Tour de Romandie. Do niedawna “ten najmniejszy” z siedmiu najważniejszych “tygodniowych” wyścigów etapowych. W tym roku to sześć dni, pięć etapów ze startu wspólnego oraz prolog w formie krótkiej, 3,2km czasówki. Krótszy będzie tylko Tour de Suisse, okrojony po prostu do pięciu odcinków.
Impreza w Romandii, francuskojęzycznej części Szwajcarii, boryka się z problemami finansowymi. Choć tegoroczna edycja jest bezpieczna – organizatorzy korzystają ze zgromadzonej poduszki finansowej, brak sponsora żółtej koszulki lidera powoduje, że kolejne lata funkcjonowania zawoców stoją pod znakiem zapytania. W 2027r Tour de Romandie będzie obchodzić swoje osiemdziesiąte urodziny – oby doczekał.
W przetrwaniu wyścigu powinny pomóc dwa fakty. Pierwszy to ograniczenie kosztów: kilka etapów rozgrywanych będzie na okrężnych trasach wokół miejscowości, co redukuje niezbędną logistykę do minimum (tak się wszyscy śmialiśmy przez lata z Czesława Langa a ten jednak miał rację ;) ). Drugi to start Tadeja Pogacara. Obecność będącego w szczytowym momencie kariery Słoweńca powinna podbić słupki oglądalności wyścigu, zarówno lokalnie jak i na skalę międzynarodową.
Będący w topowej dyspozycji mistrz świata ma za sobą zaledwie pięć dni startowych, z czego cztery wygrane oraz jedno drugie miejsce w kolejnych klasykach tej wiosny. Jest faworytem imprezy, biorąc po uwagę górzysty charakter trasy oraz przewagę fizyczną nad rywalami, trudno sobie wyobrazić inny scenariusz niż jego wygrana.
Pozostaje pytanie, czy Pogacar zdecyduje się zrobić show i popisze się długim atakiem na etapie pierwszym (premia górska 1. kategorii jest 37km przed metą), powalczy na finiszu w stylu wyścigów klasycznych na etapie drugim czy poczeka do ostatniego dnia, gdzie na zawodników czeka finisz na podjeździe (Leysin, 14,3km, 5,9%).
Konkurentów, czy też pretendentów do walki o kolejne miejsca na podium ma zacnych: Lipowitz i Roglic z RedBull Bora Hansgrohe, Lenny Martinez i Antonio Tiberi z Bahrain – Victorious, Oscar Onley z Ineos Grenadiers czy Luke Plapp z Jayco AlUla mogą i powalczyć o etapy i w generalce. “Gdyby nie Pogacar”, takie grono zapowiadałoby bardzo ciekawą rywalizację. Z możliwości odpuszczenia startu w TdR, korzystając z opcji jaką dają przepisy, zrezygnowały worldtourowe zespoły Decathlon CMS CGM, Uno-X, Lotto-Intermarche oraz Alpecin – PremierTech.
Trudno stwierdzić, dlaczego mistrz świata zdecydował się w tym roku na zmianę programu startowego. Faktem jest, że nigdy wcześniej nie opuszczał wyścigów etapowych we wstępnej fazie sezonu. Myśląc o kolejnym Tour de France gdzieś musi trenować specyficzność a przy tym ma okazję by “łatać” swoje sportowe CV. Romandii w swojej kolekcji jeszcze nie ma. Ponieważ, jak wynika z jego wielu wypowiedzi, powtarzalność go nudzi, oddech od dotychczasowej rutyny może pomóc utrzymać koncentrację na dalszą część sezonu.
Transmisje z Romandii w streamingach eurosportu jak najbardziej będą, popołudniami (ok. 15.30-17.30), od dzisiaj do niedzieli. Poprzedzone będą relacjami z Wyścigu Dookoła Turcji, w piątek do tego dojdzie klasyk w Niemczech, Eschborn – Frankfurt, od niedzieli pojawi się w harmonogramie kobieca Vuelta a najbliższy weekend jest również inauguracją Pucharu Świata w kolarstwie górskim.
Jeśli chodzi o mnie, to możecie spodziewać się tradycyjnych zapowiedzi i podsumowań najważniejszych imprez, czyli w tym wypadku Romandii, do której będę dodawał najciekawsze fakty z innych frontów według własnej selekcji. Po newsy sensu stricto zapraszam na kanały newsowe ;)
Poza Romandią, wydarzeniem z gatunku ważnych na tę chwilę jest rezygnacja ze startu w Giro d’Italia Joao Almeidy. Portugalczyk zmaga się od początku sezonu z kolejnymi infekcjami i nie będzie gotowy by zmierzyć się z Vingegaardem podczas włoskiego touru. Jak przypuszczam interesowałby go rewanż za zeszłoroczną Vueltę. Zespół UAE Team Emirates do Giro przystąpi więc bez wyraźnego lidera na klasyfikację generalną, choć podczas O Gran Camino bardzo dobrą dyspozycję zaprezentował Adam Yates, więc kto wie.

