Autor: Marek Tyniec

  • Kronika Kolarska 02.10.2026

    Kronika Kolarska 02.10.2026

    Jeśli myśleliście, że po Mistrzostwach Świata pozostała jeszcze tylko Lombardia i można będzie zbierać zabawki, to byliście w błędzie. Kalendarz wyczynowego kolarstwa jest wypchany po brzegi, sezon jest coraz dłuższy a topowi zawodnicy w sen zimowy nie zapadają już niemal nigdy.

    Przed nami kolejny ekscytujący weekend: mistrzostwa Europy, Giro dell’Emilia, finał Pucharu Świata mtb oraz półfinały mistrzostw świata w kolarskim e-sporcie. A przecież mamy “złotą polską jesień” i wypadałoby skorzystać z pogody i samemu pojeździć!

    Mistrzostwa Europy wypracowują swoją pozycję w całkiem dobrym tempie. Mistrzowie elity mężczyzn w wyścigu ze startu wspólnego to, kolejno wstecz: Pogacar, Merlier, Laporte, Jakobsen, Colbrelli, Nizzolo, Viviani,Trentin, Kristoff i Sagan. Jak więc widać, co do zasady były to wyścigi dla sprinterów, w tym roku jednak koszulkę z symbolicznym niebieskim pasem z gwiazdkami założy raczej góral.

    To miały być zawody dla Tadeja Pogacara, zorganizowane w jego rodzinnej Słowenii, na górzystej trasie umożliwiającej mu samotny odjazd i wygranie tytułu. Kontuzja, której doznał na Vuelcie przedwcześnie zakończyła mu sezon, choć niewykluczone, że byłby w stanie ten wyścig nie tylko przejechać, ale i wygrać, nawet z jeszcze nie do końca zagojonym obojczykiem.

    Zanim do boju stanie elita, dziś mistrzostwa rozgrywane w okolicach Lublany rozpoczną młodzieżowcy. Rano, od 9.00 do ok. 11.30 będą ścigały się panie. Do pokonania będą miały 88km i nieco ponad 1600m przewyższenia. Całość zawodów będzie rozgrywana na rundach o długości 22,1km. Panie pokonają 4 takie okrążenia, główną trudnością jest podjazd Mozjanca. Za szczytem jest jeszcze kilka niewielkich wzniesień, do mety okrążenia z ostatniego z nich pozostaje ok. 11km. Na liście startowej jest mistrzyni świata Chladonova, brązowa medalistka Moors oraz pięć Polek (Hartman, Wąsaty, Sipko, Szczęsna, Tracka).

    Panowie będą mieli wyraźnie dłuższy wyścig (142km), ale rundę z podjazdem Mozjanca pokonają tylko trzy razy. Ich zawody będą trwały od 13.30 do ok. 17.15. Najwyżej notowany jest Hector Alvarez, srebrny medalista z Montrealu, polscy kibice będą przyglądać się występowi Jana Jackowiaka, którego wesprą Lewandowski, Ilski i Surdyk.

    Oba wyścigi będą transmitowane w streamingach Eurosportu. ME rozgrywane zaledwie kilka dni po mistrzostwach świata to z jednej strony szansa na rewanż, do tego możliwość zdobycia prestiżowego tytułu i koszulki. Natomiast kolejny raz połączenie obu startów wydaje się dość karkołomne. Rok temu wiązało się to ze zmianą klimatu – z panującego w Rwandzie na alpejski. Tym razem warunki mogą być podobne do tych w Montrealu, ale start w Lublanie wiąże się z podróżą zza oceanu a przede wszystkim zmianą czasu – różnica wynosi 6 godzin.

    Ta sama strefa obowiązuje w Lake Placid, co jest o tyle dobre, że tamtejszy Puchar Świata mtb będziemy mogli oglądać o wygodnej porze. Dziś transmisje z zawodów w short tracku rozpoczną się 17.30. Jak zawsze najpierw pojadą panie (17.45), po nich panowie (18.35). Niestety prognozy pogody są nienajlepsze, zapowiada się ściganie w błocie. A szkoda, bo te kończące sezon zawody w Ameryce Północnej, jeśli jest dobra pogoda oferują wyjątkowo malownicze tło dla rywalizacji kolarzy górskich. Listy startowe są nieco uboższe, natomiast w czołówce mamy większość nazwisk, które śledziliśmy przez cały sezon (poza Adrienem Boichisem). Będzie to też ostatnia okazja, by zobaczyć na trasach koszulki teamów Cannondale, Lapierre czy Origine.

    W mtb zapowiada się więc intensywny sezon transferowy, choć pewnie nie tak jak na szosie. Tam, po zwolnieniu miejsca przez Kasię Niewiadomą w Canyon-Sram do niemieckiej drużyny dołączy solidna w górach Szwajcarka Steffi Häberlin, która odchodzi z SDWorkx. Z kolei w męskim peletonie potwierdzono pozyskanie przez Astanę – XDS włoskiego sprintera, Tomasso Datiego, który bardzo dobrze spisywał się podczas tygodniowych etapówek jeżdżąc w barwach zarejestrowanej w japonii grupy kontynentalnej.

    I choć sezon mtb właściwie się kończy, szosowy będzie trwał jeszcze przez ponad dwa tygodnie, to już za rogiem czekają “zimowe” aktywności. W ten weekend w Czechach i Francji mamy pierwsze zawody przełajowe kategorii C1 w Europie a dziś rozgrywane są światowe półfinały mistrzostw świata w e-kolarstwie. Zawody na trenażerach rozgrywane na platformie MyWoosh wyłonią finalistów, którzy w grudniu będą ścigać się już stacjonarnie.

    Jeśli nie będziecie mieli dość wpatrywania się w ekran, zawody będzie można oglądać od 17.00 na youtube i twitchu.

    Na koniec, jak co miesiąc zaprezentuję Wam kilka statystyk z ostatniego miesiąca. We wrześniu, dzięki mistrzostwom świata i sukcesom Polek moje treści dostały “boost” od algorytmu facebooka. Regularnie jednak również klikały się dobrze: wyświetliły się prawie 500tys razy, dotarły do ponad 95tys użytkowników, którzy na różne sposoby zareagowali na prawie 9tys razy.

    Poza “polskimi sukcesami”, regularność publikacji robi swoje: w ostatnim miesiącu napisałem dla Was 140tys znaków oraz nagrałem 72’ materiałów audio dostępnych na youtube i podcastowniach.

    Nieustająco dziękuję wszystkim za regularne czytelnictwo, dobre słowo oraz korektę obywatelską. Myślę też, że robicie bardzo cenną rzecz, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami na temat najważniejszych wydarzeń w wyczynowym kolarstwie w komentarzach na poziomie rzadko spotykanym na innych profilach. Co doceniam szczególnie!

    Podziękowania również dla firmy Stamox za kolejny miesiąc współpracy. Używam ich suplementu z buraka i sobie chwalę, więc mogę go szczerze polecić. Choć oczywiście muszę to stwierdzenie oznaczyć jako reklamę.

    A na stronie Stamoxa przy zakupach czeka na was kod rabatowy MAREK15.

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 01.10.2026. ME jednak bez Pogacara.

    Kronika Kolarska 01.10.2026. ME jednak bez Pogacara.

    Słoweńcy potwierdzili, że Tadej Pogcar nie wystartuje w Mistrzostwach Europy rozpoczynających się pojutrze w Ljublianie. Tymczasem aktualny wciąż czempion pojawił się w swojej ojczyźnie i wraz z Urską Zigart jeździ po trasie, podsycając spekulacje “a może jednak…”.

    Jaki jest stan jego zdrowia wie tylko on sam i jego lekarz. Tak czy inaczej nawet, jeśli wymuszona, decyzja by nie startować wydaje się rozsądna. Choćby ze względu na długoterminowe cele, które wciąż są przed Pogacarem.

    Wiemy już, że kontuzja odniesiona na Vuelcie powstrzymała go od ustanowienia kilku kolarskich rekordów. Wygląda też na to, że będzie mu trudno o kolejny. O ile mistrzostwa świata 2027 w Górnej Sabaudii będą dla niego stworzone, to najtrudniejsza i najbardziej górska trasa MŚ w historii, o tyle kolejne dwie edycje zapowiadają się zdecydowanie bardziej sprintersko.

    Peter Van den Abeele z UCI potwierdził, że mistrzostwa w Abu Dhabi w 2028 mają być „mistrzostwami dla sprinterów”. Choć w Emiratach powstają sztuczne wzniesienia, nie mają one odegrać istotnej roli na trasie MŚ. Z kolei rok później tęczowe koszulki zostaną rozdane w Kopenhadze. Trasy jeszcze nie znamy, ale ukształtowanie terenu i doświadczenia z MŚ 2011 sugerują, że ponownie może być to okazja dla najszybszych zawodników.

    A to oznacza, że kolejne, podczas których Pogacar będzie mógł powalczyć o kolejną, w optymistycznym dla niego scenariuszu, czwartą tęczową koszulkę (jeśli wygra za rok) odbędą się, gdy będzie miał 32 lata i 11 zawodowych sezonów w nogach. Zatem niewykluczone, że kamień na szosie między miejscowościami Pucol a Xeraco na południu Hiszpanii zamieszał w historii kolarstwa bardziej niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

    Jeśli zaś chodzi o same tegoroczne mistrzostwa Europy, trasa zawodów została zaprojektowana z myślą o Pogacarze. Na rundzie znajduje się 2,1km podjazd Mozjanca o średniej stromiźnie 10,1%. Zanim zawodnicy rozpoczną zjazd do mety, za głównym szczytem będą czekały jeszcze dwie krótkie “hopki”, zatem intensywny wysiłek będzie trwał nieco dłużej.

    Co ważne i dziwne zarazem, podobnie jak w Montrealu młodsze kategorie wiekowe będą miały realnie trudniejszy wyścig niż elita. Juniorzy, juniorki oraz orliczki będą rywalizować tylko na trasach złożonych z rundy z Mozjancą, tymczasem Elita obu płci i U23 mężczyzn będą miali dodatkowo płaski dystans, który doda kilometrów, ale odejmie przwyższenia.

    Listy startowe powoli się zapełniają, o faworytach będę jednak pisał w bezpośrednich zapowiedziach kolejnych dni. W piątek pojadą kategorie U23, w sobotę rano juniorzy, po południu elita kobiet a w niedzielę rano juniorki a po południu seniorzy. We wtorek natomiast bedą sztafety mieszane juniorów i elity a we środę czasówki indywidualne.

    Interesujące, że w zawodach ze startu wspólnego nie zobaczymy reprezentantów i reprezentantek Wielkiej Brytanii. Ci pojadą tylko w czasówkach, co federacja tłumaczy długoterminowym planem przygotowań olimpijskich.

    W związku z tym w sobotę Tom Pidcock będzie ścigał się w Giro dell’Emilia, czyli klasyku w Bolonii z podjazdami do bazyliki San Luca.

    Biorąc pod uwagę, że w ten weekend mamy też w planie finał Pucharu Świata MTB, dla fanów kolarstwa zapowiadają się kolejne, intensywne dni.

    Mnie w ich trakcie będzie towarzyszył Stamox, suplement z buraka poprawiający osiągi przy wyższych intensywnościach.

    Na stronie producenta możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 30.09.2026, czyli Kasia Niewiadoma w Lidl-Trek

    Kronika Kolarska 30.09.2026, czyli Kasia Niewiadoma w Lidl-Trek

    Kasia Niewiadoma w Lidl-Trek to bardzo duża zmiana w kobiecym peletonie. Polka wiąże się z nową drużyną na dwa lata, zatem do sezonu olimpijskiego włącznie.

    Nowa umowa Niewiadomej to news dnia w kolarskim światku. Materiały o nim zajmują eksponowane miejsce na portalach, co pokazuje też znaczenie kobiecego sportu rowerowego.

    Choć informacje o tym transferze pojawiały się już od połowy roku, nie były nigdy potwierdzone. Zawodniczka i jej nowy zespół ogłosili zawarcie umowy w dniu urodzin srebrnej medalistki mistrzostw świata. Czyli wczoraj, 29.09.

    Dziewięć lat w jednym miejscu pracy to bardzo długo. A tyle właśnie Niewiadoma spędziła w drużynie Canyon-Sram. Co ciekawe, gdy wydawało się, że szczyt jej kariery przypadł na sezon 2024, gdy wygrała Tour de France Femmes, dopiero teraz, w 2026 zawodniczka stała się “najlepszą wersją siebie”. To imponujące, że po tylu latach wyczynowej kariery wciąż można zrobić progres i rozwinąć się na tyle, by bić rekordy życiowe, zarówno wyrażane miejscami na mecie, ale też i czasami na najtrudniejszych podjazdach.

    W pewnym momencie kariery każdy potrzebuje zmiany. I choć można było w ciągu lat współpracy wskazywać na mankamenty drużyny Canyon-Sram, raczej nikt nie pracuje w jednej firmie tak długo, jeśli jest niezadowolony z panujących tam warunków.

    Czy ekipa Lidl-Trek będzie dla Niewiadomej lepszym miejscem? Nikt i nic nie jest bez wad, jak będzie się tam czuła i czy rzeczywiście będzie w 100% liderką ekipy dowiemy się po sezonie 2027. Isabella Holmgren czy Niamh Fisher-Black nie są przecież pozbawione własnych ambicji. Być może jednak sama zmiana otoczenia sprawi, że Niewiadoma, nawet po tak znakomitym sezonie co 2026 znajdzie dodatkową motywację do dalszego rozwoju, którego zwieńczeniem mają być zapewne Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles.

    Nie ukrywam, co zasygnalizowałem już wczoraj, po szybkim wrzuceniu tego newsa, że w tym transferze interesuje mnie nie tylko aspekt sportowy, ale też marketingowy. Niewiadoma nie jest największą gwiazdą polskiego sportu (co regularnie potwierdzają wyniki plebiscytu Przeglądu Sportowego), ale ma mimo wszystko w Polsce pewną rozpoznawalność (mam wrażenie, że większą ma "na świecie"), która po Tour de France i srebrze mistrzostw świata zapewne jeszcze wzrośnie.

    A to oznacza, że byłoby sporym grzechem, gdyby Lidl nie włączył zawodniczki do swojej machiny reklamowej. Niewiadoma i tak, na tle innych polskich kolarzy i kolarek korzysta finansowo na swoim wizerunku, będąc twarzą Skody a wcześniej też niesławnej zondacrypto. Pojawiły się też komentarze o potencjalnym powiększeniu oferty rowerowej Lidla, ale ja jestem sobie w stanie wyobrazić Niewiadomą polecającą nie tyle marketowej klasy akcesoria rowerowe co np. lidlowy Skyr. Jeśli oczywiście do czegoś takiego w ogóle dojdzie. Zobaczymy też, jak tę szansę wykorzystają lokalni dealerzy Treka na czele z p. Klukiem. Któremu co prawda zdarza się zaliczać wizerunkowe wpadki, ale równocześnie trzeba mu oddać, że ciśnie marketing swojej “Fabryki Rowerów” bardzo konsekwentnie.

    Transfer Niewiadomej to oczywiście nie jedyna zmiana w kobiecym peletonie. W ostatnich sezonach barwy zmieniały naprawdę duże nazwiska, przede wszystkim Longo Borghini w 2025r opuściła Treka na rzecz UAE a w 2026 Demi Vollering rozstała się z SDWorx by dołączyć do FDJ Suez (nieustająco będąc związaną ze Specializedem. Niedawno dostaliśmy informację, że z UAE odchodzi z kolei utalentowana Paula Blasi by dołączyć do Movistaru a nieco mniejszym, choć ważnym newsem był ten o zmianie przez Usoę Osolazę z Fundacion Euskadi na norweskie Uno-X. Nie bez znaczenia będzie też powrót po przerwie Fem van Empel, która będzie się ścigać w SDWorx.

    Wydaje się, że kobiece kolarstwo ma już w tym momencie na tyle dużo “potencjału ludzkiego”, że roszady przyniosą sporo korzyści. Więcej drużyn będzie miało liderki mogące rywalizować ze sobą na najważniejszych imprezach, w związku z tym wyścigi kobiet w przyszłym roku zapowiadają się jeszcze bardziej ekscytująco niż w tym sezonie.

    A partnerem codziennych materiałów przedstawiających i komentujących najważniejsze wydarzenia w wyczynowym kolarstwie jest Stamox, producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

    Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    Zdjęcia: Kasia Niewiadoma wygrywa na Mont Ventoux / broni żółtej koszulki Tour de France na Alpe d'Huez, fot. Billy Ceusters, materiały prasowe ASO; News numer jeden na stronie głównej cyclingnews.

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 29.09.2026

    Kronika Kolarska 29.09.2026

    Van der Poel kończy sezon, Pogacara zobaczymy na Mistrzostwach Europy, choć nie wiadomo w jakiej roli a w kalendarzu mamy jeszcze kilka ciekawych wyścigów.

    Zacznę jednak od jeszcze kilku nawiązań do mistrzostw świata. Po pierwsze na youtube i podcastowniach od wczorajszego wieczora czeka na Was podsumowanie kanadyjskiego czempionatu. Facebook zbanował zamieszczanie linków jako alternatywę podając płatność za konto Meta One, więc zainteresowanych formą audio tym bardziej zachęcam do subskrypcji kanałów na platformach youtube, spotify lub apple.

    W materiale znajdziecie syntezę tego, co czytaliście tutaj przez ostatni tydzień, plus oczywiście kilka dodatkowych obserwacji. TL;DR, tak jak głosi tytuł, to były udane mistrzostwa, z główną niespodzianką w wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn. Największe wrażenie zrobił na mnie jednak stan “przyszłości” kolarstwa, czyli niezmiernie wyśrubowany poziom sportowy w młodszych kategoriach wiekowych.

    Tutaj dodam z kolei (it’s all connected, niczym w Marvelku za najlepszych czasów, krótko mówiąc wszystkie moje media się raczej uzupełniają niż dublują), że medale reprezentacji USA na dwa lata przed Igrzyskami w LA to może być szansa na reaktywację tamtejszej sceny kolarskiej. Amerykanie w tym momencie bardzo czekają na powrót wyścigów wyższej kategorii do siebie, podobnie jak na renesans tamtejszych grup zawodowych. I myślę, że obie te rzeczy wydarzą się wcześniej niż później.

    Natomiast co do van der Poela, to Holender po tym, gdy znakomicie przygotował się do montrealskich mistrzostw i pojechał odważny wyścig (korzystając już z nowej grupy Shimano Dura-Ace R9300), który jednak zakończył się “zaledwie” brązowym medalem, zamyka sezon i nie wiadomo, kiedy znów pojawi się na trasach jakichś zawodów. Jego starty w przełajach stoją pod znakiem zapytania, podobnie jak harmonogram 2027.

    Pewnie w którymś momencie nie wytrzyma i stanie na starcie jakichś przełajów, natomiast tuż po “kerstperiode” wraz z partnerką Roxanne Bertels spodziewają się dziecka. Zatem może być tak, że MVDP pojawi się albo tylko na mistrzostwach świata albo dopiero na wiosnę na szosie. A i jego kalendarz wyścigów w zawodowym peletonie może być inny niż zazwyczaj. Biorąc pod uwagę, że przyszłoroczne szosowe mistrzostwa świata będą stricte dla górali, być może to 2027 będzie rokiem, kiedy van der Poel bardziej skupi się na kolarstwie górskim i kolejnej próbie walki o tęczową koszulkę na mtb. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, by odpuścił starty w klasykach, zatem ze strony kibiców wszystko co pozostaje to śledzenie sociali i stravy Holendra.

    Natomiast może być tak, że wcześniej niż później zobaczymy Tadeja Pogacara. Z dużym prawdopodobieństwem pojawi się w ten weekend w Słowenii, gdzie od piątku do środy będą rozgrywane szosowe Mistrzostwa Europy. Trudno sobie wyobrazić, by zabrakło na nich najlepszego słoweńskiego kolarza, choćby w roli gościa honorowego.

    Tyle tylko, że mamy przesłanki wskazujące nie tylko na kurtuazyjną wizytę, ale na start Pogacara w wyścigu ze startu wspólnego. To tylko pogłoski, ale podają je La Flamme Rouge na twitterze, oraz hiszpański Eurosport powołując się na “El Pais”. Rzekomo Pogacar ma być zdeterminowany by stanąć na starcie w Ljubljanie, natomiast kierownictwo drużyny do tego planu ma go mocno zniechęcać. Od upadku na Vuelcie i operacji obojczyka minął już co prawda ponad miesiąc a Tadej jeździ już na zewnątrz wspólnie z Urską Zigart, ale oprócz obojczyka miał przecież jeszcze uszkodzony jeden z kręgów. Wyścig o ME jest wyraźnie krótszy niż o mistrzostwo świata, Pogacar ewidentnie czuje, że chce zamknąć ten sezon powrotem na rower podczas jednego z wyścigów, ale zarówno konfrontacja z rywalami w szczycie formy jak i ryzyko ponownej kontuzji będąc nie w pełni wyleczonym sugerowałyby, by jednak poczekał do wiosny. Zatem przed nami kilka dni spekulacji i podgrzewania tematu. Wyścig o mistrzostwo Europy elity mężczyzn w niedzielę.

    Oprócz ME, których harmonogram i zapowiedź zamieszczę bliżej weekendu, w nadchodzących dniach czeka nas jeszcze kilka wydarzeń. Przede wszystkim we Włoszech mamy całą serię wysoko punktowanych klasyków. Wszystkie mają kategorię 1.Pro, sporą historię, a większość z nich prowadzi przez mniej lub bardziej górzysty teren.

    Przed Il Lombardia, ostatnim monumentem sezonu w planie są jeszcze:
    Giro dell’Emilia 03.10 w sobotę
    Coppa Agostoni (to akurat kat 1.1) 04.10 w niedzielę
    Coppa Bernocchi 05.10 w poniedziałek
    Tre Valle Varesine 06.10 we wtorek
    Gran Piemonte 08.10 we czwartek
    10.10, jak zawsze we Włoszech w sobotę, Il Lombardia
    a później jeszcze
    Giro del Veneto 14.10
    i Veneto Classic 18.10

    Można zdobyć worek punktów UCI, awansować w rankingach, wyrobić sobie nazwisko, zasłużyć na nowy kontrakt lub przynajmniej sporą premię.

    Co ważne, 10-11.10 w Australii mamy gravelowe mistrzostwa świata a szutrowe elementy ma na swojej trasie także Paryż-Tours 11.10

    Na drugim krańcu kolarskich umiejętności stoi e-kolarstwo, które powoli rozpoczyna sezon zimowy, którego kulminacją będą grudniowe mistrzostwa świata. Póki co 02.10 w planach są półfinały zawodów rozgrywanych na trenażerach i na platformie MyWoosh.

    A to wciąż jeszcze nie wszystkie imprezy końca sezonu. Bo do tego dojdą zapewne informacje o transferach oraz przecieki dotyczące tras Touru i Giro.

    Prezentacja Wielkiej Pętli 2027 zapowiedziana jest na 22.10, Giro pokaże swoją trasę prawdopodobnie w listopadzie.

    Partnerem codziennych materiałów przedstawiających i komentujących najważniejsze wydarzenia w wyczynowym kolarstwie jest Stamox , producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

    Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 28.09.2026

    Kronika Kolarska 28.09.2026

    Zaskoczenie? Tak. Sensacja? Nie! Brandon McNulty, co prawda wraz z Tadejem Pogacarem, ale jednak wygrał przecież po ucieczce zainicjowanej ponad 30km przed metą. Tak jak wczoraj, tyle, że wczoraj dało mu to tęczową koszulkę mistrza świata!

    Amerykanie byli bardzo mocną drużyną, która mimo braku łączności radiowej pojechała najlepiej taktycznie, a mając w składzie równorzędne gwiazdy – jak to USA – zjednoczoną.

    Atak McNulty’ego przyszedł w momencie, gdy większości faworytów powoli kończyła się energia po wielu kilometrach bardzo intensywnego ścigania, ataków i pogoni. Co ważne, po tym gdy wcześniej w akcji z van der Poelem jechał Quinn Simmons, którego trzeba było traktować jak poważnego kandydata do medalu.

    Równocześnie, gdy McNulty zmierzał po zwycięstwo, jego rywali skutecznie kontrolował Jorgenson, co z pewnością było jednym z powodów, dla których pościg nie układał się jak należy.

    Tego dnia była to najlepsza i najlepiej wykonana taktyka.

    Swoich rozwiązań próbowali też Belgowie, ale wyszło im to o wiele gorzej. Van Aert atakował niespełna 90km przed metą, rozpoczynając wyścig dla najważniejszych graczy. Sprowokował tym van der Poela, ale po przyspieszeniu Holendra 15km później (został na czele z Simmonsem, Oscarem Onleyem, dołączył do nich Roglic) przeszedł w tryb pogoni dla Remco. WvA wyczerpał jednak swoje zasoby i został z tyłu, więc na kolejnych rundach, gdy przewaga grupy van der Poela utrzymywała się, Evenepoel próbował kilka razy przeskakiwać do czołówki, jednak nieskutecznie.

    Gdy na dwa i pół okrążenia przed metą mieliśmy na czele grupkę kilkunastu, mocno już ugotowanych liderów, 3km po tym, gdy grupa MVDP została doścignięta, na płaskim zaatakował McNulty. Amerykanie mieli za nim dwóch swoich kolarzy, van der Poel łapał oddech po wielokilometrowej akcji, gdzieś w międzyczasie Remco był z tyłu i musiał gonić czołówkę, Seixas pilnował del Toro a Pidcock próbował w swoim stylu szarpać by urwać konkurentów.

    Tymczasem McNulty “po prostu” jechał ile sił w nogach, trzymając aerodynamiczną pozycję i odliczając kilometry do mety. W pościgu jego rywale byli z jednej strony coraz bardziej zmęczeni, z drugiej co chwilę próbowali dołączyć do lidera indywidualnymi atakami. Wyścig ułożył się w ten sposób, że wraz z nimi jechał też szybki na finiszach Michael Matthews, dołączył też Mads Pedersen, zatem wola dowiezienia ich do mety była niewielka.

    W efekcie to McNulty łapiąc się z niedowierzania za głowę jako pierwszy minął linię mety. 13” później drugi finiszował Matthews, wygrywając srebrny medal z van der Poelem.

    Mogliście już przeczytać komentarze o tym, jak to McNulty zdobył tęczową koszulkę przez kunktatowstwo swoich rywali. Ale, hej, to jest właśnie kolarstwo. Bywa, że wielkie zwycięstwa osiąga się atakując w odpowiednim momencie, przy określonym układzie taktycznym. A i tak wciąż trzeba być super mocnym by przez 30km, czyli po przejechaniu 240 samotnie uciekać i obronić się przed największymi gwiazdami pro peletonu.

    Mamy więc w efekcie ciekawą sytuację. Przez kolejnych 11 miesięcy (w przyszłym roku MŚ będą pod koniec sierpnia) w tęczowej koszulce będzie jeździł znakomity kolarz, ale co do zasady pomocnik. McNulty w drużynie UAE co jakiś czas, zazwyczaj w tygodniowych etapówkach dostaje szansę poprowadzenia swojego zespołu (zazwyczaj wtedy, gdy o wyniku może decydować jazda na czas, jak rok temu na Tour de Pologne, gdzie wygrał), potrafi wygrywać też poszczególne etapy. Na co dzień jest jednak jednym z głównych pomocników Tadeja Pogacara.

    Tytuł mistrza świata zostaje więc “w rodzinie”. McNulty ma nadzieję, że Pogacar jest z niego dumny. Z kolei pewne wątpliwości pojawiają się w związku z jazdą del Toro, który być może po części jechał w interesie nie tylko swoim, ale też kolegi z drużyny zawodowej a nie narodowej.

    “Pokonanymi dnia” są więc przede wszystkim “górale”, dla których miał to być wyścig. Tymczasem mieliśmy bardzo otwartą rywalizację, w której uczestniczyli przedstawiciele wszystkich kolarskich specjalności. Najbardziej rozgoryczony wydaje się Paul Seixas, który w końcówce stracił nękany kurczami. Młody Francuz czuje, że zawiódł drużynę, świetnie pracującą dla niego przez większość dnia. A że interesowało go tylko złoto, porażka boli go szczególnie.

    Nie ma go jeszcze na liście startowej mistrzostw Europy, które już w najbliższy weekend zostaną rozegrane na górzystej trasie w Słowenii. Zgłoszeni są już jednak Evenepoel, Roglic, Ayuso i Pellizzari. A ponieważ prestiż koszulki nie tylko z tęczowym pasem, ale też tym z odcieniami niebieskiego robi się spory, możemy się spodziewać świetnego ścigania w okolicach Ljubljany.

    Na koniec, tak jak po jeździe na czas wrzucam podsumowanie marek rowerów, których używali zwycięzcy wyścigów ze startu wspólnego.

    Junior – MMR
    Juniorka – Canyon
    U23 Kobiet – Cervelo
    U23 Mężczyzn – Cervelo
    Elita Kobiet – Specialized
    Elita Mężczyzn – Colnago

    A podsumowanie całych montrealskich MŚ przygotuję jako osobny materiał podcastowy.

    Partnerem codziennych materiałów z mistrzostw świata był Stamox, producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

    Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 27.09.2026

    Kronika Kolarska 27.09.2026

    Podium mistrzostw świata takie samo jak podium kobiecego Tour de France. Po podobnie emocjonującym wyścigu. Demi Vollering pokonała Kasię Niewiadomą na finiszu po ponad 30km bezkompromisowej rywalizacji między najlepszymi kolarkami tego pokolenia.

    Mamy do tego wyścigu szczególny stosunek ze względu na srebrny medal Niewiadomej. To oczywiste. Ale oddzielając “polskie emocje” od tego, co widzieliśmy, to były po prostu rewelacyjne mistrzostwa.

    Czy rywalizacja została wypaczona przez kraksę na 95km przed metą? Patrząc na wynki – raczej nie, ale być może obecność w czołówce Kim Le Court zmieniłaby dynamikę końcówki.

    Tak czy inaczej, gdy Demi Vollering odjeżdżała konkurentkom na ponad 30km przed metą, wydawało się, że “zrobi Pogacara”. Zwłaszcza że jej przewaga momentami sięgała już pół minuty. Jej konkurentki były jednak w stanie zniwelować różnicę, częściowo dzięki pracy Marlen Reusser.

    Z dwójki Polek jadących w pierwszej grupie mocniejsza była Niewiadoma, która włączyła się w pościg za Vollering, Dominika Włodarczyk przestała w tym czasie nadążać za najsilniejszymi zawodniczkami, wciąż jednak jechała w grupie tuż za czołówką.

    Po doścignięciu Vollering, wjeżdżając na ostatnie okrążenie, nie czekając na podjazd, zaatakowała Longo – Borgihni. Niewiadoma obejrzała się na rywalki, żadna od razu nie pogoniła i wydawało się, że w tym momencie to Włoszka jedzie po tęczową koszulkę.

    Wysiłkiem głównie Vollering, Holenderka i Polka dogoniły Longo – Borgini, która wkrótce zaczęła do nich tracić. Tempo nadal co do zasady nadawała Vollering, zgłaszając co chwilę pretensje do Niewiadomej o niedawanie zmian. Obie były mocne, ale ponieważ współpraca się nie układała, zagrożenie ze strony Longo – Borgini a także jadących niewiele dalej Reusser i Berthet wciąż istniało.

    Wjeżdżając na niewielki podjazd prowadzący do mety, Niewiadoma wypuściła Vollering do przodu. Długo czekała z rozpoczęciem finiszu, z tyłu Longo Borgini jechała do końca licząc, że dopadnie prowadzące rywalki. Polka zaatakowała 170m przed kreską, zdobyła nieznaczną przewagę, ale Vollering zostało więcej paliwa w baku i jako pierwsza minęła linię mety. Choć polskim fanom pękły wtedy serca, przebieg całego wyścigu wskazuje wprost, że takie rozstrzygnięcie było po prostu fair.

    Za linią mety Niewiadoma i Vollering pojednały się, a trzeba pamiętać, że historia kontrowersji między nimi jest długa i wciąż żywa. Podium, tak jak na Tourze, dopełniła Longo Borghini. Dominika Włodarczyk dojechała na świetnym, ósmym miejscu.

    To był kawał wielkiego kolarstwa, pełnego odważnego ścigania na najwyższym poziomie. Po raz kolejny w tym roku zawody elity kobiet dostarczyły rewelacyjnych emocji i były świetnym, sportowym widowiskiem.

    Czy panowie będą w stanie dowieźć podobne emocje? Dzisiejszy wyścig elity mężczyzn, który rozpocznie się o godz. 15 naszego czasu a zakończy ok. 21.40 będzie czymś zupełnie innym.

    Mistrzostwa Świata seniorów to tak naprawdę prawdziwy, szósty “monument”, bez względu na to, gdzie i na jakiej trasie jest rozgrywany. A dzieje się tak za sprawą dystansu. W tym roku do pokonania będzie 274km a to oznacza około siedmiu godzin jazdy. A to zmienia wszystko i zawęża grono faworytów niemal tylko do zawodników, którzy mają dobrą historię występów w monumentach.

    Evenepoel wygrywał wyścigi mistrzowskie i Liege-Bastogne-Liege. Van der Poel i van Aert są specjalistami takich wyścigów. Seixas i Pidcock potrafili ukończyć monument przed wszystkimi poza Pogacarem. Choć Isaac del Toro ma na swoim koncie jedenaście wygranych jednodniówek, w monumencie najwyżej był piąty, w Lombardii, gdzie “track record” lepszy ma np. Quinn Simmons (był czwarty).

    Ciekawe jest, że każdy z faworytów budował formę przed Montrealem w zupełnie inny sposób. Remco trenował na wysokości, van Aert z powodzeniem ścigał się na Vuelcie, van der Poel trenował w domu (w Hiszpanii) i na wyścigu w Luksemburgu a Seixas, podobnie do Evenepoela po Tourze odpoczął, potrenował i ścigał się w kanadyjskich klasykach. Z kolei Pidcock w międzyczasie zdobył tytuł mistrza świata mtb.

    Drużyny narodowe takie jak Belgia muszą sobie poradzić z dwoma liderami, na wyścigu U23 na takie okoliczności testowali komunikację przy pomocy wiadomości podawanych wraz z bidonami (na mistrzostwach świata jedzie się bez radia).

    Z perspektywy wszystkich wcześniejszych wyścigów w Montrealu, charakter trasy jest wymagający, ale otwarty na zawodników o różnych specjalnościach. Wygrana kogoś spoza wymienionego grona będzie niespodzianką, ale raczej nie sensacją. Wciąż możliwy jest bowiem jakiś odjazd jak podczas wyścigu orlików, który przy określonym układzie sił może zostać ścigany bez pełnego zaangażowania.

    Ktokolwiek zostanie nowym właścicielem tęczowej koszulki, będzie się mierzył z punktem odniesienia, jakim jest Tadej Pogacar, który pożegnał się z tym charakterystycznym insygnium podczas pierwszej po kontuzji jazdy na zewnątrz. A jeśli nowym mistrzem świata zostanie Europejczyk, pokonani przez niego rywale będą mieli okazję do rewanżu podczas mistrzostw naszego kontynentu już za tydzień w Słowenii.

    Partnerem materiałów z mistrzostw świata jest Stamox , producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

    Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 26.09.2026

    Kronika Kolarska 26.09.2026

    Ashlin Barry po samotnej ucieczce wygrywa mistrzostwo świata U23. A to oznacza, że w wyścigu młodzieżowców nie wygrał góral, bo Amerykanin jest raczej klasykowcem czy też sprinterem. Co to oznacza przed wyścigami elity?

    Barry był wyjątkowo aktywny, zabierał się do kilku ucieczek w pierwszej części wyścigu. Po licznych przetasowaniach (w początkowych akcjach widoczni byli też Polacy, Lewandowski, Goszczurny i Durdyk; z kolei Jackowiak w kluczowym momencie miał defekt), Barry znalazł się w piątce kolarzy, którzy na szóstym okrążeniu mieli już dwie minuty przewagi nad rywalami.

    Jak sam powiedział, nie zakładał, że będzie tak mocny na podjazdach, ale to ewidentnie był jego dzień. Na dwa okrążenia przed końcem zdecydował się na solowy odjazd, sukcesywnie powiększał przewagę i jadąc samotnie przez 30km sięgnął po tytuł mistrza świata młodzieżowców.

    Barry pochodzi z kolarskiej rodziny – to syn Micheala, Kanadyjczyka, który we wczesnych latach dwutysięcznych jeździł w grupie US Postal z Armstrongiem oraz Dede Barry, srebrnej medalistki w jeździe na czas na IO w Atenach. Ashlin to pierwszoroczny orlik, ma aż 192cm wzrostu i od tego roku jeździ w developmencie Vismy.

    Czy jego wygrana sugeruje, że w zawodach elity mężczyzn może zwyciężyć zawodnik postury i charakterystyki van Aerta lub van der Poela a nie Evenepoela, del Toro lub Seixasa? Wiele będzie zależeć od sytuacji wyścigowej, ale wygląda na to, że tak, jest to możliwe.

    Wyścig juniorek z kolei wygrała Hiszpanka Alejandra Neira. Była bardzo mocna na podjazdach, ale zwycięstwo wywalczyła na finiszu z pięcioosobowej grupki. Na nieco ponad kilometr do mety do prowadzącej trójki (Neira, Rossignoli z Włoch i Grossman ze Szwajcarii) dołączyły Polka oraz Holenderka Mons. Okrucińska konsekwentnie pracowała od momentu, po tym, gdy straciła kontakt z najmocniejszymi tego dnia pod górę rywalkami. Po zakończonym sukcesem pościgu zajęła dogodną dla siebie pozycję na czele i pilnowała konkurentek rozpoczynających sprint. Pogoń kosztowała ją jednak zbyt wiele i sił w końcówce wystarczyło na 4. miejsce. To była jednak świetna, dojrzała i konsekwentna jazda godna dużo bardziej doświadczonych zawodniczek.

    Wyciągając ewentualne wnioski ze startów młodszych kategorii wiekowych musimy jednak pamiętać, że dziś zmieniamy trasę zawodów. Owszem, elita kobiet i elita mężczyzn będzie rywalizowała na rundach w Montrealu, jednak oprócz nich panie i panowie nabiją kilometry jadąc na płaską sekcję na południowy wschód od miasta.

    To ciekawe o tyle, że elita kobiet pokona mniej samych rund w Montrealu niż U23. Cały wyścig będzie dłuższy o 50km, ale będzie miał mniej przewyższenia.

    Czy to oznacza, że będzie łatwiej? Raczej nie, choć bardzo wiele zależy od tempa. Stawka jest wybitna. Śledzący regularnie kobiece kolarstwo znajdą na liście przynajmniej 15 zawodniczek, o których można powiedzieć “wielkie gwiazdy” i kilkadziesiąt, których nazwiska przewijały się w czołówce najważniejszych wyścigów. Czy Demi Vollering jest faworytką? Jest. Czy trasa może być dla niej za mało selektywna? Może.

    Z grona tych najbardziej znanych zawodniczek wygrać może każda. Zarówno ona jak i Longo Borghini, Niewiadoma, Blasi, Włodarczyk, Le Court, Kerbaol, Reuser i wiele, wiele innych, wliczając w to Kopecky. Rywalizacja bez łączności radiowej przy mocnych drużynach, w których często jest więcej niż jedna liderka to zawsze szansa na jakieś niestandardowe rozwiązanie. Trzeba być więc nie tylko mocną, ale i odważną. Bo szczęście sprzyja śmiałym.

    Start o 15.00 naszego czasu, finisz około 20.10, zatem zawody zakończą się wcześniej niż drugie wyścigi w ostatnich dniach. Nie ukrywam, że mnie to cieszy, bo wyśpię się przed swoim startem w finale Pucharu Polski MTB.

    By zamknąć dzisiejszy materiał nawiążę jeszcze raz do wygranej Barry’ego. Wygląda na to, że Amerykanie zaczynają mieć nie tylko utalentowane jednostki, ale coraz większą grupę bardzo mocnych, młodych zawodników. Czy któryś z nich będzie miał potencjał na walkę w wielkich tourach, trudno powiedzieć, ale niewykluczone, że już wkrótce Amerykanie znajdą się w ścisłej czołówce rankingu narodowego UCI.

    Druga kwestia to stroje amerykańskiej reprezentacji. Jakiś czas temu sponsorem teamu USA została Rapha, podchodząc w dość ciekawy sposób do tradycyjnej stylistyki “stars and stripes”. Borykająca się od lat z problemami finansowymi marka (niedawno rozstała się z CEO, Fran Millar) może w kontekście rozwoju amerykańskich talentów i z perspektywą Igrzysk w Los Angeles zyskać na tym partnerstwie więcej niż na sponsorowaniu world tourowej ekipy.

    A z kolei mnie przy produkcji codziennych materiałów o pro kolarstwie wspiera Stamox , producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

    Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 25.09.2026

    Kronika Kolarska 25.09.2026

    Koniec przerwy, nie trwała za długo ;) Dziś w Montrealu ciąg dalszy Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym. Zaczynamy wyścigi ze startu wspólnego.

    Jak zobaczycie na grafice. Trasa mistrzostw jest taka sama jak rozgrywanego niedawno Grand Prix Cyclistes de Montreal. Okrążenie ma 13,4km i 269m przewyższenia. To sporo.

    Choć ściganie młodszych kategorii wiekowych rządzi się swoim prawami, w kolejnych dniach będziemy lepiej weryfikować tezę Remco Evenepoela, że to trasa bardziej dla “górali” niż kogokolwiek innego. Co ważne, kategorie juniorskie oraz U23 będą jeździć tylko po rundzie w Montrealu. Elita zarówno kobiet, jak i mężczyzn będzie miała dość długi, płaski dojazd do tego punktu trasy.

    Dziś na tym samym dystansie 10 okrążeń (134km, 2690m w pionie) będą ścigać się kobiety U23 (start o 15.00 naszego czasu), a następnie juniorzy (start o godz 21.00). Finisz pań to ok. 19.00, juniorów zaś ok. 23.00.

    Jeśli chodzi o orliczki, to w stawce mamy przynajmniej kilka zawodniczek, które w tym roku znakomicie spisywały się wf najważniejszych wyścigach world touru: Isabellę Holmgren i Nienke Vinke. Ze względu na charakter trasy to właśnie wśród nich upatrywałbym faworytek.

    W przypadku juniorów sytuacja jest trudniejsza, możemy popatrzeć np. na zwycięzców wrześniowych wyścigów rozgrywanych w trudniejszym terenie (Diego Lopez, Marco Andrea Pierotto, Jose Vega, Seff Van Kerckhove), ale po tym, jak pojechał czasówkę faworytem jest Benjamin Noval. Wyścig może rozegrać się na wiele sposobów, choć obecnie juniorzy są po prostu młodymi profesjonalistami, to wciąż jest bardzo nieprzewidywalna kategoria.

    Wracając jeszcze do jazdy na czas, zrobiłem krótkie zestawienie sprzętu: rowerów i kasków, których używali zwyciężczynie i zwycięzcy w próbach indywidualnych.

    Prezentuje się ono następująco:

    Junior – Pinarello/Kask
    Juniorka – Scott/Lazer
    U23 Kobiet – Trek / Met
    U23 Mężczyzn – BMC / Abus
    Elita Kobiet – Canyon/Abus
    Elita Mężczyzn – Specialized

    Czy można wyciągać z tego jakieś wnioski? Chyba tylko takie, jak po oglądaniu porównania sylwetek czołowych zawodników i zawodniczek elity, które od wczoraj robi karierę na twitterze. Jazda na czas to, jak sama nazwa wskazuje, kwestia indywidualna. Niekoniecznie więc odwzorowując pozycję czy zestaw sprzętu używany przez Remco, osiągniemy podobne co on wyniki.

    Dla marek rowerowych tęczowa koszulka i możliwość oznaczania symboliką UCI sprzętu używanego przez ich gwiazdę to ważna sprawa. A rowery w customowym malowaniu z tęczowymi akcentami są często fotografowane, filmowane i zamieszczane w mediach zarówno tradycyjnych jak i społecznościowych.

    Wiadomością, która wczoraj poruszyła społeczność kolarską jest jednak nie sprzęt a ogłoszona lokalizacja mistrzostw świata 2032. W nadchodzących latach rywalizacja o tęczowe koszulki odbędzie się kolejno w: Górnej Sabaudii (Francja, górska trasa), Abu Dhabi, Kopenhadze (wyścig dla sprinterów), Brukseli, włoskim regionie Trentino a teraz już wiemy, że w 2032 w indyjskim mieście Puna. To kolejny krok wykonany przez UCI globalizujący kolarstwo. Które jest sportem bardzo przywiązanym do tradycji i konserwatywnym. A raczej powiedziałbym, że taka jest pewna część kolarskiej społeczności, a nie sam sport. Bo ubiegłoroczne mistrzostwa w Rwandzie pokazały, że mimo kontrowersji o naturze politycznej, ze sportowego i społecznego punktu widzenia rozegranie tam zawodów o tęczowe koszulki było dobrym pomysłem.

    Na dziś to tyle :) Krakowskim czytelnikom przypominam o głosowaniu na projekt Pętli Pychowickiej w Budżecie Obywatelskim (projekt ogólnomiejski nr 50). A czytelników poza krakowskich zachęcam do mentalnego wsparcia powodzenia naszej inicjatywy.

    A partnerem codziennej porcji komentarzy do najważniejszych wydarzeń w wyczynowym kolarstwie jest Stamox, producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

    Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 24.09.2026

    Kronika Kolarska 24.09.2026

    Koniec przerwy, nie trwała za długo ;) Dziś w Montrealu ciąg dalszy Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym. Zaczynamy wyścigi ze startu wspólnego.

    Jak zobaczycie na grafice. Trasa mistrzostw jest taka sama jak rozgrywanego niedawno Grand Prix Cyclistes de Montreal. Okrążenie ma 13,4km i 269m przewyższenia. To sporo.

    Choć ściganie młodszych kategorii wiekowych rządzi się swoim prawami, w kolejnych dniach będziemy lepiej weryfikować tezę Remco Evenepoela, że to trasa bardziej dla “górali” niż kogokolwiek innego. Co ważne, kategorie juniorskie oraz U23 będą jeździć tylko po rundzie w Montrealu. Elita zarówno kobiet, jak i mężczyzn będzie miała dość długi, płaski dojazd do tego punktu trasy.

    Dziś na tym samym dystansie 10 okrążeń (134km, 2690m w pionie) będą ścigać się kobiety U23 (start o 15.00 naszego czasu), a następnie juniorzy (start o godz 21.00). Finisz pań to ok. 19.00, juniorów zaś ok. 23.00.

    Jeśli chodzi o orliczki, to w stawce mamy przynajmniej kilka zawodniczek, które w tym roku znakomicie spisywały się wf najważniejszych wyścigach world touru: Isabellę Holmgren i Nienke Vinke. Ze względu na charakter trasy to właśnie wśród nich upatrywałbym faworytek.

    W przypadku juniorów sytuacja jest trudniejsza, możemy popatrzeć np. na zwycięzców wrześniowych wyścigów rozgrywanych w trudniejszym terenie (Diego Lopez, Marco Andrea Pierotto, Jose Vega, Seff Van Kerckhove), ale po tym, jak pojechał czasówkę faworytem jest Benjamin Noval. Wyścig może rozegrać się na wiele sposobów, choć obecnie juniorzy są po prostu młodymi profesjonalistami, to wciąż jest bardzo nieprzewidywalna kategoria.

    Wracając jeszcze do jazdy na czas, zrobiłem krótkie zestawienie sprzętu: rowerów i kasków, których używali zwyciężczynie i zwycięzcy w próbach indywidualnych.

    Prezentuje się ono następująco:

    Junior – Pinarello/Kask
    Juniorka – Scott/Lazer
    U23 Kobiet – Trek / Met
    U23 Mężczyzn – BMC / Abus
    Elita Kobiet – Canyon/Abus
    Elita Mężczyzn – Specialized

    Czy można wyciągać z tego jakieś wnioski? Chyba tylko takie, jak po oglądaniu porównania sylwetek czołowych zawodników i zawodniczek elity, które od wczoraj robi karierę na twitterze. Jazda na czas to, jak sama nazwa wskazuje, kwestia indywidualna. Niekoniecznie więc odwzorowując pozycję czy zestaw sprzętu używany przez Remco, osiągniemy podobne co on wyniki.

    Dla marek rowerowych tęczowa koszulka i możliwość oznaczania symboliką UCI sprzętu używanego przez ich gwiazdę to ważna sprawa. A rowery w customowym malowaniu z tęczowymi akcentami są często fotografowane, filmowane i zamieszczane w mediach zarówno tradycyjnych jak i społecznościowych.

    Wiadomością, która wczoraj poruszyła społeczność kolarską jest jednak nie sprzęt a ogłoszona lokalizacja mistrzostw świata 2032. W nadchodzących latach rywalizacja o tęczowe koszulki odbędzie się kolejno w: Górnej Sabaudii (Francja, górska trasa), Abu Dhabi, Kopenhadze (wyścig dla sprinterów), Brukseli, włoskim regionie Trentino a teraz już wiemy, że w 2032 w indyjskim mieście Puna. To kolejny krok wykonany przez UCI globalizujący kolarstwo. Które jest sportem bardzo przywiązanym do tradycji i konserwatywnym. A raczej powiedziałbym, że taka jest pewna część kolarskiej społeczności, a nie sam sport. Bo ubiegłoroczne mistrzostwa w Rwandzie pokazały, że mimo kontrowersji o naturze politycznej, ze sportowego i społecznego punktu widzenia rozegranie tam zawodów o tęczowe koszulki było dobrym pomysłem.

    Na dziś to tyle :) Krakowskim czytelnikom przypominam o głosowaniu na projekt Pętli Pychowickiej w Budżecie Obywatelskim (projekt ogólnomiejski nr 50). A czytelników poza krakowskich zachęcam do mentalnego wsparcia powodzenia naszej inicjatywy.

    A partnerem codziennej porcji komentarzy do najważniejszych wydarzeń w wyczynowym kolarstwie jest Stamox, producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

    Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    oryginalny post na facebooku

  • Kronika Kolarska 23.09.2026

    Kronika Kolarska 23.09.2026

    Wasz feed został wczoraj zalany informacjami o zwycięstwie Marii Okrucińskiej w jeździe indywidualnej na czas. Polka ma tęczową koszulkę! I choć jakoś szczególnie długo się nią nie nacieszy (w przyszłym roku wchodzi do kategorii U23), to wczoraj w Montrealu napisała kawałek historii polskiego kolarstwa.

    Nieco wcześniej bardzo dobry, ósmy rezultat wykręciła polska sztafeta (o osiem sekund złoto wygrali Włosi w bardzo mocnym składzie z Ganną przed Francuzami) a pomiędzy najlepszym juniorem został Benjamin Noval. Syn Benjamina Novala, byłego kolarza US Postal (pomocnika Armstronga). Noval Junior od szesnastego roku życia ma kontrakt z Ineosem, co jest wyrazem zmian w zawodowym kolarstwie, o których pisałem przy okazji zawodów kategorii U23.

    Okrucińska, wychowanka akademii Michała Kwiatkowskiego jest z kolei zawodniczką holenderskiej grupy “development” (Grouwels-Watersley R&D Road Team) specjalizującej się w “dostarczaniu” talentów do czołowych grup zawodowych.

    Zapewne od wczoraj widzieliście już rozważania o stanie polskiego kolarstwa, systemie lub braku systemu szkolenia oraz poszukiwania przyczyn, dlaczego “polska szosa jest kobietą”.

    Pozwolę sobie uniknąć poszukiwań odpowiedzi na te pytania. Głownie dlatego, że nie mam ochoty powtarzać po raz kolejny tych samych rzeczy.

    W tym momencie wolę po pierwsze pogratulować: samej zawodnicze, jej bliskim oraz działaczom z ośrodka toruńskiego, w którym zaczynała przygodę z kolarstwem. A także po prostu cieszyć się z tego sukcesu.

    Ale wiecie, nie bezrefleksyjnie, bo hej, Polska gurom.

    Jak rzadko kiedy będę widział szklankę do połowy pełną, być może dlatego, by ustawowo być w opozycji. A może dlatego, że faktycznie są przesłanki do pewnego optymizmu.

    Maria Okrucińska jest przedstawicielką bardzo fajnego pokolenia. Pokolenia, które daje nadzieję, że “nie wszystko stracone”. Nie dajcie sobie wmówić, że obecnie młodzi ludzie są tylko przyklejonymi do telefonów abnegatami.

    Jeżdżąc co roku na 20+ wyścigów mtb w sezonie widzę coś zupełnie innego. Zdolnych, pracowitych, profesjonalnych i bardzo zajawionych na kolarstwo młodych ludzi kierującym się etosem sportu, uczciwie trenujących i marzących o medalach olimpijskich.

    Na Okrucińskiej temat się nie kończy, podobnie jak na nieznacznie starszym Jackowiaku czy pechowo nieobecnym w Kanadzie Matyasiku (niedawno został na treningu potrącony przez kierowcę samochodu). Owszem, grupa młodych polskich kolarek i kolarzy nie jest może jakoś szczególnie liczna, ale równocześnie się nie zmniejsza (mam to policzone, po sezonie wrzucę szczegółową tabelkę). A “jakościowo” jest na bardzo dobrym poziomie.

    Jeśli uważnie się przyjrzeć, w środowisku kolarskim, zwłaszcza gdzieś na dole struktury jest wciąż całkiem sporo energii. Większość klubów prowadzą już teraz 30-40 latkowie, zmiana pokoleniowa wśród “działaczy”, na poziomie związków regionalnych (a co za tym idzie delegatów na kolejne wybory w PZKol) jest tuż za rogiem.

    I oczywiście, wszyscy znamy bolączki “polskiego kolarstwa”, ale być może jakiś przełom jest bliżej niż dalej. Bo wciąż są ludzie, którym chce się pracować i coś robić, choć zapewne kolejnych ojców sukcesu młodej zawodniczki będziemy teraz odkrywać każdego dnia.

    I co ciekawe, problemy mają wszyscy, nie jesteśmy tu wyjątkowi. Australijczycy wysłali do Kanady mniej zawodników niż mogli. By duńscy juniorzy pojechali do Montrealu w pełnym składzie, swoje memorabilia na aukcję wystawił Mads Pedersen, bo tamtejszy związek nie chciał sfinansować wyjazdu całej kadry. Amerykanie borykają się z niedostatkiem imprez, koniecznością dojeżdżania wiele godzin na treningi do większych ośrodków, a finansowanie sportu młodzieżowego pozostawia tam wiele do życzenia.

    Być może sukcesy polskich kolarzy pojawiają się dlatego, że ich rzeczywiści, a nie wyimaginowani ojcowie po prostu sami wzięli się do ciężkiej pracy, nie oglądając się na innych. I czasami bywa, że starcza im determinacji by nie stracić talentów z potencjałem na udaną karierę międzynarodową.

    I z tą myślą zostawiam Was w dniu przerwy w harmonogramie kanadyjskich Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym.

    Partnerem codziennej porcji komentarzy do najważniejszych wydarzeń w wyczynowym kolarstwie jest Stamox, producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

    Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

    #współpracareklamowa

    oryginalny post na facebooku