Autor: mt_jr

  • Czy Tour de Pologne 2021 to może być dobry wyścig?

    Czy Tour de Pologne 2021 to może być dobry wyścig?

    W cieniu Igrzysk w Tokio, w terminie pokrywającym się z hiszpańską Vueltą, z trasą bez większych gór, ale z solidną czasówką i z listą startową która powoduje wzruszenie ramion. Tour de Pologne 2021 nie ma lekko.

    Czy domagający się od lat zmiany trasy kibice spodziewali się takiego zwrotu akcji? 

    Cóż, wizyta na wschodzie kraju (Lublin, Chełm, Zamość, Przemyśl, Sanok, Rzeszów) to może nie jakaś super nowość, ale pewien powiew świeżości. Rezygnacja z rozgrywania (ze sportowego punktu widzenia) rywalizacji na Podhalu to także odmiana. 

    Zostaje jednak kręcenie się po średniej urody drogach na Śląsku i w zachodniej Małopolsce, rekompensowane odejściem od absurdalnego finiszu w Katowicach.

    Ten zastąpiony będzie 19km jazdą indywidualną na czas, która zaburza balans całości i po raz kolejny przybliża Tour de Pologne do Binck Bank Tour, czyli wyścigu w Niderlandach bez własnej nazwy, za to ze zmieniającymi się sponsorami tytularnymi. 

    Mimo schematyczności i wbrew ostatnim perturbacjom: fatalnej pogodzie w 2016, śmierci Bjorga Lambrechta w 2019 i dramatycznej kraksie w Katowicach w 2020 zyskiwał na atrakcyjności i mam wrażenie, że TdP budował swoją pozycję w kalendarzu.

    Zmiana trasy w połączeniu z trudnym marketingowo terminem powoduje, że, przynajmniej w tym roku ciężko ten wyścig zarówno zapowiedzieć jak i się nim na serio ekscytować.

    Będą to bowiem zmagania mniej znanych specjalistów wyścigów klasycznych z drugim garniturem czasowców na długich, nużących etapach.

    W tym momencie nie tyle muszę, co chcę być konsekwentny. 

    Regularnie zarówno tutaj jak i w podcastach przekonuję Was, że nie tylko należy, ale wręcz warto doceniać wysiłek sportowców. Tour de Pologne to może i jeden z najmniej ważnych wyścigów w World Tourze, ale to wciąż World Tour. 

    Kontraktu w World Tourze nie dostaje się za nic. Nawet młodsi czy mniej znani kolarze w tym elitarnym gronie wciąż są wybitnymi atletami i w żadnym razie nie jest to kpina czy nawiązanie do zgranego cytatu przypisywanemu Marco Pantaniemu. 

    A to oznacza, że zwycięzcą Tour de Pologne 2021 nie będzie kolarz przypadkowy albo słaby. Po prostu gdzieś trzeba odnieść swoje pierwsze zwycięstwo, wrócić do formy albo odbudować swoją pozycję w peletonie. I często dzieje się to u nas.

    Prawdą jest, że na TdP sukcesy odnoszą debiutanci, których kariery później nabierają rozpędu. To jednak raczej skutek uboczny obecnej pozycji naszego wyścigu niż zasługa Czesława Langa i jego ekipy. Gdyby bowiem faktycznie ich założeniem było “kreowanie młodych talentów”, robiliby pół charytatywnie wyścig dla młodzieżowców. 

    Czy jest jednak coś, co może nas zachwycić lub ekscytować w Tour de Pologne 2021?

    Przede wszystkim mamy ostatni występ w TdP Michała Gołasia i Tomasza Marczyńskiego. Po drugie startuje Michał Kwiatkowski. Po trzecie interesująco zapowiada się test Stanisława Aniołkowskiego. 

    Końcówka etapu w Przemyślu zapowiada się więcej niż nieźle. Na ostatnich 50km jest kilka górek o przewyższeniu ok 200m każda a meta usytuowana jest na liczącej 1500m “ściance”. Brzmi jak trasa fajnego klasyku, zatem to może być najciekawszy etap na trasie tegorocznego wyścigu.

    Wreszcie 19,1km czasówka w Katowicach zmusi “klasykowców” chcących obronić się przed “czasowcami” do maksymalnego wysiłku.

    Całkiem realnie, TdP 2021 to jednak wyścig dla koneserów kolarstwa, którzy będą mieli o tyle utrudnione zadanie, że wyścig na kilka lat znika z “Home of Cycling” czyli Eurosportu.

    Transmisje z kolejnych etapów będą dostępne tylko w TVP, TVP Sport i Polsacie Sport. A to oznacza m.in. dalsze utrwalanie szkodliwych mitów zarówno o kolarstwie jako takim jak i samym Tour de Pologne przez komentatorów w transmisjach jak i w licznych materiałach wokół wyścigu. 

    Nasz wyścig ma bowiem sporo zalet, potrafi być ciekawym sportowym widowiskiem i niewątpliwie wnosi pewną wartość zarówno do kalendarza World Touru jak i polskiego sportu. Są one jednak mniej spektakularne, zatem mocno rozbieżne z oficjalną komunikacją marketingową imprezy przetwarzaną przez jej partnerów.

    A szkoda, bo to wbrew pozorom solidny, sportowy “produkt”. I na oglądanie właśnie takiego, także w tym roku, się nastawiam.

    Trasa Tour de Pologne 2021:

    Największe gwiazdy:

    Pełną listę startową znajdziecie w procyclingstats.

    Mniej publicystyczne a bardziej merytoryczne zapowiedzi, listę etapów oraz faworytów znajdziecie np. w rowery.org i naszosie.pl.

  • Pumptrack przy każdym orliku?

    Pumptrack przy każdym orliku?

    Bez względu na to, jak poradzą sobie polscy torowcy na Igrzyskach w Tokio, można śmiało powiedzieć już teraz. Kolarsko drugą Wielką Brytanią nie jesteśmy. I nie będziemy. Czy zatem to pora na zmianę koncepcji i zwrot w stronę kolarstwa bardziej dostępnego, tańszego, atrakcyjnego i przynoszącego więcej korzyści?

    Sport = polityka

    Igrzyska Olimpijskie to polityka. Element budowania wizerunku kraju, pozycji na arenie międzynarodowej. Dla niektórych tak ważny, że w osiągnięcie sukcesu angażują tajne służby wspierające narodowy program dopingowy. Inni budują systemy szkoleniowe łamiące prawa człowieka. Jeszcze inni organizują największe imprezy bez liczenia się z kosztami, społecznymi czy ekonomicznymi.

    Tak jak postzimnowojenne zmiany sprawiły, że nie rywalizuje już tylko “wschód z zachodem” tak i w sporcie mamy konkurecję na wielu frontach. Co więcej, istotną rolę odgrywają w niej nie tylko państwa, ale i korporacje, często bogatsze od wielu krajów, de facto decydujące o zwycięstwie lub porażce atletów przez dostęp do finansowania, technologii, ośrodków treningowych. 

    Implikacje takiej sytuacji są poważne i sięgają od medalistów Igrzysk Olimpijskich do pozalekcyjnych zajęć sportowych w małych gminach, gdzieś na “końcu Polski”. 

    Fakt, że w danej dyscyplinie ktoś zdobył medal lub słynne “miejsce punktowane” powoduje finansowanie (lub jego brak) sportu na każdym z poziomów. Ba, nawet potencjalna liczba medali, zależna od decyzji komitetu olimpijskiego powoduje, kto zasługuje na więcej a kto na mniej. 

    Choć miejsce w klasyfikacji medalowej to element polityki międzynarodowej a sukcesy sportowców potrafią przekładać się na wzrost PKB (zadowoleni z sukcesów obywatele pracują efektywniej i kupują więcej), to warto zastanowić się nad korzyściami, jakie płyną z faktu zwycięstw w danej dyscyplinie sportu. 

    By nie szukać daleko skoki narciarskie przynoszą dochód kilku gminom przy okazji organizowania zawodów międzynarodowych i wprowadzają na kilka chwil do świata sportu w porywach kilkuset młodych ludzi. Czy zatem powinny być promowane, dotowane (budowa i utrzymanie obiektów kosztuje miliony) bardziej niż biegi narciarskie? Właściwie, to… nie. 

    Stoch, Kubacki i Żyła to nasi idole, natomiast w skali kraju korzyść z ich sukcesów odnoszą głównie producenci chipsów, piwa a ostatnio też firma oferująca chwilówki. Stwierdzenie, że skoki są nikomu niepotrzebne jest oczywiście pewnym nadużyciem, bo każda dyscyplina ma w sobie piękno, wymaga wysiłku, pracy i talentu, ale…

    Sport to również polityka wewnętrzna i ekonomia. Uprawiając sport jesteśmy zdrowsi. Nie obciążamy służby zdrowia, pracujemy więcej, żyjemy dłużej (doprowadzając system emerytalny do ruiny, ale to inny temat ;) ). Nawiązujemy relacje, więzi, przyjaźnie. Nabywamy nowych umiejętności. Kupujemy sprzęt i usługi. Przemieszczamy się. Stajemy się lepsi i dajemy sobie szansę, by być bogatsi. 

    Aktywne społeczeństwo to szczęśliwe społeczeństwo. A to oznacza, że być może należy odejść od zimnowojennego paradygmatu liczenia medali i sprawdzania, czy w klasyfikacji pokonaliśmy Rosjan i Niemców, tylko skupić się na tym, co faktycznie ważne. 

    Porażka systemu

    Po trzynastu latach funkcjonowania pruszkowskiego toru można już śmiało powiedzieć. Nie powtórzyliśmy sukcesu Brytyjczyków. 

    Bez względu na punktowane czy medalowe szanse na Igrzyskach w Tokio, na niewątpliwe zaangażowanie i wysiłek nielicznej grupy zawodników, którzy robią co mogą w niełatwych warunkach, cel nie został osiągnięty. 

    British Cycling, na którym chcieliśmy się wzorować, zgromadziło ponad 150 tysięcy członków, skutecznie wykorzystując sukcesy najpierw torowców, potem szosowców. W Tokio, zanim jeszcze przystąpią do swojej koronnej dyscypliny, czyli właśnie toru, mają już medale zarówno w kolarstwie górskim jak i w BMX. 

    Aby oddać sprawiedliwość, choć na Igrzyskach póki co nam nie idzie, polscy torowcy regularnie osiągają sukcesy na mistrzostwach świata, pucharach świata czy w imprezach komercyjnych. 

    Niestety sukcesy ani torowców, ani szosowców ani Mai Włoszczowskiej nie przełożyły się na zauważalne zwiększenie liczby licencjonowanych zawodników, członków pzkol, przyciągnięcie sponsorów czy kibiców na wyścigi.

    Fakt, że w Tokio na torze brakuje naszych drużyn na 4km, w BMXach nie mieliśmy nikogo, w mtb po jednej osobie a na szosie po trzy pokazuje, że bazujemy na jednostkach a nie na systemie. Czyli: jednostkach-trenerach, jednostkach-klubach, jednostkach-sponsorach i jednostkach-zawodnikach. 

    Zatem, nie chcąc więc niczego nikomu zabierać, może warto rozważyć zmianę perspektywy. 

    Skoro nie udało się osiągnąć celu przez konstrukcję i utrzymanie kosztownego obiektu oraz trenowanie elitarnej grupy atletów, może czas zwrócić się w stronę budowy siły naszego kolarstwa w inny sposób. 

    Prostszy, tańszy, dostępny, atrakcyjny i co ważne podobnie skuteczny z punktu widzenia “szkoleniowego”. 

    Pumptrack przy każdym orliku

    Krótko mówiąc chodzi o to, by przy każdym “orliku” wybudować pumptrack i skatepark. Dać młodym (i nie tylko ;) ) ludziom dostęp do atrakcyjnej i niedrogiej rozrywki, która może stać się początkiem sportowej pasji, zdrowego trybu życia a także zawodowej kariery w każdej z odmian kolarstwa wyczynowego, której zwieńczeniem może być upragniony medal olimpijski.

    Zalet BMX z punktu widzenia szkoleniowego jest wiele. Dziecko czy wczesny nastolatek zaczynający przygodę z rowerem w taki sposób nie tylko nabywa techniki czy szybkości, ale też bawi się sportem. Jest więc szansa, że zostanie w nim na dłużej a wiele przykładów pokazuje, że może później pójść w dowolnym, kolarskim kierunku. A co najważniejsze, obiekty będące w najbliższej okolicy, przy szkole, sprawiają, że możemy “selekcjonować” z wyraźnie większej grupy niż dotychczas. 

    Ponieważ obecnie większość tego typu obiektów powstaje całkowicie oddolnie, często korzystając z funduszy budżetów obywatelskich, skala jest niewielka a dostępność średnia.

    A pamiętajmy, że zarówno deskorolka jak i BMX to konkurencje olimpijskie. Same BMXy dostarczają tyle samo kompletów medali co “królowa szosa”. Nie tylko więc mogłyby, ale wręcz powinny być finansowane z budżetu ministerstwa sportu (chwilowo połączonego z kulturą, ale to detal). 

    Trudno oczekiwać, aby będący w ciągłym stanie – w porywach –  trwania polski związek kolarski mógł zaprojektować i zrealizować projekt “pumptracku przy każdym orliku”, jednak trzeba przyznać, że w przedstawionej w styczniu 2020r przed ministerstwem kultury fizycznej i sportu “strategii rozwoju” zbliżony pomysł się pojawił. 

    Nie sądzę jednak, by znaleźli się odważni na radykalną zmianę kierunku. W optymistycznej wersji oznaczałoby to konieczność zmierzenia się z tysiącami dzieciaków, dziesiątkami a może i setkami nowych klubów, rodziców, kto wie, może nawet sponsorów. Zaburzenie status quo na poziomie zarówno regionów a co gorsza centralnym. 

    Być może jednak w ciągu dekady, czyli krócej niż działa tor w Pruszkowie, efektem byłby brak problemu z kwalifikacjami pełnej kadry na Igrzyska, finansowaniem kolarstwa z jego najdroższą i najbardziej elitarną odmianą, czyli torem, na czele, sponsorami dla kadry i klubów. 

    A do tego mielibyśmy po prostu zdrowsze, chętniej ruszające się, mniej obciążone chorobami cywilizacyjnymi i zwyczajnie szczęśliwsze społeczeństwo. 

    Zdjęcie na okładce: Jules D. on Unsplash

  • Anonimowy Kolarz. Prawdziwe życie w zawodowym peletonie.

    Anonimowy Kolarz. Prawdziwe życie w zawodowym peletonie.

    Zwierzenia zawodowca z World Touru, który zachowując anonimowość dzieli się z nami kolarską kuchnią. W teorii brzmi atrakcyjnie, ale w praktyce wychodzi to średnio. 

    Anonimowy Kolarz robi wszystko, by zachować anonimowość. Pewną atrakcją w brnięciu przez jego refleksje na temat sportu rowerowego na najwyższym poziomie wyczynu jest poszukiwanie pozostawionych przez autora tropów dotyczących jego tożsamości.

    Kolarzy, których kariery były długie, zawierały w sobie kilka miejsc w top10 wielkich torów i łączyły się z używaniem lub nie określonego sprzętu wcale nie było wielu.

    Oczywiście może być tak, że anonim próbuje nas zmylić, łącząc w opowieści wspomnienia nie tylko swoje, ale i swoich kolegów, natomiast realnie rzecz ujmując tożsamość autora nie ma zasadniczego znaczenia biorąc pod uwagę formę jego memuarów. 

    Jak sam wspomina, swoje refleksje spisywał w kolejnych pokojach hotelowych w czasie sezonu 2017 i 2018, pełniąc rolę pomocnika w składzie jednej z worldtourowych ekip. Jako reprezentant nieco starszego pokolenia kolarzy, cieszy się wypracowaną przez lata pozycją i przyzwoitym kontraktem. 

    Opowiada więc o finansowym aspekcie kolarstwa, dopingu, bezpieczeństwie, teamie Sky, życiu na walizkach i relacjach międzyludzkich w zawodowym peletonie. Na chwilę oddaje nawet głos swojej żonie, co nadaje nieco nużącej opowieści odrobinę świeżości. 

    Nasz anonim atakuje nas bowiem swoistym strumieniem świadomości. Rodzajem bloga, teoretycznie podzielonego na tematyczne rozdziały, w praktyce jednak co chwilę powtarzającego te same kwestie, problemy a nawet frazy. Choć z jednej strony podkreśla, że dobrze czuje się w swoim świecie i odnalazł komfort w życiu, większość rzeczy, o których pisze uważa za złe, kiepskie, do bani. 

    Biorąc pod uwagę chaos, powtórzenia i brak puentowania kolejnych tematów, całość jest więc dość męcząca. 

    Dodatkowy problem to brak dodanej wartości poznawczej, przynajmniej dla jakkolwiek bardziej zaangażowanego fana kolarstwa. Głębszy wgląd w życie zawodowego peletonu dostajemy w felietonach “The Secret Pro” na cyclingtips, natomiast sporo kwestii anonsowanych jako kontrowersyjne i wcześniej nieznane poruszali już zawodowcy nieukrywający się za kotarą anonimowości w wywiadach dla Guardiana, Cyclingews, Velonews, Cyclingtips i innych mediów. 

    Inna kwestia, że większość tego typu materiałów dostępnych jest po angielsku, teraz za sprawą wydawnictwa SQN mają do nich dostęp polscy czytelnicy. 

    Z pewnością nie jest to pozycja “must have”, natomiast jako wakacyjne czytadło można przez nią przebrnąć. Choć raczej polecam śledzenie dobrych, kolarskich treści na bieżąco.

    “Anonimowy kolarz. Prawdziwe życie w zawodowym peletonie”
    Wydawnictwo SQN 2021
    304 strony

    Wersję elektroniczną książki kupiłem w lipcu 2021 na stronie wydawnictwa za 27,51zł 

  • Tour de France 2021 – daily vlogi#3

    Tour de France 2021 – daily vlogi#3

    Tour de France 2021 za nami. Zdominowany przez Tadeja Pogacara, drużyny Jumbo-Visma, Bahrain Victorious oraz Deceuninck – Quickstep. Zobaczcie daily vlogi, w których komentowałem wydarzenia trzeciego tygodnia tegorocznej Wielkiej Pętli.

    Tour de France 2021, podsumowanie wyścigu.

    Etap 21. Wout się w głowie nie mieści.

    Etap 20. Świetny WvA, znakomity Vingegaard, generalka bez zmian.

    Etap 19. Wygrana Mohorica i dzień dziwnych gestów.

    Etap 18. Cesarz Pogacar.

    Etap 17. Pogacar z drużyną rządzą w Pirenejach.

    Etap 16. Konrad z pierwszym zwycięstwem.

    Jeśli chcecie być na bieżąco z wydarzeniami w kolarstwie zawodowym, serdecznie zapraszam do subskrybcji mojego kanału na youtube. Natomiast jeśli preferujecie korzystanie z podcastów, te same treści są również dostępne na anchor.fmspotifyapple podcastgoogle podcastbreaker lub overcast.

    W czasie Tour de France 2021 przeprowadziłem też niewielki challenge. Ponieważ na lato jednym z lepszych sposobów na nawodnienie jest piwo bezalkoholowe, na każdy z etapów przygotowałem jedno, z browaru kraftowego lub regionalnego. Wliczając zapowiedzi i dni przerwy, w sumie uzbierały się aż 24 różne napoje:

    1. Trzech Kumpli Unplugged IPA 
    2. Wawelskie Weizen
    3. Miłosław Bezalkoholowy Witbier
    4. Fortuna z mirabelką
    5. Grodziskie Mango Ale
    6. Miłosław Bezalkoholowe IPA
    7. Wawelskie Green Lemon
    8. Nepomucen For Rest
    9. Inne Beczki Zero to Hero
    10. Funky Fluid Point Five (fruit IPA)
    11. Karmi klasyczne ;)
    12. Rohozec Nealko
    13. Bavaria 0% fruity rose
    14. Gubernija 0% lager Saaz
    15. Trzech kumpli unplugged outmeal stout z azotem
    16. Pinta Minimaxi IPA
    17. Podpiwek Warmiński
    18. Nachmielona Nepomucen
    19. Bamberg Schlenkerla Hansa wędzone
    20. Funky fluid tropikal smoothie 0%
    21. Maltgarden Free Sunset IPA
    22. Litovel cerny citron
    23. Brewdog Punk AF Ipa 
    24. 1 na 100
  • Tour de France 2021 – daily vlogi#2

    Tour de France 2021 – daily vlogi#2

    W czasie Tour de France 2021 codziennie przygotowuję dla Was komentarz do najważniejszych wydarzeń. Analizuję taktykę, tempo jazdy i moc kolarzy. Zobaczcie podsumowanie drugiego tygodnia wyścigu.

    Drugi dzień przerwy

    Etap 15. Kuss imponuje, Pogacar znosi presję.

    Etap 14, Świetny Mollema, faworyci na remis.

    Etap 13. Cavendish jak Merckx.

    Etap 12. Nils Politt po ucieczce z ucieczki.

    Etap 11. Dzień Jumbo-Visma na Mont Ventoux.

    Etap 10. 100% skuteczności Cavendisha.

    Jeśli chcecie być na bieżąco z wydarzeniami w kolarstwie zawodowym, serdecznie zapraszam do subskrybcji mojego kanału na youtube. Natomiast jeśli preferujecie korzystanie z podcastów, te same treści są również dostępne na anchor.fmspotifyapple podcastgoogle podcastbreaker lub overcast.

  • Jak i dlaczego porównywać czasy podjazdów?

    Jak i dlaczego porównywać czasy podjazdów?

    Emocje związane z odbiorem kolarstwa na żywo są bezcenne. Jednak gdy przychodzi do dyskusji o dokonaniach naszych idoli, warto podeprzeć się faktami a nie własnym, głębokim przekonaniem. 

    Serce czy rozum

    Gdy oglądamy Tour de France, Giro czy Vueltę a nawet nasz Tour de Pologne liczy się ta konkretna chwila. Dynamika ataku, uzyskana przewaga, zachowanie kolarzy na szosie, grymasy na twarzy. Interakcje w drużynie, bezpośrednia rywalizacja bark w bark. Podawane przez realizatorów różnice czasu, różnica na mecie, wyniki w klasyfikacji generalnej. Zwycięzcy i przegrani. 

    Tego, co przeżywamy w tej chwili nikt nam nie odbierze. 

    Gdy kurz spod kół samochodów kolumny technicznej ledwie zacznie opadać rozpoczyna się analiza. Eksperci na mecie, komentatorzy w studio, kibice przy piwie, na facebooku i twitterze. 

    To jest ten moment, gdy najczęściej zaczynamy tracić kontakt z rzeczywistością. Emocje sprzed kilku minut wciąż biorą górę nad rozumem a jazdę kolarzy oceniamy przez pryzmat nie tylko własnych wrażeń, ale też sympatii, antypatii i światopoglądu.

    Błędy w ocenie formy lub jej braku, jazdy znakomitej lub przeciętnej, odważnej lub zachowawczej popełniają często nawet doswiadczeni komentatorzy. 

    Niemal w każdym przewagę bierze fan, który chciałby każdego dnia doświadczać “historii kolarstwa na żywo”. 

    Tymczasem bardzo często warto jest poczekać, przede wszystkim na dane. To dzięki nim możemy nie tylko ocenić dyspozycję kolarzy, ale też porównać poziom sportowy na różnych wyścigach. 

    Jak sobie z tym poradzić?

    Co więcej, nie trzeba wcale siedzieć ze stoperem i mapą, wystarczy kilka sprawdzonych źródeł by móc mieć punkty odniesienia wystarczające do w miarę dokładnej oceny sytuacji. 

    Pierwsza w kolejności jest strava. Nawet, jeśli większość zawodowców ukrywa swoje dane o mocy, czasy przejazdów na segmentach są publicznie dostępne. A jeśli chcecie zmierzyć wybrany, nieoznaczony odcinek, wystarczy zaznaczyć go na wykresie, odczytać różnicę wysokości i czas jazdy. 

    Można też skorzystać z pracy analityków z twittera, Fina ukrywającego się pod nickiem ammattipyoraily lub Rumuna, Michaia Simiona. Są dokładni, analizują tempo jazdy kolarzy od wielu lat i zazwyczaj podają wyniki dość szybko. Ponieważ jednak jest to dla nich tylko hobby, czasem podają informacje z pewnym opóźnieniem. 

    To co podadzą twitterowi analitycy lub czego powinniśmy szukać na stravie to VAM. Średnia prędkość podjeżdżania wyrażona w metrach na godzinę. 

    To ta wartość umożliwia co do zasady obiektywnie porównać tempo jazdy pod górę, zarówno między różnymi zawodnikami jak i na różnych wyścigach. Co więcej, korzystając z prostego wzoru, umożliwia oszacować kluczowy w górach stosunek mocy do masy wyrażony w W/kg. 

    Warto pamiętać, że bardzo strome podjazdy zawyżają tę wartość, co często obserwujemy na Vuelta a Espana, gdzie organizatorzy lubują się w wyszukiwaniu budzących grozę “ścianek”. 

    Dla pewnej solidności dobrze jest wziąć również pod uwagę warunki atmosferyczne, szczególnie gdy obserwujemy wyraźne odchylenia od normy, na przykład silny wiatr czy zimno. 

    Porównując odcinki trzeba też uwzględnić długość podjazdu: inne wartości będą uzyskiwane podczas wysiłków trwających kilka minut, kilkanaście, 20-30 czy powyżej 40. 

    Na koniec wreszcie istotny jest szerszy kontekst: długość etapu, umiejscowienie podjazdu na trasie (czy były wcześniejsze góry czy nie, jeśli tak to przejeżdżane w jakim tempie) oraz dzień wyścigu, w którym jest rozgrywany (w przypadku wielkiego touru czy było to w pierwszym czy ostatnim tygodniu, czy jest to pierwszy, czy kolejny dzień jazdy w górach). 

    Ostatecznie jednak liczy się samo VAM czy też W/kg, ponieważ są to wartości decydujące o tym, kto szybciej pokonał dany podjazd. 

    Jeśli prowadzi do mety a na Stravie lub twitterze brakuje czasu jednego z faworytów a u podnóża grupa jechała razem można obliczyć czas biorąc pod uwagę różnice na finiszu. Mimo mniejszej dokładności, będzie to wystarczające. 

    Jak analizować wydarzenia na Tour de France 2021?

    Uzbrojeni w tę wiedzę możemy przystąpić do analizy. 

    Zacznijmy od etapu numer 8, gdzie Tadej Pogacar zniszczył rywali na podjazdach Romme i Colombiere. Romme pokonał w 26’45” z VAM 1762m/h a Colombiere w 21’24” z VAM 1731m/h (lub odpowiednio 1808 i 1750m/h, zależnie od segmentu). Daje to wartość między 6,1 a 6,4W/kg. Dla porównania grupa pościgowa wspinała się na Romme z VAM 1670 (ok 5,8W/kg) a na Colombiere 1575 (ok 5,6W/kg). 

    Tu mały disclaimer: pewna niedokładność szacunków stosunku mocy do masy może razić purystów. Różnica nawet 0,1W/kg potrafi przełożyć się na widoczną przewagę na trasie. Natomiast wciąż poruszamy się w granicach dokładności mierników mocy, zatem nie jest tak źle. 

    Oznacza to dwie rzeczy: po pierwsze Tadej Pogacar jechał bardzo szybko, w górnych zakresach wartości, które w ostatnich 2-3 latach dawały zwycięstwo w wielkich tourach a po drugie jego rywale wspinali się z prędkością, która jest typowa raczej dla zawodników z okolic miejsca piątego niż podium. 

    Ciekawe może też być porównanie jazdy Pogacara z dyspozycją Egana Bernala, który w podobnie imponujący sposób rządził w pierwszej części tegorocznego Giro d’Italia. Na etapach do Sestoli czy San Giacomo (porównywalny czas jazdy do Romme i Colombier), lider Ineos-Grenadiers był nieznacznie wolniejszy, z VAM sięgającym 1710m/h, zatem W/kg w granicach 6,1.

    Co ciekawe, tempo Carapaza z zeszłorocznej Vuelty i podjazdu Moncalvillo (podjazd na 25 minut z VAM 1800m/h) w teorii wystarczyłoby do utrzymania koła Pogacara na Romme.

    Można więc na przykład wysnuć wniosek, że Pogacar jako jedyny zregenerował się po maratońskim, górzystym, 250km etapie siódmym, rozgrywanym w upale oraz wyjątkowo wysokim tempie. Wszyscy jego rywale musieli przystąpić do jazdy przez pierwsze, alpejskie przełęcze, zmęczeni. 

    Analiza tempa jazdy może dać też odpowiedź na wątpliwości dotyczące taktyki jazdy poszczególnych kolarzy czy drużyn. W sytuacji gdy na etapie z kilkoma długimi podjazdami kolejne wzniesienia pokonywane są z prędkością 1600m/h a na finałowym wzniesieniu mocna drużyna jeszcze podnosi tempo do 1650m/h, zatem grupa kręci bardzo raźne 6W/kg trudno spodziewać się “soczystego ataku”. Po ciężkim dniu w górach jest to więc niemal niemożliwe. 

    Stąd też w ostatnich latach zazwyczaj wyścigi rozgrywane są przez mozolne zbieranie sekund przewagi: tu kilkunastu, tam kilkudziesięciu. Mając za lidera zawodnika, który w kluczowych momentach jest w stanie dołożyć te 50m/h czy 0,2-0,3W/kg można liczyć na powodzenie. Tak wygrywał Team Sky, tak też próbuje zreplikować ten sukces zespół Jumbo Visma. 

    Przykładem może być etap 11. z podjazdem na Mont Ventoux. Całość pokonana została w bardzo solidnym tempie dzięki pracy kolejno UAE Team Emirates z Rafałem Majką na czele a następnie przez Ineos Grenadiers i tytanicznej pracy Michała Kwiatkowskiego. Równy, mocny, lecz nie zabójczy “pacing” od podnóża do Chalet Reynard, na poziomie VAM 1575m/h (ok. 5,5-5,6W/kg) umożliwił liderom rozwinięcie skrzydeł w górnej części podjazdu.

    Z kolei od Chalet Reynard do szczytu Jonas Vingegaard pomknął w imponującym tempie 1771m/h, czyli ok. 6,3-6,4W/kg, co jednak ważne, z wiatrem w plecy. A to oznacza, że wolniejszy o 35” Pogacar z VAM na poziomie 1717m/h i W/kg niższym o 0,2 wciąż był znakomity, tyle, że Vingegaard był bezkonkurencyjny. Jego osiągnięcie przebiło tempo Chrisa Froome’a z 2013r o… niemal minutę! Co więcej, dotychczasowe etapy z Mont Ventoux na trasie nie miał takiego przewyższenia co tegoroczny.

    Jedźmy jednak dalej. Peleton Tour de France 2021 w sumie aż pięć dni spędził w Pirenejach.

    Na etapie 11. prowadzącym do Andory, ostatni podjazd dnia, czyli przełęcz Beixialis najszybciej pokonał zwycięzca etapu, Sepp Kuus. Niespełna 19′ jazdy z prędkością podjeżdżania 1667m/h na koniec ciężkiego dnia w górach daje imponujące 6W/kg. Za jego plecami nieznacznie tylko wolniejszy był Alejando Valverde a grupa Carapaza, Pogacara i Vingegaarda wspinała się 1613m/h, czyli ok. 5,7W/kg. Istotne jest również to, że cały etap miał blisko 4500m łącznego przewyższenia.

    Etap 16, wprowadzający po dniu przerwy był dodatkowo rozgrywany w zimnie i deszczu, w związku z tym tempo zarówno ucieczki jak i peletonu na kolejnych podjazdach nie było wysokie.

    Za to dwa kluczowe etapy, które zdominował Tadej Pogacar z finiszami na przełęczy Porter oraz w Luz Ardiden dały bardzo ciekawe rozstrzygnięcia.

    Już sam dojazd do Portet był bardzo mocny. Grupa z Pogacarem podjeżdżała Peyresourde 1595m/h, natomiast Azet 1645m/h. Na finałowym Portet zobaczyliśmy pokaz mocy zarówno samego Pogacara, ale też dorównujących mu Vingegaarda i Carapaza. Byli oni szybsi od triumfatora z 2018r, Nairo Quintany o 35″, co 1685m/h i znów 5,9-6W/kg. Co więcej piąty na mecie Ben O’Connor wspinał się tam 1639m/h w czasie szybszym niż Primoz Roglic we wspomnianym 2018 i porównywalnym do Gerainta Thomasa z tego właśnie touru. A to oznacza, że nawet teoretycznie przegrany Wilco Kelderman (szósty na mecie, pomijany często w raportach i relacjach) spisał się znakomicie.

    Podobnie ma się sytuacja z ostatnim, górskim aktem tegorocznego Tour de France. Etap z Tourmalet i metą na Luz Ardiden został pokonany w znakomitym tempie. Tourmalet z równym, mocnym tempem na poziomie 1560m/h (a jadący wówczas z przodu David Gaudu nawet szybciej o prawie minutę, czyli 30m/h) było tylko zapowiedzią Luz Ardiden. Tam powtórzył się scenariusz z dnia poprzedniego, czyli 1630m/h (6W/kg) Pogacara, równi z nim Carapaz i Vingegaard oraz będący bardzo niedaleko Mas i Martin.

    Co ciekawe, oba finałowe dni w Pirenejach nie były przejechane tak mocno jak finałowe odcinki Giro d’Italia. Owszem, zarówno Alpe di Mera (28′ jazdy) jak i Alpe Motta (23′ jazdy) były krótsze niż Portet i Luz Ardiden, ale cały wyścig był bardzo wymagający zarówno pod kątem przewyższenia jak i pogody. W związku z tym 1807m/h (6,4W/kg) Yatesa na Alpe di Mera jak i 1676m/h (6,1W/kg) Bernala (Caruso był minimalnie wolniejszy) to wartości wyższe niż osiągnięcia Pogacara i spółki na Tour de France.

    Oznacza to więc, że Tour de France 2021 jest kolejnym z rzędu wyścigiem o bardzo wysokim poziomie sportowym. Kontynuuje trend, który obserwujemy przynajmniej od Vuelty 2019, a który był widoczny w pandemicznym sezonie 2020. Ewidentnie tempo podjeżdżania i moc niezbędne do zwycięstwa w wielkim tourze podniosły się o 3-5%.

    Co z tym wszystkim zrobić?

    Choćby szacunkowe rozeznanie w osiągnięciach z ostatnich sezonów może ułatwić typowanie faworytów kolejnych wyścigów. Jeśli mamy zawodnika, który przez większość swojej kariery nie jeździł dłuższych podjazdów szybciej niż 1600m/h, stawianie go na podium w przedwyścigowych typowaniach jest jedynie myśleniem życzeniowym. 

    Stąd też na przykład po Giro d’Italia 2020 można pokładać nadzieje w zawodnikach takich jak Jai Hindley czy Tao Geoghegan Hart, którzy na Piancavallo (niespełna 38’ jazdy) pojechali z VAM na poziomie 1750, czyli ok. 6,2W/kg. Z drugiej strony wyraźnie widać, że najlepsze lata Vincenzo Nibalego i jego zwycięstwa czy to w Tourze czy w Giro były możliwe przy nieco niższych wartościach. 

    Kolarstwo nie jest bowiem wyłącznie testem mocy do masy a o wygranej lub porażce decyduje wiele elementów. Poza wymiernym tempem podjeżdżania mamy też taktykę, wyczucie momentu do ataku, wsparcie drużyny, odporność na warunki atmosferyczne, technikę jazdy, unikanie kraks. Do tego dochodzą wszystkie elementy poza trasą: czas spędzony na konferencjach prasowych, dojazdach do hoteli i wiele, wiele innych. 

    Niezbędne postscriptum

    Ostatni aspekt układanki, to porównanie dokonań współczesnych kolarzy z wynikami osiąganymi przez herosów “ery epo”. Postacią, która spopularyzowała analizę tempa podjeżdżania był sam Michele Ferrari, słynny ze współpracy z Lancem Armstrongiem i wieloma innymi dopingowiczami. Ferrari twierdził, że wartości VAM powyżej 1750m/h na dłuższych podjazdach są granicami ludzkich możliwości. Wszystko powyżej jest anomalią. 

    Warto jednak zauważyć, że od tego czasu minęło ponad 20 lat. Zmieniło się wszystko, od metod treningowych, przez dietę, techniki regeneracji, selekcję talentów, profesjonalizm samych kolarzy a kończąc na sprzęcie. 

    Równocześnie wiele rekordów, jak choćby najbardziej znane i najlepiej zmierzone podjazdy Alpe d’Huez (37’35”) i Mont Ventoux (45’47”) wciąż jest nieosiągalnych. Krótko mówiąc cała aerodynamika współczesnego świata nie jest w stanie dać lepszych efektów niż połączenie epo, testosteronu i hormonu wzrostu powszechnych na przełomie XX i XXIw. 

    Mimo wszystko każde zbliżenie się do osiągnięć zawodników, którzy systemowo oszukiwali kontrole antydopingowe powinno być sygnałem ostrzegawczym zarówno dla komentatorów, kibiców jak i sportowych organów ścigania. Ostatnie czego potrzebujemy jest bowiem wymazywanie z tabel kolejnych zwycięzców i konieczność mierzenia się z faktem, że spektakl, który oglądaliśmy tak naprawdę się nie wydarzył.

  • Tour de France 2021 – daily vlogi#1

    Tour de France 2021 – daily vlogi#1

    Codziennie wieczorem po etapie Tour de France komentuję dla Was najważniejsze wydarzenia na Wielkiej Pętli. Zobaczcie podsumowanie pierwszego tygodnia wyścigu.

    Pierwszy dzień przerwy

    Etap 9. Wygrana i awans O’Connora. Pogacar wciąż najmocniejszy.

    Etap 8. Pogacar pozamiatał.

    Etap 7. Wygrana Mohorica, MVDP się broni, kryzys Roglica.

    Etap 6. Cavendish ściga Merckxa

    Etap 5. Pogacar znowu to zrobił!

    Etap 4. Wygrana Cavendisha pokazuje, dlaczego oglądamy kolarstwo!

    Etap 3. Merlier wygrywa po dramatach Roglica i Ewana.

    Etap 2. Brawurowy van der Poel spełnia marzenia.

    Etap 1. Alaphilippe daje pokaz mocy i charyzmy.

    Kto wygra Tour de France 2021?

    Jeśli chcecie być na bieżąco z wydarzeniami w kolarstwie zawodowym, serdecznie zapraszam do subskrybcji mojego kanału na youtube. Natomiast jeśli preferujecie korzystanie z podcastów, te same treści są również dostępne na anchor.fmspotifyapple podcastgoogle podcastbreaker lub overcast.

  • Tour de France 2021, czyli milion historii

    Tour de France 2021, czyli milion historii

    Król jest jeden. Tour de France to najważniejszy wyścig w sezonie, czy tego chcecie, czy nie. Wielka Pętla 2021 zapowiada się imponująco ze względu na mnogość historii, które ma dla nas przygotowane. 

    Embed from Getty Images

    Moc Tour de France

    Giro jest piękne, Vuelta nieprzewidywalna, wiosenne klasyki ekscytujące. Ale tylko Tour de France gromadzi na starcie wszystkich. I wszyscy są tam w najwyższej dyspozycji. 

    Teoretycznie lista startowa Tour de France co roku jest imponująca, jednak tym razem skład peletonu, który 26.06 wyruszy z Brestu przerasta najśmielsze oczekiwania. 

    I nie chodzi tylko o faworytów klasyfikacji generalnej. W każdej ze specjalności, na każdym typie etapu, na każdej premii i w każdej ucieczce będzie nie kilku, nie kilkunastu a kilkudziesięciu chętnych by zabłysnąć, zdobyć punkty, wygrać po prostu cokolwiek. 

    Jeśli przygotowując się do innych wyścigów wybieramy faworytów z perspektywy dni lub tygodni, Wielka Pętla jest imprezą, której narracja pisana jest latami. 

    Embed from Getty Images

    Cały świat kontra Słowenia

    Patrząc na pretendentów do żółtej koszulki, Tadej Pogacar jest obrońcą tytułu, natomiast jeśli wygra po raz drugi, będzie to zupełnie inny triumf niż w sezonie 2020. Drużyna UAE i sam Pogacar startuje z innej pozycji a jako faworyci będą pod ciągłą obserwacją rywali, którzy będą oczekiwali, że pomocnicy młodego Słoweńca wezmą na siebie odpowiedzialność za kontrolowanie peletonu i nadawanie tempa. 

    Z kolei rodak Pogacara, Primoz Roglic pomny doświadczeń z zeszłego roku ewidentnie inaczej rozkłada siły. Od Liege-Bastogne-Liege nie ścigał się ani raz, chcąc prawdopodobnie być najmocniejszym w ostatniej części Tour de France.  

    Dotychczasowe Próby zdominowania peletonu w stylu drużyny Ineos przyniosły ekipie Jumbo-Visma tyle samo zwycięstw co porażek. Spektakularna jazda w pandemicznym sezonie 2020 na Criterium du Dauphine, Tour de France czy już w 2021 na Paryż-Nicea, eksploatująca zarówno samego Roglica jak i jego pomocników owocowała bolesnymi przegranymi. Czego zatem spróbują tym razem by doprowadzić swojego lidera to wymarzonego triumfu w Tour de France?

    O ile niemal wszyscy eksperci stawiają na któregoś ze Słoweńców, zespół Ineos-Grenadiers to prawdopodobnie najsilniejszy zespół bez najsilniejszego lidera. Jeśli pomysł “trójzębu” ekipy Movistar wydawał się komuś karkołomny, to “kwadrat” Ineosu brzmi jak czyste szaleństwo. 

    Geraint Thomas, mający na swoim koncie nie tylko zwycięstwo i drugie miejsce w TdF ale też znakomity sezon 2021 oraz dwie długie czasówki, będący w znakomitej dyspozycji Carapaz, oddany i doświadczony Porte oraz mający wielki potencjał Geoghegan Hart będą mieli jednak do dyspozycji zaledwie czterech pomocników.

    Tymczasem Pogacarowi oddanych będzie siedmiu a Roglicowi, zależnie od etapu, siedmiu lub sześciu ludzi (swoje ambicje w pierwszych dniach realizować ma Wout van Aert). 

    Jeśli wspomniałem Movistar, to mamy Enrica Masa, doświadczonego Valverde, ale też błyskotliwego Miguela Angela Lopeza. A do tego wiele napięć, konfliktów i rywalizacji ego. 

    Julian Alaphilippe zrezygnował z Tokio, być może po to, by spróbować powalczyć w klasyfikacji generalnej Touru (są tylko trzy górskie finisze), jednak Deceunink – Quick Step jak zawsze będzie łapać wiele srok za ogon, zatem mistrz świata w kluczowych momentach pojedzie sam. 

    Rigoberto Uran, David Gaudu, Wilco Kelderman, Emmanuel Buchmann, Patrick Konrad, Guillaume Martin, Bauke Mollema, Lucas Hamilton, Louis Meintjens, Michael Woods, Jakob Fuglsang, Wout Poels, Jack Haig, Simon Yates czy Nairo Quintana to tylko największe gwiazdy, które będą próbowały zmieścić się w top10 klasyfikacji generalnej. 

    A to nie jest “wyliczanka” potencjalnych pretendentów o znanych nazwiskach, tylko uznanych kolarzy będących w wysokiej dyspozycji, z których każdy ma jakąś historię, karierę a dobry występ w Tourze jest dla nich najważniejszym celem. 

    Stąd też ci z ekspertów i fanów, którzy chcą przyznawać tradycyjne “gwiazdki” kolarzom, którzy mogą coś ugrać w tegorocznej Wielkiej Pętli musieliby rzeczonych gwiazdek przyznać ze trzydzieści. 

    A pamiętajmy, że na Tourze “generalka” to tylko część narracji. 

    Embed from Getty Images

    Kto przetrwa pierwszy tydzień?

    Pierwsze dwa a realnie trzy dni w Bretanii to teren dla kolarzy klasycznych. I wielkiej konfrontacji Van de Poela, van Aerta, Alaphilippe’a i Sagana. Gdy faworyci “generalki” będą w wielkim napięciu pokonywać kolejne zakręty i wzgórza uważając, by nie leżeć w kraksie, zwycięzcy monumentów zaprezentują nam zwierzęcą moc, dynamikę i agresję. 

    Jeśli regularnie wspominam, że obecnie obserwujemy “złoty wiek kolarstwa”, to rywalizacja czterech mistrzów świata (z szosy i przełajów) o zwycięstwa etapowe i żółtą koszulkę w pierwszej fazie Tour de France zapowiada się jako jeden z najjaśniejszych punktów sezonu. A nie zapominajmy, że w świetnej formie jest ostatnio choćby Sonny Colbrelli, plus z niektórymi górkami dobrze potrafią sobie radzić również Demare, Bouhanni, Laporte, Stuyven i Caleb Ewan.

    Co ważne, to pierwszy Tour od lat, gdy Peter Sagan będzie występował w nieco innej roli. 

    Wszystkie oczy będą bowiem skierowane na Matieu van der Poela, który po pierwsze wprost zadeklarował, że chce w otwierających dniach Touru zdobyć żółtą koszulkę by uhonorować swojego dziadka, Raymonda Poulidora. 

    Po drugie, w tym sezonie wielokrotnie dominował na dynamicznych finiszach, jeździ odważnie i dzieli oraz rządzi w peletonie. 

    A po trzecie, prawdopodobnie wycofa się wcześniej, ponieważ musi przesiąść się na rower górski by powalczyć o medal Igrzysk w Tokio. 

    Z kolei Sagan myślami pewnie jest już u nowego pracodawcy, drużyna Bory ma bardzo mocny, ale nakierowany na wiele celów skład i nie wiadomo, czy bardziej marzy o wygranej etapowej czy o ósmej zielonej koszulce. By tę zdobyć, będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich możliwości. 

    Bo choć jest w tym roku w dobrej dyspozycji (czwarte miejsce w Mediolan-Sanremo tuż po przechorowanym covidzie, do tego wygrane etapowe w Katalonii, Romandii i Giro d’Italia oraz mistrzostwo kraju), trasa tegorocznego Touru daje wiele szans bardziej klasycznym sprinterom, zatem by stawić czoła Ewanowi czy Demare w klasyfikacji punktowej niezbędna będzie walka na premiach i skuteczna jazda w górzystym terenie. 

    A to nie jedyni topowi specjaliści finiszowania z dużej grupy, bo wyżej wspomniałem już choćby Bouhanniego, a jest jeszcze przecież Greipel, Philipsen, Merlier, Pedersen, Coquard, Laporte oraz… Mark Cavendish, który niespodziewanie, acz w dobrej formie wraca do peletonu TdF. 

    Embed from Getty Images

    Powrót legend

    Obecność Cavendisha to jedno z większych wzruszeń. Gdy wydawało się, że Brytyjczyk będzie już kończył karierę, wrócił do gry wygrywając etapy w Turcji i Belgii. I choć w Wielkiej Pętli jedzie, ponieważ ze startu zrezygnował Sam Bennett, determinacja, pasja i miłość do roweru, jaką pokazał Cav w ostatnich miesiącach sprawiają, że ten zaskakujący comeback jest jedną z piękniejszych historii jeszcze przed wyruszeniem karawany Touru na francuskie szosy. 

    W tym miejscu nie mogę oczywiście pominąć innego weterana po przejściach, czyli Chrisa Froome’a. Dla czterokrotnego zwycięzcy już sam start jest sukcesem. Po kontuzji dwa lata temu wciąż nie doszedł do dawnej dyspozycji. Może być też tak, że nawet w dobrej formie nie byłby w stanie nadążać za najlepszymi kolarzami AD 2021. 

    Natomiast trzeba pamiętać, że z wygranymi siedmioma wielkimi tourami jest żywą legendą kolarstwa a także jednym z tych zawodników, którzy sposobem jazdy mocno wpłynęli na obecny wygląd tego sportu. Bez względu na to, czy tegoroczny Tour de France to łabędzi śpiew, runda honorowa czy kolejny krok w powrocie do formy, jego obecność w peletonie jest ważnym wydarzeniem. 

    Teoretycznie, gdyby nie ciągłe kłopoty z utrzymaniem tempa, trasa Wielkiej Pętli 2021 mogłaby Froome’owi sprzyjać. 

    Embed from Getty Images

    Tour jak za dawnych lat

    Jak co roku Tour de France znajduje wielu krytyków, sugerujących, że runda wokół Francji zapowiada się nudno, natomiast uważam, że tegoroczna propozycja organizatorów wygląda interesująco. 

    Po pierwsze w końcu mamy większą liczbę kilometrów jazdy na czas. 27,2km piątego dnia ułoży klasyfikację generalną a 30,8km po przejechaniu wszystkich gór daje szansę na emocje do ostatnich chwil wyścigu. 

    Po drugie, pierwsze dni w Bretanii to będzie petarda. Spodziewajcie się, że przynajmniej kilku faworytów jeszcze przed pierwszą czasówką albo w ogóle wypadnie albo straci tyle czasu, by skupić się jedynie na wygranych etapowych. 

    Przyciągający pecha niczym piorunochron Thomas, nieościgany od kwartału Roglilc czy zwyczajowo narwany Lopez powinni podejść do otwarcia Touru ze szczególną uwagą. Tym bardziej, że w obliczu walczących jak wściekli o etapy klasykowców nikt nie będzie miał sentymentów by czekać czy zwalniać. 

    Po trzecie jak zawsze na Tourze znaczenie będzie miała siła drużyny. Nie tylko na górkach i wietrze, ale też na właściwych etapach górskich, w tym na dwukrotnym przejeździe przez Mont Ventoux. 

    Spora część najbardziej wymagających odcinków kończy się bowiem zjazdami, zatem dobrzy technicznie, superpomocnicy, którzy przeprowadzą faworytów z ostatnich szczytów do mety będą bezcenni. 

    Wreszcie finisze na podjazdach. Przez to że najmocniejsi górale będa mieli do dyspozycji tylko Tignes, ciężką Col du Portet i Luz Ardiden poprzedzone Tourmalet, muszą tam atakować. Kto będzie czekał, ten przegra, zatem spodziewajcie się fajerwerków.

    W teorii nie ma hardcorowych odcinków znanych z Giro czy Vuelty. Jest za to balans między jazdą na czas, jazdą w górach, na wietrze i w bardziej skomplikowanym, “nerwowym” terenie. 

    Poniekąd tęskniłem za takim, właśnie zbalansowanym, wielkim tourem, nieco w starym stylu. 

    Czy brak finiszu na Mont Ventoux to rozmienianie legendy tej góry na drobne? Niekoniecznie. Na szczycie różnice często bywają znaczne a 22 kilometry zjazdu do mety wcale nie muszę ich zniwelować. Podobnie ma się sprawa z etapem w Andorze. 

    Ważne jest to, że układ trasy zakłada pewien brak nudy. Nigdy nie ma więcej niż dwóch płaskich etapów z rzędu, z drugiej strony rywalizacja sprinterów, uciekinierów i klasykowców o punkty i zwycięstwa etapowe będzie możliwa w każdym z trzech tygodni wyścigu. 

    Biorąc pod uwagę, że reprezentantów każdej ze specjalności jest tak wielu, można spodziewać się więc ostrego ścigania każdego dnia. 

    “Niezałatwione sprawy” z Tourem mają obecne na starcie gwiazdy wielkiego formatu, zapewne też jak co roku Wielka Pętla wykreuje nowych bohaterów, których kariera dopiero nabierze rozpędu jak choćby Marka Hirshiego rok temu. 

    Embed from Getty Images

    Czy padną rekordy?

    Na koniec wreszcie zostawiam sprawę poziomu sportowego, który w kolejnych sezonach rośnie a ostatnio jest imponujący niemal w każdym rozgrywanym wyścigu. Podczas kolejnych imprez albo padają rekordy tempa podjeżdżania albo najszybsi zawodnicy zbliżają się do osiągnięć z początku XXIw. 

    Przyczyn jest wiele i jest to materiał do osobnej analizy, natomiast, co zasygnalizowałem już nieco wyżej, niewykluczone, że Chris Froome nawet bez problemów ze zdrowiem miałby problem z dotrzymaniem kroku najlepszym obecnie góralom. Potwierdza to poniekąd Vincenzo Nibali, deklarując że regularnie generuje moc lepszą niż w latach, gdy odnosił swoje największe sukcesy a i tak “puszcza koło” młodszym rywalom.

    Pamiętajcie, że zawsze liczy się szerszy kontekst: umiejscowienie podjazdów na trasie, faza wyścigu, jego wcześniejszy przebieg i pogoda. 

    W tym roku będziemy jednak mieli kilka testów, które były rozgrywane wielokrotnie i są dobrze zmierzone: Mont Ventoux (choć wyjątkowo poprzedzony wspinaczką z innej strony), Tourmalet, Luz Ardiden, Colombiere, Portet d’Aspet, Peyresourde czy Saint Lary Soulan przyniosą wiele danych, których porównanie podpowie, czy np. Julian Alaphilippe będzie mógł się liczyć w grze o podium w Paryżu, w jakiej formie jest Geraint Thomas i czy Tadej Pogacar, wciąż bardzo młody, jeszcze się rozwinął. A także czy odpoczywający po Giro Egan Bernal mógłby liczyć się w tej stawce. 


    Dodajmy do tego jeszcze kolejne, ekscytujące premiery nowych modeli rowerów, kasków, projekty strojów i okazuje się, że Tour de France 2021 jest wydarzeniem totalnym, które przykrywa swoją wielkością nie tylko każdy inny wyścig kolarski, ale i wiele innych eventów nie tylko w świecie wyczynowego sportu, ale i rozrywki w ogóle. 

    To będą wspaniałe trzy tygodnie. Zapraszam Was do wspólnego śledzenia Tour de France. Zachęcam do obserwowania mojego konta na Twitterze, subskrybcji kanału na youtube, gdzie codziennie wieczorem będzie czekał komentarz do wydarzeń na kolejnych etapach, podcastów na popularnych platformach a także wciąż facebooka

  • Zaskakujący Dzień. Serial Netflixa o drużynie Movistar, sezon drugi.

    Zaskakujący Dzień. Serial Netflixa o drużynie Movistar, sezon drugi.

    Kolejny rok z drużyną Movistar i kolejne dramaty, spory, rozczarowania i sukcesy. “Zaskakujący dzień” towarzyszy Alejandro Valverde oraz jego kolegom podczas pandemicznego sezonu 2020.

    Pierwszy sezon “serialu o movistarze” trafił na Netflix w idealnym momencie. W środku pierwszego lockdownu, gdy siedząc w domach byliśmy pozbawieni dostępu do kolarskich emocji. 

    Druga odsłona produkcji dokumentującej życie drużyny Eusebio Unzue została udostępniona, gdy sezon 2021 był już w pełni. A szkoda, bo ciężko emocjonować się wydarzeniami sprzed pół roku, gdy tymczasem historia kolarstwa dzieje się na żywo.

    Lepszym terminem byłaby oczywiście zima, no ale cóż, jest jak jest. 

    “Zaskakujący dzień” po raz kolejny umożliwia nam zajrzenie za kulisy worldtourowej drużyny kolarskiej. Movistar to ekipa szczególna, funkcjonująca nieprzerwanie od 1980 roku. Kierowana przez doświadczonych, lecz często podejmujących kontrowersyjne decyzje menagerów, z utalentowanymi, ale chimerycznymi gwiazdami w składzie. 

    Drugi sezon produkcji Netflixa kontynuuje motywy zaprezentowane w premierowym: “problemy wychowawcze” z Markiem Solerem, kwestie przywództwa, zarówno na szosie, w samochodach technicznych i biurze jak również źródła podejmowanych decyzji, których efekty widzimy później na antenie Eurosportu. 

    Movistar jest bowiem tym klubem, którego jazda często budzi kontrowersje a taktyka jest trudna do zrozumienia. 

    Czy drugi sezon “Zaskakującego dnia” daje odpowiedź na pytania dotyczące ucieczek, pościgów i ataków kolarzy w niebieskich strojach? Cóż, przekonacie się sami, oglądając sześć dudziestopięciominutowych odcinków. 

    Nie spojlerując powiem tylko tyle, że widzę pewien związek między chaotycznym montażem do pewnego stopnia utrudniającym podążanie za kolejnymi wydarzeniami a sytuacją w drużynie. 

    Jest to jednak tylko drobna wada formalna, skutecznie przykryta przez piękne zdjęcia a także bezcenny wgląd, jaki dostajemy za kulisy zawodowej drużyny kolarskiej. 

    Najważniejsza prawda, jaką oglądamy to ta, że choć często profesjonalnych sportowców odbieramy wyłącznie przez pryzmat ich wyników, to wciąż a może przede wszystkim są ludzie. Liczby, waty, kilogramy czy lata doświadczenia są niczym przy osobistych emocjach, temperamencie i czasem niezrozumiałych reakcjach organizmu. 

    Warto o tym pamiętać komentując wydarzenia na kolejnych wyścigach, czy to z udziałem kolarzy Movistaru czy innych drużyn. 

    “Zaskakujący dzień”, sezon 2

    Hiszpania 2021
    6 odcinków o długości ok. 25 minut każdy
    Serial na Netlflixie obejrzałem w czerwcu 2021

    PS Polskie napisy do tego serialu to prawdziwy dramat