Kronika Kolarska 04.10.2026

Demi Vollering z podwójną koroną mistrzyni świata i mistrzyni Europy, Katarzyna Niewiadoma upada w końcówce wyścigu o biało-niebieską koszulkę a dziś czekamy na fajerwerki w zawodach mężczyzn. Czyli kolarski superweekend na pełnej w możliwie dużym skrócie, który was nie zabije 😉

Trzeba przyznać, że to kolejna impreza mistrzowska, którą Holenderki rozegrały znakomicie jako drużyna. W ostatnich latach bywało z tym różnie, tymczasem zarówno w Montrealu jak i w Lublanie pojechały jak prawdziwa drużyna, co zdecydowanie im się opłaciło.

Taktyka to oczywiście jedno, ale trzeba przyznać, że po prostu mają w swoim składzie najmocniejszą zawodniczkę. Jadą jednak tak, by zmaksymalizować jej szanse na zwycięstwo. Wczoraj dały się nieco wypalić atakującym kilka razy Niewiadomej czy Reusser a gdy Demi Vollering pojechała samotnie do przodu 14km przed metą, Puck Pieterse kontrolowała poczynania Niewiadomej oraz pozostałych rywalek, które niebawem do nich dołączyły. Mistrzyni świata mogła więc skupić się na jeździe do mety a Pieterse przygotowywać do ewentualnego finiszu.

Pieterse wygrała finisz o drugie miejsce a rywalizację o medal zaburzył upadek Niewiadomej. Ta szukając przewagi cięła zbyt mocno ostatni zakręt co zakończyło się szlifami na asfalcie. Szkoda, ale “taki jest sport”. Ryzykowała na tym wyścigu sporo, atakując przynajmniej kilka razy i szukając dla siebie szansy także w samej końcówce. Nie udało się, ale brawa za walkę.

Zaś Demi Vollering ma ten sezon po prostu kosmiczny: mistrzostwo Europy, Mistrzostwo Świata, Tour de France, Giro d’Italia, Liege-Bastogne-Liege, Walonska Strzała, Ronde van Vlaanderen i Omloop Nieuwsblad. Wow! Kobiecą nagrodę Velo d’Or ma w kieszeni, ale powinna dostać uniwersalne wyróżnienie dla najlepszej osoby kolarskiej sezonu 2026. Po prostu.

W wyścigu juniorów najlepszy był Norweg Elias Dybig przed Hiszpanem Aitorem Martinezem i Holenderm Jopem van den Biggelaarem. W głównej, ok. 20-osobowej grupie przyjechali Adam Drozdowski i Maksymilian Matyasik. Szczególnie cieszy obecność tego drugiego, który został wykluczony z MŚ po tym, gdy na treningu został potrącony przez kierowcę samochodu. Trzymamy kciuki za jego dobry występ w jeździe indywidualnej na czas, gdzie wystartuje obok Legiecia i Błaszaka.

Dziś w Lublanie rywalizować będą juniorki (przewidywany finisz ok. 10.35) natomiast po południu czeka nas danie główne, czyli wyścig elity mężczyzn. Dystans to niemal 200km, przewyższenie to ponad 2500m i pięć podjazdów przez Mozjancę. Z poprzednich wyścigów wiemy już, że równie ważny co sam podjazd jest pofałdowany odcinek tuż za nim oraz zjazdy w stronę mety. To tam można zdobyć przewagę, zaskoczyć rywali i odjechać po tytuł Mistrza Europy.

A chętnych i równocześnie mogących to zrobić jest przynajmniej kilku. Ta trasa byłaby optymalna dla Pidcocka, ale ten ściga się na włoskich klasykach a Seixas zbiera siły na Lombardię. Mamy za to Evenepoela, Pelizzariego, Ayuso, Roglica, Ciccone czy Christena. Na liście znajdują się też mogący w teorii przetrwać podjazdy sprinterzy tacy jak Pedersen czy Vacek, ale jeśli pójdzie gaz na Mozjancy a następnie liderzy nie będą szli na kompromisy, co najwyżej możemy spodziewać się finiszu z kilkuosobowej grupki. Finisz zaplanowano około 17.30, ostatnia godzina i nieco ponad dwie główne rundy wydają się być optymalną propozycją jeśli chodzi o zarządzanie własnym czasem.

Wspomniany Pidcock wczoraj ścigał się w Giro dell’Emilia, ale przegrał z taktyką ekipy Visma. Gdy młody (24 lata) Davide Piganzoli zaatakował na ostatnim zjeździe przed wspinaczką do bazyliki San Luca, Pidcocka pilnował Jorgenson (drugi raz w ciągu tygodnia, gdy w podobny sposób pomógł McNulty’emu wygrać mistrzostwo świata). Pidcock ostatecznie rywalizował o drugie miejsce z Onleyem, ale było już za późno by doścignąć Piganzolego. Włoch z Vismy ma znakomity sezon, gdzie zdobywał doświadczenie podczas wygranego przez Vingegaarda Giro d’Italia i długo był w grze o białą koszulkę młodzieżowca. Następnie w dobrej formie przejechał Tour de France a przed mistrzostwami świata wygrał etapówkę w Luksemburgu. Teraz zaś wygrał jeden z bardziej prestiżowych wyścigów klasycznych.

Dla Vismy o wygraną w niemieckim klasyku dla sprinterów próbowali też walczyć Matthew Brennan i Fabio Jakobsen, ale najlepiej finisz rozegrali zawodnicy Decathlonu, rozprowadzając Olava Kooija.

Dziś poza wyścigiem na ME drugim najważniejszym wydarzeniem będzie włosa jednodniówka Coppa Agostoni. Mniej górzysta niż Emilia, bez Pidcocka na starcie, za to z drugim z rzędu dniem w tęczowej koszulce Brandona McNulty’ego. Amerykanin wczoraj na Emili zaprezentował strój mistrza świata w najbardziej klasycznej wersji: tęczowa koszulka i czarne spodenki. Za to jego rower miał wyraźnie bardziej zaznaczone symbole mistrza świata niż Colnago Y1RS Pogacara. Sam McNulty ukończył wyścig w top 10. Dzisiejszy Coppa Agostoni, choć ma raczej płaską końcówkę, rzadko kończy się finiszem większej grupy. Teren dla uciekinierów może sprzyjać mistrzowi świata. Tylko czy zawodnik w tęczowej koszulce, który potrafi dowozić samotne akcje zostanie w taką puszczony?

Kogo zaś nie zobaczymy od dzisiaj na szosach zawodowych wyścigów? Nairo Quintana został pożegnany przez peleton przed startem Giro dell’Emilia. Symbolicznie, bo właśnie Giro dell’Emilia wygrał w 2012 r., gdy jego wielka europejska kariera dopiero nabierała rozpędu. Przechodząc przez szpaler kolegów i rywali kolumbijski zwycięzca dwóch wielkich tourów zakończył profesjonalną karierę. Zawody zakończył w top50.

I to by było na tyle, podsumowanie Pucharu Świata MTB przygotuję dla Was na początku tygodnia.

Partnerem codziennych materiałów przedstawiających i komentujących najważniejsze wydarzenia w wyczynowym kolarstwie jest Stamox, producent suplementu z buraka poprawiającego wydolność sportowców.

Na ich stronie możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

#współpracareklamowa

oryginalny post na facebooku