Paul Seixas po raz trzeci. Tym razem jednak po znakomitej rywalizacji z Florianem Lipowitzem 1:1 a także drużynowej Decathlon vs RedBull, dodatkowo z licznymi bohaterami drugoplanowymi.
Jeśli popatrzeć na liczby, mogłoby się wydawać, że atakując na podjeździ Izua Seixas i Lipowitz nie pokazali niczego szczególnego, ponieważ ich czas podjazdu był tylko nieznacznie lepszy od Almeidy z 2025, gorszy od Ayuso z 2024 i Vingegaarda z 2023.
Ale zawsze liczy się kontekst a ten jest prosty: to był bardzo intensywny etap pełen ofensywnego ścigania, zatem nie dziwne, że w końcówce mimo powstających między zawodnikami różnic bezwzględne tempo nie było rekordowe.
Ostatecznie na finiszu Seixas pokonał Lipowitza, ale trzeba przyznać, że obaj zawodnicy zaprezenotwali się wczoraj znakomicie. Przyniosło to umocnienie się Francuza na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej i awans Niemca na drugą pozycję.
Gdyby nie dziwny upadek Javiera Romo, który doścignął przed szczytem Izuy a potem albo “liznął koło” Lipowitza albo został popchnięty przez kibica, mielibyśmy jeszcze ciekawszą końcówkę. Dodajmy do tego wcześniejsze ataki Vauquelina, akcję Solera z Benem Healym i robi się z tego jeden z ciekawszych etapów tego sezonu.
Dla Decathlon – CMA CGM to 14. wygrana w tym sezonie, jeśli dziś nie wydarzy się nic zaskakujacego, za klasyfikację Generalną Seixas dołoży sukces numer 15 (w tym tygodniu zawodnicy tej drużyny świetnie spisali się też w rozgrywanym równolegle “Région Pays de la Loire Tour”, czyli dawnym Circuit de la Sarthe, gdzie Antoine L'Hote wygrał etap i generalkę). Do tego Seixas jest dosłownie o krok, by wygrać nie tylko cały wyścig, ale też wszystkie klasyfikacje. Jest liderem generalki, punktowej, górskiej i młodzieżowej. Joan Bou z Caja Rural będzie musiał zabrać się w ucieczkę i punktować na kolejnych podjazdach jeśli myśli o wygraniu klasyfikacji górskiej. Jeśli RedBull nadal będzie się ścigał z Decathlonem i przez to ucieczka zostanie doścignięta, to wszystkie koszulku staną się własnością Seixasa.
Nie wolno jednak dzielić skóry na niedźwiedziu, zwłaszcza w Kraju Basków. Dzisiejszy etap to powtórka z rozrywki, krótki (135km), ale znów górzysty, więc trudny do kontrolowania a dodatkowo prognozowane jest załamanie pogody i deszcz. A w klasyfikacji generalnej choć dwa pierwsze miejsca wydają się być pewne, o tyle prawdopodobnie atak na trzeci stopień podium przypuści Ion Izagirre, który do Roglica traci zaledwie 10”.
Harmonogram jest taki jak codziennie (czyli meta ok. 17.30), szczyt ostatniego podjazdu jest zaledwie 9km przed metą (ta tym razem usytuowana na kawałku płaskiego po zjazdach). Nieustająco zachęcam do oglądania, bo dzieje się sporo, więc warto.
Dla części zawodników, którzy teraz ścigają się w Kraju Basków kolejnym startem będzie Amstel Gold Race za tydzień, ale teraz jeszcze mało kto o tym myśli.
Bo jutro Paryż-Roubaix.
Na konferencji prasowej Jasper Philipsen, który dwukrotnie był w tym wyścigu drugi, powiedział wprost: to Pogacar i van der Poel wybiorą sobie, w którym momencie ten wyścig stanie się ciężki dla reszty zawodników. Ja ciągle będę zakładał, że “tym trzecim” powinien być Filippo Ganna i nadal będę wyżej stawiał szanse van der Poela nad Pogacarem (ale powiedzmy, że w stosunku 55:45), ale Philipsen do pewnego stopnia ma rację.
Jeśli nie będzie zbyt wiele czynników losowych, ten wyścig będzie kolejny wielkim pojedynkiem najlepszych kolarzy na świecie, z których każdy (pisałem to już przynajmniej kilka razy, ale w takich realiach oglądamy kolarstwo!) może napisać kawał historii tego sportu. Dziś w rejonie Roubaix ma lekko popadać, nic nie zapowiada jednak wyścigu w błocie czy po mokrym bruku.
Do zeszłego roku sobota, czyli tak jak dziś, była przez pięć lat dniem rywalizacji kobiet (Paryż-Roubaix dla pań miał być zorganizowany w 2020r, ale storpedował go Covid, ruszył więc na dobre w 2021r). Tym razem będzie on rozgrywany w niedzielę, po wyścigu panów. Na kolejnych sektorach bruku oraz na mecie damski peleton pojawi się około 90 minut po męskim. Realnie po przejechaniu wszystkich zawodników i kolumny wyścigu kibice stojący przy trasie nie będą musieli za długo czekać aż dojadą do nich najlepsze kobiety.
Biorąc jednak pod uwagę, jak elektryzująca jest rywalizacja Pogacara z van der Poelem, rozgrywana niemal równolegle ta z udziałem Kopecky vs Vos i Ferrand Prevot będzie w cieniu dwóch gigantów. Nawet, jeśli w przypadku kobiet również mówimy o walce jednej z największych specjalistek klasyków ze zwyciężczynią Tour de France.
Szczegółowy harmonogram obu wyścigów i kilka słów więcej o faworytach i faworytkach wjadą jutro.
Dziś za to jeszcze kilka smaczków sprzętowych. Od wczoraj tematem jest wypatrzona w rowerach Lidl-Trek pompowana wkładka do opon Odyssey Optis. Ma ona pomóc w razie ewentualnego defektu a “kara” związana ze zwiększonymi oporami toczenia ma podobno być niewielka. Na temat systemu nie wiadomo za wiele. W zeszłym roku był on krótko testowany przez redakcję Pinkbike, ale właściwie bez żadnej konkluzji.
Biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach coraz mniej jest na Paryż-Roubaix customowych rozwiązań, jest to jakaś ciekawostka. Podobnie jak zastosowana przez Ineos-Grenadiers kombinacja związana z napędem. Do klamkomanetek Dura-Ace oraz korb z jedną zębatką zabezpieczoną prowadnicą (co nie jest już żadną nowością a powoli staje się standardem na wyścigach rozgrywanych z dala od dużych gór) dopasowano tylne przerzutki XTR, czyli najwyższej grupy mtb. Zapewne mocniejsza sprężyna i sprzęgło mają sprawić, że napęd na bruku będzie bardziej niezawodny i uchroni przed problemami ze spadającym lub przeskakującym łańcuchem.

