Wiele rzeczy poszło nie tak, wiele mogło pójść jeszcze gorzej, wliczając w to koniec wyścigu i sezonu a i tak Tadej Pogacar wygrał etap oraz powiększył przewagę nad rywalami w klasyfikacji generalnej. Tytuł “man of the day” trafia jednak nie do niego a do Enrica Masa.
Czy Pogacar był zbyt pewny siebie i stąd wzięły się jego błędy, przeliczył się z siłami, czy po prostu dotknął go zbieg niefortunnych okoliczności, pewnie się nie dowiemy. Znamy tylko oficjalną wersję wydarzeń, czyli, że na decydującym, szutrowym podjeździe lider wyścigu nie wiedział, że ściga go Enric Mas a na zjazdach po prostu popełnił błąd wyprzedzając Hiszpana na jednym z zakrętów a następnie jadąc na prowadzeniu drogą, której nie znał.
A może było tak, że niedostatecznie odżywiony i napojony Słoweniec zaczął nieco opadać z sił i stąd pojawił się problemy.
Dość powiedzieć, że w końcówce podjazdu El Bartolo Mas go nie tylko dogonił, ale i wyprzedził a na zjazdach Tadej Pogacar wypadł z trasy, tylko cudem nie upadając i nie uszkodzając roweru.
Ostatecznie Pogi wygrał finisz z Masem, co dało mu trzecie zwycięstwo na pięć rozegranych etapów. Z kolei kolarz Movistaru awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, natomiast w związku z tym nad najwyżej sklasyfikowanym rywalem Pogacar ma większą przewagę niż po dniu numer pięć.
Trzeba przyznać, że nonszalancja Pogacara była wczoraj spora. Osobiście ścigał i “spawał” ucieczkę, nienajlepiej zarządzał pobieraniem bidonów, w związku z czym na pewien czas został bez picia. Następnie, gdy odjeżdżał od rywali na szutrowym podjeździe El Bartolo, przez radio dostawał informacje o pozycji i stracie Roglica i Galla a o zbliżającym się Masie teoretycznie nie wiedział.
A Enric Mas, który choć ma za sobą wiele trudnych miesięcy, w czasie których był nieskuteczny, jest jednym z nielicznych zawodników, którzy z Pogacarem nie tylko nawiązali rywalizację, ale nawet kiedyś wygrali. Było to co prawda cztery lata temu, jesienią 2022, ale fakt pozostaje niepodważalny. Podczas włoskich klasyków Enric Mas był wówacza równorzędnym rywalem Tadeja Pogacara i nawet, jeśli od tego czasu Tadej jeszcze rozwinął się sportowo, Mas również był w stanie zbudować na tę Vueltę znakomitą dyspozycję.
Zaś co do samych zjazdów, Enric Mas je znał i kilkukrotnie pokazywał Pogacarowi, by ten zwalniał. Spora część drogi sprowadzającej zawodników z El Bartolo to była bardzo wąska, betonowa nawierzchnia. Kręta, w kilku miejscach z głębokmi rowami po bokach, czasami mocno zerodowana. To, że Pogacar wypadłwszy z zakrętu uszedł bez obrażeń na ciele i sprzęcie to wyraz tyleż jego umiejętności co szczęścia.
Moje zdanie jest takie, że choć wspinaczka po szutrowej drodze była znakomita a mimo wcześniejszych obaw nawierzchnia odpowiednio przygotowana, o tyle odcinek tuż przed szczytem a także zjazdy nie powinny znaleźć się na wyścigu szosowym. To, że nic się nikomu nie stało to tylko zasługa zawodników, choć jak widać nawet mistrza świata poniosła fantazja i dobrze, że skończyło się tylko na strachu. Biorąc pod uwagę, jak przez wiele przypadków odmienia się w ostatnich latach “bezpieczeństwo”, tak poprowadzona trasa nie powinna być zaakceptowana przez komisarzy UCI.
No ale ponieważ nikomu nic się nie stało, nie należy spodziewać się jakiejść reakcji. Show must go on.
A dziś “show” powinien być zapewniony. Bo mamy finisz na podjeździe i to niełatwy. Do Valdelinares prowadzi niemal 10km wspinaczki o niespełna 6% stromiźnie. Ale jak to na Vuelcie, właściwa część jest o wiele bardziej wymagająca. Cały etap ma niemal 3700m w pionie, dystans 150km i jest kolejnym ciężkim dniem na tej Vuelcie. Finisz jak zawsze około 17.30, premia lotna z bonusowymi sekundami na dwa podjazdy przed metą mniej więcej 50’ wcześniej.
Enric Mas jest za bardzo “dieslem” by myśleć o wygranej etapowej, jednak może wpłynąć na przebieg rywalizacji. Pomoc dla drużyny UAE w prowadzeniu peletonu z pewnością się przyda, Movistar wydaje się mieć wystarczająco zasobów, by pilnować różnic w klasyfikacji generalnej.
Te, jak wspomniałem, te znów się powiększyły. Co więcej, wyścig anonsowany jako “Vuelta przyszłości” póki co nie sprzyja młodzieży. Zarówno Onley jak i Widar wczoraj stracili trochę czasu, większość czołówki to zawodnicy z dużym stażem i doświadczeniem.
Tymczasem we włoskim val di Sole rywalizowali kolarze górscy. W olimpijskkim cross country bardzo dobre ósme miejsce w kategorii U23 zajęła Natalia Grzegorzewska a Maciej Jarosławski był 19. Z kolei w zawodach na krótkim dystansie w elicie kobiet Gabriela Wojtyła była 28 a Krzysztof Łukasik 42. W elicie, po znakomitych finiszach wygrali odpowiednio Laura Stigger i Adrien Boichis. Zatem dwie tęczowe koszulki idą do teamu Specializeda. Szczególnie zaskakująca była wygrana Stigger, która wyprzedziła Evie Richards dosłownie rzutem na taśmę, finiszując z nieco dalszej pozycji, przyspieszając po wyjściu z ostatniego zakrętu.
Partnerem codziennych materiałów z Vuelty jest Stamox . Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.
Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15
#współpracareklamowa
Zdjęcia: Toni Baixauli, Naike Ereñozaga materiały prasowe ASO

