Ranking Kolarskich Mistrzów Świata – edycja 2026

Tadej Pogacar w koszulce mistrza świata na podium 3. etapu Tour de France 2026, fot. A.S.O.-Charly Lopez

Przerwany kontuzją podczas Vuelta a Espana sezon Tadeja Pogacara jest i tak najlepszym, który jakikolwiek mistrz świata zaliczył w XXIw. Punktem odniesienia dla Słoweńca jest obecnie tylko Eddy Merckx. 

“Ranking kolarskich mistrzów świata” to mój wieloletni projekt, w którym śledzę, jak w XXIw radzą sobie zdobywcy tęczowej koszulki w sezonie po zdobyciu tytułu najlepszego szosowca.

Ponieważ zasady rankingu UCI są zmienne, pod uwagę biorę punktację popularnego “CQ Ranking”, zwracam również uwagę na liczbę zwycięstw. Ta, choć niewątpliwie wpływa na zdobyte punkty, zależna jest od specjalizacji kolarza. Więcej wygrywał będzie sprinter, mniej zawodnik z ambicjami w wyścigach etapowych. Chyba, że jest Tadejem Pogacarem ;)

Ranking 2020 i 2021 był zaburzony przez lockdowny i zmiany w kolarskim kalendarzu wywołane pandemią COVID-19. W sezonie 2022 co do zasady większość wyścigów odbywała się normalnie. 2023 to kolejne perturbacje: rywalizacja o tęczową koszulkę została zaplanowana na sierpień: między Tourem a Vueltą, co odebrało punkty za Vueltę 2023 Remco Evenepoelowi.

Rok temu podróż z kanadyjskich klasyków do Rwandy ewidentnie nie posłużyła Pogacarowi. Podczas czasówki na mistrzostwach świata w Kigali zajął czwarte miejsce i został doścignięty na trasie przez Remco Evenepoela. Na wyścigu ze startu wspólnego zrobił jednak to, do czego nas przyzwyczaił. Zdemolował rywali solowym atakiem i do mety dojechał z wyraźną przewagą zapewniając sobie jazdę w tęczowej koszulce przez kolejny rok. 

Już tydzień później powtórzył spektakularną akcję na górzystej trasie Mistrzostw Europy, a następnie kontynuował ściganie wygrywając włoski klasyk Tre Valle Varesine oraz Lombardię, gdzie wyrównał rekord zwycięstw Fausto Coppiego (w sumie mają ich po pięć). 

To wszystko jest ważne, ponieważ w drugiej części 2025 dowiedzieliśmy się, że Pogacar kończył Tour de France z kontuzją kolana, a mimo to był w stanie po pierwsze się wyleczyć a po drugie zbudować formę, która nie pozostawiała wątpliwości, kto jest najlepszym kolarzem na świecie. 

Sezon 2026 ułożył wokół trzech celów: wyścigów klasycznych, Tour de France i mistrzostw świata w Montrealu. 

Zarówno z obserwacji jego przygotowań, sposobu jazdy na określonych wyścigach oraz wypowiedzi samego zawodnika możemy wnioskować, że po pierwsze, ściganie nieustająco go cieszy. A po drugie, choć czasem temu zaprzecza, kompletowanie kolejnych kolarskich rekordów, zdobywanie unikatowych kombinacji zwycięstw jest celem, który daje mu sporo motywacji. 

W związku z tym do kampanii klasyków przystąpił z myślą o wyścigach, które były dla niego najtrudniejsze do wygrania: Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix. Zbudował więcej masy mięśniowej by móc rywalizować z bardziej eksplozywnymi i odpornymi na trudne warunki kolarzami. 

Sezon rozpoczął od wygranej w Strade Bianche, gdzie tworzył duet z Isaaciem del Toro a także ścigał się ze swoim – potencjalnie – przyszłym, wielkim rywalem, czyli Paulem Seixasem.

Najważniejszy sprawdzian czekał na niego pod koniec marca. Mediolan – San Remo, czyli klasyk często wygrywany przez sprinterów a także ten, który znakomicie rozgrywają w ostatnich latach kolarze Alpecinu. Biorąc pod uwagę, że to był wciąż początek sezonu, można zauważyć, że rok 2026 Pogacar spiął klamrą – upadał na jego starcie i na końcu. U podnóża Cipressy uczestniczył w kraksie i musiał wściekle gonić a następnie przedzierać się na czoło grupy. Nie przeszkodziło mu to w odpaleniu planowanego ataku, po którym na czele został tylko z Tomem Pidcockiem i Mathieu van der Poelem. Mimo kolejnych przyspieszeń na Poggio nie zgubił Pidcocka i musiał ścigać się z nim na finiszu na słynnej Via Roma. Zatem w dramatycznych okolicznościach, w podartym stroju, ale jednak wygrał klasyk, który w teorii wygrać miało być mu najtrudniej. Pozostaje pytanie, czy po zaliczeniu tego celu jeszcze powróci do San Remo. 

Wygrana w “Primawerze” rozpoczęła dyskusję, która towarzyszyła nam przez kolejne tygodnie. Czyli “Czy Pogacar wygra wszystkie monumentu w sezonie”. 

Ta nasiliła się jeszcze po bardzo pewnej wygranej w Ronde van Vlaanderen, jednak zgasła po Paryż-Roubaix. Tegoroczne “Piekło Północy” naznaczone przez kraksy i defekty – prawdopodobnie z powodu ekstremalnie wysokiej prędkości, z jaką kolarze pokonywali trasę, było kolejnym wyścigiem, gdzie mistrz świata zmagał się z przeciwnościami losu. Po awarii gonił rywali na rowerze pomocy neutralnej, mimo kolejnych rekonesansów trasy i zastosowania możliwie szerokich opon, nie uniknął defektów. Kolejne pościgi kosztowały go na tyle energii, że nie był w stanie zgubić bardzo dobrze dysponowanego Wouta van Aerta. A gdy dojechał wraz z Belgiem na velodrom w Roubaix, przegrał z nim na finiszu. 

We współczesnym kolarstwie jest to jednak sprawa absolutnie wyjątkowa, gdy triumfator Tour de France dwa lata z rzędu ściga się o zwycięstwo w Paryż-Roubaix. I nawet, jeśli przegrywa, pokazuje, że sukces jak najbardziej jest dla niego dostępny.

Kampanię klasyków Pogacar zakończył, zgodnie z przewidywaniami, wygraną w Liege-Basotgne-Liege, gdzie jednak solidny opór stawił mu Paul Seixas. Ataki mistrza świata na podjazdach Redoute i Roche-aux-faucons to jedne z najbardziej spektakularnych momentów sezonu 2026. 

Zmierzając w stronę zgrupowania przed Tour de France, Pogacar jeszcze zaliczył pierwszy etapowy wyścig w tym roku. Tour de Romandie był dla niego ewidentnie imprezą “treningową” a i tak wygrał tam cztery etapy i klasyfikację generalną. Choć trzeba przyznać, że były momenty, gdy Florian Lipowitz był momentami dość blisko. Ale to były tylko momenty, w przekroju całej imprezy Pogi pokazał absolutną dominację. 

Kolejnym celem była oczywiście Wielka Pętla. Wygrana Jonasa Vingegaarda w Giro d’Italia okraszona pięcioma zwycięstwami etapowymi w tym znakomitymi rezultatami na kolejnych “kultowych” podjazdach dawała nadzieję, na ciekawą rywalizację w lipcu we Francji. 

Doniesienia ze zgrupowania sugerowały jednak, że Pogacar wróci do ścigania mocniejszy niż kiedykolwiek. Moc już miał, musiał jeszcze poprawić jej stosunek do masy ciała. Przed Tour de Suisse można było przypuszczać, że pokaże się nieco przytłumiony treningami i będzie potrzebował kilku dni na złapanie wyścigowego rytmu. Tymczasem już pierwszego dnia, wielokilometrowym atakiem de facto zakończył wszystkie dyskusje i właściwie wygrał wyścig. Następnie dołożył do tego kolejne dwa etapy, w tym czasówkę. Po obu szwajcarskich etapówkach na liście ważnych imprez tygodniowych do wygrania został mu więc jedynie Wyścig Dookoła Kraju Basków.

Po tym, co pokazał na Tour de Suisse jedyne, co pozostało jego rywalom przed TdF to złudzenia. Owszem, podsycone nieco znakomitą jazdą zespołu Visma na otwierającej wyścig czasówce, jednak zakończone po dwóch kolejnych dniach. Najpierw Pogacar oddał wygraną etapową del Toro a następnie dzień później sam odpalił atak ustawiający rywali w szeregu. Poprawka na szóstym etapie prowadzącym przez Tourmalet właściwie zakończyła Tour de France, jedyne, co pozostało mistrzowi świata to dojechać do mety. 

Nie dojechał do niej Vingegaard, który pechowo upadał na rondzie w dalszej części wyścigu. Pogacar zajął się więc prowadzeniem Isaaca del Toro do zwycięstwa w klasyfikacji młodzieżowej i miejsca na podium za Remco Evenepoelm. Po drodze wygrał w sumie pięć etapów, w tym najważniejszy, ten, na który wszyscy czekali. Na Alpe d’Huez Tadej Pogacar w żółtej koszulce lidera Tour de France, pod którą symbolicznie “wiózł” tęczowe insygnia mistrza świata odpalił pełnię swojego potencjału. Konfrontacja z rekordowymi czasami na Alpe d’Huez zakończyła się nowym, najlepszym rezultatem. Mało kto spodziewał się jednak, że ten będzie lepszy o półtorej minuty niż wyniki Pantaniego i Armstronga. 

Nie licząc Alpe d’Huez, można śmiało powiedzieć, że w ostatnich dniach Toru Pogi jechał w pełni kontrolując sytuację. Powrócił więc temat jego startu w Vuelta a Espana. Zanim jednak ogłosił, że pościga się w Hiszpanii, zmierzył się jeszcze z van der Poelem podczas finałowego etapu TdF prowadzącego przez Montmartre. I choć ostatecznie przegrał, wraz z Holendrem zrobili show, który zapamiętamy na długo.

Ponieważ faktycznie czuł się dobrze, a jego sezon nie licząc kraksy na Mediolan-San Remo i defektu na Paryż-Roubaix przebiegał niemal bez przeszkód, stanął na starcie Vuelty, która rozpoczynała się niemal pod oknami jego mieszkania w Monako. 

Jonas Vingegaard wcześniej niż on zgromadził wygrane we wszystkich trzech wielkich tourach, z dużym prawdopodobieństwem wywarło to na Pogacarze pewną presję. Realnie wszystko, co musiał zrobić to przejechać Vueltę możliwie ekonomicznie, by zachować formę na mistrzostwa świata w Montrealu. Choć na jednym z etapów nieco zaskoczył go Enric Mas, dołączając do Pogacara na szutrowym, stromym podjeździe, przewaga, jaką miał Słoweniec nad resztą stawki była dojmująca. Po tygodniu rywalizacji podobnie jak Tour de France, Vuelta była właściwie “wygrana”. Do momentu, gdy ósmego dnia, na szerokiej, prostej drodze Słoweniec najechał na niewielki kamień leżący na szosie. Upadek z całkowitego zaskoczenia zakończył się złamanym obojczykiem, wstrząśnieniem mózgu, rozciętym łukiem brwiowym i pękniętym kręgiem. Szanse na trzeci wielki tour, “wielki szlem” (dwa toury i mistrzostwo świata), trzecie z rzędu mistrzostwo świata, samodzielny rekord zwycięstw w Lombardii i prawdopodobnie najlepszy sezon w historii kolarstwa legły w gruzach. 

Choć kości zostały złamane, z pewnością poważnego uszczerbku nie doznał duch Tadeja Pogacara. Kilka dni po wyjściu ze szpitala ogłosił przedłużenie kontraktu z drużyną UAE do 2032 roku a jeszcze przed mistrzostwami świata zamieścił zdjęcia z treningu na trenażerze. Wraz ze swoją partnerką. Urską Zigart oboje są teraz w trybie rekonwalescencji, Urska po raz drugi w tym roku po upadku na wyścigu złamała szczękę. 

Jak więc widać powiedzenie o tym, że “zwycięzcy są na mecie” w tym roku daje o sobie znać wyjątkowo dosadnie. Zarówno Tadej Pogacar jak i Jonas Vingegaard musieli przerwać udany dla siebie sezon a na sięgnięcie po kolejne historyczne wyniki będą jeszcze trochę czekać. 

Nie zmienia to faktu, że Pogacar już teraz jest “kolarzem numer dwa” w annałach naszego sportu. Jest najskuteczniejszym mistrzem świata w historii XXIw. Zgromadził najwięcej punktów oraz, co jeszcze bardziej spektakularne, największą liczbę zwycięstw. Większą niż Tom Boonen, który był co do zasady sprinterem, zatem w teorii miał więcej szans na wygrane.

Dzięki temu jesteśmy świadkami “historii kolarstwa na żywo”. I choć np. jedynym kolarzem, który trzykrotnie z rzędu zwyciężał w mistrzostwach świata pozostaje Peter Sagan, a kilka pomniejszych rekordów dzierżą inni zawodnicy, jedynym, z którym obecnie ściga się Pogacar jest Eddy Merckx i jego legenda. A biorąc pod uwagę, że swoją karierę planuje na jeszcze sześć sezonów, jest szansa, że w wielu aspektach prześcignie legendarnego Belga. 

Ranking Kolarskich Mistrzów Świata – Edycja 2026

Zdjęcie okładkowe: Tadej Pogacar w koszulce mistrza świata na podium 3. etapu Tour de France 2026, fot. A.S.O.-Charly Lopez