Duzi 4 : Mali 0. Na cztery etapy tej Veulty (jeden jak wiemy został anulowany) dwa wygrał Tadej Pogacar z UAE Team Emirates XRG i dwa Matthew Brennan z Visma – Lease a Bike. Choć to dopiero początek trzeciego wielkiego touru sezonu, tendencja, w której niewiele zostaje dla mniejszych drużyn jest wyraźna.
Etap, zgodnie z przewidywaniami zakończył się sprintem z peletonu, jednak grupa była przedzielona na pół. Wiatr w środkowej części trasy a także wzgórza w jej dalszych fragmentach sprawiły, że do mety razem dojechała około setka kolarzy. Z czołówki odpadł m.in. Mads Pedersen, który pracował, gdy Lidl-Trek rozrywał grupę na wietrze.
W końcówce kolarze Vismy zaprezentowali perfekcyjną jazdę. Van Aert i Laporte idealnie przeprowadzili Brennana przez ostatnie fragmenty. Zakręt na kilkaset metrów przed kreską był kluczowy dla pozycji na mecie, szczęśliwie szeroki i łagodniejszy niż wynikało to z mapki. Brennan będący w znakomitej formie nie tylko nie miał problemów z wygraną, co znakomitym przyspieszeniem świetnie wykończył pracę kolegów z drużyny.
Czy będzie w najbliższych dniach zbierał punkty na premiach i walczył na kolejnych finiszach, by włączyć się do rywalizacji o zieloną koszulkę lidera klasyfikacji punktowej? Póki co po punkty na premiach regularnie wyrusza Ethan Hayter a Brennan gromadzi je na finiszach. Najlepszym “sprinterem” jest jednak Tadej Pogacar.
A dziś do mety raczej z przodu nie dojedzie Brennan i prawdopodobnie nie Hayter, pytanie, czy da radę to zrobić van Aert? Bo dziś mamy jeden z etapów anonsowanych jako najciekawsze za sprawą stromego, szutrowego podjazdu w końcówce.
Puerto el Bartolo ma 9,4km i średnią stromiznę 7,1% a szczyt znajduje się 21km przed metą. Tyle tylko, że suche parametry podjazdu są zaburzone. Ostatnie metry do premii górskiej prowadzą krótką ścianką, ale przed nią jest 1,5km zjazdu. Zatem sama wspinacza jest krótsza, ale bardziej stroma. Co więcej, jej najtrudniejsze dwa kilometry (ok. 2km sekcja) mają średnio 12% a maksymalnie 20% stromizny.
Ze względu na historię sukcesów Tadeja Pogacara w Strade Bianche, czyli wyścigu, gdzie trzeba zmagać się z szutrowymi podjazdami, to na Słoweńca zwrócone są oczy fanów (dodatkowo, poza standardową atencją, którą jego postać przyciąga). Tym bardziej, że etap liczący 178km ma ponad 3000m przewyższenia i cztery premie górskie a także kilka mniejszych, nieskategoryzowanych podjazdów. W teorii w sytuacji ułożonej klasyfikacji generalnej (20. kolarz traci już ponad 9’) to idealny dzień dla ucieczki. Ale jeśli UAE i Pogacar zechcą powalczyć o etap, to powalczą (nawet, jeśli team UAE nie jest tutaj najmocniejszą drużyną). Finisz jak zawsze zaplanowano na ok. 17.30, premia lotna na 120km, przed dwoma podjazdami będzie około 16.00 i to jest pora, kiedy warto włączyć transmisję.
Gdyby nie to, że właśnie rozpoczęły się mistrzostwa świata w kolarstwie górskim a w weekend kolejne worldtourowe klasyki w Plouay, powiedziałbym, że będę miał teraz luźniej, bo właśnie zakończył się Tour de l’Avenir.
I to zakończył się tak, że wnioski z niego będziemy wyciągać tygodniami. Bo po pierwsze, wielkie nadzieje mają teraz Włosi. Lorenzo Mark Finn to potencjalnie “the next big thing” w zawodowym kolarstwie. I nie tylko dlatego, że bardzo pewnie wygrał zarówno Giro Next Gen jak i Tour de l’Avenir i jest aktualnym mistrzem świata U23 (po tym, gdy był mistrzem świata juniorów). Jest ewidentnie kolejnym młodym kolarzem, który już od początku zawodowej kariery prezentuje ekstremalnie wysoki poziom sportowy. 6,9w/kg podczas trwającej 25’ czasówki pod górę na poniedziałkowym etapie robi kolosalne wrażenie, podobnie jak przewaga, jaką uzyskiwał nad rywalami na kolejnych etapach.
Biorąc pod uwagę, że jest reprezentantem developmentu RedBull Bora Hansgrohe, za chwilę w dorosłym zespole RedBulla zrobi się naprawdę ciasno. A Włochom, głodnym największych sukcesów w wielkich tourach odpali się zapewne podobny entuzjazm co Francuzom w przypadku Paula Seixasa.
Po Tour de l’Avenir my także mamy prawo do entuzjazmu, nadziei czy też zadowolenia. Jan Jackowiak ukończył zmagania na ósmym miejscu w klasyfikacji generalnej po znakomitej jeździe w górach. Z kolei Dawid Lewandowski był trzeci w klasyfikacji punktowej. Choć panuje opinia, że dla polskiego kolarstwo nie ma przyszłości, kolejni młodzi zawodnicy determinacją swoją i swoich rodzin pokazują, że jest szansa na kontynuację obecności naszych zawodników w world tourze. A nawet coś więcej niż tylko “obecność”. Warto tutaj nadmienić, że Jackowiak jest najmłodszy w czołówce Tour de l’Avenir a świetna jazda to nie zaskoczenie a potwierdzenie jego wielkich możliwości.
A ponieważ, tak jak wspomniałem, kolarstwo nie zwalnia i we Włoszech rozpoczęły się właśnie mistrzostwa świata mtb, to jeszcze kilka słów o tym, co wydarzyło się i co wydarzy się w Val di Sole. Wczoraj mieliśmy wyścigi e-bikeów, obsadzone nielicznie, ale wciąż to mistrzostwa świata. Wygrali Anna Spielmann i Jerome Gilloux, startowali Patrycja Jeziorska (7.) i Marcin Motyka (9.). Rozegrano także sztafety, po raz kolejny w tym roku na imprezie mistrzowskiej bez udziału reprezentacji Polski. I bardzo szkoda, ponieważ Czesi, z których składem nasi zawodnicy i zawodniczki byliby w stanie powalczyć zajęli bardzo dobre, siódme miejsce. Mistrzostwo świata zdobyła ekipa Włoch przed Szwajcarią i USA.
Dziś w programie juniorskie wyścigi XCO (z Antoniną Kucharską i Kacprem Mizuro) a także short tracki U23 (Maciej Jarosławski i Natalia Grzegorzewska) i elity (Gabriela Wojtyła, Krzysztof Łukasik). Transmisje z zawodów elity w streamingach eurosportu od 17.35 do 19.55.
Partnerem codziennych materiałów z Vuelty jest Stamox. Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.
Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15
#współpracareklamowa

