Co-za-dzień! Mikel Landa, idol wielu fanów, doświadczony kontuzjami weteran wygrywa ostatni górski etap. Richard Carapaz atakuje bez końca wprowadzając spodziewany-niespodziewany chaos. RedBull ma w kluczowych momentach pomocników wokół Roglica, po drodze na jednym z podjazdów faworyci niemal stają oglądając się na siebie a ostatecznie Felix Gall odjeżdża rywalom, jednak nie na tyle, by powrócić na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. A w międzyczasie Wout van Aert próbuje rzutem na taśmę wygrać klasyfikację górską, choć ostatecznie nieco mu do tego brakuje.
To był jeden z ciekawszych etapów wielkich tourów w tym sezonie. Nawet, jeśli można mieć wątpliwości co do zasadności tych kolejnych akcji Carapaza powtarzanych niemal każdego dnia. Albo do tego, że Roglic nie zdecydował się pójść w jego ślady. Albo, że Enric Mas nie chciał powalczyć o więcej zwycięstw etapowych.
Tyle tylko, że Carapaz jest jaki jest, Mas, Roglic czy Gall mają określone limity swoich możliwości, podobnie jak ich pomocnicy. A mówimy o ostatnim, górskim etapie wielkiego touru o przewyższeniu prawie 5000m. Rozgrywanym na koniec trzech tygodni, w czasie których przynajmniej połowę czasu zawodnicy ścigali się w niemiłosiernym upale.
Patrząc na to z innego punktu widzenia, Mas (który jak powiedział po etapie, wiele razy w czasie tego wyścigu był na limicie) pojechał jak profesor. RedBull spróbował jazdy drużynowej a Felix Gall nie pierwszy raz na tej Vuelcie atakował swoich rywali. Co więcej, jazda Vismy sprawiła, że Sepp Kuss zaliczył poważny awans w klasyfikacji generalnej, awansując z pomijalnej 11. na znakomitą, piątą pozycję. W peletonie było tak wiele różnych interesów i rozwiązań, które trzeba było kontrolować, że van Aert z Kussem w ucieczce to było już za wiele, na czym zwycięzca z 2023 wyraźnie skorzystał.
No i wreszcie Mikel Landa. Po kolejnym złamaniu miednicy, którego doznał na Wyścigu Dookoła Kraju Basków powrócił nie-wiem-który już raz. Trzydziestosześciolatek nie kończy w tym roku przygody z kolarstwem, ale odchodzi z World Tourowej Soudal-Quickstep do drugoligowej Euskaltel-Euskadi. To tam zaczynał swoją karierę i to tam ją zakończy, ale planowo dopiero w 2028r. Być może był to jego ostatni start w wielkim tourze, ale kto wie, może uda mu się doprowadzić baskijski team do zyskania dzikiej karty na jedną z kolejnych Vuelt.
Nawet, jeśli mu się to nie uda i ten wyścig jest jego pożegnaniem ze ściganiem na najwyższym poziomie, odbyło się ono z największą klasą i w najlepszym stylu. Atak na 7km przed metą najtrudniejszego etapu, odjazd stając w korbach z odwagą i zaangażowaniem tak uwielbianymi przez fanów i samotny wjazd na metę. Czy można chcieć czegoś więcej? Do Landy podejścia wczoraj nie mieli utalentowany Johanessen czy wschodząca gwiazda, Ramses Debruyne. Teraz naprawdę będzie mógł się już na spokojnie zająć wspieraniem baskijskiej młodzieży.
Vuelta wydaje się więc być rozstrzygnięta, etap na rundach w Granadzie (bez względu na to, czy zostanie zneutralizowany na wzór paryskich okrążeń przez Montmartre czy też nie – gdy to piszę nie mam jeszcze takiej informacji) raczej będzie tylko pokazowym ściganiem na górzystym okrążeniu przez miasto.
Jeśli Wout van Aert zostawił wczoraj w górach za wiele sił, faworytem będzie Matthew Brennan. A kto wie, może obejrzymy jakąś niespodziankę.
Tak jak przyjęło się w ostatnich latach, wielki tour kończy swój ostatni etap nieco później. Start z Carrefoura w Granadzie zaplanowano na chwilę po godz. 16, finisz po przejechaniu 112km to ok. 19:05. Ceremonia dekoracji będzie się więc odbywała przy zachodzącym słońcu, co zawsze dobrze wygląda i na zdjęciach i w telewizji.
W tym czasie będzie już trwała transmisja z GP Montreal. Tam finisz zaplanowano na ok. 21.45. To ten trudniejszy z kanadyjskich klasyków. Ma ponad 4000m przewyższenia, podjazdy na rundach w Montrealu są dłuższe niż w Quebecu, będzie to też idealny sprawdzian przed mistrzostwami świata.
Na liście startowej jest, mimo upadku w Quebecu, Ayuso, a faworyt to Remco Evenepoel. Po wygranej w piątek stwierdził, że jego forma wciąż będzie szła w górę. Zobaczymy, co na to powiedzą Paul Seixas czy Tom Pidcock i jak wszyscy zregenerowali się po piątkowym ściganiu.
To może być jeden z ciekawszych klasyków w tym roku, a ponieważ transmisja jest późnym popołudniem i wieczorem naszego czasu, tym bardziej zachęcam do oglądania. Bo zapowiada się kawał solidnego kolarstwa.
W ramach “kolarskiego superweekendu” wspomnę jeszcze o wczorajszym memoriale Pantaniego. Tam po finiszu z niewielkiej grupki wygrał doświadczony Ion Izagirre z Cofidisu. Drugi był Pellizzari, który ma bardzo udaną kampanię włoskich, mniejszych klasyków. Był pierwszy w Toscanii, szósty w Coppa Sabbatini a teraz drugi na Memoriale Pantaniego. Zobaczymy, jak taki tryb przygotowań sprawdzi się na mistrzostwach świata w porównaniu z rywalami, którzy wybrali ściganie w Quebecu i Montrealu.
Last but not least, mistrzostwa świata w maratonie MTB. Też we Włoszech, na ciężkiej trasie o przewyższeniu 4000m. Wygrali Andreas Seewald z Niemiec oraz Szwajcarka Anna Weinbeer. Najlepsi Polacy to Krzyszof Łukasik na 22 i Paula Gorycka – Kurmann na 11. pozycji z bardzo niewielką stratą do top 8.
Zdjęcia z Vuelty: Naike Erenozaga, Angel Camarena Toni Baixauli, materiały prasowe ASO
Dziękuję firmie Stamox, producentowi suplementu z buraka za wsparcie codziennych materiałów na moim profilu
Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15
#współpracareklamowa
Zdjęcia: Naike Erenozaga, Angel Camarena Toni Baixauli, materiały prasowe ASO










