiają również prognozy pogody. Rozgrywany w deszczu wyścig byłby bardziej chaotyczny i trudniejszy do kontrolowania.

    A co z Saganem?

    Słowacka gwiazda Tinkoff-Saxo po raz kolejny zawodzi. Brukowana kampania jest dla niego przegrana, jeśli nie wygra Paryż-Roubaix, raczej nic się nie stanie, poza kilkoma złośliwymi twittami autorstwa jego szefa, Olega Tinkowa. Sagan, jak w latach ubiegłych, przez Kalifornię i kilka mniejszych wyścigów zbuduje formę na Tour de France i będzie tam walczył o czwartą z rzędu zieloną koszulkę zwycięzcy klasyfikacji punktowej. Paradoksalnie taki brak presji może mu tym razem pomóc. Oczy wszystkich będą skierowane na Kristoffa, Degenkolba, Team Sky oraz Etixx-Quickstep. Niedoceniani i mniej skuteczni w ostatnich dniach Sagan, ale też Van Avermaet (BMC) i Vanmarcke (LottoNL Jumbo) mogą na tym skorzystać. Niewykluczony jest też scenariusz z 2011r, gdy faworytów pogodził Johan Vansummeren. Kolarzy, którzy mogliby pójść w jego ślady jest wielu, zaczynając od weterana Stijna Devoldera przez debiutanta i ?nową nadzieję Belgów?, Tjesja Benoota a kończąc na sprinterach: Arnaud Demare a może nawet Andre Greipelu.

    Szczegółowej zapowiedzi wyścigu wraz z analizą trasy szukajcie wkrótce w rowery.org. Poniżej znajdziecie moje typowanie. Ciekawe, czy trafię :)

    fav3fav3fav3fav3fav3Alexander Kristoff, John Degenkolb

     

    fav3fav3fav3fav3Peter Sagan, Geraint Thomas, Bradley Wiggins, Sep Vanmarcke, Niki Terpstra, Zdenek Stybar

     

    fav3fav3fav3Jurgen Roelands, Greg Van Avermaet, Lars Boom

     

    fav3fav3Arnaud Demare, Stijn Devolder, Andre Greipel

     

    Zdjęcie okładkowe: tetedelacourse, flickr, CC BY SA 2.0

  • Ciężki los superbohatera

    Ciężki los superbohatera

    Sagan, Van Avermaet, Vanmarcke i wielu innych. Tak jak co roku: przegrani, niespełnieni, bez błysku. Wyścigi klasyczne to brutalne współzawodnictwo, jednak to nic w porównaniu z bezkompromisową oceną, jaka spotyka kolarzy tuż za linią mety.

    To pewnie nie będzie popularny tekst, ale jakoś muszę z tym żyć. Nie będzie w nim łatwych stwierdzeń i krytycznych ocen. Nikt się nie skończył, nikt nie zawiódł a wszyscy zmieścili się w oczekiwaniach.

    Największy problem ma z pewnością Peter Sagan. Urodzony w 1990r już u progu zawodowej kariery zanotował wiele znakomitych wyników. Mistrz Słowacji łączy w sobie cechy sprintera z umiejętnościami jazdy po bruku oraz pagórkach. Jest zatem niemal archetypicznym kolarzem klasycznym. Do tego posiada świetną technikę jazdy a w pierwszych latach wśród profesjonalistów prezentował się jako zdecydowany i bezkompromisowy indywidualista. Trzy zwycięstwa w klasyfikacji punktowej Tour de France, wygrane klasyki: E3 Harelbeke, Gandawa-Wevelgem, Brabancka Strzała i GP Montrealu oraz niezliczone etapy i klasyfikacje wyścigów wielodniowych to jednak mało. Oczekiwania wobec Sagana są o wiele większe: kolarz z takim potencjałem powinien przecież seryjnie wygrywać ?Monumenty?, przynajmniej trzy pierwsze w sezonie: Mediolan-Sanremo, Flandrię i Paryż-Roubaix. Miejsce na podium rozlicza go ze startu, ale nie budzi entuzjazmu, lokata poza ?pudłem? traktowana jest jako porażka.

    https://twitter.com/BMCProTeam/status/584051442924814336

    Dla odmiany Greg Van Avermaet to zawodnik bardziej doświadczony. W tym roku dobije do ?trzydziestki? a od kilkunastu miesięcy jest niemal równorzędnym liderem w zespole BMC, obok Philippe?a Gilberta. Jego jedynym, ważnym zwycięstwem jest póki co Paryż-Tours w 2013r, za to od lat znajduje się w czołówce większości istotnych klasyków. W tym sezonie świetnie pokazał się na trasie Ronde van Vlaanderen, ale przegapił kluczową ucieczkę Kristoffa i Terpstry.  Na finiszu był za to w stanie ograć Sagana, co dało mu trzeci stopień podium. Van Avermaet często jest chwalony za prezentowaną dyspozycję. Zwłaszcza anglojęzyczne media są w stanie docenić zawodnika w dobrej formie, równocześnie jednak nie zostawiając suchej nitki na kimś, kto po raz kolejny otarł się o zwycięstwo, nie będąc w stanie wykonać decydującego o wygranej ruchu.

    Zarówno Sagan jak i Van Avermaet będą wymieniani w gronie pretendentów Paryż-Roubaix, tyle, że z wyraźnym naciskiem na ich porażki a nie imponujące portfolio. W nieco innej sytuacji jest Sep Vanmarcke, który jest kolarzem zdecydowanie mniej uniwersalnym niż wspomniana wcześniej dwójka. To typowy, lokalny bohater, którego sezon de facto kończy się w najbliższą niedzielę. Dwudziestosześcioletni Belg oczywiście nie przestanie się ścigać w połowie kwietnia, ale jego żywiołem zdecydowanie są flamandzkie bruki: tam czuje się najlepiej i właściwie tylko tam znajduje największą motywację do walki o laury. Cóż z tego, skoro tak jak w przypadku Van Avermaeta i Sagana jego portfolio pełne jest pięknych rezultatów, w których niestety brakuje takich, gdzie obok nazwy wyścigu widnieje cyfra ?1?. To kolarz z olbrzymim potencjałem, ale jak długo można ?dobrze się zapowiadać?? Przecież w końcu trzeba udowodnić, że pokładane nadzieje, wyrażane m.in. wysokością kontraktu i zaufaniem kibiców nie są na wyrost! Być może już wkrótce presja z Vanmarcke?a zostanie zdjęta. Belgijscy psychofani mają na celowniku kolejną, wschodzącą gwiazdę. Tiesj Benoot mając zaledwie dwadzieścia jeden lat ukończył ?Flandrię? na piątym miejscu. Ktoś taki wkrótce powinien ją wygrać!

    Nie lepiej mają też zwycięzcy. Niki Terpstra po wygranej w zeszłorocznym Paryż-Roubaix będzie stawiany jako faworyt ?Piekła Północy? do końca swojej kariery. Tegoroczne, drugie miejsce w Dookoła Flandrii to w jego wykonaniu zaledwie minimum przyzwoitości, wobec niemożliwego do pokonania Kristoffa. Drużna, której przewodzi, Etixx-Quickstep, jak na swoje standardy ma fatalną wiosnę, presja spoczywająca na Terpstrze i jego kolegach przed startem w Paryż-Roubaix będzie ogromna. Kuurne-Bruksela-Kuurne wygrany przez Marka Cavendisha i Strade Bianche, który padł łupem Zdenka Stybara to dla ?cesarza bruków?, menadżera Patricka Lefevre?a zdecydowanie zbyt mało. A może nie tyle dla niego, co dla kibiców jego drużyny. Seryjni zwycięzcy klasyków północy w sezonach, gdy nie są w stanie wygrać choćby jednego, ważnego wyścigu na brukach, są poddawani miażdżącej krytyce.

    Myślicie, że Alexander Kristoff, nowo kreowana gwiazda jednodniówek będzie miał łatwiej? Jeśli przegra Paryż-Roubaix, nic się nie stanie – wiosnę ma więcej niż rozliczoną. Flandria, Scheldeprijs i 3 Dni De Panne oraz etap Paryż-Nicea a także drugie miejsce w Mediolan-Sanremo czynią z niego zwycięzcę kolarskiej wiosny. Niech tylko norweski zawodnik nie trafi z formą na Tour de France, gdzie nie będzie w stanie wygrać choćby jednego etapu a kolejny sezon zakończy z kilkoma miejscami na podium w miejsce prestiżowych triumfów, wtedy miano herosa zostanie mu szybko odebrane.

    Pamiętacie jeszcze genialny rok Philippe?a Gilberta? Od jesieni 2010 do lata 2011 niemal wszystko, czego dotknął zamieniało się złoto. Po seryjnie wygrywanych klasykach i etapach najważniejszych wyścigów, nawet mistrzostwo świata w 2012r zostało potraktowane jedynie jako ?uratowanie sezonu?. W podobnej sytuacji był nie raz Tom Boonen, by przywołać również 2011r i jego wygraną w Gandawa-Wevelgem, za którą nie poszły ani Paryż-Roubaix ani Flandria. Nawet w tym roku, rewelacyjnie dysponowany Geraint Thomas po spektakularnej jeździe w E3 Harelbeke i niemal równie dobrym występie w Gandawa-Wevelgem, przyjeżdżając do mety Flandrii w drugiej grupie został okrzyknięty przegranym, wraz z całą drużyną Sky.

    Sęk w tym, że kolarzy na najwyższym poziomie jest więcej niż najbardziej prestiżowych wyścigów. Nawet biorąc pod uwagę ilość zmiennych: pogody, sprzętu czy dni startowych w sezonie, nie dla wszystkich starczy miejsc na podium, o zwycięstwach nie wspominając.

    Zdjęcie okładkowe: Mark Anderson, flickr CC BY 2.0

  • Poniedziałkowy skrót#36 – co by było gdyby

    Przegląd najważniejszych wydarzeń ostatnich dni stoi pod znakiem gdybania. Mediolan-Sanremo zakończył się sprintem z grupy poprzedzonym kraksą kilku ważnych postaci na zjeździe. Tymczasem w RPA Andrzej Kaiser i Dariusz Mirosław ukończyli Cape Epic na świetnym, 21. miejscu open i 18. w elicie.

    Gdyby Gilbert, Kwiato i Ciolek nie upadli?

    Ostatnie kilometry ?Primavery? przebiegały według sprawdzonego scenariusza. Ataki na Cipressie i Poggio przerzedziły peleton, w którym równocześnie o pozycję walczyli sprinterzy. Luca Paolini kolejny raz w karierze wykonał tytaniczną pracę dla lidera swojego zespołu (tym razem był to Alxander Kristoff z Katiuszy) a Philippe Gilbert, Greg van Avermaet czy Gerraint Thomas rozpoczęli harce. Tyle tylko, że Gilbert upadł na ostatnim zjeździe a wraz z nim leżeli Michał Kwiatkowski czy Zdenek Stybar. Z walki o dobre lokaty wykluczeni zostali więc dynamiczni, odważnie zjeżdżający i dość szybcy kolarze, którzy co prawda nie mogą się równać w walce ?na kreskę? ze sprinterami, ale mogli wprowadzić więcej zamieszania w samej końcówce. Wyeliminowanie kilku kolarzy tego typu sprawiło, że Degenkolb, Kristoff czy Matthews dostali chwilę czasu na powrót do szpicy i rozegranie finiszu między sobą.

    Gdyby Sagan oszczędzał siły?

    Słowacki kolarz był bardzo aktywny na ostatnich kilometrach wyścigu. Na Poggio jechał uważnie, pilnując koła rywali, również na zjeździe poczynał sobie bardzo ambitnie a na niecałe 2km przed metą spróbował solowej akcji. Ewidentnie czuł się tego dnia mocny, ponieważ mimo spalenia sporej porcji kalorii podczas tej szarpaniny zdołał finiszować na czwartym miejscu. Sagan musi być bardzo głodny sukcesu, ale odrobina spokoju z pewnością by mu nie zaszkodziła. Niewykluczone, że gdy peleton zacznie regularnie ścigać się na brukach, Słowakowi wystarczy mocy, by w końcu wygrać jeden z Monumentów.

    Gdyby Kristoff był mniej pewny siebie?

    Alexander Kristoff, ubiegłoroczny zwycięzca Mediolan-Sanremo również musiał czuć się świetnie. Poggio wjechał w czołówce, prowadzony przez przepychającego twarde przełożenie Paoliniego. Ten sam Włoch świetnie rozprowadził Kristoffa na finiszu, jednak Norweg rozpoczął sprint nieco za wcześnie. Rywale go doścignęli, dużo mniej widoczny na poprzedzających końcowy sprint kilometrach John Degenkolb skorzystał z rozprowadzenia rywali.

    Gdyby na trasie była Pompeiana?

    Bardziej stromy i nieco dłuższy niż Cipressa i Poggio podjazd w przyszłym roku (jeśli znów ziemia nie osunie się na szosę) zostanie włączony do trasy wyścigu właśnie między tymi dwoma, klasycznymi wzniesieniami. Zabraknie zatem odcinka wzdłuż wybrzeża, na którym peleton rozpędza się, kasuje ucieczki i daje szansę sprinterom na powrót do czoła grupy. Dzięki temu do ostatnich metrów o zwycięstwo walczą kolarze różnych specjalizacji. Dodanie kolejnej górki zwiększy szanse ?górali? nad sprinterami. Niewykluczone, że Degenkolb czy Kristoff mieli w tym roku ostatnią szansę na zwycięstwo. Pytanie, czy za rok z Pompeianą poradzi sobie Sagan?

    Gdyby cofnąć czas o siedem-osiem lat

    Zjeżdżając z włoskiej szosy na południowoafrykańskie bezdroża należy nagrodzić solidnymi brawami zespół Specialized Vimar Martombike, czyli Andrzeja Kaisera i Dariusza Mirosława. Polacy w najbardziej prestiżowej etapówce mtb zajęli świetne, 21. miejsce open i 18. w elicie (ulegli trzem zespołom mastersów, wśród których byli m.in. Bart Brentjens i Daniele Nardello). To znakomity wynik, ale na usta ciśnie się pytanie, co by było, gdyby Andrzej Kaiser miał szansę pościgania się z najlepszymi, górskimi zawodowcami kilka lat wcześniej, gdy z dużym zapasem czasu wygrywał polskie etapówki.

  • Poniedziałkowy skrót#23

    Śmierć na Pucharze Świata mtb przyćmiła pozostałe wydarzenia kolarskiego weekendu. Młoda Holenderka, Annefleur Kalvenhaar zmarła na skutek upadku na trasie wyścigu XCE. Zawody jednak dokończono. Równolegle rozgrywano wiele innych imprez, komentarz do najciekawszych z nich znajdziesz w cotygodniowym, poniedziałkowym skrócie.

    Maja Włoszczowska na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata

    Puchar Świata w żałobie

    Jolanda Neff zwyciężyła w finałowej eliminacji Pucharu Świata w Meribel, tym samym przypieczętowała wygraną w klasyfikacji całej serii. Wśród mężczyzn Julien Absalon musiał wyważyć między kalkulacją związaną z utrzymaniem prowadzenia w ?generalce? a postawą, która nie zawiodłaby licznie zgromadzonych widzów. Podobnie jak w Windham wybrał wariant defensywny: nadrabiał na podjazdach i ostrożnie zjeżdżał by uniknąć defektu lub wywrotki. Dzięki temu do Nino Schurtera stracił zaledwie 13 sekudnd, do mety dojechał drugi i po raz szósty w karierze, za to pierwszy raz od 2009r triumfował w całej serii Pucharu Świata. Maja Włoszczowska walczyła o top3, ale w końcówce zmagała się z kurczami, co kosztowało ją spadek na siódmą pozycję. Zdołała za to awansować na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Katarzyna Solus-Miśkowicz była 23 a Anna Szafraniec 25. Święto, jakim jest zakończenie całosezonowego, najważniejszego cyklu zawodów w formule olimpijskiej odbywało się niestety w żałobnej atmosferze. Podczas przejazdów kwalifikacyjnych zawodów XCE (?Eliminator?) fatalnie upadła holenderska zawodniczka Annefleur Kalvenhaar. Kraksa okazała się śmiertelna w skutkach. Kalvenhaar miała 20 lat, była mistrzynią Europy U-23 w przełajach. Mimo tragedii, zawody zostały rozegrane, przed kolejnymi wyścigami kolarze czcili pamięć rywalki i koleżanki minutą ciszy oraz jazdą z przypiętymi do numerów startowych kwiatami. W tym miejscu warto wspomnieć, że Eliminator w Meribel był pożegnaniem z tą konkurencją na poziomie pucharu świata - w przyszłym roku znika z kalendarza.

    Najlepszy sprinter sezonu?

    Mediolan-Sanremo, dwa etapy Tour de France a teraz Vattenfall Cyclassic. Alexander Kristoff, Norweg z ekipy Katiusza ma naprawdę świetny rok. O klasyku w Hamburgu nie napisałem w zapowiedzi weekendu. To nie jest szczególnie intrygujące wydarzenie, można powiedzieć, że to taki ?Tour de Pologne? wyścigów jednodniowych. Ma jednak kluczowe znaczenie dla niemieckiego kolarstwa. Oprócz tego, że rywalizują zawodowcy, Hamburg gości jeden z największych wyścigów dla amatorów. Dodatkowo jest jedyną imprezą w Niemczech zaliczaną do kategorii World Tour. Nie jest tak prestiżowy jak inne jednodniówki, ale punkty to punkty i zwycięstwo to zwycięstwo. Idąc tym tropem, wygrana Kristoffa to kolejny, ważny moment jego sezonu. Trudno, by równała się z tą z Mediolan-Sanremo, ale trzeba pamiętać, że w Hamburgu nie wygrywa byle kto. Zabel, Musseuw, Bettini, O?Grady, Freire czy McEwen na liście zwycięzców to wystarczający argument, by hamburski klasyk wziąć na poważnie. Alexander Kristoff jest kolarzem silnym i szybkim zarazem. W bezpośrednim pojedynku na płaskim terenie po rozprowadzeniu przez drużynę przegrywa z Kittelem, prawdopodobnie jest też wolniejszy niż Bouhanni, ale co z tego? Nie tylko ma najwięcej zwycięstw w sezonie (14), ale też cechuje się szczególną umiejętnością. Jest tam, gdzie powinien być, do tego w odpowiednim czasie. Oprócz wypełniających statystyki wygranych w Norwegii, wygrał dwa etapy Tour de France, monument i ceniony klasyk. Czego chcieć więcej?
    Bartosz Huzarski siódmy w wyścigu kategori iHC

    Polacy świetnie w Colorado

    Rafał Majka czwarty, Bartosz Huzarski siódmy a Paweł Poljański 14. Mało kto spodziewał się, że US Pro Cycling Challenge będzie tak pomyślny dla naszych kolarzy. Majka miał tam kończyć sezon i pojechać w tempie relaksacyjnym, tymczasem na Monarch Mountain utrzymał tempo Tejaya Van Garderena (co dało mu drugie miejsce w klasyfikacji) i nieznacznie gorzej pojechał czasówkę (zaowocowało to spadkiem na czwartą lokatę). Z kolei Bartosz Huzarski po kilku ucieczkach podczas Tour de France utrzymał wysoką dyspozycję i w Stanach pojechał bardzo dobry wyścig. Co więcej, wiemy już, że w przyszłym roku nadal będziemy go oglądali na trasach ważnych imprez. Jego drużyna nie tylko przedłużyła z nim kontrakt, ale ma też spore ambicje związane ze swoim rozwojem. Tygodniowe zawody w Colorado być może nie są najważniejszym wyścigiem w sezonie, ale jest spora grupa kolarzy, która traktuje go jako jeden z głównych celów. Stąd też rezultaty Polaków można śmiało uznać za bardzo cenne.

    Valverde liderem Vuelty

    Drużyna Movistaru potwierdziła, że chce wygrać hiszpański tour. Sobotnia jazda drużynowa na czas była bardzo techniczna i dynamiczna. Kolarze Eusebio Unzue w tego typu próbach spisywali się już bardzo dobre w przeszłości, tym razem udało im się zwyciężyć, zyskując niewielką przewagę nad Cannondale. Pierwszym liderem został Jonathan Castroviejo, ale nieco pogubił się w końcówce niedzielnego etapu, zatem czerwoną koszulkę przejął Alejandro Valverde. To ciekawe, w kontekście faktu prowadzenia zespołu przez Nairo Quintanę, ale nie doszukujmy się na siłę konfliktu. Finisz z grupy wygrał Nacer Bouhanni z FDJ, który po serii zwycięstw w Giro d?Italia dołożył sukces na Vuelcie. Z zespołową czasówką musiała się zmierzyć drużyna Garmin-Sharp. Po traumie z Giro, gdzie już pierwszego dnia stracili swojego lidera oraz sporo czasu, tym razem pojechali bardzo zachowawczo. Udało się przetrwać próbę, jednak 18. miejsce i starta 41 sekund na niespełna 13km pokazuje, jak wielkie było to dla nich wyzwanie. Dziś pierwszy dynamiczny finisz na niewielkim wzniesieniu - szasna dla Sagana, Gilberta, ale i Valverde na wygraną etapową oraz sekundy bonifikaty (dla Sagana może to oznaczać objęcie prowadzenie w wyścigu).

  • Poniedziałkowy skrót#6 – Niespodzianka nie jest niespodzianką

    W karierze zawodowego sportowca, który ?dobrze się zapowiada? przychodzi czasami taki dzień, że po kilku obiecujących rezultatach osiąga spektakularny sukces. Norweski kolarz, Alexander Kristoff wygrywał niewiele aż do wczoraj. Zwycięstwo w Mediolan-Sanremo w jego przypadku zmienia wszystko.

    Ubiegłoroczne wyniki Kristoffa w najważniejszych wyścigach jednodniowych sugerowały, że w kolejnym sezonie trzeba go będzie poważnie zwrócić na niego uwagę. Wierzyli w niego koledzy z drużyny oraz kierownictwo zespołu (Katiusza) – do pomocy dostał doświadczonego specjalistę, Lukę Paoliniego, który znakomicie przeprowadził Norwega przez ostatnie, wymagające i nerwowe kilometry.

    Finisz ?Primavery? nie jest nigdy klasycznym sprintem. Kolarze mają w nogach 300km, ostatni odcinek to dwa podjazdy pokonywane w zawrotnym tempie oraz kręty zjazd, na którym trwa walka o pozycje w niewielkiej, maksymalnie kilkudziesięcioosobowej grupie. Gdyby to był zwykły etap, Mark Cavendish powinien wygrać w cuglach a Peter Sagan nie byłby na straconej pozycji. Po takim dystansie w deszczu i zimnie przedwyścigowe prognozy można włożyć między bajki: liczy się dyspozycja w tym konkretnym momencie. Mocno zbudowany Kristoff wytrzymał morderczy finisz, pokonał samego Fabiana Cancellarę, eksperta od takich sytuacji, Cavendisha zwyczajnie ?odcięło? a przemarznięty Sagan w ogóle nie nawiązał walki o podium. Jeśli ktoś myśli, że przy braku pomocników, linii mety usytuowanej tuż po zjeździe i ogólnie w trudnych warunkach rozstrzygnięcie jest dziełem przypadku, wątpliwości rozwiewa sam Eddy Merckx: „Mówią, że to loteria, ale czy znacie wielu (takich jak ja), którzy wygrywali na loterii siedem razy?”

    Skoro tak, Alexander Kristoff jest czwartym z rzędu niespodziewanym zwycięzcą, którego sukces nie zaskakuje. Goss, Gerrans i Ciolek wygrywali w San Remo i nikt nie podważa ich sukcesów, natomiast nadal, gdy stają na starcie kolejnych imprez, inni kolarze notowani są wyżej w przedwyścigowych typowaniach. Czy tak samo będzie z Kristoffem? Dla niektórych kolarzy wygranie jednego z Monumentów było bowiem motorem napędowym do dalszych triumfów, dla innych przekleństwem, momentem, do którego przez kolejne lata nie byli w stanie nawiązać (by wspomnieć choćby Filippo Pozzato). Zatem póki co, brawa dla Norwega i z niecierpliwością czekam na jego dalszy rozwój: ważny sprawdzian już za dwa tygodnie na flandryjskich brukach.

    Co jeszcze? Ruszył Cape Epic, najbardziej prestiżowy wyścig etapowy na rowerach górskich. Na starcie większość światowej elity a uparty Marcin Piecuch po raz kolejny próbuje swoich sił w konfrontacji z najlepszymi góralami, tym razem w parze z Dariuszem Mirosławem. Do tego wyścig jest znakomicie prezentowany na żywo w sieci. Mam nadzieję napisać więcej na ten temat w nadchodzącym tygodniu :)

     

    Dziś startuje również Volta a Cataluna. Niestety Rafał Majka nie jedzie: kontuzja łokcia, której doznał podczas Paryż – Nicea wykluczyła go z rywalizacji. A szkoda, ponieważ w Katalonii zmierzą się wybitni górale i specjaliści najtrudniejszych etapówek.


    Na koniec jeszcze uwaga dotycząca „Primavery”. Zapewne chłód i deszcz dodatkowo sprzyjały takiemu rozwiązaniu (nie trzeba było zmagać się z upałem), ale spora część peletonu i większość kolarzy, których w końcówce pokazywano w relacji TV wybrała aerodynamiczne, „deskorolkowe” kaski. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia, ciekawe, kiedy taki widok nam spowszednieje.