Enric Mas znakomicie obronił się na czasówce i stoi przed życiową szansą wygrania Vuelta a Espana 2026. Liczącą 32km jazdę indywidualną wygrał Stefan Kung, który jest kolejnym zawodnikiem który osiąga sukces w Hiszpanii po występie na Tour de Pologne.
Czasówka do Jerez de la Frontera była wyjątkowo szybka. Kung pokonał ją ze średnią prędkością prawie 54,5km. Primoz Roglic pojechał bardzo dobrze, uzyskał czwarty rezultat ze stratą 18” do Kunga. Ale, z zachowaniem skali i punktów odniesienia, zdecydowanie lepiej poradził sobie Enric Mas. 12. pozycja i zaledwie 33” straty do Roglica to jazda zdecydowanie powyżej oczekiwań. Taki wynik powoduje, że przewaga Hiszpana nad Słoweńcem w klasyfikacji generalnej przekracza półtorej minuty.
A to oznacza, że Mas może myśleć o defensywie i tylko reagowaniu na poczynania jego rywali. Biorąc pod uwagę, że Felix Gall traci niemal drugie tyle do Roglica, będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich możliwości by powrócić na drugie miejsce w generalce.
W rywalizacji o białą koszulkę Onley powiększył przewagę nad Omrzelem a Skjelomese był jedynym kolarzem z czołówki, który zanotował słabszy wynik.
Bohaterem dnia jest zdecydowanie Stefan Kung. Powroty po kontuzjach zawsze cieszą. Kung wczesną wiosną, na Omloop Nieuwsblad złamał kość udową, jego sezon stał więc pod poważnym znakiem zapytania. Wrócił do ścigania w czerwcu na mistrzostwach kraju, ale nie zdołał stanąć tam na podium. Miesiąc później był już na tyle mocny, by wygrać czasówkę na Tour de Pologne a po kolejnym zwyciężył w czasówce na Vuelcie. To jego druga indywidualna wygrana etapowa w wielkim tourze, wcześniej zrobił to również na Vuelcie, podczas kończącej wyścig czasówki w Madrycie. W takiej formie pewnie nie pokona Evenepoela na mistrzostwach świata w Montrealu, ale szanse na medal jak najbardziej ma.
Dziś na zawodników czeka wymagający etap z trudnym podjazdem do mety. W sumie 210km, ponad 4000m przewyższenia. Na szczęście w niższych temperaturach (prognozy są na ok. 25 stopni), ze względu na układ trasy wszystko, zarówno w prawdopodobnej ucieczce jak i w grupie faworytów rozstrzygnie się na finałowej wspinaczce Penas Blancas. Parametry tego podjazdu to prawie 19km, ponad 1200m przewyższenia, długie sekcje o stromiznie ponad 8%.
W 2022r wygrywał tam Carapaz po ucieczce, natomiast kolarze z czołówki klasyfikacji generalnej przyjechali razem. Należy się spodziewać ofensywanej jazdy Decathlonu. Biorąc pod uwagę, że Roglic nie pojechał wczoraj znakomicie a w drugiej części dystansu czasówki tracił czas do Masa, atak Galla by odzyskać drugie miejsce jest bardzo prawdopodobny.
To działa na korzyść lidera, który wystarczy, że będzie pilnował rywalizujących ze sobą Galla z Roglicem, reszta kolarzy z top 10 ma już na tyle duże straty, że nawet jakaś szarża, o którą może pokusić się Carapaz wydaje się niegroźna. Najważniejsze z jego perspektywy będzie więc oszczędzanie sił przed ostatnimi dwoma etapami wyścigu.
Czy to zapowiada nudny dzień? Z pewnością nie. Jest bardzo wielu kolarzy i drużyn, którzy będą chcieli osiągnąć sukces na tej, kończącej się za chwilę, Vuelcie. Zatem nawet jeśli klasyfikacja generalna będzie na remis, walka o zwycięstwo etapowe powinna dostarczyć sporo sportowych emocji. Bo zegar tyka, kontrakty nie podpiszą się same i bezpodstawnie, podobnie jak w taki sposób nie znajdą się sponsorzy. A wygrana etapowa na wielkim tourze jest zawsze ważnym argumentem w negocjacjach.
Finisz zaplanowano na ok. 17:15, u podnóża Penas Blancas czołówka będzie ok. 16.30.
Ach, no i jeszcze jedno. Ten wczorajszy start na arenie gdzie odbywa się corrida, z zawodnikami podchodzącymi do rampy z rowerem przez środek stadionu i przejazd przez bramę, w której wiszą wypchane głowy byków. No dziwny pomysł.
Czasówka na Vuelcie nie była jedynym wydarzeniem wczorajszego dnia. Nieco niespodziewanie włoski klasyk kategorii .Pro, Coppa Sabattini wygrał Benoit Cosnefroy z UAE. Francuz na ostatnich metrach dopadł uciekającego Pellizzariego. Podjął dobrą deyzcję o wczesnym rozpoczęciu finiszu, dzięki temu był w stanie nie tylko pokonać rywali z peletonu, ale też właśnie doścignąć kolarza RedBulla.
W sobotę kolejny włoski klasyk, tym razem memoriał Marco Pantaniego. Kończy się w Cesenatico, nad morzem, zatem choć Pantani specjalizował się w jeździe po górach, zawody raczej rozstrzygną między sobą mocni sprinterzy.
Podobnie może być dziś wieczorem naszego czasu w Quebecu. To pierwszy z kanadyjskich klasyków, ten, na którym częściej dochodzi do niespodzianek a czasem właśnie wygrać są w stanie dynamiczni klasykowcy lub wręcz sprinterzy. Po dłuższej przerwie na starcie zobaczymy Remco Evenepoela, który został wypatrzony na rowerze i w stroju o maskujących, biało-czarnych barwach. Transmisja w streamingach Eurosportu zaplanowana jest od 16.50-22.35. Do pokonania jest 20 okrążeń po nieco ponad 10km każde. Na rundzie mamy niewielki podjazd, w sumie na kolarzy czeka niespełna 3000m w pionie.
Oprócz Remco na liście startowej o znakomitym “współczynniku jakości” 735 punktów są Del Toro, Seixas, Ayuso, Ciccone, Schmid czy Pidcock. Jest spora szansa, że na żadnym streamingu nic lepszego jutro wieczorem nie znajdziecie.
Partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox . Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.
Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15
#współpracareklamowa
Zdjęcia: Naike Erenozaga, Angel Camarena Toni Baixauli, materiały prasowe ASO









