Kronika Kolarska 25.08.2026

Organizatorzy musieli zmienić limit czasu, by spora część kolarzy mogła kontynuować jazdę w tegorocznej Vuelcie. Choć Tadej Pogacar wygrał etap z wyraźną przewagą po ataku 50km przed metą, to w dużej mierze za sprawą zawodników Decathlonu ściganie było tak wymagające.

Zaledwie 105km, 2h40’ jazdy, z czego niemal połowę Tadej Pogacar przejechał samotnie na czele stawki. Od dziś możemy zacząć mantrę “ale jednak musi dojechać do Granady”, ponieważ temat wygranej w wyścigu został tym popisem de facto zamknięty.

Po tym, gdy zawodnicy Decathlonu prowadzili swój wyścig dla Felixa Galla, nadając tempo niemal od startu, Pogacar przypiseszył na przełęczy Beixalis a następnie przez 50km jechał samotnie niemal cały czas powiększając przewagę.

Na Collada de Beixalis wspinał się przez 17’34” z prędkością 1896m/h, 1’40” szybciej niż rywale, na kolejnym podjeździe, Ordino, 23’42”, 1754m/h, 1’ szybciej niż atakujący z drugiej grupy Gall z Onleyem i tylko na ostatnim, krótkim Comella był 23” wolniejszy od Onleya, Masa, Widara, Kussa, Roglica i Masa.

Jak więc widać, to nie była wycieczka, dwa duże podjazdy są estymowane na 6,8W/kg a co ważne, pomiędzy Pogacar również się nie oszczędzał. Ryzykował na zjazdach, agresywnie wchodząc w niełatwe zakręty, wykorzystując niemal każdy centymetr drogi.

Jego rywale też nie jechali powoli, ale jakby na to nie patrzeć dzieliła ich od Słoweńca po prostu przepaść. Walka o drugie miejsce była jednak ciekawa i zapowiada się bardzo interesująco jako konfrontacja “doświadczenia z młodością”. Bardzo dobrze spisali się zarówno weterani: Roglic, Kuss i Mas jak i pretendenci: Onley oraz Widar. Dla Widara ten wyścig to chrzest bojowy i symboliczne wejście w kolarską dorosłość, od przyszłego tygodnia, jak Seixas na Tour de France, będzie każdego dnia wypływał na nieznane wody jeśli chodzi o długość wyścigu i kumulujące się zmęczenie. Póki co pojechał znakomicie i zaimponował zarówno formą jak i taktyczną dojrzałością.

Warto też podkreślić bardzo dobrą postawę drużyny Decathlonu. Mimo, że Felix Gall i Gregor Muhlberger odchodzą po tym sezonie do Lidl-Trek, zespół zgodnie pracował, Gall spróbował, jak za Vingegaardem na Giro, pojechać przez moment za Pogacarem a następnie nie osłabł zanadto i atakował razem z Onleyem.

Tadej Pogacar ma wyraźną przewagę w każdej dostępnej dla niego klasyfikacji (czyli generalnej, punktowej i górskiej), zaczynają się więc pojawiać pytania o wygranie przez niego każdej z nich.

Dziś jednak raczej etap będzie dla kogoś innego.

Jest stosunkowo płaski (niespełna 1700m w pionie na dystansie 173km), ale w drugiej części będzie nieco pagórków o przewyższeniu wyrastającym niemal z poziomu morza. Ze szczytu premii górskiej trzeciej kategorii (jest podobno bardziej stroma niż 4km i 7% średniego nachylenia) jest jeszcze 25km do mety. Ta prowadzi nieznacznie pod górę, ale to raczej “false flat” niż podjazd. Kolarstwo nie byłoby sobą, gdyby ok. 300m przed kreską nie było zakrętu 90 stopni.

Jeśli więc do katalońskiej miejscowości Roquetes o planowanej 17.30 dojedzie większa grupka, trzeba będzie tam uważać. A zwłaszcza uważać powinien Tadej Pogacar. A o to, by doszło do finiszu z grupy dbać pewnie będą drużyny Lidla (dla Pedersena) i Vismy (dla Brennana i van Aerta), ciekawe, co zrobi Ethan Hayter, który stracił punkty z premii lotnej na zneutralizowanym etapie poniedziałkowym.

Tyle o Vuelcie, choć realnie materiału do analizy jest o wiele więcej niż zasygnalizowane tu tematy.

Obowiązkowo muszę jeszcze napisać o Tour de l’Avenir, bo etap z metą na Iseran był bardzo ciekawy i zakończył się w niespodziewany sposób. A do tego wszystkiego mieliśmy świetną jazdę Jana Jackowiaka, który był trzeci na mecie i awansował do top 6 klasyfikacji generalnej.

Jackowiak jechał w ucieczce wraz ze swoim kolegą z drużyny Bahrain Victorious, Finem Kasperem Borremansem oraz Belgiem, Jasperem Schoofsem z Soudal Quickstep. Jackowiak i Borremans wydawali się mieć wszystko pod kontrolą, gdy na niespełna kilometr przed metą zaatakował Schoofs. Gdy wyglądało na to, że zmierza po zwycięstwo na słynnej przełęczy Iseran, dosłownie na ostatnich metrach dopadł go Borremans i bardzo dynamicznym finiszem sam sięgnął po prestiżową wygraną. To zaskakujące o tyle, że Borremans wcześniej jechał samotnie na czele i został doścignięty przez Schoofsa oraz jadącego z nim Jackowiaka a mimo to zdołał zebrać siły po ucieczce i na koniec ciężkiego etapu by pokonać rywala.

Liderem wyścigu z wyraźną przewagą pozostaje Lorenzo Mark Finn, który wczoraj dojechał czwarty, ale i tak podwoił dystans, jaki traci do niego Niels Driesen.

Dziś Tour de l’Avenir się kończy, na dystansie 126km będzie długi podjazd do mety przy jeziorze Serru.

Partnerem codziennych materiałów z Vuelty jest @Stamox. Producent suplementu ze sproszkowanego buraka poprawiający wydolność.

Na ich stronie https://stamox.com/pl-pl możecie używać przy zamówieniach kodu rabatowego MAREK15

#współpracareklamowa

Zdjęcia: Toni Baixauli, materiały prasowe ASO

oryginalny post na facebooku