Autor: Marek Tyniec

  • Kronika Kolarska 05.09.2026

    Kronika Kolarska 05.09.2026

    Nikt nie spodziewał się tak ciężkiego etapu. Jeśli spojrzycie na wyniki, to wszystko wygląda “w normie”. Wout van Aert wygrał po akcji z ucieczki dnia, wydaje się, że wszystko jest w porządku Ale za ucieczką grupa liderów przyjechała w bardzo okrojonym składzie.

    Ponieważ do wspomnianej ucieczki zabrał się Mattjas Skjelmose, jednak trzeba ją było kontrolować i gonić. A że to nie była “ucieczka” a solidnych rozmiarów peleton ponad 30 kolarzy, nie było to takie łatwe.

    W efekcie w grupie Masa razem przyjechało tylko 14 zawodników. A to oznacza, że taki pozornie nieistotny etap może mieć wpływ na przebieg wyścigu, ponieważ intensywne ściganie było pomiędzy dwoma, trudnymi dniami w górach.

    Trzeba przyznać, że rywalizacja o zwycięstwo etapowe była znakomita. Ucieczka pełna znakomitych kolarzy i drużyny, które miały po kilku swoich przedstawicieli, do tego spora przewaga nad peletonem dały okazję do kolejnych ataków i testów kolarskiej taktyki.

    Najlepiej radzili sobie z tym kolarze Vismy, nie tylko dlatego, że ostatecznie zajęli pierwsze i trzecie miejsce. Mieli po prostu dwóch najmocniejszych zawodników z opcjami na dwa różne scenariusze finiszu. W efekcie gdy do przodu pojechał van Aert – specjalista klasyków i sprinter a z nim zabrał się drobny góral Paret-Peintre, Brennan mógł po prostu z tyłu czekać na to, by wygrać rywalizację o trzecie miejsce. Szanse by w takiej konfiguracji WvA nie zdobył etapowego zwycięstwa były tylko hipotetyczne.

    Belg sięgnął w ten sposób po swoją piętnastą wygraną etapową w wielkich tourach, co jest imponującym osiągnięciem. Zmierza pewnie po sukces w klasyfikacji punktowej a także nadal nie odpuszcza rywalizacji z Buitrago w klasyfikacji górskiej. Jak już jednak wiemy “zwycięzcy są na mecie”, wie o tym też sam van Aert który dwa lata temu będąc w rewelacyjnej formie upadł w drugiej części wyścigu a doznana wówczas kontuzja utrudniła mu życie na wiele miesięcy.

    Zawodnikiem szczególnie wartym wyróżnienia jest Jarno Widar. Młody kolarz Intermarche – Lotto, anonsowany jako wielki talent jedzie tę Vueltę w celu rozpoznania swoich możliwości w wyścigu etapowym. I choć zdarzają mu się gorsze dni, wczoraj, jakby na to nie patrzeć na ciężkim etapie w drugiej części grand touru był świeży, dynamiczny i był jednym z zawodników decydujących o przebiegu rywalizacji.

    Zobaczymy jak spisze się dziś, podczas jednego z cięższych testów w górach.

    Na kolarzy czeka 4300m przewyższenia, cały czas “góra-dół” po niewiekich wzniesieniach a także trzy oznaczone premie, w tym ostatnia, bardzo wymagająca na metę.

    Sierra de la Pandera to 12km i nieco ponad 7% średniej stromizny, ale cała druga część podjazdu to sekcje ponad 10%.

    Ten podjazd, z bazą wojskową na szczycie może przypominać polskim kibicom zwycięstwo Rafała Majki w 2017r, zaskakujący finisz młodego wówczas Alejandro Valverde w 2003 oraz absurdalną rywalizację tegoż Valverde z Kazachami: Vinokourowem i Kashechkinem w 2006.

    Finisz jak zawsze zaplanowano ok. 17.15-17.30. Transmisję włączyć warto przynajmniej godzinę przed końcem liczącego 155km etapu. na 123km jest premia lotna, więc pewnie do tego momentu z przodu będzie van Aert, następnie na 133km premia górska 2. kategorii. Zjazd z niej jest krótki, i od razu, niemal bez przejazdu bez dolinę zawodnicy zaczną wspinać się na Sierra de la Pandera. Bez względu na to, czy z ucieczki czy z peletonu, emocje będą gwarantowane.

    Dla Enrica Masa to kluczowy dzień – jeśli utrzyma lub powiększy przewagę nad Roglicem powinien być bezpieczny przed przyszłotygodniową czasówką. Dla Roglica odwrotnie – jeśli myśli o wygranej, musi zacząć nadrabiać, ale nic nie wskazuje na to, by mógł. Z kolei drużyna Decathlonu straciła wczoraj Muhlbergera, więc być może zmienią taktykę i nie będąc aż tak dyktować tempa na podjazdach.

    Partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox. Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    Zdjęcia: Miguel Ena, Toni Baixauli, Naike Erenozaga, materiały prasowe ASO

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 04.09.2026

    Kronika Kolarska 04.09.2026

    Kolarski świat zachwyca się Jakobem Omrzelem. I słusznie. Jednak wczorajszy etap to coś więcej niż tylko popis młodego Słoweńca.

    Omrzel wraz z bardziej doświadczonymi kolegami z drużny – Buitrago i Bilbao zabrał się do licznej, trzydziestoosobowej ucieczki dnia. Jego kompani dali mu pełne wsparcie a Ormzel znakomicie wykończył ich pracę dojeżdżając samotnie do mety przy obserwatorium Calar Alto. Piękna sprawa, potwierdzenie wielkich możliwości młodego Słoweńca, awans w klasyfikacji generalnej i młodzieżowej. A także bardzo udany dzień dla całego zespołu Bahrain – Victorious, ponieważ Buitrago umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji górskiej.

    Czy Omrzel, który ma na swoim koncie Giro Next Gen to faktycznie będzie “the next big thing”? Z pewnością ma wielki potencjał, jest też bardzo pewny siebie (w wywiadzie powiedział wprost: “Wiedziałem, że takie dni nadejdą wcześniej czy później”), co jest charakterystyczne dla kolarzy jego pokolenia. Ma dwadzieścia lat, więc trudno mu wypominać, że trudny, górski etap Vuelty wygrał z ucieczki puszczonej na wiele minut do przodu. Ale tak się składa, że żyjemy w erze Tadeja Pogacara i to on jest punktem odniesienia. A w swoim debiucie w Vuelcie wygrał trzy etapy, bezpośrednio z grupy liderów.

    Omrzel po tej akcji awansował na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, 30” za Oscara Onleya. Brytyjczyk, który w pierwszej części wyścigu spisywał się bardzo dobrze mimo infekcji, na Aitanie w niedzielę był drugi zaraz za Masem, wczoraj zaliczył upadek we wczesnej fazie etapu i poobijany stracił 2’ do lidera.

    Lidera, czyli Enrica Masa, który jedzie wyścig życia. Co więcej, mimo obaw, kolarze Movistaru byli “taktycznie perfekcyjni”, tym razem nieironicznie. Odpowiednio wspierali Masa, mieli też przedstawiciela w ucieczce. Garcia Pierna skorzystał z wypracowanej przewagi i w kluczowych momentach dzięki temu wspomógł Masa na finałowym podjeździe.

    To ważne, ponieważ wczoraj intensywne ściganie mieliśmy przez ostatnich kilkadziesiąt kilometrów. Zabawę zaczął Richard Carapaz, atakując na przedostatniej wspinaczce. Z kolei kolarze Decathlonu po raz kolejny nadawali bardzo mocne tempo (chcąc przede wszystkim pozbyć się Onleya) a już na 13,5km przed metą, na trudniejszej części finałowego podjazdu, zaatakował Felix Gall. Został jednak szybko (po 1,5km) skontrowany przez Masa, który po raz kolejny był najmocniejszy z grona faworytów.

    Naprawdę z przyjemnością ogląda się kolarza, który po dłuższym czasie niepowodzeń nie tylko wraca do formy, ale jeździ najlepiej w swojej karierze. Jest nie tylko mocny, ale pewny siebie i nie unika ofensywnej jazdy.

    Z kolei Gall, który jest tu numerem dwa, po niepowodzeniu swojej akcji pracował do samego końca, niwelując przewagę Masa z ponad 40 do 27”. Byli z nim jednak w stanie do mety dojechać i Roglic i Carapaz, co powoduje, że kwestia miejsc na podium jest wciąż otwarta.

    Biorąc pod uwagę, w jak otwarte karty zagrali Mas, Gall i Carapaz, różnice na mecie były niewielkie, jednak liczy się to, że Enric Mas ma już w klasyfikacji generalnej 1’45” przewagi nad Roglicem i 2’06” nad Gallem. Dochodzi więc do momentu, gdy przed Słoweńcem może być bezpieczny w związku z przyszłotygodniową czasówką a przed Austriakiem w kontekście pozostałych górskich etapów.

    Kolejny na kolarzy czeka w sobotę, bo dziś mamy raczej teren dla uciekinierów. Natomiast nie będzie to łatwa przeprawa, ponieważ dystans jest długi (ponad 190km) a suma przewyższeń przekracza 3200m. Co więcej, najcięższy podjazd jest zaraz po starcie, zatem jeśli ktoś będzie się źle czuł, będzie musiał się solidnie napracować, by zmieścić się w limicie czasu.

    Konfiguracja terenu a także samego finiszu (ostatni kilometr prowadzi nieznacznie pod górę) wskazują na van Aerta. Belg wczoraj znów zabrał się w ucieczkę, zbierał punkty na łatwiejszych premiach górskich i przede wszystkim na premii lotnej. Dzisiejsza trasa wydaje się być idealną, by w końcu sięgnął po etapowe zwycięstwo.

    Finisz w miejscowości Loja jak zawsze około 17.15-17.30.

    Partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox . Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    Zdjęcia: Toni Baixauli, Angel Caramena, materiały prasowe ASO

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 03.09.2026

    Kronika Kolarska 03.09.2026

    Matthew Brennan wygrał trzeci etap na tej Vuelcie, Wout van Aert ścigał się i na premii lotnej i na premii górskiej a choć nawrót przed metą był nieźle zabezpieczony i tak jeden z zawodników się tam wywrócił.

    Wygląda na to, że presja social mediów ma sens. Po kraksie na Giro podczas etapu do Neapolu i po nieprzychylnych komentarzach przed etapem Tour de Pologne w Szczecinie za każdym razem widać pewien postęp. Na Giro mimo deszczu nikt się sprawą nie przejął i doszło do kraksy tuż przed metą. Na Tour de Pologne ładnie zabepieczono tory i wrzucono post na sociale. Na Vuelcie nie tylko usunięto wysepkę i zaślepiono studzienki, to jeszcze niedługo przed finiszem reportem Eurosportu zaprezentował i omówił przebieg trasy i jej zabezpieczenie.

    Czy wpłynęło to na przebieg etapu i było spokojniej? Wątpię. Ale przynajmniej wrażenie zostało lepsze a jeden z zawodników (nierozpoznany), który wywrócił się na tym nawrocie raczej nic sobie nie zrobił.

    Konieczność zajęcia dobrej pozycji a następnie rozpędzenie się za nawrotem była wczoraj kluczowa. Choć niedługo wcześniej Wout van Aert wygrał i premię lotną i premię górską, dobrze spisał się jako rozprowadzający Matthew Brennana. Ten znów bardzo pewnie wygrał swój trzeci etap na tej Vuelcie, przed Coquardem i Meeusem.

    W rozgrywce nie wziął udziału Mads Pedersen – Duńczyk wycofał się z rywalizacji deklarując infekcję i konieczność jej doleczenia.

    Hajp związany z trzema etapami wygranymi przez Brennana rośnie. To oczywiście spore osiągnięcie, ale nie zapominajmy że to jest Vuelta i specyficzne okoliczności. Równocześnie wielki tour to wielki tour a trzy wygrane na wielkim tourze to trzy wygrane na wielkim tourze. W związku z tym, Mattheew Brennan zapowiada się tak samo dobrze jak zapowiadał się przed tym wyścigiem. Tyle, że z trzema wygranymi etapami Vuelty na koncie.

    Okazji będzie miał jeszcze kilka, ale nie dziś. Bo dziś w planie jest jeden z najtrudniejszych etapów na tym wyścigu. Prawie 5000m w pionie, ponad 160km i dwa ciężkie podjazdy (Velefique – 13km, 7,2% i Calar Alto – 17km, 5,6%) w końcówce.

    Calar Alto, “jak to na Vuelcie” ma ciężkich pierwsze 7km i “ściankę” 3km przed metą. Pozostałe odcinki obniżają średnią stromiznę, ale to bardzo wymagający podjazd, na którym wygrywali tylko bardzo dobrzy górale (Heras, Anton, M.A. Lopez).

    Tak trudny etap będzie sprawdzianem przede wszystkim dla drużyny Movistaru. O ile lider wyścigu, Enric Mas wydaje się być w formie życia, o tyle jego pomocnicy póki co nie nadążają za rywalami. Należy spodziewać się presji przede wszystkim ze strony ekipy Decathlonu, ale ponieważ jesteśmy już za połową wyścigu, możliwe są różne rozstrzygnięcia.

    Z pewnością tak wymagający etap z ciężką końcówką potwierdzi, kto będzie w stanie walczyć o podium w najbliższych dniach. Zapowiada się bardzo dobra, sportowa rozrywka, która w streamingach Eurosportu zostanie pokazana w całości. Start ostry będzie o 13.07, na szczycie Velefique czołówka będzie ok. 16.30 a na mecie mniej więcej godzinę później.

    Jeśli chcecie obejrzeć jakąś powtórkę z wczoraj, to zdecydowanie polecam pościg Filippo Ganny za Lewisem Askeyem na Tour of Britain. Po wyjeździe z brukowanej uliczki Askey prowadził, Ganna rzucił się w pogoń spóźniony a na pytanie “ile watów tam wykręcił” zapewne mógł odpowiedzieć “wszystkie”. A to i tak nie wystarczyło i utytułowany Włoch ukończył etap na drugiej pozycji.

    Mamy też kilka newsów branżowych. Najważniejszy to kupno części udziałów producenta osprzętu Campagnolo przez fundusz SPAC, będący właścicielem Pinarello. Istotne jest to, że ten zakup został przeprowadzony by “wzmocnić związki marki z wyczynowym sportem”. Obecnie żaden z world tourowych teamów nie używa osprzętu Campy.

    Partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox. Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    PS we wczorajszym podsumowaniu sierpnia zabrakło dwóch istotnych liczb. Otóż codziennie wpisy miały objętość aż 170tys znaków. Nagrałem też 121 minut podcastów.

    Zdjęcia z Vuelty: Naike Erenozaga, David Rojas, materiały prasowe ASO

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 02.09.2026

    Kronika Kolarska 02.09.2026

    Drugą część Vuelta a Espana rozpoczęliśmy od niespodzianki. I fajnie takie niespodzianki widzieć. Bastien Tronchon z Groupama – FDJ United był lepszy od rywali ze zdecydowanie większymi nazwiskami. To jego zaledwie trzecie i zarazem najcenniejsze zwycięstwo w zawodowej karierze. Wzruszenie zawodnika tuż za linią mety było po prostu bezcenne.

    Choć etap zakończył się sprintem z peletonu, nie można go ocenić jako łatwego. prawie 45km/h średniej prędkości na trasie z ponad 3000m przewyższenia brzmi bardzo konkretnie. Kolarze dotarli do mety wyraźnie przed zaplanowanym harmonogramem a intensywne ściganie trwało do samego końca.

    Na ostatnim kilometrze śmiałego ataku spróbowali Yevgeniy Fedorov (XDS Astana) i Xabier Azparren (Pinarello Q36.5). Wyglądało na to, że peleton się zawahał i będą w stanie powalczyć między sobą o zwycięstwo.

    Kolarze Vismy i Groupamy zebrali się jednak do pogoni a w pewnym momencie wspomógł ich również kolarz Astany, co trzeba przyznać było dość dziwne.

    Tronchon zaczął finiszować dość wcześnie i wygrał bardzo pewnie, ale jak powiedział chwilę później nie podniósł rąk w górę bo nie był pewny, czy kogoś jeszcze przed peletonem nie było. Z kolei Wout van Aert zajmując czwarte miejsce był rozczarowany i niezadowolony a Mads Pedersen stwierdził wprost, że coś jest nie tak i nie do końca wie co.

    Zwycięstwo mocno wzruszyło Tronchona. Do tej pory wygrywał tylko dwa razy, największy sukces odniósł rok temu na Tro Bro Leon (czyli wyścigu po polnych drogach w Bretanii). Wczoraj koledzy z drużyny ewidentnie w niego wierzyli, intensywnie pracując w końcówce, wysiłek całej drużyny zakończył się powodzeniem. Po reakcjach samego Tronchona jak i jego pomocników widać, że to był dla nich niezmiernie ważny sukces. Kolarze Groupama FDJ nie wygrywają zbyt często, na poziomie World Touru zazwyczaj 2-3 razy w roku. Każdy taki przypadek jest więc dla nich czymś wyjątkowym.

    Pewnie niełatwo będzie im to powtórzyć dzisiaj. Trasa etapu jest jedną z łatwiejszych na tej Vuelcie. Do pokonania jest tylko jedna premia górska 3. kategorii a większość zawodnicy pojadą w płaskim terenie. W samej końcowce trzeba być jednak czujnym i powalczyć o pozycję, ponieważ ok. 400m przed kreską na zawodników czeka nawrót. Dlaczego – nie wiem.

    Finisz, jak zawsze, około 17.30, faworytem jest Matthew Brennan, który wczoraj pracował dla van Aerta, ale dziś konfiguracja terenu raczej sprzyja jemu a nie Belgowi.

    Dziś także rusza męski Tour of Britain. Etapy są albo płaskie albo lekko górzyste, startują Merlier, Kooij i Ganna. Z kolei w Holandii będziemy mieli niemal w całości przeznaczoną dla sprinterów etapówkę ZLM Tour. Tam obsada jest słabsza, najwyżej sklasyfikowani w rankingach kolarze to Vacek i Turgis. Turgis, bardzo dobry kolarz klasyczny po tym sezonie zmienia Total Energies na Astanę.

    A skoro już jesteśmy przy transferach, to najważniejszą informacją z tego poletka jest pozyskanie przez FDJ Suez młodej Szwajcarki, mistrzyni świata juniorek mtb cross country, Anji Grossman. Grossman jest anonsowana jako potencjalnie kolejna wielka gwiazda kobiecego kolarstwa. Z kolei inna kolarka górska, która również w tym roku dołączyła do FDJ Suez, czyli Kate Courtney pojedzie niebawem w reprezentacji USA podczas mistrzostw świata ze startu wspólnego w Montrealu.

    A ponieważ mamy już wrzesień, to tradycyjnie podzielę się z Wami garścią statystyk. Tour de Pologne, Tour de France Kobiet i Vuelta to nie Tour de France. Ale i tak wyświetlenia i interkacje na profilu były na bardzo fajnym, wysokim poziomie. Symbolicznie, ale jednak, były lepsze niż w maju, gdy mieliśmy Giro, Tour de Romandie, kobiecą Vueltę oraz sukcesy Dominiki Włodarczyk w Kraju Basków.

    Nieustająco dziękuję za fajny feedback, dyskusje na najlepszym poziomie w polskich, kolarskich internetach, “korektę obywatelską” i wszystkie dobre słowa.

    Partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox . Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 01.09.2026

    Kronika Kolarska 01.09.2026

    Tadej Pogacar jest już po operacji obojczyka, Oscar Onley wyzdrowiał (bo w pierwszej części wyścigu zmagał się z infekcją) a grupa Soudal – Quickstep w dniu przerwy Vuelty pokazała stroje z logo nowego sponsora tytularnego, czyli Safety Jogger.

    Dni odpoczynku na hiszpańskim tourze to mniejsze wydarzenie niż podczas Tour de France czy nawet Giro.

    Tu nie ma raczej prezentacji nowego sprzętu, informacje o transferach zazwyczaj już mieliśmy a na kolejną ich rundę przyjdzie czas po mistrzostwach świata.

    Wypadek Pogacara jest wyjątkowo ważnym kontekstem, ponieważ założę się, że w Movistarze, Decathlonie, Netcompany, RedBullu, EF, Lidlu i Vismie management i zawodnicy mieli intensywne burze mózgów. Bo od niedzieli nie ma już ścigania o drugie miejsce – jest walka o zwycięstwo w Vuelcie.

    Nie ma też drużyny, która współkontrolowałaby peleton. Brak Tadeja i wycofanie Pablo Torresa powoduje, że kolarze UAE będą jednymi z wielu uciekinierów walczących o etapy. Pilnowanie różnic i strat spadnie więc na kogoś innego.

    Dzisiejszy etap będzie jednym z tych, które kontrolować będzie niełatwo. Jest dość długo (prawie 190km), górzyście (3000m w pionie) a na ostatnich 30km jest premia górska, nieoznaczony, mały podjazd a meta usytuowana jest na drodze prowadzącej pod górę (na ostatnich 5km jest ok. 100m przewyższenia). To zatem idealny teren dla ucieczki, dobry dla urządzenia jakiejś zasadzki na rywali lub na walkę o sekundy bonifikat: albo na premii bonusowej 60km przed metą albo na samej kresce.

    Jest to również dzień rozruchu po przerwie i po bardzo ciężkich pierwszych dziewięciu dniach ściagania. Transmisja w streamingach eurosportu jest od 14.45-17.45, finisz jak zawsze zaplanowano ok. 17.30 a patrząc na ukształtowanie terenu myślę, że ostatnia godzinka może być całkiem ekscytująca.

    Zamykając temat Vuelty muszę jeszcze raz nawiązać do Pogacara. Słoweńcowi zoperowano złamany obojczyk, kilka dni zostanie jeszcze w szpitalu, następnie wróci do domu, gdzie będzie się rehabilitował. Szanse na powrót do zdrowia i formy przed mistrzostwami świata są znikome a biorąc pod uwagę konieczność podróży na nie do Kanady bliskie zeru. Realnie najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli Tadej po prostu skupi się na leczeniu i poszuka motywacji na następny rok. Bo wciąż przed nim kilka celów, których jeszcze nie ma na swojej liście.

    Takie podejście zaleca mu Mikel Landa. Bask ostatni sezon ściga się w Soudal – Quickstep, w przyszłym roku wraca do drużyny Euskalel – Euskadi (której nota bene jest współwłaścicielem). Przywołuję go nie bez przyczyny, ponieważ w ostatnich latach ulegał wielu dotkliwym kontuzjom, ma więc doświadczenie w rekonwalescencji i tym, jakiej siły mentalnej wymaga powrót do zdrowia. A równocześnie jest wciąż kolarzem Soudal – Quickstep, czyli drużyny, która po wielu latach zmienia sponsora tytularnego. Od przyszłego roku Quickstep, czyli producenta paneli podłogowych zastapi Safety Jogger, czyli firma dostarczająca obuwie robocze. Według deklaracji bardzo lekkie i wygodne, co zaprezentowano na nowych koszulkach pokazanych przez zespół podczas dnia przerwy.

    Jestem ciekaw waszego zdania. Póki co stroje nie wyglądają na jakiś szczególnie wyrafinowany design, według mnie pełnią przede wszystkim funkcję reklamową.

    Na koniec jeszcze jedno nawiązanie do zakończonych mistrzostwa świata mtb i do startu w nich Mathieu van der Poela. Holender tym razem nic sobie nie zrobił, ale na trasie w Val di Sole był nieskuteczny. Ewidentnie nie trafił z formą, start z piątej linii był dla niego kłopotliwy. Dla Toma Pidcocka z kolei nie, bo ten i przebił się do przodu i pokonał wszystkich rywali zostając drugi raz mistrzem świata w XCO.

    Zaś van der Poel, choć jest niewątpliwie jednym z najlepszych kolarzy na świecie, kolejny raz w karierze zderzył się z rzeczywistością, w której okazuje się, że olimpiskie mtb cross country to bardzo ciężki kawałek chleba. I widać wyraźnie, że Pidcock potrzebuje mniej czasu na adaptację do specyficzności jazdy w “modern xc”, MVDP ewidentnie tego czasu potrzebuje więcej. Jeśli myśli więc o koszulce mistrza świata lub o medalu olimpijskim, będzie musiał inaczej rozłożyć akcenty w przyszłych sezonach by móc odpowiednio przygotować się do startów na rowerze górskim.

    A partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox . Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 31.08.2026

    Kronika Kolarska 31.08.2026

    Vuelta a Espana bez Tadeja Pogacara to test i szansa. Szansa dla Primoza Roglica na rekord zwycięstw w tym wyścigu. Dla Enrica Masa na (zapewne) jedyną w karierze wygraną w wielkim tourze, ale w tym, na którym często jest w topowej formie. Bo Enric Mas jest właśnie najlepszą wersją siebie i przypomina – jak bardzo przypomina – by nie skreślać sportowców i nie odbierać im z góry szans na dobry wynik. Nawet, jeśli przez dłuższy czas nie byli w stanie nawiązywać do swoich wyników z przeszłości.
    W kolejce czekają przecież jeszcze mający świetny sezon Gall, potwierdzający duży potencjał Onley i inni. Każdy z nich w okolicznościach jazdy po zwycięstwo a nie po drugie miejsce będzie sięgał do najgłębszych rezerw, bo taka szansa może się w najbliższym czasie nie powtórzyć.

    To także test i szansa dla kibiców. Szansa, by obejrzeć wielki tour z bardziej otwartą rywalizacją i taki, którego wyniku nie znamy przed startem. Bo od upadku Tadeja Pogacara ten wyścig rozgrywa się niemal od nowa, choć klasyfikacja generalna jest wbrew pozorom dość mocno ułożona.
    Ale to przede wszystkim test dla nas – jak poradzimy sobie z obserwowaniem rywalizacji, która choć jest wciąż na bardzo wysokim poziomie sportowym, nie jest na tym najwyższym. Bo choć prędkość podjeżdżania, czasy na kolejnych wzniesieniach, czy generowane przez zawodników moce będą bardzo wyśrubowane, to jednak nie będą nawiązywały do tego, co już pokazał i co pokazać mógł Pogacar.

    I nie chcę tu się pastwić nad komentatorami z telewizorka, ale już wczoraj na Aitanie mogliśmy słyszeć, że Gal atakował nie dość zdecydowanie, Masowi brakuje dynamiki Pogacara a ktoś jeszcze inny robi coś bez sensu. Zatem i tak źle i tak nie dobrze, bo przecież jak wiemy dominacja Słoweńca zabija emocje.

    A prawda jest taka, że po prostu każdy wyścig jest inny, każdy ma swoją historię i narrację. W obliczu dramatu Pogacara Vuelta zmienia się diametralnie i będzie po prostu zupełnie innym doświadczeniem. Zamierzam się więc nim cieszyć i pasjonować i każdego dnia dzielić z Wami wrażeniami i analizą.

    Materiał podsumowujący pierwszą część hiszpańskiego touru czeka na Was na youtube i platformach podcastowych. Linki zamieszczam poniżej:

    📺 https://www.youtube.com/watch?v=J9-tTy3XQi4
    💚 https://open.spotify.com/episode/0I190vDSjaePjxm9AzMSP2?si=S3qqv13yREmHIrfqsKVTEg
    🍎 https://podcasts.apple.com/us/podcast/test-i-szansa-jaka-b%C4%99dzie-vuelta-bez-pogacara/id1600566890?i=1000787006164

    Oprócz segmentu reklamowego Stamoxa mam też dwa małe “ogłoszenia parafialne”.

    Po pierwsze, dla widzów i czytelników z Krakowa i okolic mam propozycję głosowania w ogólnomiejskim Budżecie Obywatelskim. Planujemy budowę singletrackowej pętli na Górce Pychowickiej, nasz projekt ma numer 50 a więcej informacji o nim znajdziecie na stronie Krakowski Park Rowerowy tutaj: https://www.bikepark.krakow.pl/petla.

    Natomiast druga sprawa ma charakter nieco techniczny, ale być może będzie dla części z Was przydatna. Materiały na facebooku bardzo fajnie żyją swoim życiem i nie ukrywam, że ich popularność jest dla mnie bardzo motywująca. Natomiast jakby na to nie patrzeć, nie jestem ich właścicielem a z kontami fb dzieją się czasem różne rzeczy.

    Zazwyczaj codzienne posty publikuję około 7 rano, od kilku dni 2-3 godziny później, czyli w granicach 10-11 pojawiają się one również u mnie na stronie. W sensie, wiecie, takiej prawdziwej “stronie www”, tej, którą posiadam od kilkunastu lat i kiedyś również publikowałem na niej bardzo dużo. Są to dokładnie te same treści co tutaj, a publikacja jest częściowo automatyczna.

    Co więcej, udało mi się wyeksportować większość treści, które publikowałem tutaj od takiego regularnego restatru, czyli od wygranego przez Bernala Giro 2021.

    Dla odbiorców facebookowych nic się nie zmienia, ja natomiast mam backup a także dostęp dla osób, które nie korzystają z tego medium. Codzienne wpisy oraz archiwum dostępne są tutaj: https://xouted.com/category/kronika-kolarska/

    Jest to nieustająca “work in progress”, ale myślę, że da się używać. Zatem częstujcie się :)

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 31.08.2026

    Kronika Kolarska 31.08.2026

    Po wypadku Tadeja Pogacara jego koledzy z drużyny postanowili powalczyć o zwycięstwo etapowe na królewskim etapie Vuelty a kolarze Decathlonu przejąć inicjatywę i dać Felixowi Gallowi szansę na atak. Obie te koncepcje zakończyły się jednak niepowodzeniem.

    Pavel Sivakow i Marcel Camprubi (Q36.5) mieli przed podjazdem na Alto de Aitana aż pięć minut przewagi nad peletonem, ale pomocnicy Galla nadawali na tyle wysokie tempo, że nie było szans na dojechanie śmiałków do mety przed liderami. Sivakow, który po tym sezonie odchodzi z UAE właśnie do Decathlonu, zapowiada, że wraz z kolegami będą próbowali powalczyć o etapy w kolejnych dniach. “Dla siebie i dla Pogacara”. Zawodnik podał też informację dotyczącą okoliczności kraksy Tadeja, ponieważ jechał bezpośrednio za nim w momencie gdy ten najechał na feralny kamień leżący na szosie. Słoweniec miał wtedy właśnie chować bidon, więc trzymając kierownicę jedną ręką nie był w stanie uratować się przed upadkiem.

    Drużyna UAE kolejny raz w tym roku jest w tarapatach. Na Giro d’Italia, gdy drugiego dnia upadło kilku ich kolarzy i zespół został bez możliwości rywalizacji w klasyfikacji generalnej, Narvaez następnie wygrał trzy a Arieta jeden etap ratując w ten sposób wyścig. Czy tutaj będą w stanie to powtórzyć? Raczej będzie im trudno, bo jednak układ w peletonie jest inny i nie będzie łatwo zabierać się w skuteczne ucieczki. Tym bardziej, że wczoraj wycofał się również Pablo Torres.

    Tempo, w jakim zawodnicy Decathlonu kasowali przewagę Sivakova i Camprubiego było imponujące i przygotowywało pole do ataku dla Felixa Galla. Ten przyspieszał 8km przed metą i potem jeszcze raz lub dwa, ale nie był w stanie zdobyć wyraźnej przewagi nad rywalami. Co więcej, choć wszyscy mieli już w nogach niemal 5000m przewyższenia, niektórzy wciąż mieli i ochotę i siły, by kontratakować. Robili to Carapaz czy Skjelmose, po kilku gorszych dniach bardzo dobrze spisywał się Jarno Widar.

    Jadący w czerwonej koszulce Enric Mas miał bardzo dużo motywacji, by udowodnić, że nie tylko dostał ją “w spadku” po kontuzjowanym Pogacarze, ale też, że faktycznie na nią zasługuje. Jego forma ewidentnie rośnie na tym wyścigu z dnia na dzień i wczoraj był ewidentnie najmocniejszy.

    Na 3km przed metą nadał na tyle wysokie tempo, że utrzymali się z nim tylko Oscar Onley i Primoz Roglic, który jednak zaczął jechać swoje i minimalizować straty, gdy Mas z Onleyem nie zwalniali. W końcówce, która prowadziła przez ciasne łuki na większej prędkości Mas rozsądnie nie oddawał prowadzenia, nie zostawiając Onleyowi przestrzeni do finiszu. Hiszpan z Movistaru sięgnął więc po zwycięstwo etapowe w czerwonej koszulce lidera i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej, choć różnice na mecie nie były duże.

    Po dzisiejszym dniu przerwy, jeśli nikt nie przygotuje zasadzki na dwóch etapach co do zasady sprinterskich, szanse na przetasowania w klasyfikacji generalnej będą dopiero w czwartek na podjeździe Caral Alto. Na tę chwilę przewaga Masa nad rywalami wydaje się być dość bezpieczna, ale ponieważ do końca wyścigu jeszcze sporo czasu, nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte.

    O tym, co przed kolarzami (i przed nami) w tym tygodniu powiem Wam jednak w materiale podcastowym, który będzie dostępny po południu.

    Najlepszy kolarz świata czeka na operację obojczyka, natomiast “kolarz numer dwa”, czyli Mathieu van der Poel po raz kolejny podjął próbę walki w mistrzostwach świata MTB. I kolejny raz musiał obejść się smakiem. Startujący z piątej linii wraz z Tomem Pidcockiem Holender nie był w stanie przebić się do czołówki. O ile Pidcock bardzo systematycznie, ale równocześnie mądrze nadawał tempo, awansując o kolejne pozycje, o tyle van der Poel został z tyłu na tyle, że de facto w ogóle nie widzieliśmy go w transmisji.

    Pidcock na wymagającej i fizycznie i technicznie trasie we włoskim val di Sole jechał znakomicie, doganiając kolejnych zawodników dawał sobie chwilę czasu na złapanie oddechu zanim ruszał dalej. Ostatecznie został na czele ze swoim rodakiem, Charliem Aldridgem, któremu również był w stanie odjechać, trzymając do końca znakomite tempo i wysoki poziom koncentracji na zjazdach. Trzecie miejsce niespodziewanie zajął Cole Punchard z Kanady. Niespodziewanie, bo choć to bardzo dobry zawodnik, to jednak zajmuje miejsce w czwartej dziesiątce rankingu UCI. Medal MŚ wywalczył w ważnym momencie, ponieważ fabryczny team Cannondale, który reprezentuje na co dzień kończy działalność po tym sezonie.

    Podobnie dotyczy to brązowej medalistki z wyścigu kobiet, Nicole Koller, która reprezentuje Lapierre a firma ta borykająca się z bankructwem również musi wycofać się z Pucharu Świata. Koller została pokonana na finiszu przez mającą bardzo dobry sezon reprezentantkę gospodarzy, Martinę Bertę. W świetnej formie, nadając ton rywalizacji, po tęczową koszulkę pojechała zaś Sina Frei. Jenny Rissveds po defekcie i problemach ze zmianą koła w boxie technicznym dotarła do mety na siódmym miejscu.

    W val di Sole wystartowała również nieliczna reprezentacja Polski. Po bardzo dobrym wyniku w short tracku (8.), kolejny cenny rezultat (11. miejsce) w kategorii U23 osiągnęła Natalia Grzegorzewska. Wśród młodzieżowców Maciej Jarosławski był 35, w elicie Kobiet Gabriela Wojtyła 38. a w Elicie Mężczyzn Krzysztof Łukasik 51.

    To nie był jeszcze koniec wrażeń w kolarską “super niedzielę”. W Bretanii niespodzianką zakończył się tamtejszy, world tourowy klasyk w Plouay. Ta tradycyjna impreza została rozegrana po raz 90. Miejsce to znane jest z szosowych mistrzostw świata w 2000r, a polscy kibice kojarzą je ze srebrnego medalu Zbigniewa Sprucha.

    Mocna obsada sprinterów nie spowodowała, że wyścig został “zamknięty” przez ich drużyny. W kraksie leżał Paul Magnier, który wycofał się z rywalizacji a liczne ataki przez większość wyścigu był trudne do kontrolowania przez Alpecin czy Vismę. Po kolejnych przyspieszeniach na ostatnim okrążeniu w końcówce przewagę zyskał Alex Aranburu z Cofidisu, który zwyciężył przez Alxandrem Kampem z Uno-X. Po wygranej Coquarda na Vuelcie w sobotę, Aranburu dołożył kolejne cenne zwycięstwo dla swojej drużyny. Dzięki tym dwóm wynikom Cofidis jest teraz najwyżej sklasyfikowanym zespołem Pro Team, w rankingu decydującym o przyznawaniu dzikich kart na najważniejsze imprezy w przyszłym sezonie francuski team wyprzedził i Tudor i Q36.5.

    Na teraz to tyle a tak jak zapowiedziane wyżej, dodatkowy, podcastowo-youtubowy materiał podsumowujący pierwszy tydzień Vuelty będę miał dla Was później w ciągu dnia. Miłego poniedziałku!

    A partnerem codziennych materiałów z najważniejszych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox. Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiającego wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    Zdjęcia z Vuelty: Materiały prasowe ASO, Toni Baixiuli

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 30.08.2026

    Kronika Kolarska 30.08.2026

    Tadej Pogacar z poważnymi kontuzjami i nowe otwarcie na Vuelcie to wiodące tematy kolarskiej super niedzieli. Dziś mamy królewski etap hiszpańskiego touru w realiach zrestartowanej klasyfikacji generalnej, ostatni dzień i wyścigi w olimpijskim cross country na mistrzostwach świata mtb oraz worldtourowy klasyk w Plouay z mocną listą startową.

    Całą narrację weekendu zmienił jednak jeden niewielki kamień leżący na szosie po której jechał peleton 8. etapu Vuelty.

    Nie będę kłamał – czekając na jedyny podjazd na trasie oraz spodziewany finisz peletonu zaczynałem nieco przysypiać zbierając siły na drugi trening, który miałem w planie. Nie działo się nic na tyle ekscytującego, by z zapartym tchem śledzić, co dzieje się na etapie, jeśli właśnie nie drzemałem, raczej zastanawiałem się nad tym, co może wydarzyć się na niedzielnym wyścigu XCO, gdzie van der Poel i Pidcock zmierzą się z bardzo mocnymi w tym roku Francuzami.

    Gdyby to był komiks, w kolejnym kadrze pojawiłby się dymek z wielkim napisem

    WTEM!

    Jadący w pierwszej części głównej grupy Tadej Pogacar upadł na asfalt. Dość długo się nie podnosił a gdy zaczął być kontrolowany przez ratowników, widać było, że jest obolały, ma kontuzjowany bark i rozcięty łuk brwiowy. Jadący dalej peleton ewidentnie czekał na poszkodowanego lidera wyścigu, ten po kilku minutach chciał wsiadać na rower, ale nie mogąc oprzeć rąk na kierownicy został odprowadzony do karetki i wycofał się z wyścigu.

    Wieczorny komunikat drużyny zaprezentował listę kontuzji, których doznał mistrz świata. Zdiagnozowano wstrząśnienie mózgu, przemieszczone złamanie lewego obojczyka, stabilne złamanie kręgu C7 oraz liczne otarcia. Ze względu na wstrząsnienie, operacja obojczyka jest nieco opóźniona. To koniec sezonu Tadeja Pogacara, nie obroni więc tytułu mistrza świata, nie wystartuje w mistrzostwach Europy w rodzinnej Słowenii, Lombardię wygra ktoś inny a na skompletowanie zwycięstw w wielkich tourach będzie musiał poczekać.

    O ile oczywiście doznane urazy uda się wyleczyć skutecznie i szybko. Może być bowiem tak, że mamy do czynienia z kontuzjami zmieniającymi bieg kariery. Po podobnie poważnych wypadkach choćby van Aert, Evenepoel czy Vingegaard do formy sprzed nich dochodzili miesiącami.

    Z punktu widzenia tej Vuelty będziemi mieli teraz niezmiernie ciekawą sytuację w klasyfikacji generalnej. Nowym liderem jest Enric Mas, który w geście szacunku dla poszkodowanego Pogacara na podium odebrał czerwoną koszulkę, lecz jej nie założył. Hiszpan stoi teraz przed życiową szansą wygrania wielkiego touru, ale zapewne nie jest jedynym, który teraz zmieni nastawienie, taktykę i poziom zaangażowania. Gall, Roglic (który niespodziewanie może, mimo kontuzji kilka tygodni temu jednak powalczyć o rekord zwycięstw w VaE), Onley czy Kuss będą oczywiście rywalizować w cieniu kontuzji Tadeja Pogacara. Jednak bez względu na to, kto wygra nie należy deprecjonować jego wyniku tylko z tego powodu, że Pogacar musiał się wycofać.

    Jeśli można mówić o pechu, to w tym wypadku taką przyczynę zdarzenia można zaakceptować. Samotnie leżący kamień na szerokiej drodze o dobrej nawierzchni, niezauważony przez zawodników UAE, na który następnie najeżdża mistrz świata i lider wielkiego touru, co eliminuje go z dalszej jazdy i przerywa najlepszy sezon w karierze – to brzmi niemal absurdalnie. A jednak się wydarzyło, przez co po raz kolejny możemy obserwować jak niewdzięcznym i nieprzewidywalnym sportem jest zawodowe kolarstwo.

    A także wymagającym niezwykłej cierpliwości, czego przykładem jest zwycięzca wczorajszego etapu, trzydziestoczteroletni Bryan Coquard. Kolarz Cofidisu, mający do tej pory 55 zwycięstw, w World Tourze triumfował tylko trzy razy, ani razu w wielkim tourze.

    Sprinterzy niewątpliwie skorzystali na zwolnieniu w peletonie, który czekał na Pogacara. W związku z tym do finiszu dotarła duża grupa kolarzy a nerwowa atmosfera udzieliła się kilku innym zawodnikom i niedaleko przed kreską doszło do kolejnej kraksy. Nie przeszkodziła ona jednak najlepszym sprinterom. Niespodziewanie o zwycięstwo walczyli Pedersen z Meussem i Coquardem. Choć tempo nadawali wcześniej van Aert i Laporte, Brennan był zamknięty nieco z tyłu i mimo dobrego przyspieszenie nie był w stanie zająć lepszej pozycji niż 10.

    Dziś sprinterzy będą mieli ciężki dzień. Do pokonania jest 5100m przewyższenia. 188km, pięć premii górskich, bardzo wymagjący podjazd do mety oraz szereg nieoznaczonych wzniesień. To wszystko sprawia, że na koniec pierwszej części Vuelty kolarze dostają prawdopodobnie najcięższy etap całego hiszpańskiego touru. Smaczku dodaje dodatkowo otwarta sytuacja w klasyfikacji generalnej oraz to, kto weźmie odpowiedzialność za kontrolowanie peletonu. Do tej pory najmocniejszą drużyną wydawał się Decathlon, ale sytuacja bezkrólewia zmienia wszystko.

    Transmisja w streamingach Eurosportu zaplanowana jest z całości, od 12-18. Start ostry będzie o 12.26, finałowy podjazd rozpocznie się około 16.40. Finisz około 17.30. Alto de Aitana, gdzie usytuowana jest meta to 22km wspinaczki o przewyższeniu 1264m i wyraźnie trudniejszej drugiej jej części.

    To jednak nie wszystko co dziś będzie dostępne. Bretagne Classic w Plouay zapowiada się bardzo ciekawie. 179km, rundy poprowadzone w pofałdowanym terenie i mocna obsada: Philipsen, Schmid, Magnier, Cosnefroy, Christen, Bittner – możliwych scenariuszy jest przynajmniej kilka i niekoniecznie musi dojść do finiszu z peletonu. Wczoraj w Plouay ścigały się panie i choć po rozgrywce z niewielkiej grupy najlepsza była Elisa Balsamo, kolejne zawodniczki próbowały rozstrzygać wyścig indywidualnymi atakami. Tak też może być w rywalizacji panów, która ma się zakończyć około 14.50.

    To dobra pora, ponieważ będzie to dokładnie między wyścigiem elity kobiet (z Garbielą Wojtyłą) a elitą mężczyzn (z Krzystofem Łukasikiem) na mistrzostwach świata XCO w Val di Sole.

    W niedzielę rywalizować będą kolarze górscy kategorii U23 i elity, w streamingach Eurosportu obejrzymy na żywo elitę: o godz. 13 pojadą panie a o 15.15 panowie. Wcześniej o 9 pojedzie U23 kobiet (z Natalią Grzegorzewską) a o 11 mężczyzn (z Maciejem Jarosławskim).

    Wydarzeniem dnia jest start Mathieu van der Poela i Toma Pidcocka. Obaj wystartują z dalszych pozycji i na niełatwej trasie w Val di Sole będą musieli od razu zostawić sporo zdrowia, by włączyć się do walki o medale. Van der Poel wprost mówi, że brakuje mu objeżdżenia na rowerze mtb, ale nieustająco próbuje spełnić swoje marzenie o tęczowej koszulce mistrza świata XCO. Faworytami są raczej młodzi Francuzi: Boichis i Martin. Wśród pań sytuacja również jest otwarta, choć Jenny Rissveds czy Sina Frei mają znakomity sezon. Trzeba pamiętać, że Puchar Świata jest długi i niekoniecznie na imprezie docelowej błyszczą ci, którzy dominowali w pucharze świata.

    Tak czy inaczej zapowiada się dobra, sportowa rozrywka, do której obserwowania nieustająco Was zachęcam.

    A partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox. Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 28.08.2026

    Kronika Kolarska 28.08.2026

    Norwegowie wygrywają etap w dniu śmierci swojego króla a gdyby po perypetiach przedwczoraj ktokolwiek zapomniał, kto jest najmocniejszym kolarzem w peletonie, Tadej Pogacar przypomniał o tym swoim rywalom.

    Harald V zmarł wczoraj rano, pamięć króla Norwegii została uczczona przed startem etapu chwilą ciszy. Zawodnicy Uno-X stanęli w pierwszym rzędzie, z żałobnymi opaskami na ramionach.

    Andreas Leknessund zabrał się do wczesnej ucieczki razem z Woutem van Aertem. Początkowo jechał z nimi również Milan Vader, ale został zastąpiony przez drugiego z zawodników Uno-X, Tobiasa Hallanda Johanessena, Eddiego Dunbara i Alexeya Lutsenkę. Z kolei za nimi uformowała się spora grupa, w której jechał m.in. Jakob Omrzel.

    Z tyłu zawodnicy UAE nie szafowali siłami, w związku z czym przewaga uciekinierów urosła na tyle, by gwarantować im szansę na zwycięstwo etapowe.

    Finałowy podjazd nie był łatwy, ale prowadził po szerokiej drodze, miał też stosunkowo równomierną stromiznę. Sprzyjał więc mocnym zawodnikom, Leknessund to wykorzystał i odjechał rywalom nieco ponad 7km przed metą. Równe tempo van Aerta było zbyt mocne dla Lutsenki i Dunbara, z kolei Johanessen mógł zgodnie z niepisanymi zasadami jechać na kole Belga i czekać na rozwój wypadków.

    W końcówce Leknessund bardzo już cierpiał, ale dowiózł przewagę do mety a Johanessen zostawił van Aerta zajmując drugie miejsce. Z kolei van Aert, choć przegrał, też może być zadowolony – punkty z mety oraz wcześniejszej premii lotnej sprawiły, że od dzisiaj będzie pełnoprawnie jechał w zielonej koszulce. Wyprzedził bowiem w klasyfikacji sprinterskiej Tadeja Pogacara.

    Właśnie… Pogacar. W grupie liderów na finałowym podjeździe tempo dyktowali zawodnicy UAE, ale było ono równomierne i umiarkowanie mocne. Zostali zmienieni przez kolarzy Decathlonu, co momentalnie zrobiło selekcję a Felix Gall ruszył do ataku. Utrzymał się za nim jedynie Pogacar i sytuacja zaczęła przypominać etap Giro d’Italia do Corno alle Scale, gdzie za Gallem wiózł się Vingegaard, by wyprzedzić Austriaka na kilometr przed metą. Tu podobnie, Pogacar nieznacznie przyspieszył, zerwał z koła Galla i Masa, kontrolując sytuację zbudował kolejne sekundy przewagi. Czy zanim odjechał mógł dać jakąś symboliczną zmianę Gallowi i wcześniej odczepić rywali? No mógł. Czy tak zrobił? No nie.

    Gall wydawał się tym nie przejmować i raczej był zadowolony z faktu, że odrobił 23” do Roglica.

    Trzeba przyznać, że kolejny raz w tym roku Gall zaprezentował znakomitą formę a do tego drużyna Decathlonu nie bała się pojechać ofensywnie. Świetną pracę wykonał Muhlberger a zarówno nadane tempo jak i konsekwentna jazda Galla sprawiły, że straty zanotowali Widar, Carapaz czy Skjelmose.

    Jeszcze zaś co do zwycięzców, czyli kolarzy Uno-X, to oni również mają rewelacyjny sezon. Wygrali etapy w każdym z wielkich tourów (a do tego w kobiecym TdF), jak na średniej wielkości drużynę, która dopiero od tego roku ma licencję World Touru, są super skuteczni. Biorąc pod uwagę, że to specyficzny zespół, zatrudniający tylko kolarzy z krajów nordyckich, zatem operujący na ograniczonych zasobach ludzkich, ich sukces jest imponujący. Ewidentnie wyciskają z posiadanego potencjału wszystko, co mogą. Nazwisko Olava Alexandra Bu pojawiało się tutaj już kilkukrotnie, ale wiele wskazuje, że to właśnie będący “data freakiem” trener stoi za sukcesami Uno-X.

    Tu mała dygresja nawiązująca do tematu. Jakby coś, to ja mam dzisiaj w planie wpisany “double threshold day”, będziecie mnie mogli minąć jak pobieram sobie krew z palca na niektórych przystankach autobusowych na zachód od Krakowa (koniec dygresji) ;).

    Czy to oznacza, że nie będę śledził Vuelty? Ależ oczywiście, że będę. Dziś jest szansa na sprinterski finisz, ale Brennanowi i Meussowi nie będzie łatwo do niego dotrzeć.

    Choć etap jest płaski, na ok. 25 przed metą na zawodników czeka podjazd. Jest dość krótki (5km) i nie bardzo stromy (średnio 5,6%). Ale, hej, to jest Vuelta, zatem są na nim i sekcje po 10%. A to oznacza, że jeśli na czele nie będzie ucieczki, to sprinterzy będą musieli się mocno skupić, by utrzymać się w grupie a ten wysiłek wpłynie na rozgrywkę na kresce.

    Finisz zaplanowano na ok. 17.30, jak codziennie, ostatnia godzinka transmisji powinna być odpowiednią dawką, którą można sobie zaaplikować. Zwłaszcza, że to nie wszystko, co warto dziś obejrzeć i trzeba będzie dzielić uwagę. Około 17.00 w Plouay finisz swojego worldtourowego klasyku (Classic Lorient Agglomération) będą miały panie. Na wzgórzach Bretanii często można oglądać ciekawe ściganie, nigdy nie wiadomo, czy zawody zakończą się sprintem z grupy czy jakąś akcją mocniejszych na pagórkach zawodniczek. Na liście startowej jest i trzykrotna zwyciężczyni Mischa Bredewold i sprinterka Balsamo, i Franziska Koch i Kim Le Court. Szkoda, że harmonogram pokrywa się z Vueltą, jeśli panie pojadą nieco szybciej a panowie nieco wolniej, jest szansa, by obejrzeć i końcówkę z Plouay i załapać się na ataki na premii górskiej na Vuelcie.

    A partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox . Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    Zdjęcia: materiały prasowe ASO, Miguel Ena, Toni Baixauli

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 27.08.2026

    Kronika Kolarska 27.08.2026

    Wiele rzeczy poszło nie tak, wiele mogło pójść jeszcze gorzej, wliczając w to koniec wyścigu i sezonu a i tak Tadej Pogacar wygrał etap oraz powiększył przewagę nad rywalami w klasyfikacji generalnej. Tytuł “man of the day” trafia jednak nie do niego a do Enrica Masa.

    Czy Pogacar był zbyt pewny siebie i stąd wzięły się jego błędy, przeliczył się z siłami, czy po prostu dotknął go zbieg niefortunnych okoliczności, pewnie się nie dowiemy. Znamy tylko oficjalną wersję wydarzeń, czyli, że na decydującym, szutrowym podjeździe lider wyścigu nie wiedział, że ściga go Enric Mas a na zjazdach po prostu popełnił błąd wyprzedzając Hiszpana na jednym z zakrętów a następnie jadąc na prowadzeniu drogą, której nie znał.

    A może było tak, że niedostatecznie odżywiony i napojony Słoweniec zaczął nieco opadać z sił i stąd pojawił się problemy.

    Dość powiedzieć, że w końcówce podjazdu El Bartolo Mas go nie tylko dogonił, ale i wyprzedził a na zjazdach Tadej Pogacar wypadł z trasy, tylko cudem nie upadając i nie uszkodzając roweru.

    Ostatecznie Pogi wygrał finisz z Masem, co dało mu trzecie zwycięstwo na pięć rozegranych etapów. Z kolei kolarz Movistaru awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, natomiast w związku z tym nad najwyżej sklasyfikowanym rywalem Pogacar ma większą przewagę niż po dniu numer pięć.

    Trzeba przyznać, że nonszalancja Pogacara była wczoraj spora. Osobiście ścigał i “spawał” ucieczkę, nienajlepiej zarządzał pobieraniem bidonów, w związku z czym na pewien czas został bez picia. Następnie, gdy odjeżdżał od rywali na szutrowym podjeździe El Bartolo, przez radio dostawał informacje o pozycji i stracie Roglica i Galla a o zbliżającym się Masie teoretycznie nie wiedział.

    A Enric Mas, który choć ma za sobą wiele trudnych miesięcy, w czasie których był nieskuteczny, jest jednym z nielicznych zawodników, którzy z Pogacarem nie tylko nawiązali rywalizację, ale nawet kiedyś wygrali. Było to co prawda cztery lata temu, jesienią 2022, ale fakt pozostaje niepodważalny. Podczas włoskich klasyków Enric Mas był wówacza równorzędnym rywalem Tadeja Pogacara i nawet, jeśli od tego czasu Tadej jeszcze rozwinął się sportowo, Mas również był w stanie zbudować na tę Vueltę znakomitą dyspozycję.

    Zaś co do samych zjazdów, Enric Mas je znał i kilkukrotnie pokazywał Pogacarowi, by ten zwalniał. Spora część drogi sprowadzającej zawodników z El Bartolo to była bardzo wąska, betonowa nawierzchnia. Kręta, w kilku miejscach z głębokmi rowami po bokach, czasami mocno zerodowana. To, że Pogacar wypadłwszy z zakrętu uszedł bez obrażeń na ciele i sprzęcie to wyraz tyleż jego umiejętności co szczęścia.

    Moje zdanie jest takie, że choć wspinaczka po szutrowej drodze była znakomita a mimo wcześniejszych obaw nawierzchnia odpowiednio przygotowana, o tyle odcinek tuż przed szczytem a także zjazdy nie powinny znaleźć się na wyścigu szosowym. To, że nic się nikomu nie stało to tylko zasługa zawodników, choć jak widać nawet mistrza świata poniosła fantazja i dobrze, że skończyło się tylko na strachu. Biorąc pod uwagę, jak przez wiele przypadków odmienia się w ostatnich latach “bezpieczeństwo”, tak poprowadzona trasa nie powinna być zaakceptowana przez komisarzy UCI.

    No ale ponieważ nikomu nic się nie stało, nie należy spodziewać się jakiejść reakcji. Show must go on.

    A dziś “show” powinien być zapewniony. Bo mamy finisz na podjeździe i to niełatwy. Do Valdelinares prowadzi niemal 10km wspinaczki o niespełna 6% stromiźnie. Ale jak to na Vuelcie, właściwa część jest o wiele bardziej wymagająca. Cały etap ma niemal 3700m w pionie, dystans 150km i jest kolejnym ciężkim dniem na tej Vuelcie. Finisz jak zawsze około 17.30, premia lotna z bonusowymi sekundami na dwa podjazdy przed metą mniej więcej 50’ wcześniej.

    Enric Mas jest za bardzo “dieslem” by myśleć o wygranej etapowej, jednak może wpłynąć na przebieg rywalizacji. Pomoc dla drużyny UAE w prowadzeniu peletonu z pewnością się przyda, Movistar wydaje się mieć wystarczająco zasobów, by pilnować różnic w klasyfikacji generalnej.

    Te, jak wspomniałem, te znów się powiększyły. Co więcej, wyścig anonsowany jako “Vuelta przyszłości” póki co nie sprzyja młodzieży. Zarówno Onley jak i Widar wczoraj stracili trochę czasu, większość czołówki to zawodnicy z dużym stażem i doświadczeniem.

    Tymczasem we włoskim val di Sole rywalizowali kolarze górscy. W olimpijskkim cross country bardzo dobre ósme miejsce w kategorii U23 zajęła Natalia Grzegorzewska a Maciej Jarosławski był 19. Z kolei w zawodach na krótkim dystansie w elicie kobiet Gabriela Wojtyła była 28 a Krzysztof Łukasik 42. W elicie, po znakomitych finiszach wygrali odpowiednio Laura Stigger i Adrien Boichis. Zatem dwie tęczowe koszulki idą do teamu Specializeda. Szczególnie zaskakująca była wygrana Stigger, która wyprzedziła Evie Richards dosłownie rzutem na taśmę, finiszując z nieco dalszej pozycji, przyspieszając po wyjściu z ostatniego zakrętu.

    Partnerem codziennych materiałów z Vuelty jest Stamox . Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

    Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    Zdjęcia: Toni Baixauli, Naike Ereñozaga materiały prasowe ASO

    oryginalny post na facebooku