Kategoria: Recenzje

  • Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce.

    Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce.

    Larry Nassar, fizjoterapeuta gimnastycznej kadry USA przez lata współpracy z narodową federacją, uczelnią oraz prywatnymi ośrodkami i pod przykrywką rehabilitacji molestował ponad 250 młodych zawodniczek. O tej bulwersującej sprawie w trudnym a równocześnie imponującym dokumencie wyprodukowanym przez HBO opowiada Erin Lee Carr.

    Lekarz gimnastyczek stopniowo budował zaufanie pacjentek. Bazując na fizycznym kontakcie z jakim wiąże się jego zawód przekraczał kolejne granice a równocześnie był kryty przez władze swojego związku sportowego, uczelnię oraz współpracowników.

    W połączeniu ze specyfiką gimnastyki: uczestnictwem bardzo młodych zawodniczek, katorżniczym treningiem, częstymi kontuzjami i izolacją kadrowiczek w ośrodkach treningowych Nassar miał stworzone idealne warunki do swoich nadużyć.

    Historia skandalu jest przerażająca a równocześnie trudno jej się dziwić. Schemat działania Larry’ego Nassara wydaje się być zbliżony do innych tego typu postaci, podobnie jak, do pewnego momentu, zachowanie ofiar czy ich bliskich.

    Dokument Erin Lee Carr idealnie trafia w moment zmian, jakie obserwujemy w świecie rozrywki, sportu czy biznesu, które rozpoczęły się od #MeToo.

    Sam proces Nassara, ostatecznie skazanego na 175 lat więzienia zakończył się w poruszający sposób, ponieważ sędzia przed wydaniem wyroku pozwoliła wypowiedzieć się wszystkim, chętnym do tego, poszkodowanym.

    Choć jest to temat trudny i bolesny, zarówno na sali sądowej jak i później, przed kamerą dokumentalistki nie tylko opowiedziały o swoich doświadczeniach i uczuciach, ale zrobiły to wprost, z otwartą przyłbicą, prezentując swoją twarz i nazwisko.

    Przełamanie wstydu, tabu a także zmierzenie się ze społeczną presją i agresją to najbardziej imponująca część zarówno całej sprawy jak i filmu. Wyraz niezwykłej odwagi, której podłoże ma niewątpliwie znaczenie terapeutyczne, ale również jest przykładem dla innych poszkodowanych w podobnych sprawach, które wychodzą na jaw w kolejnych środowiskach, grupach zawodowych czy branżach.

    Choć cały obraz to właściwie wyłącznie „gadające głowy” zmontowane z archiwalnymi ujęciami z treningów i zawodów, „Druga strona medalu” (oryginalny tytuł jest zdecydowanie ciekawszy: „At the heart of gold”) trzyma znakomite tempo i angażuje, nie tylko ze względu na poruszaną tematykę. To kawał dobrego dokumentu i trudno się dziwić, że autorka znajduje się wśród „30 najbardziej wpływowych ludzi w mediach przed trzydziestką”.

    Poniżej znajdziecie wersję tekstu z 01.07.2019

    Tyle o samym filmie, ale nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o istotnym kontekście. Kilka dni przed tym, gdy obejrzałem „Drugą stronę medalu” dowiedzieliśmy się o kolejnej fazie, w jaką weszła sprawa Andrzeja P., oskarżonego o molestowanie i gwałt na swoich podopiecznych, byłego trenera i dyrektora sportowego w Polskim Związku Kolarskim.

    Po ośmiu miesiącach pracy warszawska prokuratura skierowała postępowanie do sądu a P. w areszcie będzie przebywał przynajmniej do 24. września.

    Pamiętając o domniemaniu niewinności i o tym, by nie wydawać publicznie wyroku zanim nie zrobi tego wymiar sprawiedliwości nawiążę do pewnych podobieństw z seksskandalem w amerykańskiej gimnastyce.

    O postępowaniu Larry’ego Nassera wiedziało wiele osób. A jeśli nie wiedziało, to przynajmniej dostawało wystarczająco sygnałów, by pochylić się nad tematem. Tymczasem władze jego uczelni utajniły część raportu po jednej ze skarg, prowadzący komercyjne, gimnastyczne szkoły trenerzy przymykali oko na zachowanie Nassera.

    Uniwersytet Stanowy w Michigan ma w sumie wypłacić pół miliarda dolarów odszkodowań ofiarom. Z kolei Amerykański Komitet Olimpijski zmusił cały zarząd tamtejszej federacji gimnastycznej do rezygnacji, następnie rozpoczął proces decertyfikacji Związku, który w grudniu 2018r ogłosił bankructwo.

    W październiku 2018, były już CEO Związku, Steve Penny został aresztowany z zarzutami o manipulowanie dowodami a rektor uniwersytetu w Michigan, Lou Anna Simon została oskarżona o składanie fałszywych zeznań.

    Wiele wskazuje na to, że o nadużyciach Andrzeja P. w Polskim Związku Kolarskim również wiedziało wiele osób. A gdy grunt zaczął palić się pod nogami, środowisko, podobnie jak amerykańskie środowisko gimnastyczne, zaczęło nieudolnie sprawę tuszować lub załatwić bez uszczerbku na wizerunku związku i jego działaczy. Kto tak robił, w jakim interesie, czy z własnej woli czy pod presją i czy Andrzej P. rzeczywiście dopuszczał się zarzucanych mu czynów, zarówno tych obyczajowych jak i innych, które równolegle bada Prokuratura Regionalna dowiemy się za jakiś czas.

    Ostatecznie najważniejsze co się liczy, to dobro poszkodowanych. Mam więc nadzieję, że niezależnie od wyroku sądu, wykażemy się względem nich należną empatią.

    „Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce” („At the Heart of Gold: Inside the USA Gymnastics Scandal”)
    Reżyseria: Erin Lee Carr
    Produkcja: HBO
    85 minut
    Film obejrzałem w HBO GO w czerwcu 2019.

    Suplement 02.02.2022

    Na początku lutego 2022, po niemal dwóch latach procesu, Sąd Okręgowy w Legnicy wydał wyrok skazujący Andrzeja P. na 4,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności, 6 lat zakazu wykonywania zawodu oraz zbliżania się do poszkodowanych. To wyrok I instancji i nie jest prawomocny, Andrzej P. może się od niego odwołać.

    Ponieważ sąd, m.in. z myślą o poszkodowanych utajnił rozprawę, prawdopodobnie nie poznamy jej szczegółów. Choć oczywiście każda sprawa tego typu jest inna, temat molestowania, mobbingu i innych nadużyć w świecie sportu czy kultury doczekał się już wielu relacji, artykułów, książek, wywiadów czy nawet filmów. Na przykład takich jak recenzowany powyżej „Druga Strona Medalu”. Co jest istotne, to pewne wspólne mechanizmy charakterystyczne zarówno dla postępowania sprawców jak i świadków. Możecie przyjrzeć się oglądając m.in. „Drugą Stronę Medalu”, „Małą Królową” czy „Slalom„.

  • Time Trial. Czasówka. Próba charakteru.

    Time Trial. Czasówka. Próba charakteru.

    Zamiast triumfalnego pożegnania na Polach Elizejskich, David Millar w swoim ostatnim sezonie doświadczył kumulacji trudności, z jakimi na co dzień zmaga się zawodowy kolarz. Dokument ?Time Trial? pokazuje wszystko, co zazwyczaj jest pomijane w telewizyjnych relacjach z kolejnych wyścigów.

    Bardzo chciałem obejrzeć ten film. David Millar jest jedną z moich ulubionych postaci w profesjonalnym kolarstwie. To jeden z tych zawodników, którzy w obliczu dopingowej wpadki zamiast chować głowę w piasek lub opowiadać głodne kawałki postanowili coś zmienić.

    Szkot był jednym z cudownych dzieci ?ery EPO?. Podczas czasówki na Tour de France pokonał samego Armstronga, zdobył też tęczową koszulkę mistrza świata w jeździe indywidualnej. ?Afera Cofidisu? odmieniła jego karierę. Po powrocie z dwuletniej dyskwalifikacji Millar nie tylko stał się orędownikiem czystego kolarstwa, ale też odnalazł się w nowej rzeczywistości odnosząc kolejne, choć już nie tak spektakularne sukcesy.

    W sezonie 2014 postanowił zakończyć wyczynową karierę i właśnie w tym, trudnym dla każdego sportowca czasie, towarzyszy mu autor filmu ?Time Trial?, Finlay Pretsell.

    Plan był taki, by wraz z Millarem odbyć ostatnie tournee, zwieńczone trzynastym uczestnictwem w Tour de France. Sam kolarz planował celebrować swoje pożegnanie. M.in. sponsorująca go firma Fi?z:k na każdy z wyścigów przygotowała specjalne buty, unikatową grafiką nawiązujące do kolejnych imprez.

    Niestety życie bywa brutalne a sport bywa okrutny jeszcze bardziej. Zamiast cieszyć się sławą, Millar przeżywał trudne chwile niemiłosiernie męcząc się podczas następujących po sobie wyścigów. Mimo problemów, zdołał jeszcze przejechać hiszpańską Vueltę i jesienią zakończył karierę podczas organizowanego przez lokalny klub uphillu.

    ?Time Trial? wbrew polskiemu tytułowi nie opisuje specjalizacji Millara, czyli jazdy indywidualnej na czas. Jest za to historią, która jak żadna inna do tej pory odkrywa kulisy zawodowego kolarstwa. Mamy więc nieocenzurowane rozmowy dyrektorów sportowych w teamowym samochodzie, wymiany zdań przed snem w hotelowych pokojach czy smalltalki w peletonie.

    Film Pretsella jest obrazem o kolarzu, o kolarstwie i niemal wyłącznie dla kolarzy. Nie znajdziemy w nim właściwie żadnej ekspozycji. Bardziej niż słowem operuje obrazem, często skupiając się na brutalnej i bolesnej stronie tego sportu. Gdy sam Millar mówi wprost do kamery, jego wypowiedzi najczęściej są dosadne lub przepełnione goryczą.

    Tak jak odwagi wymagała antydopingowa krucjata ?skruszonego? kolarza, tak i występ w poruszającym filmie musiał wiązać się z pewnego rodzaju heroizmem. Kolejny raz szkocki zawodnik złamał liczne, obowiązujące w peletonie tabu, wprowadzając fanów tam, gdzie zazwyczaj nie mają wstępu.

    Nie wiem, co o takim podejściu sądzą byli czy obecni kolarze zawodowi. Wiem natomiast, że choć ?Time Trial? nie jest pozbawiony wad, ale ponieważ zamiast hagiografii, okrągłych słów napisanych przez ghostwritera czy specjalistę od wizerunku dostaliśmy bombę prawdziwych emocji, jest po prostu bezcenny.

    Time Trial (polski tytuł ?Czasówka. Próba charakteru?)
    reż. Finlay Pretsell
    Wielka Brytania 2017
    Film obejrzałem podczas festiwalu Off Camera, w legalnej dystrybucji dostępny jest np. na Amazon Prime na itunes.

  • Peter Sagan. Mój świat

    Peter Sagan. Mój świat

    Największa gwiazda współczesnego peletonu opowiada o swoim podejściu do kolarstwa. I do życia trochę też. Choć to wciąż ?sportowa biografia?, skutecznie wymyka się schematom obciążającym tego typu publikacje i dzięki temu pozytywnie zaskakuje.

    Gdy ?The Inner Ring? opublikował nieszczególnie przychylną recenzję książki Sagana, do lektury zasiadłem bez entuzjazmu. Na szczęście wraz z kolejnymi stronami niechęć mijała i muszę stwierdzić, że spisane przez ghostwritera przemyślenia trzykrotnego mistrza świata to dobra propozycja dla fanów kolarstwa bez względu na ich doświadczenie czy poziom zaawansowania.

    Przede wszystkim Sagan unika schematycznej, linearnej opowieści, w zamian opierając swoją opowieść o bezprecedensowe, zdobyte z rzędu, trzy tytuły najlepszego kolarza globu.

    Sporo miejsca poświęca swojej relacji z Olegiem Tińkowem, kontrowersyjnym miliarderem i pasjonatem kolarstwa, który był równocześnie szefem Sagana w sponsorowanym przez siebie zespole. Wygląda na to, że mimo wielu konfliktów i różnicy zdań, słowacki mistrz ostatecznie znajdował wspólny język z ?szalonym? Rosjaninem. Z pewnością obu panom nie brakuje charyzmy, cechy, która we współczesnym, zawodowym peletonie jest na wagę złota.

    Motywem przewodnim ?Mojego Świata? jest znaczenie i funkcjonowanie ?Team Peter?, czyli grupy najbliższych współpracowników i przyjaciół Sagana. Nie byłoby trzech tęczowych koszulek bez brata, menadżera, trenerów, rzecznika prasowego, przyjaciół-gregario, masażysty i mechanika. Myśląc o kolarstwie jako o sporcie zespołowym, zazwyczaj mówimy o roli, jaką pełni drużyna na szosie. Tymczasem Peter Sagan przybliża swoim czytelnikom zasady działania grupy ludzi, którzy wydatnie przyczyniają się do jego kolejnych sukcesów.

    A cała reszta? Cóż, zawodowego sportowca, celebrytę, gwiazdę kina, jakąkolwiek osobę publiczną znamy na tyle, na ile ona sama zechce dać się poznać. Sagan prezentuje się jako wyluzowany gość, chwytający życie i każdego dnia cieszący się swoim talentem.

    Książka sama w sobie ma nieco wad. Momentami czuć, że spory udział miał ghostwriter, pewne nieścisłości pojawiają się również w tłumaczeniu. Jest też już nieco nieaktualna, ponieważ od jej napisania sporo zmieniło się w życiu prywatnym Petera Sagana (jest w separacji z żoną, w biografii znajdziemy tylko informację o ich spektakularnym weselu). Mimo wszystko fajnie, że wydawnictwo SQN wprowadziło tę pozycję na nasz rynek, co więcej wiosną, czyli w czasie, gdy jej bohater co roku walczy w wyścigach klasycznych.

    Peter Sagan. Mój Świat
    Wydawnictwo SQN, 2019
    Cena na okładce: 39,99, swój egzemplarz kupiłem w promocyjnej cenie 28zł.

  • Eat Race Win – jedz i wygrywaj z Hanną Grant

    Eat Race Win – jedz i wygrywaj z Hanną Grant

    Jeśli myślicie, że kolarze jedzą głównie makaron to, cóż? jesteście w błędzie. Hannah Grant w swoim poradniku ?Eat Race Win? pokazuje, że współczesny sportowiec odżywia się bardzo różnorodnie.

    Na postać Hanny Grant trafiłem, gdy szukałem przepisu na ?ciasteczka ryżowe?. Dunka wówczas była kucharzem w zespole Olega Tinkowa a dzięki swojemu występowi w odcinku Global Cycling Network oraz aktywności na twitterze zyskała status ?celebrity chef? zawodowego peletonu.

    Teraz Grant gotuje w programie zatytułowanym tak jak jej druga książka (napisana przy współudziale dr Stacy Sims), czyli właśnie ?Eat Race Win?, który dostępny jest w usłudze Amazona, a na wyścigach pojawia się z własnym foodtruckiem.

    https://twitter.com/dailystews/status/872404091443585025

    Jej propozycja kolarskiej diety pokazuje, jak bardzo różni się żywienie zawodowców od tego, co powszechnie uważamy za słuszne, właściwe i prawdziwe.

    Tak jak w starym dowcipie o radzieckim kosmonaucie, który dziwi się, że przecież by zaspokoić zapotrzebowanie kaloryczne należy zjeść 30kg ziemniaków, tak i kolarz, biegacz czy triathlonista nie będzie dobrze ćwiczył, regenerował się i rozwijał żywiąc się wyłącznie makaronem.

    Sportowa kuchnia Hanny Grant jest jak każda inna? z tych na najwyższym poziomie: sezonowa, różnorodna, atrakcyjna wizualnie i przede wszystkim bardzo prosta.

    Większość przepisów to zaledwie kilka składników i parę zdań opisu. Bez skomplikowanych procedur i czasochłonnej obróbki na wiele sposobów. Propozycje potraw są dostosowane nie tyle do pór roku (choć niewątpliwie uwzględniają sezonową dostępność na półkuli określonych składników), co do okresów przygotowawczych oraz rodzajów podejmowanej aktywności.

    To wszystko ma sens i jest bardzo inspirujące. Nie tylko do korzystania z gotowych przepisów, ale przede wszystkim do zmiany podejścia do odżywiania.

    Z Hanną Grant możemy przygotować interesujący i pełnowartościowy posiłek w czasie zbliżonym do ugotowania makaronu z pomidorami z puszki, którego atrakcyjność będzie tysiąc razy wyższa.

     

    A do tego znaleźć wiele pomysłów na zdrowe desery, przedstartowe przekąski i wiele, wiele innych.

    Jako bonus dostajemy wypowiedzi znanych zawodników (m.in. Petera Sagana) a kolejne przepisy oznaczone są piktogramami zależnie od tego, czy mamy do czynienia z jedzeniem przedstartowym, regeneracyjnym itd.

    ?Eat Race Win? jak na nasze warunki nie jest tania (kosztuje 45GBP, ja swój egzemplarz dostałem ?do recenzji?), można ją kupić bezpośrednio od autorki na jej stronie https://www.hannahgrant.com/shop/.

    Może być więc bardzo dobrym prezentem dla sportowca, który nie wiem czy od razu po jej przeglądnięciu zacznie wygrywać, ale z pewnością zacznie lepiej jeść. Wygrywanie przyjdzie chwilę później ;)

    A w wolnej chwili możecie zacząć obserwować Hannę Grant na twitterze https://twitter.com/dailystews/, facebooku https://www.facebook.com/hannahgrantcooking/ lub instagramie https://www.instagram.com/dailystews/ pamiętając oczywiście, że oglądanie atrakcyjnego jedzenia wzmaga głód.

  • ICA?US. „Ikar”. Przed Igrzyskami i Oscarami.

    ICA?US. „Ikar”. Przed Igrzyskami i Oscarami.

    Od sportowego eksperymentu-prowokacji do afery na skalę międzynarodową. Od hedonistycznego pościgu za wynikiem w amatorskich zawodach po program ochrony świadków i ingerencję służb specjalnych. „Ikar” Bryana Fogela to przykład na to, że dziennikarstwo jeszcze ma sens.

    Choć to „Ikar” jest filmem głośniejszym, nagrodzony Oscarem w kategorii dokumentów, trzeba pamiętać, że najpierw powstał materiał niemieckiej telewizji ARD.

    Hajo Seppelt ujawnił w nim sporą część procederu, o którym również opowiada Fogel: zinstytucjonalizowanego, zorganizowanego i bezkompromisowego systemu dopingu wśród rosyjskich kadr dyscyplin olimpijskich.

    Działalność zarówno Seppelta jak i Vogela przyczyniła się do poważnego naruszenia pozycji reprezentacji Rosji podczas letnich Igrzysk w Rio de Janeiro jak i realnego wykluczenia jej z zimowych Igrzysk w Pjongczang, gdzie 168 zawodników będzie startowało nie w barwach swojego kraju a jako sportowcy niezależni. Czterdziestu pięciu do ostatniego dnia starało się o prawo startu i choć nie zostali zdyskwalifikowani, międzynarodowy trybunał uznał prawo organizatora do wykluczenia ich z imprezy.

    Wracając do meritum, sam „Ikar” stawia kilka ciekawych tez. Po pierwsze, nawet jeśli sportowiec indywidualny, grupa zawodowa czy kraj opracuje, dzięki wybitnym umysłom (tu poznajemy byłego kierownika moskiewskiego laboratorium, Grigorija Rodczenkowa) sposób na równoczesne wspomaganie sportowców i unikanie pozytywnego wyniku kontroli, ostatecznie niezbędne są metody najbardziej prymitywne.

    W tym przypadku, by osiągnąć sukces podczas Igrzysk w Soczi, Rosjanie użyli służb specjalnych, które wykradły pobrane próbki, otwierały zablokowane pojemniki z moczem i podmieniały ich zawartość.

    To najważniejszy morał z tej, jak również z innych około dopingowych historii. Nielegalne wspomaganie zawsze wiąże się z korupcją, przemytem, czarnym rynkiem, zastraszaniem, mobbingiem i wieloma innymi przestępstwami.

    Ponieważ w tym, konkretnym przypadku mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją prowadzoną przez kraj o de facto autorytarnym ustroju, stawka jest większa niż zazwyczaj. W grę wchodzi wolność a nawet życie zaangażowanych w proceder osób.

    Po drugie, jako wstęp do całej historii dostajemy ciekawą anegdotę na temat dopingu w sporcie amatorskim. Twórca filmu, sfrustrowanym brakiem wyników i pchany ciekawością zawodową postanawia, na potrzeby swoje i dziennikarskiego eksperymentu, odwzorować system, jakim posiłkował się Lance Armstrong.

    Efektem tego jest wyraźny wzrost parametrów fizjologicznych, który jednak nie całkiem przekłada się na wynik sportowy. Mimo wszystko w dyscyplinie takiej jak kolarstwo mamy do czynienia z wieloma, innymi składnikami sukcesu niż tylko odpowiedni stosunek mocy do masy zawodnika.

    Dzięki tej próbie Fogel nawiązuje relację z Rodczenkowem a reszta, cóż, reszta jest historią, której efektem jest m.in. „Raport McLarena” oraz wykluczenie rosyjskich sportowców z Igrzysk w Pjongczang.

    Jeśli dołączymy do tego szerszy, polityczny kontekst, który rysują autorzy „Ikara” oraz dynamiczną narrację, dostajemy klasyk współczesnego dokumentu i jeden z lepszych filmów o mechanizmach rządzących sportem. Nawet, jeśli już wcześniej go widzieliście, polecam obejrzenie przynajmniej jeszcze raz!

    Na koniec dodam jeszcze jedną obserwację. Grigorij Rodczenkow, podobnie jak Michele Ferrari i kilku innych dopingowych magików jawi się jako postać sympatyczna, pasjonat nauki i przesuwania granic ludzkich możliwości. Mając świadomość, że to, czym się zajmuje jest nie tylko nielegalne, ale wręcz obrzydliwe, równocześnie nie sposób go nie lubić, nie doceniać zaangażowania a przede wszystkim profesjonalizmu, wiedzy i inteligencji. Ot paradoks.

    „Icarus”
    Reż. Bryan Fogel
    121 minut
    Netflix 2017

    PS
    Osiem lat od Soczi, Rosjanie na kolejnych, zimowych Igrzyskach, tym razem w Pekinie wciąż w ramach konsekwencji afery nagłośnionej przez Hajo Seppelta startują jako „niezrzeszeni” i w teorii nie mogą reprezentować swojego kraju.

  • Najlepszy

    Najlepszy

    „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego broni się siłą opowiadanej historii. Inspirującej, dramatycznej i absolutnie niezwykłej. Czy ma do zaoferowania coś więcej?

    Właśnie ta historia: byłego narkomana Jerzego Górskiego który po terapii w Monarze wyrósł na mistrza triathlonu do pewnego stopnia zamyka dyskusję, nasuwa porównania z hollywoodzkimi super produkcjami i sprawia, że „Najlepszy” jest obrazem nie tylko głośnym, ale i powszechnie docenianym. Plus może pełnić rolę narzędzia motywacyjnego i wychowawczego.

    Nawet, jeżeli weźmiemy poprawkę na język filmu, zarówno postać głównego bohatera jak i droga, którą przeszedł zasługują na uznanie. Podobnie jak twórcy, dzięki którym Górski i jego życiowe perypetie trafili do szerszej publiczności.

    Jeśli dodamy do tego niezłe aktorstwo (Gajos, Gierszał, Kamińska, Jakubik) oraz fakt, że rodzima kinematografia mierzy się z filmem sportowym, „Najlepszy” zasługuje na uwagę. Niestety plusów wystarczyło mi zaledwie na cztery gwiazdki w dziesięciogwiazdkowej skali Filmwebu.

    Pierwszy cios pada już w sekwencji rozpoczynającej historię Górskiego. Jeżeli bowiem w 2017r za ilustrację renegackiego stosunku do życia głównego bohatera służy „Born to be wild”, wiedzmy, że coś poszło nie tak. Nie licząc oryginalnej ścieżki dźwiękowej z „Easy Ridera” ten utwór od niemal pół wieku używany jest w konwencji pastiszu a tymczasem w „Najlepszym” otwiera, w zamyśle, najbardziej dramatyczną, mroczną i trudną część filmu.

    Bo choć kulminacją historii jest zwycięstwo w morderczych zawodach „Podwójnego Iron Mana”, spora jej część dotyczy uzależnienia od narkotyków, fatalnych konsekwencji nałogu oraz stopniowego odbijania się od dna.

    Całość faktycznie miałaby zadatki na coś więcej niż tylko komercyjny sukces gdyby nie liczne mankamenty, które niebezpiecznie zbliżają „Najlepszego” do kina klasy „B”. A nie ukrywajmy spora część kina sportowego to właśnie takie produkcje w których, niestety, ślad idzie Palkowski.

    Zamiast pogłębienia postaci: ich motywacji, uzasadnienia wyborów, przemian i wysiłku dostajemy oglądany wielokrotnie zestaw ujęć, schematów i wyeksploatowanych do cna zagrań narracyjnych oraz formalnych. A gdyby tego było mało, całości brak choćby odrobiny finezji.

    Za przykład niech posłuży quasi metaforyczna scena w której bohater, by ostatecznie wygrać „walkę ze sobą” musi zwyczajnie „staremu sobie” dać w pysk. Dosłownie. Tak, to boli, tyle, że głównie widza.

    Niemal wszyscy: od tytułowego Jerzego Górskiego, przez jego kolejne kobiety, mentorów, przyjaciół czy rodzinę sprowadzeni są do schematycznych wydmuszek, które można opisać w trzech słowach. Za narkomanię potomka odpowiedzialny jest ojciec-kat. Uciemiężona Matka Polka bezwarunkowo trwa przy synu degeneracie. Niemal-teść z milicjanta-oprawcy i mimo niewątpliwego udziału protagonisty w śmierci córki, zmienia się w przychylającego nieba przyjaciela. Bo tak. A klub w którym Górski trenuje triathlon (swoją drogą: jakim cudem? z czego żyje? czy dojście do mistrzowskiej formy wiąże się z jakimiś wyrzeczeniami?) mógłby bez problemu nazywać się „Tęcza” a trener „Jarząbek”.

    Fakt, że sport – nowe, za to społecznie akceptowalne – uzależnienie głównego bohatera de facto zastępuje to stare, destrukcyjne, jest jedynie zasugerowany. A szkoda, bo byłby to ciekawy motyw, wokół którego można by poprowadzić całą historię.

    Mamy więc kiepski film o narkomanach połączony z wtórnym filmem sportowym. Tyle tylko, że, jak wspomniałem na wstępie, sama historia jest wyjątkowa. Magiczna. Cudowna. I na tym trzeba zakończyć.

    Najlepszy
    Polska, 2017
    110 minut
    Reżyseria: Łukasz Palkowski
    Scenariusz: Agatha Dominik, Łukasz Karpiński

    PS

    Polecam obszerny wywiad z Jerzym Górskim, który wyjaśnia więcej niż film (klik) a równocześnie i dla kontrastu rozmowę z aktualnym rekordzistą świata na dystansie podwójnego Iron Mana, również Polakiem, Robertem Karasiem (klik).

    Natomiast jeżeli macie ochotę na film sportowy, w którym bohaterowie to coś więcej niż postaci z komiksu, do tego również osadzony w realiach schyłku „demokracji ludowej”, ciekawą propozycją będzie czeski obraz „Fair Play” (pisałem o nim TUTAJ).

  • Tour de Pharmacy, czyli Tour de Koks

    Tour de Pharmacy, czyli Tour de Koks

    Jeśli komedia zaczyna się od ujęcia penisa a później części intymne pojawiają się w niej jeszcze kilka razy, to musi być śmiesznie. No po prostu musi, nawet jeśli to film o kolarstwie. Obejrzałem dla Was quasi dokument „Tour de Pharmacy” abyście Wy nie musieli ;-)

    Nie ma polskiego odpowiednika słowa „mockument”, czyli materiału stylizowanego na dokument, tak naprawdę będący jego farsą. Choć biorąc pod uwagę różnego rodzaju kontrowersje wokół „polskiej szkoły reportażu”, całkiem sporo cenionej przez krytykę literatury faktu jest właśnie „mockumentem”. Podobnie jak książki Lance’a Armstronga z przełomu wieków: „Mój Powrót do życia” i „Liczy się każda sekunda”, które po raporcie USADA i publicznej spowiedzi wielu księgarzy przekładało na półki z beletrystyką.

    „Tour de Pharmacy”, który po polsku dostępny jest legalnie w HBO Go pod tytułem „Tour de doping” to właśnie mockument. Bierze on wszystkie, najbrudniejsze fakty, doniesienia i pogłoski z historii kolarstwa, przerysowuje kilkukrotnie i podlewa sosem grubiańskiego humoru.

    Materiał opisuje alternatywną rzeczywistość, w której w 1982r kolarze mogą ścigać się na trasie Tour de France bez kontroli antydopingowych.

    To prztyczek w nos wszystkim tym, którzy są zwolennikami legalizacji dopingu. W „Tour de Pharmacy” mogą oni w krzywym zwierciadle zobaczyć, czym kończy się koksowanie bez ograniczeń.

    A gdy już minie rechot nad kolarzem z fujarą na wierzchu upadającym w przepaść może przyjdzie też refleksja, że pozbawieni ograniczeń sportowcy realnie umierali, gdy ich organizmy nie wytrzymywały tak brutalnego traktowania.

    Nota bene ofiarą brania bez umiaru jest, ucharakteryzowany nie do poznania (m.in. z żółtą brodą a’la Pantani) Orlando Bloom, który występuje w Tour de Pharmacy obok plejady innych gwiazd kina, sportu i popkultury: Jeffa Goldbluma, Kevina Bacona, Mike’a Tysona czy J.J.Abramsa. Oraz autoironicznego Lance’a Armstronga i wielu, wielu innych.

    W filmie mamy odniesienia do niemal wszystkich afer dopingowych w historii kolarstwa, od najprostszych stymulantów po ukryte w rowerach silniczki. Dostaje się też skorumpowanym władzom UCI, niezbyt lotnym dziennikarzom oraz komercjalizacji sportu. Wiele jest też, nie do końca zrozumiałych dla nie-amerykanina dodatkowych odniesień, które z pewnością podnoszą satyryczną wartość „Tour de Pharmacy”.

    Mając to na uwadze, fan kolarstwa może się nieźle bawić, mniej więcej na równi z entuzjastą łopatologicznych komedii spod znaku „American Pie”.

    Największym beneficjentem produkcji jest jednak Lance Armstrong, którego występ to kolejny krok ocieplania i odbudowywania jego wizerunku. Trzeba przyznać, że „Boss” dostał od HBO świetną rolę i odegrał ją znakomicie, dzięki czemu nieco łatwiej będzie mu wybaczyć winy z przeszłości.

    Tour de Pharmacy (pol. Tour de Doping)
    Produkcja: HBO 2017

    Reżyseria: Jake Szymanski
    Długość: 41′

  • Krew, seks i kolarstwo

    Krew, seks i kolarstwo

    Miał być gwiazdą. Właściwie wydawało mu się, że nią jest. Albo że będzie za chwilę. Żył szybko, kochał (się) mocno, na szczęście nie umarł. Thomas Dekker, upadła nadzieja holenderskiego kolarstwa.

    ?The Descent? (?Zjazd?, w oryginale ?Mijn Gevecht?, czyli ?Moja walka?) to opowieść zawodowego kolarza, który na potęgę stosował doping.

    Wydana jesienią zeszłego roku wywołała niemałe poruszenie w środowisku, zwłaszcza wśród opisywanych, byłych kolegów Dekkera z zespołu Rabobank.

    W skrócie, obecnie trzydziestoczteroletni Thomas Dekker opisuje swoją przygodę z wyczynową jazdą na rowerze. Od czasów juniorskich, przez ?orlika? po elitę i World Tour. Niewątpliwie utalentowany, jako młody zawodnik wygrywał ze starszymi, bardziej doświadczonymi rywalami. Szybko zaczął zarabiać spore pieniądze, i wygrywać coraz lepsze imprezy. Aż zderzył się ze ścianą.

    Był rok 2005 i Włosi oraz Hiszpanie, z którymi przyszło mu rywalizować w tygodniowych etapówkach jak Tirreno-Adriatico nadawali tempo, którego młody bóg, bo tak siebie widział Dekker, nie był w stanie utrzymać.

    Szybko podjął więc decyzję. Jeśli chce ścigać się na najwyższym poziomie, musi sięgnąć po doping. Z pomocą managera skontaktował się z Eufemiano Fuentesem i lawina niedozwolonego wspomagania ruszyła.

    Przez kolejne transfuzje i zastrzyki, aferę ?Puerto?, Tour de France 2007 z którego wyrzucony zostaje Michael Rasmussen po ostrzeżenie związane z nieprawidłowościami w paszporcie biologicznym, retroaktywny, pozytywny wynik testu na EPO, dyskwalifikację i powrót do czystego kolarstwa w ekipie Jonathana Vaughtersa towarzyszymy Dekkerowi w kolejnych, nie tylko dopingowych ekscesach.

    Holenderski zawodnik był bezkompromisowym sportowcem, ale też bezkompromisowym hedonistą. To właśnie nie doping a rozwiązłość obyczajowa i opisy imprez, orgii, popijaw i nadużywania narkotyków wraz z kumplami z ekipy Rabobanku wzbudziły tak wielkie kontrowersje.

    Jednego wieczoru Dekker potrafił zapić i zaćpać by następnego dnia rano stanąć na starcie wyścigu a po kilku godzinach, na linii mety wznieść ręce w geście triumfu. Na zgrupowaniach był w stanie wykonywać katorżniczą pracę w ciągu dnia, by nocami pić, tańczyć i chodzić do burdeli.

    https://www.instagram.com/p/BWNzuafgFjM/

    Ba, nie tylko na zgrupowaniach, ale i na wyścigach, w tym na lubianym przez niego Tour de Pologne.

    Im bliżej końca tej historii, tym bardziej Dekker brzmi jak człowiek po dogłębnej psychoterapii. Nazywa wprost destrukcyjne zachowania, którymi sabotował swoją karierę, życie prywatne i relacje z bliskimi. Ciągłe poszukiwanie doznań i kolejnych ekstremów: czy to w sporcie, używkach, szybkiej jeździe samochodem i przygodnych znajomościach towarzyszy mu całe życie.

    Z czasem palący go ogień zaczął wygasać, przynajmniej w tej części, która dotyczyła kolarstwa. Dekker zakończył karierę po cichu, często wycofując się z kolejnych wyścigów i walcząc z kontuzjami.

    Jego wielkim, choć nie do końca udanym dziełem była próba pobicia rekordu godzinnego zimą 2015r, kiedy to na torze w Meksyku przejechał imponujące 52,221km (zaledwie 270m mniej niż ówczesny rekord Rohana Dennisa), pokazując, że fizycznie wciąż może walczyć z najlepszymi kolarzami na świecie.

    Jednak psychicznie Dekker był wrakiem, wypalonym, zmęczonym i nie potrafiącym sobie znaleźć miejsca na świecie.

    Ta opowieść to próba rozliczenia z własną przeszłością i otwarcie nowej drogi. Z ludzkiego punktu widzenia jest historią smutną i przykrą, w której nie ma wiele nadziei.

    Dla fanów kolarstwa to ważny element układanki, spora porcja wiedzy o kolarstwie zawodowym, efektach i mechanizmach organizowania i stosowania dopingu a także odkrycie ciemnych kart funkcjonowania grup zawodowych oraz Międzynarodowej Unii Kolarskiej.

    Pozycja zdecydowanie warta przeczytania, o ile radzicie sobie z angielskim, niemieckim lub flamandzkim, bo w takich językach została póki co wydana.

    Ja kupiłem ebooka na Amazonie za $19, ale było warto.

  • Kiedyś to były czasy? Recenzja książki ?Historia najpiękniejszego kolarskiego wyścigu świata?.

    Kiedyś to były czasy? Recenzja książki ?Historia najpiękniejszego kolarskiego wyścigu świata?.

    Urok historii o kolarzach, których znamy z czarno-białych zdjęć jest nieodparty. Im dalej w przeszłość, tym opowieści z Giro d?Italia są bardziej doniosłe i budzą większy sentyment.

    Colin O?Brien zebrał wspomnienia o byłych mistrzach włoskiego touru, przeplatając je anegdotami o ważnych dla wyścigu miejscach. Dzięki temu dostajemy żwawą podróż przez sto edycji Giro d?Italia, która mija szybciej niż można się spodziewać.

    https://www.instagram.com/p/BT6SRQXjTwA/

    Binda, Coppi i Bartali, Gimondi, Anquetil, Merckx, Sarroni i Moser i wreszcie Pantani. A także wielu innych wielkich mistrzów. W tle interesy sponsorów, faszyści i doping. Zależnie od tego, jak bardzo interesujecie się kolarstwem, kolejne opowieści będą dla Was mniej lub bardziej znane. Nawet, jeśli słyszeliście je już wcześniej, miło będzie je sobie przypomnieć. Jeśli to Wasz pierwszy raz, będziecie zaskoczeni i podekscytowani przygodami herosów z przeszłości.

    Z perspektywy aerodynamiki, włókien węglowych i mierników mocy wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat są niczym podróż do egzotycznej krainy.

    Autor nie sili się na obiektywizm. Ma swój punkt widzenia, kolejnych mistrzów, ich charaktery i wybory ocenia wedle własnej sympatii. Dostajemy więc kawał klasycznego, sportowego dziennikarstwa podpartego solidną pracą faktograficzną.

    Najciekawiej prezentują się dwa wątki. Ten polityczny, związany z zawiłościami stosunku kolejnych zawodników do reżimu Mussoliniego skłania do refleksji. Ten sportowy, w którym głos dostaje Andy Hampsten, zwycięzca z 1988r, wspominający słynny etap na zaśnieżonej przełęczy Gavia, pokazuje jeden z przełomowych momentów w historii kolarstwa.

    Osobiście mam problem z brakiem jednoznacznej, negatywnej oceny pokolenia zawodników ścigających się w latach ?90 XXw i masowo stosujących doping. Autor wciąż jest pod wrażeniem spektakularnych ataków Marco Pantaniego a postać ?Pirata? zdobi różową okładkę książki. Ale cóż, takie prawo twórcy a ponieważ całość jest niezłą lekturą dla fanów nie tylko kolarstwa, ale i sportu w ogóle, ten drobny mankament można mu wybaczyć.

    Książkę do recenzji otrzymałem od wydawnictwa SQN, które ładnie ją wydało i złożyło tak, by lektura była jak najłatwiejsza dla czytelnika. Całość z przyjemnością pochłonąłem w dwa wieczory. Co i Wam polecam.

    Autor: Colin O’Brien
    Tytuł polski: Giro d’Italia. Historia najpiękniejszego wyścigu kolarskiego świata
    Tytuł oryginału: Giro d’Italia: The Story of the World’s Most Beautiful Bike Race
    Tłumaczenie: Bartosz Sałbut
    ISBN: 978-83-7924-845-2
    Data wydania: 10 maja 2016
    Format: 140 x 205 mm
    Liczba stron: 304 tekst 8 zdjęcia
    Okładka: Miękka

    Jest też dostępny ebook.