Tadej Pogacar z poważnymi kontuzjami i nowe otwarcie na Vuelcie to wiodące tematy kolarskiej super niedzieli. Dziś mamy królewski etap hiszpańskiego touru w realiach zrestartowanej klasyfikacji generalnej, ostatni dzień i wyścigi w olimpijskim cross country na mistrzostwach świata mtb oraz worldtourowy klasyk w Plouay z mocną listą startową.
Całą narrację weekendu zmienił jednak jeden niewielki kamień leżący na szosie po której jechał peleton 8. etapu Vuelty.
Nie będę kłamał – czekając na jedyny podjazd na trasie oraz spodziewany finisz peletonu zaczynałem nieco przysypiać zbierając siły na drugi trening, który miałem w planie. Nie działo się nic na tyle ekscytującego, by z zapartym tchem śledzić, co dzieje się na etapie, jeśli właśnie nie drzemałem, raczej zastanawiałem się nad tym, co może wydarzyć się na niedzielnym wyścigu XCO, gdzie van der Poel i Pidcock zmierzą się z bardzo mocnymi w tym roku Francuzami.
Gdyby to był komiks, w kolejnym kadrze pojawiłby się dymek z wielkim napisem
WTEM!
Jadący w pierwszej części głównej grupy Tadej Pogacar upadł na asfalt. Dość długo się nie podnosił a gdy zaczął być kontrolowany przez ratowników, widać było, że jest obolały, ma kontuzjowany bark i rozcięty łuk brwiowy. Jadący dalej peleton ewidentnie czekał na poszkodowanego lidera wyścigu, ten po kilku minutach chciał wsiadać na rower, ale nie mogąc oprzeć rąk na kierownicy został odprowadzony do karetki i wycofał się z wyścigu.
Wieczorny komunikat drużyny zaprezentował listę kontuzji, których doznał mistrz świata. Zdiagnozowano wstrząśnienie mózgu, przemieszczone złamanie lewego obojczyka, stabilne złamanie kręgu C7 oraz liczne otarcia. Ze względu na wstrząsnienie, operacja obojczyka jest nieco opóźniona. To koniec sezonu Tadeja Pogacara, nie obroni więc tytułu mistrza świata, nie wystartuje w mistrzostwach Europy w rodzinnej Słowenii, Lombardię wygra ktoś inny a na skompletowanie zwycięstw w wielkich tourach będzie musiał poczekać.
O ile oczywiście doznane urazy uda się wyleczyć skutecznie i szybko. Może być bowiem tak, że mamy do czynienia z kontuzjami zmieniającymi bieg kariery. Po podobnie poważnych wypadkach choćby van Aert, Evenepoel czy Vingegaard do formy sprzed nich dochodzili miesiącami.
Z punktu widzenia tej Vuelty będziemi mieli teraz niezmiernie ciekawą sytuację w klasyfikacji generalnej. Nowym liderem jest Enric Mas, który w geście szacunku dla poszkodowanego Pogacara na podium odebrał czerwoną koszulkę, lecz jej nie założył. Hiszpan stoi teraz przed życiową szansą wygrania wielkiego touru, ale zapewne nie jest jedynym, który teraz zmieni nastawienie, taktykę i poziom zaangażowania. Gall, Roglic (który niespodziewanie może, mimo kontuzji kilka tygodni temu jednak powalczyć o rekord zwycięstw w VaE), Onley czy Kuss będą oczywiście rywalizować w cieniu kontuzji Tadeja Pogacara. Jednak bez względu na to, kto wygra nie należy deprecjonować jego wyniku tylko z tego powodu, że Pogacar musiał się wycofać.
Jeśli można mówić o pechu, to w tym wypadku taką przyczynę zdarzenia można zaakceptować. Samotnie leżący kamień na szerokiej drodze o dobrej nawierzchni, niezauważony przez zawodników UAE, na który następnie najeżdża mistrz świata i lider wielkiego touru, co eliminuje go z dalszej jazdy i przerywa najlepszy sezon w karierze – to brzmi niemal absurdalnie. A jednak się wydarzyło, przez co po raz kolejny możemy obserwować jak niewdzięcznym i nieprzewidywalnym sportem jest zawodowe kolarstwo.
A także wymagającym niezwykłej cierpliwości, czego przykładem jest zwycięzca wczorajszego etapu, trzydziestoczteroletni Bryan Coquard. Kolarz Cofidisu, mający do tej pory 55 zwycięstw, w World Tourze triumfował tylko trzy razy, ani razu w wielkim tourze.
Sprinterzy niewątpliwie skorzystali na zwolnieniu w peletonie, który czekał na Pogacara. W związku z tym do finiszu dotarła duża grupa kolarzy a nerwowa atmosfera udzieliła się kilku innym zawodnikom i niedaleko przed kreską doszło do kolejnej kraksy. Nie przeszkodziła ona jednak najlepszym sprinterom. Niespodziewanie o zwycięstwo walczyli Pedersen z Meussem i Coquardem. Choć tempo nadawali wcześniej van Aert i Laporte, Brennan był zamknięty nieco z tyłu i mimo dobrego przyspieszenie nie był w stanie zająć lepszej pozycji niż 10.
Dziś sprinterzy będą mieli ciężki dzień. Do pokonania jest 5100m przewyższenia. 188km, pięć premii górskich, bardzo wymagjący podjazd do mety oraz szereg nieoznaczonych wzniesień. To wszystko sprawia, że na koniec pierwszej części Vuelty kolarze dostają prawdopodobnie najcięższy etap całego hiszpańskiego touru. Smaczku dodaje dodatkowo otwarta sytuacja w klasyfikacji generalnej oraz to, kto weźmie odpowiedzialność za kontrolowanie peletonu. Do tej pory najmocniejszą drużyną wydawał się Decathlon, ale sytuacja bezkrólewia zmienia wszystko.
Transmisja w streamingach Eurosportu zaplanowana jest z całości, od 12-18. Start ostry będzie o 12.26, finałowy podjazd rozpocznie się około 16.40. Finisz około 17.30. Alto de Aitana, gdzie usytuowana jest meta to 22km wspinaczki o przewyższeniu 1264m i wyraźnie trudniejszej drugiej jej części.
To jednak nie wszystko co dziś będzie dostępne. Bretagne Classic w Plouay zapowiada się bardzo ciekawie. 179km, rundy poprowadzone w pofałdowanym terenie i mocna obsada: Philipsen, Schmid, Magnier, Cosnefroy, Christen, Bittner – możliwych scenariuszy jest przynajmniej kilka i niekoniecznie musi dojść do finiszu z peletonu. Wczoraj w Plouay ścigały się panie i choć po rozgrywce z niewielkiej grupy najlepsza była Elisa Balsamo, kolejne zawodniczki próbowały rozstrzygać wyścig indywidualnymi atakami. Tak też może być w rywalizacji panów, która ma się zakończyć około 14.50.
To dobra pora, ponieważ będzie to dokładnie między wyścigiem elity kobiet (z Garbielą Wojtyłą) a elitą mężczyzn (z Krzystofem Łukasikiem) na mistrzostwach świata XCO w Val di Sole.
W niedzielę rywalizować będą kolarze górscy kategorii U23 i elity, w streamingach Eurosportu obejrzymy na żywo elitę: o godz. 13 pojadą panie a o 15.15 panowie. Wcześniej o 9 pojedzie U23 kobiet (z Natalią Grzegorzewską) a o 11 mężczyzn (z Maciejem Jarosławskim).
Wydarzeniem dnia jest start Mathieu van der Poela i Toma Pidcocka. Obaj wystartują z dalszych pozycji i na niełatwej trasie w Val di Sole będą musieli od razu zostawić sporo zdrowia, by włączyć się do walki o medale. Van der Poel wprost mówi, że brakuje mu objeżdżenia na rowerze mtb, ale nieustająco próbuje spełnić swoje marzenie o tęczowej koszulce mistrza świata XCO. Faworytami są raczej młodzi Francuzi: Boichis i Martin. Wśród pań sytuacja również jest otwarta, choć Jenny Rissveds czy Sina Frei mają znakomity sezon. Trzeba pamiętać, że Puchar Świata jest długi i niekoniecznie na imprezie docelowej błyszczą ci, którzy dominowali w pucharze świata.
Tak czy inaczej zapowiada się dobra, sportowa rozrywka, do której obserwowania nieustająco Was zachęcam.
A partnerem codziennych materiałów z Vuelty i innych wydarzeń ze świata pro kolarstwa jest Stamox. Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.
Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

