Skrócony etap bez finiszu na podjeździe podczas Volta a Catalunya okazał się ciekawszy niż można się było spodziewać. Tom Pidcock ścigał się z Remco na pierwszej premii lotnej, zdobył też bonusowe sekundy na trzeciej a także na finiszu. Jak stwierdził, może powinien był lepiej sprawdzić, gdzie są premie i jak wygląda zmieniona w stosunku do pierwotnego planu końcówka, ale i tak nie wyszło źle. Pidcock uzbierał w sumie dziewięć sekund bonifikat, awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej a co ważne, nie czuje już zmęczenia po Mediolan – San Remo. Z kolei fakt, że Remco również walczył na premii może sugerować, że jego urazy po pechowym upadku dzień wcześniej nie są zbyt dotkliwe.
Jeśli zaś chodzi o sam finisz, to znakomicie rozegrał go Ethan Vernon z NSN, który jako pierwszy wjechał w sekcję łuków i skutecznie bronił swojej pozycji do mety. Jeśli nic się nie zmieni, to jednak koniec szans dla sprinterów w tym wyścigu.
Formę Pidcocka i stan zdrowia Evenepoela zweryfikują najbliższe trzy dni. Gdy to piszę, nie ma informacji, by etap z metą na La Molina miał być zmieniony, zatem dziś będzie 155km, pięć premii górskich w tym ostatni o parametrach 16,5km i 7,5%. Biorąc pod uwagę niepewną dyspozycję Evenepoela, drużyna RedBulla nie może zapomnieć, że ma też w składzie Lipowitza.
Planowana pora finiszu to godz. 16.00, u podnóża La Moliny kolarze powinni być ok 45’ wcześniej.
A to daje przestrzeń na obejrzenie ostatnich 90 minut znakomitego klasyku E3. Szesnaście oznaczonych podjazdów (w tym Kruisberg, Eikenberg, Paterberg oraz Kwaremont) i dziesięć odcinków bruku a na starcie van der Poel, Pedersen, Girmay, Gregoire, Stuyven czy Laporte. O wspomnianej godz. 16 będą w okolicach podjazdu numer 11, czyli Eikenbergu i będą wjeżdżali w decydującą fazę wyścigu. Finisz około 17.30.
Jeśli ostatnio była mowa o nazwach, to „E3” odwołuję się do autostrady, która na przestrzeni lat stała się autostradą E17, ale choć po drodze pojawiali się też sponsorzy tytularni wyścigu (obecnie Saxo Bank), to „E3” w nazwie pozostało. I fajnie.
Czy fajne nadal są plakaty promujące imprezę, starające się w jakiś sposób prowokować, łamać tabu lub po prostu grać na określonym rodzaju poczucia humoru, pozostawiam Waszej ocenie.
Są niewątpliwie jednym z wyróżników „E3”, ale „w roku 2026” uważam, że impreza jest na tyle dobra sama w sobie, że nie potrzebuje akurat takiej reklamy. Aczkolwiek równocześnie trzeba przyznać, że choć ich materiały są cringowe, to 3l pokal napełniony Kwaremontem dla zwycięzcy robi co roku viralową robotę (tu czekam z kolei na oburz neoprohibicjonistów).
Jeśli chodzi o kwestie sportowe, to teoretycznie MVDP jest ponad wszystkimi swoimi rywalami, którzy wraz z nim staną dziś na starcie w Harelbeke. Ale zwycięzcy są na mecie to raz a dwa, poza jego potencjalnym atakiem na Paterbergu interesująco zapowiada się test formy Madsa Pedersena, który po kontuzji rozpoczął z powodzeniem sezon w Mediolan – San Remo.
I nie zapominajmy, w to jednak jest sport i niespodzianki się zdarzają. W kobiecym Ronde van Brugge był finisz z peletonu, ale Lorena Wiebes miała złą pozycję i nie była w stanie włączyć się do walki o zwycięstwo (dojechała szósta) a Elisa Balsamo spóźniła się i wystarczyło jej mocy by zająć drugie miejsce. Wcześniej w kraksie leżała Charlotte Kool, zatem w takich okolicznościach po zwycięstwo sięgnęła dziewiętnastolatka, Carys Lloyd z Movistaru.

