Kronika Kolarska 23.05.2026

Co się miało wydarzyć, to się wydarzyło. Jonas Vingegaard wykończył pracę kolegów z drużyny bardzo mocnym atakiem na finałowym podjeździe 14. etapu Giro d’Italia. Jest liderem, buduje przewagę w klasyfikacji generalnej a co najważniejsze, zaprezentował bardzo wysokie tempo podjeżdżania. Samopoczucie, zdrowie i przede wszystkim forma przyszły dokładnie wtedy, gdy przyjść miały.

To była esencja kolarstwa w wydaniu wyścigów etapowych. Oczywiście są różne gusta, ale to dni takie jak wczoraj, z długimi podjazdami i tłem w postaci alpejskich szczytów są tymi, które w wielkich tourach są najważniejsze.

Sprawa jest teraz jasna: gdy trzeba, Visma – Lease a Bike jest w stanie zrobić selekcję i wesprzeć swojego lidera na tyle dobrze, by ten jeśli czuje się odpowiednio mógł po 4000m pokonanego przewyższenia wzmocnić tempo i samotnie dojechać do mety z prawie minutową przewagą nad resztą stawki.

Przy okazji młody Tim Rex stał się memem, gdy dawał z siebie absolutnie wszystko, Sepp Kuss zrobił dokładnie to, co miał zrobić, czyli przerzedził grupę Vingegaarda a Piganzoli po raz kolejny zaimponował nie tylko pracą dla Jonasa, ale też utrzymaniem dobrego tempa, gdy ta została wykonana.

Felix Gall po raz kolejny był najlepszy “z reszty stawki”, tym razem jednak nie był w stanie pojechać na tyle dobrze, by podważyć supremację Vingegaarda. Zgodnie z przewidywaniami i tym, co pokazywał w przeszłości, na trudnym etapie o dużym przewyższeniu dobrą wytrzymałością popisał się Hindley a Pellizzari, który dość długo jechał ze swoim australijskim kompanem być może najtrudniejsze chwile na tym wyścigu ma już za sobą.

A były już lider, czyli Afonso Eulalio po raz kolejny pojechał bardzo dobrze, do Vingegaarda stracił mniej niż na Blockhausie, wciąż jest drugi w klasyfikacji generalnej i jeśli będzie się w stanie zmuszać do maksymalnego wysiłku jeszcze na trzech pozostałych górskich etapach, ma szansę na miejsce w pierwszej dziesiątce. A może i szóstce.

I teraz najważniejsze: Vingegaard podjechał podjazd Pila w 40’31”, z VAM 1720m/h co daje estymowaną moc 6,3W/kg. Jego decydujące o wygranej przyspieszenie, ostatnie niespełna 5km etapu, to imponujące 12’ z prędkością podjeżdżania 1866m/h i około 7W/kg.

W optymalnych warunkach (dobra pogoda), na koniec drugiego tygodnia wyścigu, po krótkim, ale istotnie górzystym etapie Jonas Vingegaard zaprezentował bardzo wysoką dyspozycję. Prawdopodobnie nie wystarczającą, by utrzymać się z Pogacarem w topowej formie, ale dającą dokładnie to, po co Duńczyk przyjechał na Giro: zwycięstwo.

Mamy poniekąd sytuację jak rok temu na Vuelcie, gdy jeden z rywali (tam Almeida, tu Gall) jest w stanie co jakiś czas nawiązywać do tego poziomu, ale w przekroju całego wyścigu tylko Jonas jest w potrafi regularnie jeździć pod górę tak szybko.

Czy ja właśnie przyznałem już zwycięstwo w tym Giro d’Italia? Właściwie tak, natomiast do końca jest jeszcze tydzień a jak wiadomo “trzeba dojechać do Rzymu”. A elementów, które będą wpływały na przebieg kolejnych jest całkiem sporo.

Jednym z nich nie będzie raczej rywalizacja w klasyfikacji górskiej, mimo usilnych prób walki a to o etap a to o premie Giulio Ciccone.

Do pewnego stopnia na to, co będzie się działo w kolejnych dniach może mieć za to wpływ walka o koszulkę cyklamenową, czyli w klasyfikacji punktowej. Nie ukrywam, że trochę zignorowałem fakt zmniejszającej się przewagi Paula Magniera nad Jhonatanem Narvaezem. Trzy wygrane etapy górzyste zbliżyły Ekwadorczyka do Franzuca na zaledwie 11 punktów. Wczoraj start od razu pod górę sprawił, że sprinterzy szybko zostali odczepieni, ekipa UAE nadawała żwawe tempo, Narvaez zabrał się do ucieczki i wygrał premię lotną (choć próbował z nim walczyć jeden z pomocników Magniera, jednak nieskutecznie).

Dzięki temu z przewagą jednego punktu przejął fioletową koszulkę.

I teraz robi się ciekawie. Do końca wyścigu zostały dwa płaskie etapy: dzisiejszy w Mediolanie i finałowy w Rzymie. Na nich do zdobycia jest po 50 punktów dla zwycięzcy, tyle czeka na etapie 18, gdzie przed metą jest stromy podjazd, który powinien sprzyjać Narvaezowi. Z kolei premie lotne bez większych trudności przed nimi są na trasie etapów płaskich oraz trzech górzystych. Zatem by najpierw odzyskać a następnie utrzymać prowadzenie w klasyfikacji punktowej, Magnier i jego koledzy z Soudal Quicks Step muszą zostawić na trasie sporo zdrowia i mieć do tego nieco szczęścia.

A także liczyć na to, że drużyny, które nie zdobyły na tym wyścigu jeszcze nic, nie popsują im planów.

To wszystko może wprowadzić niezłe zamieszanie w ostatnim tygodniu wyścigu, co będzie zwiększąć presję na ekipę Vismy.

Zanim to się jednak wydarzy, dziś mamy po prostu płaski etap do Mediolanu. Zatem dla sprinterów, zatem “dla Magniera” (choć pamiętajmy, że są też inni chętni jak choćby Groenewegen i Milan). Dla Vingegaarda z kolei problematyczne mogą być ostatnie cztery orkążaenia ulicami Mediolanu – takie miejskie rundy z peletonem rozpędzanym przez ekipy sprinterów zawsze są stresujące dla górali walczących w klasyfikacji generalnej.

Finisz jak zawsze około godz. 17.00.

Wcześniej od 14.30-16.00 transmisja z kobiecego Vuelta a Burgos z metą na ciężkim podjeździe Lagunas de Neila (6km i aż 10%). Wczoraj etap wzięła Mischa Bredewold z SD Worx – Protime. Dominika Włodarczyk niestety upadła na jednym ze zjazdów i straciła sporo czasu a Agnieszka Skalniak – Sójka przyprowadziła trzecią grupę razem ze sprinterkami.

Z kolei od 11.45-14.00 (start kobiet) i od 14.45-17.00 (start mężczyzn) fani kolarstwa górskiego będą mogli oglądać wyścigi XCO Pucharu Świata z Novego Mesta. Wśród panów Tom Pidcock, drugi we wczorajszym short tracku, co zdecydowanie podbija zainteresowanie poza bańką informacyjną mtb.

oryginalny post na facebooku