Kronika Kolarska 31.08.2026

Po wypadku Tadeja Pogacara jego koledzy z drużyny postanowili powalczyć o zwycięstwo etapowe na królewskim etapie Vuelty a kolarze Decathlonu przejąć inicjatywę i dać Felixowi Gallowi szansę na atak. Obie te koncepcje zakończyły się jednak niepowodzeniem.

Pavel Sivakow i Marcel Camprubi (Q36.5) mieli przed podjazdem na Alto de Aitana aż pięć minut przewagi nad peletonem, ale pomocnicy Galla nadawali na tyle wysokie tempo, że nie było szans na dojechanie śmiałków do mety przed liderami. Sivakow, który po tym sezonie odchodzi z UAE właśnie do Decathlonu, zapowiada, że wraz z kolegami będą próbowali powalczyć o etapy w kolejnych dniach. “Dla siebie i dla Pogacara”. Zawodnik podał też informację dotyczącą okoliczności kraksy Tadeja, ponieważ jechał bezpośrednio za nim w momencie gdy ten najechał na feralny kamień leżący na szosie. Słoweniec miał wtedy właśnie chować bidon, więc trzymając kierownicę jedną ręką nie był w stanie uratować się przed upadkiem.

Drużyna UAE kolejny raz w tym roku jest w tarapatach. Na Giro d’Italia, gdy drugiego dnia upadło kilku ich kolarzy i zespół został bez możliwości rywalizacji w klasyfikacji generalnej, Narvaez następnie wygrał trzy a Arieta jeden etap ratując w ten sposób wyścig. Czy tutaj będą w stanie to powtórzyć? Raczej będzie im trudno, bo jednak układ w peletonie jest inny i nie będzie łatwo zabierać się w skuteczne ucieczki. Tym bardziej, że wczoraj wycofał się również Pablo Torres.

Tempo, w jakim zawodnicy Decathlonu kasowali przewagę Sivakova i Camprubiego było imponujące i przygotowywało pole do ataku dla Felixa Galla. Ten przyspieszał 8km przed metą i potem jeszcze raz lub dwa, ale nie był w stanie zdobyć wyraźnej przewagi nad rywalami. Co więcej, choć wszyscy mieli już w nogach niemal 5000m przewyższenia, niektórzy wciąż mieli i ochotę i siły, by kontratakować. Robili to Carapaz czy Skjelmose, po kilku gorszych dniach bardzo dobrze spisywał się Jarno Widar.

Jadący w czerwonej koszulce Enric Mas miał bardzo dużo motywacji, by udowodnić, że nie tylko dostał ją “w spadku” po kontuzjowanym Pogacarze, ale też, że faktycznie na nią zasługuje. Jego forma ewidentnie rośnie na tym wyścigu z dnia na dzień i wczoraj był ewidentnie najmocniejszy.

Na 3km przed metą nadał na tyle wysokie tempo, że utrzymali się z nim tylko Oscar Onley i Primoz Roglic, który jednak zaczął jechać swoje i minimalizować straty, gdy Mas z Onleyem nie zwalniali. W końcówce, która prowadziła przez ciasne łuki na większej prędkości Mas rozsądnie nie oddawał prowadzenia, nie zostawiając Onleyowi przestrzeni do finiszu. Hiszpan z Movistaru sięgnął więc po zwycięstwo etapowe w czerwonej koszulce lidera i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej, choć różnice na mecie nie były duże.

Po dzisiejszym dniu przerwy, jeśli nikt nie przygotuje zasadzki na dwóch etapach co do zasady sprinterskich, szanse na przetasowania w klasyfikacji generalnej będą dopiero w czwartek na podjeździe Caral Alto. Na tę chwilę przewaga Masa nad rywalami wydaje się być dość bezpieczna, ale ponieważ do końca wyścigu jeszcze sporo czasu, nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte.

O tym, co przed kolarzami (i przed nami) w tym tygodniu powiem Wam jednak w materiale podcastowym, który będzie dostępny po południu.

Najlepszy kolarz świata czeka na operację obojczyka, natomiast “kolarz numer dwa”, czyli Mathieu van der Poel po raz kolejny podjął próbę walki w mistrzostwach świata MTB. I kolejny raz musiał obejść się smakiem. Startujący z piątej linii wraz z Tomem Pidcockiem Holender nie był w stanie przebić się do czołówki. O ile Pidcock bardzo systematycznie, ale równocześnie mądrze nadawał tempo, awansując o kolejne pozycje, o tyle van der Poel został z tyłu na tyle, że de facto w ogóle nie widzieliśmy go w transmisji.

Pidcock na wymagającej i fizycznie i technicznie trasie we włoskim val di Sole jechał znakomicie, doganiając kolejnych zawodników dawał sobie chwilę czasu na złapanie oddechu zanim ruszał dalej. Ostatecznie został na czele ze swoim rodakiem, Charliem Aldridgem, któremu również był w stanie odjechać, trzymając do końca znakomite tempo i wysoki poziom koncentracji na zjazdach. Trzecie miejsce niespodziewanie zajął Cole Punchard z Kanady. Niespodziewanie, bo choć to bardzo dobry zawodnik, to jednak zajmuje miejsce w czwartej dziesiątce rankingu UCI. Medal MŚ wywalczył w ważnym momencie, ponieważ fabryczny team Cannondale, który reprezentuje na co dzień kończy działalność po tym sezonie.

Podobnie dotyczy to brązowej medalistki z wyścigu kobiet, Nicole Koller, która reprezentuje Lapierre a firma ta borykająca się z bankructwem również musi wycofać się z Pucharu Świata. Koller została pokonana na finiszu przez mającą bardzo dobry sezon reprezentantkę gospodarzy, Martinę Bertę. W świetnej formie, nadając ton rywalizacji, po tęczową koszulkę pojechała zaś Sina Frei. Jenny Rissveds po defekcie i problemach ze zmianą koła w boxie technicznym dotarła do mety na siódmym miejscu.

W val di Sole wystartowała również nieliczna reprezentacja Polski. Po bardzo dobrym wyniku w short tracku (8.), kolejny cenny rezultat (11. miejsce) w kategorii U23 osiągnęła Natalia Grzegorzewska. Wśród młodzieżowców Maciej Jarosławski był 35, w elicie Kobiet Gabriela Wojtyła 38. a w Elicie Mężczyzn Krzysztof Łukasik 51.

To nie był jeszcze koniec wrażeń w kolarską “super niedzielę”. W Bretanii niespodzianką zakończył się tamtejszy, world tourowy klasyk w Plouay. Ta tradycyjna impreza została rozegrana po raz 90. Miejsce to znane jest z szosowych mistrzostw świata w 2000r, a polscy kibice kojarzą je ze srebrnego medalu Zbigniewa Sprucha.

Mocna obsada sprinterów nie spowodowała, że wyścig został “zamknięty” przez ich drużyny. W kraksie leżał Paul Magnier, który wycofał się z rywalizacji a liczne ataki przez większość wyścigu był trudne do kontrolowania przez Alpecin czy Vismę. Po kolejnych przyspieszeniach na ostatnim okrążeniu w końcówce przewagę zyskał Alex Aranburu z Cofidisu, który zwyciężył przez Alxandrem Kampem z Uno-X. Po wygranej Coquarda na Vuelcie w sobotę, Aranburu dołożył kolejne cenne zwycięstwo dla swojej drużyny. Dzięki tym dwóm wynikom Cofidis jest teraz najwyżej sklasyfikowanym zespołem Pro Team, w rankingu decydującym o przyznawaniu dzikich kart na najważniejsze imprezy w przyszłym sezonie francuski team wyprzedził i Tudor i Q36.5.

Na teraz to tyle a tak jak zapowiedziane wyżej, dodatkowy, podcastowo-youtubowy materiał podsumowujący pierwszy tydzień Vuelty będę miał dla Was później w ciągu dnia. Miłego poniedziałku!

A partnerem codziennych materiałów z najważniejszych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox. Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiającego wydolność.

Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

#współpracareklamowa

Zdjęcia z Vuelty: Materiały prasowe ASO, Toni Baixiuli

oryginalny post na facebooku