Szybkie udostępnienie w "dzień wolny od newsów". Cannondale będzie likwidował swój fabryczny team mtb. Firma i koncern PON mają różne problemy, nie pierwszy raz w swojej historii, więc realnie nie robi to na mnie wrażenia.
Co jest jednak niepokojące i jest dobitnym "znakiem czasów" to ta część informacji prasowej, w myśl której marka nie rezygnuje ze sponsoringu, tylko przenosi część środków na "zróżnicowaną grupę zawodników, twórców treści i liderów społeczności".
Być może wyjdę tu na konserwatywnego dziada, jednak tę wiadomość uznaję za kolarską wersję gównowacenia (ang. Enshittification) naszej rzeczywistości. Czasy, gdy na "decyzje zakupowe" wpływał ekspert mamy dawno za sobą. Liczą się zasięgi.
Pozostaję więc z myślą, by, choć zapewne nie będzie na to szans, długoterminowo ta strategia odbiła się Cannondale czkawką. Jeśli się nie pozbierają, płakał nie będę. A wręcz przeciwnie (niem. Schadenfreude).
Może to naiwne, ale wolę by nawet zaburzoną przez zobowiązania marketingowe opinię o sprzęcie prezentowała mi Jolanda Neff niż jakiś randomowy janusz kolarstwa (zbieżność nazw przypadkowa).
https://www.pinkbike.com/news/cannondale-to-shut-down-factory-race-program-after-2026-season.html

