Kronika Kolarska 05.05.2026

W dzisiejszym wpisie:
– Kolejny nerwowy etap na Vuelta Femenina
– Czy różowy jest już znowu waszym ulubionym kolorem (a jeśli nie, to się spieszcie, bo Giro d’Italia zaczyna się pojutrze!)

Wyniki trzeciego etapu kobiecej Vuelty nie wskazują by działo się coś szczególnie ciekawego. Cedrine Kerbaol (EF Education Oatly) dojechała do mety kilka sekund przed peletonem, w klasyfikacji generalnej nie zaszły istotne zmiany.

Tymczasem etap był i wyjątkowo malowniczy i całkiem interesujący z punktu widzenia sportowej rywalizacji. Znów sporo nerwów, kraksy i liczne ataki w lekko górzystej końcówce. Leżała m.in. Urska Zigart a kolejny dzień z rzędu rywalki testowała Kasia Niewiadoma.

Trudno stwierdzić, w co gra Polka. Z perspektywy trasy całego wyścigu optymalną strategią wydaje się ekonomiczna jazda i kumulowanie energii na wielki finał na Angliru. Tymczasem Niewiadoma codziennie atakuje, może nie jakoś super mocno, ale ewidentnie szuka okazji do zdobycia przewagi. W efekcie naciąga peleton, zostaje z nią kilka, kilkanaście zawodniczek a następnie grupa się zjeżdża i o zwycięstwo etapowe walczy kto inny.

Tym razem na końcu brukowanego odcinka prowadzącego pod górę, 2,5km przed metą po tym, gdy wyszumiały się zawodniczki Canyona, Vismy i SDWorx odjazdu spróbowała Kerbaol a chwila zawahania za jej plecami sprawiła, że zdobyta kilkusekundowa przewaga wystarczyła, by samotnie dojechać do mety. Drugie miejsce dla najszybszej z rozciągniętego peletonu Kopecky, tym razem bez fauli.

Dziś znów pagórkowaty etap, jeszcze nie bardzo ciężki, ale podjazdy będą już nieco dłuższe i bardziej strome. Wszystko jednak w “normie” nawiązującej swoim charakterem do wyścigów klasycznych. Transmisja z czwartego etapu od 15.30-17.45, finisz około godz. 17.15, jak codziennie. Myślę, że można włączyć relację na ostatnie pół godziny jak nie więcej.

Jutro kobieca Vuelta będzie jeszcze rozgrywana według takiego samego harmonogramu, natomiast w piątek etap skończy się później a w sobotę wcześniej.

Już pojutrze rusza bowiem Giro d’Italia. 109. edycja wyścigu rozpocznie się w Bułgarii. To trzecia w erze post-covidowej wizyta włoskiego touru w “Europie Wschodniej” (cokolwiek to znaczy). W 2021 Giro startowało z Węgier, rok temu z Albanii a teraz zostanie ugoszczone (za sowitą opłatą) właśnie w Bułgarii.

I jak za każdym razem w podobnej sytuacji przypominam, że “to mógł być Kraków”, ponieważ pod koniec lat nastych moje miasto przymierzało się do organizacji “Grande Partenza”. Być może jednak nie potrzebujemy więcej turystów, bo z pomysłu promocji poprzez wizytę drugiego najważniejszego touru zrezygnowano.

Zanim zapowiedź wyścigu z analizą trasy i listy startowej, która pojawi się jutro, postawię otwarte pytanie: “czy w tym roku Giro faktycznie będzie tourem numer dwa”. Wiem, że wielu fanów uważa Giro d’Italia za wyścig ciekawszy oraz “piękniejszy” niż Tour de France. Czasem jest to uzasadnione, czasem tylko wrzucane do dyskusji dla zasady.

Tym razem jednak Włosi będą w trudnej sytuacji. Lista startowa (zapełniająca się na ostatnią chwilę, mamy wiele rezygnacji ze startu z powodów takich jak kontuzje, choroby niespodziewane lub przewlekłe) nie sugeruje wielkiego sportowego spektaklu (wygrana kogoś innego niż Vinegaard będzie sporym zaskoczeniem), trasa choć zachowuje balans między różnymi typami etapów jest najmniej górzysta ze wszystkich wielkich tourów w tym roku.

Nic więc dziwnego, że w peletonie zobaczymy całkiem ciekawe grono sprinterów. Z kolei obecność długiej, jak na współczesne standardy czasówki to okazja do podziwiania kunsztu Filippo Ganny. Etapów zdecydowanie wartych obejrzenia (górskich lub górzystych) będzie 8, dokładając do nich ze dwa sprinterskie i czasówkę robi się 11. Gdyby Giro było serialem, można by powiedzieć, że pozostałych 10 odcinków to “fillery”.

Ale nie byłbym sobą, gdybym nie podchodził do każdego wyścigu ze sporym optymizmem. Kolejne imprezy przynoszą niepowtarzalne historie. Przekonaliśmy się już nie raz, że wyścigi, które zapowiadały się jako średnie, budowały w trakcie fascynującą narracje i kreowały nowych bohaterów.

Tegoroczne Giro będzie dla wielu zawodników szansą na życiowy wynik, rywalizacja o miejsca na podium wydaje się otwarta a po drodze śledząc peleton obejrzymy wiele wspaniałych widoków i zabytków.

Jasne, w ostatnich latach jesteśmy rozpuszczeni przez kolarzy, którzy co raz serwują nam historyczne wydarzenia. Niech to Giro będzie więc prezentem dla tych wszystkich, którzy są znużeni kolejnymi rajdami “Pogacara zabijającego kolarstwo”.

Jeśli nic złego się nie wydarzy, spodziewajcie się codziennych, porannych wpisów z analizą wydarzeń dnia poprzedniego, zapowiedzią i harmonogramem na dzień obecny, paru ciekawostek, obserwacji, danych i kilku słów komentarza. Plus do tego w dniach przerwy materiały w formie podcastów.

Dla tych, którzy chcą już dziś wprowadzić się w klimat Giro d’Italia, o godz. 17.00-18.45 w streamingach Eurosportu dostępna będzie transmisja z prezentacji drużyn, która odbędzie się w nadmorskiej miejscowości Burgas.

Zdjęcia: materiały prasowe ASO oraz RCS

oryginalny post na facebooku