To dlatego Tour de France jest największym wyścigiem na świecie. Van der Poel wygrywa etap, Pidcock robi wszystko, by mimo problemów technicznych pozostać w grze o zwycięstwo. Najlepsza drużyna świata męczy swoich pomocników by móc walczyć o klasyfikację zespołową, Mads Pedersen zarzyna się w górach jadąc po kilkanaście punktów a sprint o piąte miejsce po ciężkim i upalnym przejeździe przez Masyw Centralny wygrywa Filippo Ganna.
Na Wielkiej Pętli liczy się wszystko i nawet o najmniejsze cele walczą najlepsi kolarze swojego pokolenia.
Jeśli popatrzycie na skład pierwszej dziesiątki, przestanie być dziwne, czemu Ineos pracuje, by mieć tam swojego kolarza. Jeśli przeanalizujecie wyniki etapów sprinterskich, zrozumiecie jak ciężkie zadanie jest przed Pedersenem by na trudniejszych etapach nadrobić dość punktów by obronić się przed tak wybitnym gronem specjalistów finiszu z peletonu.
Może być tak, że oglądamy właśnie wielki tour o najwyższym poziomie sportowym w XXIw a wczorajszy etap był tego idealną ilustracją.
Skrócenie trasy z powodu upałów nie zmieniło za wiele. Na premii lotnej prowadzącej lekko pod górę Pedersen wygrał z Girmayem a Merlier odpadłwszy wcześniej z głównej grupy prawdopodobnie się tym w ogóle nie przejmował.
Następnie do “ucieczki dnia” zabrało się dwóch kolarzy Lidl-Trek” Simmons i Gee-West, ale też Mathieu van der Poel oraz po imponującym przeskoku Tom Pidock. Gdy czołówka zaczęła się dzielić, z przodu zostali kolarze Lidla, MVDP, Pidcock i Baudin, który wyrasta na etatowego uciekiniera na tegorocznym TdF.
Van der Poel nie tylko dawał długie i mocne zmiany, próbował też gubić swoich rywali na podjazdach. Ewidentnie to był jego dzień!
Z kolei Pidcock miał problem z przerzutką, na jednym ze zjazdów ta przestała działać i dopiero brutalna interwencja w postaci kopnięcia sprawiła, że elektronika wróciła do żywych. Przeskok do ucieczki z początku etapu, pogoń po defekcie z końcówki oraz nierozwiązany do końca problem z przełożeniami sprawiły, że na prowadzącym pod górę finiszu kolarz Q36.5 przegrał nie tylko z MVDP, ale też i z Johanessenem. Baudin był czwarty, ale i tak zaczyna być jednym z bohaterów tego touru. To już jego druga ucieczka, kto wie, jeśli zabierze się w jeszcze dwa lub trzy takie odjazdy, zostanie uhonorowany mianem najbardziej walecznego zawodnika wyścigu.
Ma na to szansę, bo ewidentnie jest w formie od czerwcowego Tour Auvergne – Rhône-Alpes. Na Tourze by w ogóle myśleć o ucieczce, trzeba być w super dyspozycji, z resztą sam skład wczorajszej akcji pokazuje, z czym trzeba się mierzyć celując w wygraną etapową na Wielkiej Pętli. W bardzo brutalny sposób potwierdzają to liczby zaprezentowane przez team Baudaina, czyli EF Education Easy Post.
Znormalizowana moc wygenerowana przez niego w czasie etapu to 340W. Ponad 5W/kg (!) przez trzy i pół godziny jazdy. Średnia prędkość na trasie o przewyższeniu 2900m w średniej temperaturze 35 stopni to 44,6km/h. Często mówimy o “atomowym tempie” uzyskiwanym przez Pogacara i spółkę na mierzonych, legendarnych podjazdach, ale to chyba codzienność na Tourze robi jeszcze większe wrażenie.
Jeśli już przywołałem Pogacara, to muszę jeszcze odnieść się do taktyki zespołu UAE. Pomocnicy lidera przez dużą część etapu nadawali bardzo mocne tempo, trzymając ucieczkę na wyjątkowo krótkiej smyczy. Jak po etapie wspomniał Adam Yates do pewnego momentu jechali z myślą o wygranej etapowej, w pewnej chwili zmienili jednak zdanie. Dlaczego tak się stało? Cóż, być może najtrudniejsze podjazdy w środkowej części etapu nie zredukowały peletonu w wystarczającym stopniu. Pedersen w heroiczny sposób przetrwał najcięższą premię górską, podobnie Matthews i jak się okazało będący w bardzo dobrej formie Ganna. Czy było tam też jakieś drugie dno (naciski ze strony innych ekip, chęć podzielenia się łupami z van der Poelem, z którym Pogacar ewidentnie jest w dobrych relacjach i szanuje go jako rywala z wyścigów klasycznych, konstatacja, że nie warto dla kolejnego etapu tracić tylu sił, albo, że gdy sprawy przestały układać się po myśli kolarzy Lidla, poczucie, że misja jest zakończona powodzeniem), trudno powiedzieć.
Co do kolarzy Lidl-Trek, to kilka dni temu byli chwaleni za perfekcyjną taktykę, tym razem nie wszystko poszło po ich myśli. Owszem, Pedersen ma znowu większą przewagę nad Girmayem (45) i Philipsenem (55 punktów), ale zostało to okupione wielkim wysiłkiem. Widać było, że van der Poel i Pidcock są w znakomitej formie, Johanessen ma interes w dojechaniu ucieczki z myślą o klasyfikacji generalnej, dlatego też szanse powodzenia Simmonsa i Gee były w czołówce niewielkie. Mimo to dość długo współpracowali z rywalami a gdy zostali za nimi i dołączyli do pogoni nie byli w stanie zdziałać już zbyt wiele, w związku z czym Pedersen finiszował o punkty za piąte a nie pierwsze miejsce na etapie. Swoją drogą Duńczyk po przetrwaniu najcięższych podjazdów również zajął się pracą na rzecz drużyny, dowożąc bidony dla jadących z nim w grupie Ayuso i Skjelmose.
Zatem jak widzicie poza samymi wynikami złożoność wydarzeń na tym etapie była na wysokim poziomie a to tylko namiastka i najbardziej widoczne sytuacje, o których wspominam. Dni takie jak wczorajszy często są jednymi z najciekawszych w wyścigach etapowych i dokładnie tak było.
A co dzisiaj? A dzisiaj długo wyczekiwany dzień przerwy. Po dziewięciu dniach ścigania w upale kolarze zasłużyli na odpoczynek.
O tym, co czeka ich w nadchodzącym tygodniu a także o tym, co wydarzyło się w czasie pierwszej części Touru przygotuję dla Was dodatkowy materiał youtubowo-podcastowy, który ukaże się dziś później w ciągu dnia.
A póki co dzięki za spędzone razem etapy :), wspólne emocje i komentowanie Tour de France 2026.
Partnerem materiałów z Tour de France jest Stamox, producent ekstraktu z buraka poprawiającego wydolność w czasie intensywnego wysiłku. #współpracareklamowa
Zdjęcia: materiały prasowe ASO, Thomas Maheux, Charly Lopez.

