Kronika Kolarska 20.03.2026

Mamy wiosnę. Od wczoraj od 15.46. A Mediolan – San Remo to po prostu “Classica di Primavera”, wiosenny klasyk. Pierwszy i zarazem najdłuższy monument sezonu, jeden z pięciu najważniejszych wyścigów jednodniowych. I mamy to szczęście, że znów, poza kilkudziesięcioma potencjalnymi pretendentami, zmierzy się w nim dwóch najlepszych kolarzy na świecie.

Ale to nie wszystko, bo od zeszłego roku swój “Mediolan – San Remo” mają także panie. A raczej wyścig ten powrócił do kalendarza po 19-letniej przerwie.

Tyle tylko, że z kobiecym MSR mam pewien problem. I nie jest nim akurat to, że zaczyna się w Genui, czy też, że jest niemal o połowę krótszy niż wyścig męski. O ile bowiem ten jest najdłuższym klasykiem w kalendarzu, o tyle z zawodów pań dłuższa jest Flandria, często Liege-Bastogne-Liege, Amstel Gold Race a nawet sierpniowy klasyk w Plouay. W związku z tym damski MSR, choć korzysta z legendarnej marki realnie jest “jednym z wielu” a nie “tym wyjątkowym”.

Co nie zmienia faktu, że jego przywrócenie samo w sobie jest wartością i nie wątpię, że w najbliższych latach organizatorzy zadbają, by stał się wydarzeniem unikatowym.

Ponieważ poziom kolarstwa kobiet rośnie szybko, również dla nich Cipressa i Poggio nie są wybitnym wyzwaniem, szczególnie po dystansie (156km), z którym większość damskiego peletonu jest zaznajomiona. Na dowód tego w pierwszym po przerwie MSR pań triumfowała – a jakże – sprinterka, czyli Lorena Wiebes.

A skoro zrobiła to rok temu, dlaczego nie miałaby tego powtórzyć w sezonie 2026? Oczywiście możliwe są różne scenariusze, ale jej ekipa, czyli SD Worx ma bardzo mocny skład – jeśli nie ona, to z Cipressą i Poggio powinna bez większych problemów poradzić sobie powracająca do formy Lotte Kopecky. Musimy jednak pamiętać, że to już nie te czasy, gdy zawodniczki SD Worx robiły co chciały – teraz mają mocne i wyrównane grono rywalek a w kobiecym Mediolan – San Remo jadą niemal wszystkie najlepsze kolarki świata. Ze sprinterek mamy wspomnianą Wiebes, Balsamo, Kool, Consoni. I jeśli zawodniczki lepsze od nich pod górę wybiorą taktykę a nie moc, to znów wyścig może rozegrać się finiszem na Via Roma. Napisałem wcześniej “niemal”, ponieważ w ostatniej chwili z listy startowej wypadły Elisa Longo – Borghini (z powodu choroby) oraz Marianne Vos (z powodu problemów zdrowotnych jej ojca).

Według rankingu Procyclicngstats drugą najwyżej notowaną kolarką po Wiebes jest więc… Katarzyna Niewiadoma. Bardzo mocna w Strade Bianche, jednak często niewystarczająco dynamiczna by zgubić rywalki. Jest jednak faworytką i będzie mierzyć się z presją oraz z konkurentkami: wspomnianą wcześniej Kopecky, Pieterse, Fisher-Black czy Le Court. Zobaczymy czy w ekipie UAE pod nieobecność Longo – Borghini oraz zwyciężczyni Trofeo Alfredo Binda, czyl Swinkels, szansę dostanie Dominika Włodarczyk. Oprócz niej i Niewiadomej w “Sanremo Women” pojadą jeszcze Marta Lach, Agnieszka Skalniak – Sójka i Karolina Perekitko.

Panie, zależnie od pogody i wiatru swój wyścig zakończą około 14.30. Transmisja w streamingach Eurosportu rozpocznie się o 12.30, transmisję warto włączyć najpóźniej o 13, gdy czołówka znajdzie się w okolicy trzech niewielkich podjazdów: Capo Mele, Capo Cervo i Capo Berta.

Wspomniałem o pogodzie, ponieważ może ona odegrać bardzo istotną rolę w jutrzejszych zawodach. Wstępnie w Ligurii ma być pogodnie: niezbyt ciepło (niskich naście stopni) i bez deszczu. Za to z niewielkim wiatrem, który w końcówce może wiać peletonowi w twarz.

A to zmieni dynamikę obu wyścigów, i kobiecego i męskiego. Bo o ile w zawodach pań sprawa jest dość klasyczna: sprinterki muszą przetrwać podjazdy by zafiniszować na Via Roma, o tyle u panów mamy w planie ikoniczny pojedynek Pogacara z van der Poelem a reszta zawodników to potencjalne “czarne konie”.

O Pogim i MVDP napisałem sporo wczoraj a Wy dodaliście do tego fajną dyskusję w komentarzach. Podsumowując, uważam, że Pogacar i jego drużyna spróbują zrobić to, co rok temu tylko lepiej. O ile oczywiście nie przeszkodzi im wiatr. Nie wejdą jednak drugi raz do tej samej rzeki, bo jest ona faktycznie inna niż ostatnio. Choćby ze względu na kontuzje, które wykluczyły z wyścigu Wellensa i Narvaeza. Nie wątpię, że skład pełen mocarnych “koni pociągowych” wygra walkę o pozycję przed Cipressą i odpowiednio zadba o rozprowadzenie Pogacara. Ale jak w tamtym miejscu poradzi sobie del Toro, który powinien być kluczowym pomocnikiem dającym ostatnią zmianę pod górę – tego dowiemy się już po fakcie.

Jeśli będzie pod wiatr to może okazać się, że atak na Cipressie będzie czczym wysiłkiem. A wtedy na Poggio, a kto wie, może nawet na jego szczycie zobaczymy nieco większą grupę. Do formy stopniowo i skutecznie dochodzi Pidcock (a jeśli będzie w czołówce na Poggio, to pamiętajmy, że jest prawdopodobnie najlepszym zjazdowcem w peletonie), coraz lepiej prezentuje się van Aert. Ganna na Tirreno – Adriatico tak jak van der Poel skupiał się tylko na wybranych celach, więc w dniu próby może być nawet lepszy niż rok temu (a rok temu był drugi). Nie zobaczymy niestety Brennana, który w ostatniej chwili się rozchorował, ale jest przecież Philipsen – sprinterski “plan B” (modne słowo w ostatnich dniach) w drużynie Alpecin – Premier Tech. Szybciej niż się spodziewano po złamanym obojczyku i nadgarstku na szosę wraca Mads Pedersen ratując nieco drużynę Lidl – Trek, w której zachorował Jonathan Milan. Czy jednak Duńczyk w pierwszym starcie utrzyma się z przemocnymi i przemotywowanymi rywalami? Byłoby to spore zaskoczenie. A kto wie, jeśli Pogacar z van der Poelem zapętlą się w taktycznych rozgrywkach może zobaczymy zwycięzcę – niespodziankę. Np. Tobiasa Lunda Andresena.

Wyścig będzie transmitowany w całości. Czy to znaczy, że zachęcam Was do ślęczenia przed ekranami od 9.45 do 17.15? Ależ oczywiście, że nie. Proponuję jednak kontrolować sytuację, bo kto wie, może sprawdzi się jeden ze scenariuszy i zawodnicy UAE Team Emirates – XRG spróbują zredukować peleton na przełęczy Turchino, czyli jeszcze przed 150km (około godz. 13.30). Jeśli nie, to drugie przyspieszenie może nastąpić w okolicach trzech podjazdów: Capo Mele, Capo Cervo i Capo Berta, między 246 a 259km (15.20-15.45). A jeśli nie tam, to czas “must see” zaczyna się od dojazdu do Cipressy, na wąskich drogach wzdłuż wybrzeża, od około 15.50. Finisz planowany jest najwcześniej o 16.37.

zdjęcia: materiały prasowe rcs

oryginalny post na facebooku