Niespełna dwudziestoletni Finlay Tarling zmarł na skutek obrażeń doznanych po tym, gdy na trasie ósmego etapu Volta a Portugal został potrącony przez kierowcę samochodu. Wciąż nie znamy szczegółów zdarzenia, ale w miarę potwierdzone informacje wskazują na to, że kierowca z jakiegoś powodu wjechał na trasę zawodów. Niestety to kolejna śmierć w wyczynowym kolarstwie.
Kim był Finlay Tarling? Walijczykiem z kolarskiej rodziny Tarlingów. Jego starszy brat, Joshua był mistrzem Europy w jeździe na czas, obaj skutecznie łączyli występy na szosie i na torze. Ich ojciec, Michael również się ścigał a także założył klub kolarski. Finlay miał za sobą bardzo dobre początki w młodszych kategoriach wiekowych z wynikami na arenie międzynardowej, wliczając w to medale mistrzostw świata i Europy na torze. Przed tym sezonem dołączył do drużyny “developmentu” teamu NSN i zaliczył bogaty program startów od wczesnej wiosny.
Volta a Portugal to specyficzny wyścig. Jeszcze w latach ‘90 cieszył się sporym prestiżem, aspirował nawet do miana “wielkiego touru”, swoją długością sięgał nawet trzech tygodni, następnie skrócony do dwóch.
Obecnie to jedna z nielicznych etapówek poza grand tourami trwająca dłużej niż tydzień (tegoroczna edycja ma 10 dni). Trasa zazwyczaj jest mocno górzysta, impreza posiada jednak stosunkowo niską kategorię (2.1) i ścigają się w niej głównie lokalne drużyny. Często na podjazdach podczas Volta a Portugal osiągane były znakomite rezultaty, z dużym prawdopodobieństwem ma to związek z udokumentowanymi przypadkami agresywnego stosowania dopingu przez tamtejszych kolarzy.
Mimo niższej kategorii UCI, jest transmitowany w streamingach Eurosportu, nie anonsowałem go jednak (podobnie jak rozgrywanych równolegle Arctic Race of Norway czy Czech Tour), bo choć warto śledzić to, co dzieje się na Portugalskich szosach, to jednak przez parę dni łapałem oddech po intensywnym czasie związanym z Tour de France, Tour de France Femmes i Tour de Pologne.
Temat bezpieczeństwa na wyścigach przewija się przez kolarskie media częściej niż kiedykolwiek. A mimo to tragedie wciąż się zdarzają. I nie oszukujmy się, będą się zdarzać. Wyścigi rowerowe to bardzo specyficzna dyscyplina sportu. Gdyby nie jej 150 lat historii i przynależność do rodziny olimpijskiej należałoby ją raczej zaliczać do grona dyscyplin ekstremalnych. Nie dość, że jest rozgrywana w zmiennych warunkach zewnętrznych, na trasach, które wymagają bardzo zróżnicowanych umiejętności, to jeszcze z tymi warunkami i terenem zmaga się na raz ponad 150 osób. Dokładając do tego niemal nieograniczony dostęp kibiców do zawodników oraz obecność przynajmniej kilkudziesięciu innych pojazdów w bezpośredniej bliskości peletonu a także infrastrukturę drogową, która nie jest projektowana z myślą o jeździe rowerem, nie ma możliwości, by zapewnić kolarzom 100% bezpieczeństwa.
Nawet nie znając szczegółów wypadku młodego Tarlinga – czy było to nieodpowiednie zabezpieczenie trasy, “ludzki błąd”, czyjaś nieuwaga, działanie celowe czy też po prostu fatalny zbieg okoliczności – można powiedzieć śmiało: taka tragedia mogła się zdarzyć wszędzie. Zarówno na małym, lokalnym wyścigu z licznymi zaniedbaniami jak i na topowej imprezie organizowanej od lat przez profesjonalną firmę. Na myśl przychodzi tu choćby sytuacja Maxa Schachmanna z Lombardii 2020, który na ostatnich kilometrach zderzył się z samochodem mieszkańca. Ten wcześniej ominął barierki i wtargnął na trasę jesiennego Monumentu.
Potencjalnie ryzykownych czynników jest bez liku, zatem ich całkowite wyeliminowanie jest zapewne niemożliwe. Ponieważ poprawa warunków pracy (w różnych zawodach) jest jakimś wyznacznikiem rozwoju cywilizacyjnego, należy jednak nieustająco podnosić kwestię bezpieczeństwa bez względu na to, kto jest organizatorem, jak duży jest wyścig i czy gdzieś indziej jest gorzej lub lepiej.
Źle poprowadzone finisze, trasy wytyczone przez drogi z pozostawioną małą architekturą, finisze na zjazdach, ekstremalizowanie kolarstwa w poszukiwaniu sensacji i zasięgów, nonszalanckie podejście do zabezpieczenia czy oznakowania, brak reakcji na gwałtowne zjawiska pogodowe, to wszystko powinno być monitorowane, dyskutowane a na koniec UCI ma reagować tak, by ograniczyć szanse na tragiczny koniec w przyszłości.
Etap Volta a Portugal podczas którego doszło do wypadku Tarlinga został zneutralizowany, nie ścigano się o zwycięstwo, nie było wyników i tradycyjnych ceremonii za linią mety. Drużyna NSN Development w geście żałoby wycofała się z dalszej rywalizacji. Cały kolarski świat przesyła kondolencje rodzinie zmarłego zawodnika. Zawody będą jednak dokończone, dwa zaplanowane na dziś i jutro etapy zostaną rozegrane.

