Kategoria: Casual

  • Chiński kask rowerowy – tak czy nie?

    Chiński kask rowerowy – tak czy nie?

    Temat chińskich podróbek wraca jak bumerang. Czy to łamiące się kierownice, pękające obręcze, podejrzane ramy z naklejkami znanych marek czy wreszcie kaski. Pytanie dnia brzmi: ?a co, jeśli podobny sprzęt można legalnie kupić w sklepie?

    Podrabiane komponenty rowerowe budzą kontrowersje z kilku powodów.

    Najważniejszy to oczywiście bezpieczeństwo. W przypadku znanej marki wiemy może nie kto wyprodukował daną rzecz, ale przynajmniej podmiot, do którego możemy zgłosić się z ewentualnym roszczeniem jest znany. Gdy mowa o imporcie podróbek z chińskich serwisów aukcyjnych, kosztem niskiej ceny otrzymujemy brak gwarancji. Nie tylko tej ?prawnej?, ale również nikt swoją twarzą, nazwiskiem, nipem i regonem nie gwarantuje, że jego produkt jest bezpieczny.

    Drugi element to wątpliwości natury etycznej. Naruszanie dóbr intelektualnych, w tym wypadku unikatowego projektu to kiepska sprawa. Celowe kupowanie podrobionego produktu w sytuacji, gdy nie stoi za tym manifest światopoglądowo-polityczny jest słabe.

    Co więcej, choć w branży rowerowej o tym mówi się mało, azjatyccy podwykonawcy często nie tylko naruszają prawa autorskie, ale też prawa pracy czy prawa człowieka. Nie wiem, jaką wagę do tego problemu przykładają duże marki kolarskie, ale mogę przypuszczać, że ktoś, kto działa na granicy przyzwoitości, również w tej materii może naginać zasady.

    Trzeba jednak pamiętać, że w wielu przypadkach opłata, jaką ponosimy za gwarancję, markę, projekt, r&d jest duża, czasem bardzo duża, biorąc pod uwagę, że, mimo wszystko wiele (co ważne – nie wszystkie!) produktów ?Logo?, ?Fake Logo?, ale też i ?No Logo? powstaje w zbliżonych, jeśli nie tych samych warunkach.

    Nieoryginalne kaski to sprawa szczególna, ponieważ dotyczy naszego bezpieczeństwa i integralności naszych czaszek. Z tematem dość dosadnie rozliczył się Tomek Hoppe z mtb-xc.pl, na tapetę biorąc oryginały i podróbki kasków Specializeda. Wideo możecie obejrzeć poniżej.

    W skrócie prezentacja polega na połamaniu podrabianego kasku w rękach oraz rzucaniu skorupami o betonowy słupek. Choć nieoczywistą, ale mimo wszystko przewagę mają oryginały, czemu mimo wszystko trudno się dziwić. Morał jest jednak taki, że lepiej jeździć w kasku jakimkolwiek niż w ogóle bez, bo jaki by nie był ten styropian, który ubieramy na głowę, i tak trochę ochrony nam zapewni.

    I teraz na scenę wchodzą dyskonty. Markety. Ale też marki rowerowe, niekoniecznie specjalizujące się w produkcji kasków.
    Mniej więcej równo z publikacją wideo, Biedronka wprowadziła do oferty kaski za ok. 60zł. Konstrukcyjnie jest im bardzo blisko do pierwszego z testowanych podróbek Speca. Ba, nawet system mocowania i zintegrowana lampka są właściwie identyczne. Podobny sprzęt mają w swojej ofercie Lidl, sieci hipermarketów czy marketów sportowych, korzystając albo z autorskich wzorów albo po prostu z projektu fabryki.

    Takie, sprzedawane na unijnym rynku kaski mają atesty, są dopuszczony do obrotu i można się spodziewać, że spełniają swoją funkcję ochronną.

    Ba, można oczekiwać, że działają tak samo jak 4-5 razy droższe modele np. z logo producentów rowerów, którzy w poszukiwaniu zysków oferują bowiem już nie tylko kompletne rowery i ramy solo, ale też całe kolekcje odzieży i akcesoriów.

    Wiele z nich nie robi nic innego jak Biedronka czy Lidl, czyli po prostu wybiera z chińskiego katalogu model, zamawia kolor i naklejkę, pakuje do swoich pudełek i sprzedaje klientom.

    Kontakt organoleptyczny wskazuje na podobne pochodzenie. Paski, zapięcia, detale laminowania skorupy, siatki, wkładki, daszki i ich mocowania są takie same w kaskach marki A, B, Dyskontu i? ?chińskiej podróbce?.

    Co więcej, cechą wspólną większości tych kasków jest stosunkowo niska masa: zaprezentowany na wideo brak szkieletu to jedno, ale drugim, charakterystycznym elementem jest ?rzadsza? struktura tworzywa, z którego wykonany jest kask. W połączeniu z mniejszą ilością zewnętrznej skorupy daje to niższą masę niż topowe modele marek stricte specjalizujących się w ochronie głowy.

    Mogę się założyć, że każdy z nich, jak na filmach, można zarówno połamać w rękach jak i, przy uderzeniu w twardą przeszkodę, ochroni naszą głowę.

    Dokładnie tak samo wygląda to z rynkiem wsporników, kierownic czy odzieży, gdzie kolejne marki wyrastają jak grzyby po deszczu, nie wspominając już o wyposażeniu kompletnych rowerów w sygnowane własnym logo komponenty. Wszystkie one mają atest, domyślnie są bezpieczne i bezstresowo można ich używać, co najwyżej odczuwając pewne różnice w ergonomii czy komforcie.

    Czy to zatem znaczy, że w zasadzie sprawa jest pozbawiona znaczenia i jeśli nie mamy wątpliwości natury etycznej, można kupować co się chce?

    Cóż, być może tak, ale nie do końca. Mimo wszystko, tak jak wspomniałem na wstępie, za logo marki – czy to rowerowej, marketu czy nawet dyskontu – stoi, wcześniej czy później, określona osoba, procedura, regulamin i prawo.

    Pęknięty mostek czy urwany pasek kasku może doprowadzić do kalectwa lub śmierci. Bąbel powietrza w laminacie obręczy, widelca lub ramy może zakończyć się katastrofą na szybkim zjeździe. Co więcej, takie błędy zdarzają się zarówno firmom ?krzak? jak i globalnym markom. Różnica jest taka, że jakkolwiek nie lubilibyście globalnych marek, można od nich dochodzić swoich praw. Od producenta podróbek – nie.

    Dla mnie kolarstwo jest emocjonujące samo w sobie i nie szukam dodatkowych emocji grając w rosyjską ruletkę przy pomocy części, co do których jakości mam wątpliwość. Ale każdy robi to, co lubi.

  • Mój pierwszy wyścig

    Mój pierwszy wyścig

    Jeśli dobrze liczę, było to w maju 1995r. Rocznikowo miałem więc 13 lat i byłem młodzikiem. To wtedy wystartowałem w swoim pierwszym wyścigu i choć kariery jako kolarz nie zrobiłem, ten sport jest ze mną do dziś.

    Połowa lat dziewięćdziesiątych to był prawdziwy ?boom? na rowery górskie. Sklepikarze i importerzy byli w stanie sprzedać cokolwiek na grubych oponach niemal w każdej ilości. MTB propagowała telewizja publiczna, gdzie do jazdy na ?góralu? zachęcali Katarzyna Dowbor, Doman Nowakowski i Mariusz Pacut. To wtedy też rower terenowy zaczynał być popularnym prezentem komunijnym.

    Kolejne imprezy wyrastały jak grzyby po deszczu, reklamowany w lokalnych mediach Puchar Krakowa przyciągał na trasy całkiem sporo nie tylko zawodników, ale i kibiców. Parę razy, w ramach weekendowej wycieczki z rodzicami oglądaliśmy więc takie ściganie a że wyglądało to fajnie, zachęceni informacjami w radiu, gdy okazało się, że mogę wziąć udział, pewnego wiosennego dnia pojechaliśmy do pobliskich Myślenic.

    No dobra, nie tak całkiem w ciemno, ponieważ Puchar Krakowa był w miarę poważną imprezą i nie dało się w niej wystartować ?z ulicy?. Wygląda na to, że musiałem być całkiem zdeterminowany, bo na szybko uzyskałem zaświadczenie o zdolności do uczestnictwa w zawodach od lekarza sportowego (wizyta u podchmielonej pani doktor pozostaje niezapomnianym przeżyciem), w tygodniu przed imprezą trochę więcej pojeździłem po jakiś górkach, dzień wcześniej podjechaliśmy zapoznać się z trasą by następnie stanąć razem z niemałą gromadką rówieśników na linii startu.

    1997, też Myślenice, start Uphillu

    Wiecie, jak wtedy wyglądały trasy zawodów? Rundy były dość długie, wiele z nich nie miała szczególnych trudności technicznych, choć zjazd po stoku narciarskim na sztywnym widelcu nawet dziś wywołałby pewne emocje.

    Teraz myślę, że w zasadzie ta trasa w Myślenicach nie różniła się zasadniczo od dobrze znanego maratończykom ?mini? na Bikemaratonie w tym właśnie miejscu, z tą różnicą, że nie wjeżdżało się na Chełm, tylko gdzieś w połowie zawijało w dół pod wyciągiem. Bonusem był za to dwukrotny przejazd przez strumień, który powodował, że większość rundy jechało się w mokrych butach.

    Jak mi poszło? Cóż, ukończyłem, nie byłem ostatni i nie dostałem dubla. Biorąc pod uwagę, że nie trenowałem w klubie tylko jeździłem na wycieczki i przejażdżki, do tego byłem w młodszym roczniku młodzika a chłopakom, z którymi stałem na starcie zaczynały już rosnąć wąsy i brody, było całkiem spoko.

    O ile dobrze pamiętam, to po drodze męczyłem się niemiłosiernie, rozwaliłem kolano a do zwycięzcy straciłem więcej niż sporo, ale nie to było istotne. Musiało mi się spodobać, bo właściwie jak tylko były jakieś zawody w okolicy, to na nie jeździliśmy.

    Gdy rok później wprowadzono obowiązek startu z licencją, żeby móc brać udział w całej tej zabawie, rodzice załatwili stertę formalności i cała zabawa zaczęła się od nowa.

    1999, Wielka Nagroda MTB Beskidy

    Najwidoczniej taka moja karma, że te zawody rowerowe mnie wciągnęły i w kolejnych latach z mniejszym lub większym zaangażowaniem startowałem przynajmniej kilka razy w sezonie. Raz było lepiej, raz gorzej, czasem gdzieś stanąłem na podium albo zdarzyła się jakaś przerwa. Zawsze jednak wracałem z tą samą motywacją, entuzjazmem i zaangażowaniem co w wieku 13 lat.

    Teraz mam 35 i jazda na rowerze nieustająco sprawia mi satysfakcję i przyjemność. Z zarazy ściganctwa ewidentnie się nie wyleczyłem. A to wszystko dzięki temu, że dawno temu miałem zawody mtb ?pod domem?.

  • Peleton Giro – wczoraj i dziś.

    Peleton Giro – wczoraj i dziś.

    Globalizacja kolarstwa postępuje. Widać to m.in. po sprzęcie, na jakim o zwycięstwo ściga się czołówka wyścigów. W grze pozostali właściwie tylko potentaci. Niewielkie manufaktury lokalnych mistrzów odchodzą w zapomnienie.

    Przejrzałem pierwszą dziesiątkę klasyfikacji generalnej Giro d?Italia 2017, 2007 i 2002 pod kątem używanych rowerów i osprzętu.

    Choć niewątpliwie istotnym elementem zmiany jest kalendarz World Touru, który wpłynął na zaproszenia do udziału w wyścigu, wykluczając z niego wiele, lokalnych drużyn.

    Włoskie ekipy startujące ?z dziką kartą? nie tylko wprowadzały wiele kolorytu, ale też dawały szansę na kontakt szerszej publiczności z tradycyjnymi markami, sygnowanymi często nazwiskami dawnych mistrzów szosy.

    Obecnie czołówka zawodowego peletonu zdominowana jest przez międzynarodowe korporacje.

    Zobaczcie zresztą sami:

    2017

    1 Tom Dumoulin (NED) Team Sunweb Giant / Shimano
    2 Nairo Quintana (COL) Movistar Team Canyon / Campagnolo
    3 Vincenzo Nibali (ITA) Bahrain?Merida Merida / Shimano
    4 Thibaut Pinot (FRA) FDJ Lapierre / Shimano
    5 Ilnur Zakarin (RUS) Team Katusha?Alpecin Canyon / SRAM
    6 Domenico Pozzovivo (ITA) AG2R La Mondiale Factor / Shimano
    7 Bauke Mollema (NED) Trek?Segafredo Trek / Shimano
    8 Bob Jungels (LUX) Quick-Step Floors Specialized / Shimano
    9 Steven Kruijswijk (NED) LottoNL?Jumbo Bianchi / Shimano
    10 Jan Polanc (SVN) UAE Team Emirates Colnago / Campagnolo

    2007

    1 Danilo Di Luca (ITA) Liquigas Cannondale/ Campagnolo
    2 Andy Schleck (LUX) Team CSC Cervelo / Shimano
    3 Eddy Mazzoleni (ITA) Astana BMC / Campagnolo
    4 Gilberto Simoni (ITA) Saunier Duval?Prodir Scott / SRAM
    5 Damiano Cunego (ITA) Lampre?Fondital Willier/ Campagnolo
    6 Riccardo Ricc? (ITA) Saunier Duval?Prodir Scott / SRAM
    7 Evgeni Petrov (RUS) Tinkoff Credit Systems Colnago / Campagnolo
    8 Marzio Bruseghin (ITA) Lampre?Fondital Willier / Campagnolo
    9 Franco Pellizotti (ITA) Liquigas Cannondale / Campagnolo
    10 David Arroyo (ESP) Caisse d’Epargne Pinarello / Campagnolo

    2002

    1 Paolo Savoldelli (ITA) Index Alexia Coppi / Shimano
    2 Tyler Hamilton (USA) CSC?Tiscali Look / Shimano
    3 Pietro Caucchioli (ITA) Alessio De Rosa / Campagnolo
    4 Juan Manuel Gárate (ESP) Lampre?Daikin Fondriest / Campagnolo
    5 Pavel Tonkov (RUS) Lampre?Daikin Fondriest / Campagnolo
    6 Aitor González (ESP) Kelme?Costa Blanca Look / Shimano
    7 Georg Totschnig (AUT) Gerolsteiner Wilier / Shimano
    8 Fernando Escartín (ESP) Team Coast Bianchi / Campagnolo
    9 Rik Verbrugghe (BEL) Lotto?Adecco Litespeed / Shimano
    10 Dario Frigo (ITA) Tacconi Sport-Emmegi Carrera / Shimano

    Jeśli rozejrzycie się wśród sprzętu, którego używają wasi znajomi, również zauważycie sporą homogeniczność. Duża część z nas, wydając własne, ciężko zarobione pieniądze, coraz częściej decyduje się na zakup produktu globalnej marki, która swoim autorytetem (i marketingiem) sugeruje wysoką jakość oraz innowacyjność a przez masową produkcję jest w stanie zaoferować bardziej atrakcyjną cenę.

    Rowery mniejszych marek, producentów lub nawet manufaktur (zależnie od tego, kto stoi za produktem: wykonawca, projektant czy dalekowschodni katalog) to domena prawdziwych pasjonatów. Do tego, co trzeba podkreślić, pasjonatów zamożnych.

    Ot, taki ten nasz XXIw.

    Zdjęcie okładkowe: LaPresse – Gian Mattia D’Alberto 14/05/2017, materiały prasowe RCS

  • Kiedyś to były czasy? Recenzja książki ?Historia najpiękniejszego kolarskiego wyścigu świata?.

    Kiedyś to były czasy? Recenzja książki ?Historia najpiękniejszego kolarskiego wyścigu świata?.

    Urok historii o kolarzach, których znamy z czarno-białych zdjęć jest nieodparty. Im dalej w przeszłość, tym opowieści z Giro d?Italia są bardziej doniosłe i budzą większy sentyment.

    Colin O?Brien zebrał wspomnienia o byłych mistrzach włoskiego touru, przeplatając je anegdotami o ważnych dla wyścigu miejscach. Dzięki temu dostajemy żwawą podróż przez sto edycji Giro d?Italia, która mija szybciej niż można się spodziewać.

    https://www.instagram.com/p/BT6SRQXjTwA/

    Binda, Coppi i Bartali, Gimondi, Anquetil, Merckx, Sarroni i Moser i wreszcie Pantani. A także wielu innych wielkich mistrzów. W tle interesy sponsorów, faszyści i doping. Zależnie od tego, jak bardzo interesujecie się kolarstwem, kolejne opowieści będą dla Was mniej lub bardziej znane. Nawet, jeśli słyszeliście je już wcześniej, miło będzie je sobie przypomnieć. Jeśli to Wasz pierwszy raz, będziecie zaskoczeni i podekscytowani przygodami herosów z przeszłości.

    Z perspektywy aerodynamiki, włókien węglowych i mierników mocy wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat są niczym podróż do egzotycznej krainy.

    Autor nie sili się na obiektywizm. Ma swój punkt widzenia, kolejnych mistrzów, ich charaktery i wybory ocenia wedle własnej sympatii. Dostajemy więc kawał klasycznego, sportowego dziennikarstwa podpartego solidną pracą faktograficzną.

    Najciekawiej prezentują się dwa wątki. Ten polityczny, związany z zawiłościami stosunku kolejnych zawodników do reżimu Mussoliniego skłania do refleksji. Ten sportowy, w którym głos dostaje Andy Hampsten, zwycięzca z 1988r, wspominający słynny etap na zaśnieżonej przełęczy Gavia, pokazuje jeden z przełomowych momentów w historii kolarstwa.

    Osobiście mam problem z brakiem jednoznacznej, negatywnej oceny pokolenia zawodników ścigających się w latach ?90 XXw i masowo stosujących doping. Autor wciąż jest pod wrażeniem spektakularnych ataków Marco Pantaniego a postać ?Pirata? zdobi różową okładkę książki. Ale cóż, takie prawo twórcy a ponieważ całość jest niezłą lekturą dla fanów nie tylko kolarstwa, ale i sportu w ogóle, ten drobny mankament można mu wybaczyć.

    Książkę do recenzji otrzymałem od wydawnictwa SQN, które ładnie ją wydało i złożyło tak, by lektura była jak najłatwiejsza dla czytelnika. Całość z przyjemnością pochłonąłem w dwa wieczory. Co i Wam polecam.

    Autor: Colin O’Brien
    Tytuł polski: Giro d’Italia. Historia najpiękniejszego wyścigu kolarskiego świata
    Tytuł oryginału: Giro d’Italia: The Story of the World’s Most Beautiful Bike Race
    Tłumaczenie: Bartosz Sałbut
    ISBN: 978-83-7924-845-2
    Data wydania: 10 maja 2016
    Format: 140 x 205 mm
    Liczba stron: 304 tekst 8 zdjęcia
    Okładka: Miękka

    Jest też dostępny ebook.

  • 10 pytań na 100 Giro

    10 pytań na 100 Giro

    Setne Giro to idealna okazja, by sprawdzić swoją wiedzę o „najpiękniejszym wyścigu świata”. Z tej okazji mam dla Was Quiz.

    Wśród tych, którzy właściwie odpowiedzieli na pytania i wraz z wynikami quizu zobaczyli stosowny kod rozlosowałem dwa egzemplarzy książki „Historia najpiękniejszego wyścigu kolarskiego świata” autorstwa Colina O’Briena, wydanej przez SQN.

    https://www.instagram.com/p/BT6SRQXjTwA/

     

    Podobało Ci się? Zobacz pozostałe kolarskie quizy!

     

  • Czy sezon MTB powinien zaczynać się w maju?

    Czy sezon MTB powinien zaczynać się w maju?

    Śnieg pod koniec kwietnia zaskoczył nie tylko kierowców na letnich oponach, utrudnia też życie kolarzom i organizatorom imprez rowerowych. Tym razem ochłodzenie jest drastyczne, ale to nie pierwszy raz, gdy kilkudniowy nawrót zimy komplikuje rozpoczęcie sezonu.

    Podobna sytuacja dotknęła maratończyków mtb wiosną 2013r. Zalegający śnieg wymusił zmiany w kalendarzu, o ściganiu 14.04 musieli zapomnieć chętni do startu w Murowanej Goślinie. Bywało też tak, że lód rozmarazł zaledwie kilkadziesiąt godzin przed startem, załamania pogody torpedowały również imprezy rozgrywane późniejszą wiosną a nawet w środku lata.

    Tym razem z zimową aurą zmagać się będą organizatorzy i uczestnicy m.in Bikemaratonu w Zdzieszowicach oraz Cyklokarpat w Jaśle a także wielu, mniejszych i większych imprez.

    W regulaminach wyścigów zazwyczaj znajdziemy punkt o przeprowadzeniu rywalizacji bez względu na warunki atmosferyczne. I ma to sens, ponieważ pogoda jest taka sama dla wszystkich, kolarstwo górskie należy do rodziny sportów ?outdoorowych? i zmagania z naturą są jednym z ważnych elementów gry.

    Co więcej, kolarze sami siebie uznają za twardzieli, w myśl znanego powiedzenia pogoda na rower może być tylko bardzo dobra lub dobra a do tego wyścig rozgrywany w szczególnie trudnych okolicznościach przyrody ?przechodzi do historii? (no dobra, bez przesady, ale zapada w pamięć zdecydowanie na dłużej).

    Z drugiej strony, oficjalne przepisy (choć nie dotyczą one wielu imprez mtb nie wpisanych do kalendarza PZKol) wskazują (4.2.017) jasno, że ?Trasa wyścigu musi być w całości przejezdna na rowerze bez względu na warunki pogodowe.?, co tak naprawdę nie jest respektowane nawet na najważniejszych imprezach, gdzie gdy solidnie popada, ?dają z buta? nawet Schurter, Absalon i Włoszczowska.

    Tak czy inaczej bywa, że faktycznie spora część trasy jest nieprzejezdna, a zawody zmieniają się w farsę.

    Cierpi na tym zdrowie, portfele, a ?dobra zabawa? i ?pure mtb? to tak naprawdę potraumatyczna redukcja dysonansu poznawczego. Kto leczył zapalenia, kontuzje i serwisował sprzęt po kilkugodzinnym maratonie w ulewie, ten wie?

    Do całości trzeba też doliczyć aspekt finansowy po stronie organizatora. Jakkolwiek lojalnych nie miałby klientów, deszcz i zimno odstrasza sporą część uczestników (bo – patrz akapit wyżej), przez co impreza może przynieść stratę, niezadowoleni będą też samorządowcy i sponsorzy.

    Równocześnie głód ścigania w kwietniu jest już w narodzie tak duży, że pierwsze zawody często i tak gromadzą tłum chętnych, bez względu na pogodę. Podmęczeni sezonem amatorzy (i ich rowery) raczej rezygnują ze startów w kolejnych miesiącach niż odpuszczają na samym początku.

    Biorąc pod uwagę, że ranga większości imprez mtb w kraju jest czysto umowna, można by się pokusić o przesunięcie rozpoczęcia sezonu o dwa-trzy tygodnie. Ale i w maju potrafi przyjść drastyczne ochłodzenie, zatem tak naprawdę nie rozwiązałoby to problemu.

    O bezpieczeństwie jako takim celowo nie wspomniałem. Amatorzy zazwyczaj są na tyle rozsądni, że w hardcore tylko się bawią, pamiętając, że po weekendzie trzeba iść do pracy. Z kolei o zdrowie i życie zawodowców zadbano wprowadzając „Protokół Ekstremalnych Warunków Pogodowych”, umożliwiający skrócenie, zmianę trasy lub odwołanie wyścigu, gdy sytuacja robi się drastyczna.

    Pozostaje więc trzymać się ciepło, zabrać ze sobą sporo ciuchów na przebranie i termos z herbatą i liczyć na to, że nie będzie tak źle. Albo zostać w domu i oglądać Liege-Bastogne-Liege. W końcu poza paroma osobami związanymi kontraktem sponsorskim, wszyscy jeździmy głównie dla przyjemności.

  • Rowerowy atak w telewizji

    Rowerowy atak w telewizji

    Dziś rano spora część bloku reklamowego w przerwie telewizji śniadaniowej wypełniły reklamy rowerów! Sportowych, miejskich, rekreacyjnych? Producenci wyraźnie chcą, by ?na dwa kółka? w końcu wsiedli absolutnie wszyscy.

    Kwietniowy powrót zimy dosłownie sprowadził mnie do parteru i zamiast na rozjazd po świąteczny nabijaniu kilometrów w górach w spokoju ćwiczyłem na podłodze. Rzucając okiem na włączony w tle telewizorek w przerwie ?Dzień dobry TVN? zauważyłem, że jednym z bloków reklamowych zawładnęły rowery.

    Najpierw zaprezentował się Carrefour ze swoim rowerem miejskim za kilkaset złotych. Miło, kolorowo i wiosennie. Niestety nie trafiłem nigdzie na wideo, ale sprzęt ewidentnie adresowany jest do kobiet chcących połączyć dojazd do pracy czy zakupy z ruchem na świeżym powietrzu. Ot, taki zestaw lajfstajlowych stereotypów, ale biorąc pod uwagę prostotę oferowanego sprzętu i niedumpingową cenę, można stwierdzić, że ?markeciak? nie różni się niczym od najprostszej damki sprzedawanej w sklepach rowerowych.

    Następnie na scenę wkroczył Decathlon ze swoim hitem, czyli Btwinem 520. To prawdopodobnie najciekawszy sprzęt, jaki można kupić za 1299zł. Reklama jest z gatunku tych, które ewidentnie pobudzają wyobraźnię i zachęcają do zrobienia kroku w stronę bardziej zaawansowanej jazdy. Zobaczcie zresztą sami (zamieszczam włoską wersję, która poza jednym detalem jest taka sama jak polska):

    https://www.youtube.com/watch?v=OXg8Fo4a6hg

    (dla porównania polska wersja, poniżej:

    )

    Czy na ?520? można regularnie jeździć w takim terenie i tempie jak to zaprezentowano w spocie, trudno ocenić. Obiegowa opinia głosi, że to całkiem sensowny sprzęt. Uwagę zwraca jedynie cena, niższa we Włoszech niż w Polsce. No ale cóż, oni są w kryzysie a u nas kraj mlekiem i miodem płynący, więc nas stać ;).

    Na koniec do gry wszedł Romet, który, pokazuje różne modele i style jazdy, ale główny przekaz jest na wskroś patriotyczny. To ?nasze-polskie? rowery. Raczej nie ma tu za wiele sentymentu do tradycji marki, całość w dość sztampowy sposób prezentuje uśmiechniętych, młodych ludzi z wielkiego miasta lubiących aktywnie spędzać czas. Tak czy inaczej, producent spotu stawia na rower jako element ?lajfstajlu?, co dobrze wpisuje się w czas antenowy, w którym reklamę obejrzałem.

    https://www.youtube.com/watch?v=NTsLiV8JtY4

    Połowa bloku reklamowego wykupionego przez marki rowerowe w przerwie ?Dzień Dobry TVN?, programu adresowanego do ?biurowej klasy średniej? to nie przypadek. Producenci musieli poczuć krew, skoro ogłaszają się w telewizji.

    Co więcej, w Telewizji Publicznej od kilku tygodni możemy oglądać ?Magazyn kolarski?, od patrzenia na który co prawda nieco bolą zęby (archiwum odcinków znajdzicie na http://sport.tvp.pl/29365496/magazyn-kolarski), no ale jego obecność to symptom ożywienia w około rowerowych tematach.

    Możemy się spodziewać, że gdy tylko wyjdzie słońce, o ?miłośnikach dwóch kółek? (tak samo zgrany slogan jak ?białe szaleństwo? w odniesieniu do narciarstwa) będziemy słyszeć wszędzie i od wszystkich.

    Czy to dobrze? Tak. Nawet, jeśli tu i ówdzie pojawi się jakaś mniejsza lub większa bzdurka, skoro rowery goszczą w telewizorku, to znaczy, że idziemy we właściwym kierunku. Bo to wciąż o wiele, wiele większy budżet niż w prasie, o internecie nie wspominając. Skoro więc ?się ogląda? a w domyśle również ?się sprzedaje? to nie pozostaje nic innego, niż się cieszyć.

    I tak właśnie zamierzam. No chyba, że ktoś bardzo podpadnie ;)

    PS a najlepszą póki co reklamę dla kolarzy prezentuje Eurosport. Ze swoim hasłem ?home of cycling? w kilkudziesięciu sekundach znakomicie wyjaśnia, o co chodzi w całej tej zabawie.

  • Rower do XC wymyślony od nowa

    Rower do XC wymyślony od nowa

    To nie jest test. To raczej krótka historia o tym, jak bardzo zmienia się sprzęt i jak wiele możliwości daje teraz najprostszy z rowerów górskich: klasyczny hardtail.

    Wiosną 2013, czyli ?pięć sezonów temu?, kupiłem nowego ?górala?. Stary, na kołach 26? był na tyle zużyty, że regeneracja przestała być opłacalna. Trochę na zasadzie randki w ciemno, trochę po głębszym researchu, zdecydowałem się wówczas na aluminiowego Canyona, model Grand AL 8.9.

    Założenie było dość proste: chciałem możliwie nowoczesny sprzęt, wyposażony we w miarę rozwojowe komponenty i rozwiązania. Stąd też przednia przerzutka była mocowana w systemie ?direct mount?, oba koła miały sztywne osie a łożyska sterów różną średnicę. Jedyne, czego brakowało, to kół tubeless, ale jakoś to przeżyłem. Osprzęt był mieszanką grup Srama od X7 do X9, w komplecie znalazł się Sid Rock Shoxa oraz Mavic Crossride.

    https://www.instagram.com/p/9Qvhe-kcpz/

    Ścigałem się na nim przez dwa sezony w lokalnych zawodach xc i maratonach. Byłem na tyle zadowolony, że robiąc ?upgrade? do lepiej wyposażonego, karbonowego roweru bez wahania wybrałem model tego samego producenta.

    Po pierwsze, już w wersji aluminiowej pasowała mi geometria, która w węglowym następcy została nieco udoskonalona (m.in. skrócono i tak krótki tył). Po drugie w sensownej cenie kupowałem sprzęt całkowicie ?race ready?, na pełnej grupie X.0, bardzo szybkich kołach DT i z topowym widelcem World Cup z hydrauliczną blokadą. Po trzecie, stary rower mógł zacząć pełnić funkcję pełnoprawnej treningówki a w razie problemów, dzięki kompatybilności stać się dawcą organów.

    https://www.instagram.com/p/BKbMwifBv_-/

    Dwa sezony na karbonowym Grand Canyonie SLX to doświadczenie obcowania z zaawansowanym, nowoczesnym rowerem, gdzie jedynym ograniczeniem jest tak naprawdę moja moc. Bo tego typu sprzęt umożliwia rywalizację właściwie na każdym poziomie zaawansowania i rodzaju trasy.

    https://www.instagram.com/p/BGO0-vHkckI/

    Tej wiosny (czyli 2017) miałem okazję pojeździć na następcy ?Grand Canyona?, czyli modelu Exceed (CF SL 6.9). To zaprojektowana od nowa rama: lżejsza, sztywniejsza i w ogóle naj. A do tego z drobnymi zmianami w geometrii.

    Jedyny szkopuł, to że model, do którego miałem dostęp, wyposażony był analogicznie do mojego pierwszego 29era, tyle, że zamiast Srama ma Shimano XT/SLX i Rebę w miejsce Sida. Za to, co ważne, przystosowaną do osi typu Boost. Gdyby miał to, co mój rower ?właściwy? pewnie właśnie brałbym kredyt ;).

    https://www.instagram.com/p/BRQb7QSDjRR/

    Dlaczego? Cóż…

    Wsiadłem, pojechałem i? doznałem szoku. Jasne, to zupełnie inna rama: w rozmiarze M, w porównaniu do poprzednika ma o 10mm dłuższą, górną rurę (600mm), niższą o tyle samo główkę ramy (90mm) a jej kąt jest o 0,5 stopnia bardziej skierowany w stronę poziomu (69,5). Tylny trójkąt skrócono o 5mm, uzyskując imponujące 427mm, czyli w zasadzie tyle, co w wielu, niezłych rowerach 26?. Baza kół jest krótsza o niespełna 7mm. Do tego przekroje rur mają odmienny kształt, podobnie jak mufa suportu i główka ramy.
    Nie spodziewałem, się, że, w teorii kosmetyczne zmiany dadzą tak wielką różnicę.

    To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z kolejnym pokoleniem roweru do XC.

    Co ciekawe, nawet mój aluminiowy 29er z 2013r wciąż sprawdza się w trudnym terenie i właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by po gruntownym serwisie części eksploatacyjnych z powodzeniem brać na nim udział w amatorskich zawodach. Pięć sezonów temu była to na tyle fajna konstrukcja, że zasadniczo się nie zestarzała.

    Podobnie carbon z sezonu 2015 jest wciąż konkurencyjną maszyną, na której, jeśli nie wygram w totolotka lub nie dam się uwieść pieniądzom jakieś korporacji, będę jeździł jeszcze ze dwa lata. A może i więcej. Jest lekki, szybki a przeszkody pokonuje się na nim z łatwością.

    Ale.

    Exceed to nowa jakość. Prostota prowadzenia, wchodzenia w zakręty, skakania i przejeżdżania przez nierówności czy progi jest niesamowita. Postęp, jaki obserwuję na przykładzie ewolucji sprzętu do cross-country projektowanych przez inżynierów Canyona jest niesamowity.

    https://www.instagram.com/p/BRDPyDVDCHN/

    Zastanawiam się nawet, jak potoczyłby się rozwój mtb, gdyby takie rowery pojawiły się na rynku wcześniej: 7, 10, 12 lat temu. Gdzie byłoby współczesne cross country, czy w ogóle moglibyśmy mówić o czymś takim jak ?enduro?, skoro ?zwykły? (no dobra, całkiem zaawansowany i nie tani) hardtail ma takie możliwości.

    Carbon robi swoje, przemyślana geometria robi swoje a nowe standardy (precyzja sterowania, jaką daje Boost jest super!) choć powodują, że domowy park maszyn traci zaletę kompatybilności, tworzą razem niezwykłe połączenie.

    Trzeba pamiętać, że jeździłem na najniższym modelu serii Exceed, który, jak każdy tego typu rower miał pewne mankamenty.

    Jedyną zaletą tanich kół systemowych jest to, że w ogóle są założone, dzięki czemu możemy na takim rowerze jeździć. O ile nie czuć ich ułomności w przypadku sprzętu na ramie alu, to zaawansowany carbon zwyczajnie upośledzają.

    Shimano napęd z dwiema zębatkami produkuje chyba tylko po to, by pokazać, że w przeciwieństwie do swojego konkurenta potrafi produkować działające przednie przerzutki.

    Brak tubelessów w sprzęcie za prawie 10 tysięcy jest przykry, bo brak dętek to kolejna zdobycz cywilizacyjna, która powinna zostać wpisana przez ONZ do katalogu praw podstawowych.

    Tyle tylko, że takie wady znajdziecie w analogicznym rowerze dowolnej marki. Za wersję ?race ready? trzeba zapłacić ok. 3 tysięcy złotych więcej.

    W całej sprawie istotne jest jedno: kupując w sezonie 2017 hardtaila takiego jak Canyon Exceed doświadczacie jazdy na rowerze xc na nowo. Bariera wejścia do tej, z pozoru elitarnej, dyscypliny jest mniejsza niż kiedykolwiek. I tak, na trasy maratońskie też się nadaje.

    PS Tekst nie jest sponsorowany.

  • Co Ty wiesz o Tomie Boonenie?

    Co Ty wiesz o Tomie Boonenie?

    Jeden z najwybitniejszych specjalistów wyścigów klasycznych kończy karierę podczas Paryż-Roubaix. Sprawdź co wiesz o Tomie Boonenie!

    Miłej zabawy i nie zapomnijcie podzielić się wynikiem w komentarzach :)

     

    Podobało Ci się? Zobacz pozostałe kolarskie quizy!

    Zdjęcie okładkowe: Felouch Kotek, wikimedia commons, CC BY SA 3.0