Kronika Kolarska 12.03.2026

Mathieu van der Poel i Jonas Vingegaard zakończyli wczorajszy dzień z bardzo dosadną prezentacją wysokiej dyspozycji, w jakiej się znajdują. To dobrze dla nas, bo oznacza, że w tym sezonie jeszcze nie wszystko stracone.

Van der Poel bez większych problemów przetrwał strome podjazdy w końcówce czwartego etapu Tirreno – Adriatcio. Owszem, krótkie podjazdy, ale MVDP znajdował się w otoczeniu mocnych górali, zatem nie było oczywiste, czy wytrzymai nie odpadnie z czołowej grupy. Poradził sobie i z tempem nadawanym przez Jorgensona i z przyspieszeniem del Toro.

Na prostej prowadzącej do finiszu, choć dla del Toro zamieszanie w czołówce wprowadzał Christen a van Aertowi pomagał Jorgenson a następnie długiego finiszu spróbował Ganna, van der Poel zachował spokój. Wyczekał do 300m przed kreską, gdzie odpalił atomowe przyspieszenie, zdobył wyraźną przewagę i chwilę później mógł spokojnie celebrować zwycięstwo mijając linię mety.

To było imponujące. I tak, w przyszłą sobotę będzie musiał wytrzymać ataki Pogacara na Cipressie i Poggio (a jak wiemy po Strade Bianche del Toro jest jednak poziom niżej od Słoweńca), ale jeśli to zrobi, znów na finiszu będzie faworytem.

Tymczasem we Francji Jonas Vingegaard w dużo lepszych niż dzień wcześniej warunkach postanowił sprawdzić nie tylko wytrzymałość i odporność na zimno, ale też po prostu swoją formę. I sprawdzian ten wypadł znakomicie. Na podjeździe 20km przed metą, rozprowadzony najpierw przez pozyskanego przed tym sezonie do Vismy Armiraila a następnie przez Campenaertsa dynamicznie przyspieszył i pojechał samotnie do mety.

Trwający sześć i pół minuty właściwy atak z prędkością podjeżdżania 2153m/h (dwukilometrowy podjazd Cote de Saint Jean de Muzols o średniej stromiźnie 11,3%) przekłada się na estymowaną moc w granicach 7,4W/kg. Nawet na tak krótkiej górze to rezultat wybitny, tym bardziej, że po nim nastąpiły jeszcze dwa kolejne podjazdy.

Dwie minuty przewagi nad resztą stawki (drugi do mety dojechał V. Paret-Peintre, trzeci Lenny Martinez a Dani Martinez był szósty) to demolka w stylu Tadeja Pogacara. Jeżeli Vingegaard jest numerem dwa w górach i w wyścigów etapowych, to pokazuje a raczej przypomina, jak bardzo mocny ten numer dwa jest. Nawet, jeśli – patrząc również po komentarzach pod wczorajszym porannym wpisem – nie jest zawodnikiem najbardziej lubianym przez publiczność.

A co dzisiaj?

A dzisiaj kontynuacja jazdy przez górzysty teren, zarówno na Tirreno-Adriatico jak i na Paryż-Nicea.

Ze względu na ciekawą sytuację w klasyfikacji generalnej – dzięki dobremu finiszowi na drugim miejscu i bonifikacie Pellizzari przejął prowadzenie od del Toro – lepiej zapowiada się etap we Włoszech. Cała trasa (ponad 180km) to ciągła jazda w górę i w dół a ostatnie kilometry to krótki podjazd (z maksymalną stromizną 15%), zjazd i ostatnie metry do mety znów prowadzące pod górę. Wydaje się, że to powinno sprzyjać del Toro, ale Meksykanin choć jest bardzo mocny, w worldtourowym peletonie nie ma takiej przewagi jak podczas klasyków średniej rangi, zatem zapowiada się ciekawa rywalizacja i o etap i o miejsce w klasyfikacji generalnej. Tym bardziej, że to przedostatnia szansa na tym wyścigu. Górzyście będzie jeszcze w sobotę a w niedzielę etap dla siebie mają sprinterzy. Transmisję najlepiej włączyć nie później niż u podnóża przedostatniego podjazdu, ok. 25km przed metą, czyli około godziny 15.00. Finisz zaplanowano około 15.40-45.

Na Paryż-Nicea też będzie górzyście, ale nieco łatwiej. Ostatnich 40km to także jazda w górę i w dół, meta jest jednak na zjeździe a podjazdy raczej łatwiejsze niż na Tirreno-Adriatico. Powinna dojechać jakaś mocna ucieczka, ale nigdy nic nie wiadomo, przy dużych różnicach w klasyfikacji może ktoś będzie chciał zaskoczyć rywali jakąś nietypową akcją.

Finisz zaplanowano około 17.00, tak jak na T-A myślę, że warto włączyć transmisję na ostatnich 40 minut.

oryginalny post na facebooku