Szybkie przegrupowanie i zmieniamy scenerię. To zabawne, najbliżej położone siebie punkty Ronde van Vlaanderen i dzisiejszego De Brabantse Pijl dzieli jakieś 15km. Jeden wyścig jest jednak ikoną “brukowanych klasyków” a drugi symbolicznie zaczyna “klasyki ardeńskie” (z dokładnością do tego, że ani Brabancka Strzała ani Amstel Gold Race nie prowadzą przez Ardeny ;) ). Z trasy Brabanckiej Strzały nie jest zresztą też przesadnie daleko do najważniejszych sektorów Paryż – Roubaix (około 100km).
Wszystko jest więc zatem umowne, ale w tym miejscu muszę przypomnieć genialną wiosnę Philippe’a Gilberta, który w 2011r wygrał właśnie wszystkie “ardeńskie klayski”: Brabancką Strzałę, Amstel Gold Race, Walońską Strzałę i Liege – Bastogne – Liege. Poprawił w ten sposób osiągnięcie Davide Rebellina z sezonu 2004, który wygrał trzy właściwie jednodniówki (czyli ten sam zestaw, ale bez Brabanckiej Strzały). Co ciekawe, choć miał taką szansę, Tadej Pogacar nie ma na swoim koncie ardeńskiego combo, ponieważ w zeszłym roku niespodziewanie przegrał Amstel Gold Race z Mattiasem Skjelmose. Wśród kobiet trzy ardeńskie klasyki w jednym roku wygrywały zaś Anna van der Breggen (2017) i Demi Vollering (2023).
Brabancka strzała to najmniej prestiżowy z “ardeńskich” klasyków, wyścig łączący nieco bruków z niewielkimi pagórkami. Elementy trasy tego wyścigu (w tym podjazd brukowaną ulicą Moskestraat) wykorzystywały Mistrzostwa Świata w 2021r (oficjalnie rozgrywane “we Flandrii”, starty wspólne w Leuven), wygrane przez Juliana Alaphilippe’a.
W zeszłym roku mieliśmy tam rywalizację Evenepoela z van Aertem, w 2021r z van Aertem wygrał Pidcock, w covidowym 2022 Alaphilippe z van der Poelem a w 2019r van der Poel z Alaphilippem.
Zdarzały się jednak edycje słabiej obsadzone i do takich zaliczyć należy tegoroczną. “Quality score” listy startowej to zaledwie 225 punktów a w peletonie zobaczymy mieszankę zawodników kończących przygodę z brukami i tych, którzy bardziej myślą o zbliżającej się jeździe przez ardeńskie podjazdy. Jest poobijany po upadku w Arenbergu Florian Vermeersch, dobrze prezentujący się na niektórych wyścigach Gregoire, po kontuzji doznanej w lutym na Kuurne-Bruksela-Kuurne do ścigania wraca Tim Wellens a do grona faworytów należy zaliczyć “van der Poela light”, czyli Tibora del Grosso.
W zawodach pań jest mistrzyni świata Valliers, mocna ekipa SDWorx z Kopecky i van der Breggen, FDJ Suez z Fanziską Koch, mamy Dominikę Włodarczyk z UAE oraz, co bardzo fajne, całą ekipę Mat Atom Developer Wrocław.
Wyścig mężczyzn jest stosunkowo krótki (163km), pań mieści się w dole widełek (126km). Oba będą dostępne w streamingach Eurosportu: pań od 12.45-14.45, panów od 15.15-17.55.
Dlaczego warto obejrzeć przynajmniej część relacji mimo braku wielu gwiazd na starcie? Urozmaicony teren, pora roku gdzie wielu kolarzy jest już w bardzo wysokiej dyspozycji, prestiż imprezy może nie najwyższy, ale takim sukcesem w portfolio raczej nikt nie pogardzi. Na Brabanckiej Strzale często dochodzi do niespodziewanych rozstrzygnięć, można więc cieszyć się oglądaniem ścigania bez tego całego szumu płynącego z mediów zarówno tradycyjnych jak i społecznościowych. Zatem polecam :)
W Eurosporcie dziś i jutro jeszcze dwa ostatnie etapy O Gran Camino, najbardziej górzyste, z finiszami na podjazdach. Jeśli chodzi o ten wyścig, to warta zauważenia jest wygrana etapowa i prowadzenie w klasyfikacji generalnej Ivana Romeo z Movistaru. Hiszpan jest młody (22 lata), wygrał jeszcze w zimie “Ruta del Sol”, teraz dobrze spisuje się w Gran Camino.
Gdyby nie fakt, że w ostatnich latach mamy zaburzony punkt odniesienia przez Evenepoela, Pogacara, Ayuso czy teraz Seixasa, można by mówić o dużym, obiecującym talencie. No ale cóż, skoro dziewiętnastolatek wygrywa Kraj Basków, to czy można ekscytować się dwudziestodwulatkiem “pokazującym potencjał” w ciężkich, ale jednak wyścigach niższej kategorii? Mimo tego podam też, że siódme miejsce w klasyfikacji zajmuje Patryk Goszczurny (development Vismy). Zobaczymy jak poradzi sobie dziś i jutro na etapach z finiszami na podjazdach.
Z ciekawych informacji muszę jeszcze wspomnieć o powrocie do wyczynowego sportu na pełny lub niemal pełny etat Taylora Phinneya. Mąż Kasi Niewiadomej po tym, gdy zakończył karierę szosowca i zrobił sobie przerwę od ścigania najpierw wrócił na trasy imprez gravelowych a teraz zaanonsował, że chce przygotować się do startu w Igrzyskach Olimpijskich 2028 i zakwalifikować się to drużyny kolarstwa torowego rywalizującej na 4000m. Phinney ma torowe tradycje w rodzinie a jego kariera rozpoczęła się właśnie od sukcesów na drewnianym owalu (był mistrzem świata na 4000m indywidualnie podczas czempionatu w Pruszkowie w 2009r). Zobaczymy, co wyjdzie z jego planu (obecnie Phinney ma niespełna 36 lat) tym bardziej, że w czasie zimowych Igrzysk pojawiały się informacje dotyczące potencjalnego startu na torze amerykańskiej gwiazdy łyżwiarstwa szybkiego, Jordana Stolza. W kontekście Phinneya to informacja o tyle pasująca do kontekstu, że jego matka, Connie Carpenter-Phinney była olimpijką i na łyżwach i w kolarstwie.

